Wrak Tu-154M

Wrak Tu-154M / Fot. Wikipedia

Kulisty katastrofy smoleńskiej opisał Tadeusz Święchowicz w książce „Smoleński upadek katastrofa, która wstrząsnęła światem” opublikowanej przez wydawnictwo Fronda. Choć podtytuł nie jest adekwatny do rzeczywistości – katastrofa smoleńska została zignorowana przez świat – to książka Święchowicza jest bardzo sprawnie napisaną pozycją, zawierającą dużo faktów, pozwalających czytelnikom samodzielnie wyrobić sobie zdanie o tragicznym wypadku. Autor dynamicznie opisał wydarzenia z punktu widzenia aktorów dramatu (pilota, kontrolera lotu). Czytelnik w książce znajdzie dokładny opis przyczyn katastrofy, samej katastrofy i śledztwa.

Zobacz także: Te słowa wyciskają łzy! O. Buczyński o hospicjach perinatalnych: „Dziecko miało umrzeć, a żyje do dziś” [NASZ WYWIAD]

Wypadek Cesny 228

Katastrofa obnażyła brak przygotowania Polski do misji w sytuacji zagrożenia. W styczniu 2008 miał miejsce wypadek wojskowego samolotu Casa, w którym zginęli wysocy rangą żołnierze wojska polskiego. Wypadek ten ponownie przypomniał, że nie wolno dopuszczać do wspólnego lotu wysokich rangą dowódców. Z katastrofy nie wyciągnięto jednak żadnych wniosków. Wbrew wszelkim zasadom w lot do Smoleńska jednym i tym samym samolotem wybrali się wyżsi dowódcy Polskich Sił Zbrojnych. Na pokład samolotu zaprosiła dowódców armii Kancelaria Prezydenta, dowódcy nie wiedzieli, że lecą razem. Zgromadzenie na pokładzie samolotu najważniejszych osób w państwie było kompromitacją Służby Wywiadu i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Poziom nieprzygotowania przez służby specjalne podróży prezydenta, obrazuje to, że funkcjonariusze nie mieli nawet broni maszynowej.

Niewątpliwie piloci Tu 154 znajdowali się pod presją. W sierpniu 2008 Lech Kaczyński usiłował wymusić na polskich pilotach lot do Tbilisi, lotnicy odmówili. Prezydent publicznie zarzucił im tchórzostwo. Pilot lotu do Smoleńska był wówczas drugim pilotem. Wojsko chciało, by samolot prezydencki do Smoleńska wyleciał z Warszawy o 5 rano, by mieć czas na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Na tak wczesną porę nie zgodziła się Kancelaria Prezydenta.

Polscy lotnicy wielokrotnie latali do Smoleńska. Nie był to lot w nieznane, pomimo braku potrzebnej dokumentacji od Rosjan. Samolot Tu 154 wyleciał z Warszawy o 7.24. Lot miał trwać 75 minut. Na pokładzie znajdowało się 96 osób.

Mgła

Mgła przed katastrofą utrzymywała się w Smoleńsku od trzech dni. Lotnisko było opuszczoną ruiną. Nie nadawało się do lądowania. Rosja nie miała pieniędzy, by utrzymywać już niepotrzebną infrastrukturę. W Smoleńsku nie było profesjonalnej stacji meteo, prognozy pochodziły z oddalonej o 300 km od Smoleńska stacji. Brak stacji meteo, możliwości uzyskania aktualnej prognozy pogody, powinien uniemożliwiać z zasady loty do Smoleńska. Dodatkowo radiolatarnie w Smoleńsku działały wadliwie.

1 godzinę 16 minut przed katastrofą pomimo mgły Jak 40 z Polski cudem wylądował na lotnisku w Smoleńsku. 1 godzinę 15 minut do katastrofy z powodu mgły nie wylądował w Smoleńsku rosyjski Ił 76 z samochodami dla polityków. Ił 76 próbował przez kolejne 19 minut wylądować. 27 minut przed katastrofą załoga została uprzedzona o mgle w Smoleńsku. 17 minut przed katastrofą kolejny raz kontrolerzy lotu ostrzegli załogę o mgle. Równocześnie załogę Tu 154 warunkach pogodowych uniemożliwiających lądowanie ostrzegła załoga polskiego Jaka 40, który był już w Smoleńsku. 16 minut przed katastrofą kapitan Jaka 40 ponownie ostrzegł Tu 154 przed coraz większą mgłą. 15 minut przed katastrofą Tu 154 miał 12 ton paliwa na 2 godziny lotu. 12 minut przed katastrofą kapitan Jaka 40 poinformował Tu 154, że rosyjski Ił 76 nie zdołał wylądować w Smoleńsku z powodu mgły. 9 minut przed katastrofą załoga Tu 154 rozpoczyna lądowanie. 4 minuty przed katastrofą załoga Jaka 40 kolejny raz przestrzegła Tu 154 przed lądowaniem – Tu 154 kontynuuje lądowanie. Dodatkowo rosyjscy kontrolerzy udzielali załodze błędnych informacji. 1 minuta 30 sekund przed katastrofą przerwana została sieć energetyczna w pobliżu Smoleńska – Tu 154 znajduje się jednak według stenogramu lotu w innym miejscu.

Zadziwiająco cicha katastrofa

Sama katastrofa była zadziwiająco cicha, okoliczni mieszkańcy jej nie zauważyli. Nie było wybuchu. Rozerwane na strzępy szczątki samolotu i zmasakrowane zwłoki pasażerów otaczały niewielkie ogniska pożaru. Strażacy sprawnie zneutralizowali rozlane paliwo. Miejsce wypadku zabezpieczało 180 osób. „Moskwa przeznaczyła na badania katastrofy ogromne siły i środki. Sprawie nadano najwyższą rangę, skierowano do pracy nad nią setki śledczych, ekspertów i fachowców”. Na miejscu katastrofy pracowało 1089 Rosjan i 132 pojazdy rosyjskie. Okazało się, że Rosjanie mają doskonałe procedury kryzysowe i bez problemu je wdrażają.

Zadziwiająca była ogromna skala zniszczeń Tu 154. Znikła też duża część wraku a fragmenty samolotu były w dziwny sposób porozrzucane. Teren katastrofy został pobieżnie przeszukany. Nie zabezpieczono wraku.

Rosjanie przejęli dzięki katastrofie NATO-wski sprzęt komunikacyjny

Z wraku zniknął system łączności satelitarnej. Rosjanie przez kilkadziesiąt minut mieli dostęp do łączności NATO i mogli rozkodować całą łączność sprzed katastrofy. Z wraku zniknęła też kabina pilotów z tajnymi urządzeniami NATO. W trakcie akcji ratowniczej służby specjalne Rosji zapewne skopiowały zawartość urządzeń elektronicznych ofiar.

Polscy funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu nie oczekiwali na prezydenta i wyższych dowódców polskiej armii na lotnisku, nie sprawdzili przed przylotem lotniska. Funkcjonariusze BOR dotarli na miejsce katastrofy po skończonej akcji. Do wraku zostali dopuszczeni 3 godziny po katastrofie.

Równocześnie w mediach rosyjskich i polskich rozpoczęła się ogromna akcja dezinformacyjna mająca na celu przerzucenie całej odpowiedzialności na polskich pilotów. W ramach skoordynowanej akcji dezinformacyjnej podawano fałszywą godzinę wypadku (8.56).

Rosyjska odpowiedzialność

Pomimo że rosyjscy kontrolerzy informowali Tu 154 o braku warunków do lądowania w Smoleńsku, spada na nich współodpowiedzialność za katastrofę. Nie zamknęli lotniska i udzielali Tu 154 nieprawdziwych informacji. Było to zapewne spowodowane brakami w sprzęcie, złym stanem technicznym sprzętu, brakiem uprawnień kontrolerów do pracy (nie mieli aktualnych certyfikatów i aktualnych badań) i odmienną od światowej terminologią używaną w rosyjskim lotnictwie (np. Polska i zachód stosują inne miary ciśnień niż Rosjanie). Raport rosyjskiej komisji badania wypadków MAK ukrył współodpowiedzialność Rosjan.

Spośród 1000 wyprodukowanych Tu 154 rozbiło się 66 maszyn. Nawet w Rosji Tu 154 wycofano z pasażerskiej komunikacji. Rządowy Tu 154 był starym egzemplarzem, przestarzałego modelu samolotu, pozbawionego normalnych systemów bezpieczeństwa. Tu 154, którym leciał prezydent, był przed katastrofą remontowany przez firmę bez doświadczenia należącą do znajomego Putina. Remont był kilkukrotnie droższy od wartości samolotu. Po remoncie rządowy Tu 154 latał 130 godzin. W trakcie tego krótkiego czasu miał 8 awarii. Był składakiem niekompatybilnych części rosyjskich i amerykańskich. Nie wiadomo czemu Lech Kaczyński był pasażerem tej latającej trumny.

