Asyż, Włochy.

Asyż, Włochy. / Fot. Moisés Becerra/Cathopic

  • Minister Michał Wójcik poinformował, zę pod projektem ustawy mającym zapewnić ochronę miejsc kultu zebrano już 70 tys. podpisów.
  • W kodeksie karnym zostaną przyjęte odpowiednie zapisy, które zniechęcą radykalnych działaczy lewicy i przeciwników Kościoła na atak świątyń.
  • Obecne przepisy sprawiają kłopoty w interpretacji, jeśli chodzi m.in o zakłócanie mszy świętej.
  • Zobacz także: Nikaragura. Rząd prześladuje katolików i kapłanów

Projekt, o którym mowa, zakłada zmiany w Kodeksie karnym mające zapewnić ochronę miejscom kultu religijnego, duchownym i wiernym. Chodzi o zapobieganie profanacjom, dewastacjom czy aktom zakłóceń nabożeństw.

Zbiórka pod inicjatywą trwa ponad miesiąc i cieszy się dużym zainteresowaniem. Pod projektem podpisało się już 70 tysięcy osób, najwięcej w województwie podkarpackim

– poinformował minister Michał Wójcik.

Na Podkarpaciu zebraliśmy dużo podpisów – mniej więcej 15 tysięcy. Akcja nabiera tempa. Myślę, że przed zakończeniem terminu, a mamy trzy miesiące na zbieranie podpisów, ta wymagana liczba, czyli 100 tysięcy podpisów, zostanie zebrana. Ludzie reagują bardzo pozytywnie. Korzystając z okazji, chciałbym bardzo podziękować wszystkim słuchaczom Radia Maryja. Mieliśmy okazję spotkać się między innymi na Jasnej Górze. Bardzo wielu słuchaczy Radia Maryja poparło wówczas naszą akcję. Mam nadzieję, że zbierzemy znacznie więcej niż 100 tysięcy podpisów 

– podkreślił Michał Wójcik.

Wskazał, że zmiany są potrzebne, bo obecne regulacje karne nie są przejrzyste i jasne, co powoduje, że trudno pociągnąć do odpowiedzialności osoby np. zakłócające Msze święte.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Witold Waszczykowski

Witold Waszczykowski / flickr.com

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński odnosząc się do dalszego blokowania przez Komisję Europejską wypłaty środków z polskiego Krajowego Planu Odbudowy stwierdził, że wyczerpała się pula ustępstw ze strony polskiej władzy i czas zmienić podejście w relacjach z Brukselą.

Po rekonstrukcji rządu premier Beaty Szydło podjęto decyzję, aby spotkać się w połowie drogi. Rząd przez kilka lat próbował kompromisowej strategii, ale im bardziej proponował kompromisowe rozwiązania, tym większe żądania wychodziły ze strony Komisji Europejskiej. Mieliśmy do czynienia z jawnymi oszustwami. (…) Komisja Europejska mnoży żądania polityczne, mam tu na myśli tzw. kamienie milowe. Wyczerpały się możliwości naszych ustępstw. Mogę powiedzieć, że na początku należało zakwestionować jakiekolwiek prawo Komisji Europejskiej do ingerencji w sfery, które nie są objęte traktatem

– ocenił były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Czytaj więcej: Szefowa PKO BP podała się do dymisji. Jest już jej następca

Waszczykowski ostrzega przed odrzuceniem KPO

Europoseł PiS podkreślił, że Komisja Europejska nieustannie łamie prawo, a jej żądania wykraczają poza kompetencje.

Nie można machnąć ręką. Trzeba w dalszym ciągu wykazywać, że to Komisja Europejska łamie prawo europejskie, że jej żądania daleko wychodzą poza traktaty. Należy zmusić Komisję Europejską do przyznania się do błędu. Jeśli nie mamy pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, to nie możemy realizować wszystkich „zielonych planów”. Nie stać nas na nie, a poza tym plany te były oparte o ideologiczne przesłanki, a nie ekonomiczne

– wyjaśnił europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

Witold Waszczykowski zwrócił uwagę, że Polska jest elementem walki ideologiczno-politycznej.

