Lipniki, zbrodnia wołyńska

Lipniki, zbrodnia wołyńska / Fot. Wikipedia

Zobacz także: Ks. Isakowicz-Zaleski ma pretensje do prezydenta: “Był w Kijowie i nie zająknął się o tym słowem”

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa

Symboliczny dzień 11 lipca, w którym obchodzimy (według informacji ze strony IPN) „Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej został ustanowiony na mocy uchwały Sejmu RP z dnia 22 lipca 2016 roku. Święto ma na celu upamiętnienie ofiar Rzezi Wołyńskiej i innych mordów dokonanych na obywatelach II Rzeczpospolitej przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej. Wspomnienie przypada 11 lipca 1943 roku, w rocznicę tzw. krwawej niedzieli, będącej punktem kulminacyjnym masowych eksterminacji polskiej ludności cywilnej na Wołyniu przez OUN, UPA, wspieranych przez lokalną ludność ukraińską”.

Na stronie Instytutu Pamięci Narodowej dostępny jest artykuł Leona Popka (historyka IPN specjalizującego się w tematyce ludobójstwa na Wołyniu, krewnego 40 Polaków zamordowanych przez ukraińskich nazistów) „Pamięć o Wołyniu i Małopolsce Wschodniej”, w którym autor przybliżył czytelnikom fakty dotyczące mordu i tego, jak on jest dziś negowany przez ideowych spadkobierców ukraińskich nazistów.

Jak przypomina Leon Popek „w latach 1939–1947 na terenie województwa wołyńskiego zginęło ok. 60 tys. Polaków. Co najmniej drugie tyle Polaków zamordowano w województwach poleskim, lwowskim, tarnopolskim, stanisławowskim oraz w powiatach hrubieszowskim, przemyskim i tomaszowskim”. W sumie ukraińscy naziści zamordowali „120–150 tys. Polaków w ok. 4 tys. miejscowości”.

Liczbę ofiar możemy tylko szacować

Liczbę ofiar i liczbę miejsc mordu możemy tylko szacować, bo „do dziś więc nie znamy dokładnej liczby ofiar OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Nie dysponujemy też spisem wszystkich miejscowości, w których ginęli ci ludzie. Chociaż upłynęło ponad siedemdziesiąt lat od tamtego ludobójstwa, w dalszym ciągu nie mamy opracowanej mapy dołów śmierci, wykazu cmentarzy, pojedynczych i zbiorowych mogił, w których leżą obywatele Państwa Polskiego”.

Według Leona Popka tylko na Wołyniu zamordowano „60 tys. Polaków. Z ok. 2,5 tys. polskich miejscowości większość, bo aż 1,5–1,8 tys., przestała istnieć. Wsie były palone, a owoc ciężkiej pracy wielu pokoleń Polaków – grabiony. Prowadzona w sposób zorganizowany akcja OUN-UPA miała na celu wyniszczenie polskiej ludności, a nie jej wypędzenie. Dokładna lista ofiar ukraińskich mordów już nigdy nie zostanie ustalona. Brakuje dokumentów, a na bieżąco prawie nikt – z wyjątkiem nielicznych proboszczów – nie sporządzał wykazów pomordowanych. Było wiele miejscowości, gdzie nikt nie ocalał. Nikt nie opowie o dokonanych w nich zbrodniach ani nie poda nazwisk wymordowanych tam ludzi. Ponadto minęło już wiele lat i spośród tych, którzy przeżyli koszmar tamtych dni, pozostali naprawdę nieliczni, zresztą bardzo starzy i schorowani”.

Część Polaków zdołała uciec

Leon Popek przypomina, że w czasie ludobójstwa dokonywanego przez ukraińskich nazistów „Polacy opuszczali swoje domy i uciekali do miast i miasteczek – miejsc kwaterowania posterunków wojsk węgierskich i niemieckich. Jest pewnym paradoksem, że Polacy zagrożeni przez UPA byli zmuszeni szukać schronienia u Niemców, którzy ładowali ich do wagonów i wywozili na przymusowe roboty w głąb Rzeszy; w latach 1944–1945 zaś – u Sowietów. Jeszcze inni szukali schronienia po drugiej stronie Bugu, głównie na Lubelszczyźnie. Bez odzieży, żywności, pozbawieni domów, dziesiątkowani przez tyfus i głód, z bolesną traumą po stracie domu i najbliższych, często okaleczeni fizycznie, latami tułali się po ulicach miast i domach dobrych ludzi. (To kolejny bardzo ważny temat, w ogóle nieopracowany przez historyków, socjologów, psychologów. Dotyczy on również ok. 50–60 tys. polskich dzieci)”.