Mak, czyli ta sama instytucja dopuszcza samoloty do lotu i bada przyczyny katastrofy

MAK to relikt po nieistniejącej WNP, kontynuatorki ZSRR. Połączenie przedsiębiorstwa i przedstawicielstwa dyplomatycznego chronionego immunitetem. Ciało, które nikomu nie podlega (w tym i władzom Rosji). Na czele MAK od lat stoi Tatiana Anodina, 71-letni generał lotnictwa, wieloletni minister lotnictwa ZSRR, wdowa po ministrze łączności ZSRR, konkubina byłego premiera Rosji Primakowa. MAK z jednej strony zarabia na dopuszczaniu do użytku samolotów, a z drugiej strony bada przyczyny wypadków – logiczne więc jest to, że MAK nie stwierdzi jako przyczyny awarii wady sprzętu dopuszczonego przez MAK do eksploatacji (wtedy by sam siebie obwiniał). MAK z reguły wini za wypadek lotniczy pilotów lub obsługę lotniska. MAK reguluje też rynek lotniczy, na którym działają podmioty należące do syna Anodiny i jej samej. Nie można więc dziwić się, że raport MAK był tendencyjny i kłamliwy. Dodatkowo Rosjanie nie mogli się przyznać do tego, że ich kompleks wojskowy (przynoszący duże dochody) produkuje wadliwy sprzęt. Byłoby to samobójstwo na międzynarodowych rynkach broni.

Rząd Tuska nie zrobił nic dla wyjaśnienia katastrofy. Polacy nie mieli nawet dostępu do ustaleń rosyjskiego śledztwa. Rosjanie nie zechcieli podzielić się wynikami swojego śledztwa z Polakami. A polska prokuratura utajniła śledztwo. Utajnienie wszelkich informacji stało się pożywką dla teorii spiskowych. Teorie spiskowe zakładały: wspólny zamach Rosjan i PO, zamach tylko Rosjan, ustawienie w Smoleńsku fałszywych radiolatarni i oświetlenia, atak elektroniczny na przyrządy samolotu, próba uniknięcia kolizji, sabotaż, atak działem laserowym, atak impulsem elektromagnetycznym. Teorie spiskowe nakręcał fakt, że w dniu katastrofy wszystkie samoloty lądujące w Smoleńsku miały problemy z GPS, nad lotniskiem krążył niezidentyfikowany samolot, Rosjanie dysponują techniką wytwarzania sztucznej mgły (stosują ją do gaszenia pożarów).

Przyczyn katastrofy nie wyjaśniły w części nieczytelne zapisy z czarnych skrzynek. Dane z rejestratora lotu QAR dalej są utajnione. Rosja nic nie zyskała na katastrofie, a wręcz straciła. W wyniku katastrofy NATO przeorientowało swoją strategię i uznało Rosję za zagrożenie (co utrudnia Rosji działania).

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wjazd Jezusa do Jerozolimy - Pietro Lorenzetti, 1320

Wjazd Jezusa do Jerozolimy - Pietro Lorenzetti, 1320 / Fot. Wikimedia Commons

Niedziela Palmowa.

PROCESJA Z PALMAMI: EWANGELIA (Mt 21, 1-11) Wjazd Jezusa do Jerozolimy. 

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Gdy się zbliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów, mówiąc im: «Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie uwiązaną oślicę i przy niej źrebię. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam ktoś coś mówił, powiecie: „Pan ich potrzebuje i zaraz je odeśle”». A stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka: «Powiedzcie Córze Syjonu: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy». Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. Tłum zaś ogromny słał swe płaszcze na drodze, a inni obcinali gałązki z drzew i słali nimi drogę. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: «Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!» Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?» A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei».



EWANGELIA (Mt 26,14-27,66)  

Męka Pana naszego, Jezusa Chrystusa, według świętego Mateusza.



Zdrada Judasza

E. Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: I. Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam? E. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

Przygotowanie Paschy

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: T. Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy? E. On odrzekł: + Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka, i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami. E. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Wyjawienie zdrajcy

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: + Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda. E. Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: I. Chyba nie ja, Panie? E. On zaś odpowiedział: + Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany.

Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. E. Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: I. Czyżbym ja, Rabbi? E. Odpowiedział mu: + Tak, ty.

Ustanowienie Eucharystii

E. A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: + Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. E. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: + Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. Lecz powiadam wam: Odtąd nie będę już pił napoju z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami, nowy, w królestwie Ojca mojego. E. Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej.

Przepowiednia zaparcia się Piotra

Wówczas Jezus rzekł do nich: + Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę Pasterza, a rozproszą się owce ze stada. Lecz gdy powstanę, udam się przed wami do Galilei. E. Odpowiedział Mu Piotr: I. Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię. E. Jezus mu rzekł: + Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. E. Na to Piotr: I. Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie. E. Podobnie też mówili wszyscy uczniowie.

Modlitwa i trwoga konania

Wtedy przyszedł Jezus z nimi do posiadłości zwanej Getsemani i rzekł do uczniów: + Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę i tam się pomodlę. E. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: + Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną. E. I odszedłszy nieco do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: + Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie! E. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: + Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe. E. Powtórnie odszedł i tak się modlił: + Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja! E. Potem wrócił i zastał ich śpiących, bo oczy ich były zmorzone snem. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, wypowiadając te same słowa. Potem przyszedł do uczniów i rzekł do nich: + Śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy! Oto blisko jest mój zdrajca.

Pojmanie Jezusa

E. Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: I. Ten, którego pocałuję, to właśnie On; Jego pochwyćcie! E. Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: I. Witaj, Rabbi! E. I pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: + Przyjacielu, po co przyszedłeś? E. Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: + Włóż miecz na swoje miejsce, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc wypełnią się Pisma, że tak się stać musi? E. W owej chwili Jezus rzekł do tłumów: + Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę, żeby Mnie ująć. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pochwyciliście Mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków. E. Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.

Jezus wobec Sanhedrynu

Ci zaś, którzy pochwycili Jezusa, zaprowadzili Go do najwyższego kapłana, Kajfasza, gdzie zebrali się uczeni w Piśmie i starsi. A Piotr szedł za Nim z daleka, aż do pałacu najwyższego kapłana. Wszedł tam na dziedziniec i usiadł między służbą, aby widzieć, jaki będzie wynik. Tymczasem arcykapłani i cały Sanhedryn szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić. Lecz nie znaleźli, chociaż występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęło dwóch, mówiąc: T. On powiedział: Mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować. E. Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: I. Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie? E. Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: I. Zaklinam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży? E. Jezus mu odpowiedział: + Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich. E. Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: I. Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo. Jak wam się zdaje? E. Oni odpowiedzieli: T. Winien jest śmierci. E. Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go i szydzili: T. Prorokuj nam, Mesjaszu, kto Cię uderzył!

Zaparcie się Piotra

E. Piotr zaś siedział na zewnątrz, na dziedzińcu. Podeszła do niego jedna służąca i rzekła: I. I ty byłeś z Galilejczykiem Jezusem. E. Lecz on zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł: I. Nie wiem, o czym mówisz. E. A gdy poszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli: I. Ten był z Jezusem Nazarejczykiem. E. I znowu zaprzeczył pod przysięgą: I. Nie znam tego Człowieka. E. Po chwili ci, którzy tam stali, podeszli i rzekli do Piotra: T. Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo nawet twoja mowa cię zdradza. E. Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: I. Nie znam tego Człowieka. E. A natychmiast zapiał kogut. Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który powiedział: Nim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.

Jezus wydany Piłatowi

A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić. Związawszy Go, zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Poncjusza Piłata.

Koniec zdrajcy

Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: I. Zgrzeszyłem, wydając krew niewinną. E. Lecz oni odparli: T. Co nas to obchodzi? To twoja sprawa. E. Rzuciwszy srebrniki w stronę przybytku, oddalił się. A potem poszedł i powiesił się. Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: T. Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew. E. Po odbyciu narady kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pola Krwi. Wtedy wypełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela. I dali je za Pole Garncarza, jak mi rozkazał Pan.

Jezus przed Piłatem

Jezusa zaś postawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.

Jezus odrzucony przez swój naród

A na każde święto namiestnik miał zwyczaj uwalniać jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zgromadzili, spytał ich Piłat: I. Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? E. Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: I. Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu. E. Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby żądały Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: I. Którego z tych dwu chcecie, żebym wam uwolnił? E. Odpowiedzieli: T. Barabasza. E. Rzekł do nich Piłat: I. Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? E. Zawołali wszyscy: T. Na krzyż z Nim! E. Namiestnik powiedział: I. Cóż właściwie złego uczynił? E. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: T. Na krzyż z Nim! E. Piłat, widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej narasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: I. Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. E. A cały lud zawołał: T. Krew Jego na nas i na dzieci nasze. E. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Król wyszydzony

Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: T. Witaj, Królu żydowski! E. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.

