Piłka ręczna.

piłka ręczna, sport, hala / Fot. Christoffer Borg Mattisson/Pixabay

Yvette Broch, holenderska piłkarka ręczna nie pojawi się w tamtejszej kadrze podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Nie chciała się ona zaszczepić przeciw koronawirusowi. W takim wypadku musiałaby przez cały turniej podlegać rygorystycznym obostrzeniom, na które także nie chciała się zgodzić.

  • Holenderka otrzymała wybór – albo się zaszczepi, albo podczas całych igrzysk mogłaby wychodzić ze swojego pokoju tylko na treningi i mecze. Odmówiła udziału w igrzyskach.
  • Moje ciało jest moim narzędziem, nie wiem, co szczepionka z nim zrobi w dłuższej perspektywie – powiedziała w wywiadzie.
  • Chciałam znów cieszyć się sportem, ale ponieważ będą obowiązywały surowe zasady dla nieszczepionych sportowców, ta emocjonalna część zniknie. Dlatego nie jadę na igrzyska – wytłumaczyła.
  • Zobacz także: Koronawirus w USA: Fauci kłamał o pochodzeniu COVID-19?

– Szanujemy decyzję naszej zawodniczki, aczkolwiek żałujemy, że nie będzie jej z nami w Tokio – oświadczył Holenderski Związek Piłki Ręcznej (NHV). Holenderska piłkarka ręczna także wytłumaczyła powody decyzji, że nie znajdzie się w narodowej kadrze podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. – Moje ciało jest moim narzędziem, nie wiem, co szczepionka z nim zrobi w dłuższej perspektywie – powiedziała w wywiadzie.

Z kolei w związku z odmową zaszczepienia się, musiałaby w czasie udziału w turnieju podlegać rygorystycznym obostrzeniom. – Z innymi członkami drużyny mogłabym spotykać się tylko podczas treningów i meczów – podkreśliła. Nie mogłaby także poruszać się po przestrzeni publicznej w mieście.

Holenderska piłkarka ręczna pod koniec ubiegłego roku wznowiła karierę. Wcześniej, w 2018 roku informowała o jej zakończeniu. – Chciałam znów cieszyć się sportem, ale ponieważ będą obowiązywały surowe zasady dla nieszczepionych sportowców, ta emocjonalna część zniknie. Dlatego nie jadę na igrzyska – wytłumaczyła teraz.

dorzeczy.pl

Medyk rozrywa karteczkę "COVID-19".

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Elliot Alderson /Pixabay

UE zawarła porozumienie na dostawy 55 tys. dawek nowego leku na koronawirusa. Został on przygotowany przez amerykańskiego producenta Regeneron i szwajcarską firmę farmaceutyczną Roche. Teraz czeka na zatwierdzenie przez Europejską Agencję Leków (EMA) lub krajowe organy regulacyjne.

  • Nie wiadomo, kiedy nowy lek na koronawirusa miałby zacząć być podawany na terenie UE. EMA nie wyznaczyła daty ewentualnego zatwierdzenia tego preparatu, ponieważ firmy muszą najpierw formalnie złożyć wniosek o warunkowe zezwolenie.
  • Umowa obejmuje 37 krajów europejskich, w tym Wielką Brytanię i inne kraje spoza UE.
  • Spodziewane są kolejne tego typu porozumienia, zawierane przez Unię Europejską.
  • Zobacz także: Amantadyna przeciwdziała objawom przewlekłego zmęczenia? Potwierdzają to wstępne obserwacje kliniczne

UE zabezpieczyła 55 tys. dawek preparatu – poinformował rzecznik Komisji Europejskiej. Nie wiadomo, kiedy miałyby się rozpocząć dostawy nowego leku na koronawirusa do UE. EMA podała, że nie wyznaczyła daty ewentualnego zatwierdzenia tego preparatu, ponieważ firmy muszą najpierw formalnie złożyć wniosek o warunkowe zezwolenie.

Szwajcarska firma Roche poinformowała, że umowa obejmuje 37 krajów europejskich, w tym Wielką Brytanię i inne kraje spoza UE. Według agencji Reuters, UE chce zapewnić dostawy szerszej grupy leków skutecznych na COVID-19. Należy się więc spodziewać, że w dalszym czasie mogą być podpisywane kolejne umowy.

