Morawiecki w fabryce

Morawiecki w fabryce / fot. flickr.com

  • ZUS podaje najnowsze dane dotyczące liczby ubezpieczonych cudzoziemców w Polsce. W tej chwili stanowią oni rekordowe 5 proc. wszystkich osób.
  • Według “DGP”, cudzoziemcy, głównie Ukraińcy, okazali się źródłem uzupełnienia luki na rynku pracy.
  • Zdaniem dziennikarzy, podstawową metodą zatrudnienia cudzoziemców nadal są oświadczenia wydawane na pół roku.
  • Zobacz także: Mobilne punkty szczepień przy parafiach na Podlasiu. Zobacz ile osób skorzystało

Rekordowa liczba ubezpieczonych cudzoziemców stanowi już ponad 5 proc. wszystkich ubezpieczonych.

“Co warto podkreślić, bariera ta została przekroczona po początkowym odpływie wywołanym pandemią, potem napływ przyśpieszył” – tłumaczy Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Według “Dziennika Gazety Prawnej” cudzoziemcy, w większości Ukraińcy, okazali się głównym źródłem uzupełniania luki na rynku pracy. Powstała ona m.in. na skutek obniżki wieku emerytalnego.

“Gdyby nie oni, mielibyśmy stagnację lub nawet ujemną dynamikę liczby zatrudnionych” – podkreśla dr hab. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor ośrodka Badań nad Migracjami na Uniwersytecie Warszawskim.

W praktyce oznacza to. że coraz większa część naszej gospodarki powstaje dzięki przybyszom z zagranicy.

“Dzięki tym 800 tys. ludzi mamy dziś w Polsce PKB wyższe o 2-3 proc.” – zauważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

Przeliczając ten wzrost na pieniądze, zdaniem eksperta, ekonomisty otrzymamy PKB większe od 40 do ponad 60 mld zł.

Według gazety podstawową metodą zatrudnienia nadal są oświadczenia, dzięki którym cudzoziemiec może pracować w Polsce najwyżej pół roku. Jednak rekordowa liczba ubezpieczonych cudzoziemców będzie wzrastać. Model migracyjny oparty na krótkotrwałych pobytach wyczerpuje się, dlategi poprzedniej kadencji rząd przygotowywał nowe rozwiązania. Są to m.in. łatwiejszy sposób uzyskania zezwoleń czy wydłużenie możliwości pracy na oświadczenia do roku, jednak efektów tych prac na razie nie widać.

Teraz nad przepisami pochyliło się Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii.

“Zamierzamy wydłużyć czas, przez jaki cudzoziemcy mogą pracować w Polsce, wzmocnić rolę publicznych służb zatrudnienia w procesie legalizacji ich pracy, a także wprowadzić w pełni elektroniczną procedurę legalizacji” – poinformował gazetę resort.

rmf24.pl

INDIA CORONAVIRUS PANDEMIC COVID19

INDIA CORONAVIRUS PANDEMIC COVID19 / PAP/EPA/IDREES MOHAMMED

  • Zdaniem naukowców z Uniwersytetu w Oslo, choroba wywołana przez wirus SARS Cov-2 ma nie tylko negatywny wpływ na układ oddechowy. Skutki przejścia COVID-19 mogą objawiać się także w układzie nerwowym.
  • Naukowcy stwierdzili, że łagodne przejście choroby może dawać skutki uboczne w postaci problemów z pamięcią.
  • Badanie przeprowadzone przez Norwegów ma jednak pewne limity. Jest tak, gdyż sprawdzano w nim głównie subiektywne odczucia pacjentów.
  • Zobacz także: Mobilne punkty szczepień przy parafiach na Podlasiu. Zobacz ile osób skorzystało

Według najnowszych badań, choroba wywołana wirusem SARS CoV-2 ma wpływ nie tylko na układ oddechowy. Badania wskazują skutki łagodnego przejścia COVID-19 również dla systemu nerwowego. Objawy z jego strony mogą być częścią długotrwałych dolegliwości.

Naukowcy z Oslo badają nowe skutki przejścia COVID-19

Naukowcy z Uniwersytetu w Oslo przeprowadzili badanie prawie 10 tys. ochotników, aby sprawdzić ich stan pamięci krótko po przechorowaniu COVID–19 oraz 8 miesięcy później. Żaden z uczestników nie miał postaci choroby, która wymagałaby pobytu w szpitalu.

Analiza uwzględniła także różnorodne czynniki dodatkowe, takie jak demografia, inne schorzenia, jakość życia związaną ze stanem zdrowia. 72 osoby z 651 (11 proc.), które przeszły infekcję koronawirusem zgłosiło problemy z pamięcią.