Droga krzyżowa

Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą.
Skosztował, ale nie chciał pić.

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc tam, pilnowali Go. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.

Wyszydzenie na krzyżu

Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: T. Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża! E. Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: T. Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. E. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.

Śmierć Jezusa

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Elí, Elí, lemá sabachtháni? E. To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: T. On Eliasza woła. E. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem, umocował na trzcinie i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: T. Zostaw! Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby Go wybawić. E. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha.

Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie.

Po zgonie Jezusa

A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy trzymali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: T. Prawdziwie, Ten był Synem Bożym. E. Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Były wśród nich: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza.

Złożenie Jezusa do grobu

Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. Udał się on do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł. Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu.
Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili: T. Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: Po trzech dniach powstanę. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli Jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatnie oszustwo gorsze od pierwszego. E. Rzekł im Piłat: I. Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie. E. Oni poszli i zabezpieczyli grób, opieczętowując kamień i stawiając straż.

Oto słowo Pańskie.

Dorota Czudowska / płaskorzeźba Sługi Bożego Henryka Pobożnego / Fot. arch. Dorota Czudowska.

Zobacz także: Te słowa wyciskają łzy! O. Buczyński o hospicjach perinatalnych: „Dziecko miało umrzeć, a żyje do dziś” [NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Co dla Polski i Legnicy oznacza postać Sługi Bożego Henryka Pobożnego?

Dorota Czudowska: Zacznę od Legnicy. Sługa Boży Henryk Pobożny tutaj żył. Wprawdzie przed wiekami, ale świadomość, że chodził po naszych ulicach, że mieszkał w zamku i modlił się w kościele, które do dzisiaj istnieją, że stoczył na niedalekich  Polach Legnickich jedną z najważniejszych bitew świata – jest bardzo ekscytujące.

A dla Polski? Ocalił chrześcijaństwo, dzięki któremu Polska zaistniała na mapach świata i utwierdził słuszność i dalekowzroczność polityki swego ojca Henryka Brodatego w tworzeniu na tych ziemiach polskiej państwowości.

Piotr Motyka: Jak zaawansowany jest proces beatyfikacyjny?

Dorota Czudowska: Proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Henryka Pobożnego rozpoczął się dopiero 5 czerwca 2021 r. J.E. Biskup Zbigniew Kiernikowski odprawił w bazylice kolegiackiej p.w. Św. Jadwigi Śląskiej w Legnickim Polu Mszę św. w tej intencji. W tym dniu odbyła się także prezentacja członków składu Trybunał Beatyfikacyjnego i Komisji Historycznej oraz uroczysta sesja. Obrady zorganizowano w wyjątkowym miejscu – w Muzeum Bitwy Legnickiej w Legnickim Polu. Podniosłą i historyczną atmosferę podkreślał piękny witraż przedstawiający Henryka Pobożnego, wykonany współcześnie według projektu Stanisława Wyspiańskiego na którego tle obradowała komisja. Wyjątkowość tego miejsca  podkreśla także eksponat – replika sarkofagu Henryka Pobożnego i  multimedialna makieta bitwy z 1241 r.  Zachęcam do zwiedzenia  tego muzeum. Trzeba jednak dodać, że prace nad rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego zostały podjęte przez Duszpasterstwo Ludzi Pracy,90 pod przewodnictwem pana Stanisława Andrzeja Potycza już w 2011 r. Od 2015 r. kiedy powstało Stowarzyszenie Sióstr i Braci Henryka Pobożnego, również po przewodnictwem pana Potycza, prace bardzo przyśpieszyły.

Piotr Motyka: Jaką rolę pełni Stowarzyszenie Sióstr i Braci  Henryka II Pobożnego i Anny Śląskiej?

Dorota Czudowska: Nasze Stowarzyszenie, które zwyczajowo nazywamy Bractwem Henryka Pobożnego ma jeden cel – wyniesienie na ołtarze Sługi Bożego Henryka Pobożnego. A nasza rola – modlić się o to do Pana Boga oraz wyszukiwać, zbierać, archiwizować wszelkie świadectwa  męczeństwa i chwały Henryka Pobożnego utrwalone przez wieki w obrazach, rzeźbach, rycinach, literaturze czy w dokumentach. Dolny Śląsk, zwłaszcza Wrocław, ale także województwo lubuskie, to skarbnica takich pamiątek. Kościoły, klasztory i ich biblioteki kryją prawdziwe skarby pamięci pokoleń. W naszym gronie są wybitne osoby – historycy, pisarze, numizmatycy, artyści, których intuicja w poszukiwaniach dowodów świętości Henryka Pobożnego i interpretacja oparta o wiedzę  jest bezcenna.

Rolą naszego Bractwa jest także popularyzowanie  wiedzy o Henryku Pobożnym i jego małżonce Annie. Artykuły w naukowych czasopismach, wywiady w mediach, strony internetowe, organizowanie konferencji popularno-naukowych. Odbyło się także przedstawienie teatralne sztuki Tomasza Łysiaka „Henryk Pobożny – Książę Niezłomny” w wykonaniu młodzieży legnickich szkół. W roku 2015 wydano książeczkę – taką historię w pigułce – z pięknymi rysunkami, zatytułowaną „Henryk Pobożny, książę Śląska i Polski”. Cieszy się ona dużym powodzeniem, szczególnie u najmłodszych. Przygotowuje się III wydanie. Są także gadżety – znaczki z logo bractwa, koszulki czy piękne choinkowe bombki.

Bardzo znacząca dla popularyzacji  idei beatyfikacji jest nagroda – Statuetka Henryka Pobożnego według projektu znanego legnickiego artysty Grzegorza Niemyjskiego. Od dwóch lat Kapituła Bractwa przyznaje Statuetkę wybitnym postaciom życia kulturalnego, społecznego i politycznego Polski, które w życiu publicznym stają w obronie cywilizacji chrześcijańskiej, Ojczyzny, życia i godności człowieka. W 2020 r, otrzymał ją prof. Andrzej Nowak, w 2021 r. prof. Jan Żaryn. Nagroda wręczana jest na uroczystej gali i wiemy, że jest szeroko komentowana w mediach.

Zainteresowanym polecam ostatnie wydanie magazynu „W Sieci Historii” (marzec-kwiecień 2022r.) z kilkoma artykułami wybitnych znawców  tematu. Na okładce jest przedstawienie śmierci Henryka Pobożnego. Polecam także strony internetowe, na których można znaleźć więcej informacji dokumentujących działania Bractwa – www.pobozny.pl, www.dlp90.pl

Piotr Motyka: Jakich wartości wzorem dla władców, ale też dla ludzi młodych jest Książę Henryk Pobożny?

Dorota Czudowska: Książę Henryk Pobożny zginął w pamiętnej bitwie na Legnickim Polu mając 45 lub 34 lata. Był w tzw. kwiecie wieku. Znając zwyczaje, jakie panowały na dworach w tamtych czasach, od dziecka był przysposabiany do walki i zdyscyplinowanego trybu życia. Pod okiem świętobliwej matki, św. Jadwigi Śląskiej, wychowywany był na pewno w duchu pobożności i ascezy. W wieku ok. 20 lat ożenił się z czeską księżniczką Anną, wychowywał narodzone z tego związku dzieci, pomagał  w rządach swemu ojcu. Zakłada fundacje, m.in. pierwszego na ziemiach polskich, zakonu św. Franciszka.

Po śmierci Henryka Brodatego w 1238 r. już sam dźwigał brzemię władzy. A ze wschodu dochodziły straszne wieści o okrucieństwach nadciągających na Europę mongolskich hord. Czy był świadom, co może go czekać w bitwie, na którą wyruszył 9 kwietnia 1241 r.?  Przecież nie wszyscy, których prosił o pomoc w tej walce przyszli z odsieczą.  Stanął na czele swoich wojsk, poprowadził ich do bitwy. Zginął jako męczennik za wiarę i za swój kraj.

Życie jest piękne, jest cudownym darem, zwłaszcza, gdy się ma kochającą żonę, dzieci i matkę, kochających wojowników i poddanych. Musiało tak być, skoro chwalebna pamięć o śmierci Henryka Pobożnego przetrwała wieki.

Czy może być wzorem dla dzisiejszego pokolenia?  Dla większości niedościgłym, ale możemy prosić Go, by wyjednał dla nas łaskę męstwa, mądrości, pobożności i wszystkiego co konieczne, aby ocalić naszą świętą wiarę i żyć w pokoju.

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za prowadzoną działalność i ciekawy wywiad, niech Pan Bóg błogosławi!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Marek Jakubiak

Marek Jakubiak / Fot. Andrzej Bugajski/ Wikimedia Commons

Rozmawialiśmy z Panem Markiem Jakubiakiem, polskim przedsiębiorcą i działaczem polityczny, byłym posłem na sejm, o sytuacji w polskim senacie w związku z niedawną wypowiedzią marszałka Grodzkiego. Poruszyliśmy również temat sytuacji na Ukrainie i przyszłych relacji polsko-ukraińskich.