Poszczególne kraje europejskie będą mogły kupić lek Roche-Regeneron po jego zatwierdzeniu przez Europejską Agencję Leków (EMA) lub krajowe organy regulacyjne.

rmf24.pl

Przyciski klawiatury komputerowej.

Klawiatura / Fot. Gerd Altmann /Pixabay

Od wczoraj na terenie Nigerii nie można już korzystać z Twittera. To reperkusje zablokowania konta prezydenta tego kraju przez serwis. Twitter zawiesił jego konto czasowo, więc możliwe, że po zdjęciu blokady Nigeria także odblokuje Twittera dla swoich mieszkańców.

  • Zdaniem Twittera, nigeryjski prezydent Muhammadu Buhari złamał regulamin tego serwisu społecznościowego. W związku z czym otrzymał czasowego bana.
  • Z kolei Nigeria oskarżyła Twittera o to, że „zagraża integralności” tego kraju. W związku z czym nałożyła bana.
  • Już w piątek, w obliczu narastającego napięcia na linie Twitter-rząd, kierownictwo Twittera poinformowało, że przenosi swą nigeryjską centralę do sąsiedniej Ghany.
  • Zobacz także: Wojsko izraelskie wykorzystało sztuczną inteligencję w walce z Hamasem

Nigeria oskarżyła Twittera o to, że „zagraża integralności” tego kraju. Wcześniej administracja amerykańskiego serwisu czasowo zablokowała konto prezydenta kraju Muhammadu Buhariego. Odpowiedź afrykańskiego państwa nadeszła kilka dni po tym fakcie – w ostatnią sobotę.

Zdaniem Twittera Buhari złamał regulamin portalu. 1 czerwca opublikował tweet, w którym znalazły się wyrażone wprost groźby wobec Nigeryjczyków, którzy w czasie wojny domowej w latach 1967-1970 „nie zachowali się, jak trzeba”. Prezydent Nigerii zaznaczył, że „reakcja na ich czyny będzie silna i udzielona w języku, który zrozumieją”.

Jak się teraz okazało, prezydent Nigerii zasadę odpowiadania „w języku, który zrozumieją”, stosuje w różnych sprawach. W tym wypadku Nigeria banem odpowiedziała na ban Twittera.

Stowarzyszenie Licencjonowanych Operatorów telekomunikacyjnych w Nigerii (Alton) oświadczyło w sobotę, że „zablokowanie dostępu do Twittera było podyktowane koniecznością respektowania zasad bezpieczeństwa narodowego zgodnie z prawem telekomunikacyjnym i wydanymi licencjami na działalność w tym sektorze”. Jednocześnie wskazało, że„zgodnie ze stanowiskiem ONZ operatorzy uważają, że swobodny dostęp do zasobów internetowych tak online jak off-line powinien być zapewniony i powszechny”.

Już w piątek, w obliczu narastającego napięcia na linie Twitter-rząd, kierownictwo Twittera poinformowało, że przenosi swą nigeryjską centralę do sąsiedniej Ghany.

tysol.pl

covid-19-amantadyna

Fiolka z próbką / Fot. Pixabay

Wstępne obserwacje kliniczne u osób, które przeszły COVID-19, potwierdzają, że amantadyna pomaga na przewlekłe zmęczenie. – Być może wszystkim, którzy doznają – w wyniku pocovidowych następstw – przewlekłego zmęczenia, pomoże amantadyna – powiedział prof. Konrad Rejdak w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

  • Przewlekłe zmęczenie występuje u 40 proc. ozdrowieńców.
  • Mariusz Grochowski dyrektor szpitala MSWiA w Głuchołazach: Można już dziś wyciągnąć pozytywne wstępne wnioski dotyczące amantadyny.
  • Dr Robert Bonek, neurolog: Nikt nie skarży się na zmęczenie, które dla osób nieprzyjmujących amantadyny jest powszechne.
  • Zobacz także: Koronawirus w USA: Fauci kłamał o pochodzeniu COVID-19?

Przewlekłe zmęczenie to najczęściej pojawiające się neurologiczne powikłanie pocovidowe. Jak wskazują eksperci z USA, występuje ono u 40 proc. ozdrowieńców.

