Jak informują zagraniczne media Aleksiej Nawalny miał zostać po raz drugi otruty przez rosyjskie służby. Według brytyjskiego dziennika “Times” miało się to stać tuż przed przetransportowaniem antykremlowskiego opozycjonisty do berlińskiego szpitala. Moskwa zaprzecza medialnym doniesieniom o próbie zamordowania Nawalnego.

Zagraniczne media powołując się na swoich informatorów z niemieckich służb wywiadowczych mówią o drugim otruci Aleksieja Nawalnego środkiem paralityczno-drgawkowym. Zdaniem brytyjskiego “Times” rosyjski wywiad miał zmusić jednego z lekarzy ze szpitala w Omsku do podania tego środka, gdy antykremlowski działacz polityczny znajdował się w nim po pierwszej próbie morderstwa.

Zobacz także: Lubelskie lodowisko ominęło obostrzenia związane z koronawirusem

Rosyjski opozycjonista przeżył pierwszą próbę dzięki pomyłce domniemanych zabójców, którzy podali mu atropinę – działa ona jak odtrutka na podany mu specyfik i przedłużyła ona stan śpiączki – “Toksyny wolniej rozkładały się wątrobie” – tłumaczył ekspert od toksykologii z Uniwersytetu Leeds Alastair Hay.

Zamach na Aleksieja Nawalnego

Należy przypomnieć, że do zamachu na życie Aleksieja Nawalnego doszło 20. sierpnia. Wówczas na pokładzie samolotu lecącego z Tomska na Syberii do Moskwy rosyjski opozycjonista poczuł się źle, tracąc przy tym przytomność.

Po wylądowaniu natychmiast przewieziono go karetką do szpitala w Omsku, gdzie samolot wylądował awaryjnie. Dwa dni później na wyraźne żądanie rodziny został przetransportowany do berlińskiej kliniki Charite. Tam został poddany szczegółowym badaniom i leczeniu. W tamtejszym szpitalu spędził 32. dni, w tym 24 doby na oddziale intensywnej terapii.

Według rządu RFN istnieją dowody na próbę zamordowania opozycjonisty środkiem bojowym z grupy Nowiczok, opracowanym w Rosji. Berlin poinformował, że wykazały to testy przeprowadzone w Niemczech, Francji i Szwecji. Zachód zażądał od Rosji wyjaśnień w tej sprawie. Unia Europejska zdecydowała się na nałożenie sankcji.

Władze Rosji twierdzą, że nie ma dowodów na próbę zamordowania Nawalnego, Kreml zaprzeczył też jakiemukolwiek swemu zaangażowaniu w sprawę. Zdaniem kremlowskiej policji stan Nawalnego mógł pogorszyć się na skutek chronicznego zapalenia trzustki.

onet

Dodano w Bez kategorii

/ fot. NASA

Jak donoszą naukowcy na Marsie może być mniej wody niż dotąd przypuszczano. Nowe ustalenia mogą mieć wpływ na poszukiwanie ewentualnej formy życia oraz przede wszystkim na przyszłe załogowe misje na Czerwoną Planetę.

Według nowych analiz zdjęć Marsa przypuszcza się, że na tej czwartej planecie od Słońca może znajdować się mniej miejsc z wodą solankową niż dotychczas sądzono. Aktualna mapa powstała na bazie tempa parowania solanki oraz po przeanalizowaniu danych na temat marsjańskiej pogody.

Zobacz także: [WIDEO] Ataki na „polskie” sklepy porachunkami migrantów? Kolejny wybuch

Amerykańscy naukowcy uwzględniają solanki – roztwór wody i różnych soli, jako dobry materiał do analizy dzięki swoim właściwościom fizycznym. Bowiem ich parowanie odbywa się w wyższych temperaturach, a zamarzanie w wyższych aniżeli cząsteczki zwykłej wody.

“Chodziło o spojrzenie na wszystkie te właściwości jednocześnie, zamiast pojedynczo. Potem stworzyliśmy mapę uwzględniającą wszystkie te procesy naraz” – wyjaśnił prof. Vincent Chevrier z Arkansas Center for Space and Planetary Sciences.

Naukowcy o solankach na Marsie

Zdaniem profesora Chevriera uzyskanie pełniejszych analiz terenów Czerwonej Planety jest zawsze trudnym zadaniem – “Najważniejszy wniosek jest taki, że jeśli nie uwzględni się wszystkich procesów jednocześnie, zawsze przeceni się stabilność solanek. Takie są realia tej sytuacji ” – powiedział.

