/ Fot. Policja Rochester

Policjanci z Rochester w stanie Nowy Jork w USA zostali wezwani do kłótni rodzinnej. Zdecydowali się zatrzymać… dziewięciolatkę. Dziewczynka nie wykonywała ich poleceń. W związku z tym funkcjonariusze zdecydowali się użyć środki przymusu bezpośredniego: zakuli ją w kajdanki i spryskali gazem.

Ostra interwencja wywołała ogromne kontrowersje i została skrytykowana zarówno przez lokalne media, jak i władze. Burmistrz Rochester Lovely Warren poleciła szefowi policji przeprowadzenie pełnego i dokładnego dochodzenia. Oczekuje ona na raport w tej sprawie, który ma przygotować rada odpowiedzialna za działalność policji miejskiej. Po tym jak funkcjonariusze policji spryskali gazem dziewczynkę, musiała ona trafić do szpitala. Jednak niedługo później została z niego zwolniona.

Podczas szamotaniny mundurowych z dziewięciolatką doszło do dość kuriozalnej wymiany zdań. – Zachowujesz się jak dziecko – powiedział jeden z funkcjonariuszy. – Jestem dzieckiem – z płaczem odpowiedziała dziewczynka.

Zobacz także: Katolicka fundacja chce wesprzeć wszystkie Domy Samotnej Matki w Polsce. Prosi o wsparcie

– Nie zamierzam mówić wam, że spryskanie gazem pieprzowym dziewięciolatki jest w porządku. Tak nie jest. (…) Nie uważam, że takimi jesteśmy jako policja. Upewnimy się, że podobne rzeczy się nie powtórzą – oświadczyła p.o. szefowej policji w Rochester Cynthia Herriott-Sullivan.

– Nie ma usprawiedliwienia dla tego, co się wydarzyło – podkreślił zastępca szefa policji, Andre Anderson. Stwierdził też, że funkcjonariusze otrzymali informacje, że dziewczynka ma “myśli samobójcze”, mówiła rzekomo, że chce się zabić i chce zabić swoją mamę. Próbowała uciec przed funkcjonariuszami, którzy usiłowali udzielić jej pomocy.

polsatnews.pl

Dodano w Bez kategorii
Laptop.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. unsplash.com

W starożytnym Rzymie jedną z największych kar było „wymazanie z pamięci” (memoria damnata – termin damnatio memoriae stworzył na opisanie tej procedury E. Varner w 1689 r.) – zwłaszcza że, jak wierzono, po śmierci człowiek mógł trwać tak długo, jak długo żył w pamięci żyjących. Osoba skazana przestawała oficjalne istnieć, a na taki los mogli liczyć ci, którzy za życia dopuścili się największych zbrodni (perduellio lub crimen maiestatis). Cała pamięć i wszelkie znamiona istnienia takiej osoby (inskrypcje, pisma, majątek, dokumenty, podobizny, etc.) były niszczone, a dzień urodzin skazanego stawał się dies nefestus (dniem złowrogim).

Przypomniana mi się ta starożytna procedura (zasadniczo używana i po upadku Rzymu), ilekroć trafiam na kolejną wzmiankę o kimś, kto, po raz kolejny, powiedział coś szokującego bądź zachował się skandalicznie. Media z każdej strony mówią o tej osobie, świadomie bądź nie, wpisując się w sposób rozpowszechnienia informacji określany mianem publicity (w skrócie – nie ważne, jak mówią, byleby mówili). Im głośniej ktoś wypowiada słowa potępienia, tym większy staje się rozgłos (iam fama nimium fecit). Z czasem zapomina się o tym, co ktoś powiedział, ale pozostaje w pamięci osoba, która słowa wypowiadała. Cicha promocja wartości przeciwnych. A gdyby tak skazać takiego człowieka na zapomnienie?