Wśród osób, które przeszły infekcję, ryzyko zaburzeń pamięci było 4,66 razy wyższe niż w grupie osób przypadkowo wybranych.

267 z 649 (41 proc.) osób po przejściu choroby zgłosiło pogorszenie zdrowia. 12 proc. miało także kłopoty z koncentracją. 82 proc. tych, którzy odczuwali zaburzenia pamięci, zgłaszało przy tym gorsze zdrowie.

Naukowcy zwracają uwagę na pewne ograniczenia badania. Jednym z najważniejszych było to, że analiza polegała na pytaniach o subiektywne odczucia odnośnie pamięci, a nie na obiektywnych testach.

„Nasze wyniki sugerują, że SARS–CoV–2 może negatywnie wpływać na pamięć nawet przez 8 miesięcy od łagodnej choroby i może to się wiązać z pogorszeniem zdrowia i PASC. Rezultaty te powinny być bodźcem do ponownego przemyślenia tezy, że COVID–19 może być łagodną chorobą. Nakazują także zastanowienie, czy obecne strategie leczenia domowego są optymalne z punktu widzenia długofalowych skutków. Nasze wyniki wskazują, że kłopoty z pamięcią mogą być częścią PASC, ale pewniejsze wnioski wymagają dłuższej obserwacji” – piszą w swojej pracy naukowcy.

tvp.info

Parlament Europejski

Parlament Europejski / Fot. Pixabay

  • Badanie wykonała pracownia SW Research na zlecenie “Rzeczpospolitej”.
  • Tylko 17 proc. ankietowanych zdecydowanie opowiedziało się za opuszczeniem Unii Europejskiej przez Polskę. Ponad połowa ankietowanych chce pozostania we wspólnocie unijnej.
  • Zagadnienie polexitu powróciło wraz z orzeczeniem TK, w którym stwierdzono wyżzość polskiej konstytucji nad przepisami unijnymi w obszarach, które nie są ujęte w traktatach.
  • Zobacz także: Tęczowy wieniec pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Wiemy kto za tym stoi. “Marna prowokacja”

17 proc. ankietowanych odpowiedziało twierdząco na pytanie, “Czy Pana/Pani zdaniem Polska powinna opuścić UE?”.

62,6 proc. respondentów chce pozostania Polski we wspólnocie unijnej. 20,5 proc. pytanych nie potrafiło opowiedzieć się po żadnej ze stron.

Wyniki omówił dla “Rzeczpospolitej” Adam Jastrzębski, Senior Project Manager w SW Research.

“Wyjście ze struktur Unii Europejskiej negatywnie ocenia prawie 70 proc. respondentów powyżej 50. roku życia (68 proc.) i nieco wyższy odsetek badanych z wyższym wykształceniem (69 proc.). Opuszczeniu Unii przeciwnych jest 7 na 10 osób o dochodach w granicach 2001-3000 zł i blisko 3 na 4 mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. osób. Wyjściu z Unii „tak” mówi więcej mężczyzn (22 proc. vs. 12 proc. kobiet) oraz taki sam odsetek (22 proc.) mieszkańców najmniejszych miast (do 20 tys.)” – poinformował przedstawiciel sondażowni.

Temat polexitu powrócił do debaty wraz z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Stwierdzono w nim wyższość polskiej konstytucji nad przepisami unijnymi w obszarach, które nie są ujęte w traktach. W efekcie politycy opozycji ostrzegali, że rząd Mateusza Morawieckiego obrał kurs na wyjście z Unii Europejskiej. Przedstawiciele władzy wielokrotnie temu zaprzeczali. Debata nad tym, czy Polska powinna opuścić UE dzieli polskie społeczeństwo.

Badanie przeprowadzono przez agencję badawczą SW Research wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 27-28.7.2021 r. Analizą objęto grupę 800 internautów. Strukturę próby skorygowano by odpowiadała strukturze Polaków powyżej 18 roku życia pod względem kluczowych cech związanych z celem badania.

dorzeczy.pl

Szczepienie przeciwko COVID-19 działają u pacjentów z rakiem

Szczepienie. / Fot. Rhoda Baer Wikimedia Commons

W Podlaskiem można było w niedzielę zaszczepić się w kilkunastu tymczasowych punktach szczepień przeciw COVID-19. Najwięcej utworzono ich przy parafiach, m.in. w Łomży, Mońkach, Krypnie, Sejnach, Świętej Wodzie, Dąbrowie Białostockiej czy Siemiatyczach. Mobilne punkty szczepień nie cieszyły się jednak szczególnie dużą popularnością.