Zdaniem ekspertów najlepszym miejscem do powstawania solanek istnieją w zakresie od średnich do wysokich szerokości geograficznych Marsa oraz w jego głębokich kraterach. Nie wyklucza się ich obecności na równiku. Tutaj istnieje możliwość ich występowania płytko pod powierzchnią. Solanki mogą przetrwać do 12 godzin, tylko w najbardziej sprzyjających warunkach.

Vincent Chevrier podkreślił, że nie ma w całym Układzie Słonecznym lepszych warunków to tak długiego okresu przetrwania solanek. Sama woda będzie bardzo potrzebna do przetrwania przyszłych załogowych misji na Marsa.

rmf24

Dodano w Bez kategorii

Po rozmowie telefonicznej pomiędzy premierem Borisem Johnsonem, a przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen ogłoszono prowadzenie dalszych negocjacji w sprawie umowy handlowej. Wielka Brytania od 1. stycznia całkowicie opuści szeregi Unii Europejskiej. W ostatnim czasie doszło do wielu rozmów z obu stron, aby ustalić nowe warunki współpracy.

Trwają dalsze rozmowy pomiędzy rządem brytyjskim, a Komisją Europejską w sprawie jednej z ważniejszych umów, która będzie regulowała stosunki handlowe. Dzisiaj rano odbyła się również rozmowa telefoniczna Borisa Johnsona z Ursulą von der Leyen.

“Odbyliśmy dziś rano bardzo użyteczną rozmowę telefoniczną. Omówiliśmy główne nierozwiązane kwestie. Nasze zespoły negocjacyjne w ciągu ostatnich dni pracowały dzień i noc. I pomimo wyczerpania po prawie roku negocjacji, pomimo tego, że terminy wiele razy nie zostały dotrzymane, uważamy, że w tym momencie odpowiedzialne jest, aby podjąć dodatkowy wysiłek” – czytamy w oświadczeniu podsumowującym.

Zobacz także: Godek: Popsuliśmy szyki ludziom, którzy chcą pomagać w zabijaniu dzieci

Wielka Brytania po nowym roku opuści struktury Unii Europejskiej co wiąże, że z zakończeniem obowiązujących w ramach Wspólnoty wszelkiego typu porozumień – “Upoważniliśmy naszych negocjatorów do kontynuowania rozmów i sprawdzenia, czy uda się osiągnąć porozumienie nawet na tak późnym etapie”.

Jeszcze w środę podczas osobistego spotkania Premiera Wielkiej Brytanii oraz Przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen ustalono termin podjęcia ostatecznej decyzji. Boris Johnson oświadczył wówczas, że istnieje spore ryzyko fiaska porozumienia. Ostatecznie po porannej rozmowie zdecydowano się na kontynuację negocjacji.

Wielka Brytania tuż przed odejściem z UE

Brytyjskie media zauważyły, że tym razem Johnson i von der Leyen inaczej niż w środę, gdzie wydano dwa osobne oświadczenia, podsumowali swoja rozmowę telefoniczna we wspólnym komunikacie. Zdaniem ekspertów sytuacja ta kładzie cień szansy na pozytywny przebieg dalszych rozmów.

Z kolei przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel zapewnił w niedzielę, że UE nie straci opanowania na ostatnim etapie rozmów z Wielką Brytanią oraz że nie ma rozdźwięków pomiędzy poszczególnymi państwami członkowskimi. Podkreślił też, że UE chce utrzymania bliskich relacji z Wielką Brytanią, ale chce także chronić jednolity rynek unijny.

Brak porozumienia przed 31 grudnia 2020 roku, kiedy skończy się okres przejściowy po brexicie, oznacza, że od przyszłego roku handel między Wielką Brytanią a UE będzie odbywał się na ogólnych zasadach Światowej Organizacji Handlu, czyli będą mogły być stosowane cła, kwoty ilościowe i inne bariery.

interia

Dodano w Bez kategorii

Fot. Paweł Kubala / Fot. Paweł Kubala

– Zupełnie tego nie rozumiem. Skoro możemy chodzić do sklepów i stać sobie na plecach w kolejkach to dlaczego nie możemy siedzieć przy stolikach w restauracji? – uważa Jerzy Andrzejewski, właściciel „Prawdziwego Kebabu u Prawdziwego Polaka”.

