Jak informuje StrazGraniczna.pl 28 września funkcjonariusze Straży Granicznej z Tuplic przyjęli od lubskich policjantów dziewiętnastu cudzoziemców. Żaden nie posiadał dokumentów uprawniających do legalnego pobytu w Polsce. Przekazani obcokrajowcy zostali zatrzymani przez policjantów po krótkim, ale niebezpiecznym pościgu w okolicach Lubska. Kierowca ściganego dostawczego forda uciekając wjechał do kompleksu leśnego. Wyskoczył z samochodu i oddalił się w nieznanym kierunku. Pomimo szeroko zakrojonych działań poszukiwawczych kierowcy nie odnaleziono.

Z ustaleń funkcjonariuszy Straży Granicznej wynika, że cudzoziemcy pochodzą z Syrii. Korzystali z tzw. szlaku bałkańskiego, poprzez Serbię i Słowację w jednej grupie dotarli do Polski, z zamiarem przedostania się do Niemiec. Wszyscy posiadali słowackie tytuły pobytowe. Syryjczyków zatrzymano. Usłyszęli prokuratorskie zarzuty usiłowania przekroczenia wbrew przepisom polsko-niemieckiej granicy i dobrowolnie poddali się karze 8. miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Obcokrajowców przed opuszczeniem placówki Straży Granicznej w Tuplicach pouczono o obowiązku niezwłocznego udania się do państwa, w którym mają prawo pobytu oraz o konsekwencjach jego niewykonania.  

Źródło i zdjęcie: Straż Graniczna

– Dziś Konfederacja przedstawia swój pakiet pięciu punktów na finał kampanii. Lista nr 5 i nowa Piątka Konfederacji, czyli cztery postulaty już znane i piąty dość oczywisty, ale dodany, który chcemy mocno podkreślać na finale naszej kampanii wyborczej – rozpoczął konferencję prasową Krzysztof Bosak.

Krzysztof Bosak wymienił wszystkie pięć punków Piątki Konfederacji.
– Proste i niskie podatki
– Dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców
– Mieszkania i domy tańsze nawet o 30%
– Gotówka chroniona Konstytucją Rzeczypospolitej
Zero socjalu dla Ukraińców

Jak dodał współprzewodniczący Konfederacji:
– To ostatnie hasło chcemy podkreślić. Dlatego, że jeżeli chodzi o stosunki Kijowa i Warszawy to maski po prostu opadły. Tam gdzie był pozór przyjaźni, tam w tej chwili widzimy, że jest twarda gra. Jest wymiana ciosów, agresywna retoryka, zapowiadanie sankcji, ceł, skarżenie się do Światowej Organizacji Handlu. Uderzanie w polskie interesy gospodarcze w Brukseli. Ostrzegaliśmy przed taką sytuacją. Mówiliśmy, że mamy kolizyjne interesy. Że otworzenie polskiego rynku bezwarunkowe na produkty, które są produkowane bez tych norm, które są wymagane od polskiego rolnika, są głęboko niekorzystne dla polskich gospodarzy. Mówiliśmy o tym, że nie ma infrastruktury przesyłowej na wszystkie produkty z Ukrainy. I mówiliśmy od samego początku, że nie ma podstaw, żeby wszystkich w Polsce z paszportem ukraińskim obdarzyć przywilejami, które mają polscy obywatele.

Zdjęcie: Materiały prasowe Konfederacji

Fragment z konferencji prasowej Najwyższej Izby Kontroli. Michał Jędrzejczyk, doradca Prezesa NIK:
– Do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego wpłynęły informacje do Europejskiej Leków, to był kwiecień 2021 roku, o podejrzeniu wystąpienia wady jakościowej klasy II w serii szczepionek przeciw COVID-19, stosowanych już wówczas u polskich pacjentów. Podkreślę, że wada jakościowa klasy II, czyli wada mogąca spowodować chorobę lub niewłaściwe działanie.
Główny Inspektorat Farmaceutyczny przekazał tą informację do Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych dopiero po upływie roku od pozyskania tej informacji. Prosząc o podjęcie działań w celu identyfikacji kanałów dystrybucji i powiadomienia odbiorców o zaistniałej sytuacji.
Niestety działania te były bezprzedmiotowe, gdyż cała ilość tej serii, czyli 117 600 dawek szczepionki, została podana pacjentom. Powtórzę raz jeszcze, cała seria szczepionki przeciw COVID-19 Janssen seria nr XD955, to jest 117 tys. 600 dawek szczepionek, z podejrzeniem wystąpienia wady klasy II, to jest mogącej spowodować chorobę lub niewłaściwe działanie, została podana pacjentom.

