[OPINIA] Daniel Marek: O aborcji w historii słów kilka

Dodano   0  
  Loading

/ fot. pixabay.com

Słuchałem jakiś czas temu rozmowy radiowej, w której wypowiadała się jedna z pań posłanek z lewicy. Tematem była aborcja. W pewnym momencie w reakcji na pytanie pana redaktora odnośnie wyznaczenia początku życia człowieka pani poseł miała rzec – mamy XXI wiek, a ludzie dalej mają w tym temacie poglądy średniowieczne (cytat nie jest dosłowny, ale oddaje pełnię wypowiedzi). Zapewne w większości są Czytelnicy już zmęczeni tym tematem, możliwe jest, że niektórzy uważają ostatnie zamieszania związane z ogłoszeniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego jako temat zastępczy. Przywołałbym tu słowa Maciej Iłowieckiego z lat 90. ubiegłego wieku: „dyskusja na temat przerywania ciąży stale powracająca w mediach, parlamencie, w dyskusjach a nawet ławkach szkolnych nie jest dyskusją zastępczą, a jej celem nie jest przesłonięcie ani też odsunięcie innych ważnych problemów naszego życia, społeczeństwa i kraju. Nie jest – ponieważ dotyczy spraw fundamentalnych, wokół których będziemy organizować nasze życie społeczne. Zasady te dotyczą nas wszystkich, niezależnie od poglądów politycznych czy religijnych, wiary czy niewiary”.

Tak więc jeszcze kilka słów o sztucznym przerywaniu ciąży z perspektywy historyka – jako że pani poseł raczyła wspomnieć o „złych średniowiecznych poglądach”. Temat aborcji od najdawniejszych czasów był problemem społecznym i etycznym. Gdy sięgnie się do tekstów źródłowych z okresu starożytności, jasnym staje się, że o ile samo zabicie płodu było raczej powszechnie uznawane za zabójstwo, to kwestia tego kiedy płód staje się człowiekiem, kiedy otrzymuje duszę, czy można zabić zarodek w momencie zagrożenia życia matki, jak wygląda zmartwychwstanie zabitych w łonie matki rodziła duży problem dla teologów, filozofów czy medyków.

W czasach przedchrześcijańskich aborcja szeroko znana była już w 3. tysiącleciu. Z jednej strony płodność oznaczała boże błogosławieństwo, a bezpłodność przekleństwo – z drugiej strony istniały już w tym czasie środki antykoncepcyjne oraz różne metody zabijania dzieci w matczynych łonach. Aborcja była potępiana choćby w Indiach (ze względu na przerwanie linii życia) czy w pismach zaraostriańskich i egipskich. Na Wschodzie potępiano zabicie dziecka ze względu na pogwałcenie ojcowskiego prawa czy przez niebezpieczeństwo dla życia matki – nie chodziło więc stricte o prawo do życia dziecka nienarodzonego.

Ogólnie można stwierdzić, że w świecie greckim filozofia przedsokratejska nie uważała dziecka za istotę ożywioną przez duszę. Sam Sokrates (nota bene syn położnej) uznaje zasadniczo aborcję za rzecz normalną. Platon zezwalał na zabicie dziecka poczętego (jego poglądy będą w późniejszym czasie zwalczane przez Euzebiusza z Cezarei czy Teodoreta z Cyru). Niezwykle istotnym stanowiskiem w tej sprawie były poglądy Arystotelesa. Stagiryta oparł swój wywód na wiedzy ówczesnej ginekologii i stwierdził, że do 40 dni dla chłopców i 90 dni dla dziewcząt płód jest bezkształtną masą, którą można bez przeszkód usunąć. I tak po przeszło 2 tys. lat pojawiają się osoby głoszące poglądy tożsame, mimo że ginekologia przez ten czas „nieco” się rozwinęła. Co więcej te osoby kpią z obrońców życia, zarzucając im przestarzałe spojrzenie na rzeczywistość, o ironio! Czy pani poseł czyta Arystotelesa do poduszki? Tego nie wiem, ale się domyślam.