Zobacz także: Katolicka fundacja chce wesprzeć wszystkie Domy Samotnej Matki w Polsce. Prosi o wsparcie

Może najlepszym wyjściem będzie milczenie? Spadną „zasięgi”, a z tym i rozpoznawalność ludzi grających na negatywnych emocjach. Prawdą jest, że pewne sprawy należy napiętnować, a oczywiste błędy wytknąć, jednak należy w tym znaleźć umiar. Mój spowiednik przytoczył mi pewnego razu przykład koszuli. Jeśli komuś urwie się w koszuli guzik, to nie będzie ten ktoś od tej pory uważał, aby ponownie się inny guzik nie urwał, tylko przyszyje nowy. Pozytywne działanie, czyli praca organiczna. Zapomnijmy o ostentacyjnie urywanych guzikach innych osób, doszywajmy nowe i pokazujmy innym, jak to robić. Może w ten sposób, powoli i z mozołem, „odzyskamy” pokolenia, które coraz lepiej czują się bez guzików?

Daniel Marek

Dodano w Bez kategorii
Obrazek ilustracyjny

Obrazek ilustracyjny / Fot. Pixabay

Wokół wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej funkcjonuje wiele niezgodnych z prawdą twierdzeń. W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy stwierdzające m.in., że wyrok ten rzekomo nie zmienia stanu prawnego w Polsce lub też, że wpływa na inne przesłanki dopuszczalności przerywania ciąży. Liczne wprowadzające w błąd informacje związane z tą sprawą mogą prowadzić do nacisków wobec lekarzy i władz szpitali, zmierzających do wymuszenia przeprowadzania aborcji na podstawie uchylonego przepisu. W związku z tym, Instytut Ordo Iuris przekazał do dyrekcji placówek medycznych memorandum mające na celu rozwianie wątpliwości interpretacyjnych dotyczących wyroku TK i jego skutków.

PRZECZYTAJ MEMORANDUM – LINK

Niezgodne ze stanem faktycznym jest twierdzenie, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 1/20, opublikowany w Dzienniku Ustaw 27 stycznia 2021 r., miałby być rzekomo pozbawiony mocy obowiązującej. Zgodnie z art. 190 ust. 1 Konstytucji RP, orzeczenie to jest powszechnie obowiązujące i ostateczne. Ponadto, wyrok zapadł większością głosów sędziów orzekających w sprawie, zatem nie wpływają na jego moc prawną zarzuty co do obsady niektórych stanowisk sędziowskich Trybunału. Nawet bowiem nieuwzględnienie głosów sędziów, których status jest kwestionowany, nie wpłynęłoby na treść wydanego rozstrzygnięcia. Co więcej, Konstytucja w art. 190 ust. 3 podkreśla, że wyroki TK wchodzą w życie z dniem ogłoszenia w Dzienniku Ustaw i w tym dniu traci moc obowiązującą przepis ustawy uznany za niekonstytucyjny. Trybunał nie skorzystał z możliwości określenia innego terminu utraty mocy przepisu dopuszczającego przerwanie ciąży w oparciu o przesłankę eugeniczną, w związku z czym art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży przestał obowiązywać 27 stycznia 2021 r.

Przejawem dezinformacji jest również stwierdzenie o domniemanym braku możliwości „ścigania” lekarzy wykonujących aborcję eugeniczną po wejściu w życie wyroku, jak również groźba pociągania do odpowiedzialności medyków odmawiających uśmiercenia nienarodzonego dziecka na podstawie uchylonego przepisu ustawy o planowaniu rodziny. Art. 152 Kodeksu karnego przewiduje bowiem odpowiedzialność karną za przeprowadzenie aborcji z naruszeniem przepisów wspomnianej ustawy. W treści uzasadnienia wyroku Trybunał potwierdził, że „ograniczeniu ulegnie katalog okoliczności legalizujących przerwanie ciąży. Tym samym nastąpi rozszerzenie zakresu znamion czynów zabronionych stypizowanych w art. 152 k.k”.