Zmiana trzeciej osoby w państwie?

W związku ze wspomnianą wypowiedzią Tomasza Grodzkiego, senatorowie PiS złożyli wniosek o odwołanie go z funkcji Marszałka Senatu. Były poseł Jakubiak nie widzi możliwości samodzielnego przegłosowania wotum nieufności dla marszałka senatu przez PiS ze względu na zbyt małą reprezentację tej partii  w senacie, której do przegłosowania wniosku zabrakłoby kilku głosów. Marek Jakubiak zakłada również, że marszałek Grodzki będzie możliwie długo odwlekał zarządzenie głosowania. Regulamin senatu zakłada jednak, że wniosek musi zostać poddany pod głosowanie w czasie nie dłuższym niż 30 dni.

Każdy kto będzie zastępcą Grodzkiego będzie lepszy on niego. Naprawdę każdy. Po prostu nie ma gorszego w senacie od Grodzkiego. (…) W senacie są ludzie, którzy się nadają na to stanowisko i którzy nie będą ośmieszali majestatu Rzeczypospolitej. Jest paru posłów niezrzeszonych, którzy powinni przeważyć szalę i dla naszego dobra, dla dobra Rzeczpospolitej, [usunąć ze stanowiska] tego człowieka, który nas ośmiesza za każdym razem jak staje przez kamerą.

Marek Jakubiak wypowiedział się również w sprawie Ukrainy i przyszłych relacji polsko-ukraińskich.

Wspólnie z Ukrainą zaczynamy budować na śmierci i bohaterstwie nowych bohaterów i nowego państwa. Ukraina przez 30 lat nie miała żadnych bohaterów, więc korzystała z tych, co mieli, którzy akurat w Polsce uchodzą za bandytów i zwyrodnialców. Dziś tworzy się nowa historia ukraińska. (…) Ukraińcy pochowali czarno czerwone flagi (…) Ukraina idzie w zupełnie inną stronę niż chcieliby zwolennicy Szuchewycza czy Bandery – to będzie margines.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Przykładem takiej patologii ograniczania cierpień Polski i Polaków do Wołynia są dyskusje pod moimi memami historycznymi (w których tylko przypominam zbrodnie Rosjan na Polakach). Wielu komentujących w obelżywych słowach krytykuje mnie za pamięć o tych rosyjskich zbrodniach, głosząc, że należy pamiętać tylko o Wołyniu. Nie są to tylko rosyjskie trolle, bo i wśród takich komentarzy znalazła się polska autorka książek o zbrodniach UPA czy jeden z dyrektorów samorządowej instytucji mającej upamiętniać historię naszego kraju.

Mnie moja pamięć o zbrodniach ukraińskich nazistów nie przeszkadza w pamięci o zbrodniach Rosjan na Polakach, tym bardziej że Rosjanie dokonują swoje zbrodnie na Polakach od ponad 200 lat, a dzisiejsze władze Rosji są dumne z tej zbrodniczej polityki Rosji komunistycznej i carskiej. Nie powinno też nikogo dziwić, że w sytuacji, gdy Rosjanie zaatakowali Ukrainę i dokonują na Ukrainie sadystycznych zbrodni, przypominam o zbrodniach Rosjan na Polakach.

Rosjanie masowo gwałcili Polki

Jedną z zapomnianych kart polskiej Golgoty są masowe i sadystyczne gwałty dokonywane przez rosyjskich żołnierzy na Polakach podczas i po II wojnie światowej. Warto je przypominać w sytuacji, gdy i dziś Rosyjscy żołnierze dokonują sadystycznych gwałtów na Ukrainkach i masowo mordują ukraińskich cywilów.

Z opublikowanego na portalu „Polityka pl.” artykułu Joanny Ostrowskiej i Marcina Zaremby „Czerwonoarmiści siali strach. Kobiety bały się gwałtów” można się dowiedzieć, że „na masową skalę gwałty na Polkach zaczęły się po rozpoczęciu ofensywy zimowej. Zdarzały się już w Krakowie w styczniu 1945 r. i podczas zdobywania twierdzy Poznań. W tym ostatnim mieście były wypadki, że żołnierze radzieccy prosili młode kobiety o rzekomą pomoc przy opatrywaniu rannych, w rzeczywistości gwałcili je. Jednak fala gwałtów, jaka przeszła wiosną i latem, była przede wszystkim falą odbitą, przeniesieniem brutalnego zachowania wobec niemieckich kobiet na Polki. Przyszła od morza, z Prus Wschodnich oraz ze Śląska”.

Wielokrotne zbiorowe gwałty dokonywane przez Rosjan

W cytowanym w artykule liście z 17 kwietnia 1945 Polka mieszkająca w Gdańsku stwierdziła, że została zgwałcona siedem razy przez Rosyjskich żołnierzy, którzy non stop i po wielokroć gwałcili i inne Polki. Z artykułu można się dowiedzieć, jak Rosjanie gwałcili Polki i Niemki na Warmii i Mazurach. W Olkuszu zostały przez Rosjan zgwałcone wszystkie kobiety, od kilkuletnich dziewczynek do 80-letnich staruszek – „zdarzało się, że ofiarą gwałtu padały równocześnie babka, matka i wnuczka. Bardzo często dochodziło do gwałtów zbiorowych, których sprawcami było kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu żołnierzy”.

Rosjanie masowo gwałcili „Polki wywiezione do Niemiec na roboty”, zabijali dzieci usiłujące nie dopuścić do zgwałcenia matki lub siostry, ojców chroniących swoje córki i żony. Raporty polskiego podziemia (Delegatury Rządu) stwierdzały, że „„zanotowano liczne wypadki śmierci na skutek masowych gwałtów. Pod tym względem szczególnie ciężkie chwile przeżyły północne powiaty Pomorza, gdzie bolszewicy urządzili formalne orgie”. Rosjanie gwałcili publicznie kobiety, broniące się brutalnie mordowali, dochodziło nawet do tego, że Polki były niewolnicami seksualnymi, którymi między sobą handlowali Rosjanie.

Rosjanie zabijali dzieci broniące swoich matek

Autorzy artykułu w swoim tekście opisując dokonywane przez Rosjan gwałty, na Śląsku i Pomorzu, stwierdzili, że „tylko do końca czerwca 1945 r. w samej Dębskiej Kuźni w powiecie opolskim zanotowano 268 gwałtów. Tam także [rosyjscy] żołnierze organizowali obławy na kobiety. W marcu 1945 r. do przędzalni lnu położonej w jednej z miejscowości pod Raciborzem wtargnęło kilkunastu pijanych Rosjan. Napastnicy uprowadzili stamtąd około trzydziestu pracownic i zabrali je do pobliskiej wsi Makowo” gdzie zbiorowo Rosjanie zgwałcili Polki.

Czytelnicy artykułu dowiedzą się, że jedna z mieszkanek Katowic „powracająca do domu w czerwcu 1945 r. zeznała, że kiedy pociąg zatrzymał się na jakiejś stacji i zapadała noc, „żołnierze rosyjscy zaczęli uganiać się za kobietami. Zostałam pochwycona przez trzech żołnierzy, którzy wszyscy dopuścili się na mnie gwałtu”. Na Śląsku mieszkające tam kobiety praktycznie nigdzie i o żadnej porze nie mogły czuć się bezpiecznie. Radzieccy żołnierze gwałcili w przydrożnych rowach, na polach i w lasach, okradając i bijąc, a czasem mordując. Porywali także kobiety w biały dzień z ulic Katowic, Zabrza czy Chorzowa”.

Wstrząsające relacji zgwałconych przez Rosjan Polek

Jedna ze zgwałconych przez Rosjan Polek zeznawała, że „16 czerwca [19]45 r. wracałam w towarzystwie koleżanki tramwajem z Bytomia do Katowic. Za Chorzowem tramwaj popsuł się i wraz z koleżanką udałam się w dalszą drogę pieszo w kierunku Katowic. Koło stadionu chorzowskiego zatrzymało nas czterech żołnierzy radzieckich będących w stanie pijanym. Żołnierze ci zmusili nas do udania się z nimi na pobliskie pola. Gdy się broniłam, zostałam uderzona jakimś twardym narzędziem w szczękę. Żołnierze powalili mnie na ziemię i dopuścili się na mnie gwałtu”.