W niedzielę wieczorem Podlaski Urząd Wojewódzki poinformował, że w punktach przy 11 parafiach ze szczepień skorzystały w niedzielę w sumie 632 osoby.

Był też punkt na Jarmarku Dominikańskim w Choroszczy k. Białegostoku. Szczepienia wykonywano też na miejskim stadionie w stolicy województwa, gdzie wieczorem swój mecz w piłkarskiej ekstraklasie rozegrała Jagiellonia. Dane z tych dwóch ostatnich miejsc mają być znane w poniedziałek.

Informując kilka dni temu o niedzielnej akcji, wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski zachęcał do szczepień; mówił, że są najskuteczniejszą ochroną prze wirusem i powikłaniami.

“Nie chcemy takiej sytuacji, żeby nasze podlaskie szpitale były zajmowane przez osoby, które będą musiały być hospitalizowane z tego tytułu, że uległy zakażeniu i ich stan zdrowia wymaga hospitalizacji” – mówił wojewoda.

Przyznał, że województwo Podlaskie nie jest liderem szczepień, mimo że w regionie są stacjonarne i powszechne punkty szczepień.

Jednak podkreślił, że te akcje trzeba kierować w tej chwili w inne miejsca.

 “Stąd też podjęliśmy ostatnio inicjatywy, by wyjść do osób, które się jeszcze nie zaszczepiły” – dodał.

Do tej pory, według najnowszych danych, w Polsce w pełni zaszczepiono ponad 17,5 mln osób. Łącznie podano niemal 34,5 mln dawek szczepionki przeciw COVID-19.

tvp.info

Wieniec LGBT

Wieniec LGBT / fot. Twitter

Liturgii przewodniczył ordynariusz białostocki i administrator apostolski Ordynariatu Polowego abp Józef Guzdek. W uroczystości wzięli udział m.in. prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, prezes PiS Jarosław Kaczyński, premier Nadrenii Północnej-Westfalii Armin Laschet, uczestnicy Powstania Warszawskiego oraz przedstawiciele organizacji kombatanckich. Po zakończonej Mszy złożyli oni wieńce pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Jeden z nich znacząco odbiegał wyglądam od pozostałych. Zamiast kwiatów układających się w biało-czerwone barwy ukazywał on tęczę zbudowaną z kwiatów. Tęczowy wieniec pod pomnikiem Powstania Warszawskiego był kolejną prowokacją i próbą szkalowania pamięci polskich bohaterów przez środowiska skrajnej lewicy.

Za tęczowy wieniec odpowiada skrajnie lewicowa organizacja Homokomando. Twierdzą oni, że chcieli w ten sposób upamiętnić walczące w powstaniu osoby LGBT. Jak to również często bywa po stronie lewicowych aktywistów, powołują się na hasła, których sami są zupełnym przeciwieństwem.

Tęczowy wieniec pod pomnikiem Powstania Warszawskiego wywołał oburzenie internautów

Internauci komentują tęczowy wieniec pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Większość z nich zdecydowanie zauważa, że jest to kolejna prowokacja lewaków.

Prawda jest taka, że gdyby aktywiści lewicy chcieli upamiętnić bohaterów walczących w powstaniu, to zrobiliby to w sposób godny. To znaczy, składając biało-czerwony wieniec reprezentujący barwy, za które tysiące warszawiaków oddało swoje życie w ciągu 63 dni walki o stolicę. Niestety widać wyraźnie, że ich jedynym celem była kolejna prowokacja. Było to również obrzydliwe sprowadzenie kolejnej ważnej sprawy dla polskiego społeczeństwa do najniższych dysput na temat seksualności.

Dzisiejsza lewica może jednak paradoksalnie utożsamić się z czasem Powstania Warszawskiego! Na pewno może to zrobić porównując się do swoich protoplastów ideowych. Stali oni wówczas po drugiej stronie Wisły w mundurach armii czerwonej czekając, aż Warszawa wyda z siebie ostatnie tchnienie.

Dumni Polacy, którzy w imię Boga, Honoru i Ojczyzny walczyli do ostatniej kropli krwi z okupantem niemieckim z całą pewnością nie reprezentowali poglądów, barw i dewiacji, które na sztandarach niosą aktywiści skrajnej lewicy.