Nie jesteśmy bezsilni. Musimy mieć świadomość, że jest to rywalizacja ideologiczno-polityczna. Musimy mieć jasno sprecyzowane interesy polityczne i determinację do obrony naszej polityki. (…) Nieustannie o tym mówię: jesteśmy elementem batalii ideologiczno-politycznej, a większość liberalno-lewicowa Europy Zachodniej chce obalić polski konserwatywny i patriotyczny rząd

– dodał Waszczykowski w wywiadzie dla TV Trwam.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Wizyta premier Estonii w Szwecji

Premier Estonii Kaja Kallas / Fot. PAP/EPA/Bjoern Larsson Rosvall. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Estonia jest jednym z krajów, które od początku inwazji Rosji na Ukrainę stoję po stronie Kijowa. Rząd w Tallinie wspiera walkę z Kremlem. Jej premier Kaja Kallas zaapelowała, żeby odebrać Rosjanom prawo do otrzymywania wiz turystycznych.

Przestańmy wydawać Rosjanom wizy turystyczne. Odwiedzanie Europy to przywilej, a nie prawo człowieka. Ruch lotniczy z Rosji został wstrzymany. Oznacza to, że podczas gdy kraje Schengen wydają wizy, ciężar ponoszą sąsiedzi Rosji (Finlandia, Estonia, Łotwa– jedyne punkty dostępu). Czas zakończyć turystykę z Rosji

– napisała na Twitterze premier Estonii Kaja Kallas.

Do tej pory ruch turystyczny z Rosji nie został objęty sankcjami przez Unię Europejską. Z podobnym apelem wyszła wcześniej premier Finlandii Sanna Marin.

Wcześniej w podobnym tonie wypowiedziała się premier Finlandii, Sanna Marin, która zaapelowała, by na forum UE zapadła decyzja o ograniczeniu ruchu turystycznego między krajami strefy Schengen a Rosją

– przypomniał serwi “rp.pl”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Waldemar Buda

Waldemar Buda / Fot. You Tube/ Polskie Radio

Pomimo zgody na zrealizowanie tzw. kamieni milowych Polska wciąż nie otrzymała środków z Krajowego Planu Odbudowy. Co więcej, szereg wypowiedzi unijnych polityków m.in. komisarz Very Jourovej oraz Didier Reyndersa wskazują, że Komisja Europejska wciąż nie jest usatysfakcjonowana zmianami w polskim wymiarze sprawiedliwości.

Co dalej ze środkami KPO?

Zdaniem szefa resortu rozwoju i technologii Waldemara Budy, kwestia otrzymania unijnych środków to w rzeczywistości pytanie o to, czy Unia Europejska działa na podstawie traktatów, czy je łamie.

Jeżeli ktoś mnie pyta, czy fundusze z KPO będą, mówię: albo zakładamy scenariusz zgodności z prawem, albo niezgodności z prawem

– powiedział Waldemar Buda.

Tak więc, jeżeli bierzemy traktaty, rozporządzenia o funduszu odbudowy i czytamy je, to mówimy: pieniądze powinny być. A jeżeli zakładamy działania komisji na granicy prawa, bądź jego naruszenie, to pieniędzy może nie być. Takie mam dwie odpowiedzi

– dodał minister rozwoju i technologii.

Według ministra kwestia ta ma się rozstrzygnąć w ciągu najbliższych miesięcy. Buda jest również przekonany, że Polska w końcu otrzyma należne środki. Wyjaśnił również, że jest to powiązane ze wcześniejszymi ustaleniami.

Uważam, że wcześniej czy później te pieniądze z KPO dostaniemy. Musimy te pieniądze otrzymać, ponieważ cała konstrukcja finansowa oparta jest o partycypację wszystkich krajów członkowskich. Tak więc nie jest możliwe pominięcie któregokolwiek kraju

– wyjaśnił w rozmowie dla Polskiego Radia 24.

Zdaniem Budy, Polska powinna podejść do całej sytuacji pragmatycznie, kontynuować działania prorozwojowe.

