Dmitrij Miedwiediew

Były Prezydent oraz Premier Rosji DMitrij Miedwiediew / Fot. Twitter

  • Były rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew zareagował na wpis izraelskiego ministra ds. diaspory Nachmana Szaja,
  • Zdaniem izraelskiego polityka, Iran przekazuje Rosji rakiety balistyczne.
  • Podkreślił, że Tel Aviw powinien wreszcie wysłać broń na Ukrainę, aby powstrzymać rosyjską agresję.
  • Z kolei Miedwiediew stwierdził, że taki ruch zagroził by rosyjsko-izraelskim stosunkom.
  • Zobacz także: Kaczyński: Nie planujemy tego, żeby mieć broń nuklearną

Izraelski minister ds. diaspory Nachman Szaj stwierdził, że nie ma wątpliwości, po której stronie w wojnie Rosji z Ukrainą powinien stanąć jego kraj.

Dziś rano pojawiła się informacja, że Iran przekazuje Rosji rakiety balistyczne. Nie ma już wątpliwości, po której stronie w tym krwawym konflikcie powinien stanąć Izrael. Nadszedł czas, aby Ukraina otrzymała pomoc wojskową, tak jak zapewniają to Stany Zjednoczone i państwa NATO. Dziś rano pojawiła się informacja, że Iran przekazuje Rosji rakiety balistyczne. Nie ma już wątpliwości, po której stronie w tym krwawym konflikcie powinien stanąć Izrael. Nadszedł czas, aby Ukraina otrzymała pomoc wojskową, tak jak zapewniają to Stany Zjednoczone i państwa NATO

– napisał na Twitterze minister ds. diaspory Nachman Szaj.

Czytaj więcej: Rogalski: “Polska powinna wstrzymać wpłacanie składek członkowskich do budżetu UE”

Rosja odpowiada na deklaracje Izraela

Słowa ministra ds. diaspory skomentował były rosyjski prezydent, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew.

Jak cytuje agencja AFP, polityk ostrzegł, że izraelskie dostawy broni na Ukrainę zniszczą więzi z Moskwą.

Tymczasem w poniedziałek rano w stolicy Ukrainy doszło do kolejnego rosyjskiego ataku. Rosjanie zaatakowali Kijów za pomocą dronów kamikaze.

Informację o ataku przekazał szef sztabu prezydenta Ukrainy Andrij Jermak. Ukraiński urzędnik domaga się od zachodnich sojuszników dostarczenia bardziej zaawansowanych systemów obrony powietrznej, aby przeciwdziałać tego typu atakom.

Jak najszybciej potrzebujemy więcej systemów obrony przeciwlotniczej. Nie mamy czasu na bezczynność. Potrzebujemy więcej broni, aby chronić niebo i zniszczyć wroga

– podkreślił szef sztabu ukraińskiego prezydenta Andrij Jermak.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

polsatnews.pl

Izraelski ambasador i KUL

Katolicki Uniwersytet Lubelski / Fot. Wikimedia Commons

Ambasador Izraela Yacov Livne podkreślił wpływ działań edukacyjnych centrum na kształtowanie współczesnych relacji polsko-żydowskich.

Skupiając się na działalności naukowo-badawczej, centrum otwiera się na zagadnienia związane z historią, kulturą i dziedzictwem Żydów, jak również na relacjach polsko-żydowskich na przestrzeni wieków, w tym współczesności

– powiedział izraelski ambasador.

Cieszę się, że znajdujemy coraz to lepsze, właściwe sposoby rozmawiania o przeszłości

– dodał.

Yacov Livne zaznaczył konieczność kontynuowania prowadzenia pełnego szacunku i zrozumienia dialogu międzyreligijnego, którego propagatorem był patron centrum – Abraham J. Heschel.

Musimy kontynuować jego misję w zakresie obopólnego zrozumienia i szacunku. Jestem przekonany, że centrum wspomoże nasze społeczeństwa, a efekty będziemy obserwować w niedalekiej przyszłości

– podkreślił Yacov Livne.