Polaka nauczycielka ze Szprotawy tak opisywała jak została zgwałcona przez rosyjskich żołnierzy – „W dniu 8 stycznia [1946 r.] o godz. 1-ej w czasie powrotu mego z ferii świątecznych z Radomia do Szprotawy, między Legnicą a Szprotawą do wagonu, w którym jechałam, jak również do innych wagonów wkroczyły masy bolszewików, zaczęli torturować i bić mężczyzn, rabować walizki i gwałcić kobiety, z których ani jedna nie uszła tej hańby i gwałtu. Bestialstwo ich i rozbestwienie dochodziło do niebywałych granic także po kilku, a nawet kilkunastu rzucało się jak dzikie bestie na swe ofiary-kobiety. W pewnym momencie wśród zamieszania i tumultu, wprawdzie po nasyceniu się bestii udało mi się wyrwać i wyskoczyć oknem z pociągu. Bolszewicy w tej chwili zatrzymali pociąg i urządzili na nas obławę. Tak pokaleczona, ranna, zbita, po odjeździe tego pociągu dowlokłam się do najbliższej stacji i dopiero następnego dnia przyjechałam do Szprotawy”.

Ofiarami gwałtów padały całe rodziny

Polak z Pińczowa tak opisywał gwałt dokonany przez Rosjan na jego żonie i córkach – „Donoszę, że w nocy z dnia 26 na 27 bm. [19]45 r. wtargnęło dwóch żołnierzy rosyjskich do mego domu przy ulicy Bednarskiej Nr 47. Po wtargnięciu żołnierze ci sterroryzowali mnie, przykładając mi broń do głowy i grożąc wywozem do Rosji, zarzucając mi nieprzychylne ustosunkowanie się do nich, dlatego, że gdy oni żądali mych córek, ja się sprzeciwiłem. Żołnierze ci twierdzili, że walczą trzeci rok o Polskę, więc mają prawo do wszystkich Polek i że przyszli tu z polecenia komendanta. Córkę zaś młodszą, która na widok terroryzowania mnie poczęła płakać, uderzyli pasem, dlatego, że się ich bała. Natomiast starszą chcieli zmusić, by im się oddała, lecz w obronie jej stanął syn sześcioletni, który krzyczał i płakał oraz żona. Wówczas poczęli terroryzować żonę, przykładając jej rewolwer do ust, kopiąc, ciągnąc za włosy i żądając przy tym kategorycznie oddania córek. Kiedy żona oświadczyła, że absolutnie nie odda córek, wtedy ciągnąc ją za włosy, wyciągnęli na podwórko z mieszkania, gdzie w bestialski sposób, rzucając ją o ziemię, zgwałcili. Przy czym nadmieniam, że żona w owym czasie była chora, gdyż przechodziła grypę, liczy 52 lata mimo tego tak postąpili”.

Skutkiem epidemia chorób wenerycznych

O zbrodniach dokonywanych przez Rosjan świadczą liczne raporty administracji i Milicji Obywatelskiej z 1945 roku. Liczba gwałtów na Polkach dokonywana przez Rosjan zaczęła spadać w 1946 i 1947 roku. Konsekwencją gwałtów dokonywanych przez Rosjan była epidemia chorób wenerycznych. „Na Pomorzu i Śląsku miały być powiaty, w których większość kobiet została zakażona wenerycznie. Cytowana wcześniej nauczycielka ubiegała się o urlop właśnie z powodu zakażenia. […] Na Mazurach liczba kobiet zarażonych miała sięgać 50 proc. Wedle milicji w Gnieźnie, w którym w 1945 r. stacjonowało wiele jednostek wojskowych, zarówno polskich, jak i radzieckich, procent kobiet zarażonych wenerycznie zbliżał się do 40”.

Rosjanie gwałcili też kobiety i w innych krajach. Ofiarami gwałtów padło 2 miliony Niemek Podczas zdobywania Budapesztu Rosjanie do 120 tys. W Czechosłowacji Rosjanie zgwałcili 20.000 kobiet. Liczba zgwałconych tam kobiet szacowana jest na 10–20 tys. Wydaje się, że liczba polskich kobiet, które padły ofiarą gwałtu, musiała być większa”.

Zdjęcie ilustracyjne

ZPP Jacek Cieplak / fot. You Tube

  • Pomimo toczącej się wojny ukraińsko – rosyjskiej wiele firm nadal prowadzi swoje interesy na terenie Rosji.
  • Polski system podatkowy okazał się nieskuteczny. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił tzw. ,,listę wstydu” i lukę CIT.
  • W raporcie ZPP opublikowano, że koncerny prowadzące działalność na terenie Rosji, na terenie Polski osiągają gigantyczne zyski, a płacą minimalny CIT.

Niektóre firmy do tej pory prowadzą swoje interesy na terenie Rosji. Jak wynika z najnowszego raportu ZPP, firmy te osiągają kolosalne zyski w Polsce i płacą minimalny podatek CIT. Prowadząc swoje interesy na terenie Rosji muszą zapłacić podatek dziesięciokrotnie większy niż na terenie Polski, np. Leroy Merlin w 2020 roku zapłacił w Polsce podatek CIT w wysokości 23 mln zł 846 tysięcy. Firma ta w Rosji tego samego roku odprowadziła do rosyjskiego budżetu podatek dochodowy w wysokości 335 mln dolarów. Dla porównania, Auchan, przy 87 mld zł przychodu wpłaciła do polskiego budżetu 116 mln zł podatku dochodowego, a sieć handlowa Makro, która w latach 2012-2020 uzyskała przychody na poziomie 73 mld zł, zapłaciła zaledwie 27 mln zł podatku CIT.

Rynek Polski i Rosyjski różnią się od siebie wielkością i potencjałem z punktu widzenia poszczególnych graczy. Chciałbym podać twarde liczby – Leroy Merlin w 2020 r. zapłacił podatek w wysokości 23 mln zł. 846 tysięcy. w tym samym roku firma zapłaciła w Rosji 335 mln dolarów. mamy do czynienia z ewidentną dysproporcją

– stwierdził Jakub Binkowski, szef Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Nieskuteczny polski system podatkowy

Taką praktykę od dłuższego czasu określa jako lukę CIT. “Stawiamy tezę, że podatek korporacyjny jest de facto podatkiem dobrowolnym, gdyż jest płacony tylko przez te podmioty, które nie stosują optymalizacji podatkowych. Przytaczane przez nas przykłady pokazują, iż wykorzystywanie procesów optymalizacyjnych przez międzynarodowe przedsiębiorstwa jest na porządku dziennym

– czytamy w raporcie

[…] całkowite wyjście zagranicznych koncernów z Rosji oznaczałoby odcięcie tlenu dla normalnego funkcjonowania państwa. W szybkim czasie doprowadziłoby to do deficytu nawet podstawowych produktów. Doprowadzenie do zacofania gospodarczego byłoby jednym z dotkliwszych sposobów ukarania Putina za inwazję na Ukrainę

– czytamy dalej w raporcie

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie: medianarodowe.com

biznes.interia.pl, radiomaryja.pl

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka / Fot. YouTube

Jak podaje białoruski portal informacyjny NEXTA, Sąd Najwyższy uznał ich za organizację terrorystyczną.

Sąd Najwyższy Białorusi, na wniosek prokuratora generalnego Andrieja Szweda, uznał NEXTA za organizację terrorystyczną

– podała agencja.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Niezależny portal uznany za organizację ekstremistyczną

Założycielem niezależnej agencji Nexta jest białoruski opozycjonista Sciapan Puciła. W czasie protestów w 2020 roku był to najpopularniejszy białoruski portal niezależny. Władze starały się zwalczać treści publikowane przez kanał Nexty.

Uznano nas, jako pierwszych Białorusinów za osoby związane z terroryzmem. Bardzo irytuje ich to, że nie można zablokować naszego kanału, to my mobilizowaliśmy ludzi podczas protestów, tego reżim nigdy już nam nie wybaczy

– komentował w ubiegłym roku Sciapan Puciła.

W październiku 2020 roku materiały publikowane przez Nextę nazwano ekstremistycznymi, a rok później białoruskie ministerstwo spraw wewnętrznych uznało cały kanał za organizację ekstremistyczną.

dorzeczy.pl

O. Filip Buczyński

O. Filip Buczyński / Fot. WIP-STUDIO

Zobacz także: Rosjanie porywają dzieci. Akcja rodem z nazistowskich Niemiec

Piotr Motyka: Skąd wziął się pomysł i potrzeba założenia hospicjum perinatalnego?