Zdaniem Leona Popka „tylko nieliczni próbowali się bronić, tworząc samoobrony. Najsłynniejsze polskie ośrodki to Przebraże (obroniło się tam ok. 25 tys. Polaków), Huta Stepańska (mimo ok. 10 tys. obrońców padła), Zasmyki, Dederkały i Ostróg. Z ok. 140 polskich samoobron – na skutek braku broni, amunicji i kadry dowódczej – obroniło się tylko kilka. Dodajmy jeszcze, że w wyniku polskich akcji odwetowych zginęło na Wołyniu ok. 2–3 tys. Ukraińców”.

Ofiary nie miały pogrzebów

Jak przypomina Leon Popek „tylko niespełna 3 tys. Polaków zamordowanych na tym terenie miało religijny pochówek. Większość ofiar została potraktowana jak padłe zwierzęta. Zwłoki były masowo bezczeszczone (okaleczano ciała za życia i po śmierci) i zakopywane – bardzo często już w stanie rozkładu – w miejscach mordu (Trupie Pole koło Ostrówek), na cmentarzyskach dla zwierząt (Kustycze – gdzie prawdopodobnie zakopano po rozerwaniu końmi szczątki delegata rządu polskiego, ppor. Zygmunta Rumla) lub w innych miejscach poza cmentarzami; były palone wraz z zabudowaniami, wrzucane do rzek, studni (na Kresach studnia/źródło to symbol życia, świętość). Część zwłok nigdy nie została pogrzebana czy zakopana w ziemi. Była żerem dla dzikiego ptactwa i innych zwierząt. Uniemożliwiano rodzinom, znajomym i ukraińskim sąsiadom pochowanie ciał (wręcz terroryzowano i mordowano żałobników). Naśmiewano się z bólu rodzin pomordowanych, nie pozwalając na ich opłakiwanie. Były też liczne przypadki profanacji upamiętnień i krzyży na grobach tych ofiar, które rodziny już zdążyły pochować”.

Zdaniem Leona Popka „na Wołyniu dotychczas upamiętniono tylko ponad 150 miejsc, a to oznacza, że pominięto ok. 1350–1650 miejscowości, w których z rąk OUN-UPA zginęli Polacy”.

Jak przypomina Leon Popek „w 1944 r. z Wołynia, gdzie z prawie czterystutysięcznej społeczności polskiej pozostało już tylko 2–3 tys. naszych rodaków, terror ukraińskich oddziałów przeniósł się do województw lwowskiego (zginęło tam ok. 18 tys. Polaków); stanisławowskiego (ok. 12 tys.); tarnopolskiego (ok. 23 tys.) i lubelskiego (ok. 3 tys.). Zarówno na Wołyniu, jak i Kresach Południowo-Wschodnich ogromne straty poniósł również Kościół rzymskokatolicki. Zginęło bowiem ok. 200 księży diecezjalnych, zakonników i sióstr zakonnych. Tylko w diecezji łuckiej spalono, zdewastowano i zniszczono ponad 50 kościołów i 25 kaplic. Przestało istnieć ok. 70 proc. parafii (ze 166 istniejących), w tym zniszczono wszystkie parafie wiejskie (kościoły, kaplice i plebanie)”.

Pamięć o zbrodniach ukraińskich nazistów to, że dziś Ukraińcy kultywują ich pamięć, nie powinna być dla Polski przeszkodą we wspieraniu Ukrainy, w dostarczaniu sprzętu wojskowego czy pomocy ukraińskim uchodźcom. Polacy pomagają Ukraińcom w swoim polskim interesie. Lepiej jest, by polskie czołgi walczyły z rosyjskimi imperialistami na wschodzie Ukrainy niż w nad Wisłą (z historii wiemy, że stałym celem polityki rosyjskiej jest zniszczenie Polski, zniewolenie i wymordowanie Polaków). W kwestii Wołynia Polska powinna dbać o upowszechnianie na świecie, we wszystkich językach, za darmo, i w atrakcyjnej formie, wiedzy o martyrologii narodu polskiego, o tym, że od wieków Polacy byli mordowani przez Rosjan, Niemców, Ukraińców czy Żydów. Jest to ważniejsze od realnie skazanych na niepowodzenia prób zmuszenia Rosjan, Niemców, Ukraińców czy Żydów by porzucili swoją fałszywą wizję historii i przyjęli naszą prawdziwą.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zawodnicy siatkarskiej reprezentacji Polski.