Marsz Powstania Warszawskiego

Marsz Powstania Warszawskiego / fot. Ewa Żyźniewska

Heroiczna postawa Polaków, ludności Warszawy, z 1944 roku, która przez 63 dni, składała w ofierze życie własne i swoich dzieci, za wolność, wydaje się obecnie tylko abstrakcją.

Obserwując teraźniejszą Polskę, odnosi się niezaprzeczalne wrażenie, że totalitaryzmy, które przeszły przez naszą ojczyznę, zrobiły swoje.

Kościół, który zawsze był kamieniem węgielnym, pod budowę, każdej rodziny, dziś staje się coraz mniej ważny. Piastowski naród, przybiera tożsamość unijnego folwarku. Odrzucając wszystkie wartości, o które walczyły pokolenia Polaków.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Czym obecnie jest wolność?

Kartezjusz definiował wolność, jako „źródło godności człowieka, która stanowi podstawową rację szacunku dla samego siebie”. Tak rozumianą wolność odbierają totalitaryzmy.

Wolność, definiowana jest również jako „brak przymusu, możliwość działania zgodnie z własną wolą. Sytuacja, w której można dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji” Ta współczesna definicja wolności i „dokonywania wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji”, jawi się jako pułapka.

Wolność na zachodzie Europy już od dawna nie istnieje. Stała się jedynie wyświechtanym sloganem. Jesteś wolny, jeśli myślisz jak ci nakazują media, które są tubą lewicowych, liberalnych przywódców tego współczesnego kołchozu.

Tak, odnośnie tych „dostępnych opcji”. Jesteś wolny, jeśli jesteś tęczowy, jeśli jesteś za aborcją, jeśli wychowujesz dziecko, tak jak nakazuje ci państwo, kiedy mówisz, tylko to, co wolno ci mówić…, wreszcie, kiedy się zaszczepisz.

Wolne media w Europie Zachodniej i na świecie, nie istnieją.

Dziennikarze opłacani przez polityków i koncerny, już od dawna pełnią swój zawód, który tylko z nazwy jest dziennikarstwem.

Opisuje to świetnie w swojej książce „Gekochte journalisten”, Udo Ulfkotte, przez 17 lat pracował dla Frankfurter Allegeine Zeiting. Swoją reputację zbudował dzięki bestsellerom dotyczącym wielokulturowości, islamu, UE, tajnych służb i mediów. W „Sprzedanych dziennikarzach” pisał o wpływie tajnych służb na główne media w Niemczech. Zwłaszcza przez połączenie atlantyckie. Według niego media wydają się wcale nie być neutralne, a ich jednostronność jest kupowana na wiele sposobów.

On sam był często oczerniany przez tajne służby i polityków. Sam zepsuty na wskroś, widział, jak przydarzyło się to wielu innym dziennikarzom. Wszyscy byli częścią sieci elitarnych organizacji amerykańskich, takich jak Atlantik-Brücke, Komisja Trójstronna, Niemiecki Fundusz Marshalla, Amerykańska Rada ds. Niemiec, Akademia Amerykańska, Aspen Institute i Institut für Europäische Politik. Według niego kilku czołowych holenderskich dziennikarzy jest również członkami wielu tych sieci. Na oszałamiającej liczbie przykładów Ulfkotte pokazuje, jak politycy i media głoszą w mediach i we wszystkich wydarzeniach bardzo jednostronny i proamerykański pogląd na świat. Granica między dziennikarzami a propagandystami okazuje się bardzo cienka.

Ten jeden z przykładów, podsumowania realiów medialnych pozwala mi państwu zobrazować “wolne media”.

Wolność na zachodzie, nie istnieje. My sami natomiast, jesteśmy niczym marionetki, codziennie pociągani za sznurki, medialnej propagandy.  

Żyjemy w czasach, w których „Praca czyni wolnym”, została zamieniona przez Globalistów na „szczepienie czyni cię wolnym” Kaganiec zaciska się coraz bardziej.

Do łez rozśmieszają mnie dywagacje prawicowych dziennikarzy, którzy prawią, że przyjęcie pieniędzy od PISu na media, jest utratą wolności. „sprzedał się”. Mówi to dziennikarz, który jeszcze niedawno świecił na Ikara. W siedzibie wolności słowa, nabytej za przysłowiową złotówkę.

Serio, nie wiem, o co chodzi?

Wspominam o tym, nie dla tego by podlizać się człowiekowi, którego szanuję, ale by zachęcić do zastanowienia. Co rozbrojony do granic możliwości naród, może zrobić w sytuacji zagrożenia?