O. Filip Buczyński OFM: Powinienem zacząć jak w bajce: „dawno, dawno temu”, bo był rok 1991. Rozpocząłem studia psychologiczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a jednocześnie na tym pierwszym roku mojego pobytu w Lublinie rozpoczęła się przygoda, która trwa do chwili obecnej. Najpierw był wolontariat w Klinice Hematologii i Onkologii Dziecięcej. Miałem okazję spotkać się i zaprzyjaźnić z dużą grupą przeróżnych dzieci i młodzieży, którzy stali wobec trudnej sytuacji. Z jednej strony zagrożenia życia i zdrowia, a z drugiej strony nadziei na wyleczenie. Jakaś część z nich spełniła to marzenie, realizując tę nadzieję. Natomiast część z tych młodych ludzi, często i małych dzieci stała wobec sytuacji, w której znajdowała się na równi pochyłej, gdzie zbliżała się do granicy przejścia z jednej rzeczywistości, tej doczesnej w tą rzeczywistość duchową. I co jest najistotniejsze, wtedy dzieci zaczęły zgłaszać swoje potrzeby, wśród których najważniejsza była ta, żeby wrócić i być w domu. Pytając się lekarzy czy rodziców, w czym jest problem oni patrzyli na mnie dość zdziwieni, że ja nie widzę problemu, ponieważ często te dzieci mieszkały daleko od kliniki o dziesiątki kilometrów. Myśląc o tym, jak to zorganizować pojawiła się kwestia zagwarantowania opieki całodobowej dziecku nowotworowemu, kiedy mamy świadomość, że objawy często tak szybko, galopująco postępują, że pomoc jest niezbędna. Mówimy o obecności lekarza, pielęgniarki, dyspozycyjności, ale także o sprzęcie. To czasami łóżko z materacem, stało albo zmienno ciśnieniowym, żeby uchronić dziecko przed odleżynami. Często ssak, żeby odessać, gdy dziecko ma porażenie funkcji przełykania i nie jest w stanie przełykać swoją ślinę. Potrzebny jest inhalator, koncentrator tlenu. Można by tak wymieniać. Miejmy świadomość, że czasami jak jest to wieś, gdzie są takie wichury, jak jakiś czas temu przechodziły przez Polskę, potrzebny jest agregat prądotwórczy. Rodziny mówiły, że one wzięłyby to dziecko do domu, ale musi być coś zagwarantowanego na poziomie dostępności opieki w wymiarze wsparcia w domu.

Zebrałem oprócz mnie 15 osób, czyli grono wystarczające, żeby powołać do istnienia stowarzyszenia. Napisałem statut i powołaliśmy stowarzyszenie Lubelskie Hospicjum dla Dzieci imienia Małego Księcia. Celem statutowym była opieka nad dziećmi, które wymagają opieki hospicyjnej. Opieka przyczynowa różni się od objawowej, w tym przypadku, w istocie jest to leczenie objawowe. Przyczynowo możemy, przykładowo, na poziomie stomatologii wyleczyć ząb, a na poziomie objawów możemy poradzić coś z bólem. Tutaj podobnie, jeżeli medycyna stwierdza, że jest bezradna, wobec jednostki chorobowej, gdzie są przerzuty i to z czym możemy walczyć wtedy, to z objawami, żeby nie bolało, żeby nie było problemów z nudnościami, wymiotami, odleżynami, czy z przełykaniem. Rozeznawaliśmy, ile naszych dzieci ma sondę żołądkową, żeby można było w formie zmiksowanej podawać jedzenie prosto do żołądka, więc pojawiły się wtedy tak wielkie potrzeby i pomyśleliśmy sobie, że trzeba ruszyć z kopyta. Wyzwaniem dla dorosłych w takiej sytuacji jest to, żeby wyjść naprzeciw potrzebom dziecka i to się zaczęło w 1991 roku, ta obecność przy dzieciach. Natomiast w formie stowarzyszenia, z wpisem do rejestru stowarzyszeń to był 27 października 1997 roku i teraz mamy dokładnie 25 lat, wkrótce będziemy świętować taki jubileusz istnienia Hospicjum Małego Księcia.

Piotr Motyka: Gratulacje! Jaką rolę w tym wszystkim pełni hospicjum perinatalne?

Ojciec Filip Buczyński OFM: To jest taka sytuacja, w której uświadamiamy sobie, że mamy pomóc dziecku, które zmaga się z dramatem swojego odchodzenia. Oczywiście głównie myślimy o tych dzieciach, które są leczone w klinice, ale pewnego razu przyszła do nas mama w ciąży, właściwie do mnie i poprosiła o objęcie opieką dziecka. Pomyślałem sobie, że chodzi o jakieś dziecko, które jest w domu z tatusiem. Pytam się więc: „Ile dziecko ma lat?”. I ona spojrzała na swój brzuch i powiedziała: „Ono się urodzi za dwa miesiące”. Spytałem się: „Co się stało?”. Odpowiedziała: „Jest wada letalna, został zdiagnozowany zespół Edwardsa”. Ja tej pani mówię, że my opiekujemy się dzieckiem, kiedy przyjdzie na świat, jak się urodzi. Ona mówi, że nie ma pewności, czy dziecko urodzi się żywe. I wtedy rzeczywiście urodziło się żywe i objęliśmy to dziecko opieką, natomiast podjęliśmy decyzję, żeby poszerzyć zakres opieki o wymiary realizowane przez hospicjum perinatalne albo inaczej prenatalne. Istotą jest to, że zdiagnozowana jest wada, która zagraża życiu dziecka, która ma charakter wady genetycznie uwarunkowanej. Wszystko się okazuje mniej więcej kiedy jest pierwsze USG, w okolicach 16 – 20 tygodnia ciąży, często wtedy też kobiety robią badania genetyczne, która się nazywa amniopunkcją. Często ginekolodzy mówią tym kobietom: „Proszę panią, prorokiem nie jestem, ale z tego co mówi medycyna i to co zauważam na bazie wyników badań, które z obserwacji się pojawiają, czy potem z badań genetycznych, to dziecko ma szanse na przeżycie, na urodzenie się do momentu porodu, ale może mieć te szanse, patrząc z perspektywy medycznej nie za duże.” I już my wtedy, w ramach hospicjum perinatalnego, wychodzimy z założenia, że matka stoi w momencie decyzyjnym, w ogromnym poczuciu bezradności. Z jednej strony czasami już sam ginekolog daje ulotkę i mówi: „Proszę panią, tu jest taka grupa ludzi, którzy pomogą pani pozbyć się tego problemu. Za chwilę pani pojedzie do Holandii, czy do Niemiec, czy gdziekolwiek i szybko pani się go pozbędzie, „bo tego się nie nosi”. Za trzy miesiące sobie pani zrobi drugie dziecko”. Natomiast głównym powodem, dla którego kobieta podejmuje decyzję o tym, żeby abortować, jest to, że ma poczucie ogromnej bezradności, że nie ma znikąd pomocy. Drugi powód, to że mówią, że jej dziecko będzie cierpiało, cierpiało, a w końcu umrze.

Natomiast z dwóch głównych powodów, które są w literaturze opisywane, dlaczego decyzja jest na tak za życiem, to po pierwsze, że kobieta ma pomoc, że jest ktoś, kto jest w stanie profesjonalnie pomóc. Druga, w kategoriach wiary, że to Pan Bóg jest dawcą życia i nie do mnie ono należy. Jeszcze jest taka kategoria psychologiczna, która wygląda dość logicznie, kiedy rodzice mówią sami do siebie: „Powoli, powoli mutacja jest na poziomie genetycznym. I mówi żona do męża, albo mąż do żony: „Kochanie, to jest mutacja moich i twoich genów, więc jeśli nasze dziecko jest chore, to dzięki nam. Oczywiście w cudzysłowiu, „dzięki nam.” Dlaczego ono ma ponieść karę, za to, że wykazaliśmy mu nasze geny i doszło do jakiejś mutacji na poziomie naszych genów, które się połączyły”? Wtedy, przy pierwszym spotkaniu najczęściej jest tak, że ja proponuję rodzicom, czasami są to małżonkowie, czasami  jest to para: „Kochani, w tej chwili możecie być pod naszą opieką, bo otrzymaliście skierowanie do hospicjum perinatalnego i natychmiast gwarantujemy wam bardzo profesjonalne badanie USG w Warszawie, u profesor Joanny Szymkiewicz – Dangel, a jednocześnie bardzo profesjonalne badania genetyczne u profesora Janusza Kockiego, który w Lublinie jest wojewódzkiem konsultantem genetyki. Jednocześnie za chwilę macie do dyspozycji ośrodek referencyjny trzeciego stopnia, gdzie ginekolog będzie prowadził ciążę. Za chwilę macie pracownika socjalnego, który jest w stanie zagwarantować wszelką pomoc materialną, socjalną, finansową, we wszystkich zakresach, w których jest to potrzebne. To między innymi czasami drogie badania genetyczne, czy właśnie USG w specjalisty, a jednocześnie jesteście pod moją opieką, ja jestem psychologiem, psychoterapeutą i w tym wszystkim, co jest na poziomie problemów emocjonalnych, będziemy to próbowali przepracować. Czekając, mając świadomość wszystkich wariantów, które życie może przynieść, w związku z sytuacją waszego dziecka. To może być wczesne poronienie, może być martwe urodzenie, może być urodzenie żywego dziecka i to dziecko może żyć kilkanaście, czy kilkadziesiąt minut, a może być tak, że to dziecko z tą wadę genetyczną, może żyć kilka, kilkanaście lat”. Mamy z zespołem Edwardsa w tej chwili pod opieką dzieci, w jednym przypadku dziewczynka ma lat 14, a chłopak ma lat 17. Wiele tu zależy od wady serca, a jest to choroba zdiagnozowana, właśnie w tych jednostkach Q, czyli genetycznie uwarunkowana. Nie jest to tak, że jak czasami matka słyszy od ginekologa: „Proszę panią, nie ma sensu, bo dziecko na pewno nie przyjdzie żywe na świat.” Mamy czasem takie dzieci, matka usłyszała naście lat temu, że dziecko będzie martwo urodzone, a dziecko ma kilkanaście lat i ma bardzo dobrą jakość życia optymalnie do swojej jednostki chorobowej. Nasze hospicjum perinatalne funkcjonuje już od 13 lat, mieliśmy pod opieką blisko 90 par. W wielu sytuacjach zdarzał się taki rodzaj współpracy, że ktoś na tym pierwszym spotkaniu, mówi: ”Proszę państwa, jeśli dziecko przyjdzie żywe na świat, to możecie, jeśli chcecie być na oddziale stacjonarnym, bo mamy oddział stacjonarny dziecięcy, nasz hospicyjny, hospicjum stacjonarne. Możecie być przy tym dziecku całą dobę. Ja wam dam hotel na górze za darmo, będę was żywił, oczywiście za darmo i możecie przy tym dziecku być, jeżeli macie poczucie, że chcecie się jeszcze przyuczyć w opiece, w pielęgnacji nad nim. Jeśli chcecie wziąć dziecko do domu, to będziecie w ramach hospicjum domowego i nasz zespół będzie całą dobę do waszej dyspozycji, będziemy regularnie do państwa przyjeżdżali.