Zawodnicy siatkarskiej reprezentacji Polski. / Fot. PAP/Adam Warżawa. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Mamy pierwszy medal na World Games 2022. Zuzanna Kula wicemistrzynią w trójboju siłowym

Zmazać plamę po Iranie

Po niespodziewanej porażce przeciwko reprezentacji Iranu, polskich siatkarzy czekało spotkanie przeciwko drużynie chińskiej. Reprezentacji, której teoretycznie nie można było się obawiać, jednak w praktycznym tego słowa znaczeniu trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że siatkarze z kraju Konfucjusza potrafili już wygrać z reprezentacją Brazylii, co uznano powszechnie niemal za sensację.

Polacy w ogóle tego faktu nie chcieli pamiętać uznając, że przecież to oni piszą swą piękną historię w Lidze Narodów, a ich przygoda z tymi rozgrywkami może potrwać do samego końca w Bolonii.

Polscy siatkarze. Drużyna, która na pierwszego seta z Chińczykami wyszła dziwnie spięta, popełniając wiele błędów, zarówno w zagrywce, jak i w ataku. Niespodziewanie słabo na początku spotkania grał niedawny zdobywca Ligi Mistrzów z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, Kamil Semeniuk, co rusz nadziewając  się na blok chińskich środkowych, a jego ataki były albo bronione przez libero z państwa pierwszych wynalazców druku, albo lądowały poza boiskiem.

Po przerwie, o którą poprosił serbski szkoleniowiec reprezentacji Polski Nikola Grbić (9:13), do walki reprezentantów naszego kraju poderwał Tomasz Fornal. 

Przyjmujący drużyny Jastrzębskiego Węgla dobrze czuł się na zagrywce, a jego serwisy były odrzucającymi przeciwnika od siatki. Ostatecznie po morderczej końcówce, Polacy wygrali pierwszą partię 26:24 i objęli prowadzenie w meczu 1:0.

Drugi set jak kaszka z mleczkiem

Kolejna odsłona polsko-chińskiej potyczki przebiegała już pod znakiem dominacji Mistrzów Świata, którzy odrzucali rywali kąśliwą zagrywką, a skuteczna gra w elemencie blok-obrona, pozwalała na swobodne organizowanie kontrataków, przynoszących w drugiej fazie seta siedmiopunktową przewagę 17:10. Ostatecznie byliśmy świadkami lekkiego przestoju Biało-Czerwonych, ale gdy w pole zagrywki wszedł Tomasz Fornal, zawodnicy prowadzeni przez trenera Grbicia odzyskali rytm gry z początkowej i środkowej części drugiego seta, wygrywając go 25:21 i prowadząc w całym meczu 2:0.

Postawić kropkę nad “i”

Trzecia partia to już absolutnie gra tylko jednej drużyny, reprezentacji Polski. Chińczycy kompletnie nie znajdowali sposobu na do bólu skutecznych środkowych, różnorodność gry prowadzoną przez Jana Firleja oraz blok, który w przeciągu całego spotkania stał się elementem sztandarowym biało-czerwonych.

Ostatecznie polscy chłopcy wygrali 25:17 i cały mecz 3:0.

Po zwycięstwie Francuzów, w rozgrywanym wczesnym rankiem polskiego czasu meczu przeciwko reprezentacji Brazylii 3:0, Polacy zajmują drugą pozycję w tabeli VNL, ale najważniejsze jest, że obok Francji, Włoch, Japonii, USA i Brazylii, mają zapewniony start w turnieju finałowym w Bolonii.

Polska-Chiny 3:0 (26:24, 25:21, 25:17)

Chcesz być na bieżąco? Czytaj medianarodowe.com

Red. Michał Jelonek, Wojciech Sumliński i Tomasz Budzyński w studiu MN.

Red. Michał Jelonek, Wojciech Sumliński i Tomasz Budzyński w studiu MN. / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Zobacz także: Ks. Isakowicz-Zaleski ma pretensje do prezydenta: “Był w Kijowie i nie zająknął się o tym słowem”

Sprawa zbrodni w Jedwabnem

“Docieraliśmy do wielu ludzi, do dokumentów, do świadków wydarzeń w trakcie montowania filmu o Jedwabnem. […] To wszystko układa nam się w jednolity obraz – to zbrodnia niemiecka. Prawda jest zakopana na polskiej ziemi. 10 lipca trzeba być w Jedwabnem. Nie po to, aby przeszkadzać w modlitwach, ale by dać świadectwo prawdzie, by pomodlić się za ofiary sowiecko-żydowskich zbrodni” – mówił Sumliński.

