Niemiecki sąd podtrzymał decyzję regulatora BNetzA, który odmówił właścicielowi gazociągu Nord Stream 2 zwolnienia go ze stosowania unijnej dyrektywy gazowej. Decyzja oznacza, że Nord Stream 2 musi podlegać unijnym regulacjom.
Zgodnie z dyrektywą gazową derogacją mogą zostać objęte gazociągi łączące państwa trzecie z UE, które były wybudowane do 23 maja 2019 r. Na tej podstawie BNetzA odmówił spółce Nord Stream 2 AG derogacji dla gazociągu.
Jego właściciel odwołał się od decyzji do sądu w Düsseldorfie, który podtrzymał decyzję regulatora. Oznacza to, że Nord Stream 2 musi podlegać prawu Unii Europejskiej. W związku z tym Gazprom musi umożliwić innym firmom korzystanie z gazociągu. To sprawia, że oddala się ryzyko odcinania gazu do Europy.
– To jest gra o to, żeby korzystanie z tego gazociągu odbywało się na europejskich, rynkowych zasadach, dlatego że w obecnej sytuacji raczej nie ma wątpliwości, że on powstanie
– powiedział RMF FM prezes PGNiG-u Paweł Majewski.
Operator Nord Stream 2 twierdził, że zmienione w 2019 r. przepisy miały na celu storpedowanie rurociągu. Projektowi zdecydowanie sprzeciwia się wiele europejskich rządów – w tym szczególnie Polska i Ukraina – przestrzegając przed wykorzystywaniem inwestycji przed Moskwę do uzależnienia Europy Wschodniej od rosyjskiego gazu.
Biegnący z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku Nord Stream 2 jest już prawie gotowy. Do ułożenia zostało kilkanaście kilometrów, co zajmie nieco ponad 2 tygodnie.
W środę Donald Tusk opublikował filmik na Twitterze, w którym odniósł się do sytuacji w Usnarzu Górnym, gdzie od ponad dwóch tygodni na granicy z Białorusią koczuje grupa kilkudziesięciu uchodźców.
– Wszyscy jesteśmy zaniepokojeni sytuacją na naszej wschodniej granicy i ten niepokój jest niestety uzasadniony. Bardzo przeżywamy ten kryzys humanitarny, tę dramatyczną sytuację 30 osób koczujących na granicy, w tym kobiet i dzieci
– powiedział.
Jak dodał, „to nie może być tak, że rząd dużego europejskiego państwa nie jest w stanie zapewnić lekarstwa i kanapki matce z dzieckiem na naszej granicy”. Zaznaczył, że według niego polski rząd w tej sprawie jest bezradny.
– Poczucie bezradności naszych władz jest tym bardziej uzasadnione, bo wiemy, że w ostatnich tygodniach nielegalnie przekraczało polską granicę tysiące imigrantów
– dodał Tusk.
Szef PO zaznaczył, że musimy zbudować zgodę narodową wokół dwóch podstawowych wymiarów tego kryzysu.
– Po pierwsze, chyba wszyscy chcemy pomóc tym, którzy cierpią. Po drugie, musimy zapewnić bezpieczeństwo na naszej granicy. Rzeczą najważniejszą jest elementarna zgoda narodowa
– zaznaczył Tusk.
Podkreślił, że obecnie „ofiarami” kryzysu na granicy są koczujący tam cudzoziemcy, ale też pilnujący ich żołnierze i strażnicy, których „reputacja została podważona, także przez nieprzemyślane działania władzy”.
