Zdaniem ministra zdrowia, to niezaszczepieni najczęściej zakażają się wirusem SARS-CoV-2.
“Dane z ostatniego miesiąca pokazują, że zakażają się głównie osoby z grup najmniej zaszczepionych. Zakażenia wśród osób do 40 lat to ponad 56 proc. zakażeń. Osoby powyżej 60 lat – które są najszerzej zaszczepioną grupą – to jedynie niecałe 20 proc. zakażeń” – czytamy na Twitterze ministra zdrowia.
Dane z ostatniego miesiąca pokazują, że zakażają się głównie osoby z grup najmniej zaszczepionych. Zakażenia wśród osób do 40 lat to ponad 56% zakażeń. Osoby, powyżej 60 lat – które są najszerzej zaszczepioną grupą – to jedynie niecałe 20% zakażeń. Dlatego #SzczepimySiępic.twitter.com/kIriVp8oVZ
Opierając się na wynikach powyższych badań, Adam Niedzielski twierdzi, że niezaszczepieni zakażają się częściej. Minister motywuje to największymi odsetkami zachorowań w grupach najmniej zaszczepionych.
Z badań przeprowadzonych od 9 lipca do 9 sierpnia wynika, że w tym czasie wśród nowych przypadków zakażenia koronawirusem było 4,35 proc. dzieci do 10 roku życia.
Grupa wiekowa od 11 do 20 roku życia stanowiła 11,73 proc. zakażonych.
Dużo więcej zakażeń – 19,89 proc. spośród wszystkich było wśród osób od 21. do 30. roku życia.
Jeszcze więcej zakażonych – 20,23 proc. – to były osoby w wieku 31-40 lat.
W kolejnej grupie – 41-50 lat – zakażeń było już mniej: było to 14,08 proc. wszystkich infekcji.
Wśród osób od 51. do 60. roku życia było 8,33 proc. wszystkich zakażonych, a w grupie 61-70 lat: 9,61 proc.
Znacznie mniej liczna była grupa od 71. do 80. roku życia: osoby te stanowiły 5,64 proc. wszystkich zakażonych.
Najmniej zakażonych było natomiast w grupie 81-80 lat: osoby w tym wieku stanowiły zaledwie 3,55 proc. wszystkich, u których wykryto koronawirusa.
Jak podano na stronach rządowych, w Polsce pełni zaszczepionych, czyli dwiema dawkami preparatów od firm Pfizer/BioNTech, Moderna i AstraZeneca, a także jednodawkową szczepionką Johnson & Johnson, jest 17 mln 880 tys. 228 osób.
Koncesja dla TVN24 wygasa 26 września. TVN Grupa Discovery może kontynuować nadawanie TVN24 za pośrednictwem TVN24 BiS albo wystąpić o koncesję w innym państwie.
Alternatywą dla zawieszenia emisji TVN24 BiS jest pozyskanie koncesji w innym kraju. Polskie wersje kanałów Discovery nadają na podstawie niderlandzkiej koncesji wydanej w 2019 roku.
Redaktor naczelny stacji, Michał Samul zapowiedział, że TVN będzie nadawał i na pewno nie przestanie istnieć. Szef stacji uważa, że jego telewizja to największy kanał informacyjny w Polsce.
Koncesja dla TVN24 wygasa 26 września. KRRiT poza przewodniczącym Witoldem Kołodziejskim sprzeciwia się jej przedłużeniu. TVN Grupa Discovery może kontynuować nadawanie TVN24 za pośrednictwem TVN24 BiS (koncesja stacji jest ważna do 2027 roku) albo wystąpić o koncesję w innym państwie. Wszystko wskazuje, że TVN24 uzyska europejską koncesję.
Alternatywą dla zawieszenia emisji TVN24 BiS jest pozyskanie koncesji w innym kraju. Polskie wersje kanałów Discovery nadają na podstawie niderlandzkiej koncesji wydanej w 2019 roku. Są to m.in. Animal Planet, czy TLC. Na podstawie hiszpańskich koncesji nadają National Geographic, National Geographic Wild, National Geographic People, Fox i Fox Comedy. Dzięki koncesjom francuskim w Polsce można oglądać Eurosport i Eurosport 2.
Spółka zarządzająca TVN, czyli Polish Television Holding ma siedzibę w Amsterdamie. Najwięcej kanałów TVN Grupy Discovery korzysta z niderlandzkich koncesji. Logicznym byłby więc podobny wniosek w przypadku TVN24.
W mediach społecznościowych już pojawiają się opinie, że „TVN24 powinna być koncesjonowana w kraju swojego mocodawcy”. Jeśli nadawca chce uniknąć takich komentarzy, to może wystąpić o koncesję w Czechach, jak np. część polskich kanałów związanych MTV, Viacom CBS. RRTV, czeski odpowiednik KRRiT wydaje koncesję w ciągu maksymalnie miesiąca. Zdarza się, że nawet w dwa tygodnie.