“Ekshumacja jest podstawowym warunkiem dokończenia śledztwa ws. Jedwabnego. Bez jej dokonania i zebrania do końca dowodów i śladów tej zbrodni prawda nie zostanie ujawniona. Nie wszyscy Żydzi wypowiadają się przeciwko ekshumacji. To głównie środowisko Schudricha i tych, dla których nie jest to korzystne. Wielu Żydów jest za tym, aby szczątki zabitych zostały pochowane według zwyczajów żydowskich” – dodawał Budzyński.

Dlaczego nie doszło do ekshumacji?

“Jeżeli Żydzi chcą rzeczywiście prawdy o Jedwabnem to powinni się przyłączyć do głosu domagającego się ekshumacji. Niestety, są potężne naciski żydowskie [aby tego nie robić]” – komentował Sumliński.

Niektórzy politycy przeprosili za Jedwabne – stwierdził red. Michał Jelonek.

“Ze strachu oraz z innych powodów przeprosili, nie mając do tego podstaw. Padli przed Żydami na kolana, co jest zupełnie nieuzasadnione. Śledztwo niczego nie wyjaśniło.” – skwitował Tomasz Budzyński, były major ABW.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Medalistki wagi lekkiej, od lewej: Zuzanna Kula, Yukako Fukushima, Anastasiia Derevianko

Medalistki wagi lekkiej, od lewej: Zuzanna Kula, Yukako Fukushima, Anastasiia Derevianko / Fot. International Powerlifting Federation - IPF

Zobacz także: World Games czas zacząć! Ile zdobędziemy medali?

Igrzyska sportów nieolimpijskich The World Games 2022 rozpoczęły się 7 lipca i potrwają dziesięć dni. Pierwotnie miały się odbyć w 2021 r., ale zostały przesunięte o rok z powodu zmiany terminu igrzysk w Tokio (z powodu pandemii także przełożone o rok).

World Games to wyjątkowy międzynarodowy turniej rozgrywany co cztery lata, a tegoroczna edycja jest już jedenastą w historii. W Birmingham w Stanach Zjednoczonych obecnych jest aż 3600 sportowców z całego świata, a liczba dyscyplin w jakich konkurują przekracza trzydzieści. W szesnastu z nich swoje umiejętności prezentują Polacy, a cały turniej oglądać można wyłącznie w kanałach sportowych Polsatu.

World Games rozpoczynamy od srebrnego medalu

Mamy pierwszy medal na tegorocznych zmaganiach World Games 2022 w amerykańskim Birmingham. Zuzanna Kula wywalczyła srebrny medal w trójboju siłowym w kategorii wagi lekkiej kobiet. Polka znakomicie spisała się w tej konkurencji i ustąpiła jedynie Japonce, Yukako Fukushimie. Inna z naszych reprezentantek, Paulina Szymanel nie została sklasyfikowana. Niestety spaliła wszystkie trzy podejścia w wyciskaniu na 117,5 kg, a podczas swojej ostatniej próby nawet zasłabła, ale na szczęście chwilę później poczuła się lepiej. Zuzanna Kula to wicemistrzyni świata z ubiegłego roku w kategorii do 47 kg. Nasza zawodniczka w Birmingham uzyskała najlepszy wynik wagowy w trzech podejściach, w przysiadzie, w wyciskaniu i w martwym ciągu uzyskała aż 497,5 kg. Niestety w systemie World Games, gdzie jest podział tylko na 4 kategorie wagowe: lekka, średnia, ciężka i superciężka, decyduje przelicznik wagi zaliczonego ciężaru do ciężaru ciała, a w tym przeliczniku lepsza tylko o punkt okazała się Japonka. Gratulacje dla naszej reprezentantki, dla której to drugi wielki sukces w karierze.

Wyniki World Games

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Facebook

Propaganda

Kanadyjski rząd sfinansował broszurę dla rodziców i nauczycieli o tym, jak uczyć dzieci bycia „antyrasistami” podejrzliwymi wobec kolegów z klasy, którzy wspierają „wolność słowa”. Broszura nazywa się “Confronting and Preventing Hate in Canadian Schools: a Toolkit” czyli “zestaw narzędzi do zapobiegania nienawiści w kanadyjskich szkołach”. Rząd Kanady zapłacił organizacji non-profit 268 400 dolarów kanadyjskich.