– Oczekuję od polskiego rządu i polskiego prezydenta natychmiastowych działań na rzecz budowy konsensusu zgody narodowej wokół tych problemów
Premier Mateusz Morawiecki / Fot. PAP/Artur Reszko. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Władze Białorusi odmówiły dzisiaj przyjęcia od polskiego rządu konwoju humanitarnego, który miał dotrzeć do koczujących na granicy imigrantów
Premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że tym gestem Aleksander Łukaszenka pokazuje, że prowadzi z Polską i Unią Europejską wojnę hybrydową
Ciężarówka z potrzebną żywnością, śpiworami i lekami nadal będzie oczekiwać przy przejściu granicznym w Bobrownikach
Straż Graniczna w ciągu ostatniej doby zatrzymała 59 nielegalnych imigrantów oraz udaremniła 100 prób przekroczenia polsko-białoruskiej granicy
To są osoby, które są na terytorium Białorusi, więc Białoruś odpowiada w pełni za nie, zarówno od strony prawa międzynarodowego, jak i patrząc czysto po ludzku. Mamy do czynienia ze specjalnie przygotowaną akcją ze strony reżimu Łukaszenki i aby tej akcji w odpowiedni sposób przeciwdziałać, chronimy naszą granicę w sposób właściwy
– podkreślił Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej w Komorowie.
Premier Mateusz Morawiecki zakomunikował, że do polskiego rządu przyszła odpowiedź ze strony władz Białorusi, na wcześniejszą notę dyplomatyczną polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Prośba polskich władz o przepuszczenie konwoju humanitarnego przez przejście graniczne w Bobrownikach została odrzucona.
Białoruś odmawia przyjęcia pomocy na granicy i ku naszemu zdumieniu jest to pełna odmowa przyjęcia wsparcia ze stron polskiej dla celów humanitarnych
– przekazał Premier stanowisko białorusinów.
Transport z żywnością, lekami oraz innymi artykułami pierwszej potrzeby nadal będzie oczekiwać na zgodę ze strony Białorusinów. Premier Morawiecki liczy na opamiętanie ze strony Mińska, czekając na stosowną okazję do udzielenia legalnej pomocy.
Wiedząc o tym, że te osoby po drugiej stronie są i mogą potrzebować wsparcia, posłaliśmy transport i od ponad doby czeka on na przejściu w Bobrownikach, licząc na to, że przyjdzie opamiętanie ze strony białoruskiej i będziemy mogli dopomóc tym ludziom, którzy się tam znaleźli w sposób legalny, bo państwo białoruskie ich do siebie zaprosiło
– kontynuował.
Do sprawy odniósł się również wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk. W swoim wpisie stwierdził, że prezydentowi Białorusi od samego początku chodzi o destabilizację Polski oraz Unii Europejskiej za pomocą nielegalnej imigracji z Bliskiego Wschodu.
Odmowa władz Białorusi, przyjęcia pomocy dla imigrantów, potwierdza, że AŁ nie chodzi o nich a o destabilizację PL/UE. Imigranci są tylko narzędziem.
W Usnarzu Górnym, na granicy polsko-białoruskiej, po stronie Białorusi, od kilkunastu dni koczuje grupa cudzoziemców. Osoby te nie są wpuszczane do Polski, granicę zabezpiecza Straż Graniczna i żołnierze. Według ostatnich informacji Straży Granicznej grupa koczujących liczy 24 osoby.
W komunikacie MSZ napisano, że Polska z pełnym poszanowaniem podchodzi do Konwencji dotyczącej statusu uchodźców i respektuje jej postanowienia w zaistniałej obecnie sytuacji.
Oczekujemy jednocześnie, że Białoruś, jako strona konwencji, wywiąże się z wynikających z niej zobowiązań i zapewni stosowną opiekę osobom znajdującym się na jej terytorium. W tym kontekście wyrażamy nadzieję, że zaangażowanie Biura UNHCR w Mińsku przyczyni się do podjęcia działań przez władze białoruskie w celu udzielenia pomocy potrzebującym osobom
– czytamy we wcześniejszym komunikacie MSZ ws. konwoju humanitarnego.
Komunikat informuje również, że kierując się względami humanitarnymi w dniu 22 sierpnia br. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP skierowało do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Białoruś notę dyplomatyczną, deklarując gotowość do udzielenia na miejscu pomocy rzeczowej.