Katolicka fundacja chce wesprzeć wszystkie Domy Samotnej Matki w Polsce. Prosi o wsparcie

Co istotne, orzeczenie Trybunału nie wpływa na pozostałe przesłanki dopuszczalności przerywania ciąży. W mocy pozostaje bowiem art. 4a ust. 1 pkt 1 ustawy o planowaniu rodziny, umożliwiający uchylenie prawnej ochrony życia dziecka w przypadku, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla zdrowia lub życia matki oraz art. 4a ust. 1 pkt 3 dotyczący sytuacji, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie, że ciąża jest wynikiem czynu zabronionego. Instytut Ordo Iuris podkreśla w memorandum, że pierwsza z wymienionych przesłanek dotyczy wyłącznie sytuacji, gdy istnieje poważne niebezpieczeństwo utraty przez kobietę życia lub zdrowia. Nie odnosi się ona zatem do ryzyka pogorszenia zdrowia psychicznego. Ponadto, ocena zagrożenia, które ma pociągnąć za sobą pozbawienie życia nienarodzonego dziecka, powinna być dokonywana zawsze na podstawie indywidualnych okoliczności. Niedopuszczalne jest zatem „skatalogowanie” przesłanek mających uzasadniać przerwanie ciąży w przypadku niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia matki.

„W obecnej sytuacji niezwykle istotne jest zapewnienie pracownikom placówek medycznych dostępu do rzetelnej informacji na temat znaczenia i skutków wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Wierzymy, że w oparciu o argumenty przedstawione w memorandum lekarze będą mogli podejmować przemyślane i właściwe decyzje w sprawach tak ważnych jak życie i zdrowie” – zaznacza mec. Katarzyna Gęsiak, analityk Ordo Iuris.

Dodano w Bez kategorii
Bankomat wypłacający pieniądze.

Bankomat wypłacający pieniądze. / Fot. Pixabay

Od kilku lat w przestrzeni publicznej zaczyna funkcjonować przeświadczenie o zagwarantowaniu przez państwo zarobku. Dochód podstawowy miałby zagwarantować dorosłym Polakom comiesięczne wpłaty na konto. Rząd, aby spełnić taką obietnicę musiałby przeznaczyć większość polskiego budżetu to jest ponad 350 miliardów złotych rocznie.

Zdaniem raportu wykonanego na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego Polacy, zwłaszcza młodzież i osoby w średnim wieku chciałaby, aby Państwo gwarantowało stały zarobek. Równocześnie większość ankietowanych, nie zamierza przy tym rezygnować z własnej pracy.

Zobacz także: Iran chce, aby UE była mediatorem w negocjacjach nuklearnych z USA

Choć dochód podstawowy utrwala się w szerokiej dyskusji publicznej, jego wprowadzenie nadal jest czystą fantazją. Obecnie żadne państwo nie postanowiło wprowadzić takiej gwarancji finansowego utrzymania dla swoich obywateli. W założeniu każdy dorosły miałby bez względu na swój status otrzymywać co miesiąc pieniądze od państwa.

“Choć obecnie nie realizuje go żadne państwo na świecie (w latach 2017-2018 pilotażowo wprowadziła Finlandia), coraz częściej dyskutuje się o nim w kontekście wyzwań współczesnego państwa opiekuńczego” – czytamy w raporcie PIE zatytułowanego “Bezwarunkowy Dochód Podstawowy. Nowy pomysł na państwo opiekuńcze?”.

Dochód podstawowy wielkim obciążeniem dla budżetu

Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, iż 87 procent ankietowanych Polaków nie zna szczegółów funkcjonowania bezwarunkowego dochodu podstawowego. Większości z nich po zapoznaniu z założeniami pragnie jego wprowadzenia – “Po ich poznaniu, większość z nich popiera jego wprowadzenie, o ile nie wiązałoby się to ze wzrostem podatków, zadłużenia czy też obniżenia świadczeń socjalnych” – podkreślono.