– Pacjentów narzekających m.in. na przewlekłe zmęczenie jest w naszej placówce naprawdę wielu. Ta z pozoru błaha dolegliwość w rzeczywistości często uniemożliwia pacjentom normalne funkcjonowanie. Powrót do pracy zawodowej w sytuacji, kiedy po wykonaniu kilku prostych czynności trzeba dłuższą chwilę odpoczywać, wydaje się wręcz niemożliwy – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Mariusz Grochowski dyrektor szpitala MSWiA w Głuchołazach, w którym od 10 miesięcy rehabilituje się i leczy pacjentów z powikłań po COVID-19. 

– Być może wszystkim, którzy doznają – w wyniku pocovidowych następstw – przewlekłego zmęczenia, pomoże amantadyna. Mimo, że badania kliniczne sprawdzające skuteczność tego leku w zakażeniu wywołanym wirusem SARS-CoV-2 jeszcze się nie zakończyło, to można już dziś wyciągnąć pozytywne wstępne wnioski dotyczące tej substancji – powiedział prof. Konrad Rejdak, neurolog, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Profesor zaznaczył, że jest już kilkunastu pacjentów, którzy weszli w drugą fazę badania, polegającą na przyjmowaniu amantadyny. Potwierdzają oni, że lek łagodzi neurologiczne powikłania pocovidowe związane ze zmęczeniem.

Nikt nie skarży się na zmęczenie

– Już dziś przeliczyliśmy kilkunastu pacjentów, którzy oprócz tego, że przeszli COVID-19, mają szereg chorób współistniejących, takich jak nadciśnienie tętnicze, otyłość, cukrzyca. Wszyscy oni czują się dobrze. Nikt nie skarży się na zmęczenie, które dla osób nieprzyjmujących amantadyny jest powszechne – potwierdził w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Robert Bonek, neurolog, ordynator Oddziału Neurologii Neuroimmunologii Klinicznej w Grudziądzu.

Pozytywne oceny leku, które już dziś napływają z kolejnych ośrodków partnerskich lubelskiego badania klinicznego, przeczą kasandrycznym przewidywaniom ekspertów m.in. z Rady Medycznej działającej przy premierze RP, którzy widzą w amantadynie śmiertelnie niebezpieczną substancję.

naszdziennik.pl

Gazociąg Nord Stream.

Rurociąg Nord Stream. / Fot. unian.info

Niektóre kraje unijne, w tym Niemcy, chcą, aby UE zakończyła finansowanie międzynarodowych gazociągów. Powodem są zmiany klimatyczne, wynika z nieformalnego dokumentu, który widziała PAP. Tymczasem zakończyło się już układanie rur pierwszej nitki Nord Stream 2.

  • Część krajów członkowskich chce żeby UE zakończyła finansowanie gazociągów, i powołuje się przy tym na zmiany klimatyczne na świecie.
  • Kraje te chcą wyłączenia finansowania transgranicznych projektów dotyczących paliw kopalnych z tzw. rozporządzenia TEN-E. O
  • Rosyjski prezydent przekonywał, że Nord Stream 2 jest projektem „czysto komercyjnym”. Trasa z Rosji do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego jest krótsza i tańsza niż przez kraje europejskie.
  • Zobacz także: Ambasada RP w Berlinie zażądała usunięcia reklamy z hasłem „Nowa Polka babci”

UE od lat finansuje transgraniczne projekty energetyczne, w tym gazowe. Przykładem są interkonektory, czyli połączenia między sieciami gazowymi krajów członkowskich, zwiększające bezpieczeństwo energetyczne UE.

Część krajów członkowskich chce jednak, żeby UE zakończyła finansowanie gazociągów, i powołuje się przy tym na zmiany klimatyczne na świecie. Pod dokumentem, który widziała PAP, podpisały się: Austria, Niemcy, Belgia, Dania, Estonia, Hiszpania, Irlandia, Luksemburg, Łotwa, Holandia i Szwecja. 

Kraje te chcą wyłączenia finansowania transgranicznych projektów dotyczących paliw kopalnych z tzw. rozporządzenia TEN-E. Obecnie trwają prace nad jego zmianą w związku z Europejskim Zielonym Ładem.