Pomimo milczenia ze strony Mińska, Polska przygotowała konwój z pomocą humanitarną, który oczekiwał na decyzję Białorusi przy przejściu granicznym w Bobrownikach.
Straż Graniczna poinformowała dzisiaj również, że w ciągu ostatniej doby złapano 59 osób, którzy nielegalnie przekroczyli granicę polsko-białoruską. Imigranci pochodzą głównie z Iraku i Tadżykistanu. Dodatkowo służby graniczne udaremniły minionej nocy 100 prób przekroczenia naszej granicy.
Minionej doby, tj. 24.08, funkcjonariusze SG zatrzymali 59 osób, które nielegalnie przekroczyły granicę z Białorusi do Polski. To głównie ob. Iraku i Tadżyskistanu. Wczoraj strażnicy graniczni udaremnili 100 prób nielegalnego przekroczenia granicy
– czytamy na Twitterze.
❗️Minionej doby tj. 24.08 funkcjonariusze SG zatrzymali 59 osób, które nielegalnie przekroczyły granicę z Białorusi do Polski. To głównie ob. Iraku i Tadżyskistanu. Wczoraj strażnicy graniczni udaremnili 100 prób nielegalnego przekroczenia granicy.#NaStraży
Od początku sierpnia funkcjonariusze Straży Granicznej odnotowali 2,9 tysiąca prób nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusi do Polski. Udaremnili ponad 2 tysiące takich prób, a zatrzymali prawie 900 nielegalnych imigrantów. Zatrzymani cudzoziemcy przebywają w strzeżonych polskich ośrodkach dla imigrantów.
Badanie przeprowadzono w warunkach naturalnych między majem a lipcem 2021 r. Polegało ono na analizie (z użyciem testów PCR) próbek ponad miliona osób, które otrzymały dwie dawki szczepionki Pfizera lub AstraZeneki.
W tym okresie ochrona zapewniana przez preparat Pfizera spadła z 88 proc. w pierwszym miesiącu badania do 74 proc. pięć, sześć miesięcy później. W przypadku szczepionki AstraZeneki skuteczność zmniejszyła się z 77 proc. do 67 proc. w nieco krótszym okresie od czterech do pięciu miesięcy.
Przełamanie odporności u osób zaszczepionych
Eksperci cytowani przez BBC News obawiają się, że skuteczność szczepionek przeciwko COVID-19 z upływem czasu od ich podania wciąż będzie spadać. Tym bardziej obawiają się rozprzestrzeniającego się wariantu Delta. Częściej zatem może dochodzić do przełamania odporności u osób zaszczepionych przeciwko COVID-19.
Brytyjscy specjaliści podkreślają jednak, że szczepienia nadal są bardzo dobrą ochroną przed COVID-19, jak i zgonem. Według ocen Public Health England powszechne w Anglii szczepienia uchroniły przed zakażeniem 23 mln osób, a 84,6 tys. uratowały przez zgonem.
Główny autor badania prof. Tim Spector twierdzi, że wyjaśnia ono, dlaczego u niektórych osób mimo zaszczepienia dwoma dawkami dochodzi do przełamania odporności przeciwko COVID-19.
„Wciąż będziemy szczepić”
Podkreśla, że do spadku ochrony nadal będzie dochodziło. Utrzymuje jednak, by nie rezygnować ze szczepienia, ponieważ szczepionki nadal chronią większość populacji, w tym również przeciwko wariantowi Delta.
– Wciąż zatem należy zaszczepić tak dużo osób, jak tylko jest to możliwe
– zaznacza.
W ocenie brytyjskiego specjalisty skuteczność szczepionek może spaść do około 50 proc. zimą tego roku. Jednak inni specjaliści zalecają ostrożność we wszelkich tego rodzaju prognozach.