Eksperci bezwzględnie przywracają na ziemię przygniatając faktami w postaci wysokości obecnych składek emerytalnych oraz innych świadczeń socjalnych. Tylko w 2018 roku koszt systemu zabezpieczenia i pomocy społecznej wyniósł 343 miliardy złotych, z czego 114 miliardów przeznaczono na różne narzędzia pomocy społecznej, a pozostałą kwotę na świadczenia emerytalne.

W porównaniu do tego budżet wyłącznie na zagwarantowanie świadczenia dochodu podstawowego wyniósłby rocznie nawet do 376 miliardów złotych. Na taki wynik składa się zagwarantowanie comiesięcznych wpływów 1200 złotych dla każdego Polaka w wieku produkcyjnym oraz 600 złotych dla dzieci. Zdaniem ekspertów w takim przypadku należałoby podwyższyć podatki lub zrezygnować z części innych świadczeń socjalnych.

Co istotne, tylko 30 procent ankietowany popierałaby to rozwiązanie, gdyby oznaczało wzrost podatków. 28 procent zaakceptowałoby dochód gwarantowany zmniejszający zakres usług i świadczeń socjalnych. 24 procent Polaków popierałby takie rozwiązanie, gdyby wymagało ono wzrost zadłużenia kraju.

Paula Kukołowicz z PIE zwraca uwagę na aspekt ograniczenia aktywności zawodowej, który jest głównym argumentem zwolenników dochodu podstawowego – “Jego zwolennicy wierzą, że zniesienie jakichkolwiek warunków otrzymywania takiego świadczenia daje poczucie bezpieczeństwa i może zachęcić osoby nieaktywne zawodowo do podjęcia pracy” – powiedziała.

Z badania PIE wynika, że 48 procent osób aktywnych zawodowo i 44 procent emerytów akceptuje gwarantowane świadczenie od państwa. Z kolei 73 procent pracujących Polaków zadeklarowało kontynuację pracy w przypadku otrzymania dochodu gwarantowanego, a 22 procent uważa, że tak samo zrobiliby inni pracujący.

buisnessinsider.com.pl

Dodano w Bez kategorii
Praga.

/ fot. Wikipedia Commons/ Estec Co.Ltd, Prague Hotel Operator

Radio RMF FM nieoficjalnie ustaliło, że polski rząd zamierza pod koniec tygodnia ogłosić otwarcie hoteli. Według najnowszych informacji medialnych, decyzja zapadnie po przeanalizowaniu sytuacji epidemicznej u naszych sąsiadów. Najbliższym możliwym terminem otwarcia hoteli ma być niedziela 14. lutego.

Polskie władze bacznie śledzą sytuację epidemiczną u naszych sąsiadów, szczególnie w Niemczech, na Słowacji czy w Czechach. Jest to związane z najbliższymi planami Rady Ministrów mające na celu znoszenie obostrzeń. Radio RMF FM ustaliło bowiem, że od 14. lutego ma ruszyć branża hotelowa.

Zobacz także: Nawalny stanie przed sądem? Grozi mu 3,5 roku więzienia

Według informacji przekazanych przez redakcję radiową rząd Mateusza Morawieckiego zamierzał otworzyć hotele już dwa-trzy tygodnie temu, gdy w Polsce wyraźnie spadła liczba zakażeń. Ostatecznie przez między innymi doniesienia o nowych mutacja koronawirusa oraz w obawie ich transmisji do naszego kraju wraz z zagranicznymi turystami postanowiono przeczekać z werdyktem.

Rząd stopniowo znosi obostrzenia

Należy przypomnieć, że od wczoraj nastąpiło ograniczone otwarcie galerii handlowych, a także instytucje organizujące wydarzenia kulturowe jak kina, muzea i teatry. Zniesiono również tzw. godziny dla seniorów, które trwały od 10 do 12.

Oprócz wcześniej wymienionych sektorów gospodarki oraz życia społecznego rząd wraz z otwarciem branży hotelowej zamierza dopuścić uczniów klas wyższych niż 1-3 do nauki stacjonarnej w budynku szkolnym. Władza tym samym chce uniknąć wariantu, gdzie przy otwarciu hoteli rodzice wraz z dziećmi wyruszą na wczasy.

