Państwowa Inspekcja Sanitarna pobrała próbki kiełbasy. Znaleziono w niej bezo(a)piren oraz sumę czterech wielopierścieniowych węglowodanów aromatycznych WWA. Benzo(a)piren należy do najgroźniejszych spośród WWA związków.
Światowa Organizacja Zdrowia WHO szacuje, że 99% substancji WWA z jaką mamy styczność pochodzi z pożywienia. Substancje te powstają w wyniku niepełnego spalania substancji organicznych.
Wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne wykazują właściwości mutagenne, genotoksyczne, kancetogenne, Są niebezpieczne, bo mogą m.in. przyspieszać wzrost komórek nowotworowych. Substancje WWA powstają m.in. gdy rozgrzany tłuszcz na patelni zaczyna się dymić. Znajdują się w smole węglowej, dymie tytoniowym oraz wielu produktach spożywczych.
SZCZEGÓŁY WYCOFANEGO PRODUKTU
PRODUKT: kiełbasa wiejska pieczona
SERIA: 406922
DATA MINIMALNEJ TRWAŁOŚCI: 20.04.2022
PRODUCENT: Zakład mięsny Chabura Sp.z.o.o. Sp.K.Rylowa 2, 32-820 Szczurowa, weterynaryjny numer indentyfikacyjny PL 12020204
Chcesz być na bieżąco? Czytaj co dziennie: Media Narodowe
Czy Polsce grozi kryzys żywnościowy? / fot. PAP/EPA/FRIEDEMANN VOGEL
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Sekretarz generalny ONZ Antoni Guterres przyznał, że wojna ukraińsko-rosyjska może skutkować zubożeniem ludności na niespotykaną od dekad skalę
W ocenie Guterresa 20 procent światowej populacji, czyli 1,7 miliarda ludzi, odczuje negatywne konsekwencje wojny
Guterres wskazuje na możliwość wystąpienia klęski głodu
Ukraina i Rosja dostarczają około 30 procent światowej produkcji pszenicy i jęczmienia, jedną piątą kukurydzy i ponad połowę oleju słonecznikowego
Głównym importerem ukraińskich oraz rosyjskich zbóż i żywności są państwa afrykańskie
Inwazja Rosji na Ukrainę i tocząca się wojna sprawi, że jedna piąta populacji świata, czyli około 1,7 mld osób, odczuje jej negatywne konsekwencje, szczególnie klęskę głodu.
– ocenił sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres w artykule opublikowanym w dzienniku “USA Today”.
Ukraina i Rosja dostarczają około 30 proc. światowej produkcji pszenicy i jęczmienia, jedną piątą kukurydzy i ponad połowę oleju słonecznikowego. Produkty z tych krajów są spożywane przez najbiedniejszych i najbardziej narażonych na głód ludzi na świecie. Z Ukrainy i Rosji pochodzi ponad jedna trzecia pszenicy importowanej przez 45 najsłabiej rozwiniętych państw, głównie afrykańskich. Rosja jest natomiast największym na świecie eksporterem gazu ziemnego i drugim co do wielkości sprzedawcą ropy naftowej.
– przekazał sekretarz generalny ONZ.
Rosyjska agresja na Ukrainę ma swoje konsekwencje w światowych łańcuchach dostaw.
Zakłócenie harmonogramu prac polowych, zamknięcie portów morskich, ograniczenie eksportu zbóż i w rezultacie wzrost ich cen w skali globalnej. Od początku 2022 roku ceny pszenicy i kukurydzy wzrosły o 30 proc. Ceny ropy naftowej Brent wzrosły w ciągu ostatniego roku o ponad 60 proc., a gazu ziemnego i nawozów ponaddwukrotnie.
– ocenił polityk.
Na sam koniec Guterres wystosował apel do wszystkich państw na świecie o to, by zrezygnowały z protekcjonizmu i ograniczeń eksportowych.
Wzywamy wszystkie kraje, aby utrzymywały otwarte rynki, powstrzymywały się przed nadmiernym gromadzeniem zapasów i zrezygnowały z niepotrzebnych ograniczeń eksportowych.Udostępnijmy rezerwy krajom najbardziej narażonym na głód, umórzmy ich zadłużenie. To nie czas na protekcjonizm. Jeśli będziemy działać razem, wystarczy żywności dla każdego i przetrwamy ten kryzys.