Centrum Relacji Katolicko-Żydowskich im. Abrahama J. Heschela – nowa jednostka naukowa, edukacyjna i kulturalna, która ma pogłębiać relacje katolicko-żydowskie na płaszczyźnie nauki, edukacji i kultury w wymiarze międzynarodowym.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

magnapolonia.org, ekai.pl

Patryk Jaki

Patryk Jaki, poseł do Parlamentu Europejskiego, Solidarna Polska. / Fot. Arch. Piotr Motyka.

  • Grupa tzw. starych sędziów Sądu Najwyższego stwierdziła, że nie mogą pracować z nowymi sędziami.
  • Powołują się oni na rzekome przeszkody prawne w postaci uchwały izby z 23 stycznia 2020 r.
  • Prezes SN kierujący Izbą Karną Michał Laskowski stwierdził, że sędziowie naruszyli by rzekomo prawa obywateli współpracują z “wadliwymi” sędziami.
  • Były wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki przypomniał, że większość “starych” sędziów pochodzi z nominacji Wojciecha Jaruzelskiego.
  • Zobacz także: Premier spotkał się z wojewodami. “50 proc. gospodarstw domowych zabezpieczone węglem”

Sędziowie zaliczani do grupy tzw. starych sędziów Sądu Najwyższego oświadczyli, że istnieją prawne przeszkody, które uniemożliwiają im podjęcie spraw z udziałem sędziów, powołanych przez nową Krajową Radę Sądownictwa.

Powołując się na tzw. uchwałę trzech Izb SN z 23 stycznia 2020 r. sędziowie wskazali, że udział sędziego powołanego na wniosek obecnej KRS w składzie Sądu Najwyższego prowadzi w każdym przypadku do nienależytej obsady sądu.

Mając na uwadze przedstawione racje oświadczamy, że nie widzimy możliwości wspólnego orzekania z osobami powołanymi w wadliwej procedurze. Sędzia nie może świadomie naruszać prawa obywateli do sądu i narażać Państwa Polskiego na obowiązek wypłacania wysokich odszkodowań

– czytamy w oświadczeniu.

Jeden z sędziów podpisanych pod listem, prezes SN kierujący Izbą Karną Michał Laskowski, tłumacząc powód publikacji oświadczenia.

W rozmowie z TVN24 Laskowski tłumaczył, że sędziowie na tym etapie nie wiedzą już, jak mają bronić praworządności i apelować o to, żeby ten stan praworządności się pojawił, był przywrócony czy zbudowany na nowo, ale zgodnie z regułami konstytucyjnymi i europejskimi.

Apelujemy o to, żeby wyznaczać odrębne składy: tak zwanych starych i tak zwanych nowych sędziów i to nie z tego powodu, że mamy jakąś osobistą niechęć do nowych sędziów, tylko chcemy uniknąć na przyszłość podstaw podważania orzeczeń

– powiedział sędzia Michał Laskowski.

Czytaj więcej: Marsz Niepodległości 2022. Poznaliśmy tegoroczne hasło! “Silny Naród Wielka Polska”

Jaki podziękował Dudzie

Kryzys w Sądzie Najwyższym skomentował europoseł Solidarnej Polski i były wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.

Ooo kwestionowanie statusu sędziego, czego nie można robić w żadnym innym demokratycznym państwie. Ci powołani głównie przez Radę Jaruzelskiego i totalitarny reżim, kwestionują tych powołanych za czasów władzy z najwyższą demokratyczna legitymacją. Dziękujemy Panie Andrzej Duda

– napisał na Twitterze europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

onet.pl, dorzeczy.pl

Katastrofa w Jejsku

Katastrofa samolotu w rosyjskim Jejsku / Fot. Twitter

  • W kraju krasnodarskim w Jejsku o blok mieszkalny rozbił się bombowiec Su-34.
  • Informacje o katastrofie z udziałem wojskowego samolotu potwierdziła rosyjska agencja Interfax.
  • Ministerstwo obrony Rosji poinformowało o tym, zę załodze samolotu udało się katapultować.
  • Jednego z pilotów widać przelatującego na spadochronie obok wielkiej kuli ognia.
  • Na razie nie podano informacji o ewentualnych ofiarach.
  • Zobacz także: Manewry nuklearne NATO. Rosjanie zostali o nich poinformowani

Informację o katastrofie samolotu w Jejsku w obwodzie krasnodarskim jako pierwszy, około godz. 17:30 polskiego czasu, przekazał serwis mash.ru. Niedługo potem rosyjski bloger “Colonelcassad”, którego na Telegramie obserwuje przeszło 900 tys. osób, podał nieoficjalne informacje, jakoby był to samolot wojskowy, w którym doszło do awarii silnika. Informację przekazał także niezależny rosyjski portal meduza.io i rosyjska agencja prasowa Interfax.