W dalszym ciągu ograniczona jest działalność hotelarska. Rozszerzono jednak krąg osób, które będą mogły korzystać z hoteli m.in. o członków komisji i zespołów właściwych w sprawach egzaminów adwokackiego, radcowskiego, notarialnego, komorniczego, egzaminów wstępnych na aplikacje adwokacką, radcowską, notarialną i komorniczą oraz egzaminu dla osób ubiegających się o licencję doradcy restrukturyzacyjnego. Obecnie hotele są dostępne m.in. dla służb mundurowych, medyków, pacjentów szpitali specjalistycznych, ośrodków COS, działają też hotele pracownicze.

rmf24

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Twitter

Czarni studenci z DePaul University w Chicago domagają się wydzielenia “bezpiecznych miejsc”, “na kampusie, jak i poza nim”, które pozwolą im cieszyć się obecnością jedynie ciemnoskórych osób dookoła.

Związek Czarnych Studentów na Uniwersytecie DePaul wystosował do władz uczelni absurdalne żądanie. Czarni uczniowie domagają się specjalnych udogodnień po zamieszkach na Kapitolu, które nazywają „pokazem białej siły”. Udogodnienia i przywileje dotyczyłyby, rzecz jasna, jedynie ich. Jak zauważa Breitbart.com, żądania obejmują nowe programy i wydzielone rasowo „bezpieczne przestrzenie” zarówno na terenie kampusu, jak i poza nim.

„Obrzydliwy pokaz białej władzy, którego nie należy mylić z przywilejem białych, jest czymś, czego wszyscy powinniśmy się obawiać, chociaż wiemy, że sytuacje i napięcia w tym kraju zawsze będą miały negatywny wpływ na czarnych, ale nie na białych” – napisano we wstępie pisma do władz uczelni. Czarni studenci przekonują następnie, iż jako potencjalne ofiary potrzebują stałej ochrony i specjalnych przywilejów.

„Chociaż próba zamachu stanu była przerażającym aktem białej władzy, również koniec kwartału wiosennego 2019-2020 i kolejne miesiące po nim były przerażające dla czarnych studentów na kampusie” – żalą się czarni studenci. „Baliśmy się o nasze życie, widzieliśmy, jak nasi przyjaciele są bici i aresztowani, jeśli nie gorzej, a opóźniona reakcja DePaula (uczelni – dop. red.) w przeciwieństwie do szybkości, z jaką odpowiedział na wydarzenia z tego tygodnia – to tylko kolejny wskaźnik tego, jak mało DePaul dba o swoich czarnoskórych uczniów” – piszą.

„Potrzeba było petycji i ruchu na terenie całego kampusu, aby DePaul zajął się protestami. Kiedy poczuliśmy się zagrożeni umową DePaula z FOP, przedstawili policjanta Latinx jako sposób na uciszenie nas i pokazanie nam, że podjęli decyzję – pieniądze są warte więcej niż czarni i brązowi studenci w DePaul” – twierdzą czarni studenci.

Następnie narzekają, iż uniwersytet pozwolił studentom przełożyć egzaminy końcowe dopiero po tym, jak biali studenci dołączyli do protestów Black Lives Matter. Wydaje się, iż czarni uważają, jakoby biali dołączyli do ruchu z egoistycznych pobudek, kierowani chęcią odłożenia czy uniknięcia egzaminów. Twierdzą wprost, iż “niektórzy, zrobili to dla własnej korzyści”.

Jednak nie wszyscy profesorowie dali protestującym taryfę ulgową. “Nawet wtedy większość czarnoskórych studentów nadal miała egzaminy końcowe, ponieważ niektórzy profesorowie zignorowali tę zasadę” – dodają z żalem. „Żaden czarnoskóry student nie spodziewa się, że uczęszczanie do instytucji w przeważającej mierze białej będzie łatwe, ale rażący brak szacunku nie będzie tolerowany” – stwierdził Samorząd Studentów. „Żądamy odpowiedzi”.