Przewodniczący Canadian Anti-Hate Network (“Kanadyjskiej Sieci Przeciwko Nienawiści”) Bernie Farber stwierdził, że:

celem tego bezpłatnego zestawu narzędzi jest pomoc rodzicom, wychowawcom i społeczności w identyfikowaniu i interweniowaniu, gdy młoda osoba jest przygotowywana i rekrutowana przez ruch białej supremacji, zanim będzie za późno. To nie tylko darmowy zestaw narzędzi. Kanadyjska Sieć Przeciwko Nienawiści uruchamia cały program edukacyjny.

Indoktrynacja w duchu tego świata

Chociaż broszura wspomina o antyrasizmie, nie definiuje go. Zaleca nauczycielom naganę ucznia, jeśli ten wyraża troskę o duszę bliźniego wyznającego islam, bądź żyjącego w grzechu sodomskim. Takie dziecko według broszury powinno się informować, że zachowanie jego jest niedopuszczalne i szkodliwe, i wyjaśnić czemu.

Jeśli chodzi o liberalnie pojmowaną wolność słowa, broszura stwierdza:

Grupy promujące nienawiść będą stosować język o wolności słowa i tożsamości kulturowej, aby odciągnąć uwagę od bigoteryjnego charakteru tego, kim są i co robią.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Newsmax

Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa

Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa / Fot. Twitter

  • Rzecznik rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Maria Zacharowa ponagliła Litwę oraz Unię Europejską.
  • Kreml niecierpliwi się przez blokadę obwodu kaliningradzkiego, na czym cierpi rosyjska gospodarka.
  • Zacharowa ostrzegła, że przedłużające się negocjacje w tej sprawie będą miały swoje negatywne konsekwencje.
  • Zobacz także: Facebook i Instagram zostaną zablokowane w Europie? Możliwy drastyczny krok

Rzecznik rosyjskiego resortu spraw zagranicznych Maria Zacharowa wytłumaczyła, że dialog z Litwą i Unią Europejską jest kontynuowany. Wyraziła przekonanie, że tranzyt do Kaliningradu powinien być rozwiązany w najbliższej przyszłości.

Mamy nadzieję, że jedyna słuszna decyzja zostanie podjęta w Brukseli i Wilnie, co zapewni niezakłócony tranzyt do eksklawy Rosji 

– powiedział rzecznik rosyjskiego resortu dyplomacji.

Rosyjscy przedsiębiorcy skarżą się władzom centralnym, że przez blokadę rosną straty. Podkreśliła, że jest to jednostronna restrykcja nałożona przez Wilno.

Nie będziemy czekać w nieskończoność. Po raz kolejny ostrzegamy, że jeśli sytuacja nie ustabilizuje się w najbliższych dniach, to Rosja podejmie ostre działania wobec Litwy i Unii Europejskiej, których przygotowania już zostały zakończone. Rozwiązywanie problemu trwa zbyt długo

– ostrzegała Maria Zacharowa.

Czytaj więcej: Cesarz piłki wraca do łask! Zapadł wyrok w głośnej aferze korupcyjnej

Litewska blokada Kaliningradu

Od 17 czerwca litewski rząd wprowadził zakaz transportu towarów jak materiały budowlane, metale i węgiel z Rosji do obwodu kaliningradzkiego. Zdaniem Wilna jest to efekt unijnych sankcji nałożonych na Rosję po jej ataku na Ukrainę.

Pierwszy zastępca przewodniczącego Komitetu Rady Federacji Rosyjskiej do Spraw Międzynarodowych Władimir Dżabarow powiedział, że blokada obwodu kaliningradzkiego może doprowadzić do konfliktu zbrojnego. Przekonywał, że sankcje wymogły USA i Wielka Brytania, które miały sprowokować Rosję do udziału w jakimś konflikcie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

/ fot. panoramakatowic.pl

  • Dotowany przez warszawski ratusz Robert K. przebywa obecnie w areszcie śledczym.
  • Jest on oskarżony za obcowanie płciowe z małoletnia dziewczynką poniżej 15 roku życia.
  • Ofiarą padła 14 latka, którą mężczyzna miał wykorzystać podczas wycieczki na Maltę.
  • Według ustaleń portalu “tvp.warszawa.pl” był on pomysłodawcą “Wioski Żywej Archeologii”.
  • Zobacz także: Haniebne zachowanie mężczyzny. Okradł nieprzytomnego człowieka

Robert K. jest pomysłodawcą i autorem “Wioski Żywej Archeologii” przy Domu Kultury Świt na warszawskim Bródnie. Organizowane tam były warsztaty o tematyce dotyczącej życia w epoce średniowiecza.