Przedstawicielka grupy zapewnia, że stacja nie przestanie nadawać nawet, jeśli nie otrzyma polskiej koncesji.
“Tak, jak informowaliśmy już wcześniej, jesteśmy przygotowani na różne scenariusze. Naszym celem jest zapewnienie stacji ciągłości nadawania, a widzom nieprzerwanego dostępu do niezależnych i wiarygodnych informacji. Jednocześnie za priorytet uznajemy uzyskanie koncesji w Polsce, ponieważ spełniliśmy wszystkie wymogi formalno-prawne, by ją otrzymać i nie ma żadnych przeszkód, by KRRiT nie wydała na najbliższym posiedzeniu pozytywnej decyzji w tej sprawie” – mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Katarzyna Issat, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej TVN.
W specjalnym programie z okazji 20 urodzin TVN24 wziął udział redaktor naczelny stacji Michał Samul.
“TVN24 był, jest i będzie. Nie ma żadnych powodów, żeby myśleć, że będzie inaczej. Wszyscy, którym się wydaje, że można nas uciszyć, zlikwidować TVN24, poniosą fiasko. Przetrwamy i będziemy nadawać dalej, ponieważ jesteśmy dla widzów. Na tym opiera się nasz sukces. Zawsze myślimy w kategoriach: czego chcą widzowie, czego oczekują widzowie i dużym wysiłkiem to się odbywa, ale przynosi to efekt – przekonywał Samul.
“Jesteśmy największą stacją informacyjną nie tylko w Polsce, ale także w Europie pod wieloma względami. Na przykład pod względem oglądalności. Będziemy kontynuować ciężką pracę na rzecz naszych widzów” – zapowiedział Samul.
TVN Grupa Discovery może też skorzystać z innego, nieopisywanego nigdzie scenariusza. Kontynuować nadawanie TVN24 na bazie koncesji TVN24 BiS i wystąpić o nową, zagraniczną dla swojego kanału poświęconego wydarzeniom ze świata i biznesu. Wtedy zostanie zachowana ciągłość nadawania obu anten. Dodatkowy kanał TVN24 nie musi dalej nazywać się TVN24 BiS.
Michał Sz. / Fot. PAP/Mateusz Marek. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Rok po głośnej manifestacji środowisk LGBT na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie aktywiście “Stop Bzdurom” rozwiązują swoją organziację.
Z informacji na jednym z portali do prowadzenia zbiórek wynika, że kolektyw wsparło ponad 4600 internautów. W sumie wpłacili oni 317 tys. zł.
Michał Sz. wyznał, że żałuje powstania i działalności “Stop Bzdurom”. Mężczyzna uważa, że było to zupełnie niepotrzebne.
Minął rok od głośnej manifestacji środowisk LGBT na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Aktywiści protestowali wtedy przeciwko aresztowaniu aktywisty LGBT z kolektywu „Stop Bzdurom” Michała Sz. Po roku działalności, zbiórki setek tysięcy złotych, “Stop Bzdurom” kończy działalność.
Mężczyzna miesiąc wcześniej demolował furgonetkę fundacji pro-life i napadł na jej członka. Z tego powodu grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności. Michał Sz. uczestniczył też w profanacjach warszawskich pomników, w tym figury Jezusa przed kościołem św. Krzyża.
Po fali protestów kolektyw „Stop Bzdurom” rozpoczął w sieci zbiórkę pieniędzy na swoją działalność. Z informacji na jednym z portali do prowadzenia zbiórek wynika, że kolektyw wsparło ponad 4600 internautów. W sumie wpłacili oni 317 tys. zł.
Organizatorzy akcji podkreślali, że pieniądze są im niezbędne jako fundusz na prawników oraz do organizowania „dalszych dzikich akcji”.
„Jesteśmy radykalnym, queerowym i feministycznym kolektywem. Działamy na rzecz LGBTQ+” – podkreślali.
„Margot” oraz inni lewicowi działacze podkreślali jednak, że nie zamierzają rozliczać się ze swoich akcji co do złotówki.
“Myślę, że nikt z queerowych dzieciaków nie żałuje nam wegańskiej picki raz na jakiś czas” – stwierdził w wywiadzie dla Radia ZET Michał Sz.
“Apelujcie, przestaniemy jeść pickę, ale musicie to nam napisać. Osoby nam przychylne afirmują nas w całości i nie mówią, na co mamy wydać pieniądze” – podkreślał.
“Stop Bzdurom” kończy działalność”
Rok po tamtych wydarzeniach „Margot” i towarzysząca mu „Łania” w wywiadzie dla oko.press oznajmili, że kolektyw, na którego działalność zebrali kilkaset tysięcy złotych, jest bliski końca działalności.