Warszawa, 12.04.2022. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki podczas posiedzenia w Senacie w Warszawie, 12 bm. Marszałek Grodzki pozostaje na stanowisku; senatorowie odrzucili w głosowaniu wniosek o odwołanie go z funkcji. (sko) PAP/Paweł Supernak / fot. PAP/Paweł Supernak
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Tomasz Grodzki jest w drodze do Kijowa
Marszałkowi Senatu towarzyszy przewodniczący czeskiego senatu Miloš Vystrčil oraz wicemarszałkowie: Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) i Michał Kamiński (PSL-Koalicja Polska) oraz zastępca przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych i Unii Europejskiej senator Marcin Bosacki (Koalicja Obywatelska).
W czwartek kancelaria Senatu RP poinformowała, że zaproszenie odbywa się na zaproszenie przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy Rusłana Stefanczuka
Wizyta jest wyrazem wsparcia parlamentarzystów z Polski i Czech dla ich ukraińskich kolegów oraz całego narodu ukraińskiego w walce z agresją Rosji. Ma ona także na celu wyrażenie poparcia dla europejskich aspiracji Ukrainy oraz podkreślenie po raz kolejny gotowości niesienia pomocy zarówno w wojnie z najeźdźcą jak i wsparcia dla Ukraińców, którzy uciekają do Polski i Czech.
Wołodymyr Zełenski wraz z przywódcami Polski, Litwy, Estonii i Łotwy / fot. PAP/EPA/JAKUB SZYMCZUK / KPRP HANDOUT
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Wołodymyr Zełenski odbył w środę spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą oraz przywódcami Litwy, Łotwy i Estonii
Andrzej Duda, prezydent Litwy Gitanas Nauseda, prezydent Łotwy Egils Levits oraz prezydent Estonii Alar Karis wraz z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim pytani byli podczas wystąpienia dla mediów o możliwość utworzenia jakiejś formy sojuszu obronnego lub organizacji bezpieczeństwa
Zełenski wykluczył możliwość przystąpienia Ukrainy do NATO
Wołodymyr Zełenski realistycznie o członkostwie w NATO
Niestety, nie wejdziemy do NATO. Chciałbym podkreślić, że potrzebne nam są gwarancje bezpieczeństwa. Mamy niebezpiecznych sąsiadów, którzy przybywają tu, by torturować i zabijać ludzi. Właśnie dlatego potrzebne nam są gwarancje bezpieczeństwa.
– powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zaraz po spotkaniu z sojusznikami.
Przywódcy Polski, państw bałtyckich i Ukrainy dyskutowali o możliwości utworzenia jakiejś formy sojuszu obronnego. Sojuszu równoległego do NATO i otwartego nawet na Białoruś – po ewentualnej zmianie rządu.
Myślę, że ta organizacja jest najmocniejszym środkiem odstraszającym, i każda próba stworzenia dodatkowej organizacji może doprowadzić do niepotrzebnej konkurencji między nimi i może podzielić nasze siły. To, co potrzebne, to nasza jedność i nie możemy sobie pozwolić na luksus podziałów.
– mówił prezydent Litwy Nauseda.
Ukraina prędzej czy później będzie należała do NATO.
Andrzej Duda w Kijowie / fot. PAP/EPA/JAKUB SZYMCZUK / KPRP HANDOUT
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Andrzej Duda wrócił już z Ukrainy; podczas spotkania z mediami na dworcu w Przemyślu prezydent opowiedział o przebiegu wizyty
Prezydent RP przyznaje, że krajobraz zniszczonej wojną Ukrainy zrobił na nim ogromne wrażenie
PAD wskazywał, że widział również miejsca starć między siłami ukraińskimi a rosyjskimi i pozostałości zniszczonych pojazdów opancerzonych i czołgów
Według Dudy Ukraińcy są bardzo zdeterminowani, żeby bronić swojego kraju
To była jedna z wizyt, którą zapamiętam do końca życia. Zwłaszcza wrażenie, jakie zrobiła Borodzianka – miasteczko pod Kijowem, zniszczone przez rosyjskie samoloty i rakiety.