Jednak jak informują media, pomysłodawca wioski i organizator zajęć, przebywa obecnie w areszcie pod mocnymi zarzutami.

W toku postępowania Robertowi K. postawiono zarzut wielokrotnego obcowania płciowego z osobą małoletnią, z osobą poniżej 15 roku życia. Do tych zdarzeń dochodziło w kraju, ale także za granicą

– poinformowała Katarzyna Skrzeczkowska z prokuratury okręgowej Warszawa Praga.

Prokuratura ustaliła, że proceder miał trwać od lipca ubiegłego roku. Ofiarą miała paść 14-letnia wolontariuszka Wioski Żywej Archeologii, którą mężczyzna miał zabrać między innymi na wycieczkę na Maltę.

Czytaj więcej: Google usunie dane o lokalizacji użytkowników odwiedzających “kliniki aborcyjne”

Warszawski ratusz finansował pedofila?

TVP 3 dodaje, że według lokalnych aktywistów mężczyzna był świetnie znany zarówno w domu kultury, jak i w kręgach lokalnej władzy, czym chętnie chwalili się w mediach społecznościowych.

Od kilku lat stawał się coraz bardziej wpływową osobą, pokazywał się, pojawiał się w towarzystwie lokalnych polityków Koalicji Obywatelskiej, bywał na zjazdach politycznych Platformy Obywatelskiej

– stwierdził Bartosz Wieczorek ze stowarzyszenia “Razem dla Targówka”.

Kiedy sprawa wyszła na jaw, politycy zaczęli usuwać wspólne zdjęcia z Robertem K. Jak podkreślają radni stołecznej opozycji, bulwersujący jest nie tylko aspekt kryminalny, ale również związki Roberta K. z lokalną władzą, w tym z przebywającym obecnie na urlopie wiceburmistrzem dzielnicy, Krzysztofem Miszewskim z Platformy Obywatelskiej

– dodał.

Rafał Lasota, z Urzędu Dzielnicy Targówek przekazał, że burmistrz dzielnicy wdrożyła procedurę sprawdzającą, jak wyglądało finansowanie tej Wioski Żywej Archeologii. Pojawiły się bowiem przesłanki, że inicjatywa Roberta K. była finansowana między innymi z budżetu obywatelskiego Warszawy.

Projekt zgłoszony między innymi przez wiceburmistrza Krzysztofa Miszewskiego i radną miejską panią Jaczewska-Golińską, projekt zgłoszony pod wioskę z budżetu obywatelskiego na półtora miliona złotych. Tajemniczy mieszkaniec zgłosił projekt na szkutnicze zajęcia dla wioski za 685 tysięcy

– poinformował Bartosz Wieczorek.

W piątek władze Targówka mają przedstawić wstępne ustalenia dotyczące finansowania Wioski Żywej Archeologii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, tvp.warszawa.pl

Olaf Scholz

Kanclerz Olaf Scholz / Fot. PAP/EPA/FILIP SINGER Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Na zlecenie niemieckiego dziennika “Welt” wykonano badanie opinii publicznej na temat poziomu zadowolenia z obecnego rządu.
  • Rząd Olafa Scholza nie cieszy się obecnie dużym poparciem społecznym, szczególnie tyczy to ministrów z ramienia SPD.
  • Kosztem koalicjantów zyskuje partia Zielonych, a szczególnie szefowa dyplomacji Annalena Berbock.
  • Zobacz także: Kto dostałby się do Sejmu? Zobacz najnowsze wyniki [SONDAŻ]

Koalicja rządowa złożona z SPD, Zielonych, FDP w wielu ważnych kwestiach nadal działa wbrew opinii społecznej. Niezadowolonych z działań rządu jest obecnie 58 proc. ankietowanych, zadowolonych jest 41 proc.

Warto zauważyć, że politycy SPD tracą poparcie wśród elektoratu. Z kolei najpopularniejszymi członkami rządu są politycy Zielonych: minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock (58 proc.) i minister gospodarki Robert Habeck (55 proc.). Natomiast z pracy kanclerza Olafa Scholza zadowolonych jest 44 proc. respondentów, krytykuje go 55 proc.