Kraje wskazują, że TEN-E nie może ułatwiać inwestycji w infrastrukturę paliw kopalnych ani mieszania wodoru z paliwami kopalnymi.

Transeuropejskie Sieci Energetyczne (TEN-E) to polityka unijna skoncentrowana na łączeniu infrastruktury energetycznej krajów UE. W ramach tej polityki Unia zapewnia finansowanie nowej infrastruktury energetycznej.

Nord Stream 2 prawie ukończony

Tymczasem w piątek zakończyło się układanie rur pierwszej nitki gazociągu Nord Stream 2. – Rosyjski gaz dostarczany przez Nord Stream 2 będzie bardziej ekologiczny, „czystszy”, tańszy i pewniejszy – zapewnił prezydent Rosji Władimir Putin.

Sugerował, że tranzyt przez Ukrainę mógłby zostać zwiększony. – Zakładamy, że dostawy do UE będą rosły w ciągu następnej dekady, więc „jest możliwość zapełniania” rurociągów Ukrainy także w przyszłości; Rosja tego chce – przekonywał Putin.

Argumentował, że należy „nawiązywać normalne relacje gospodarcze” i że Rosja jest do tego gotowa. Podkreślał, że Ukraina płaci w tej chwili znacznie więcej za gaz niż np. Białoruś, która sprowadza gaz z Rosji. Wyraził nadzieję, że przy podejmowaniu decyzji zwycięży „zdrowy rozsądek”.

Rosyjski prezydent przekonywał, że Nord Stream 2 jest projektem „czysto komercyjnym”, bowiem trasa z Rosji do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego jest krótsza i tańsza niż przez kraje europejskie. Jego zdaniem ta trasa przesyłu gazu nie tworzy „zagrożeń politycznych” i sprawia, że odbiorca końcowy otrzymuje tańszy surowiec.

Budowie Nord Stream 2 sprzeciwiają się m.in. Stany Zjednoczone, ale pod koniec maja zdecydowały o odstąpieniu od sankcji wobec budującej ten rurociąg spółki. Projekt rosyjsko-niemieckiego gazociągu przez Morze Bałtyckie do Niemiec jest w dużej mierze ukończony.

energetyka24.com, polsatnews.pl

Kard. Reinhard Marx i kard. Rainer Maria Woelki.

kard. Reinhard Marx, kard. Rainer Maria Woelki, Kościół w Niemczech / Fot. Wikimedia Commons

Arcybiskup Monachium, kardynał Reinhard Marx złożył rezygnację na ręce Papieża Franciszka. Zaznaczył, że chodzi mu o współodpowiedzialność za katastrofę nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych w ciągu ostatnich dziesięcioleci.

  • Kardynał Reinhard Marx w liście z 21 maja do Ojca Świętego podał powody swojej rezygnacji.
  • Kard. Marx znalazł się w ogniu krytyki nie tylko z powodu swojego postępowania w sprawie wykroczeń duchownych.
  • Swoją rezygnację z urzędu chciałby widzieć jako osobisty znak nowego początku Kościoła.
  • Zobacz także: Na 100 dni przed beatyfikacją kard. Wyszyńskiego rusza akcja #Beatyfikacja

Arcybiskup Monachium i Freisingu, kardynał Reinhard Marx złożył rezygnację z urzędu ordynariusza archidiecezji. W liście z 21 maja do Ojca Świętego, podał powody swojej rezygnacji. W oświadczeniu kard. Marx, któremu zarzuca się m.in. tuszowanie nadużyć, przyznaje, że w ostatnich miesiącach wielokrotnie rozważał rezygnację z urzędu.

W liście do Papieża kard. Marx zaznaczył, że chodzi mu o współodpowiedzialność za katastrofę nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych w ciągu ostatnich dziesięcioleci. – Dochodzenia i ekspertyzy pokazały mi jednoznacznie, że było tu wiele moich osobistych uchybień i błędów administracyjnych, ale także nieprawidłowości instytucjonalnych czy „systemowych” – napisał do Papieża Franciszka kardynał Marx.

– Kościół znajduje się w pewnym «martwym punkcie», który jednak może stać się także, to jest moja wielkanocna nadzieja, «punktem zwrotnym» – stwierdził.