Powinniśmy też prefinansować sobie te wszystkie inwestycje, rozwijać kraj, jak i realizować inwestycje, które są bardzo ważne. A swoją drogą spokojnie czekać i mówić: zapłacą prędzej czy później. Powinniśmy też toczyć własną grę oraz układać własną strategię w ramach relacji z KE

– podkreślił minister.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Sąd Najwyższy

Sąd Najwyższy / Fot. User:Darwinek Wikimedia Commons

  • We wtorek Kolegium Sądu Najwyższego wylosowało 33 kandydatów do Izby Odpowiedzialności Zawodowej.
  • Kandydatury mają jeszcze dzisiaj trafić na biurko prezydenta Andrzeja Dudy.
  • Zastąpią oni sędziów z byłej już Izby Dyscyplinarnej.
  • Zobacz także: 158. rocznica urodzin Romana Dmowskiego

Zostałem wylosowany jako jeden z 33 kandydatów na sędziego orzekającego w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej. Teraz decyzję o wybraniu 11 podejmie Prezydent RP za zgodą Premiera

– poinformował sędzia prof. Kamil Zaradkiewicz.

Kandydaci do nowej instytucji

Kandydatami do orzekania w Izbie są: Andrzej Siuchniński, Marek Piertuszyński, Mariusz Łodko, Paweł Wojciechowski, Marek Siwek, Kamil Zaradkiewicz, Marek Dobrowolski, Marcin Krajewski, Grzegorz Misiurek, Maria Szczepaniec, Włodzimierz Wróbel, Adam Redzik, Dariusz Świecki, Krzysztof Staryk, Bohdan Bieniek, Dariusz Dończyk, Marcin Łochowski, Wiesław Kozielewicz, Marek Motuk, Leszek Bosek, Tomasz Demendecki, Tomasz Przesławski, Jerzy Grubba, Barbara Skoczkowska, Tomasz Artymiuk, Roman Trzaskowski, Paweł Księżak, Zbigniew Korzeniowski, Rafał Malarski, Ewa Stefańska, Paweł Kołodziejski, Paweł Grzegorczyk, Jacek Grela.

Wyniki losowania mają zostać niezwłocznie przekazane prezydentowi, który ostatecznie wyznaczy 11 sędziów do orzekania w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej.

Czytaj więcej: Bosak krytykuje rząd PiS. “Nie wiadomo w jakich kwestia Polska ma autonomię”

Nowelizacja o SN

Losowanie sędziów w SN związane jest z wejściem w życie nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, na mocy której m.in. zakończyła działalność Izba Dyscyplinarna, a w jej miejsce powstała Izba Odpowiedzialności Zawodowej. Zmian oczekiwała Komisja Europejska, m.in. od nich uzależniając akceptację KPO i wypłatę Polsce pieniędzy z Funduszu Odbudowy. Wątpliwości co do tego, czy nowe przepisy spełnią tzw. kamienie milowe w tej sprawie wyrażali w ostatnim czasie niektórzy przedstawiciele Komisji.

Po wejściu w życie nowelizacji wyznaczono również pięcioro sędziów, którzy tymczasowo orzekają w nowej Izbie Odpowiedzialności Zawodowej i przewodniczącego dwóch wydziałów tej Izby. Jest nim – do czasu wyznaczenia przez prezydenta sędziów na stałą kadencję – sędzia Wiesław Kozielewicz. Obowiązki prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej pełni zaś obecnie I prezes SN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Bankomat wypłacający pieniądze.

Bankomat wypłacający pieniądze. / Fot. Pixabay

  • Dotychczasowa prezes PKO BP Iwona Duda nieoczekiwanie podała się do dymisji.
  • Funkcję tę piastowała przez ostatnie 10 miesięcy, zastępując długoletniego prezesa Zbigniewa Jagiełło.
  • Jednakże nie zastąpiła ona Jagiełło bezpośrednio, lecz wcześniej przez kilka miesięcy bankowi szefował Emeryk Rościszewski.
  • Teraz nowym prezesem PKO BP ma zostać Paweł Gruza, który dotychczas był wiceprezesem w KGHM ds. międzynarodowych.
  • Zobacz także: Warszawa: Pracownik księgarni pobity na ulicy

Jeżeli chodzi o funkcję prezesa banku PKO BP to wymieniano tutaj wiele nazwisk. Przypomnijmy, że w czerwcu 2021 roku po 12 latach dymisję złożył Zbigniew Jagiełło, na którego miejsce wszedł Jan Emeryk Rościszewski.