– wyznał po powrocie z Kijowa prezydent Andrzej Duda.
Duda widział również miejsca starć między siłami ukraińskimi a rosyjskimi i pozostałości zniszczonych pojazdów opancerzonych i czołgów.
To robi rzeczywiście ogromne wrażenie, zwłaszcza jeśli widzi się ten obraz pola walki.
– mówił prezydent podczas briefingu na dworcu w Przemyślu.
Kijów jest miastem absolutnie gotowym do obrony, które widać, że dosłownie w ostatnich dniach wyszło spod oblężenia. Nie mam żadnych wątpliwości, że kiedy jest się w Kijowie i patrzy się na ulice, to widać, że miasto było gotowe bronić się do samego końca. Na ulicach są barykady, w parkach są wykopane okopy, są bunkry i osłony z worków z piaskiem.
– relacjonowała głowa państwa.
W ocenie polskiego prezydenta Rosja prowadzi z Ukrainą wojnę totalną.
Nie tylko z armią i ochotnikami, ale także z kobietami i dziećmi. Te obrazy są nie do opisania. Nie mam żadnych wątpliwości, że musimy udzielać Ukraińcom pełnego wsparcia, jakie tylko jest możliwe i tak jak wczoraj powiedziałem: zbrodnie powinny być osądzone, a zbrodniarze powinni zostać skazani.
Popularny ostatnio lewicowy aktywista, a od niedawno “zawodnik” mieszanych sztuk walki Jaś Kapela zaskoczył i rzucił wyzwanie byłemu księdzu, a teraz publicyście Jackowi Międlarowi. Obiecał on przeczytanie książek Międlara, jeśli ten wygra z nim na ringu.
Ja nie czytałem, ale przeczytam jak wygra pan ze mną w oktagonie!
– skomentował Jaś Kapela.
Redaktor naczelny portalu “wprawo.pl” postanowił odpowiedzieć na rzucone mu przysłowiowe rękawice. Jednakże polecił Kapeli, aby po raz kolejny zawalczył z Ziemowitem Kossakowskim, którego wbrew oczekiwaniom wielu prawicowym komentatorom pobił na oktagonie wygrywając podczas gali FAME MMA.
Najpierw bij się z Ziemowitem Kossakowskim i daj mu szansę zmyć z siebie wstyd
– napisał Jacek Międlar.
Zaproponował także, aby w międzyczasie Kapela wysłał swoich przedstawicieli i włodarzy, aby umówić ewentualną walkę. Międlar podkreślił, że przegrana lewicowego aktywisty i publicysty mogłaby się przyczynić do ukończenia jednego z projektów.
W międzyczasie z propozycją wyślij do mnie włodarzy. Wygrana przyda mi się na finalizację projektu “Spotkanie ze Świadkami Rzezi”. Odklepujac na macie mógłbyś dołożyć cegiełkę do tego szlachetnego projektu.
– podkreślił.
Najpierw bij się z @ZKossakowski i daj mu szansę zmyć z siebie wstyd. W międzyczasie z propozycją wyślij do mnie włodarzy. Wygrana przyda mi się na finalizację projektu "Spotkanie ze Świadkami Rzezi". Odklepujac na macie mógłbyś dołożyć cegiełkę do tego szlachetnego projektu.
Oddział st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" / Fot. Twitter
W nocy z 13 na 14 kwietnia przypada 71 rocznica śmierci Mieczysława Dziemieszkiewicza “Roja” oraz jego kompana Bronisława Gniazdowskiego “Mazura”
Żołnierze polskiego podziemia zginęli podczas obławy złożonej z blisko 300 funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Milicji Obywatelskiej
Zostali oni wydani przez narzeczoną st. sierż. Dziemieszkiewicza, której przetrzymywano rodziców
W latach 1947-48 oddział “Roja” dokonywał wielu udanych akcji zbrojnych przeciwko komunistycznym okupantom
Mieczysław Dziemieszkiewicz, ps. “Rój” był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W latach 1947-1948 oddział “Roja” dokonał wielu udanych akcji zbrojnych przeciwko okupacyjnej władzy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Zginął w nocy z 13 na 14 kwietnia 1951 r. podczas próby przedarcia się wraz z Bronisławem Gniazdowskim “Mazurem” przez obławę złożoną z setek funkcjonariuszy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej w miejscowości Szyszki Włościańskie nieopodal Pułtuska na Mazowszu.