Jak mamy walczyć o wolność, kiedy mierzymy się z goliatem? Czy fundacje lewicowe, dawno ustawione na poletku państwowym, ciągnące jak pijawki kasę na swoje cele, które wspierają te zachodnie „dostępne opcje”, mają dalej utrzymywać swoją mocną pozycję? Podczas gdy media konserwatywne, prawicowe będą strzelać z procy w piwnicy?

Tu powracamy do wydarzenia z 1944 roku. Polacy w obronie swojej wolności, godności, chwycili za to, co mieli pod ręką, by zmierzyć się z goliatem. Przez 63 dni wykrwawiali się, by odzyskać utraconą wolność.

Co my Polacy robimy z tą wolnością, za którą oni walczyli? Zdaje się, wolimy być niewolnikami. Kiedy mamy możliwość, by się łączyć i wspierać, wybieramy piwnicę i procę? Pomyślcie państwo, chociaż o broni czarnoprochowej.

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Spencer Davis/Unsplash

  • Koncerny farmaceutyczne nie ukrywają, że epidemia SARS-COV-2 była dla nich niezwykle “szczęśliwa” zwielokrotniając ich coroczne przychody, dzięki sprzedaży szczepionki
  • Umowa UE zawarta z Moderną i Pfizerem przewiduje dostarczenie do 2023 roku 2,1 miliarda dawek
  • Zgodnie z przewidywaniami ekspertów, koncerny postanowiły zwiększyć również ceny za dawkę preparatu
  • Cena preparatu Moderny wzrośnie z 22,60 do 25,50 dolarów za dawkę, natomiast Pfizer podniosło cenę z 18,40 do 23,14 dolarów
  • Oba giganty farmaceutyczne liczą, że do końca bieżącego roku uda im się uzyskać po ponad 30 miliardów dolarów dochodu
  • Zobacz także: Duda o przymusie szczepień. “Polacy mają prawo do wolności wyboru”

Jak informuje Financial Times umowy zawarte pomiędzy Moderną i Pfizerem, a Unią Europejska przewidują dostarczenie 2,1 miliarda dawek szczepionek przeciw koronawirusowi do 2023 roku. Zostały one zawarte po tym, gdy okazało się preparaty tych koncernów są skuteczniejsze niż firmy Johnson&Johnson oraz AstraZeneki.

Cena szczepionki Moderny w ramach kontraktu wzrośnie z 22,60 do 25,50 dol. za dawkę, a preparatu Pfizera – z blisko 18,40 do 23,14 dol

– podaje Financial Times.

W środę dziennik Wall Street Journal poinformował, że dzięki sprzedaży szczepionki przeciw COVID-19 oraz innych leków dochody Pfizera za drugi kwartał 2021 roku prawie dwukrotnie przebiły prognozy analityków. Sama szczepionka przyniosła Pfizerowi 7,84 miliarda dolarów.

Wielomiliardowe zyski koncernów farmaceutycznych

Opłacalność sprzedaży dopuszczonych warunkowo szczepionek obrazują prognozy finansowe wielkich koncernów farmaceutycznych. Tylko do końca bieżącego roku Pfizer przewiduje dochody o wartości 33,5 miliarda dolarów, przy założeniu, że amerykańskiemu gigantowi uda się sprzedać 2,1 miliarda dawek preparatu. Z kolei Moderna może liczyć na nie mniejsze zyski, gdyż tegoroczne dochody powinny sięgnąć 30 miliardów dolarów.

Komisja Europejska poinformowała, że ze względu na ewentualną konieczność podania trzeciej dawki szczepionki przeciw COVID-19 zastrzega sobie prawo do dostaw dodatkowych 1,8 mld dawek preparatu Pfizera. We wtorek KE oznajmiła, że wszystko wskazuje na to, iż do końca lata uda się zaszczepić 70 proc. dorosłych mieszkańców Unii.

interia.pl

Skandaliczne zachowanie lewicowych aktywistów podczas Marszu Powstania Warszawskiego

Robert Bąkiewicz podczas Marszu Powstania Warszawskiego / Fot. PAP/Wojciech Olkuśnik. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Dzisiaj w stolicy Polski odbyły się centralne uroczystości z okazji Powstania Warszawskiego oraz został zorganizowany doroczny Marsz Powstania Warszawskiego
  • Na trasie przemarszu znalazła się grupa lewicowych aktywistów, która skandowała w stronę uczestników różne inwektywy
  • W pewnym momencie Robert Bąkiewicz zaproponować aktywistom wspólne uczczenie pamięci warszawskich bohaterów
  • Niestety odrzucili oni tę pokojową propozycję prezesa Marszu Niepodległości no co żywo zareagowali uczestnicy marszu
  • Zobacz także: Trwa Marsz Powstania Warszawskiego. Relacja NA ŻYWO w Mediach Narodowych