Czytaj więcej: Czy tak wyglądał Chrystus złożony w Grobie? Spektakularna praca naukowców [+ZDJĘCIA]

Rosyjski MON potwierdza

O godz. 18 polskiego czasu informację za pomocą rosyjskiej agencji TASS potwierdziło ministerstwo obrony Rosji. Przekazano, że rozbił się wielozadaniowy bombowiec taktyczny Su-34. Rosyjski MON dodał, że załoga samolotu zdążyła się katapultować.

Na ten moment nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych i rannych.

Na jednym ze zdjęć opublikowanych w mediach społecznościowych idzie zauważył postać spadochroniarza lecącego nad kula ognia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl, twitter.com

Amerykański bombowiec B-52 w Polsce

Amerykański bombowiec B-52 / Fot. Twitter

  • W poniedziałek 17 października rozpoczęły się manewry Sojuszu Północnoatlantyckiego.
  • Wojskowi realizują scenariusz odstraszania nuklearnego pod nazwą Steadfast Noon.
  • W ćwiczeniach udział bierze 14 państw w tym Polska.
  • Oprócz 60 samolotów różnego typu m.in. myśliwce 4 i 5 generacji, udział biorą bombowce B-52 zdolne do przenoszenia głowic atomowych.
  • Jak podkreślił sekretarz NATO Jens Stoltenberg, Rosjanie muszą wiedzieć, że wojna atomowa nigdy nie może wybuchnąć.
  • Rosjanie zostali wcześniej poinformowani o przeprowadzanych ćwiczeniach w Europie.
  • Zobacz także: Rosja kończy powoli mobilizację. Potwierdzają to kolejne informacje

17 października Sojusz Północnoatlantycki rozpoczął ćwiczenia odstraszania nuklearnego pod nazwą Steadfast Noon, czyli Niezłomne Południe. Manewry były planowane jeszcze przed rosyjską napaścią na Ukrainę.

W ćwiczeniach uczestniczy 14 państw, w tym Polska. W manewrach poleci około 60 samolotów różnych typów, w tym myśliwce czwartej i piątej generacji, a także samoloty nadzoru i tankowce powietrze-powietrze. W ćwiczeniach wezmą udział również amerykańskie bombowce dalekiego zasięgu B-52.

Jak zapewniają dyplomaci, żadna bomba nuklearna nie będzie przenoszona. Ćwiczenia odbędą się w odległości co najmniej tysiąca kilometrów od terytorium Rosji. Moskwa została o nich poinformowana.  

Czytaj więcej: Szwecja. Parlament zatwierdził kandydaturę nowego premiera

Stoltenberg ostrzega Rosję przed wojną atomową

Szef NATO Jens Stoltenberg zapewnia Ukrainę o wsparciu ze strony sojuszu. Jednocześnie ostrzega Władimira Putina.

Rosja wie, że wojna jądrowa to wojna, której nikt nie może wygrać. Jest to wojna, której nie można rozpętać – stwierdził szef NATO. Jakikolwiek atak na infrastrukturę krytyczną państw NATO napotka zjednoczoną i zdeterminowaną odpowiedź

– podkreślił szef NATO Jens Stoltenberg.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Figura Jezusa na podstawie Całunu Turyńskiego

Figura przedstawiająca Człowieka z Całunu Turyńskiego / Fot. Twitter

  • Kilka dni temu w Salamance zaprezentowano figurę przedstawiającą Człowieka z Całunu Turyńskiego.
  • Praca naukowców na odwzorowaniem obrazu z płótna trwała, aż 15 lat, gdyż nie chciano pominąć żadnego detalu.
  • Wielu chrześcijan na świecie uważa, że umęczoną postać na płótnie przedstawia wizerunek Jezusa Chrystusa.
  • Na figurze przedstawiono ślady po biczowaniu i przebity włócznią bok Zbawiciela.
  • Zobacz także: Katamaran “Święty Jan Paweł II” – perła Morza Śródziemnego! [NASZ ARTYKUŁ]

Rzeźbę pokazano w katedrze w Salamance. To bardzo realistyczne odtworzenie ciała Jezusa Chrystusa, które zostało wykonane na bazie danych uzyskanych z badań nad Całunem Turyńskim. Prace trwały 15 lat.