Rezygnacja jako osobisty znak nowego początku Kościoła

Kardynał swoją rezygnację z urzędu chciałby widzieć jako osobisty znak nowego początku Kościoła. – Chcę pokazać, że to nie urząd jest na pierwszym planie, lecz głoszenie Ewangelii – napisał.

Powiedział, że prośba o przyjęcie rezygnacji była bardzo osobistą decyzją. – Chcę, żeby to było jasne: Jestem gotów wziąć osobistą odpowiedzialność, nie tylko za swoje błędy, ale za instytucję Kościoła, którą pomagałem kształtować i formować przez dziesięciolecia – powiedział.

Kard. Marx znalazł się w ogniu krytyki nie tylko z powodu swojego postępowania w sprawie wykroczeń duchownych. Niedawno również wycofał się z przewodniczenia kontrowersyjnej „Drogi Synodalnej” i innych urzędów – takich jak przewodniczenie konferencji episkopatu. Pod koniec kwietnia Marx zrezygnował również z Federalnego Krzyża Zasługi. Chciał mu go przyznać prezydent federalny Frank-Walter Steinmeier, pomimo krytyki ze strony ofiar molestowania.

Papież Franciszek potwierdził kard. Marxowi, że list może być opublikowany. Wskazał również niemieckiemu kardynałowi, aby kontynuował swoją posługę do momentu podjęcia ostatecznej decyzji przez Watykan.

stacja7.pl, vaticannews.va

Horrendalne koszty Żelaznej Kopuły

Żelazna Kopuła, Izrael / fot. TT/@RID_Difesa

Sztuczna inteligencja pomogła izraelskiemu wojsku podczas konfliktu z Hamasem w Strefie Gazy. Zaawansowana technologia pomogła skrócić czas trwania konfliktu, była kluczowym elementem i siłą w walce z Hamasem.

  • W ciągu 11 dni walk wojsko izraelskie przeprowadziło intensywne ataki na dwie organizacje terrorystyczne.
  • Oficer Sił Obronnych Izraela: Po raz pierwszy sztuczna inteligencja była elementem kluczowym.
  • Stworzono innowacyjną platformę SI, którą nazwano Gospel. Jej celem było centralizowanie danych o grupach terrorystycznych w Strefie Gazy.
  • Zobacz także: Antysemityzm w Niemczech. Departament Stanu USA wydał oświadczenie

Odkąd Hamas przejął pełną kontrolę nad Strefą Gazy w 2007 roku, Izrael trzykrotnie przeprowadzał na dużą skalę ofensywy mające na celu zminimalizowanie zdolności bojowych tej organizacji. Hamas jednak za każdym razem odbudowywał swój potencjał. W maju premier Benjamin Netanjahu zapowiedział, że tym razem będzie inaczej.

W ciągu 11 dni walk wojsko izraelskie przeprowadziło intensywne ataki na znajdujące się w Strefie Gazy obiekty dwóch organizacji uznawanych za terrorystyczne: Hamasu i Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu. Ataki były odpowiedzią na ponad 4 tys. rakiet wystrzelonych ze Strefy Gazy.

– Po raz pierwszy sztuczna inteligencja była elementem kluczowym i czynnikiem zwielokrotniającym zdolność bojową w walce z wrogiem – ocenił oficer Sił Obronnych Izraela w rozmowie z The Jerusalem Post. Ze względu na bezpieczeństwo wypowiedział się anonimowo.

Dodał też, że wdrożenie nowych technologii w czasie konfliktu z Hamasem pozwoliło wojski Izraela wejść na zupełnie nowy poziom, osiągając jeszcze większy potencjał.

Sztuczna inteligencja wskazywała gdzie zrzucić bomby

Stworzono innowacyjną platformę SI, którą nazwano Gospel. Jej celem było centralizowanie danych o grupach terrorystycznych w Strefie Gazy. W ten sposób zgromadzono w jednym miejscu 90 proc. całej wiedzy o przeciwniku.