Ulicami stolicy przeszedł dzisiaj jak co roku, Marsz Powstania Warszawskiego organizowany m.in. przez stowarzyszenie Marsz Niepodległości. Wiele tysięcy Polaków uczciło na rondzie Dmowskiego pamięć o bohaterskiej walce warszawskich powstańców przeciwko niemieckiemu okupantowi. W godzinę “W” o godzinie 17:00 tj. w momencie wybuchu powstania, tradycyjnie zabrzmiały w całym mieście syreny, a zebrani na rondzie odpalili tworzą spektakularny widok, godny uczczenia niezłomności Warszawiaków.

Lewicowi aktywiści odrzucili propozycję Bąkiewicza!

Podczas Marszu Powstania Warszawskiego doszło do ciekawej sytuacji, gdy prezes stowarzyszenia Marszu Niepodległości, Robert Bąkiewicz zaproponował lewicowym aktywistom wspólną intonację popularnej przyśpiewki “Cześć i chwała bohaterom”. Nie chcieli oni jednak podjąć tej współpracy milcząc przy próbach wspólnego uczczenia pamięci powstańców warszawskich.

Ta sytuacja spotkała się z oburzeniem zgromadzonych patriotów, którzy chcieli dać temu wyraz krytykując ideowych przeciwników. Jednakże Robert Bąkiewicz uspokajał uczestników Marszu Powstania Warszawskiego.

medianarodowe.com

Warszawska Granda na Pięści

Warszawska Granda na Pięści

Kolejna edycja bokserskiego turnieju

W sobotę 31 lipca br. w Legia Fight Club odbyła się kolejna, 60. Warszawska Granda na Pięści, czyli mecze polsko-warszawskiej ligi bokserskiej. W walkach mogli uczestniczyć zawodnicy wszystkich kategorii wagowych i wiekowych. Podczas turnieju odbywały się mecze towarzyskie, walki młodzieży w ramach WBC Green Belt Challenge, walki seniorów i koneserów. Obecna edycja miała na celu upamiętnienie uczestników Powstania Warszawskiego, którego 77. rocznica wybuchu wypada 1 sierpnia 2021 roku.

Mecz LFC vs. Kamil Pietrzyk Boxing Team

W 60. edycji turniej rozegrał się pomiędzy Legia Fight Club a śląskim Kamil Pietrzyk Boxing Team. Po zaciętym boju zwyciężyli Legioniści 12 do 8. Rywale ze Śląska na początku meczu dominowali, dopiero w późniejszych walkach warszawiacy odrobili stracone punkty i zdobyli przewagę. Co ważne, Ślązacy potrafią znakomicie wspierać swoich zawodników podczas walki, a to ważny aspekt psychologiczny. Tego samego niestety nie można powiedzieć o warszawiakach, którzy z małymi wyjątkami w ogóle nie dopingowali swoich zawodników.

Koncert w hołdzie powstańcom

Akcent powstańczy stanowiły występy słowno-muzyczne, które odbyły się w przerwie meczu. Dla zgromadzonej na Łazienkowskiej publiczności zagrali raperzy tworzący utwory o patriotycznym przekazie: Karat MN, D.I.X.I. Charakterny Zbój, Jacol Pewna Pozycja, Patriota TGK, WUEM TPN. Karat MN wraz z Patriotą TGK podczas grandy wykonali utwór „Czuwaj”, którego premiera miała miejsce dzień wcześniej, 30 lipca. Klip promuje najnowszą płytę Karata MN „Nieba Mańka”, która ukaże się już na jesieni.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Komunistyczny zbrodniarz Stefan Michnik

W rozmowie Jan Bodakowski podkreślał, że Stefanowi Michnikowi i wielu innym komunistycznym zbrodniarzom mieszkającym na zachodzie bezkarność zapewniało ich żydowskie pochodzenie i akceptacja zachodnich elit politycznych dla zbrodni popełnianych przez komunistów.

Jan Bodakowski w audycji przypomniał też, powołując się na fakty opisane w wydanej nakładem Zona Zero praca „Demiurg. Biografia Adama Michnika” autorstwa Roman Graczyk (dziś pracownika IPN, który przez wiele lat był publicystą „Gazety Wyborczej”) dotyczące powiązań rodzinnych Stefana Michnika.