Trzecia dawka szczepionki
Wyniki badań pokazują, że z czasem poziom przeciwciał spada, co uzasadniałoby zaakceptowanie pomysły związanego z podaniem trzeciej dawki szczepionki. Firma Pfizer od pewnego czasu twierdzi, że konieczne byłoby wykonanie trzeciego zastrzyku, prawdopodobnie około ośmiu do dziesięciu miesięcy po drugiej dawce.
Doradcza brytyjskiego rządu ds. szczepień prof. Adam Finn twierdzi jednak, że nie ma wyraźnych dowodów, które uzasadniałyby podawanie trzeciej dawki i że takie głosy są spowodowane płynącymi z tego korzyściami finansowymi.
Protest rolników z AgroUnii / Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
AgroUnia rozpoczęła swój protest we wtorek 24 sierpnia, blokując drogi.
Rolnicy chcą chronić krajowych producentów żywności, w szczególności hodowców trzody chlewnej, którzy ucierpieli z powodu epidemii ASF.
Lider AgroUnii zapowiedział, że rolników interesuje tylko rozmowa z premierem Morawieckim o problemach polskich wsi.
– Będziemy strajkować do skutku. Zapowiadamy, że 24 i 25 sierpnia będą początkiem tego wszystkiego, co będzie się działo jesienią
– powiedział Michał Kołodziejczak, lider AgroUnii.
We wtorek 24 sierpnia AgroUnia zaczęła protestować, trwają blokady dróg w kilku województwach. Protest potrwa 48 godzin. Michał Kołodziejczak zaznaczył, że protestujący utworzą tzw. korytarze życia.
– Będą przepuszczane karetki, straż pożarna, pojazdy uprzywilejowane, poza tym nikt tutaj nie przejedzie
– podkreślił lider AgroUnii.
Łącznie przejazd ma być utrudniony w 14 miejscach na terenie kilku województw. Na drogi wyjeżdżają traktory i maszyny rolnicze. Protesty są organizowane – jak podkreślają manifestujący rolnicy – przeciwko „próbie niszczenia polskiego rolnictwa, w szczególności hodowli świń podczas epidemii ASF”.
„Rząd nas lekceważy”
– Nie mamy innego wyjścia, musimy blokować drogi, bo rząd nas lekceważy. Warte 5,50 zł mięso musimy sprzedawać za 4 zł, bo rząd nie radzi sobie z epidemią zakaźnej choroby świń i każe nam wybijać całe stada. Jeśli te blokady nie wystarczą, pójdziemy na Warszawę
– powiedział PAP Radosław Małgorzaciak, rolnik z gminy Czarnocin.
Michał Kołodziejczak oznajmia, że rolnicy o bardzo trudnej sytuacji na polskiej wsi chcą rozmawiać z premierem.
– Jeżeli premier nie chce podejmować odpowiednich decyzji, nie chce się z nami spotkać i nie stać go na ten gest, to my będziemy go zmuszać ile się da, ale to wszystko do pewnego stopnia. Mamy godność i nie możemy zgodzić się z taką biernością rządu. Dzisiaj bierność rządu jest niewspółmierna z aktywnością ludzi, którzy bardzo ciężko pracują w Polsce i nie mogą godnie zarabiać
Minister Zdrowia Adam Niedzielski / fot. PAP/Artur Reszko Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Dzisiaj Minister Zdrowia, Adam Niedzielski zapowiedział wzrost zakażeń na koronawirusa w drugiej połowie września
Zachęcił również grono pedagogiczne do zaszczepienia się, co ma pozwolić na wydłużenie nauczania stacjonarnego dla wszystkich uczniów
Zapowiedział również wprowadzanie obostrzeń na poziomie powiatów. Jest to skutek dysproporcji szczepień między miastami, a ośrodkami wiejskimi
Ze środowiska rządu dobiegają coraz śmielsze głosy o ponownym zamykaniu gospodarki i obywateli w domach pomimo zaszczepienia kilkunastu milionów Polaków. Minister Zdrowia, Adam Niedzielski z ukrytą satysfakcją zapowiedział podczas dzisiejszej konferencji prasowej wzrost zakażeń na koronawirusa. Kolejna fala ma się pojawić w drugiej połowie września.