Platforma namierzyła również w trakcie trwania operacji około 200 wysokojakościowych celów takich jak wyrzutnie rakiet wycelowanych w Tel Awiw i Jerozolimę. Było to możliwe dzięki temu, że satelity, które przez lata gromadziły dane wywiadowcze były w stanie automatycznie wykrywać zmiany terenu w czasie rzeczywistym, dzięki czemu podczas operacji wojsko było w stanie uderzyć w wyrzutnie zaraz po oddaniu przez nie strzału.

Sztuczna inteligencja pomogła skrócić czas trwania konfliktu

Dzięki danych zebranych i przeanalizowanych przez sztuczną inteligencję siły powietrzne były w stanie użyć odpowiedniej amunicji, w zależności od tego, czy było to mieszkanie, tunel czy budynek. Natomiast każdy dowódca w terenie otrzymywał na swój tablet dokładne i zwizualizowane ostrzeżenia przed możliwymi atakami Hamasu.

Wojsko uważa, że sztuczna inteligencja pomogła skrócić czas trwania walk. – Izraelowi udało się osiągnąć więcej w 50 godzinach walki niż w 50 dniach wojny w 2014 roku – sądzi inny wysoki oficer. Dzięki SI udało się przeprowadzić setki ataków na cele Hamasu i PIJ, dzięki czemu wiele ich baz operacyjnych zostało zniszczonych.

tech.wp.pl, wydarzenia.interia.pl

Joachim Brudziński podczas konferencji.

Joachim Brudziński, PiS, Prawo i Sprawiedliwość / Fot. Flickr/MSW

Joachim Brudziński, wiceprezes PiS zaznaczył, że bierze odpowiedzialność za program „Batory”, w ramach którego miał zostać zbudowany prom w Stoczni Szczecińskiej. Powiedział, że jeśli projekt zakończy się totalną klęską, to założy turecki sweter jak Kononowicz.

Stępkę pod prom położono już 4 lata temu

Program „Batory”, który miał pobudzić przemysł stoczniowy w Polsce, został uruchomiony w 2017 roku. W ramach programu miał być zbudowany prom dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Stępkę pod prom położono już 4 lata temu, ale ten nie powstał jednak do tej pory.

– Zawsze biorę wszystko na klatę i powtórzę moją deklarację: jeżeli prom nie powstanie, jeżeli ten projekt zakończy się totalną klapą i totalną klęską, to tak, jak zadeklarowałem, ubrany w turecki sweter à la Krzysztof Kononowicz powiem, że ten projekt się nie udał. Nigdy nie miałem problemu z tym, żeby brać na klatę odpowiedzialność za nasze decyzje – powiedział w Polsat News wiceprezes PiS Joachim Brudziński.

Polityk zaznaczył, że ktoś doprowadził do upadku całą branżę przemysłu okrętowego w Polsce. – Ci politycy, którzy wzywają mnie do tego, bym dzisiaj się tłumaczył i ich przepraszał, jak w przypadku posła Sławomira Nitrasa, byli posłami sprawozdawcami specustawy stoczniowej, likwidującej de facto przemysł okrętowy w Polsce. Co proponowano stoczniowcom za rządów Donalda Tuska? Proponowano, żeby się przebranżowili na przykład na psich stylistów i fryzjerów – powiedział Joachim Brudziński.

Realizacja programu „Batory” w rękach stoczniowców

Zaznaczył, że obecnie wszystko jest w rękach stoczniowców. – To nie ja, ani moi koledzy mieliśmy budować prom, ale stoczniowy. Dyrektor stoczni remontowej ma w swojej karierze wiele wybudowanych stępek i tworzył o wiele bardziej skomplikowane projekty – dodał Brudziński.

Wiceprezes rządzącej partii przyznał, że Prawu i Sprawiedliwości wiele rzeczy się nie udaje. – Ale trudno nam odmówić determinacji i zaangażowania – zaznaczył europoseł.

Brudziński podkreślił, że realizacja programu „Batory” nie zakończy się, a prom musi zostać zbudowany. – Oczywiście problem stanowi termin wykonania, a nie zostało to zrealizowane z wielu powodów. Głównym powodem jest fakt, że przemysł stoczniowy nie był do końca w stanie podnieść się po okresie upadku –  tłumaczył.

money.pl, polsatnews.pl

– Grupa KULT nie bierze udziału w koncertach, na które będą wpuszczani tylko ludzie zaszczepieni – oświadczył zespół, którego liderem i wokalistą jest Kazik Staszewski. – Apartheidowi mówimy zdecydowanie NIE. CHCEMY ŁĄCZYĆ, A NIE DZIELIĆ – podkreślili muzycy w oświadczeniu.