Następnie przedstawiono żądania studentów: „więcej czarnych terapeutów”, finansowane przez uniwersytet „uzdrawiające i bezpieczne przestrzenie dla czarnych studentów w kampusie i poza nim”, szkolenie w zakresie różnorodności i integracji „prowadzone przez czarnych i brązowych ludzi”, i między innymi „szacunek ze strony administracji”.

Uzasadniając zapotrzebowanie na “bezpieczne przestrzenie”, czarni studenci opisali, iż „Konieczne jest, aby miejsca dla czarnoskórych studentów w kampusie nadal otrzymywały niezbędne fundusze i uznanie, ponieważ zapewniają bezpieczne i lecznicze elementy dzięki obecności innych studentów, wykładowców i personelu, którzy wyglądają jak my”. Innymi słowy, “bezpieczne miejsca” nie przewidują wstępu dla białych, którzy mogliby zakłócić owo “poczucie bezpieczeństwa”. Póki co, Uniwersytet nie odpowiedział jeszcze na żądania studentów.

Breitbart.com

Dodano w Bez kategorii
Joe Biden.

/ Fot. Twitter/ screen

Administracja nowego prezydenta USA, Joe Bidena, zarządziła, iż noszenie maseczek w środkach transportu publicznego stanie się obowiązkowe.

Amerykańskie Centra Kontroli Chorób (CDC) wydało w piątek nowe zarządzenie. Nakłada ono na obywateli obowiązek noszenia masek lub zakrywania ust i nosa podczas podróży „środkami transportu i w węzłach komunikacyjnych” w USA.

Nakaz obejmuje wszystkie osoby podróżujące środkami transportu publicznego (autobusy, pociągi, taksówki, pojazdy typu ride-share, samoloty, wszelkiego rodzaju łodzie) oraz osoby podróżujące do lub w obrębie Stanów Zjednoczonych. Obejmuje również osoby pracujące na terminalach transportowych lub pracujące jako operatorzy tych środków transportu (tj. Kierowcy, piloci itp.) – informuje The Post Millennial.

Przeczytaj również: Kolejny zgon po szczepieniu na COVID-19 w Polsce. „Śmierć nieodłącznym elementem życia”

Strona internetowa CDC informuje, jaką definicję maski przyjęto za właściwą oraz jakie maski nie spełniają wymogów i są zabronione w USA: Maski noszone w sposób, który nie zakrywa ust i nosa, Osłony twarzy lub gogle (można nosić osłony twarzy lub gogle w celu uzupełnienia maski, która spełnia powyższe wymagane cechy), szaliki, maski narciarskie, kominiarki lub bandany, kołnierze koszuli lub swetra (np. Kołnierze z golfem) naciągnięte na usta i nos.

Maski wykonane z luźno tkanego materiału lub z dzianiny, tj. materiałów przepuszczających światło, maski wykonane z materiałów trudno oddychających (takich jak winyl, plastik lub skóra), maski zawierające szczeliny, zawory wydechowe lub nakłucia oraz maski, które nie pasują prawidłowo (duże szczeliny, zbyt luźne lub zbyt ciasne) również nie spełniają kryteriów.

Zarządzenie weszło wkrótce po ogłoszeniu przez Bidena jego planów walki z COVID-19 w USA. Nowy prezydent ogłosił jakiś czas temu siedmiopunktowy plan, który obejmuje „wdrożenie nakazów maskowania w całym kraju”. Nowa administracja planuje zażądać od gubernatorów, aby maski były obowiązkowe – informuje PM. Nowe wymogi weszły w życie 1 lutego i nie wiadomo, kiedy zostaną zniesione.

Post Millennial

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Eksperci WHO mają udać się do chińskiego Wuhan. Celem wyprawy jest zbadanie pochodzenia koronawirusa.