Cała konferencja prasowa Najwyższej Izby Kontroli, która odbyła się 28 września, o wynikach kontroli Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 i Narodowego Programu Szczepień.

24 września Robert Bąkiewicz przegrał apelację ws. Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Tym samym Sąd potwierdził, że:
– Robert Bąkiewicz nie jest prezesem od 19.02.2023 r.,
– Walne Zgromadzenie Członków odbyło się w sposób prawidłowy,
– sławetne “wyrzucenie” 6. członków Zarządu przez 3. członków Zarządu nie miało mocy.

Jednocześnie Robert Bąkiewicz, Tomasz Kalinowski i inni ignorują wezwania ws. wydania aktywów Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, które bezprawnie znajdują się w ich posiadaniu lub mają o nich wiedzę. Poza składnikami materialnymi w ich władaniu pozostają m. in. profile Marsz Niepodległości na Facebooku, co utrudnia naprawę finansów. To oczywiście spotka się z naszą zdecydowaną reakcją.

Robert Bąkiewicz zostawił Stowarzyszenie Marsz Niepodległości w opłakanym stanie finansowym. Konta były wyczyszczone, a długi sięgają kilkuset tysięcy złotych. Nie spłacał subskrypcji zdjęć prasowych, którą wykupił w PAP. Nie spłacał nawet swoich najbliższych współpracowników, z którymi współpracuje nadal pod swoimi nowymi szyldami.

Z bardziej bulwersujących spraw – Robert Bąkiewicz nie spłacał nawet billboardów z własną podobizną, które fakturował na Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, a które promowały jego własną osobę. To była metoda na zawłaszczanie Marszu Niepodległości – inicjatywy wszystkich Polaków, jako swojej własnej.

Wreszcie – Robert Bąkiewicz nie uregulował również należności za organizacje zeszłorocznego Marszu Niepodległości. Tymczasem pytany o te kwestie przez mieszkańców Radomia mówi, że długów nie było. To zwykłe kłamstwo, dające się szybko i łatwo zweryfikować.

Źródło: Twitter/Bartosz Malewski
Zdjęcie: zrzut ekranowy YouTube

19 lutego br. Robert Bąkiewicz został odwołany z funkcji prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości przez Walne Zgromadzenie Członków. Bąkiewicz zareagował na to na swój sposób. Zwołał zebranie Zarządu stowarzyszenia, pomimo że nie był już do tego uprawniony, ponieważ na mocy uchwały Walnego Zgromadzenia stracił nie tylko funkcję Prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, ale również funkcję członka Zarządu.

22 lutego w “zebraniu zarządu”, oprócz Bąkiewicza, wzięło udział trzech innych członków Zarządu, m.in. Tomasz Kalinowski i Przemysław Czyżewski. Obaj do dzisiaj współpracują ściśle z Bąkiewiczem.

Warto podkreślić, że Zarząd Stowarzyszenia Marsz Niepodległości w tamtym czasie liczył dziesięciu członków, a po usunięciu Bąkiewicza, dziewięciu. Nie było więc nawet odpowiedniego kworum, które mogłoby podjąć jakiekolwiek uchwały. Nie przeszkadzało to jednak Bąkiewiczowi, który szedł już na całość.
Na tym “zebraniu” 22 lutego 2023 r. Robert Bąkiewicz ze swoimi trzema kolegami podjął “uchwałę” o wkluczeniu pozostałych sześciu członków Zarządu z grona członków Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Czyli mniejszość postanowiła usunąć większość z Zarządu.

Było to działanie jawnie sprzeczne ze Statutem Stowarzyszenia i prawem o stowarzyszeniach. Ale Robert Bąkiewicz się tym nie przejmował. Na podstawie tej “uchwały” złożył wniosek o wykreślenie wspomnianych sześciu członków Zarządu z Krajowego Rejestru Sądowego. I o dziwo, tak się stało! Ale na krótko. Bowiem wkrótce nie tylko ci wykreśleni członkowie na nowo pojawili się w KRS, ale również sąd uznał uchwałę Walnego Zgromadzenia z 19 lutego i wykreślił Bąkiewicza z KRS.

