Petru w Radiu Zet

Petru w Radiu Zet / YouTube / Radio ZET screen

  • Założyciel Nowoczesnej Ryszard Petru poinformował, że wygrał proces sądowy z prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim.
  • Odchodzący powoli z urzędu wicepremier ds. bezpieczeństwa pozwał Petru za nazwanie go oszustem.
  • Sąd okręgowy w Warszawie przyznał rację Kaczyńskiemu i Petru miał przeprosić prezesa PiS, jednakże sąd apelacyjny przyznał z kolei rację Petru.
  • Teraz Jarosław Kaczyński musi zapłacić politykowi 360 zł z tytułu kosztów postępowania kasacyjnego.
  • Zobacz także: Biedroń upokorzony przed kamerami. “Przypominam, ty jesteś liderem” [+WIDEO]

Sprawa ma związek z wpisem, jaki Ryszard Petru zamieścił na Twitterze po ujawnieniu przez “Gazetę Wyborczą” taśm ws. Srebrnej.

Żaden z Jarosława Kaczyńskiego biznesmen. Człowiek, który zleca wykonanie prac i po roku nie płaci jest po prostu oszustem

– napisał 30 stycznia 2019 r. na Twitterze Ryszard Petru.

Jarosław Kaczyński pozwał Petru za nazwanie go oszustem. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że polityk musi przeprosić prezesa Prawa i Sprawiedliwości za te słowa. Ten jednak nie zgodził się z wyrokiem, a Sąd Apelacyjny przyznał mu rację.

Prezes PiS nie chciał pogodzić się z takim końcem sprawy, jednak – jak poinformował Petru dzisiaj na Twitterze – Sąd Najwyższy odrzucił jego wniosek o skargę kasacyjną.

Kaczyński będzie ponadto teraz musiał przesłać Petru 360 zł tytułem kosztów postępowania kasacyjnego.

Znów wygrałem z Jarosławem Kaczyńskim. Sąd Najwyższy odrzucił jego wniosek o skargę kasacyjną. Musi teraz przelać na mój rachunek 360 zł jako zwrot kosztów postępowania

– poinformował założyciel Nowoczesnej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Sklep sieci IKEA

Sklep sieci IKEA / Fot. pixabay

  • Szwedzka firma produkująca meble IKEA postanowiła o zamknięciu swoich oddziałów w Rosji.
  • Zakłady zostaną odsprzedane lokalnym przedsiębiorcom.
  • Z kolei Inga Group zadeklarowała, że w Rosji nadal będzie działało 14 sklepów marki MEGA.
  • Z Rosji uciekła już firma fast-foodowa McDonalds, która odsprzedała lokale rosyjskim biznesmenom.
  • Zobacz także: Szydło o transformacji energetycznej: “PE dąży do ogólnoeuropejskiej katastrofy”

Niestety, sytuacja się nie polepszyła, a wyniszczająca wojna trwa dalej. Biznesy i sieci dostaw na całym świecie zostały silnie dotknięte i nie przewidujemy, aby było możliwe wznowienie działalności w najbliższym czasie

– przekazał dział prasowy szwedzkiej firmy IKEA.

Natomiast Ingka Group zadeklarowała, że w Rosji nadal pozostanie otwartych 14 jej sklepów działających pod marką MEGA.

Jeszcze w marcu IKEA poinformowała o tymczasowym zamknięciu sklepów w Rosji. W dalszym ciągu wypłacała ona jednak pensje pracownikom. Sieć sklepów poinformowała, że będą działać do końca sierpnia.

Import i eksport produktów IKEA jest wstrzymany w Rosji i na Białorusi

– poinformowała firma.