Figura jest wykonana z lateksu i silikonu. Pracowała nad nią grupa artystów pod kierownictwem Alvaro Blanco. Jak podała CNA, w rzeźbie zadbano o dopracowanie każdego szczegółu. Widać wyraźnie ludzkie włosy na całym ciele, piegi, pory, brwi czy rzęsy, ale nade wszystko – obrażenia jakich doznał Pan Jezus w czasie Męki. Nie pominięto żadnego detalu.

Nie mam żadnych wątpliwości, że wizerunek na całunie powstał w wyniku oddziaływania pomiędzy płótnem a ciałem, które zostało nim owinięte

– powiedział amerykański fotograf Barrie Schwortz.

Czytaj więcej: Kasper o niemieckiej drodze synodalnej: “To próba wymyślenia Kościoła na nowo”

Rzeźba “odwiedzi” cały świat

Rzeźba ma pozostać w katedrze w Salamance od czterech do sześciu miesięcy. Następnie uda się w podróż po pięciu kontynentach. Przez najbliższe 20 lat ma podróżować po całym świecie.

Praca naukowców wprawiła świat w podziw. Niestety nie zabrakło też ogromnego hejtu. Na sprawę zwrócił uwagę Paweł Ozdoba, prezes Centrum Życia i Rodziny, który opublikował informację o rzeźbie.

Ten post ma 300 tysięcy zasięgu i 700 komentarzy. Takiego ścieku w komentarzach na Twitterze dawno nie widziałem… Widać postać Pana Jezusa ze zdjęć poniżej musi naprawdę bardzo przypominać Zbawiciela

– podkreślił Paweł Ozdoba z Centrum Życia i Rodziny.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

pch24.pl, twitter.com

Janusz Wojciechowski

Janusz Wojciechowski / Fot. PAP/EPA

Jak donosi “Rzeczpospolita”, Komisja Europejska zamierza wstrzymać praktycznie wszystkie fundusze dla Polski, póki ta nie cofnie ustaw reformujących sądownictwo. Informacje te potwierdza w rozmowie Stefan De Keersmaecker, rzecznik prasowy Komisji Europejskiej.

Z kolei komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski uspokaja Polaków, że naszemu państwu nie grozi wstrzymanie funduszy rolnych i spójności. Powoływał się on tutaj na zapewnienia komisarza ds budżetu Johannes Hahn.

Nie, Polsce nie grozi wstrzymanie funduszy rolnych i funduszy spójności też nie. Potwierdził to stanowczo w imieniu Komisji odpowiedzialny za budżet UE komisarz Hahn 18 września br. stwierdzając brak związku między problemami sądownictwa a prawidłowym wydawaniem funduszy UE.

– podkreślił komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski.

Czytaj więcej: Wiceszef MSWiA: Nie możemy utrzymywać uchodźców w nieskończoność. Będą zmiany?

Rzecznik prasowy KE zabiera głos

Informacje, że Komisja Europejska na razie nie będzie płaciła rachunków za realizowane przez Polskę inwestycje potwierdził rzecznik KE.

W wyniku niespełnienia warunków podstawowych [chodzi o warunek dotyczący reformy sądownictwa Komisja nie może dokonać żadnego zwrotu przedłożonych przez Polskę wydatków, z wyjątkiem pomocy technicznej i działań przyczyniających się do spełnienia warunku podstawowego. Ponadto, o ile warunek podstawowy nie jest spełniony, Komisja może odzyskać zaliczkę przy rocznym rozliczeniu rachunków lub przy zamknięciu 

– powiedział rzecznik Komisji Europejskiej Stefan De Keersmaecker.