Kwestia pochodzenia koronawirusa na przemian pojawiała się i znikała z pola zainteresowania od początku trwania rzekomej pandemii. Wokół pochodzenia mikroba narosło wiele mniej, lub bardziej prawdopodobnych teorii. Nic w tym dziwnego, ponieważ do tej pory WHO nie przedstawiła jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, skąd tak nagle wziął się wirus, który wymagał sparaliżowania całego świata na wiele miesięcy.

Zespół śledczy WHO ma dokładnie przyjrzeć się miejscu, które traktowane jest jako epicentrum wybuchu epidemii. Grupa badaczy przybyła we wtorek do chińskiego Wuhan. Jednym z celów podróży był ośrodek zdrowia dla zwierząt, gdzie naukowcy szukają wskazówek dotyczących wybuchu epidemii. Zespół odwiedził już kluczowe szpitale, regionalne cetra kontroli chorób i miejski targ owoców morza Huanan. To właśnie targ powiązano z pierwszymi przypadkami nowej choroby, jeszcze pod koniec 2019 roku.

Przeczytaj również: Kolejny zgon po szczepieniu na COVID-19 w Polsce. „Śmierć nieodłącznym elementem życia”

Jeden z badaczy, Peter Daszak, prezes EcoHealth Alliance, stwierdził iż wyprawa przebiegła “naprawdę dobrze, wspaniale”. Zdaniem naukowców, centrum medyczne walczące z zakaźnymi chorobami zwierząt w prowincji Hubei mogłoby dostarczyć informacji na temat tego, jak endemiczny koronawirus nietoperzy przeniknął między ludzi. Podejrzewane jest tu pośrednictwo gatunku pośredniczącego w transmisji.

Jednym z członków zespołu jest Peter Ben Embarek, czołowy ekspert WHO ds. Chorób Odzwierzęcych. Co ciekawe, już w poniedziałek najwyższy funkcjonariusz WHO, Mike Ryan stwierdził, iż dochodzenie w Wuhan może “nie znaleźć wszystkich odpowiedzi” na pytania dotyczące pochodzenia COVID-19. WYprawę naukowców przyrównał wręcz do “historii detektywistycznej”, rodzącej nowe pytania. Zaapelował również o wsparcie dla zespołu naukowców. „Zasługuje na wsparcie społeczności międzynarodowej i zasługuje na to, aby móc dokończyć swoją pracę” – przekonywał Ryan.

AJ

Dodano w Bez kategorii

– Pomysł jest taki, aby dla każdego Domu Samotnej Matki w Polsce zakupić po jednej palecie z artykułami chemii gospodarczej takimi jak: żel i kapsułki do prania, środki do czyszczenia kuchni i łazienki, mydło w płynie czy płyn do podłogi. Na pewno będzie to dla nich trafiony prezent – poinformował ks. Tomasz Kancelarczyk z Fundacji Małych Stópek. Rozpoczęto zbiórkę na ten cel.

– My wydamy na jedną paletę około 4 tysięcy złotych, dzięki czemu za zaoszczędzone pieniądze będą mogli zakupić pralkę, lodówkę czy co tam jest im potrzebne – zaznaczył kapłan. O wsparcie tej akcji pomocowej dla Domów Samotnej Matki zaapelował też w mediach społecznościowych dziennikarz TVP i Polskiego Radia Bartłomiej Graczak.

Jak poinformował ks. Kancelarczyk, Fundacja Małych Stópek ma już “fundusze na zakup 22 palet, a potrzeba blisko 50”. – Mam nadzieję, że dzięki Waszemu wsparciu i tych którym udostępnicie tę informację, uda nam się to zrobić – stwierdził.