Robert Bąkiewicz złożył apelację w sprawie nieuznania jego “zebrania” Zarządu. W międzyczasie zorganizował nawet swoje “walne zgromadzenie” z wyborem nowych “władz”, które jednak nigdy nie zostały wpisane do KRS. I nigdy nie zostaną wpisane, jakby chciał tego Bąkiewicz.

24 września Sąd Okręgowy dla m. st. Warszawy postanowił oddalić wspomnianą apelację złożoną przez Roberta Bąkiewicza i Tomasza Kalinowskiego.

To kończy kilkumiesięczną prawną batalię o Stowarzyszenie Marsz Niepodległości i ostatecznie zamyka sprawę, ponieważ nie ma już żadnych dróg odwoławczych od tej decyzji. Robert Bąkiewicz nie może już mówić, że jest w jakimś “sporze z kolegami ze stowarzyszenia”, jak to przedstawiał na spotkaniach z wyborcami PiS-u i Suwerennej Polski. Nie może udawać, że jest nadal Prezesem Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, jak to robi w opisach profilowych na swoich mediach społecznościowych.

Robert Bąkiewicz został ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości wykluczony nie dlatego, że wszedł w konflikt polityczny z innymi kolegami. Tak często sugeruje sam Bąkiewicz w różnych wywiadach czy na spotkaniach z wyborcami. Robert Bąkiewicz stracił funkcję prezesa SMN – i również członkostwo w stowarzyszeniu – w związku z licznymi nadużyciami. W związku z łamaniem Statutu, wyprowadzaniem środków finansowych ze stow. w ramach tzw. karuzeli grantowej. Wynikiem tych działań było zadłużenie Stowarzyszenia na ponad 200 tys. złotych.

To są wszystko rzeczy dobrze udokumentowane, które znalazły się również w Raporcie który został zaprezentowany członkom SMN. To właśnie na podstawie tych informacji i danych z Raportu członkowie SMN podjęli ostateczną decyzję o usunięciu Roberta Bąkiewicza z funkcji prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Pełnomorska jednostka patrolowa OPV SG-301 ma długość prawie 70 m, szerokość 11,5 m oraz zanurzenie około 4,5 m. Patrolowiec będzie mógł wykonywać zadania bez zawijania do portu minimum przez 12 dni z 35 osobami (w tym 20 członkami stałej załogi).

Na jednostce są zamontowane dwa kontenery z wyposażeniem ratowniczym, dodatkowo na burtach znajdują się dwie szybkie łodzie służące do działań interwencyjnych. W części rufowej przewidziano miejsce dla w sumie 250 rozbitków, którzy będą mogli tam przebywać do 24 godzin.

Do ewakuacji medycznej posłuży na pokładzie dziobowym certyfikowana płaszczyzna do współpracy ze śmigłowcem, która będzie wykorzystywana również jako platforma do operowania dronem.

Główne zadania nowego patrolowca to m.in. ujawnianie prób przekroczenia morskich granic Unii Europejskiej wbrew przepisom, przeciwdziałanie nielegalnej migracji oraz transportowaniu przez morskie granice odpadów i szkodliwych substancji chemicznych. Jednostka będzie również mogła uczestniczyć w akcjach ratowniczych i humanitarnych.

Źródło i zdjęcia: Straż Graniczna

Pamiętam jak w sierpniu 2021 na granicy pojawiło się wojsko. Kosiliśmy wówczas pszenicę na tym samym polu na którym dziś sieję pszenżyto (zdjęcie). To było 8 bądź 9 sierpnia 2021 roku. Widziałem strażników granicznych, którzy musieli wybierać, które grupy migrantów zatrzymują a które odpuszczają. Nie mieli wystarczającej ilości funkcjonariuszy do tego zadania. Pamiętajmy, że wówczas nie tylko nie było płotu na granicy, ale też żadnej innej choćby tymczasowej bariery.

Już wtedy widzieliśmy kilkunasto- a czasem kilkudziesięcioosobowe grupy migrantów, które przemierzały polne drogi, włamywali się do pustostanów, budynków gospodarczych (w tym kilkukrotnie do mojego garażu i domu po mojej babci), kilkudziesięcioosobowa grupa przeszła przez pobliską wieś, ciągając za klamki w drzwiach zaparkowanych pod domami aut. W sierpniu moja mama przestała chodzić po zmroku do ogrodu. Moja żona zabrała dzieci i pojechała na jakiś czas do Białegostoku. Podczas szturmu na granicę w Kuźnicy, rodzice zabierali dzieci ze szkoły, inni widzieli wszystko z okien własnych domów (kilkaset metrów od granicy).