Zdaniem przedsiębiorcy “mogłoby się to odbywać z zachowaniem wszystkich obostrzeń sanitarnych, tak jak to było latem”. Jak zaznacza, jego firma zanotowała „bardzo duży spadek obrotów”. Poszczególne lokale nie są w stanie zarobić nawet na swoje utrzymanie.

Andrzejewski krytykuje też zdalną naukę. – Parę lat temu powiedziałem, że jeśli studenci odejdą, to Lublin umrze i właśnie teraz obserwujemy takie powolne umieranie miasta. Dlatego bardzo cieszę się, że kilka uczelni deklaruje już powrót do normalnej nauki. I dobrze, bo zdalnie to można sobie pograć, a nie się pouczyć – ocenia.

Zobacz także: Lubelskie lodowisko ominęło obostrzenia związane z koronawirusem

Właściciel „Prawdziwego Kebabu u Prawdziwego Polaka” uważa, że w obecnej sytuacji wszyscy, dotychczas konkurujący ze sobą przedsiębiorcy, powinni się nawzajem wspierać. – Musimy sobie pomagać, bo wszyscy uczciwie pracujący restauratorzy jesteśmy w tak samo trudnej sytuacji. Musimy się wspierać. Konkurencja nie jest niczym złym. Jest dobra, bo dzięki niej musimy dbać o poziom i jakość świadczonych usług – podkreśla. – Obawiam się, że wszyscy właściciele lokali o wielkości 200-300 mkw. za dwa-trzy miesiące przestaną istnieć – stwierdza.

– Bardzo dużo pracuję. Boleję jednak nad tym, że się nie rozwijam, a wręcz trochę się uwsteczniam – zauważa Andrzejewski. Jak zaznacza, nie skorzystał z tzw. tarcz antykryzysowych. – Nie miałem takiej możliwości. Działalność zaczynałem jako spółka cywilna i dopiero w kwietniu 2019 r. firma stała się spółką z ograniczoną odpowiedzialnością. Żeby móc skorzystać z tarczy musiałoby się to stać w marcu. Dlatego nie dostałem ani grosza. Ale nie poddaję się. Walczę – mówi.

dziennikwschodni.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Caviar

Rosyjska firma Caviar, znana z tego, że przygotowuje i sprzedaje ekstrawaganckie wersje iPhone’ów zaprezentowała nowy produkt. To iPhone 12 Pro ze srebrnym lub złotym logiem, do którego dołączono fragment ubrania Steve’a Jobsa.

Przedsiębiorstwo nadało swojej modyfikacji nazwę “Jobs 4”. Wcześniej Caviar oferował już m.in. iPhone’a XS z wbudowanym mechanicznym zegarkiem i iPhone’a X z panelem słonecznym. Niewątpliwie rosyjska firma specjalizuje się w gadżetach dla bogatych.

Zobacz także: PILNE! YouTube zablokował Mediom Narodowym możliwość zarabiania. Kanał może upaść bez wsparcia widzów

Osoby chcące stać się posiadaczami wyjątkowego modelu Iphone’a muszą głębiej sięgnąć do kieszeni. Najtańszy wariant, biały, z logiem wykonanym ze srebra próby 925, kosztuje 6490 dolarów. Złota edycja, zawierająca elementy z 18-karatowego złota i 128 GB miejsca na dane, kosztuje z kolei 8910 dolarów.

Podpis Steve’a Jobsa na obudowie iPhone’a i… buty

To nie jedyne modyfikacje w iPhone’ach dla ekstrawaganckich. Caviar dodał do obudowy także podpis Steve’a Jobsa, jak również napis „Think Different”, czyli słynny niegdyś slogan marketingowy Apple. Co ciekawe, sam Jobs nie lubił umieszczać swojego podpisu na produktach. Jego zdaniem w ten sposób przypisywałby sobie zasługi wszystkich osób, które nad nimi pracowały. Tego nie chciał robić. Jednak dla rosyjskiej firmy nie miało to znaczenia.

Jakby tego było mało, Caviar zaprezentował również buty z fragmentem ubrania Steve’a Jobsa. Można je zakupić za cenę 1830 dolarów.

tabletowo.pl, myapple.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Pixabay

Miejskie lodowisko Iceamania w Lublinie od dziś jest dostępne dla wszystkich klientów. A w zasadzie nie dla klientów, bo byłoby to złamanie obostrzeń związanych z koronawirusem, ale dla… uczestników zajęć sportowych.