Czytaj więcej: Polska straciła szansę na chińską inwestycję na kwotę 2 mld euro. Potężny koncern wybrał Węgry

Korporacje uciekają z Rosji

Szwedzki dystrybutor mebli jest jednym z ponad tysiąca zachodnich przedsiębiorstw, które ograniczyły swoją działalność w Rosji od początku wojny. Niektóre firmy zostały sprzedane lokalnym nabywcom. Takim przykładem jest McDonald’s. Dotychczasowe restauracje tej sieci zostały ponownie otwarte pod nowym szyldem. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

polsatnews.pl

papież Franciszek

papież Franciszek / PAP/EPA/GIUSEPPE LAMI

  • Papież Franciszek podjął decyzję, aby w tym roku nie przewodzić w mszy świętej z okazji Bożego Ciała.
  • Biuro prasowe Watykanu zaznaczyło, że za decyzją szła troska o dobro godnej celebracji liturgicznej.
  • Od kilku tygodni Franciszek na polecenie lekarzy porusza się za pomocą wózka inwalidzkiego.
  • Cierpi on bowiem na gonalogię, powodujące ciężkie bóle w kolanach co utrudnia normalne funkcjonowanie.
  • Ojciec Święty ze względu na problemy zdrowotne postanowił również zawiesić swoje podróże zagraniczne.
  • Zobacz także: Problemy zdrowotne papieża. Franciszek nie przyjedzie na Ukrainę

Biuro prasowe Stolicy Apostolskiej poinformowało 13 czerwca, że papież Franciszek podjął decyzję o braku przewodniczenia podczas mszy Bożego Ciała. Od kilku tygodni Ojciec Święty porusza się na wózku inwalidzkim z powodu gonalogii, czyli bólu kolan. Watykan podkreślił, że za decyzją papieża szła również troska o szczególną potrzebę celebracji liturgicznej tak istotnego święta.​​

Watykan ogłosił również, że ​​kardynał Mauro Gambetti, archiprezbiter bazyliki św. Piotra, odprawi w bazylice w czwartek Mszę Bożego Ciała. Mszy będzie towarzyszyć procesja i błogosławieństwo.

Ogłoszenie nadeszło dzień po tym, jak 85-letni papież przeprosił za odłożenie zaplanowanej podróży do Afryki w lipcu z powodu problemu z kolanem. W ostatnią niedzielę przemawiając po modlitwie Anioł Pański, obiecał przełożyć wizytę w Demokratycznej Republice Konga i Sudanie Południowym w najszybszym możliwym terminie. Papież nadal planuje odwiedzić Kanadę w dniach 24-29 lipca.

85-letni papież cierpi na zapalenie więzadła w kolanie, które ogranicza jego zdolność chodzenia. Od miesiąca jeździ na wózku inwalidzkim podczas wystąpień publicznych.

W latach 2013-2017 papież Franciszek postępował zgodnie ze zwyczajem ustanowionym przez papieża Jana Pawła II, by obchodzić uroczystość Bożego Ciała odprawiając Mszę św. w Archibazylice św. Jana na Lateranie, a następnie prowadząc procesję eucharystyczną do bazyliki Matki Bożej Większej.

W 2018 r. celebrował uroczystość w Ostii, dzielnicy Rzymu, a w następnym roku przewodniczył Mszy Bożego Ciała i procesji w rzymskiej dzielnicy Casal Bertone.

W 2020 i 2021 r. uświetnił uroczystość Mszą św. w Bazylice św. Piotra, ale bez procesji z powodu pandemii koronawirusa.

Boże Ciało, którego początki sięgają XIII wieku, tradycyjnie przypada w czwartek po Niedzieli Trójcy Świętej, ale w wielu częściach katolickiego świata jest przenoszone na niedzielę.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

catholicnewsagency.com

Angela Merkel

Angela Merkel / Fot. Youtube

  • Federalny Trybunał Konstytucyjny w Niemczech wydał wyrok ws. skargi Alternatywy dla Niemiec wobec Angeli Merkel.
  • AfD uznało, że naruszyła ich prawa, krytykując lokalne porozumienie z CDU przy wyborze premiera Turyngii.
  • Sędziowie przychylili się do opinii polityków z AfD, potwierdzając że procedura wyłonienia premiera była demokratyczna.
  • Zobacz także: Szkocja odłączy się od Wielkiej Brytanii? Sturgeon: “Londyn nie szanuje prawa”

Federalny Trybunał Konstytucyjny w Niemczech orzekł, że Angela Merkel naruszyła prawa Alternatywy dla Niemiec. Jak informują niemieckie media, chodzi o wybory w Turyngii w 2019 r. Ich wynik doprowadził m.in. do dymisji ówczesnej przewodniczącej CDU Annegret Kramp-Karrenbauer.