Brat przyrodni Adama Michnika

Stefan Michnik był przyrodnim bratem Adama Michnika – mieli innych ojców. Ojcem Stefana był Samuela Rosenbuscha prawnik i działacza komunistycznego (zlikwidowany w czasie czystek 1937 przez Stalina). Ojcem Adama komunista Ozjasz Szechter (syn rzezaka, czyli pomocnika rabina).

Matka Stefana i Adama była żydówka Helena (Hinda) Michnik — córką talmudysty Seliga Michnika. Helena Michnik była osobą niezwykle zdolną – skończyła w II RP na Uniwersytecie Jagiellońskim filozofię i obroniła pracę doktorską o husytach. W czasie studiów działała w lewicowych organizacjach studenckich. Po śmierci ojca Stefana związana była z ojcem Adama.

Po sowieckiej agresji na Polskę w 1939 roku Ozjasz (ojciec Adama) i Helena (matka Stefana i Adama) kolaborowali z sowieckim okupantem. Ozjasz we Lwowie pracował w Obwodowym Banku Państwowym. W 1941 po niemieckim uderzeniu wyprzedzającym Ozjasz i Helena zostali przez sowietów ewakuowani. Helena w sowieckim Uzbekistanie pracowała w sowieckiej szkole dla polskich dzieci, a Ozjasz został wcielony do Armii Czerwonej i bezpiecznie służył przy granicy z Persją (Iranem).

Przedstawiciele komunistycznej tyrani

Po demobilizacji w 1945 roku w Moskwie wstąpił do PPR (sowieckiej agentury wyznaczonej przez Moskwę do zarządzania ziemiami polskimi). W 1945 roku we Lwowie pracował w sekcji radiowo prasowej Wydziały Kulturalno Oświatowego Zarządu Obwodowego Związku Patriotów Polskich (była to sowiecka agentura kierowana przez żydokomunę i żywiąca fanatyczną nienawiść do polskiego patriotyzmu).

Ozjasz i Helena w 1945 wrócili na ziemie polskie i zamieszkali w Warszawie. Na ziemiach polskich po wojnie Helena Michnik wykładała w szkole Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego, była nauczycielką ”historii”, autorką marksistowskiego ”podręcznika” ”historii” do liceum, badaczką marksizmu, szefową sieci klubów prasy międzynarodowej Empik. Ozjasz kierował Wydziałem Prasowym Centralnej Rady Związków Zawodowych CRZZ, był redaktorem naczelnym czasopism CRZZ „Głos Pracy”, redaktorem wydawnictwa KiW, działaczem PPR i PZPR.

W 1946 roku Helena Michnik urodziła syna Ozjasza Adama – Antoni Zambrowski twierdził, że Adam Michnik nie był biologicznym dzieckiem Ozjasza i Heleny, lecz został przez nich usynowiony. Adam miał już dwu braci przyrodnich — syna Ozjasza Jerzego (który został elektromechanikiem i w 1957 wyemigrował do Izraela, a potem do USA) oraz syna Heleny Stefana Michnika.

Stefan Michnik

Stefan Michnik był aktywistę młodzieżówek komunistycznych, działaczem PPR i PZPR, absolwenta kursu w Oficerskiej Szkole Prawnej im Teodora Duracza, która kształciła komunistycznych ”sędziów”, konfidenta Informacji Wojskowej, czyli wojskowej bezpieki, która zwalczała wszelkie przejawy patriotyzmu w szeregach ludowego Wojska „Polskiego”.

Kurs na komunistycznego ”sędziego” Stefan Michnik ukończył w 1951 roku w wieku 26 lat. Został podporucznikiem i asesorem Wojskowego Sądu Rejonowego. Do 1955 ”sądownictwo” wojskowe ”sądziło” też cywili. Polacy przez komunistyczne ”sądy” wojskowe byli ”sądzeni” w trybie doraźnym (procesy kilkugodzinne bez apelacji), powszechnie skazywani na karę śmieci. Celem ”sądownictwa” wojskowego była likwidacja przeciwników sowieckiej okupacji. Ofiarą procesów politycznych padło do 250.000 polskich patriotów. Za komuny wydano (w sądach wojskowych i cywilnych) do 8000 wyroków śmierci.

Stefan Michnik był sędzią wojskowym do 1953 roku, potem pracował w Wojskowej Akademii Politycznej w Katedrze Nauk Wojskowo Prawnych, Zarządzie Sądownictwa Wojskowego. Po odejściu z ludowego Wojska Polskiego w 1957 pracował jako adwokat. Od 1958 do 1968 jako redaktor w wydawnictwie Ministerstwa Obrony Narodowej. W latach 1968-1969 w Państwowym Zakładzie Ubezpieczeń. W 1969 wyemigrował z PRL do Szwecji. W latach siedemdziesiątych pod pseudonimem pisywał do paryskiej Kultury.