Mamy takie rodziny, gdzie to dziecko, ta rodzina była pod opieką hospicjum perinatalnego, zaraz potem dziecko było na oddziale, a w tej chwili jest w domu. Ta opieka sprawowana jest w domu rodzinnym i to co jeszcze jest jako informacja ważna dla rodzin. Jeśli dziecko umrze, to przez 3 lata macie do dyspozycji naszą poradnię psychologiczną, sześcioro psychoterapeutów. Wybierzcie sobie kogo chcecie, możecie wybrać mnie i wtedy w ramach wsparcia dla osieroconych macie możliwość skorzystania z poradni psychologicznej”. Jest to taka klamra, która została wypracowana przez te lata, która domyka moment postawienia diagnozy w ramach hospicjum perinatalnego, że jest wada letalna, do ostatniego etapu żałoby, który to etap często jest po wielu latach. Czasami jest tak, że dziecko nie zdąży być przez tatę ochrzczone na oddziale i zaraz potem idzie do nieba i potem to ciało oddajemy ziemi, a dziecko jest święte. Potem ci rodzice, a mamy w ramach hospicjum perinatalnego dwoje koordynatorów, którzy są rodzicami, którzy byli pod opieką hospicjum perinatalnego, teraz również są do dyspozycji innych rodziców, którzy potrzebują pomocy. Najcudowniejsze jest to, albo najbardziej cenne, gdy spotykają się dwie matki czy dwóch ojców i rozmawiają ze sobą jako ci, którzy przeszli te wszystkie etapy oraz ci, którzy mają wątpliwości, nie wiedzą, co zrobić i mogą sobie o tym porozmawiać. W ciągu trzynastu lat przeprowadziłem rozmowy z około 90 parami, w jednym przypadku rodzice powiedzieli, że się zastanowią i zrezygnowali z naszej opieki. Stawiam hipotezę, że może abortowali, a może skorzystali z hospicjum perinatalnego przenosząc się do innego miasta. Wszyscy pozostali byli pod naszą opieką lub są, a żadna z tych par, żadna z tych rodzin nie żałowała.

Piotr Motyka: Czy to było pierwsze takie hospicjum w Polsce?

O. Filip Buczyński OFM: Drugie. Pierwsze było w Warszawie, przy Warszawskim Hospicjum dla Dzieci, które jest na ulicy Agatowej.

Piotr Motyka: Czy zdarzały się takie przypadki, że te dzieci, które skazywano na śmierć, rodziły się żywe i zdrowe? 

O. Filip Buczyński OFM: Opowiem o ostatniej sytuacji. Przychodzą do mnie młodzi rodzice, przerażeni, zrozpaczeni. I mówią, że byli u pewnego doktora ginekologa w Warszawie, który powiedział do nich tak: „Proszę państwa, dziecko ma bardzo poważną wadę nerek, są torbiele na nerkach i na płucach i nie ma sensu, trzeba szybko abortować, tu macie wizytówkę, a za 3 miesiące zrobicie sobie drugie dziecko”. Oni przyszli do mnie zdruzgotani i powiedzieli, że doktor im powiedział, że dziecko umrze. Ja mówię: „Proszę państwa, ile było takich rozmów to już ja sam wiem, gdzie dziecko miało umrzeć, a żyje do dnia dzisiejszego, a lata temu była rozmowa”. Poprosiłem o konsultację panią profesor Dangel. Tam to dziecko było skonsultowane. Pani profesor powiedziała im tak: „Proszę państwa, ja znam tego doktora, to jest taki <<anioł śmierci>>, który by tylko mordował. Natomiast rozpoczniemy bardzo intensywne leczenie, żeby te torbiele mogły się wchłonąć, będą państwo rodzili w Warszawie, w mojej zaprzyjaźnionej poliklinice”. To dziecko przyszło na świat, urodziło się z problemem, który był związany z tym, że na jednym płacie płuc są jeszcze te torbiele. Wkrótce, w ciągu paru tygodni odbędzie się operacja, żeby wyciąć fragment tego płata. Teraz się spotkam z tymi rodzicami, żeby ich przygotować do tej operacji. Jeśli ona się powiedzie, to dziecko będzie zupełnie zdrowe.

To są sytuacje dramatyczne, kiedy mamy świadomość, że w wielu przypadkach, rodzice skazali swoje dziecko na śmierć pod presją ginekologa. W wielu tych sytuacjach te dzieci mogły żyć, przyjść na świat kochane, jeśli miały odejść, to odejść kochane, albo mogłyby żyć tak jak ten Pawełek, który będzie miał tę operację i będzie żył, będzie zdrowy a jego rozwój będzie stymulowany. Mam nadzieję, że dożyje stu lat. Rodzice zamierzają pojechać z Pawełkiem do tego doktora, który kazał go zabić, żeby powiedzieć mu: „Panie doktorze, pan nie jest tutaj wyrocznią, pan nie jest Panem Bogiem, który ma prawo do decydowania kto ma żyć, a kto ma nie żyć. Trzeba często w pana zawodzie bardzo dużo pokory zawodowej, której panu brakuje”.

Piotr Motyka: Jak na działalność hospicjum wpływają takie decyzje, jak wyrok Trybunału Konstytucyjnego zakazujący aborcji eugenicznej, ale też rządowy program „Za życiem”?

O. Filip Buczyński OFM: W roku 2021 mieliśmy o 80% więcej chętnych, którzy chcieli skorzystać z naszej pomocy. Nie są to zatrważająco wielkie statystyki. W roku 2020 mieliśmy 10 takich par, a w 2021 roku  mieliśmy ich 18, które skorzystały z opieki hospicjum perinatalnego. Takich hospicjów jest obecnie szesnaście w Polsce i tam też zwiększyła się liczba osób zainteresowanych skorzystaniem z ich pomocy. Oczywiście można się zastanawiać, czy to dużo, czy mało? Myślę, że w takich kategoriach ważne jest pomóc uratować życie jednemu dziecku, bo to jest jeden człowiek, który przyjdzie na ten świat i będzie miał swoją godność osobową, a jednocześnie będzie otoczony miłością. Jasne, że statystyki mogę wyglądać różnie. Niektórzy mówią, że jest gdzieś między 3 a 10 tysięcy nielegalnych aborcji poza granicami kraju albo właśnie nielegalnych, w Polsce. Natomiast myślę sobie, że istotą jest to, żeby tym rodzicom po pierwsze dać wybór i ten wybór jest między nielegalną aborcją a możliwością skorzystania z hospicjum perinatalnego. Wielu rodziców dowiedziało się o naszym istnieniu w związku z ogromną akcją Fundacji Nasze Dzieci Kornice i nie tylko, która przez ogromne billboardy, citylighty, na poziomie różnych nośników poinformowała ich, że istnieją hospicja perinatalne. Po drugie, w ramach programu „Za życiem” i teraz jak już wejdzie nowelizacja tej ustawy, jako nasze hospicjum perinatalne, ale też ja jako osoba indywidualna prowadząca je, mieliśmy możliwość bycia w komisji, która dała sposobność określenia pewnego koszyka świadczeń gwarantowanych w ramach hospicjum perinatalnego w Narodowym Funduszu Zdrowia. Teraz ma być kolejny komisja powołana przez pełnomocnika do spraw opieki paliatywnej przy Ministrze Zdrowia, doktora Macieja Niedźwieckiego i mam w tej komisji być, po to by już bardzo legalnie była opieka hospicyjna pediatryczna stacjonarna, bo póki co jeszcze legalnej jej nie ma oraz będzie trzeba wprowadzić pewne korekty, żeby ten program „Za życiem” był bardziej skuteczny. To w wymiarze pomocy socjalnej, materialnej, ale przede wszystkim medycznej. Koszyk będzie przedstawiał wymagania, które będą stawiane ginekologom, żeby mieli obowiązek poinformowania matki, że istnieją hospicja perinatalne, dając skierowanie do nich obligatoryjnie, czego do tej pory nie ma. To będzie bardzo ważne, bo wiele matek mówi, że dowiaduje się o nich z różnych innych nośników, ale nie od ginekologa. Po całym tym zamieszaniu, które działo się po decyzji Trybunału Konstytucyjnego zakazującej aborcji eugenicznej, ale też tym związanym z nagłośnieniem tematu hospicjów perinatalnych, udało się nam pomóc bardzo wielu rodzicom chorych dzieci z wadami letalnymi. 