Spodziewamy się, że we wrzesień wejdziemy ze średnią liczbą zakażeń 200-300. W drugiej połowie września na pewno nastąpi przyspieszenie
– zapowiedział Adam Niedzielski.
Rząd Mateusza Morawieckiego w dalszym ciągu nie zniósł wszystkich nałożonych na oczątku epidemii COVID-19 obostrzeń, lecz teraz przez Adama Niedzielskiego zapowiadane jest wprowadzanie obostrzeń. Tempo wzrostu zakażeń będzie monitorowane przez resort zdrowia i radę medyczną. Lockdown będzie wprowadzony wówczas, gdy wskaźnik zakażeń drastycznie wzrośnie, a infrastruktura szpitalna zostanie przeciążona.
Spodziewamy się przyspieszenia w drugiej połowie września i w zależności jak to przyspieszenie będzie przekładało się na hospitalizację – parametry dolegliwe z punktu widzenia systemu opieki zdrowotnej, będziemy podejmowali odpowiednie decyzje
Tym razem obostrzenia nie będą nakładane na poszczególne województwa, lecz zostanie to przeniesione na poziom powiatów. Rząd przy nakładaniu ograniczeń, będzie brał również poziom zaszczepienia w danym powiecie. Taka strategia jest podyktowana dużą dysproporcją szczepień między ośrodkami miejskimi i wiejskimi.
Minister podał po raz pierwszy przybliżone wskaźniki wprowadzenia stref żółtych i czerwonych. Przyznał, że wskaźniki zakażeń na 10 tysięcy zostaną dwukrotnie obniżone, ale jednocześnie wysoki poziom zaszczepienia będzie przenosił dany powiat do niższej strefy.
Według wstępnych wyliczeń powiaty będą trafiały do żółtej strefy przy 12 zakażeniach na 10 tysięcy osób, a do czerwonej strefy przy 24 zakażeniach na 10 tysięcy.
Najnowsze dane na temat zakażeń
W Polsce odnotowano 234 nowe zakażenia koronawirusem. To wzrost nowych przypadków o 13 procent w porównaniu z poprzednią środą.
Zmarło 5 osób chorych na Covid-19. Ministerstwo Zdrowia przekazało, że w szpitalach jest 374 chorych z COVID-19, w tym 46 pacjentów podłączonych do respiratorów.
Poseł Mariusz Kałużny z Solidarnej Polski / Fot. PAP/Tomasz Gzell. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Do annałów polskiej polityki przejdzie z pewnością wczorajszy bieg posła KO Franciszka Sterczewskiego z wielką torbą na zakupy, który próbował przedrzeć się na Białoruś
Polskie służby ze Straży Granicznej w porę zareagowały na całkiem niebezpieczną dla państwa polskiego oraz samego posła sytuację, która mogła się skończyć pogorszeniem stosunków
Politycy Solidarnej Polski zaapelowali do Donalda Tuska, aby ten bardziej pilnował swoich działaczy i parlamentarzystów
Poseł Mariusz Kałużny zażądał od sprawcy całego zamieszania złożenia jak najszybciej mandatu poselskiego
Wczoraj wieczorem w Usnarzu Górnym, gdzie odgrywają się główne wydarzenia związane z blokadą granicy polsko-białoruskiej przed nielegalnymi imigrantami miało miejsce zarazem spektakularne, jak i karygodne zachowanie posła Koalicji Obywatelskiej Franciszka Sterczewskiego. Przebywający na miejscu od kilku dni polityk próbuje wraz z Fundacją Ocalenie zaopiekować się imigrantami koczującymi po białoruskiej stronie granicznej.