“Ten ostatni rok mocno uwięził mnie właśnie w takim świecie. Od pomocy całej aktywistycznej „rodziny” jestem uzależniona — prawnie i finansowo. Ale może pora spakować się w plecak i zamknąć za sobą ten rozdział” – mówi „Margot”.
Michał Sz. mówi też, że nigdy go nie interesowało, co myśli o nich świat.
“Kwestie LGBT-owe nie są przedmiotem negocjacji czy dyskusji z heteronormatywną społecznością. To, jak oni się z nami czują, średnio mnie obchodzi. A pewnie czują się w zasadzie podobnie, czyli są wiecznie zszokowani, co ostatecznie przeradza się w niechęć lub nienawiść” – dodał.
Jak wyznał, że “Stop Bzdurom” kończy działalność.
“Walka o widzialność w mediach czy użeranie się polemikami było większą pracą niż ta, którą realnie chciałyśmy wykonywać. Teraz pracuję zupełnie inaczej. Głównie troszczę się zaplecze pomocowo-techniczne innych grup feministycznych, szczególnie pracownic seksualnych. Nie chcę być medialną frontmenką, chcę robić sensowne rzeczy” – powiedział.
Pytany, czego żałuje, odparł, że wszystkiego.
“Jeśli mam być szczera to żałuję całego „Stop Bzdurom”. Żałuję, że wyszłyśmy na publiczne oczy. To było nam zupełnie niepotrzebne i zaprzepaściło wymiar walki. Mam fantazję, że dużo lepiej byłoby pozostać w cieniu i jako nikomu nieznane osoby robić partyzantkę” – stwierdził.
LUBIN PROTEST WS. ŚMIERCI PODCZAS INTERWENCJI POLICJI
/ PAP/Aleksander Koźmiński
W sprawie śmierci zatrzymanego w piątek 34-latka toczy się śledztwo. Według oficjalnych dokumentów Prokuratury Rejonowej w Lubinie, zeznania ratowników nie zgadzają się z wersją policjantów.
W sprawę zaangażowany jest poseł KO, który opublikował na Twitterze pismo z prokuratury, które otrzymał od rodziców zmarłego. Zawiera ono potwierdzenie sprzecznych wersji wydarzeń.
Dochodzenie prowadzone jest pod kątem przekroczenia przez policjantów uprawnień i niedopełnienia obowiązków oraz nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny.
Tragiczne wydarzenia rozegrały się w piątek, a przebieg dużej części policyjnej interwencji przy ul. Traugutta obejrzeć możemy na niespełna 7-minutowym nagraniu wideo, jakie pojawiło się w sieci. Na filmie widać ujęcie, które może sugerować, że leżący na ziemi 34-latek stracił przytomność, a policjant próbował go ocucić. Ostatecznie mężczyznę zabrano przez wezwaną karetkę na szpitalny oddział ratunkowy. Ostatnio jednak nastąpił zwrot w sprawie śmierci mężczyzny z Lubina. Według ratownika medycznego, 34-latek zmarł na miejscu zatrzymania.
Zeznania ratownika bezpośrednio podważają wersję wydarzeń, którą opisuje policja. W ich zeznaniach, mężczyzna zmarł dopiero w szpitalu, dwie godziny po interwencji funkcjonariuszy.
Wersję policji co do czasu zgonu 34-latka podważa poseł Koalicji Obywatelskiej Piotr Borys.
“Nie jest prawdą komunikat policji wojewódzkiej we Wrocławiu. Wg informacji dyrekcji szpitala, zgon młodego lubinianina nastąpił w karetce przed przyjazdem do szpitala. Będę pytał o filmy z kamer policjantów i podduszanie w interwencji” – napisał na Twitterze.
Według ustaleń Prokuratury Rejonowej w Lubinie, 34-latek zmarł na miejscu
Wczoraj wieczorem poseł opublikował na Twitterze “pismo z prokuratury otrzymane od rodziców Bartka”.
W dokumencie znalazło się stwierdzenie: “Według oświadczeń ratowników, po tym, jak przyjechali na ul. Traugutta (…), dokonali sprawdzenia tętna, ciśnienia, lecz parametry te były niewyczuwalne”.
“Według ratownika, zgon pokrzywdzonego stwierdzono już na ul. Traugutta. Stwierdził także, że z tego powodu nie podejmowali żadnych czynności resuscytacyjnych” – czytamy dalej w piśmie.
Dokument został podpisany przez prok. Włodzimierza Hładyka z Prokuratury Rejonowej w Lubinie. Dochodzenie prowadzone jest pod kątem przekroczenia przez policjantów uprawnień i niedopełnienia obowiązków oraz nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny.