Wróćmy jednak do starożytnej Grecji. Mimo wszystko stanowisko arystotelesowskie było mniej radykalne od Emopedoklesa (według niego dziecko otrzymywało duszę w chwili narodzin – czyżby w dzisiejszej Ameryce Północnej rządzili emopedoklesi?) czy stoików (płód był dla nich jedynie częścią ciała matki). Za Arystotelesem podział na płód uformowany i nieuformowany przyjęli myśliciele żydowsko-hellenistyczni (Filon, Flawiusz) oraz chrześcijańscy w starożytności i średniowieczu, a pośrednio pogląd ten znalazł swoje miejsce w Starym Testamencie (a raczej w jego przekładzie zwanym Septuagintą). Stanowisko Arystotelesa o płodzie uformowanym (jako o człowieku) zapoczątkowało rozwój nauki o wartości dziecka w początkowej fazie rozwoju (np. Pseudo-Lizjasz w dziele De abortu porównywał zabójstwo płodu do zabójstwa człowieka).

Nie tylko filozofia starożytna miała różne spojrzenie na problem aborcji. Zasadniczo medycyna grecka zabraniała zabijania żywych płodów (martwe można było usunąć), co potwierdzają słowa przysięgi Hipokratesa („Nigdy nikomu, także na żądanie, nie podam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie dopochwowego środka poronnego. Czyste i prawe zachowam życie swoje i sztukę swoją”). Istniały poglądy rozróżniające rozwój zarodka (np. Galen rozróżniał stan wegetatywny od prawdziwego życia – od poczęcia do pierwszego uderzenia serca dziecka), to jednak większość greckich lekarzy pójdzie za stanowiskiem Hipokratesa. Nie było to pogląd odosobniony. W świątyniach pogańskich tamtych czasów znajdowały się liczne inskrypcje zakazujące wstępu kobietom, które zabiły dziecko w swym łonie. Niemniej jednak nie istniało w świecie greckim skodyfikowane prawo antyaborcyjne (przynajmniej do IV wieku, ponieważ w jednym z dzieł Cycerona pojawia się wzmianka o skazaniu na śmierć kobiety, która dokonała aborcji).
Świat rzymski rozwiązał tę sprawę w inny sposób. Poezja łacińska z czasów Oktawiana Augusta, jak i ta późniejsza (np. Owidiusz czy Juwenal), opisuje praktyki aborcyjne jako niekaralne przez prawo – zwłaszcza w odniesieniu do arystokracji – jednak bardziej lub mniej je potępia. Wskazywane motywy przeprowadzania aborcji możemy streścić do: chęci ukrycia cudzołóstwa, niechęci do ojca dziecka, gwałtu, względów estetycznych (utrzymanie pięknej figury) i psychologicznych – z perspektywy dzisiejszej można by rzec nihil novi sub sole. Co więcej, istniała nawet pewna presja społeczna, aby poddać się temu zabiegowi. Prawo rzymskie będące pod silnym wpływem stoicyzmu (a więc traktowania płodu jako części organizmu matki) nie posiadało praw antyaborcyjnych, co najwyżej czyny te traktowano jako wykrocznie. Zmiana dokonała się około III wieku, gdy Cesarstwo borykało się z trudnościami demograficznymi. Uznano wtenczas aborcję za przestępstwo (crimen), ale de facto była to martwa zmiana. Nawet Teodozjusz czy Justynian nie zmienili niczego istotnego w tym temacie.

Podsumowując nieco przydługi wywód, należy stwierdzić, że w pogańskim świecie starożytnym dość powszechnie zabijano nienarodzone dzieci. Prawo tamtych czasów nie zajmowało się tym zagadnieniem, a nawet jeśli, to pozostawało martwą literą. Widoczny jest jednak na przestrzeni lat proces zmiany podejścia do płodu – od traktowania nienarodzonego jako części organizmu matki, poprzez podział na płód uformowany i nieuformowany, a w przypadku tego pierwszego pojawiała się świadomość popełniania zabójstwa. Prawdziwą zmianę miał przynieść rozwój chrześcijaństwa, ale o tym następnym razem…

Daniel Marek

Dodano w Bez kategorii

POLECAMY