W pewnym momencie Sterczewski wziął dużą torbę z różnymi artykułami przeznaczonymi dla imigrantów i wbiegł między kordon ustawionej Straży Granicznej. Polskie służby natychmiastowo zareagowały na nieodpowiedzialną i niebezpieczną próbę przedarcia się polskiego posła na teren Białorusi, które mogło się skończyć bardzo groźnie nie tylko zatrzymaniem Franciszka Sterczewskiego przez białoruskich pograniczników, ale również mogliby wobec niego użyć środków przymusu bezpośredniego za złamanie prawa międzynarodowego.
Solidarna Polska żąda zdania mandatu przez nieodpowiedzialnego posła
Dziś przed południem politycy Solidarnej Polski zorganizowali konferencję prasową. Poseł Mariusz Kałużny odniósł się do wczorajszej sytuacji na granicy z Białorusią, gdzie poseł Koalicji Obywatelskiej próbował nielegalnie przejść przez kordon Straży Granicznej.
To nie jest tak, jak próbuje opozycja wmówić części Polaków, że tylko oni są wrażliwi na krzywdę ludzką. Wielu potrzebujących mamy nadal w Polsce, nie widziałem opozycji biegającej z workami z jedzeniem i pomagającej potrzebującym
Polityk dodał również, że jego środowisko apeluje, aby w sprawach dotyczących polityki międzynarodowej, opozycja trzymała się lini rządu. Stwierdził, że wczorajsze “przedstawienie” posła Sterczewskiego oraz późniejsze przychylne wobec tej próby komentarze polityków opozycji świadczą o niepoważnym podejściu opozycji do polityki.
Dochodzimy do absurdalnej sytuacji, że polskie służby muszą więcej zajmować się naszymi posłami opozycji i mają z nimi większy problem niż z tymi migrantami na granicy
– jednocześnie wezwał całą opozycję do zachowania postawy propolskiej.
Poseł zaapelował, także do p.o. szefa Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska, aby wziął za swoich działaczy odpowiedzialność i nie dopuścił do dalszych prób zhańbienia urzędu państwowego. Natomiast do Franciszka Sterczewskiego zostało wystosowane żądanie zrzeknięcia się mandatu poselskiego.
Apelujemy do Donalda Tuska, to są pana politycy, prosimy, żeby z polskiego państwa nie robić groteski
– powiedział Mariusz Kałużny.
Imigranci elementem wojny hybrydowej
Grupa migrantów, która próbowała przedrzeć się przez polsko-białoruską granicę po tym, jak została zwieziona na miejsce przez białoruskich pograniczników, od kilkunastu dni koczuje w obozowisku po białoruskiej stronie na wysokości miejscowości Usnarz Górny na Podlasiu.
Jak informowaliśmy, grupa, która początkowo liczyła 70 osób, zmniejszyła się obecnie do 24 osób; wśród nich są cztery kobiety i 20 mężczyzn. Przebywają w rozłożonych tam namiotach.
Straż Graniczna przekazała, że część osób została zabrana przez stronę białoruską, zaś kilka nowych zostało dowiezionych do grupy. Należy przypomnieć, że nie istnieje coś takiego jak strefa niczyja. Dlatego imigranci znajdują się po stronie białoruskiej.
Polscy funkcjonariusze przekazali, że białoruscy pogranicznicy kilkukrotnie dostarczali dziś grupie żywność, napoje i papierosy. Zwiększenie liczby cudzoziemców na granicy jest konsekwencją celowych działań prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki.
Jak zaznaczają przedstawiciele rządu, osoby te znajdują się na terenie kontrolowanym przez stronę białoruską i wejście na pas graniczny wiązałoby się z naruszeniem granicy państwowej.