Kto mówi prawdę @PolskaPolicja czy ratownicy medyczni? Wg ratownika w piśmie z prokuratury otrzymanego od rodziców Bartka, zgon Bartka nastąpił na ul.Traugutta przy komisariacie. Dlaczego nie umożliwiono, mimo zapewnień,oglądu ciała przed sekcją zwłok?Czekamy na wyniki sekcji pic.twitter.com/y4ke6jP3qW
Do morderstwa księdza doszło w Saint-Laurent-sur-Sèvre w departamencie Vendée.
Sprawcą morderstwa jest 39-letni Emmanuel A., imigrant z Rwandy. Mężczyzna od kilku lat mieszka we Francji. W 2010 roku podpalił katedrę w Nantes, jednak szybko zwolniono go z więzienia.
Głos w sprawie zabrała liderka francuskiej prawicy, Marine Le Pen, która oskarżyła rząd w Paryżu o bierność w sprawie przestępstw imigrantów.
Kolejny katolicki ksiądz został zamordowany we Francji. Do morderstwa doszło w Saint-Laurent-sur-Sèvre w departamencie Vendée. Według źródła zbliżonego do śledztwa, na które powołuje się agencja AFP, podejrzany sam zgłosił się na policję i poinformował, że zabił księdza.
Kolejny ksiądz zamordowany przez imigranta we Francji
Sprawcą morderstwa jest prawdopodobnie 39-letni Emmanuel A., imigrant z Rwandy. Mężczyzna od kilku lat mieszka we Francji. W lipcu 2020 roku imigrant przyznał się do podpalenia XV-wiecznej katedry w Nantes, gdzie pracował jako wolontariusz.
Początkowo Rwandyjczyk został zatrzymany i osadzony w areszcie, ale szybko wyszedł na wolność. Poręczył za niego rektor katedry ks. Hubert Champenois, tłumacząc, że zna mężczyznę od czterech lub pięciu lat. Rezultatem pobłażliwości francuskiego wymiaru sprawiedliwości oraz duchowieństwa jest kolejny ksiądz, który został zamordowany we Francji.
“Ufam mu tak, jak ufam wszystkim pomocnikom” – przekonywał.
Pożar w katedrze św. Piotra i Pawła w Nantes zniszczył zabytkowe organy z 1621 roku, które przetrwały rewolucję francuską i bombardowanie podczas II wojny światowej. Ogień pochłonął także bezcenne artefakty i obrazy, w tym dzieło XIX-wiecznego artysty Hippolyte Flandrin. Zniszczeniu uległy także witraże zawierające pozostałości XVI-wiecznego szkła.
Około 100 strażakom udało się uratować główną konstrukcję katedry, którą budowano przez ponad 450 lat, począwszy od 1434 roku.
Liderka francuskiego Front Narodowego Marine Le Pen, która oskarża rząd w Paryżu o słabość w kwestii imigracji, stwierdziła, że we Francji “można być nielegalnym imigrantem, podpalić katedrę, nie zostać wydalonym z kraju, a następnie popełnić zbrodnię ponownie, mordując księdza”.
NORTH MACEDONIA PANDEMIC CORONAVIRUS COVID19
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030 / PAP/EPA/Georgi Licovski
Klalit, przez 10 dni prowadziła akcję szczepienia osób w wieku powyżej 60 lat dawką przypominającą preparatu Pfizer-BioNTech. Według oficjalnych statystyk. do niedzieli podała ją ponad 240 tys. Izraelczykom.
Większość zaszczepionych osób nie zgłosiło niepożądanych objawów po szczepieniu. Niemal wszyscy badani przyznali, że po trzeciej dawce preparatu czuli się lepiej niż przy poprzednich.
Decyzja o rozpoczęciu podawania trzeciej dawki została podjęta w celu powstrzymania rosnącej od kilku miesięcy fali zakażeń COVID-19.
Jedna z czterech izraelskich kas chorych, Klalit, przez 10 dni prowadziła akcję szczepienia osób w wieku powyżej 60 lat dawką przypominającą preparatu Pfizer-BioNTech. Do niedzieli podała ją ponad 240 tys. Izraelczykom. Łącznie pół miliona osób zostało już zaszczepionych trzecią dawką w Izraelu.
Łącznie pół miliona zaszczepionych, większość pacjentów czuje się lepiej niż po drugiej dawce
31 proc. ankietowanych przez Klalit zaszczepionych osób zgłosiło jeden lub więcej skutków ubocznych po trzecim zastrzyku. Z kolei 27 proc. zgłosiło miejscowy skutek uboczny (34 proc. kobiet i 21 proc. mężczyzn). Wykazano, że 24 proc. osób odczuwało ból w miejscu zastrzyku, a 6 proc. miało w tym miejscu obrzęk.
9 proc. respondentów podało zmęczenie jako skutek uboczny, 6 proc. ogólne złe samopoczucie, 4,3 proc. bóle głowy i tyle samo bóle mięśni, 2,1 proc. bóle stawów, a 1,4 proc. miało gorączkę powyżej 38 stopni Celsjusza.