W czasie okupacji niemieckiej Mieczysław Dziemieszkiewicz pracował w Makowie Mazowieckim w niemieckim przedsiębiorstwie przewozowym. W latach okupacji uczęszczał na kursy tajnego nauczania w Makowie Mazowieckim. Działał w strukturach Narodowych Sił Zbrojnych, przewożąc materiały konspiracyjne, które przekazywał mu brat Roman ps. “Adam” – “Pogoda”, który również należał do NSZ i w późniejszym okresie był komendantem Powiatu NSZ Ciechanów oraz dowódcą oddziału partyzanckiego sformowanego po akcji na PUBP w Makowie Mazowieckim z siedzibą w Krasnosielcu. Został zamordowany przez żołnierzy sowieckich jesienią 1945. Drugi brat, Jerzy za działalność w NSZ został skazany na 7 lat więzienia.
Do śmierci Mieczysława Dziemieszkiewicza przyczyniła się jego narzeczona. Urząd Bezpieczeństwa przetrzymujący jej rodziców szantażem zmusił ją do wydania “Roja”.
Pomagamy uchodźcom wojennym, szczególnie kobietom i dzieciom, które uciekają przed konfliktem, przed wojną, która doprowadziła do ich do takiej rozpaczy, że muszą uciekać do Polski i innych krajów.
– przekazał Robert Bąkiewicz.
Przekazał, że pomoc uchodźcom jest katolickim obowiązkiem, a Ukraińców walczących na froncie zapewnił, że kobiety i dzieci są bezpieczne w Polsce. Wolontariusze pomagają również Polakom z Kresów Wschodnich, którzy uciekają przed wojną.
Pomagamy również Polaków, którzy mieszkają na Kresach, którzy również tędy przechodzą
– powiedział prezes Marszu Niepodległości.
Zakres naszej pomocy to głównie pomoc medyczna. Mamy tutaj ratowników KPP. Mamy tutaj do czynienia z przypadkami wyziębienia, a niektóre osoby wpadają w hipotermię
W Dąbrowie Górniczej władze lokalne zdecydowały o likwidacji dwóch pomników upamiętniających żołnierzy Armii Czerwonej. Jak zaznaczył prezydent Marcin Bazylak, rozumie szczególny kontekst głosów nawołujących do ich usunięcia tj. rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Jestem przekonany, że postawa władz Dąbrowy Górniczej jak i mieszkańców nie budzi wątpliwości co do tego, że w starciu nie tylko państw i ich sił zbrojnych, ale także fundamentalnych ludzkich wartości, stoimy po stronie Ukrainy i jej obywateli, których zresztą coraz liczniejszą grupę gościmy w naszych progach
Brak wcześniejszego usunięcia pomników lokalne władze tłumaczą zawartymi przed laty umowami pomiędzy Polską, a Rosją, regulującymi zachowanie miejsc pamięci.
Mając na uwadze powyższe regulacje, a także artykułowany w przestrzeni publicznej jasny przekaz ze strony różnych przedstawicieli Federacji Rosyjskiej (…), uważających niszczenie pomników żołnierzy radzieckich za akt agresji i bezczeszczenie obiektów pamięci narodowej, zwracałem uwagę w korespondencji kierowanej do wojewody śląskiego (…), że likwidacja takich pomników nie jest tylko sprawą lokalną, ale dotyczy relacji międzynarodowych
– zaznaczył prezydent Dąbrowy Górniczej.
Prezydent Dąbrowy Górniczej oświadczył, że nigdy nie bronił pomników sowieckich i nie odwoływał się od decyzji wojewody, który w oparciu o ustawę dekomunizacyjną zobowiązał miasto do usunięcia pomników w Gołonogu i Strzemieszycach.