Nasze pola nomenomen graniczą z granicą na odcinku 3,5 km. Widziałem wszystko od początku. Gdy powstał płot tymczasowy z drutu, nocami po drugiej stronie było widać ogniska migrantów. Ci nocami potrafili rzucać w naszych żołnierzy nie tylko kamieniami i butami (serio) ale także płonącymi badylami od których zapalała się trawa a czasem uprawy z pól. Żołnierze gasili to łopatami i swoimi butami.

Każde auto potrzebuje serwisu, wymiany filtrów, olejów. Udostępniliśmy pro publico bono w deszczowe dni naszą halę w tym celu dla żołnierzy. Pamiętam rozmowę z kierowcą wojskowej karetki, który mówił mi o połamanych szczękach, nosach, obojczykach, pękniętych czaszkach naszych żołnierzy, których odwoził z granicy.

Pamiętam Usnarz i lament, który mu towarzyszył. Byłem tam zanim pojawiła się telewizja. Takich Usnarzy było więcej, np. pod Minkowcami, Jurowlanami itd. Znikały po dwóch dniach gdy nie było zainteresowania mediów i aktywistów. Do dziś niektórzy nie wiedzą , że pobocznym efektem pojawienia się mediów, było pogorszenie sytuacji bytowej migrantów w Usnarzu.

Pamiętam w końcu spotkania z migrantami. To byli bardzo konkretni ludzie, którzy wiedzą czego chcą. Jedni wzbudzali zaufanie inni nie. Zawsze jednak pierwszą rzeczą o którą prosili, była podwózka do Niemiec lub jakiegoś większego miasta. Za tym szły oferowane sumy w dolarach. To było dla mnie zrozumiałe, po to się tu znaleźli. Od początku wiedzieli w jaką grę przyszło im grać. Przyjmowali wodę i jedzenie, choć nie takiej pomocy ode mnie oczekiwali. Dla mnie pomocą było jedzenie i woda, koce termiczne its. Dla nich podwózka do Berlina. Nigdy nie spotkałem człowieka głodnego, czy chorego (nie wykluczam, że takich nie ma).

To były trzy różne postawy migrantów, które zmieniały się względem tego z kim przyszło im się spotkać. Inaczej zachowywali się wobec żołnierzy i strażników, inaczej wobec mediów i aktywistów. Myślę, że najbardziej szczerzy byli wobec nas – autochtonów. To żadna tajemnica, rozmawiałem o tym także ze znanymi aktywistami, też tak to widzą.

Anegdoty, przykłady i inne zdarzenia mogę przytaczać do jutra, jednak nie o to w tym chodzi. Od początku pisałem, że mamy do czynienia z kryzysem granicznym, zaś migracja jest jednym z jego elementów.

Dziś z perspektywy czasu wiemy jeszcze więcej. Dziś już nie relacjonuję wam sytuacji z granicy tak jak jeszcze rok temu. Z prostego powodu. Na moim odcinku jest bardzo spokojnie. Płot odciążył żołnierzy i Straż Graniczną. Daje tak potrzebny na reakcję czas. Migracja przeniosła się tam, gdzie tego płotu nie ma. Nikogo nie dziwi widok żołnierzy, nikt nie płacze, że żołnierz wszedł do sklepu z bronią. Moje dzieci bawią się spokojnie pod domem, w czasie gdy ja jestem w polu. Ludzie nie boją się wychodzić po zmroku. Żyjemy normalnie.

Źródło i zdjęcie: Twitter/Jacek Słoma

“Przyjaźń i braterstwo to największe bogactwo” – takie hasło widnieje na srebrnej okolicznościowej monecie wyemitowanej wspólnie przez Narodowy Bank Polski i Narodowy Bank Ukrainy z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy.

Moneta w kształcie serca składa się niejako z dwóch monet. Dwóch połówek tego serca. Jedna część polska o nominale 10 złotych i druga część, ukraińska o nominale 10 hrywien.
“Narodowy Bank Polski planuje przekazanie na rzecz Ukrainy dochodu ze sprzedaży zestawu monet „Przyjaźń i braterstwo to największe bogactwo” w formie bezzwrotnego humanitarnego wsparcia finansowego” – czytamy w komunikacie na stronie NBP. Moneta będzie trafi do sprzedaży w cenie 950 zł.