Poniżej pół procenta osób zgłaszało takie skutki niepożądane jak trudności w oddychaniu, nieregularne bicie serca i ból w klatce piersiowej.
Spośród wszystkich ankietowanych tylko 1 proc. zwrócił się o pomoc medyczną z powodu jednego lub więcej skutków ubocznych, których doświadczyli.
10 proc. osób stwierdziło, że ich samopoczucie po trzeciej dawce było gorsze niż po drugiej.
“To pierwsze kompleksowe badanie tej populacji opublikowane w Izraelu lub (nawet) na całym świecie i okazuje się, że w zdecydowanej większości przypadków po trzeciej dawce (skutki uboczne – PAP) są podobne lub mniejsze niż po drugiej” – powiedział prof. Ran Blicer z Klalit, cytowany przez dziennik “Israel Hajom”.
Decyzja o rozpoczęciu podawania trzeciej dawki została podjęta w celu powstrzymania fali infekcji koronawirusa. Liczba zakażeń wzrosła w Izraelu od kilkudziesięciu dziennie w czerwcu do średnio ponad 2 tys. pod koniec lipca i 3,5 tys. na początku sierpnia. Nie wiadomo, czy pół miliona osób zaszczepionych trzecią dawką w Izraelu przełoży się na spadek liczby zachorowań.
Ze względu na zmniejszającą się skuteczność szczepionki trzecią dawkę rozpoczęto podawać osobom po 60 roku życia. Trzecią dawkę mogą również przyjąć osoby z obniżoną odpornością (m.in. chorym na niektóre choroby autoimmunologiczne oraz osobom po przeszczepie).
Książe Andrzej oskarżony o molestowanie 38- letniej Amerykanki. W przeszłości Virginia Giuffre była stroną skarżącą w procesie multimilionera Jeffreya Epsteina oskarżanego o przestępstwa seksualne.
Kobieta domaga się odszkodowania “za naruszenie jej nietykalności cielesnej i celowe wywołanie rozstroju emocjonalnego”. Informację podaje NBC News.
Książę Andrzej nie skomentował jeszcze obecnego pozwu. Wcześniej książę Yorku stanowczo zaprzeczał jakoby kiedykolwiek uprawiał seks z Giuffre.
Virginia Giuffre była stroną skarżącą w procesie multimilionera Jeffreya Epsteina oskarżanego o przestępstwa seksualne, w tym stręczycielstwo. Teraz to książę Andrzej został oskarżony o molestowanie przez Giuffre. Kobieta zarzuca Andrzejowi, że wykorzystywał ją seksualnie. Miało dojść do tego, gdy miała 17 lat. Zdaniem kobiety do czynów karalnych doszło w Londynie, Nowym Jorku i na prywatnej wyspie Epsteina na Wyspach Dziewiczych Stanów Zjednoczonych.
Książę Andrzej oskarżony molestowanie Amerykanki
W pozwie zapisano, że Epstein i jego przyjaciółka Ghislaine Maxwell zmuszali nastolatkę do uprawiania seksu z księciem Andrzejem. W świetle pozwu syn Elżbiety II miał mieć świadomość, że Giuffre była ofiarą praktyk stręczycielskich.
“Dwadzieścia lat temu bogactwo, władza, pozycja i koneksje księcia Andrzeja umożliwiły mu wykorzystywanie przestraszonego, bezbronnego dziecka, którego nikt nie mógł ochronić. Już dawno powinien on być pociągnięty do odpowiedzialności” – zaznaczono w dokumencie złożonym w sądzie federalnym Nowym Jorku.
Kobieta domaga się odszkodowania “za naruszenie jej nietykalności cielesnej i celowe wywołanie rozstroju emocjonalnego” – pisze na stronie internetowej NBC News.
Amerykanka występowała już wcześniej z takimi zarzutami. Poniedziałkowy pozew złożono w federalnym sądzie okręgowym dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku. Kobieta oceniła to jako nowy rozdział w dążeniu do pociągnięcia do odpowiedzialności 61-letniego obecnie księcia.
“Potężni i bogaci nie są zwolnieni z odpowiedzialności za swoje czyny. Mam nadzieję, że inne ofiary uznają, że nie można żyć w milczeniu i strachu, ale można odzyskać swoje życie, mówiąc o tym głośno i domagając się sprawiedliwości” – argumentowała Giuffre.
Brak odpowiedzi ze strony księcia Andrzeja
Książę Andrzej nie skomentował jeszcze obecnego pozwu. Wcześniej książę Yorku stanowczo zaprzeczał jakoby kiedykolwiek uprawiał seks z Giuffre.
“W kontrowersyjnym wywiadzie dla BBC z 2019 roku, Andrzej powiedział m.in., że nie pamięta, by kiedykolwiek ją spotkał, mimo szeroko rozpowszechnionego zdjęcia pokazującego go w jej towarzystwie. Twierdził też, że był w roku 2001 w pizzerii z córką w dniu, kiedy – jak utrzymuje Giuffre – doszło do ich kontaktu seksualnego w Londynie” – przypomniała na swej stronie stacja NBC.