Rościszewski zrezygnował jeszcze w październiku tego samego roku, a zastąpiła go Iwona Duda, która również teraz odeszła.

Obowiązki po dotychczasowej szefowej, przejmie Paweł Gruza, który do tej pory był wiceprezesem ds międzynarodowych KGHM, a jeszcze wcześniej wiceministrem finansów.

Czytaj więcej: Fotoradary w Polsce. Skutki nowego taryfikatora

Życiory Pawła Gruzy

Ukończył wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Jest autorem licznych publikacji dotyczących podatków i ubezpieczeń społecznych.

Od kwietnia do listopada 2016 roku pełnił obowiązki Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa i zarządzał portfelem spółek z udziałem Skarbu Państwa i państwowych podmiotów osób prawnych. Sprawował również funkcję Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Finansów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Ambasador Ukrainy

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz / fot. PAP/EPA/FILIP SINGER Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Niemiecka opozycja domaga się wyjaśnień ws. afery podatkowej wokół banku Warburg.
  • We wrześniu 2021 r. służby na polecenie prokuratury przeszukało mieszkanie byłego posłą SPD Johannesa Kahrsa.
  • W jego skrytce depozytowej odnaleziono 200 tys. euro co miałoby wskazywać na lobbowanie na rzecz rzeczonego banku.
  • Według części opozycji, jeżeli kanclerz Olaf Scholz nie wyjaśni tej sprawy to może być również powiązany z aferą.
  • Zobacz także: Fotoradary w Polsce. Skutki nowego taryfikatora

Dziennik Bild poinformował w sobotę o kolejnych wątkach afery podatkowej cum-ex wokół banku Warburg, która doprowadziła do miliardowych strat niemieckiego skarbu państwa. W operacjach cum-ex chodziło o taki obrót akcjami w dniu wypłaty dywidendy, żeby uzyskać wielokrotny zwrot podatku od zysków kapitałowych. 

Według tabloidu we wrześniu 2021 roku prokuratorzy dokonali nalotu na dom byłego posła SPD Johannesa Kahrsa. Weszli wówczas do jego mieszkania i zabrali dokumenty, kiedy polityk przebywał w innym miejscu. 

Śledczy w skrytce depozytowej należącej do Kahrsa znaleźli ponad 200 tys. euro w gotówce w różnych banknotach. Według prokuratury może to wskazywać, że Kahrs mógł lobbować na rzecz banku Warburg, by uchronić go przed milionowymi podatkami. Wstępny zarzut to podejrzenie o pomocnictwo w uchylaniu się od płacenia podatków. 

Niemiecka opozycja żąda wyjaśnień

Bild zwraca uwagę, że samo posiadanie takiej sumy nie jest nielegalne. Sprawy nie skomentował sam Kahrs; ponieważ toczy się wobec niego śledztwo, skorzystał z prawa do odmowy zeznań. 

Nie wiadomo, skąd Kahrs dostał pieniądze i w jakim stopniu socjaldemokraci w Hamburgu skorzystali na tych transakcjach

– powiedział lider CDU w Hamburgu Christoph Ploss.

Federalna SPD jest również zobowiązana do ostatecznego wyjaśnienia sprawy. Olaf Scholz i burmistrz Hamburga Peter Tschentscher muszą przyczynić się do wyjaśnienia sprawy. Obaj nie mogą już nabierać wody w usta

– dodał niemiecki polityk.

Były poseł Lewicy Fabio De Masi również nalega na rozwiązanie sprawy oczekując wyjaśnień.

Albo Kahrs udowodni pochodzenie pieniędzy, albo powoła się na prawo do milczenia ze względu na prowadzone przeciwko niemu dochodzenie cum-ex

– powiedział Fabio De Masi.