Zobacz także: Nikt nie chciał pomóc bezdomnej kobiecie w ciąży. Interweniuje katolicka fundacja

Dane do przelewu:

Fundacja Małych Stópek
ul. Św. Ducha 9
70-205 Szczecin
przelewy krajowe nr konta:
13 2030 0045 1110 0000 0231 0120
w tytule przelewu: DAROWIZNA DSM
przelewy zagraniczne:
SWIFT (BIC): PPABPLPK / IBAN: PL
13 2030 0045 1110 0000 0231 0120
w tytule przelewu: DAROWIZNA DSM
Wpłać Online https://fundacjamalychstopek.pl/wspieram

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. pixabay

Irański MZ, Mohamad Dżawad Zarif zwrócił się do UE o podjęcie się mediacji pomiędzy Iranem, a Stanami Zjednoczonymi. Państwo stara się bowiem uratować porozumienie nuklearne z 2015 roku.

Minister Spraw Zagranicznych Iranu, Mohamad Dżawad Zarif zwrócił się w poniedziałek do Unii Europejskiej z prośbą o przeprowadzenie mediacji. Iran chciałby uratować porozumienie nuklearne z 2015 roku, które za swojej prezydentury odrzucił w 2018 roku Donald Trump. Porozumienie, podpisane przez największe mocarstwa świata, w tym Chiny, Rosję, Niemcy i Wielką Brytanię, miało uniemożliwić Iranowi tworzenie broni atomowej. Program nuklearny kraju miał zostać pokojowy, a w zamian na Iran miano nie nakładać żadnych sankcji gospodarczych. Państwo zdaje sobie sprawę, iż bez pomocy z zewnątrz przekonanie Stanów Zjednoczonych do przychylnego pochylenia się nad kwestią może być wyjątkowo trudne.

“Powinien istnieć mechanizm, który zsynchronizuje powrót tych dwóch krajów do porozumienia. Koordynacja to kierunek, który należy przyjąć” – powiedział Zarif w rozmowie dla CNN. Szef dyplomacji UE, Josep Borrel może, jego zdaniem, “stać się koordynatorem wspólnej komisji”, monitorującej porozumienie z 2015 roku i “opracować strategię działań, które muszą podjąć Stany Zjednoczone oraz Iran”. Nowy prezydent, Joe Biden, wyraził już chęć ponownego rozpatrzenia kwestii porozumienia nuklearnego. Warunkiem jest jednak ograniczenie działań nuklearnych kraju. Iran z kolei domaga się wpierw zniesienia nałożonych nań, licznych sankcji.

„Stany Zjednoczone muszą zaakceptować to, na co się umówiliśmy” – powiedział Zarif w wywiadzie. „Postanowiliśmy nie zgadzać się na pewne sprawy, nie dlatego, że je zaniedbaliśmy, ale dlatego, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy nie byli przygotowani na to, co było konieczne”.

Przeczytaj również: Prokuratorzy zablokują działania Bidena? „Naszym obowiązkiem będzie podjęcie działań”

Sekretarz Stanu USA, Antony Blinken zdradził w wywiadzie dla NBC, iż Iran potrzebuje “trochę czasu”, by wstrzymać swoje działania nuklearne. Dodał również, iż “trochę czasu potrzebują też USA na dotrzymanie swoich zobowiązań”. Zarif przekonywał zaś, iż “czas nie jest problemem”. Według niego, wprowadzenie pewnych ograniczeń w irańskim programie to kwestia “mniej, niż jednego dnia”. “Inne mogą zająć kilka dni lub tygodni” – stwierdził Zarif, jasno wyrażając chęć współpracy. Jednocześnie podkreślił, iż czas USA na decyzję nie jest nieograniczony, a “zegar tyka”.

„Czas na powrót Stanów Zjednoczonych do porozumienia nuklearnego nie jest nieograniczony” – powiedział. „Stany Zjednoczone mają ograniczone okno możliwości, ponieważ prezydent Biden nie chce przedstawiać siebie jako próbującego wykorzystać nieudaną politykę byłej administracji Trumpa”. Wskazał również, iż „Gdybyśmy chcieli zbudować broń nuklearną, moglibyśmy to zrobić jakiś czas temu”.

CNN

Dodano w Bez kategorii