– Ciekawostka od jednego zaprzyjaźnionego towarzystwa numizmatyków. Otóż ta moneta w dniu obchodów święta niepodległości Ukrainy, czyli 24 sierpnia, miała ukazać się zarówno w Polsce, jak i na terenie Ukrainy. Niestety Ukraina nie pozwoliła sobie, aby sprzedawać tą monetę na swoim terenie w dniu swojego święta, zestaw monet w którym będzie również flaga i symbole narodowe Polski. Postanowili wyemitować tylko swoją monetę ukraińską. A Narodowy Bank Polski podkulił ogon, żeby nie obrazić uczuć Ukraińców, zamiast 24 sierpnia, ogłosił powstanie i emisję tej monety 25 sierpnia. Widzimy, że również politykę monetarną w Polsce można uprawiać na kolanach – skomentowała Marta Czech z Konfederacji Korony Polskiej.

Pochwalił syna za taki czyn i stwierdził, że „postąpił słusznie”.

„Nie lubię niedopowiedzeń. Zawsze lepiej postawić na ostatni punkt – zgodny z prawdą i szczery. W sieci wciąż trwa spór w sprawie pobicia przez Adama Kadyrowa spalacza Świętego Koranu Nikity Żurawela, wspólnika ukraińskich służb specjalnych. Czy tak było? Czy nie? Pobił go i postąpił słusznie.

Co więcej, uważam, że ktokolwiek zniszczył jakiekolwiek Pismo Święte, w tym demonstracyjnie je spalił, obrażając w ten sposób dziesiątki milionów obywateli naszego wielkiego kraju, powinien zostać surowo ukarany” – Kadyrow napisał na Telegramie.

W szczególności powiedział, że w kraju obowiązuje „wyjątkowa ustawa chroniąca Pismo Święte, podpisana przez prezydenta Rosji Władimira Władimirowicza Putina.

Ponadto Kadyrow uważa, że Federacja Rosyjska wychowuje społeczeństwo „w ideałach tolerancji i wzajemnej miłości”.

„Wartości religijne obywateli kraju są chronione przez państwo na najwyższym szczeblu. I tego nie można odebrać prowokatorom! Niskie akty ingerencji w sacrum są właściwe tylko ludziom cynicznym, niemoralnym, pozbawionym kręgosłupa i skorumpowanym, którzy chcą wprowadzają zamieszanie w społeczeństwie, które nasze państwo wychowuje w ideałach tolerancji i wzajemnej miłości. Te obrzydliwości nie rozumieją języka, nie chcą budować państwa, rozwijać go. Tacy prowokatorzy i zdrajcy to chory guz na organizmie, który należy wypalić” – dodał Kadyrow.

Podkreślił, że jest dumny z czynu 15-letniego Adama. Według Kadyrowa jego syna zawsze wyróżniała chęć dorastania nie wśród rówieśników, ale wśród starszych. Podobno dzięki temu „kształtuje dorosłe ideały honoru, godności i ochrony swojej religii”.

„Szanuję jego wybór” – podsumował przywódca Czeczenii.

Nagranie można zobaczyć tutaj.

Zdjęcie: zrzut ekranowy z Telegrama

Pod koniec programu “Gra o głosy”, Patryk Michalski z Wirtualnej Polski i Beata Lubecka z Radia ZET, nie potrafili ukryć swojego zaskoczenia tym co zobaczyli. Na pytanie “Czy zgadzasz się z Krzysztofem Bosakiem?” aż 82% ankietowanych, którzy wzięli udział w ankiecie, odpowiedziało “TAK”. Czyli aż 82% zgodziło się z Krzysztofem Bosakiem! Tylko 18% było na “NIE”.

Okazało się, że inni goście tego programu nie mogli liczyć na taką sympatię ankietowanych.

Wynik o tyle mógł zadziwić prowadzących, bo wcześniej z taką sytuacją się nie zetknęli, aby ich rozmówca miał aż takie poparcie. W końcu Bosak nie wylądował na rozmowie w mediach, które mu są przychylne, albo przynajmniej traktują na równi z politykami partii mainstreamowych.

Krzysztof Bosak w programie “Gra o głosy”

Zdjęcie: Zrzut ekranowy YouTube