Czytaj więcej: Prezes Fundacji „Rolnik handluje”: Widzimy słabnącą pozycję rolnika, czyli polskiego producenta w łańcuchu dostaw

Kanclerz Scholz w ogniu krytyki

Stacja przypomina, że ewentualny wpływ czołowych polityków SPD na decyzje podatkowe banku Warburg ma zbadać komisja śledcza. Chodzi m.in. o spotkania w latach 2016-2017 Olafa Scholza, który był wtedy burmistrzem Hamburga, z udziałowcami banku – Christianem Oleariusem i Maxem Warburgiem. Scholz zeznał, że nie pamięta tych spotkań, kategorycznie wykluczył jednak jakiekolwiek wpływy polityczne.

Najnowsze doniesienia Bilda ws. afery cum-ex skomentował rzecznik niemieckiego kanclerza. Stwierdził, że Scholz nic wiedział o dużej sumie gotówki w posiadaniu Kahrsa. Kanclerz ma za kilka dni odpowiadać w tej sprawie przed komisją śledczą.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvp.info, dw.com

Krzysztof Bosak

Krzysztof Bosak / Fot. PAP/Paweł Supernak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak skomentował ostatnią wypowiedź prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.
  • Jego zdaniem premier Mateusz Morawiecki oszukał Polaków, nie informując ich o szkodliwym wpływie Zielonego Ładu oraz kamieni milowych.
  • Przypomniał, że Polska po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego utraciła wiele swoich suwerennych kompetencji.
  • Zobacz także: Polska: Ekoterroryści zastawili pułapkę na leśników

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w ostatnim wywiadzie dla tygodnika “Sieci” zapowiedział zwrot w relacjach Polski wobec Unii Europejskiej. Od teraz rząd ma zakończyć politykę ustępstw o obrać znacznie bardziej twardy kurs wobec Brukseli.

“Rząd nie ma narzędzi do walki z UE”

Słowa i zapewnienia Kaczyńskiego spotkały się również z krytyką przeciwników politycznych takich jak poseł Krzysztof Bosak z Konfederacji. W wywiadzie dla Radia WNET, wiceprezes Ruchu Narodowego wskazał, że polityce PiS brakuje asertywności.

Zbyt dużo było już kłamstw, żeby im w tym aspekcie wierzyć

– powiedział Krzysztof Bosak.

Sekretarz generalny Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Sobolewski zapowiedział kontrofensywę, w ramach której Polska będzie chciała reformować Unię Europejską.

Krzysztof Bosak przypomniał, że w 2020 r. polski rząd zgodził się na szczycie UE na obecny kształt funduszu zadłużenia.

Polska przyjmuje postawę klientelistyczną wobec UE. A w takiej sytuacji jest to raczej jednostronny dyktat niż walka. Premier i jego tzw. ekipa negocjacyjna, a raczej koncyliacyjna w 2020 r. na szczycie UE zgodziła się na zaproponowany kształt funduszu zadłużenia całej UE, nakładania europodatków i stopniowego zadłużania państw członkowskich

– podkreślił poseł Konfederacji.

Podkreślił, że rząd pod przewodnictwem premiera Mateusza Morawieckiego oszukiwał Polaków m.in. w kwestii likwidacji górnictwa i Zielonego Ładu.

Wyjście z systemu ETS

W dalszej części programu Bosak przypomniał, że Konfederacja zdecydowanie opowiada się za odstąpieniem od mechanizmu ETS-ów.

Po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego straciliśmy wiele ze swoich kompetencji. Tak naprawdę już nie wiadomo, kiedy musimy się słuchać UE, a kiedy nie. Wszystko zostało rozmyte. Jest to dla nas sytuacja skrajnie niekorzystna. Polska jest państwem za mało wpływowym, żeby przegłosować Francuzów i Niemców

– wytłumaczył.

W jego ocenie praźródłem tej sytuacji jest odejście od zasady jednomyślności. Politycy partii rządzącej chyba uwierzyli, że Unia Europejska jest gwarantem naszego bezpieczeństwa.