Z białoruskiej strony przed ewentualnym odwrotem zagradzają im drogę białoruskie służby. Przejścia na polską stronę pilnują żołnierze i funkcjonariusze SG.
migranci rysunek Jan Bodakowski / migranci rysunek Jan Bodakowski
Agentura ta występowała pod różnymi nazwami. Część działała w Komunistycznej Partii Polski, część w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, a inni w innych organizacjach (czasami mających nazwy niekojarzące się z komunizmem). Wśród przedstawicieli wroga wewnętrznego w międzywojennej Polsce były też osoby zajmujące prominentne środowiska i związane rodzinnie z sanacyjną dyktaturą. Wanda Wasilewska, która była córką sanacyjnego ministra spraw zagranicznych (i według negowanych plotek córka chrzestną Józefa Piłsudskiego), za rządów sanacji redagowała wydawane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego „Płomyczek”, w którym szerzyła komunistyczną propagandę. Tak przypadkiem w tych organizacjach stanowiących sowiecką agenturę w międzywojennej Polsce dominowali Żydzi.
Kiedy nazistowskie Niemcy i komunistyczną Rosja razem rozpoczęły II wojnę światową, napadają na Polskę, na kresach wschodnich sowieckiego agresora (tak jak w 1920 roku) entuzjastycznie witali prawie wszyscy mieszkający tam Żydzi – słusznie licząc, że tak jak w Rosji sowieckiej, tak i na ziemiach polskich okupowanych przez sowietów będą uprzywilejowani. Na Armię Czerwoną 17 września 1939 czekały pobudowane przez Żydów bramy powitalne, Żydówki z kwiatami i żydowskie uzbrojone bandy, które zabijały broniących się Polaków. Po zajęciu połowy Polski przez sowietów, Żydzi stworzyli na terenach sowieckiej okupacji sowiecki aparat terroru i administrację, oraz zajęli się mordowaniem Polaków.
Dziś kolejny raz zagrożenie dla Polski napływa ze wschodu. Kolejny raz środowiska antypolskie wspierają to zagrożenie. W 1939 sowiecką armię witały tłumy Żydów i wybudowane przez nich bramy powitalne. Dziś islamscy imigranci, chcący z całego świata (w tym i z Polski) uczynić islamskie piekło wszechwładzy szariatu, są witani przez środowiska lewicowe i pseudo liberalne, które bluzgają pod adresem funkcjonariuszek i funkcjonariuszy Straży Granicznej i Wojska Polskiego.
Na konferencji prasowej po spotkaniu z przedstawicielami Straży Granicznej w Kuźnicy premier Morawiecki podkreślił, że dobrze zorganizowane działania chroniące polską stronę granicy z Białorusią, wspierane przez Komisję Europejską, powodują, że reżim Alaksandra Łukaszenki „staje się coraz bardziej nerwowy i coraz bardziej próbuje nowych metod”. Ocenił, że mamy do czynienia z atakiem hybrydowym.
– W sposób systematyczny i zorganizowany nasz sąsiad ze wschodu próbuje zdestabilizować sytuację polityczną
– powiedział Morawiecki.
Premier wyjaśnił, że migranci są ściągani na Białoruś głównie z Iraku przez biura turystyczne. Dodał, że są to świadome i zorganizowane akcje. Następnie osoby te są transportowane na granicę białorusko-polską. Morawiecki podkreślił, że „oni znajdują się na terenie Białorusi, i to Białoruś ponosi za nich pewną odpowiedzialność według prawa międzynarodowego”.
Mateusz Morawiecki zapewnił, że jest „w stałym kontakcie z przedstawicielami Unii Europejskiej”, jak i Litwy, Łotwy oraz Estonii.
– Mamy pełne poparcie Komisji Europejskiej, która dziękuje nam za działania ograniczające nielegalną migrację na terytorium RP
– powiedział.
„Nie damy się sprowokować”
Morawiecki zaznaczył, że reżim Łukaszenki staje się nerwowy i musimy się liczyć z różnymi prowokacjami na granicy.