Natomiast na początku 2020 r. parlament w Erfurcie wybrał na premiera landu Thomasa Kemmericha z FDP. Czynny udział w jego zwycięstwie wzięli posłowie z CDU i AfD, którzy zawarli lokalne porozumienie w tej sprawie.

Takie postępowanie skrytykowała była kanclerz Angela Merkel. Stwierdziła, że wybory premiera Turyngii były katastrofą dla demokracji. Wezwała ona do cofnięcia nominacji Kemmericha. Jej zdaniem chadecy mieli sprzeciwić się swoim wartościom, gdyż zawarli oni porozumienie z AfD.

Wybory zostały powtórzone, a premierem Turyngii został postkomunista Bodo Ramelow.

Bolesny wyrok niemieckiego TK

Sprawę rozpatrzył niemiecki Trybunał Konstytucyjny, gdyż zdaniem polityków AfD procedura wyłonienia premiera była demokratyczna. Dziś sędziowie w Karlsruhe przyznali im rację.

Angela Merkel naruszyła prawo AfD do korzystania z równych szans, jakie przysługują każdej partii politycznej

– czytamy w oświadczeniu Federalnego Trybunału Konstytucyjnego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvp.info

Mateusz Morawiecki

Świercze, 17.05.2022. Premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej po wizycie w Klubie Senior+ w miejscowości Świercze, 17 bm. (sko) PAP/Piotr Nowak / fot. PAP/Piotr Nowak Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Premier Mateusz Morawiecki odniósł się do ostatnich zarzutów ze strony mediów i opozycji w kwestii kupowanych przez niego polskich obligacji.
  • W zeszłym roku zakupił on obligacje skarbowe za ponad 4,6 mln zł.
  • Szef polskiego rządu, zauważył, że taka inwestycja własnych funduszy jest najbezpieczniejszą formą.
  • Podkreślił, że inwestowanie na giełdzie wiąże się z wysokim ryzykiem, szczególnie w niepewnych czasach dla gospodarki.
  • Morawiecki odparł zarzuty, że inwestował w ubiegłym roku mając rzekomą wiedzę o wysokiej inflacji w tym roku.
  • Zachęcił on również Polaków, aby wybierali tę drogę dokonywania inwestycji, zauważając, że będzie to także korzystne dla państwa polskiego.
  • Zobacz także: Maląg o kredytach dla młodych: “Jeśli nie mają zdolności to niech ich nie biorą”

W ostatnim czasie przez media oraz polityków opozycji przeszła fala krytyki pod adresem premiera Mateusza Morawieckiego. Z jego oświadczenia majątkowego wynika, że w ubiegłym roku kupił on obligację skarbowe za ponad 4,6 mln zł. Jak podkreślają eksperci od ekonomii, takie obligacje posiadają korzystne oprocentowanie w porównaniu do lokat bankowych.

Szef rządu na kanale YouTube Przygody Przedsiębiorców był pytany o zarzuty opozycji, że kupił obligacje, bo wiedział, że inflacja wzrośnie.

Ależ skąd miałem wiedzieć? Każdy, kto się interesuje ekonomią, wie doskonale, że jest to po prostu niemożliwe

– przekonywał premier.

Czytaj więcej: Wizyta Bidena na Bliskim Wschodzie. Uda się m.in. do Zachodniego Brzegu

Premier szczerze o inwestycji w obligacje

Wskazał, że kupił dwa różne typy obligacji. Pierwsze to były trzyletnie obligacje oszczędnościowe oparte o WIBOR, drugie to były czteroletnie obligacje oparte o regułę, że w pierwszym roku jest oprocentowanie sztywne 1,3 proc., a potem jest oparte o wskaźnik inflacji podawany za poprzedni okres. Dodał również, że podzielił on obligacje na pół każdą po 2,3 mln zł.