Kard. Gerhard Ludwig Müller: Jako Niemiec wstydzę się za to, że w mojej ojczyźnie znowu jest możliwe stawianie zarzutów o tzw. podżeganie do nienawiści.
Podkreślił, że sędziowie albo nie przeczytali artykułu, albo nie są w stanie ocenić go za pomocą kryteriów naukowych.
Dodał, że tysiące niewinnych księży w Niemczech codziennie obraża się jako pedofilów, mimo to nie reaguje żaden sąd.
Kard. Gerhard Ludwig Müller przyznał, że wstydzi się za to, co spotkało ks. Dariusza Oko. – Potępienie tych przestępstw przy użyciu mocnych słów nie jest podżeganiem społeczeństwa do nienawiści, ale aktem odwagi, który zasługuje na szacunek wszystkich – powiedział w wywiadzie dla „Do Rzeczy”.
Po publikacji artykułu w piśmie „Theologisches” sąd rejonowy w Kolonii nałożył na księdza profesora Dariusza Oko, nakaz karny nakładający grzywnę w wysokości 4,8 tys. euro. Alternatywą jest to, że ks. Oko może odsiedzieć w więzieniu 120 dni. Podobną karę otrzymał redaktor naczelny pisma, 90-letni ks. prof. Johannes Stróhr. Obu oskarżono o podżeganie do nienawiści.
– Jako Niemiec wstydzę się za to, że w mojej ojczyźnie znowu jest możliwe stawianie zarzutów o tzw. podżeganie do nienawiści przeciw społeczeństwu i skazanie polskiego naukowca dlatego, że podał fakty
– powiedział kard. Gerhard Ludwig Müller.
Zaznaczył, że po tym co spotkało polskiego uczonego z Krakowa, u ludzi mających wykształcenie historyczne powinny „włączyć się dzwonki alarmowe”.
– Powinni oni sobie z przerażeniem przypomnieć o pewnym „prawniku”, który działając jako tzw. generalny gubernator, posłał całą krakowską profesurę do obozu koncentracyjnego. Artykuł prof. Oko to naukowy raport na temat ciężkich przestępstw popełnionych na młodych mężczyznach i chłopcach, które popełnili postawieni wysoko w hierarchii duchowni, na czele z byłym kard. McCarrickiem
– zaznaczył.
Kard. Müller podkreślił, że ci sędziowie albo nie przeczytali artykułu, albo nie są w stanie ocenić go za pomocą kryteriów naukowych. Mogą też nie dostrzegać jasno przestępczego charakteru działań osób, które żyją w Kościele, ale chroniąc się za sprawowanym urzędem, prowadzą licznych młodych mężczyzn do zguby.
– Potępienie tych przestępstw przy użyciu mocnych słów nie jest podżeganiem społeczeństwa do nienawiści, ale aktem odwagi, który zasługuje na szacunek wszystkich
– powiedział kard. Müller.
„Chroni się winnych, a karze niewinnych?”
Dodał, że nie można bagatelizować tych przestępstw tylko dlatego, że ich sprawcy byli homoseksualistami, którzy mogli się poczuć obrażeni.
– Tysiące niewinnych księży w Niemczech codziennie obraża się jako pedofilów, mimo to nie reaguje na to żaden sąd i nie sprzeciwia się temu żaden organ prasowy. Czy znowu doszliśmy do tego, że chroni się winnych, a karze niewinnych? Nikomu, zdaje się, nie przeszkadza nagonka na kler katolicki i zachęta do przemocy przeciw tej grupie osób: wszystko to mieści się rzekomo w ramach wolności słowa
Nowe sankcje objęły m.in. oligarchów bliskich Alaksandrowi Łukaszence, Narodowy Komitet Olimpijski Białorusi oraz dwa kluczowe przedsiębiorstwa państwowe.
Prezydent USA nie wykluczył kolejnych sankcji na Białoruś.
Joe Biden: Wspieramy naród białoruski w jego odważnym realizowaniu demokratycznych aspiracji.
Prezydent USA Joe Biden ogłosił w poniedziałek nowe sankcje przeciwko Białorusi. Restrykcje objęły 27 osób i 17 podmiotów. – Odpowiedzialnością wszystkich, którzy dbają o prawa człowieka, wolne i uczciwe wybory i wolność słowa jest sprzeciwianie się tym represjom – powiedział prezydent USA.
Amerykański resort finansów poinformował, że głównym celem nowych sankcji, wprowadzonych w rocznicę sfałszowanych wyborów prezydenckich na Białorusi, są oligarchowie i biznesmeni, nazywani „portfelami Łukaszenki”.