  • Oświadczenie zespołu Kult o tym, że grupa nie wystąpi w koncertach tylko dla zaszczepionych, wywołało falę komentarzy.
  • BRAWO Panowie! MEGA SZACUN! – płynie z jednej strony. – To już chyba po prostu nie te lata na koncerty – słychać z drugiej.
  • Zobacz także: Francja: Macron przeciwko obowiązkowym szczepieniom

Kult nie weźmie udziału w koncertach, które będą organizowane tylko dla zaszczepionych. Krótkie oświadczenie pojawiło się dzisiaj na facebookowej stronie zespołu.

– Wielki (!) szacunek dla #KULT i Kazika Staszewskiego. Dają przykład, jak należy się zachować – skomentowała posłanka PiS Anna Maria Siarkowska. – BRAWO Kazik! BRAWO Panowie! MEGA SZACUN! Polacy mówią NIE “intelektualnemu naziolstwu”! – napisał z kolei Marcin Rola z telewizji wRealu24. – Kultowe oświadczenie – skwitował natomiast poseł Konfederacji Konrad Berkowicz.

– Troska o wolności obywatelskie, przestrzeganie prawa i Konstytucji RP. Oczywiste? Z pewnością nie dla polskiej (i nie tylko) klasy politycznej. W zalewie informacji o kolejnych festiwalach i wydarzeniach z segregacją sanitarną – brawa dla zespołu Kult! – można z kolei przeczytać na oficjalnym profilu Konfederacji.

Nie wszyscy jednak przychylnie odnieśli się do oświadczenia zespołu Kult w sprawie koncertów tylko dla zaszczepionych. – Kult to te koncerty na Kanarach chciał organizować? Mijam Kazika regularnie, trzeba przyznać, że zawsze grzecznie w maseczce, ale strasznie się postarzał i ciągnie nogami. To już chyba po prostu nie te lata na koncerty – stwierdziła Renata Acosta.

Tłum na koncercie.

Fot. Pixabay

Dziś o 12 ruszy konwencja Marcina Warchoła, jednego z kandydatów w zbliżających się wyborach na prezydenta Rzeszowa. Polityk postanowił zorganizować ją w nietypowy sposób. Jednym z jej elementów będzie koncert zespołu discopolo „Boys”.

  • Przedterminowe wybory prezydenta Rzeszowa zostały zarządzone po rezygnacji prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca, do której doszło 10 lutego.
  • Początkowo miały się odbyć 9 maja. Termin jednak przesunięto na 13 czerwca.
  • Kandydaci (Grzegorz Braun, Konrad Fijołek, Ewa Leniart, Marcin Warchoł) dwoją się i troją, żeby przekonać do siebie mieszkańców Rzeszowa, tym razem pomóc ma w tym zespół discopolo.
  • Zobacz także: Tusk powróci do polskiej polityki? „Nie pozwolę zatopić PO”

– Już w najbliższą sobotę, 5 czerwca, godz. 12:00 serdecznie zapraszam na moją konwencję wyborczą połączoną z koncertem Zespołu BOYS – ogłaszał już od kilku dni Warchoł. – Zabierzcie bliskich i znajomych, spotkajmy się w świetnej atmosferze i przy dobrych rytmach – zachęcał.

Według sondaży, oprócz wspólnego kandydata opozycji, Konrada Fijołka, nikt nie może być pewny wejścia do II tury wyborów na prezydenta Rzeszowa. Wyrównaną walkę toczą ze sobą kandydatka PiS Ewa Leniart, Marcin Warchoł, popierany m.in. przez dotychczasowego prezydenta, Solidarną Polskę i Porozumienie Jarosława Gowina, a także kandydat Konfederacji Grzegorz Braun. Trudno więc się dziwić, że kandydaci chwytają się wszelkich możliwości, a Warchoł zdecydował się ściągnąć do Rzeszowa popularny zespół discopolo.