Piotr Motyka: Czy Hospicjum wspiera również uchodźców z Ukrainy?

O. Filip Buczyńskim OFM: W związku z eskalacją konfliktu zbrojnego na Ukrainie Lubelskie Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia pomaga w ewakuacji ciężko chorych dzieci z ukraińskich hospicjów. Odbieramy rodziny bezpośrednio z granicy i transportujemy do Lublina. Przebywają u nas dzieci z hospicjów z Równego, Charkowa, Kijowa i Lwowa. Nasi nowi Podopieczni z Ukrainy są już pod opieką hospicjum domowego. Mają zagwarantowany bezpieczny nocleg w naszym hostelu na piętrze Domu Małego Księcia. Nieuleczalnie chorym dzieciom zapewniamy niezbędny sprzęt medyczny i leki. Dbamy również o opiekę medyczną dla rodzeństwa i najbliższej rodziny, którzy szukali schronienia przed okrutną wojną. Dajemy wsparcie psychologiczne, pedagogiczne, socjalne. Zapewniamy bezpłatne całodobowe wyżywienie, odzież, środki pielęgnacyjne i kosmetyczne, środki czystości, materiały plastyczne oraz zabawki. Kto pomoże jednemu, ratuje świat. Obejmujemy opieką hospicyjną 19 dzieci z Ukrainy wraz z ich rodzinami. Obecnie przebywa u nas łącznie 72 osoby. A przed nami kolejne wyjazdy na granicę i transport chorych dzieci.

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za całą prowadzoną działalność i ciekawy wywiad, niech Pan Bóg błogosławi!

O. Filip Buczyński: Do usług! 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Węgry

Premier Węgier Viktor Orban / fot. PAP/EPA/PRIME MINISTER OFFICE HANDOUT Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ostrzegła Węgry przed złamaniem sankcji
  • Podkreśliła, że Unia Europejska nie będzie płacić w rublach za rosyjskie surowce
  • Kilka tygodni temu prezydent Władimir Putin wydał dekret nakazujący płacić nieprzyjaznym krajom w rublach
  • Ma to związek z sankcjami, które mocno uderzają w rosyjską gospodarkę
  • Zobacz także: Rosjanie porywają dzieci. Akcja rodem z nazistowskich Niemiec

Węgry złamią unijne sankcje, jeśli dotrzymają obietnicy złożonej Władimirowi Putinowi i zapłacą za rosyjskie surowce w rublach

– powiedziała Ursula von der Leyen.

Zrobiliśmy analizę dekretu Putina i sprawa jest bardzo jasna. To, co sugeruje Putin – czyli zamiana euro na ruble, a następnie zapłacenie rachunku za gaz – byłoby złamaniem sankcji. Jeśli to zrobisz, zapłacisz w rublach, ominiesz sankcje, które nałożyliśmy na Rosję

– wyjaśniła szefowa Komisji Europejskiej.

Jak przekazała von der Leyen, Bruksela prowadziła z Budapesztem rozmowy w tej sprawie. Dodała również, że jak do tej pory Węgry nie wyłamywały sie z sankcji.

Nigdy wcześniej nie widzieliśmy Unii Europejskiej tak zjednoczonej, tak zdeterminowanej i tak szybko działającej. Myślę, że dla każdego z naszych państw członkowskich ważne jest pytanie, czy chce być pierwszym, które złamie tę jedność? Myślę, że nie

– stwierdziła.

Premier Węgier Viktor Orbán zasygnalizował niedawno, że jego kraj będzie skłonny płacić za rosyjski gaz w rublach po tym, jak prezydent Rosji Władimir Putin podpisał dekret nakazujący krajom nieprzyjaznym płacić za gaz w rosyjskiej walucie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Putin łapie “oddech” dla rosyjskiej gospodarki?

Zgodnie z dekretem podpisanym w czwartek 31 marca przez Putina, od 1 kwietnia kraje nieprzyjazne Rosji – w tym Polska – będą musiały płacić za gaz w rublach.

Jeśli takie płatności nie zostaną dokonane, uznamy to za zaległość ze strony kupujących, ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Nikt nam niczego za darmo nie sprzedaje, nie zamierzamy też prowadzić działalności charytatywnej

– oświadczył rosyjski prezydent Rosji Władimir Putin.

dorzeczy.pl

Rosja

Ukraińscy żołnierze zajmujący pozycje obronne pod Kijowem. / Fot. PAP/EPA/STR Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Jak relacjonuje brytyjski dziennik “Daily Mail” rosyjscy żołnierze dokonują licznych gwałtów na ukraińskich kobietach
  • Jedna z nich, matka czwórki dzieci była gwałcona przez ponad 12 godzin
  • Kobieta została wydana przez jedną z rodaczek, która poinformowała Rosjan, że ofiara jest żoną jednego z ukraińskich żołnierzy
  • Rosjanie zaatakowali ją w niedzielę, gdy ta po zakupach zdążyła wrócić do domu, lecz dwójka żołnierzy wtargnęła za nią
  • Kobieta była gwałcona na oczach swoich dzieci i do tej pory czuje przed sobą obrzydzenie
  • Zobacz także: Armia ukraińska wyzwoliła dwa obwody: “Te potwory nie mogą nic zrobić”

Ukraińska matka czworga dzieci powiedziała, że ​​przez ponad 12 godzin była gwałcona przez rosyjskich żołnierzy. Kobieta nazwana imieniem Jelena twierdzi, że została zaatakowana w niedzielę po tym, jak jedna z mieszkających w Ukrainie sympatyczek Rosji w obwodzie chersońskim powiedziała wojskowym, że mąż Jeleny był ukraińskim żołnierzem na linii frontu.

Kobieta, która pracuje jako położna robiła w niedzielę zakupy. Wówczas do sklepu miała wejść dwójka rosyjskich żołnierzy. Jedna z mieszkanek obwodu chersońskiego wskazała na matkę czwórki dzieci i stwierdziła, że popiera ona banderyzm, a także że jest żoną ukraińskiego żołnierza.

Szybko wyszłam ze sklepu, zdążyłam wejść do domu. Za mną przyszli dwaj rosyjscy żołnierze

– relacjonuje kobieta cytowana przez “Daily Mail”.

Żołnierze mieli wtargnąć do jej mieszkania, wepchnąć ją do łóżka, rozebrać i zgwałcić. Dramat kobiety miał trwać około 12 godzin.

Czuję obrzydzenie. Nie chcę żyć

– stwierdziła zgwałcona wielokrotnie Ukrainka.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Przerażająca skala gwałtów na Ukrainie

Alina Kriwuljak z La Strada, organizacji działającej na rzecz praw kobiet, powiedziała, że w czasie wojny w Ukrainie zgwałcone mogły zostać już tysiące kobiet i dziewcząt. Jej organizacja dostała bezpośrednio telefony o siedmiu takich przypadkach. 

Pierwszy z nich, 4 marca, dotyczył zbiorowego gwałtu na matce i jej 17-letniej córce przez trzech mężczyzn w Chersoniu. Pozostałe przypadki miały miejsce w rejonie Kijowa.

Rosyjscy żołnierze dopuszczali się przemocy seksualnej wobec ukraińskich kobiet i mężczyzn, wobec dzieci i osób starszych

– powiedziała ukraińska prokurator generalna Iryna Wenediktowa.

Dostrzegła jednak wyzwania związane z gromadzeniem dowodów w kraju będącym w stanie wojny, w którym sygnał telefoniczny i zasięg sieci elektrycznej są mocno ograniczone.

polsatnews.pl