Politycy PiS będą z Brukselą drzeć jakieś koty, ale myślę, że oni nie mentalnie przygotowani na to, żeby polskie państwo było państwem niepodległym. Żeby nie miało nad sobą Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Rady Unii Europejskiej, TSUE i kilku tysięcy różnych komitetów w Brukseli, które ustalają polityki w różnych sprawach

– ocenił polityk.

Czytaj więcej: Amerykańscy eksperci: Ukraińskie kobiety i dzieci mogą być przemycane do ZEA jako niewolnicy

Niekorzystny Traktat Lizboński

Polityk Konfederacji został zapytany, co zrobiłby w omawianych kwestiach, gdyby to on był premierem.

Nigdy nie zgodziłbym się na podpisanie Traktatu Lizbońskiego, na żadne tajne negocjowanie „kamieni milowych”, na zadłużenia UE, na nakładanie w Polsce europodatków, na zgodę na wieloletnią strategię LGBT, na stworzenie pseudo-dyplomacji unijnej, wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych, na supremację TSUE nad polskim prawodawstwem, na radykalizację celów polityki energetycznej

– podkreślił Bosak.

Wejście Traktatu Lizbońskiego w życie, w nieograniczonej – jak już dziś wiemy – liczbie dziedzin polityki unijnej zlikwidowało zasadę veta. Czyli mogliśmy różne niekorzystne zmiany odrzucać, a po wejściu Traktatu z Lizbony właściwie nie wiemy, w których dziedzinach jeszcze mamy to veto. Po tym, co w tej chwili robi UE i jak spolegliwie zachowują się polscy politycy – rozmawiałem z nimi o tym prywatnie – to nie wiadomo, w jakich dziedzinach Polska ma jeszcze autonomię

– przekazał poseł Konfederacji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Bayraktar niszczy rosyjskie wojsko

Turecki dron bojowy Bayraktar TB2 / Fot. Twitter

  • Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zagroził Turkom ws. ewentualnej budowie fabryki dronów Bayraktar na Ukrainie.
  • Podkreślił, że przedłuży to walki z Ukraińcami, a sama fabryka stanie się celem do tzw. demilitaryzacji.
  • Pieskow dodał, że wkrótce zostaną rozstrzygnięte specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie.
  • Ponadto Rosjanie nie otrzymają od Ankary dronów.
  • Zobacz także: Węgry: Rząd ukarał linię lotniczą. Ryanair przerzucał koszty podatku na pasażerów

Producent dronów Bayraktar wydał niedawno oświadczanie o przygotowaniach do budowy na Ukrainie fabryki do produkcji tych bezzałogowych statków powietrznych. Turecka firma kupiła już działkę, sama opracował projekt zakładu i jest gotowa do realizacji go do końca.

Bayraktary to wyjątkowo skuteczna broń, która zadała rosyjskim wojskom wiele strat. W internecie znajduje się wiele filmów, na których widać, jak tureckie drony niszczą rosyjskie wozy bojowe.

Rosjanie grożą swojemu bliskiemu partnerowi?

Tymczasem rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ostrzega, że fabryka zostanie zniszczona, jeśli Rosja uzna ją za zagrożenie. Jak stwierdził Pieskow, Ukraina nie potrzebuje takich zakładów, gdyż przedłużą cierpienie Ukraińcow.

Fakt stworzenia takiego obiektu, od razu wejdzie w temat demilitaryzacji. Trzeba oczywiście rozumieć, że prawdopodobnie tylko przedłuży to cierpienie Ukraińców, ale nie pomoże uniknąć tego, co jest celem specjalnej operacji

– stwierdził Dmitrij Pieskow.

Przypomnijmy, że 26 lipca tureckie środki masowego przekazu podały, że prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował swojemu tureckiemu odpowiednikowi Recepowi Tayyipowi Erdoganowi otwarcie produkcji Bayraktarów w Federacji Rosyjskiej.