Bardzo zachęcałem, zachęcam i jeszcze raz będę zachęcał Polaków do kupowania polskich obligacji. One są bezpieczne, a przede wszystkim to jest też dobrze dla państwa polskiego, jeżeli Polacy kupują polskie obligacje

– zwrócił uwagę Mateusz Morawiecki.

Mogłem teoretycznie, nie wiem jak inni, inwestować gdzieś na giełdzie, spekulować, za granicą. Zainwestowałem w polskie obligacje, to chyba jest najlepsza inwestycje 

– podkreślił.

Odparł on również zarzuty, które mówią, że premier specjalnie zainwestował w obligacje w ubiegłym roku wiedząc o nadchodzącej inflacji w 2022 r. Szef polskiego rządu zaznaczył, że inni politycy, w tym z opozycji także kupowali obligacje.

Nawet mi przez głowę nie przeszło w zeszłym roku, kiedy kupowałem polskie obligacje, że najbezpieczniejsza, najbardziej normalna, taka do której zachęcam inwestycja, może być przedmiotem takiego przewrotnego, można powiedzieć, wręcz perwersyjnego ataku. Zresztą słyszałem, że politycy opozycji też kupili obligacje 

– dodał.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvp.info

Chiny

Władimir Putin i Xi Jinping / Fot. Radek Pietruszka/PAP. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

W środę rosyjska agencja TASS poinformowała o rozmowie telefonicznej pomiędzy przywódcą Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpingiem, a prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Wszystkie zainteresowane strony muszą zająć odpowiedzialne stanowisko, promując w ten sposób prawidłowe rozwiązanie kryzysu na Ukrainie

– zaznaczył prezydent Chin.

Tłumaczył, że Pekin zajmuje niezależne stanowisko w kwestii ukraińskiej w oparciu o fakty oraz o kwestie historyczne.

Aktywnie przyczyniamy się do zachowania pokoju w skali globalnej. Podobnie przyczyniamy się do utrzymania stabilnego ładu gospodarczego na świecie

– stwierdził Xi Jinping.

Czytaj więcej: Wołodymyr Zełenski: Ponosimy bolesne straty

Polityka Chin ws. konfliktu na Ukrainie

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę Chiny są języczkiem u wagi ze względu na bliskie stosunki z Rosją z jednej strony i konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi z drugiej.

Pekin od początku wojny na Ukrainie stara się zajmować własne stanowisko, dbając o dobre stosunki z Rosją, a także obarczając Stany Zjednoczone o pośrednie doprowadzenie do rosyjskiej inwazji.

Rzecznik chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych stwierdził pod koniec kwietnia, że z zewnątrz może się to wydawać konfliktem między Rosją a Ukrainą, jednak faktycznymi stronami konfliktu są Rosja i Stany Zjednoczone. Przekonywał, że Unia Europejska musi zastanowić się nad tym, kto na tej wojnie czerpie najwięcej, kto jest teatrem działań wojennych, a kto na tej wojnie najwięcej traci.

Charakter konfliktu rosyjsko-ukraińskiego to gra strategiczna między Moskwą a Waszyngtonem, a fakty świadczą o tym, że konflikt stworzył nową sytuację, która zaszkodziła Ukrainie, Rosji i reszcie Europy, ale przyniosła korzyści tylko USA

– stwierdzono w kontrolowanej przez Pekin gazecie “Global Times”.

Z raportu niezależnego Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem z siedzibą w Finlandii wynika, że w ciągu pierwszych 100 dni wojny Chiny były największym importerem rosyjskich surowców, płacąc za nie ponad 12 mld dolarów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Rafał Trzaskowski

Rafał Trzaskowski o odejściu członków Rady Medycznej / fot. PAP/Wojciech Olkuśnik

  • Podczas trzeciej kontroli Zarządu Terenów Publicznych stwierdzono wiele naruszeń administracyjnych.
  • Od lat ZTP miało faworyzować grupę kilku warszawskich przedsiębiorstw.
  • Mieli oni wygrywać, z góry ustalone przetargi, które trwały nawet kilka dni.
  • Obecnie prokuratura rejonowa Warszawa-Śródmieście prowadzi szczegółowe śledztwo w tej sprawie.
  • Zobacz także: Belgijski inwestor na celowniku prokuratury. Budynek zagraża dobru publicznemu

Radio Zet na początku maja ujawniło, że grupa kilku firm w Warszawie miała zmonopolizować zamówienia publiczne w jednej z miejskich przedsiębiorstw. Ratusz stwierdził jednak, że Zarząd Terenów Publicznych został skontrolowany dwukrotnie. Urzędnicy nie znaleźli dowodów na korupcję, czy zmowę. Jakiś czas temu przeprowadzono nawet trzecią kontrolę.

Kontrolerzy stwierdzili, że w miejskiej firmie nadal przy zamówieniach faworyzuje się grupę kilku tych samych firm.

Ponownie należy ocenić, iż powyższe działania ZTP rażąco naruszyły zasadę konkurencyjności i wręcz świadczą o wyjątkowo preferencyjnym i uprzywilejowanym traktowaniu tych samych wykonawców

– podkreślili kontrolerzy ze stołecznego ratusza.

Na potwierdzenie swoich wniosków, podano wiele przykładów, gdzie dochodziło do nieprawidłowości. W jednym z przetargów ZTP wyznaczył wykonawcom dwa dni na przygotowanie oferty.

W tak krótkim czasie ofertę zdążyła złożyć tylko jedna firma, która świadczyła podobne usługi wcześniej.

Kontrolerzy stwierdzili, że uniemożliwiono w ten sposób innym firmom równy i konkurencyjny dostęp do tego zadania

– podaje Radio Zet.

Po doniesieniu związkowców z ZTP sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście. Śledztwo zostało wszczęte 16 maja. Dotyczy to dokonanego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków w toku organizowanych w ZTP postępowań o udzielenie zamówienia publicznego.

Do przestępstwa miałoby dojść poprzez wchodzenie w porozumienie z przedstawicielami podmiotów, biorących udział w postępowaniach przetargowych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

zyciestolicy.com.pl

Piotr Kraśko

Piotr Kraśko / fot. Wikimedia Commons

  • Prokuratura okręgowa w Warszawie poinformowała, że uzgodniła z dziennikarzem Piotrem Kraśko rozwiązanie ws. prowadzenia auta bez uprawnień.
  • Oskarżony złożył szczegółowe wyjaśnienia, przyznając się do zarzucanych mu czynów.
  • Jak przekazał prok. Marek Skrzetulski, dziennikarz zostanie ukarany opłatą karna o wysokości 100 tys. zł.
  • Teraz prokuratura oczekuje na decyzję sądu, który może zatwierdzić wyrok bez przeprowadzenia rozprawy.
  • Kraśko już wcześniej miał problemy z prawem, gdyż w 2009 oraz 2014 r. miał odbierane prawo jazdy.
  • Zobacz także: Zakrapiana impreza na policyjnym kursie. Uczestnicy odpowiedzą za złamanie etyki zawodowej

Mogę potwierdzić, że do aktu oskarżenia skierowanego przeciwko Piotrowi Kraśce został dołączony wniosek w trybie 335 par. 2 Kodeksu karnego. Jest to wniosek, który w przypadku, gdyby został uwzględniony przez sąd, umożliwia wydanie wyroku skazującego na posiedzeniu bez przeprowadzenia rozprawy z uzgodnionym wymiarem kary. Mogę potwierdzić, że ten wymiar wynosi 200 stawek dziennych po 500 zł

– poinformował rzecznik prokuratury okręgowej w Warszawie Marek Skrzetuski.

Zaznaczył również, że taki wniosek złożyła już prokuratura co oznacza, oskarżony przyznał się do winy i uzgodnił warunki wyroku z prokuraturą.

Kraśko prowadził auto bez uprawnień

Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała 8 czerwca do sądu akt oskarżenia przeciwko dziennikarzowi. Został on oskarżony o prowadzenie pojazdu po cofnięciu uprawnień. Grozi mu nawet do 2 lat pozbawienia wolności.

Chodzi o zdarzenie z 19 sierpnia 2016 roku. W miejscowości Myszyniec, przy ulicy Pawłowskiego, prowadząc auto marki BMW Piotr Kraśko został zatrzymany przez patrol. Okazało się, że kierujący nie miał uprawnień do prowadzenia samochodu. Zostały mu one cofnięte w 2014 roku.

W tej sprawie znany dziennikarz został przesłuchany w połowie maja. Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu i skorzystał z przysługującemu mu prawa do odmowy składania wyjaśnień. Wyraził zgodę na publikację wizerunku i pełnych danych osobowych.

Już wcześniej dziennikarz miał kłopoty z prawem. W grudniu 2021 roku w mediach pojawiła się informacja, że Kraśko został zatrzymany, kiedy prowadził samochód, pomimo tego, że nie miał do tego uprawnień. Został skazany na karę grzywny w wysokości 7,5 tysiąca złotych oraz otrzymał roczny zakaz prowadzenia pojazdów. Prokuratura odwołała się od tego wyroku, ale sąd go utrzymał. Media informowały wtedy, że dziennikarz miał już dwa razy odbierane prawo jazdy, w 2009 i 2014 roku.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

zyciestolicy.com.pl

Premier Szkocji chce ponownego referendum niepodległościowego

Premier Szkocji Nicola Sturgeon / Fot. Twitter

  • Premier Szkocji Nicola Sturgeon zamierza wydać serię publikacji, tłumaczących, dlaczego odzyskanie niepodległości będzie krokiem ku przyszłości.
  • Liderka Szkockiej Partii Narodowej wyjaśniła, że publikacje są wstępem przed kolejną kampania ws. uzyskania suwerenności.
  • Oskarżyła Londyn, że nie szanuje prawa i demokracji.
  • Z kolei rzecznik brytyjskiego rządu wyraził przekonanie, że tamtejsze rządy faktycznie będą współpracować w obliczu wojny w Europie.
  • Zobacz także: Henryk Kowalczyk zajmuje się kwestią bezdomności zwierząt. Zarabiają na niej lewicowcy

Premier Szkocji Nicola Sturgeon zaprezentowałą ostatnio pierwszy z serii dokumentów mających przedstawiać argumenty za odłączeniem się Szkocji od Zjednoczonego Królestwa. W publikacji zatytułowanej “Bogatsze, szczęśliwsze, bardziej sprawiedliwe – dlaczego nie Szkocja?” opisano sytuację 10 podobnej wielkości krajów zachodnioeuropejskich. Autorka przekonywała, że żyje się w nich lepiej niż w Wielkiej Brytanii.

Jesteśmy wspaniałym krajem pod wieloma względami – ale wystarczy spojrzeć na wielu naszych europejskich sąsiadów, aby przekonać się, że stać nas na więcej. To powinno nas ekscytować i inspirować. Ale najpierw musimy wyposażyć się w siłę niepodległości, którą oni już posiadają

– napisała Nicola Sturgeon.

W kolejnych częściach omówione mają być kwestie przyszłej waluty, podatków i wydatków budżetowych, obronności, spraw socjalnych i emerytur oraz członkostwa w Unii Europejskiej i handlu. Publikacja tych dokumentów ma być odpowiedzią na pojawiającą się często krytykę, że rząd Szkockiej Partii Narodowej postuluje niepodległość, ale nie przedstawia konkretnie, jak ona miałaby w praktyce wyglądać.

Londyn nie szanuje prawa i demokracji?

Szkocja jest dziś nawet lepiej przygotowana do niepodległości niż w 2014 r. – mówiła podczas prezentacji dokumentu Sturgeon, wskazując, że od tego czasu powstało wiele potrzebnej infrastruktury. W referendum przeprowadzonym w 2014 r. za secesją opowiedziało się 45 proc. głosujących, przeciwko było 55 proc.

Przypomniała, że w majowych wyborach do szkockiego parlamentu uzyskała ponowny mandat, obiecując, że da możliwość wypowiedzenia się w sprawie przyszłości kraju i zamierza tego dotrzymać. Podkreśliła jednak, że referendum musi być legalne, choć niekoniecznie przy użyciu art. 30 ustawy o Szkocji, na mocy którego szkocki parlament jednorazowo uzyskał uprawnienia do rozpisania pierwszego plebiscytu.

Musimy znaleźć drogę naprzód, jeśli to konieczne – bez zapisu art. 30, ale musimy to zrobić w sposób zgodny z prawem 

– podkreśliła premier Szkocji.

Przekonywała, że brytyjski premier Boris Johnson, który nie zgadza się na ponowne referendum, nie ma prawa decydować o losie Szkocji.

Mamy rząd Zjednoczonego Królestwa, który nie szanuje demokracji i rządów prawa

– powiedziała.

W odpowiedzi na wystąpienie Sturgeon rzecznik Johnsona oświadczył, że brytyjski rząd podtrzymuje stanowisko, że teraz nie jest czas na debatę na temat niepodległości. 

Jesteśmy przekonani, że mieszkańcy Szkocji chcą i oczekują, że ich rządy będą współpracować ze sobą, aby skupić się na takich kwestiach jak globalne wyzwania związane z kosztami utrzymania, wojna w Europie oraz sprawy ważne dla ich rodzin i społeczności

– zauważył rzecznik brytyjskiego rządu.

Czytaj więcej: Turcja rozpoczęła instalowanie gazociągu na dnie Morza Czarnego

Sondaże wbrew oczekiwaniom premier Szkocji

Sturgeon przekonuje, że wyniki majowych wyborów do szkockiego parlamentu, w których partie opowiadające się za niepodległością – SNP oraz Szkoccy Zieloni – zdobyły wyraźną większość, jeśli chodzi o liczbę mandatów, uzasadniają nowe referendum. Jednak liczba głosów oddana wówczas na partie niepodległościowe była niemal identyczna, jak na szkockie gałęzie konserwatystów, laburzystów i Liberalnych Demokratów, które są przeciw secesji.

Od ponad roku w większości sondaży ponownie wygrywają zwolennicy pozostania Szkocji w składzie Zjednoczonego Królestwa, przy czym uzyskali oni przewagę w każdym z badań przeprowadzonych po rozpoczęciu rosyjskiej napaści na Ukrainę.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Wczoraj nad ranem zmarł Tadeusz Sikora

Zmarł Tadeusz Sikora, bard Solidarności / Fot. Twitter

  • Niestety wczoraj nad ranem zmarł szanowany bard Solidarności Tadeusz Sikora.
  • Za swojego życia był zdecydowanym przeciwnikiem porozumienia magdalenkowego i okrągłostołowego.
  • Zasłynął m.in. z popularnej ballady ku czci Narodowych Sił Zbrojnych.
  • Zobacz także: Mateusz Morawiecki: Wzywam do dalszych dostaw broni na Ukrainę

Wspaniały człowiek mający w sercu Polskę. Jeden z ostatnich bardów czasów Solidarności. Niech spoczywa w pokoju

– napisał radny ze Szczecina Dariusz Matecki.

Dotarła do mnie smutna wiadomość o śmierci Tadeusza Sikory. Jednego z bardów solidarności. Przeciwnika układu okrągłostołowego, autora słynnej ballady o NSZ

– wspominał członek rady politycznej Ruchu Narodowego Łukasz Tulwiński.

W hołdzie żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych napisał i nagrał utwór, który się stał bardzo popularny, szczególnie w kręgach patriotycznych, narodowych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl, twitter.com