Chodzi m.in. o barona naftowego Mikałaja Warabieja, magnata tytoniowego Alaksieja Aleksina oraz zarejestrowane na Cyprze spółki należące do budowlanego imperium bliskiego Łukaszence serbskiego biznesmena Nebojszy Karicia.
Nowe sankcje nałożono też dwie kolejne firmy państwowe – gigant przemysłu potasowego Biełaruskalij oraz Grodzieńską Fabryka Tytoniowa „Niemen”. Restrykcjami objęto również byłych i obecnych szefów tych firm.
Sankcje objęły Narodowy Komitet Olimpijski Białorusi
Nowe sankcje USA nałożyły też na Narodowy Komitet Olimpijski Białorusi. Jest to związane z brakiem ochrony protestujących sportowców oraz oskarżeniami, że kierowana przez syna Łukaszenki – Wiktara, instytucja służy omijaniu sankcji i praniu pieniędzy.
Restrykcjami objęto także kolejnych przedstawicieli aparatu represji. Również tych odpowiedzialnych za zmuszenie do lądowania samolotu Ryanair z Aten do Wilna w celu zatrzymania dziennikarza Ramana Pratasiewicza i jego partnerki Sofii Sapiegi.
Nowe sankcje oznaczają m.in. zamrożenie ich aktywów na terenie USA oraz zakaz dokonywania transakcji z osobami i podmiotami z USA oraz za pośrednictwem amerykańskich firm i systemów.
– Od zatrzymywania tysięcy pokojowych demonstrantów, przez więzienie ponad 500 aktywistów, przywódców społeczeństwa obywatelskiego i dziennikarzy jako więźniów politycznych, po zmuszanie do lądowania międzynarodowego lotu w afroncie dla globalnych norm, działania reżimu Łukaszenki są bezprawnymi wysiłkami, by utrzymać się przy władzy za każdą cenę. Odpowiedzialnością wszystkich, którzy dbają o prawa człowieka, wolne i uczciwe wybory i wolność słowa jest sprzeciwianie się tym represjom
– oznajmił prezydent Biden.
rezydent podpisał przy tym rozporządzenie umożliwiające dodatkowe rozszerzenie sankcji.
– Jak powiedziałem liderce białoruskiej opozycji, Swiatłanie Cichanouskiej, wspieramy naród białoruski w jego odważnym realizowaniu demokratycznych aspiracji
Powodów do podziałów prawdziwych i sztucznych jest aż nadto w świecie, który przyjęliśmy określać jako Zachód. Przede wszystkim kolonializm i niewolnictwo. Można śmiało powiedzieć, że takie państwa, jak Wielka Brytania czy Francja cierpią na swoistego „postkolonialnego kaca”. Mamy więc wrażliwy punkt. Jest on ostatnio permanentnie przywoływany, jest obrysowany grubą czerwoną linią i z mediów idzie stała zachęta: kopnij w to, użyj tego! Nie jest prowadzona żadna zrównoważona dyskusja na temat kolonialnej przeszłości i niewolnictwa. Nie ma głosów, jak kiedyś, które wskazywały również na cywilizacyjną rolę Zachodu w koloniach czy udział lokalnych społeczności w zniewalaniu swoich współbraci. Winny jest zły do cna biały człowiek. W ten sposób narodził się wokeizm (z ang. woke – obudzony)
Wokeizm – czyli co?
Centrum i generatorem wokeizmu są niewątpliwie Stany Zjednoczone. Jak silna jest tam polaryzacja społeczeństwa, można zaobserwować oglądając media z przeciwstawnych opcji światopoglądowych. Obóz rewolucji woke to prawie cały główny nurt medialny, a zwłaszcza CNN. Bardzo skromny obóz próbujący bronić tradycyjnych wartości to takie media, jak Newsmax TV czy FOX. Jak zwykle to, co się dzieje w USA, ma natychmiastowe przełożenie na sytuację w Wielkiej Brytanii ze względu na bliskie związki językowe i kulturowe.
Tu również głównym propagatorem wokeizmu są media głównego nurtu, szczególnie BBC. Dobrze jest przypomnieć, że kiedyś BBC było przykładem złotego standardu obiektywnego dziennikarstwa – odbiorcom starano się dostarczyć obiektywnych informacji, a opinie i dyskusje były wyraźnie oddzielone, właśnie jako czyjeś opinie. Dziś prawie każda podawana informacja ma swoje zabarwienie ideologiczne, nastawione na przestrzeganie wytyczonej linii propagandowej.
Klękać czy nie klękać?