IPN ścigał Michnika

W 2017 IPN poinformował o stanie śledztwa dotyczącego Stefana Michnika. „Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów kapitanowi w stanie spoczynku Stefanowi Michnikowi (śledztwo o sygnaturze S 92.2006.Zk). Prokurator IPN uznał, że kapitan Michnik – funkcjonariusz państwa komunistycznego – asesor Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie w okresie od 27 marca 1951 roku do 20 listopada 1953 roku, działając w strukturach systemu państwa totalitarnego posługującego się na wielką skalę terrorem dla celów politycznych i społecznych, złamał prawo. Choć był zobowiązany do zgodnego z ówczesnymi przepisami przedłużania tymczasowego aresztowania na czas powyżej sześciu miesięcy, nie dopełniał obowiązków co do sądowej kontroli zasadności i terminowości podejmowanych czynności procesowych.

W toku posiedzeń Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, dotyczących przedłużenia tymczasowego aresztu, mimo oczywistej wadliwości podejmowanych czynności – rezultatu wcześniejszego naruszenia terminów – Michnik zaniechał wnioskowania do sądu o zarządzenie natychmiastowego zwolnienia z aresztu i bezzasadnie uwzględniał wnioski o przedłużenie tymczasowego aresztu wobec podejrzanych: Józefa S., Jana i Leokadii Z., Jana D., Józefa D., Walerii N., Ludomira S., Stefana J., Sylwii Rz., Franciszka Sz., Zygmunta G., Władysława B., Mariana T., Jana T., Eustachego S., Jana O., Władysława C., Jerzego Ł., Bronisława Cz.-G. oraz Witolda K.

W ten sposób Stefan Michnik – wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami – brał udział w represjonowaniu pokrzywdzonych z powodu ich działalności na rzecz niepodległego Państwa Polskiego i sankcjonował kontynuację bezprawnego pozbawiania ich wolności poprzez tymczasowe aresztowanie bez formalnego tytułu prawnego.

W toku śledztwa prokuratora IPN, w następstwie analiz innych archiwalnych postępowań karnych nadal ujawniane są informacje dotyczące Stefana Michnika, które uzasadniają podejrzenie popełniania przez niego przestępstw. Sprawy te są analizowane i procesowo opracowywane. Zresztą pierwsze postanowienie o przedstawieniu zarzutów Stefanowi Michnikowi zostało wydane już 9 grudnia 2005 roku. Później zarzuty były uzupełniane.

Na wniosek prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie postanowieniem z 25 lutego 2010 roku, sygn. akt Kp 3/10, zastosował środek zapobiegawczy w postaci postanowienia o tymczasowym aresztowaniu Stefana Michnika na trzy miesiące od daty zatrzymania.

Dysponując tym postanowieniem, prokurator Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie wystąpił do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania podejrzanego. Postanowieniem z 10 sierpnia 2010 roku (sygn. akt. Kp 57/10) sąd uwzględnił wniosek prokuratora i wydał takie postanowienie.

Realizacja Europejskiego Nakazu Aresztowania na terytorium Królestwa Szwecji okazała się jednak niemożliwa. Sąd Rejonowy w Uppsali postanowieniem z 15 listopada 2010 roku (sygn. B 7071-10) oddalił wniosek o przekazanie Stefana Michnika organom polskiego wymiaru sprawiedliwości, uznając, że przestępstwa zarzucone podejrzanemu, zgodnie z prawem szwedzkim, uległy przedawnieniu, a poszukiwany jest obywatelem szwedzkim. Orzeczenie to jest prawomocne i nie podlega zaskarżeniu.

Mimo to nadal monitorowane jest miejsce pobytu podejrzanego. Gdyby bowiem doszło do wyjazdu Stefana Michnika ze Szwecji i wjazdu na terytorium Polski lub innego kraju Unii Europejskiej, sytuacja uległaby zmianie. Zarządzono poszukiwanie podejrzanego listem gończym, a zajmuje się tym policja. Przekazanie osoby ściganej ENA organom polskiego wymiaru sprawiedliwości jest możliwe jedynie z innego niż Królestwo Szwecji kraju Unii Europejskiej.

Pod tym względem nic się w ostatnim czasie nie zmieniło – nadal istnieje możliwość, że podejrzany pojawi się na terytorium Polski lub w którymś kraju UE poza Szwecją”.