Według niektórych opinii instytucje Unii Europejskiej planują nałożyć na Polskę sankcje o większej wartości, niż nałożyły na Rosję.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl, twitter.com

Premier Mateusz Morawiecki

Premier Mateusz Morawiecki / Fot. PAP/Mateusz Marek. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Premier Mateusz Morawiecki zapewnił w poniedziałek, że blisko połowa gospodarstw jest obecnie zabezpieczona pod względem węgla.
  • Zwrócił on jednak uwagę, że część Polaków choć posiada węgiel na “papierze” to jeszcze muszą go otrzymać od samorządowców.
  • W celu przyspieszenia realizacji, wyłamano się z zasady “prawo nie działa wstecz”, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne wszystkim Polakom.
  • Zobacz także: “Rzeczpospolita”: Polska straci środki z polityki spójności i programów regionalnych

W poniedziałek premier Mateusz Morawiecki spotkał się z wojewodami, aby omówić kwestię dystrybucji węgla przez samorządy. Na spotkaniu obecni byli również przedstawiciele ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji wraz z jej szefem Mariuszem Kamińskim.

Głównym tematem poniedziałkowych rozmów był problem dostarczenie ciepła do polskich gospodarstw domowych.

Mamy ciepło systemowe i troszczymy się o to, żeby do elektrociepłowni dotarł węgiel, żeby gaz był możliwy do nabycia. Aczkolwiek mamy także ciepło pochodzące ze źródeł indywidualnych, czyli z pieców

– podkreślił premier.

Czytaj więcej: Arabia Saudyjska zapowiedziała 400 mln dolarów pomocy dla Ukrainy

Węgiel w Polsce

Mateusz Morawiecki zwrócił uwagę, że od kilku miesięcy węgiel ściągany jest do Polski z całego świata. Ma to związek z wprowadzeniem zakazu przywozu do naszego kraju i tranzytu przez terytorium RP węgla i koksu pochodzących z Rosji i Białorusi. 15 kwietnia br. odpowiednią ustawę w tej sprawie podpisał prezydent Andrzej Duda. Przyjęte rozwiązania miały przeciwdziałać wspieraniu rosyjskiej agresji zbrojnej na Ukrainę oraz służyć ochronie polskiego bezpieczeństwa narodowego.

Ilość węgla zgromadzonego w portach sięga około 4 mln ton, a więc nie są to małe ilości. (…) Wiemy, że mniej więcej 50 proc. obywateli ma zabezpieczony węgiel, ale część jeszcze go nie posiada i musimy poprzez samorządy ten węgiel im dostarczyć

– wyjaśnił Mateusz Morawiecki.

Polityk zaznaczył również, iż sprawna koordynacja przy wdrożeniu ustawy węglowej jest niezbędna.

Aby nie czekać na jej wdrożenie (…), ujęliśmy w tej ustawie klauzule działania prawa na korzyść mieszkańców z mocą wsteczną. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest, oczywiście, ogólna zasada, że prawo nie działa wstecz, ale tam, gdzie ono działa na korzyść, może zadziałać wstecz

– zaznaczył szef polskiego rządu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, facebook.com

Autobus MZK

Autobus MZK / Fot. Wikimedia Commons

Sytuacja ekonomiczna branży komunikacji miejskiej i budżetowa samorządów jest dramatyczna. Dyrektor ds. rozwoju Izby Gospodarczej Komunikacji Marcin Żabicki, powiedział, że branża z przerażeniem patrzy w przyszłość. Zwrócił uwagę, że kryzys energetyczny i rosnące koszty są ważnym czynnikiem wpływającą na sytuację transportu zbiorowego.

Sytuacja ekonomiczna nie tylko samej branży komunikacji miejskiej, ale w ogóle budżetowa samorządów jest dramatyczna. Nie wiemy, jak to się ułoży do końca roku i z przerażeniem patrzymy na przyszłoroczne budżety. To może być bardzo trudny czas. Im gorsza sytuacja finansowa samorządów, tym gorsza pozycja transportu publicznego. To oczywista zależność

– poinformował Marcin Żabicki.