Zgodnie z zarządzeniami władz, nie można udostępniać obiektów sportowych klientom. Właściciele mogą natomiast organizować tam zawody sportowe bez udziału publiczności, a także zorganizowane zajęcia sportowe.

Nagle, w różnych miejscach Polski wzrosła ilość organizowanych “zawodów sportowych”. Jednak lubelskie lodowisko postawiło na inne rozwiązanie. Od dzisiaj każdy klient… to znaczy uczestnik zamiast biletu wstępu na lodowisko kupuje usługę „nauki i doskonalenia jazdy na łyżwach”. W miejsce godzin otwarcia powstał „grafik zajęć”.

Zobacz także: Restaurator sprzedaje dom by ratować pracowników. Krytykuje Morawieckiego

Na tafli lodowiska pojawił się specjalny instruktor. W razie potrzeby może udzielać każdemu chętnemu porad związanych z doskonaleniem jazdy na łyżwach.

Każdy chętny może zarezerwować zajęcia poprzez stronę internetową icemania.lublin.eu. Nie będzie prowadzona sprzedaż w kasach na miejscu. Chodzi o to, by nie gromadzili się ludzie w kolejkach.

Podczas zorganizowanych zajęć sportowych obowiązują nieco inne zasady, niż dotychczas w trakcie korzystania z niego przez klientów. W jednym momencie na tafli będzie mogło przebywać maksymalnie 150 osób. Dotychczas było to 300, a więc dwa razy więcej. Będą też dłuższe przerwy. To wynika z potrzeby dezynfekcji obiektu. Z kolei sprzęt z wypożyczalni jest odkażany po każdym kliencie.

dziennikwschodni.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Media informują o kolejnym, już czwartym wybuchu w sklepach z polską żywnością w Holandii. Te ataki skomentowała korespondentka Mediów Narodowych w Holandii, red. Ewa Żyźniewska. – Przyczyna tych ataków jest oficjalnie nieznana. Trwa śledztwo, bo to jest zbyt świeża sprawa, żeby osądzić, co tak naprawdę tam zaszło. Mogę podejrzewać, że to były jakieś porachunki pomiędzy społecznością kurdyjsko-irańską – powiedziała na antenie.

Jak już informowaliśmy, prowadzone pod swojsko brzmiącymi nazwami sklepy są własnością migrantów z Iraku, Kurdów. – Właściciele promują się jak mogą. Sprzedają polską żywność, więc te sklepy są nazywane polskimi. Tak też do wiadomości podały media holenderskie, że to polskie supermarkety. Ta nazwa poszła w świat – podkreśliła red. Żyźniewska. Jak podały polonijne media z Holandii ekspansja przedsiębiorczych Kurdów rozpoczęła się od Dilmana Abdullaha, który około dziesięciu lat temu otworzył hurtownię w Wielkiej Brytanii, w Doncaster. W 2012 roku otworzył w Hadze „polski supermarket” pod nazwą „Groszek XL”.

– Kto jest bardziej uświadomiony to idzie kupować u Polaków, ale są też tacy Polacy, którzy kupują u Kurdów dlatego, że te sklepy są bardzo dobrze przez nich zaopatrzone. To już jest sieć sklepów kurdyjskich w Holandii. Te sklepy, które spłonęły właśnie należały od irackich Kurdów, a właściwie dwa sklepy do jednego właściciela. Możemy podejrzewać, że to sprawa jakichś porachunków – podkreśliła.

Kolejne ataki. Przyczyną migracyjna polityka UE?

Dziennikarka przedstawiła też więcej szczegółów o kurdyjskiej społeczności w Holandii. – Większość tej społeczności jest wyznania chrześcijańskiego. To nie są muzułmanie. Być może ataki są na tym właśnie tle – powiedziała. – Może Turcy, którzy też prowadzą sklepy, się z nimi rozprawiają. Może te sklepy są tylko jakąś przykrywką do interesów. Tego nie wiemy. Wiemy, że bardzo dobrze działają w Holandii np. mafie marokańskie – stwierdziła.

Zdaniem red. Ewy Żyźniewskiej obecna sytuacja jest rezultatem migracyjnej polityki UE. – Unijna dyktatura sprowadziła do Holandii cudzoziemców, którzy działają we własny sposób, niekoniecznie w europejski. Niekoniecznie posługują się wartościami europejskimi, takimi jak my się posługujemy, tylko we własny sposób rozwiązują swoje porachunki, co właśnie widać na przykładzie tych sklepów – podkreśliła.