Żałuję, że polski rząd wraz ze swoją administracją problem pomników poradzieckich przerzucił wyłącznie na lokalny samorząd, nie dostrzegając też pewnych zagrożeń wynikających z agresywnego nastawienia strony rosyjskiej
– dodał.
Wcześniej Bazylak, nie chcąc narazić się na zarzut naruszenia prawa międzynarodowej, a lokalnej społeczności na szykany ze strony rosyjskiej złożył do ministerstwa kultury odpowiedni wniosek. Jego zdaniem sprawę ewentualnych zastrzeżeń Rosji zamyka niedawne stanowisko wicepremiera i ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego.
Odkryte w Buczy zwłoki zamordowanych cywili / Fot. PAP/EPA/Oleg Petrasyuk. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Od czasu odwrotu rosyjskich żołnierzy z obwodu kijowskiego ukraińskie służby odkrywają ofiary zbrodni wojennych
Do tej pory odnaleziono 765 ciał, w tym 30 zamordowanych dzieci
Prokurator obwodu kijowskiego Ołeh Tkałenko przekazał, że śledczy odpowiednio dokumentują każdy przypadek rosyjskiego bestialstwa
Jak przekazuje “The Guardian” Rosjanie mieli kazać cywilom kopać groby, a następnie łamiąc im palce zakopywali żywcem
Niektórych z 40 odkrytych ofiar były mordowane poprzez strzał w tył głowy
Tkałenko zapewnił, że władze spodziewają się odnalezienia o wiele większej liczby ciał w ciągu następnych tygodni. Odkryto także kilka masowych grobów.
Odpowiednie udokumentowanie każdego przypadku wymaga czasu i wysiłku. Ale musimy to zrobić, aby zebrać dowody, i aby nie było więcej opowieści o tym, że te zdarzenia zostały sfabrykowane
– powiedział prokurator obwodu kijowskiego Ołeh Tkałenko
Tkałenko powiedział także, że wierzy w to, iż rosyjscy żołnierze umyślnie pozostawiali ciała Ukraińców na ulicach i zabraniali ich pochówku. Miało to na celu zastraszenie mieszkańców.
“The Guardian” przytacza trzy opisywane przez Tkałenkę przypadki stosowania przez Rosjan tortur wobec cywilnej ludności obwodu kijowskiego.
Według relacji kijowskiego prokuratura, w wiosce Motyżyn rosyjscy żołnierze zatrzymali dziewięć osób, które ich zdaniem pomagału ukraińskiej armii. Sześciu z nich zakatowano okrutnie na śmierć, pozostałym udało się przeżyć.
Władze pracują także nad zbadaniem zbrodni we wsi Dymer, leżącej na północ od Kijowa, której ofiarami mogło paść około 40 osób. Ofiary miały kopać własne groby, a następnie były zabijane strzałem w tył głowy.
Byli wykorzystywani do pracy przymusowej. Kazali im kopać ich własne groby i złamali im palce. Strzelali blisko ich głów i między nogami (…) Zostali powieszeni, ich ręce były powykręcane
– relacjonował kijowski prokurator.
Jednym z najbardziej przerażających odkryć jest masowy grób w miejscowości Makarów. Tam według ukraińskich śledczych okupanci wykorzystywali lokalny klub golfowy jako swoją siedzibę. Więzili również miejscowych, którzy przy odwrocie wojsk byli zmuszani do kopania grobów, następnie bito ich, a na końcu grzebano żywcem.
Prokurator przekazał także, że sprawy dotyczące gwałtów prowadzone przez prokuratorów w obwodzie kijowskim są liczone w dziesiątkach.
Komentując zachowania rosyjskich żołnierzy na Ukrainie, Tkałenko zaznaczył, że nie jest w stanie wyobrazić dlaczego rosyjscy żołnierze dokonują tak straszliwych mordów.
Trudno jest powiedzieć, co dzieje się w ich głowach, jednak zakładałbym, że rosyjska armia składa się z ludzi, których nie stać było na udzielenie łapówki, aby uniknąć poboru. Oni ukradli nawet bojlery