Dyrektor ds. rozwoju Izby Gospodarczej Komunikacji dodał, że w wielu miastach i gminach trwa dyskusja na temat sposobu oszczędzania energii. Testuje się m.in. zamykanie basenów, ogranicza się kursowanie autobusów i tramwajów, a także w niektórych miastach wyłącza się latarnie. Głównie, przez ograniczenie kursów komunikacji miejskiej należy spodziewać się podwyżki cen biletów.

Jeżeli koszty wzrosły, to i cena produktu rośnie. Można dyskutować w jakim stopniu. Jeżeli bilet kosztował 4 zł i będzie nagle kosztować 4,5 zł, to z punktu widzenia matematyki jest to dużo. Natomiast czy nasi pasażerowie zbiednieją, płacąc 50 groszy więcej za bilet? Szczególnie, że te rzeczy można regulować, podwyższając ceny biletów jednorazowych, a ceny biletów okresowych pozostawić na tym samym poziomie. Wprowadzone rozwiązania powinny zależeć od specyfiki każdego miasta

– wyjaśnił dyrektor ds. rozwoju Izby Gospodarczej Komunikacji.

Zdaniem Marcina Żabickiego, nawet w sytuacji kryzysowej samorządy powinny walczyć o to, aby komunikacja miejska była sprawna.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Szojdu dalej komentuje orędzie Putina

Prezydent Rosji Władimir Putin i szef resortu obrony Siergiej Szojgu / Fot. Twitter

  • Po prezydencie Władimirze Putinie, teraz burmistrz Moskwy Siergiej Sobianin potwierdza, ze częściowa mobilizacja w Rosji dobiega końca.
  • W poniedziałek po południu mają zostać zamknięte punkty poboru wojskowego.
  • Instytutów Studiów nad Wojną uważa, że 1 listopada ma natomiast ruszyć jesienny pobór do wojska, który został odroczony przez mobilizację.
  • Zobacz także: Arabia Saudyjska zapowiedziała 400 mln dolarów pomocy dla Ukrainy

Burmistrz Moskwy Siergiej Sobianin informuje, że w poniedziałek po południu zamknięte zostaną punkty poboru wojskowego w mieście. Jak podaje polityk, ogłoszona ponad miesiąc temu częściowa mobilizacja, zostanie dzisiaj w Moskwie zakończona.

W ostatniej analizie Instytutu Studiów nad wojną think-tank podał, że prezydent Władimir Putin ogłosił w ubiegły piątek zakończenie w przeciągu ok. dwóch tygodni trwającej obecnie częściowej mobilizacji.

W tym samym czasie zacznie się odroczony wcześniej jesienny pobór. ISW przypomina, że Putin wcześniej przełożył pobór z 1 października na 1 listopada, prawdopodobnie dlatego, że komisje uzupełnień zajęte były mobilizacją.

Putin chce więc zapewne zatrzymać albo zakończyć swoją częściową mobilizację, aby uwolnić zasoby biurokratyczne na rzecz poboru.

– twierdzi Instytut Studiów nad Wojna.

Przypomnijmy, że ogłoszona we wrześniu mobilizacja, określana przez władze na Kremlu jako częściowa, zakładała wcielenie do armii ok. 300 tys. osób.

Czytaj więcej: Marsz Niepodległości 2022. Bąkiewicz: “Wielka Polska w oczach przodków jest konieczna” [+WIDEO]

Kolejne ataki rakietowe na Kijów

Tymczasem w poniedziałek rano w stolicy Ukrainy doszło do kolejnego rosyjskiego ataku. Rosjanie zaatakowali Kijów za pomocą dronów kamikaze.

Informację o ataku przekazał szef sztabu prezydenta Ukrainy Andrij Jermak. Ukraiński urzędnik domaga się od zachodnich sojuszników dostarczenia bardziej zaawansowanych systemów obrony powietrznej, aby przeciwdziałać tego typu atakom.

Rosjanie myślą, że im to pomoże, ale te działania wyglądają na desperację. Jak najszybciej potrzebujemy więcej systemów obrony przeciwlotniczej. Nie mamy czasu na bezczynność. Potrzebujemy więcej broni, aby chronić niebo i zniszczyć wroga

– wyjaśnił szef sztabu ukraińskiego prezydenta Andrij Jermak.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, twitter.com