Dodano w Bez kategorii

/ Screen/YT

Internetowy serwis You Tube zablokował możliwość zarabiania kanałowi Media Narodowe. Oficjalnym powodem są “szkodliwe treści”.

KANAŁ MEDIÓW NARODOWYCH JEST POWAŻNIE ZAGROŻONY. WESPRZYJ CYKLICZNIE – TUTAJ

Zdaniem You Tube prezentowane przez Media Narodowe treści “skupiają się na kwestiach kontrowersyjnych i są szkodliwe dla widzów”. Nie wskazano żadnego konkretnego materiału. Można tylko spekulować. To wszystko przypomina słynną scenę z filmu Barei: “Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”.

Jednocześnie internetowy gigant oczekuje, że Media Narodowe wprowadzą “zmiany na swoim kanale na podstawie naszej (tj. You Tube – red.) opinii”. Niedawno świętowaliśmy przekroczenie liczby 200 tys. subskrybentów. Z tej okazji został uruchomiony kanał “Media Narodowe EXTRA”. Amerykański portal postanowił z tej okazji przysłać dość specyficzny prezent w postaci odcięcia jednego ze źródeł zarobków.

You Tube i inni giganci cenzurują debatę publiczną

Media Narodowe to nie jedyne prawicowe medium, które ma na pieńku z portalem należącym do Google. – Masakra, nam są winni pieniądze od blisko roku – napisał red. Marcin Rola z wRealu24, komentując informacje o problemach naszego kanału.

Największe media społecznościowe wykorzystują swoją pozycję do cenzurowania debaty publicznej. Przykłady się mnożą. Choćby ostatnio informowaliśmy o zablokowaniu przez Twitter profilu prawicowego portalu. Pod koniec listopada natomiast Facebook nie pozwalał swoim użytkownikom na umieszczanie linków do strony katolickiej fundacji. Po nagłośnieniu sprawy m.in. przez nasz portal, cenzura została nagle wycofana.

Media Narodowe nie są skazane na opieranie się o widzimisię internetowych gigantów. Każda osoba dobrej woli może nas wesprzeć – szczegóły w tym linku.

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Jak informowaliśmy w zeszłym tygodniu, Fundacja Życie i Rodzina prowadzi akcję blokowania aborcyjnej infolinii. Teraz sprawę skomentowała Kaja Godek na antenie Mediów Narodowych. – Doszliśmy do wniosku, że trzeba działać, że nie można być biernym – wyjaśniła.

Liderka Fundacji Życie i Rodzina poinformowała, że najnowsza inicjatywa powstała jako reakcja na to, co działo się podczas “Strajków Kobiet”. – Nie myśleliśmy o tym wcześniej. Wpadliśmy na ten pomysł widząc, że numer telefonu, pod którym doradza się, jak zabić dziecko, jest bardzo szeroko kolportowany po całej Polsce podczas proaborcyjnych strajków. Był wypisywany na chodnikach, na elewacjach kościołów, feministki pisały sprejem ten telefon w wielu miejscach. Doszliśmy do wniosku, że trzeba działać, że nie można być biernym – podkreśliła. – Wiemy też, że niektórzy decydują się na złożenie zawiadomienia do prokuratury o tym, że istnieje taki telefon – zaznaczyła Kaja Godek.

Działaczka pro-life zwróciła uwagę na problem bierności społeczeństwa i państwa. – Wczoraj feministki na swoim profilu chwaliły się, że działają już rok. Widzimy bierność po stronie organów państwa. Z drugiej strony, w tym momencie przez naszą akcję blokowania telefonu uruchomiono ogromny potencjał społeczny. Lewica jak zwykle karmi się biernością środowisk konserwatywnych – podkreśliła. – Postanowiliśmy zmobilizować ludzi, zrobić to w sposób maksymalnie profesjonalny, zrobić dyżury osób, które w określonych godzinach dzwonią – powiedziała.

Godek: Państwo jest bierne, Uruchomiliśmy potencjał społeczny

“Aborcyjny Dream Team” przez rok działalności zarobił już około 2 miliony złotych, o czym pisaliśmy szerzej w niedawnym artykule. Pod przykrywką pomocy kobietom odbywa się bardzo dochodowy biznes.