Do ideologicznej, medialnej propagandy włączono także imprezy sportowe, zwłaszcza te najbardziej popularne, jak mecze futbolu. Uliczne rozruchy, wywołane przez BLM w USA, znalazły swoje odzwierciedlenie na stadionach w Wielkiej Brytanii, kiedy piłkarzy zachęcano (albo użyto innej perswazji) do klękania przed każdym meczem, jako wyraz poparcia dla tego ruchu. Znamiennym jest fakt, że kilka miesięcy temu, kiedy liderzy BLM zaczęli dość mocno wyrażać swoje poparcie dla Palestyńczyków i krytykować Izrael, BLM w Wielkiej Brytanii stało się na chwilę „skrajnie lewackie”. Wywołało to dwutygodniowy okres zamieszania u komentatorów piłkarskich, którzy nie mieli jasnych wytycznych, jaka jest obecna linia przekazu – klękać to dobrze czy klękać to źle. To wręcz komiczne zamieszanie zostało wreszcie opanowane i teraz klękanie nie jest tłumaczone jako gest polityczny, tylko wyraz sprzeciwu wobec rasizmu. Komentatorzy niepodzielający tej opinii zniknęli z wizji. Sytuacja na pewno stanie się interesująca, kiedy zostaną otwarte stadiony i publiczność będzie mogła wyrazić swoją opinię bezpośrednio. Już widać, że klękanie staje się coraz krótsze, bardziej nieśmiałe i prawdopodobnie zostanie wkrótce zniesione, kiedy powita je fala buczenia i gwizdów na otwartych stadionach.
Ofensywa woke ma swoje kuriozalne aspekty. Kilka dni temu zarządzana przez laburzystów dzielnica Redbridge we wschodnim Londynie wynajęła aktorów przebranych za tęczowe małpy z ogromnymi półmetrowymi penisami pod hasłem „Jeśli to masz, to pokaż” . Akcję zorganizowano w ramach zachęcania dzieci do czytania! Na szczęście wywołało to dość zdecydowaną reakcję rodziców, ale jest oczywiste, że taktyka seksualizacji dzieci prawie od kołyski i łamania jakichkolwiek norm moralnych, prowadzona przez lewackich ekstremistów, idzie pełną parą i granica akceptowalności ich działań jest przesuwana coraz dalej.
Polska lewica, jako wierna, bezmyślna papuga zachodnich trendów, może też chcieć stosować takie metody zachęcania dzieci do „wczesnego czytelnictwa”. Warszawscy rodzice mogą spodziewać się więc, że Rafał Trzaskowski powoła brygady tęczowych małp z penisami na wierzchu, aby wdrażać ten szczytny cel w szkołach i bibliotekach. Sztuczny penis oczywiście w każdej chwili może być zastąpiony prawdziwym. Po wydaniu milionów – z kieszeni podatnika oczywiście – na szkolenie lewackich bojówkarzy w skutecznym przeprowadzaniu zadym ulicznych, kolejne miliony przeznaczone na ten „szczytny cel edukacyjny” warszawscy radni mogą uznać za pieniądze dobrze wydane. Wydaję się, że szlifowana i udoskonalana przez stulecia kultura Europy ma zostać zastąpiona nowym miksem kulturowym, gdzie dźwięki afrykańskich bębnów są cenione na równi z muzyką Bacha i Chopina. Utrwalone normy społeczne i moralne oraz organiczne związki rodzinne wymienione na chaos, gdzie role sędziów i autorytetów będą pełnić anonimowi moderatorzy Facebooka, Twittera i Google’a – otrzymujący swój przekaz dnia od jeszcze bardziej anonimowych animatorów życia ze szklanych wież Mordoru. Tak jak bolszewicy stworzyli człowieka sowieckiego – homo sovieticusa, w pełni ukształtowanego przez sowieckie państwo, tak teraz tworzy się człowieka tęczowego – homo irideusa, sterowanego przez media społecznościowe i aktualne przekazy dnia.
Na szczęście, pomimo braku jakiejś bardziej zdecydowanej reakcji mediów na takie działania (Wielka Brytania nie ma swojego odpowiednika Newsmaxa), brytyjski rząd zaczyna reagować i pojawiają się głosy, że podkreślanie podziałów społecznych przy każdej okazji nie może prowadzić do niczego dobrego, a przeciwnie – będzie stwarzać więcej konfliktów i budowa jednego społeczeństwa z różnych grup etnicznych stanie się niemożliwa. Pojawiają się rządowe interwencje w szkołach, w których często prowadzone są bezlitosne nagonki na nauczycieli wykazujących najmniejszą niezgodę na lawinę ideologii LGBT. Wokeistom również bardzo nie spodobała się krytyka – wyrażona przez Borysa Johnsona i niektórych ministrów rządu JKM – klękania jako gestu politycznego, na który nie powinno być w sporcie miejsca. Jak ostrzega Frank Luntz, jeden z najbardziej wpływowych komentatorów politycznych na świecie, wokeizm jest jak rak – jak już wejdzie w społeczeństwo, podziały i konflikty mogą być nie do uleczenia. Czy Wielka Brytania będzie miała na tyle swojego słynnego zdrowego rozsądku, aby zejść z tej drogi? Czas pokaże.