34 proc. respondentów popiera prowadzone przez rząd działania, mające związek z ochroną klimatu, niezadowolonych w różnym stopniu jest aż dwie trzecie respondentów.

Działania rządu w sprawie wojny w Ukrainie popiera obecnie 39 proc., natomiast aż 56 proc. ma zastrzeżenia. Jednocześnie większość (57 proc.) Niemców popiera sankcje wobec Rosji, nawet jeśli miałoby to prowadzić do wzrostu cen energii i kosztów życia. Poparcie to dotyczy także sytuacji, gdy niemieckie przedsiębiorstwa i firmy miałyby z tego powodu znaleźć się w niekorzystnej sytuacji (59 proc.).

Jeśli chodzi o przepisy i środki ochrony przed koronawirusem, niezadowolonych z działań rządu w tym zakresie jest 51 procent obywateli. Zadowoleni stanowią 47 proc.

Większość odrzuca te środki z różnych powodów: dla niektórych nie idą one wystarczająco daleko, inni uważają, że są przesadzone

– zauważył “Welt”.

Pogarszająca się na świecie sytuacja ekonomiczna wywołuje lęk wśród obywateli, którzy boją się o swoje oszczędności. Tak jak i w Polsce, podobną sytuację można spotkać w Niemczech. Tylko 22 proc. jest zdania, że działania rządu w odpowiedzi na rosnące ceny jest wystarczająca, a 76 proc. się z tym nie zgadza.

Siedmiu na dziesięciu respondentów ocenia obecnie swoją sytuację ekonomiczną jako dobrą lub bardzo dobrą. Nie przeszkadza to jednak patrzeć Niemcom w przyszłość z niepokojem: wyraźnie widoczne są obawy przed niedoborami energii i rosnącą inflacją. Aż 48 proc. ankietowanych obawia się, że ich sytuacja ekonomiczna za rok będzie gorsza, niż obecnie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

PiS

Urna wyborcza / fot TT/@PolskieSluzby

Prawo i Sprawiedliwość chce, aby wybory samorządowe odbyły się wiosną 2024 roku. Zgodnie z terminarzem, głosowanie powinno zostać zorganizowane w roku 2023. Jednak w przyszłym roku mają się odbyć wybory parlamentarne i partia rządząca argumentuje, że połączenie kampanii byłoby problematyczne z organizacyjnego punktu widzenia.

Jeśli chodzi o zmianę Kodeksu wyborczego pod kątem zasad głosowania albo okręgów wyborczych, to prowadzimy analizy, tak jak każda partia polityczna. Powinno się takie kwestie odpowiedzialnie badać. W tej chwili nie ma jeszcze decyzji politycznej

– wytłumaczył Krzysztof Sobolewski.

Jak zaznaczył, jego zdaniem nie dojdzie do istotnych zmian w Kodeksie przed najbliższymi wyborami w Polsce.

W kwestii przesunięcia terminu wyborów jesteśmy na etapie uzgodnień z Kancelarią Prezydenta. Dopiero po tych ustaleniach może nastąpić decyzja polityczna w zgodzie z tym, co uzgodnimy z panem prezydentem. Naszym zdaniem wybory powinny być przesunięte na wiosnę przyszłego roku. Mamy też głosy samorządowców, którzy także optują za tym pomysłem, są też głosy z Państwowej Komisji Wyborczej

– dodał sekretarz generalny Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj więcej: Kolejna decyzja RPP. Ciężkie czasy dla polskich kredytobiorców

Kontrowersyjna pora przyjęcia Kodeksu Wyborczego

W marcu 2020 roku, podczas pierwszej fali epidemii koronawirusa, Prawo i Sprawiedliwość wprowadzał poprawki do Kodeksu wyborczego wraz z pakietem pomocowym dla przedsiębiorców.