Jaki jest cel akcji Fundacji Życie i Rodzina? Jak wyjaśniła Kaja Godek, ludzie “dzwonią po to, żeby może przemówić do sumień tych osób, które tam pracują, a nawet jeśli się to nie uda to, żeby po prostu blokować linię, żeby tam się nie dodzwoniła kobieta, która naprawdę chce zabić dziecko i nie dostała się pod wpływ propagandy aborcyjnej”. – Funkcją organizacji społecznej jest zawsze uruchamianie tego potencjału i tutaj bardzo dobrze się to udało zrobić. Mnóstwo osób zapisało się na formularz i już kilkaset osób obstawia ten telefon – powiedziała.

– Są sygnały ze strony “Aborcyjnego Dream Teamu”, że im to strasznie przeszkadza, że one zdają sobie sprawę z tego, że tracą możliwość doradzenia tego, jak zabić dziecko. A przecież po to one ten telefon postawiły, żeby takich porad udzielać – zwróciła uwagę Godek. – Nie chodzi o to, żeby komuś robić na złość – wyjaśniła. – Jednak z satysfakcją przyjmujemy te głosy dlatego, że one pokazują, że to jest skuteczna akcja, że ludzie zadziałali w sposób prawidłowy, że wystarczyło, by nasza strona przestała być bierna i popsuliśmy szyki ludziom, którzy chcą pomagać w zabijaniu dzieci – podkreśliła.

Całość rozmowy można obejrzeć poniżej:

Dodano w Bez kategorii

Centrum Życia i Rodziny wystosowało apel do prezesa TVP Jacka Kurskiego. Sprzeciwia się w nim występowi w koncertach kolęd emitowanych przez państwowego nadawcę wykonawców, którzy wcześniej poparli proaborcyjny i antykatolicki “Strajk Kobiet”. Pod apelem mogą też podpisywać się internauci.

Apel do prezesa TVP na stronie swietabezpioruna.pl podpisało już kilka tysięcy internautów – wynika z informacji podanych przez “Radio Maryja”. Jak podaje Centrum Życia i Rodziny, “wśród artystów, którzy wsparli tzw. strajk kobiet, a zarazem mają towarzyszyć Polakom podczas świątecznych koncertów, znajdują się m. in. Maryla Rodowicz, Anna Wyszkoni, zespół Blue Cafe, zespół Pectus, Margaret, Natasza Urbańska, Justyna Steczkowska, a także Ewelina Lisowska, Kasia Moś, Beata Kozidrak oraz Natalia Szroeder”.

Sygnatariusze apelu “stanowczo domagają się wycofania emisji tych koncertów lub usunięcia z nich fragmentów z występami artystów zaangażowanych w popieranie tzw. strajku kobiet”. Na razie nie było odpowiedzi władz TVP w tej sprawie.

TVP nie przestrzega ustawowej misji nadawcy publicznego?

W apelu podkreślono, że hasłem “Strajku Kobiet” “jest prymitywny bluzg, a do metod działania zaliczają się zakłócanie Mszy świętych, dewastowanie miejsc kultu religijnego, pomników, a nawet grobów”. Przypomniano również, że że do ustawowej misji nadawcy publicznego należy „respektowanie chrześcijańskiego systemu wartości”, „zwalczenie patologii społecznych” czy „rozwój kultury”. Podkreślono, że kłóci to się z ideami proaborcyjnych manifestacji.

Zobacz także: Milionowe zarobki polskich aborcjonistów. Żerują na niewiedzy kobiet

“Boże Narodzenie to dla wierzących święto narodzin Jezusa, które dokonały się wbrew wszelkim przeciwnościom. Rodzinne wykonywanie pieśni opowiadających tajemnicę Wcielenia jest jednym z najbardziej żywych przejawów celebrowania tego święta.(…) Trudno zrozumieć decyzję o powierzeniu zaszczytu występów w tak ważnych dla Polaków miejscach osobom jawnie sprzeciwiającym się dziedzictwu wiary i wywodzących się z niego tradycjom. Nie można nie odczuwać niesmaku, patrząc jak artyści bezceremonialnie kontestujący chrześcijańską spuściznę, są następnie publicznymi pieniędzmi wynagradzani za jej odtwarzanie. Nie sposób nie potraktować tego jak policzka wymierzonego poważnie traktującym swoją wiarę i tradycje” – można przeczytać w apelu.

swietabezpioruna.pl, radiomaryja.pl

Dodano w Bez kategorii