– Musimy się liczyć z różnego rodzaju prowokacjami. Nie damy się sprowokować, nawet naszym wewnętrznym krytykom, którzy zachowują się w sposób absolutnie niegodny
– oświadczył Mateusz Morawiecki.
Premier zaapelował do polityków opozycji o jedność, solidarność i odpowiedzialność.
– Ten kryzys międzynarodowy wywołany przez Łukaszenkę ma zdestabilizować Unię Europejską. Nie destabilizujcie sytuacji politycznej, sytuacji w UE
– zwrócił się premier do opozycji.
Migranci koczujący na granicy
W Usnarzu Górnym, na granicy polsko-białoruskiej, po stronie Białorusi, od kilkunastu dni koczuje grupa migrantów. Osoby te nie są wpuszczane do Polski, granicę zabezpiecza Straż Graniczna i żołnierze. Migranci koczujący po białoruskiej stronie nie chcą wracać na Białoruś. Według informacji Straży Granicznej z poniedziałku grupa liczy obecnie 24 osoby.
Do Usnarza Górnego, przyjeżdżają m.in. politycy Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy, którzy próbują dostarczyć koczującym jedzenie lub inną formę pomocy, np. środki higieniczne. Krytykują też działania żołnierzy oraz straży granicznej.
W niedzielę w TVN24 Władysław Frasyniuk, działacz opozycji z czasów PRL, porównał polskich żołnierzy pełniących służbę na granicy z Białorusią do „watahy psów” i „śmieci”.
– Wataha psów, która otoczyła biednych, słabych ludzi. (…) Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu. To nie są ludzkie zachowania.
– powiedział Frasyniuk.
Wałęsa podpisuje się pod słowami Frasyniuka
Słowa Władysława Frasyniuka wywołały falę komentarzy, które w znacznej większości mocno krytykowały byłego opozycjonistę z czasów PRL. Okazuje się jednak, że Frasyniuka wspiera Lech Wałęsa, który stwierdził, że ten wcale nie przesadził w swojej ocenie i słowach.
– Brawo Władek! Podpisuję się, masz rację, tak trzeba, tak trzymać!
– powiedział były prezydent.
Podkreślił też, że słowa Frasyniuka w stosunku do zachowania polskich żołnierzy na granicy „nie były za mocne”.
– A ich zachowanie z tamtej strony nie jest mocne? Nie jest bezczelne i barbarzyńskie? Przecież to jest oczywiste, więc jakie tu można słowa dobierać. Kultura? Ze strony tych, którzy tłumią te wolnościowe sprawy, nie ma żadnej kultury
– ocenia Wałęsa.
„Wybrał jasne i czytelne słowa”
Były prezydent stwierdził, że Frasyniuk wybrał po prostu jasne i czytelne słowa. Zaznaczył, że ich dobór w stosunku do żołnierzy na granicy polsko-białoruskiej był odpowiedni.
Tymczasem minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak złożył w sprawie słów Frasyniuka zawiadomienie do prokuratury. Dodał, że „szkoda słów i komentarzy na prostacką wypowiedź”.
– Też można złożyć zawiadomienie na ministra, za kierowanie żołnierzami. Proponuję, by Władek podał ministra do prokuratury, ale do krajowej to nie ma sensu, bo oni tu wszystko mają poustawiane
– powiedział Wałęsa.
Biedroń też popiera Frasyniuka
Słowa Frasyniuka komentował w Wirtualnej Polsce europoseł Lewicy Robert Biedroń.
– Oczywiście Władysław Frasyniuk przekracza granicę, tylko pytanie, jeżeli jest zapraszany do programu, czego od niego oczekiwać. On nazywa rzeczy po imieniu, wyraża emocje wielu ludzi, którzy tych emocji w taki sposób nie są w stanie wyrazić, bo nie mają dostępu do kamery
– powiedział.
– Zgadzam się całkowicie z postawioną przez Władysława Frasyniuka tezą . Dobrze, że są tacy ludzie, jak Władysław Frasyniuk