Wówczas działania obozu władzy spotkały się z bardzo ostrą krytyką ze strony polityków opozycji. Przede wszystkim zwracano uwagę na sposób głosowania – poprawkę dotyczącą zmian w Kodeksie wyborczym posłowie przyjęli po godz. 04:00.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Brak wiatru + fala upałów = brak prądu

Brak wiatru + fala upałów = brak prądu / fot. TT/@MAPGOVPL

  • Jak przekazał portal “rp.pl” polski system energetyczny był 4 lipca na skraju załamania.
  • Polskie bezpieczeństwo energetyczne okazuje się być dotkliwym i niebezpiecznym mitem.
  • Tylko dzięki pomocy sąsiednich krajów, Polacy nie zostali odcięci od prądu.
  • Spółki energetyczne alarmują, że brakuje im węgla, do produkcji energii elektrycznej.
  • W najbliższym czasie elektrownie planują postoje w pracy elektrowni, aby zmniejszyć zużycie węgla oraz przede wszystkim ze względu na remonty.
  • Zobacz także: Nowy ton Kremla? Pieskow: “Rosja pomoże Europie w bezpieczeństwie energetycznym”

Takich cen energii na Towarowej Giełdzie Energii jeszcze nie było. W czwartek 7 lipca cena z dostawą na 2023 r. przekroczyła poziom 1500 zł zł/MWh. To m.in. efekt awarii i przestojów technicznych w elektrowniach oraz braków węgla. Te ostatnie doskwierają najbardziej. Mniejsza dostępność mocy do produkcji prądu zmniejsza rezerwę mocy będącej w dyspozycji operatora systemu przesyłowego. W efekcie 4 lipca br. system znalazł się na krawędzi kryzysu.

Sąsiedzi uratowali nas przed katastrofą

Tego dnia cena energii na rynku bilansującym wzrosła do najwyższego poziomu w historii − 2487,24 zł/MWh, co jest także konsekwencją wysokich cen na TGE. To nieco inny rynek niż na TGE, który ma służyć bilansowaniu systemu na warunkach rynkowych, a więc dokupowaniu brakującej aktualnie energii, która nie została wcześniej zakontraktowana.

Jak informują Polskie Sieci Elektroenergetyczne 4 lipca o godz. 19 doszło do sytuacji, gdzie rezerwa mocy wyniosła 0 MW. Polacy byli o krok od dramatycznego blackoutu. Bowiem w ciągu dnia dwie jednostki wytwórcze zgłosiły awarie.

W efekcie dostępna dla operatora rezerwa w godz. 19 w poniedziałek nie była wystarczająca

– przyznają Polskie Sieci Elektroenergetyczne.

W tej niebezpiecznej sytuacji operator wykorzystał odpowiednie narzędzia do przywrócenia bezpiecznego poziomu energii, posiłkując się także systemami energetycznymi naszych sąsiadów m.in. na Słowacji.

Elektrownie są lub zaraz będą zmuszone kupować po cenach europejskich węgiel kamienny do produkcji prądu. W portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) ceny sięgają 400 dol./t. Co więcej, poza rosnącymi cenami węgla krajowego spółki są zmuszone do importu węgla, co robi PGE. Umowy ma także podpisane Tauron

– informuje portal “rp.pl”.

Potrzebne przestoje w pracy elektrowni

Spółki starają się oszczędzać węgiel. Należący do Enei blok B11 o mocy 1075 w Elektrowni Kozienice jest przez pierwsze parę dni lipca wyłączony z pracy. Planowo do 10 lipca. Enea Wytwarzanie tłumaczy, że przestoje w pracy bloków energetycznych są spowodowane bieżącymi remontami oraz ograniczeniami zapasów paliwa.

Sytuacja ta spowodowana jest istotnym wzrostem produkcji energii wynikającym ze znacznie wyższego niż planowane zapotrzebowania Krajowego Systemu Energetycznego

– zaznaczyli przedstawiciele Enei.

Narastającym problemem są braki węgla. Enea wyjaśnia, że podejmuje działania w celu zabezpieczenia zasobów paliwa zarówno na podstawie obowiązujących umów, jak i dodatkowych zakupów.

Czytaj więcej: Cesarz piłki wraca do łask! Zapadł wyrok w głośnej aferze korupcyjnej

Odbudowa zapasów

Problemy trapią również nowe bloki węglowe w Opolu. Jednostki B5 i B6 o mocy 905 MW pracują na połowę swoich zdolności. Nie mają usterki, problemem i tu jest dostępność węgla. Bloki nr 5 i 6 w Elektrowni Opole pracują bez zakłóceń. Z kolei bloki nr 2, 3 i 4 w elektrowni znajdują się w rezerwie.

Od 9 do 11 lipca nastąpi zaplanowany remont bloku na węgiel brunatny nr 7 w Elektrowni Turów w celu usunięcia nieszczelności eksploatacyjnej w kotle. Remont ma zostać wykonany podczas niskiego zapotrzebowania na energię elektryczną. Patrząc na dane i przy rosnącym eksporcie, trudno się jednak takiego poziomu spodziewać.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rp.pl