Kremlowskie media natychmiast zaczęły rozpowszechniać informację, że kwestia produkowania dronów w fabryce na terenie Rosji jest już przesądzona. Jednak dyrektor generalny firmy Baykar Makina Haluk Bayraktar oświadczył, że drony Bayraktar nie będą dostarczane do Rosji.

W tym samym czasie rząd turecki zatwierdził dwustronną umowę o budowie fabryki dronów Bayraktar na Ukrainie i skierował ją do parlamentu do ratyfikacji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Fotoradary w Polsce / Fot. Twitter

  • Główny Inspektor Transportu Drogowego Wojciech Król przekazał najnowsze dane nt. wykroczeń drogowych.
  • W lipcu w systemie CANARD odnotowano 113,5 tys. wykroczeń, co jest mniejszym rezultatem niż w zeszłym roku o tej porze – 166,8 tys.
  • Spadek liczby wykroczeń może mieć prawdopodobnie związek z nowym taryfikatorem mandatów, który wszedł od 1 stycznia b.r.
  • Wysokie kary pieniężne skutecznie odstraszają kierowców poruszania się z nadmierną prędkością.
  • Zobacz także: Nowy szef Agencji Wywiadu. Sylwetka Bartosza Jarmuszkiewicza

Jak przekazał Główny Inspektor Transportu Drogowego w lipcu system CANARD zarejestrował 113,5 tys. wykroczeń.

Natomiast w tym samym okresie ubiegłorocznych wakacji zarejestrowano 166,8 tys. naruszeń. Nieznacznie zmieniła się liczba wykroczeń zarejestrowanych przez system kontroli wjazdu pojazdów na czerwonym świetle. Odnotowaliśmy spadek o niecałe 4 proc. (2021- 4,9 tys., 2022 – 4,7 tys.)

– poinformował Wojciech Król.

Zaobserwowaliśmy natomiast znaczący spadek liczby naruszeń przekroczenia dopuszczalnej prędkości. W porównaniu do pierwszego miesiąca ubiegłych wakacji, kiedy naruszeń zarejestrowano 161,9 tys., w 2022 roku było ich 108,8 tys. Spadek wykroczeń sięga 33 proc.

– zaznaczył Główny Inspektorat Transportu Drogowego.

Prawie 57 procent lipcowych przekroczeń dotyczy prędkości 11-20 km/h.

Największe to wykroczenie zarejestrowane 1 lipca w Wojszycach w pow. kutnowskim. Kierujący renault przy ograniczeniu do 50 km/h, jechał 161 km/h – przekroczenie o 111 km/h. Natomiast 30 lipca w miejscowości Janówek w pow. grójeckim, kierujący volkswagenem przy ograniczeniu do 50 km/h, jechał 156 km/h – przekroczenie o 106 km/h. Oba wykroczenia popełniono w obszarze zabudowanym

– dodał.

Najwięcej naruszeń zarejestrowały fotoradary w Rudzie Śląskiej przy al. Powstań Śląskich – 2,2 tys., odcinkowy pomiar prędkości w Lubinie – 2,7 tys. naruszeń, urządzenie RedLigh w Mrokowie – 770 naruszeń.

Czytaj więcej: Coraz więcej Polaków wybiera prywatne ubezpieczenia zdrowotne

Nowy taryfikator mandatów

Od początku roku w Polsce obowiązuje nowy taryfikator mandatów. Za przekroczenie prędkości o 71 km/h mandat wynosi 2500 tys. zł, a w warunkach recydywy kwota wzrasta do 5 tys. zł. Za rozmowę przez telefon w czasie jazdy zapłacimy 500 zł.

Mandat za przekroczenie prędkości do 30 km/h wynosi do 400 zł. Przy przekroczeniu prędkości od 31 do 40 km/h zapłacimy co najmniej 800 zł, a dalej – o 41-50 km/h – 1000 zł; o 51-60 km/h – 1500 zł; o 61-70 km/h – 2000 zł; o 71 km/h i więcej – 2500 zł.

Kwoty wzrastają dwukrotnie w przypadku recydywy. W takim wypadku np. za przekroczenie prędkości o 71 km/h i więcej kierowca zapłaci 5000 zł.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl