Policja Śródmieście

Policja Śródmieście / Fot. Youtube

  • Rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka przekazał, że doszło w środę do zatrzymania Roberta N. o pseudonimie “Frog”.
  • Mężczyzna był poszukiwany listem gończym za unikanie wyroku 1,5 roku pozbawienia wolności za prowadzenie pojazdu podczas trwania sądowego zakazu.
  • Obrońcy próbowali się odwoływać od wyroku, lecz Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał wyrok sądu niższej instancji.
  • Zobacz także: Straż Graniczna: Białorusini zaczęli strzelać!

W stolicy Wielkiej Brytanii doszło o godz. 6:30 do zatrzymania poszukiwanego Roberta N. Według relacji rzecznika Komendy Głównej Policji, polscy funkcjonariusze poprosili brytyjskie słuzby o aresztowanie namierzonego mężczyzny.

Miejsce ukrywania się namierzyli polscy policjanci, którzy następnie zwrócili się z prośbą do brytyjskich służb o zatrzymanie poszukiwanego. W najbliższym czasie zapewne rozpocznie się procedura związana z przekazaniem poszukiwanego stronie polskiej

– przekazał inspektor Mariusz Ciarka.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

List gończy wydano w związku z wyrokiem z 28 stycznia 2020 roku. Wtedy sąd uznał “Froga”, za winnego tego, że w dniu 19 września 2018 r. w Warszawie na drodze publicznej prowadził pojazd osobowy pomimo zakazu prowadzenia pojazdów orzeczonego wyrokami.

Sąd skazał go na karę półtora roku więzienia. Wobec mężczyzny zasądzono również zakaz prowadzenia pojazdów na okres ośmiu lat. Obrońca skazanego złożył apelację od tego wyroku, ale Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał orzeczenie sądu niższej instancji.

tvn24.pl, tvnwarszawa

Protest pod hasłem "Ani jednej więcej".

Protest pod hasłem "Ani jednej więcej". / Fot. PAP/Łukasz Gógulski. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Próby wykorzystywania tragedii

Jak informowaliśmy na początku grudnia, wbrew twierdzeniom aborcjonistów, tragedia młodej matki z Pszczyny nie wynikała z obowiązujących w Polsce przepisów, przyznających prawie każdemu (tj. z wyjątkiem dzieci poczętych w wyniku czynu zabronionego i wtedy, kiedy podejrzewa się zagrożenie życia lub zdrowia matki) prawo do życia. Jak ujawniła matka zmarłej 30-latki, sekcja zwłok wykazała, że dziecko, które pani Izabela nosiła pod sercem, było zdrowe. Kobieta obwinia o śmierć swojej córki i wnuka lekarzy. W cytowanej wypowiedzi ujawnia, że to nie pierwszy znany jej przypadek, kiedy lekarze błędnie sugerowali, że dziecko urodzi się chore. Na początku grudnia NFZ zaprezentował wynik kontroli w pszczyńskim szpitalu. Placówka otrzymała karę finansową.

Przy okazji afery, jaka wybuchła po śmierci młodej matki w szpitalu w Pszczynie, popularność zdobyło hasło “Ani jednej więcej”. Było ono promowane przez aborcjonistów, którzy stwierdzali, że nie pozwolą, aby “przez prawo aborcyjne” zmarła jakakolwiek kolejna kobieta. Tym razem na podobnej zasadzie wypłynęła historia tragedii kobiety ze szpitala w Częstochowie.

Kto za to odpowiada?

W internecie pojawił się “apel rodziny”. Można w nim przeczytać m.in.:

Agnieszka T. – to 37 letnia kobieta z Częstochowy, która była w I trymestrze ciąży bliźniaczej. Trafiła do Wojewódzkiego Szpitala w Częstochowie na Oddział Ginekologii w dniu 21 grudnia 2021r z powodu pogorszających się bóli brzucha i wymiotów. Wcześniej lekceważono jej skargi, mówiąc, że to ciąża bliźniacza i ma prawo tak boleć.

Trudno zaakceptować podejście na zasadzie “ma boleć, nie histeryzujcie”. Wygląda to na lekceważące podejście do pacjentów. Jednak po pierwsze należałoby zweryfikować, czy rzeczywiście takie było podejście lekarzy. Przy okazji afery z Pszczyny lekarz z wieloletnim doświadczeniem, Bogumiła Boba, w wywiadzie dla naszego portalu, przestrzegała przed zbyt pochopnym ferowaniu wyroków.

Przede wszystkim jestem oburzona postawą mediów i osób w nich występujących, które wydają z domniemania wyrok oskarżający lekarzy, nim sprawa została zbadana. Od 1971 roku jestem lekarzem, wiem, że zdarzają się tragiczne zgony okołoporodowe. Nagłe zgony w położnictwie zdarzały się i ciągle się zdarzają, dlatego nie można wyrokować przed zbadaniem sprawy. Jest kilka możliwych przyczyn. Wszystko w tej chwili jest w rękach prokuratury i my lekarze nie mamy do niczego dostępu. Przykro mi i jest to przerażające, że od razu z domniemania wydaje się wyroki sugerujące ukaranie lekarzy, nie wiedząc jaki był dokładny przebieg zdarzenia. Czy coś zostało zaniedbane? My tego jeszcze nie wiemy, dopiero jak się skończy postępowanie prokuratorskie, będzie można na ten temat coś powiedzieć – mówiła.

Czy na pewno tak było?

W dalszej części “apelu rodziny”, zrelacjonowano (rzekomy) przebieg zdarzeń.

Według epikryzy lekarskiej, 23 grudnia 2021 zmarł jej pierwszy z bliźniaków, niestety nie pozwolono na usunięcie martwego płodu, ponieważ prawo w Polsce temu surowo zabrania. Czekano aż funkcje życiowe drugiego z bliźniaków samoistnie ustaną. Agnieszka nosiła w swoim łonie martwe dziecko przez kolejne 7 dni (!!!) Śmierć drugiego z bliźniaków nastąpiła dopiero 29 grudnia 2021 r. Następnym karygodnym faktem jest, że ręcznego wydobycia płodów dokonano po następnych 2 dniach (!!!) a mianowicie 31.12.2021 roku. Przez ten cały czas, zostawiono w niej rozkładające się ciała nienarodzonych synków. Nie zapomniano jednak w porę poinformować księdza, aby przyszedł na oddział i odprawił pogrzeb dla dzieci (!!!)

Niezależnie od tego, czy opisywane sytuacje rzeczywiście wyglądały tak, jak w cytowanym oświadczeniu, to trzeba stwierdzić kilka kwestii. Nie ma w Polsce ani jednego przepisu, który by “surowo zabraniał usunięcia martwego płodu”. Z kontekstu całego tekstu można się domyślać, że chodzi o przepisy aborcyjne. Jednak byłoby to absurdalne twierdzenie. Przepisy aborcyjne odnoszą się do żywych osób – matki i jej dzieci (czy jak wolą aborcjoniści – żywych płodów). Nie dotyczą zmarłych. Kuriozalnie też brzmi opis rzekomego pogrzebu, który miałby się odbyć na oddziale ginekologicznym częstochowskiego szpitala. Pogrzeby zmarłych dzieci nienarodzonych są normalną praktyką, ale przecież miejscem Mszy Św. pogrzebowych jest kościół, a ceremonii pogrzebowej cmentarz, a tutaj mowa o jakimś (rzekomym) “pogrzebie” na oddziale szpitalnym. Pozostaje dociec, czy to rzeczywisty absurd, który się zdarzył, czy niestworzona historia, którą ktoś domyślił przy okazji tragedii, do jakiej doszło.

Zachorowała na sepsę… tak sądzimy

Agnieszka zachorowała na sepsę, tak sądzimy po wynikach, ponieważ kiedy trafiła do szpitala badanie CRP wskazywało na 7 jednostek, dzień przed śmiercią, było to już 157,31H (norma 5), informacji o sepsie jednak nigdzie w dokumentach nie ma. Jej funkcje życiowe z dnia na dzień pogarszały się do takiego stopnia, że w przeciągu kilku dni stała się przysłowiowym ‘warzywem’ i z ginekologii trafiła na neurologię – można przeczytać w kolejnym fragmencie.

Rozumiejąc niewyobrażalną tragedię, przez jaką musi teraz przechodzić rodzina, niezależnie od tego, jakie były rzeczywiste powody jej wystąpienia, to jednak nie mogę przyjąć argumentu na zasadzie “wydaje nam się, że”. Z kolei szpital, w wydanym oświadczeniu, w którym odpiera zarzuty przedstawione przez rodzinę (szerzej piszemy o nim w artykule pod tym linkiem), twierdzi, że kobieta zachorowała na COVID-19. Póki co jedno jest pewne – na pewno nie można ani rodzinie, ani szpitalowi uwierzyć na słowo. Należy wyjaśnić fakty, tak jak to się dzieje w przypadku tragedii z Pszczyny, o czym wspomniałem na początku tekstu.

Oddział omijany szerokim łukiem?

Dużo do myślenia w tej sprawie daje wpis dziennikarki “Wprost”, Pauliny Socha-Jakubowskiej.

Moje rodzinne miasto, oddział ginekologiczny, który wszystkie kobiety z mojej rodziny – omijają szerokiej łukiem… – napisała.

Jest zresztą rzeczą łączącą placówki w Pszczynie i w Częstochowie, że wokół nich już wcześniej, nie dopiero po wyroku TK, do którego odwołują się aborcjoniści, doszukiwano się nieprawidłowości. Nie można ferować wyroków bez dogłębnego zbadania sprawy. Natomiast po wyroku TK ws. aborcji część osób jakby zapomniała, że w polskich szpitalach co roku dochodzi do budzących kontrowersje zgonów – niekiedy z powodu błędów lekarskich, niekiedy mimo wszelkich wysiłków medyków. Wyrok TK stał się prostą wymówką, na którą można zwalić wszystko i nie zawracać sobie głowy zastanawianiem się, co naprawdę było przyczyną tragedii.

Ordo Iuris oferuje pomoc

Jak oceniła Katarzyna Gęsiak, Dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Instytutu Ordo Iuris, afera wokół tragedii z Częstochowy, to “kolejna próba instrumentalnego wykorzystania tragedii do ideologicznych celów”. Instytut zaoferował pomoc w wyjasnianiu sprawy i pociągnięciu winnych do odpowiedzialności.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

chory w szpitalu

Zdjęcie ilustracyjne / fot. unsplash/Olga Kononenko

  • Wczoraj zmarła 37-letnia Agnieszka T., której blisko miesiąc wcześniej usunięto obumarłą bliźniaczą ciążę.
  • Rodzina zmarłej kobiety wydała oświadczenie atakujące Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie.
  • Dyrekcja placówki medycznej wydała oświadczenie, w którym podkreślono, że lekarze zajęli się pacjentką w odpowiedni sposób od pierwszego dnia pobytu.
  • Po przeprowadzeniu zabiegu mechanicznego poronienia, które trwało dwa dni, przeprowadzono również test na obecność koronawirusa.
  • Okazało się, że kobieta była zarażona COVID-19 i przez ostatnie tygodnie nie opuszczała szpitala.
  • Zobacz także: Nie żyje Przemysław Górny. Niepokorny działacz antykomunistyczny miał 90 lat

Jak wynika z informacji medialnych, 23 grudnia ub. r. miało dojść do śmierci pierwszego z bliźniaków. Lekarze podjęli się natychmiast opieki medycznej i śledzili sytuację zdrowia drugiego dziecka. Według oświadczenia rodziny, polskie prawo rzekomo zabrania podjęcia usunięcia martwego płodu, który zagraża życiu i zdrowiu zarówno matki oraz drugiego dziecka z ciąży bliźniaczej.

Według epikryzy lekarskiej, 23 grudnia 2021 zmarł jej pierwszy z bliźniaków. Niestety nie pozwolono na usunięcie martwego płodu, ponieważ prawo w Polsce tego surowo zabrania. Czekano, aż funkcje życiowe drugiego z bliźniaków samoistnie ustaną

– oświadczyli krewni zmarłej kobiety.

Zgodnie z ich relacją, kobieta przez kolejne dni nosiła obumierający płód. 29 grudnia nastąpiła jego śmierć, ale jeśli wierzyć rodzinie Agnieszki, dopiero po dwóch dniach usunięto bliźnięta z jej łona.

Przez ten cały czas, zostawiono w niej rozkładające się ciała nienarodzonych synków. Nie zapomniano jednak w porę poinformować księdza, aby przyszedł na oddział i odprawił pogrzeb dla dzieci (!!!)

– dodali.

Niestety stan zdrowia pacjentki pogorszył się 23 stycznia, gdyż przez cały ten czas zmagała się z koronawirusem. Agnieszka została przewieziona do szpitala w Blachowni, gdzie 25 stycznia zmarła.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Oświadczenie zespołu medycznego ws. śmierci Agnieszki

W środę szpital wydał w sprawie swojej pacjentki oświadczenie, w którym czytamy, że po tym, jak nastąpiła śmierć pierwszego z bliźniąt, 23 grudnia, przyjęte zostało stanowisko wyczekujące, z uwagi na to, że była szansa, aby uratować drugie dziecko.

Pomimo starań lekarzy doszło do obumarcia również drugiego płodu. Natychmiast podjęta została decyzja o zakończeniu ciąży. Lekarze rozpoczęli indukcję mechaniczną i farmakologiczną. Pomimo zastosowania wyżej wymienionych środków brak było odpowiedzi ze strony pacjentki pod postacią rozwierania się szyjki i skurczów macicy. W dniu 31.12.21 r. stało się możliwe wykonanie poronienia. Zabieg przeprowadzono w znieczuleniu ogólnym

– czytamy w oświadczeniu szpitala.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie zapewnia, że przez cały czas pobytu pacjentki w ośrodku, lekarze nie odstępowali od procedur medycznych, które mogłyby pomóc. Zaznaczono, że ostatecznie został wykonany zabieg mający na celu wywołanie poronienia i usunięcia zagrożonej bliźniaczej ciąży. Cały zabieg trwał dwa dni, natomiast w międzyczasie wykonano równie test na obecność koronawirusa, który wyszedł pozytywny.

Wykonano szereg kolejnych badań, na podstawie których stwierdzono cechy zatorowości płucnej i zmiany zapalne. Wykonano wymaz w kierunku SARS-COV II – wynik był pozytywny. Stan pacjentki cały czas pogarszał się. Lekarze podejmowali wszystkie możliwe działania, których celem było uratowanie pacjentki

– poinformowano.

Personel Szpitala podjął wszystkie możliwe i wymagane działania, które miały na celu ratowanie życia dzieci oraz pacjentki. Wskazujemy, iż na postępowanie lekarzy nie wpływało nic innego, poza względami medycznymi i troską o pacjentkę i jej dzieci. Współpracujemy ze wszystkimi organami, które prowadzą postępowania wyjaśniające. Z tego powodu, z uwagi na prowadzone postępowanie w niniejszej sprawie, Szpital nie może udzielać dodatkowych informacji

– dodano.

onet.pl

Szef NIK Marian Banaś

Szef NIK Marian Banaś / Fot. YouTube

Za uchyleniem immunitetu szefowi Najwyżej Izby Kontroli głosowało w środę 9 posłów. Przeciw było 7. Ostateczna decyzja w tej sprawie należy teraz do Sejmu. Zgodnie z przepisami, uchylenie immunitetu prezesowi NIK wymaga większości bezwzględnej ustawowej liczby posłów, a więc 231 głosów.

Kilka zarzutów prokuratury

3 lipca 2021 r. prokurator generalny Zbigniew Ziobro wystąpił do marszałka Sejmu o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej szef NIK Mariana Banasia. Śledczy chcą mu postawić kilkanaście zarzutów, w tym podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych.

Wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prezesa NIK opiera się na dowodach zebranych w prawie 80 tomach akt. Obejmują dokumentację znalezioną w efekcie przeprowadzonych przez CBA kilkudziesięciu przeszukań, a także pozyskaną z banków, urzędów i innych instytucji oraz elektroniczną korespondencję prowadzoną przez Mariana Banasia. Na materiał dowodowy składają się także sporządzone przez CBA analizy przepływów na rachunkach bankowych oraz opinie biegłych w zakresie podatków i szacowania wartości nieruchomości

– czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Banaś niewygodny dla rządu

W wypowiedzi dla “RMF FM” Marian Banaś zaznaczył, że nie prowadzi wojny z nikim obozu Prawa i Sprawiedliwości, któremu zawdzięcza obecna posadę szefa Najwyższej Izby Kontroli. Podkreślił również, że jego dorobek pomógł wygrać tej partii ostatnie wybory.

Byłem chwalony przez wszystkich z tego obozu. A później jak zostałem mianowany na stanowisko prezesa NIK i okazało się, że w tym obszarze jestem w pełni obiektywny, niezależny i bezstronny, to stałem się niewygodny dla rządzących i trzeba było zastosować akcję kompromitującą

– powiedział.

dorzeczy.pl

Przemysław Górny

25 stycznia 2022 roku zmarł Przemysław Górny – działacz antykomunistyczny, założyciel Ligi Narodowo-Demokratycznej. / fot. youtube

  • Przemysław Górny urodził się w 1932 roku w Warszawie
  • Jego ojciec był członkiem SN oraz NOW. Zginął w obozie koncentracyjnym w Mathausen
  • Górny był traktowany przez władze komunistyczne jako “element antysocjalistyczny”
  • Działacz był prześladowany przez władzę już od wczesnych lat 60-tych
  • Wielokrotnie aresztowany, do upadku PRL żył w trudnych warunkach ekonomicznych
  • W latach 90-tych podjął działalność wychowawczą w jednej z młodzieżowych organizacji działających na rzecz ochrony środowiska
  • W 2006 Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski

Przemysław Górny nie żyje

O śmierci Górnego poinformował we wtorek Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej. Działacz antykomunistyczny miał 90 lat.

Urodził się w 1932 roku w Warszawie. Górny już w wieku kilku lat zetknął się z totalitaryzmem. Jego ojciec Stefan za członkostwo w Stronnictwie Narodowym oraz działalność w Narodowej Organizacji Wojskowej został aresztowany przez Gestapo i zamordowany w obozie koncentracyjnym w Mathausen.

Przyszły przeciwnik władzy ludowej trenował boks. W 1951 roku zdobył tytuł młodzieżowego wicemistrza Polski w pięściarstwie. W marcu 1955 roku był współzałożycielem Związku Młodzieży Demokratycznej, w listopadzie 1956 objął przewodnictwo w ZMD na Uniwersytecie Warszawskim. Według Górnego, organizacja mogła wówczas zrzeszać nawet 35 tysięcy studentów w całym kraju.

Walka z komunizmem

W 1957 podjął decyzję o utworzeniu tajnej Ligi Narodowo-Demokratycznej. Była to pierwsza struktura antykomunistyczna po odwilży październikowej 1956 roku. LND nawiązywała do tradycji i myśli politycznej polskiego obozu narodowego.

7 maja 1960 SB aresztowało kilku członków organizacji, a prokuratura zarzuciła działaczom przynależność do tajnego związku wrogiego Polsce Ludowej. Przemysław Górny choć bity w trakcie przesłuchań, odmawiał składania zeznań i podpisywania dokumentów procesowych. Został skazany na dwa lata więzienia.

Górny ponownie został aresztowany w 1965 roku pod pretekstem udziału w napadzie na Bank PKO w Warszawie przy ul. Jasnej. W więzieniu spędził kilka miesięcy. 11 lutego 1966 roku wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej dla m.st. Warszawy przedstawił Górnemu zarzuty, że w okresie od połowy 1961 do 11 lutego 1966 roku w Warszawie brał udział w nielegalnej organizacji. W toku śledztwa „ustalono”, że Przemysław Górny podjął w latach 1963-64 działania zmierzające do utworzenia nielegalnej, nacjonalistycznej organizacji i w tym celu gromadził młodzież o poglądach narodowych, z którymi prowadził dyskusje w duchu wrogim Polsce Ludowej.

– podaje Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej.

2 grudnia 1966 roku Sąd Powiatowy dla m.st. Warszawy-Pragi skazał Przemysława Górnego na 2,5 roku. W listopadzie 1967 roku został warunkowo zwolniony. Dwa dni później (w niewyjaśnionych okolicznościach) został potrącony przez samochód. Przez rok przechodził trudną rehabilitację.

– czytamy dalej.

Do 1989 roku Górny był aresztowany jeszcze kilkukrotnie. Stale prześladowany przez SB, wykreślony z listy studentów przez długi czas nie mógł znaleźć zatrudnienia. Zmuszony działać w konspiracji, przeszedł na rentę. Nigdy nie wyrzekł się poglądów narodowych.


W latach 90-tych podjął działalność wychowawczą w jednej z młodzieżowych organizacji działającej na rzecz ochrony środowiska.

W 2006 roku został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Od kwietnia 2010 roku był aktywny wśród obrońców Krzyża przed Pałacem Prezydenckim.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego

Sławomir Zawiślak

Poseł PiS Sławomir Zawiślak na antenie Mediów Narodowych. / fot. Media Narodowe

  • Sławomir Zawiślak wystąpił we wtorek na antenie Mediów Narodowych w programie “Temat Dnia”
  • Rozmowa dotyczyła projektu ustawy, który umożliwi pracodawcom weryfikację tego, czy pracownik jest zaszczepiony
  • Poseł PiS wyraził bardzo negatywną opinię na temat “lex Hoc” i zapowiedział, że zagłosuje przeciw projektowi
  • Zawiślak podkreslił, że ustawa podzieli Polaków na dwie kategorie obywateli
  • Co więcej, polityk PiS wskazywał na wysoką śmiertelność w domach i niższe – wbrew oficjalnej propagandzie – obłożenie szpitali
  • Zobacz także: Ministerstwo Zdrowia: “Piąta fala nabiera rozpędu”. Padł rekord zakażeń

Sławomir Zawiślak przeciw segregacji Polaków

Będę przeciwny tej ustawie (…). Nie mamy jeszcze rozkładówki na Sejm, nie wiadomo czy ta ustawa wjedzie. Co do głosowania to zobaczymy. Ci, którzy mówią, jak będzie klub głosował – po pierwsze mogą mieć rację. Po drugie – może to być głosowanie takie, jak wszystko wskazuje, duża część posłów PiS będzie głosowała przeciwko.

– powiedział gość Karola Plewy.

Piecha zastąpi Niedzielskiego?

Prowadzący zapytał następnie o postać Bolesława Piechy i jego wypowiedź o “hałaśliwej grupie antyszczepionkowców” wewnątrz obozu Prawa i Sprawiedliwości. Zawiślak przyznał, że identyfikuje się z obrażonym przez Piechę stronnictwem.

Pan poseł Piecha, podobno kandydat na ministra zdrowia, jako człowiek kulturalny powinien ważyć słowa, jak się wypowiadać. Przykro mi, że tak się wypowiedział. Jest to bardzo nieelegancko, między innymi dlatego że żyjemy w demokratycznym kraju i podobno wszyscy mogą swoje poglądy wyrażać.

– ocenił Zawiślak.

Ja jestem od maja ubiegłego roku w zespole parlamentarnym ds. sanitaryzmu i przewodniczy mu Anna Siarkowska. Jestem tam z takim zamiarem, żeby obywatele sami zdecydowali, czy chcą przyjąć preparat czy go nie chcą. Żeby po prostu nie zmuszać. Obowiązująca konstytucja taką wolność nam daje. Zresztą nie tylko konstytucja, ale też akty unijne. No i w związku z tym nie zgadzam się z tą tezą pana posła Piechy. Ta ustawa, która krąży cały czas, ma dużo wad. Nie można procedować ustawy, która w tym momencie nie ma w ogóle uzasadnienia mocnego. Nie można wprowadzić ustawy, która sugeruje, że “może będą lżejsze objawy”.

– dodał gość “Tematu Dnia” w Mediach Narodowych.

Ustawa Hoca odbierze wolność Polakom

Poseł PiS potwierdził, że projekt jawnie godzi w podstawowe swobody i wolności obywatelskie.

Tak. Wolność decyzji, do dyspozycji swojego ciała. Dzieliłaby też Polaków na lepszych i gorszych. I to też jest złe. Polacy już w swojej historii doświadczyli wielokrotnie, że tylko zjednoczeni mogą pokonać wszelkie trudności. Nie można dzielić narodu na gorszych i na lepszych. To jest niezgodne z prawem.

– podkreślił.

Pan poseł Hoc rzeczywiście różne rzeczy mówi, jest wolnym obywatelem. Natomiast przypomnę, że dzisiaj z danych z Ministerstwa Zdrowia 63 osoby zmarły z powodu COVIDA i około dwieście z chorobami współistniejącymi. Pewne osoby, które kiedyś funkcjonowały w okolicy Rady Medycznej, które mówiły że będzie armageddon, niedawno w mediach publicznych mówiły że go nie będzie. Ostatnio mówiono, że trzeba otworzyć się i nie robić kwarantanny. Zachorowań jest więcej, bo jest więcej badań. Spadła ilość zgonów: Było kiedyś sześćset razem ze współistniejącymi, teraz jest około dwustu. Nie należy w takiej sytuacji zachowywać się zbyt nerwowo, zamykając gospodarkę. Obecnie na kwarantannie jest 1,5 miliona Polaków. Nie mogą pójść do lekarza. Ich zdrowie może być w pewnym momencie zagrożone.

– zauważył Sławomir Zawiślak.

Niedzielski ignoruje próby podjęcia dialogu

Polityk obozu rządzącego wyznał, że minister Niedzielski nie jest otwarty na dialog nawet wewnątrz swojego własnego ugrupowania. Minister zdrowia zignorował prośby o spotkanie:

Jako grupa posłów, którzy zajmowali się kwestią sanitaryzmu, nawet raz oficjalnie wysłaliśmy prośbę o spotkanie z ministrem Niedzielskim. Nie było takiej możliwości spotkania się. Z tego co wiem, to raczej nie dostaliśmy odpowiedzi. Należy się przyjrzeć temu wszystkiemu co się dzieje.

– ujawnił poseł.

Jak przeanalizowaliśmy pewne dane, to obłożenie szpitali w momencie gdy rozpoczęliśmy walkę z pandemią w Polsce, w 2020 roku to było o 30 procent mniej pacjentów (niż w 2019 – dop. red.). A mówiono nam, że szpitale są zablokowane. Śmiertelność w szpitalach nieznacznie wzrosła, a w domach o 37 procent.

– wskazywał.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Media Narodowe

Sejm

Warszawa, 26.01.2022. Posłowie na sali obrad Sejmu w Warszawie / Fot. PAP/Tomasz Gzell. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Ryszard Terlecki stwierdził, że prawdopodobnie w środę do Sejmu wpłynie projekt ustawy, który zastąpi projekt „lex Hoc”, przewidujący segregację sanitarną w zakładach pracy.

Ustawa będzie procedowana, wczoraj w KPRM odbyło się spotkanie przedstawicieli klubów i kół zasiadających w parlamencie, tam padały różne dodatkowe postulaty, mieliśmy też do czynienia z koncepcjami skrajnymi, od takich negujących sens i zasadność jakichkolwiek obostrzeń, po bardzo rygorystyczne, łącznie z obowiązkiem szczepień.

– przekazał z kolei wicerzecznik PiS Radosław Fogiel w „Sygnałach dnia” PR1.

Nadchodzi Ustawa Hoca. Segregacja Sanitarna przesądzona? [SEJM NA ŻYWO]

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Media Narodowe

Straż Graniczna

KUŹNICA SYTUACJA NA GRANICY Z BIAŁORUSIĄ Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030 / PAP/16 Dywizja Zmechanizowana

Straż Graniczna: Białorusini oddali strzały

W nocy na odcinku #PSGCzeremcha żołnierze białoruscy kilkukrotnie na widok polskich patroli strzelali z długiej broni.

– czytamy na oficjalnym profilu Straży Granicznej na Twitterze.

Oprócz prowokacji żołnierzy Łukaszenki, SG poinformowała także o 12 imigrantach usiłujących przekroczyć nielegalnie polską granicę. Jak podaje formacja, byli to obywatele Libanu, Iraku i Syrii. Do zdarzeń doszło koło miejscowości Narewka w powiecie hajnowskim w województwie podlaskim na odcinku ochranianym przez oddział SG.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

https://twitter.com/Straz_Graniczna/status/1486241176617472002?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1486241176617472002%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fdorzeczy.pl%2Fkraj%2F255931%2Fsg-strzaly-bialoruskich-zolnierzy-na-widok-polskich-patroli.html

Do Rzeczy

Największa zagadka PRL / fot. archiwa

Jednym z najbardziej znanych morderstw politycznych dokonanych w czasach PRL był żydowski mord rytualny na piętnastoletnim Bohdanie Piaseckim, synu Bolesława Piaseckiego, lidera PAX i przedwojennego wodza narodowych radykałów. Był to akt bezkarnej nienawiści Żydów chronionych przez reżim komunistyczny, w którym Żydzi odgrywali ogromną rolę, na człowieku znienawidzonym przez środowiska żydowskie. Zabójstwo to przybliżył czytelnikom Przemysław Słowiński w wydanej przez wydawnictwo Fronda książce „Niewyjaśnione zabójstwa”.

Porwanie i zamordowanie Bohdana Piaseckiego

Porwanie i zamordowanie Bohdana Piaseckiego miało miejsce 22 stycznia 1957 roku. Jego ofiarą był 15-letnimi uczeń X kasy Bohdan Piasecki, który o 13.30, po wyjściu z liceum świętego Augustyna (na warszawskim Mokotowie mieszczącego się w budynku Naruszewicza 32), został podstępem porwany przez dwóch mężczyzn – na ulicy Naruszewicza ubrani w kapelusze i płaszcze osobnicy przedstawiający się jako funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej okazując młodemu Piaseckiemu jakąś legitymacje i dokument skłonili go do wejścia do taksówki (czarnej Warszawy) zaparkowanej nieopodal przy ulicy Wejnerta. Świadkami porwania byli koledzy chłopaka (Janusz Świątkowski, Ryszard Karwański, Wojciech Szczęsny), którzy przezornie spisali numery rejestracji samochodu (T75-222) i poinformowali o wydarzeniu młodszego brata Bohdana Jarka Piaseckiego, który po powrocie do domu (Krasickiego 7) poinformował ojca, a ten poinformował o porwaniu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Bohdan Piasecki był chłopcem bardzo religijnym, marzył o zostaniu kompozytorem. Wychowywany był przez babcie, stracił matkę Halinę Kopeć w Powstaniu Warszawskim – była łączniczką AK. Prócz brata Jarka, miał przyrodnie rodzeństwo z drugiego małżeństwa ojca z Barbarą Kolendo (łączniczką Konfederacji Narodu) – braci Zdzisława i Ładysława, siostry Bożenę, Marzenę i Halinę.

Tego samego dnia chłopak został zamordowany. Jego zmumifikowane zwłoki znaleziono w czasie kontroli instalacji hydraulicznej dopiero po prawie dwu latach 8 grudnia 1958 w piwnicy kamienicy Świerczewskiego 82A (obecnie aleja Solidarności).

Kilka godzin po porwaniu ojciec chłopaka zadzwonił od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. MSW i podległe jej służby nie przyłożyły się do pracy operacyjnej – np. działacze PAX na własną rękę odnaleźli samochód używany przez porywaczy.

Porywali żądali okupu

Po porwaniu oraz zabiciu chłopaka porywaczy dzwonili kilkakrotnie do ojca chłopaka z żądaniami okupu, wymusili na ojcu porwanego odbiór kolejnych instrukcji jak dostarczyć okup. Pierwszy list porywacze umieści w Urzędzie Pocztowym nr 1 na Świętokrzyskiej kilka dni przed porwaniem (po list zgłosił się pracownik ojca i funkcjonariusze SB, porywacze w liście żądali 4000 dolarów i 100.000 złotych okupu). Kolejne informacje były w pudełkach na zapałki z naklejką pocztową Ekspres pozostawionych w miejscach wyznaczonych przez porywaczy. Wysłannik Bolesława Piaseckiego, ks. Mieczysław Suwała (żołnierz AK), miał odebrać instrukcje z restauracji „Kameralna” na Foksal. W kawiarni dowiedział się, że ma udać się na Jakubowską 16, a potem na wiadukt mostu kolejowego od strony Wału Miedzeszyńskiego – tam porywacze zostawili portfel porwanego, ale nie zostawili instrukcji. Kolejny telefon podwyższał sumę okupu do 200.000 złotych – miała być to kara za poinformowanie MSW (porywacze wiedzieli o 7 nieoznakowanych radiowozach MO).

Instrukcje pozostawiono też w drzwiach kościoła Świętego Krzyża. Drugim wysłannikiem Piaseckiego był Ryszard Reiff, By upokorzyć wysłannika Piaseckiego, porywacze kazali im nosić ze sobą poroże jelenia i walizkę z okupem, dodatkowo dzięki zajęciu obu rąk nie miał on jak skorzystać z broni palnej. Instrukcje miały też być przy słupie milowy na rogu Marszałkowskiej i alei Jerozolimskich. Pomimo że Bolesław Piasecki był jednym z najbogatszych ludzi w PRL, to pieniądze na okup pożyczył mu PAX.

Jak w wypadku innym morderstw politycznych ukazały się w prasie teksty szerzące dezinformacje. Autorem jednego z takich tekstów był były działacz PPR i PZPR, a później (według kilku wyroków sądowych) TW SB w latach 1969–1977, oraz lider KPN, Leszek Moczulski. Leszek Moczulski i dwu innych dziennikarzy w teście „Zagadka cichej uliczki”, który ukazał się na łamach „Dookoła Świata”, sugerował, że Bohdan Piasecki uciekł na zachód do swojej matki, która miała nie zginąć w Powstaniu Warszawskim. Podobną plotkę szerzono na falach Radia Wolna Europa.

Sprawcami Żydzi

Z porywaczami współpracował, odnaleziony przez ludzi z PAX, a nie śledczych z MSW, kierowca samochodu Ignacy Ekerling – żołnierz armii Berlinga, były pracownik Żydowskiej Drukarni „Nowe Życie”, kierowca w Żydowskim Instytucie Historycznym.

W śledztwie ustalono, że zeznania kierowcy, który twierdził, że porywaczy nie znał i byli oni tylko jego pasażerami, były w wielu miejscach sprzeczne. Ignacy Ekerling usiłował opuścić PRL po zabójstwie i wyemigrować do Izraela. Przeszkodzili mu w tym ludzie z PAX. Nie został jednak aresztowany i dalej pracował jako taksówkarz, otrzymał nawet większe mieszkanie służbowe, co dziwne nie od MPT tylko od MSW. Po ponad roku Ekerlig został aresztowany. Znaleziono w jego domu obciążające go zapiski — adresy Żydów, którzy zamieszkiwali w miejscach, gdzie pozostawiono informacje od porywaczy dla Bolesława Piaseckiego, oraz Żydów z SB pracujących nad sprawą. Większość z nich zdążyła już jednak wyemigrować do Izraela. W zapiskach był też adres kobiety mieszkającej przy miejscu porwania i plan sytuacyjny miejsca porwania.

Porwany został zamordowany w rytualny sposób. Ogłuszono go uderzeniem w głowę, kości czaszki od uderzenia popękały. W ciało chłopaka wbito trzy gwoździe, po jednym w żołądek, serce i głowę. W klatkę piersiową wbito bagnet, niedostępny na rynku i produkowany dla wojska. Czysta bielizna chłopaka, bez śladów potu świadczyła, że został on zamordowany zaraz po porwaniu. Mieszkanie w budynku, w którym znaleziono zwłoki, znajdowały się dwa mieszkania operacyjne MO, w tym mieszkanie znajomego Ekerlinga Żyda Adama Kossowskiego funkcjonariusza MO, który jak większość osób zamieszanych w sprawę wyemigrował do Izraela.

Oskarżenie wobec Ekerlinga wycofano za zgodą Cyrankiewicza i Gomułki, na prośbę Romana Zambrowskiego. Żydzi w kierownictwie MSW doprowadzili do tego, że Ekerling nie został postawiony przed sądem. Dowody ze śledztwa szybko zniknęły z archiwów MSW (taśmy z nagraniem głosu porywaczy i odciski palców z listu z żądaniem okupu). Szokująca była nieudolność MSW i niechęć do prowadzenia działań operacyjnych. Wielu świadków było zastraszanych lub padło ofiarą pobić. Śledztwo nie zostało podjęte nawet w marcu 68. Duże partie akt śledztwa zniszczono w 1974 i 1978 roku.

Ojciec zamordowanego

Porwanie i zamordowanie Bohdana Piaseckiego miało na celu zadanie bólu Bolesławowi Piaseckiemu. – w II RP prawnikowi, absolwentowi Uniwersytetu Warszawskiego, kierownikowi Oddziału Akademickiego Obozu Wielkiej Polski, działaczowi Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego, jednemu z założycieli Obozu Narodowo Radykalnego, liderowi Ruchu Narodowo Radykalnego, od 1934 internowanego przez sanację w obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej. Żołnierzowi kampanii wrześniowej 1939, dowódcy konspiracyjnych Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, które weszły w skład Armii Krajowej, więźniowi NKWD, który rozpoczął na początku 1945 roku kolaborację z sowietami.

W okupowanej przez komunistów Polsce Bolesław Piasecki rozpoczął w 1945 roku wydawanie pisma „Dziś i Jutro”, w 1947 powołał do życia stowarzyszenie PAX, wydawał prasę kierowaną do katolików („WTK”, „Zorza”, „Kierunki”, „Słowo Powszechne”) i książki. PAX chciał być pośrednikiem między Kościołem a władzą komunistyczną (Kościół nie był tym zainteresowany”).

PAX „współpracował z ruchem »księży patriotów«, atakował polski episkopat za rzekome dążenie do przywrócenia kapitalizmu, popierał łajdacką parodię procesu kieleckiego biskupa diecezjalnego Czesława Kaczmarka i uwięzienie prymasa Stefana Wyszyńskiego”. W 1953 roku PAX przejął „Tygodnik Powszechny”. Do 1955 roku działaczami PAX byli Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski i Janusz Zabłocki.

PAX był częścią frontu Jedności Narodu i Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Do pozytywów PAX należy zaliczyć wsparcie dla bioetycznego nauczania Kościoła, zapewnienie pracy wielu żołnierzom AK, stworzenie spółdzielni mieszkaniowej, liceum, wydawnictwa, produkcję dewocjonaliów, pomoc socjalną dla żołnierzy AK.

Bolesław Piasecki był od 1965 roku posłem na sejm, w latach 1971-1979 członkiem Rady Państwa, w 1968 poparł antysemicką nagonkę. Bolesława Piaseckiego nienawidzili „liberałowie” z PZPR i staliniści – dla których był obcym katolickim elementem, wspierającym AK i prowadzącym patriotyczne liceum. Dla Kościoła katolickiego PAX był wrogiem szerzącym modernistyczne herezje i wspierającym antykatolickich komunistów.

Przez lata zabójstwo syna Bolesława Piaseckiego było tematem tabu w PRL i we współczesnej Polsce dla „środowiska kształtnego opinię publiczną w PRL, związanego głównie z filosemicką Unią Wolności”.

Polski Ład

WARSZAWA KPRM SPOTKANIE WS. WALKI Z PANDEMIĄ / fot. PAP/Wojciech Olkuśnik

  • Polski Ład to wielka reforma społeczno-gospodarcza, przeprowadzająca rewolucję zwłaszcza na płaszczyźnie podatkowej
  • Program przewidywał podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 30 tysięcy złotych, zaś drugiego progu podatkowego do 120 tysięcy złotych
  • Od początku roku projekt spotyka się z krytyką ze strony różnych środowisk, na zmiany narzekają nauczyciele i pracownicy służb mundurowych
  • Władza bije się teraz w pierś i zapowiada naprawę projektu
  • Zobacz także: Najnowszy sondaż: Dlaczego tylu Polaków nie chce się szczepić?

Polski Ład problematyczny

Wicepremier oraz minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk wystąpił w środę na antenie RMF FM. Polityk obozu rządzącego przyznał, że Polski Ład nie jest tym, czym pierwotnie miał być:

Faktem jest, że Polski Ład daje pieniądze podatnikom. Faktem jest też to, że to skomplikowany system. (…) Problemy zaczęły się w maju 2021 roku, kiedy program został ogłoszony. Wtedy Porozumienie Jarosława Gowina powiedziało, że nie poprze tego co przygotowaliśmy. Wobec czego zaczęto tę ustawę przerabiać.

– oznajmił Henryk Kowalczyk.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

W ocenie Kowalczyka, największe komplikacje nastąpiły po wprowadzeniu ulgi dla klasy średniej. Winę ponosić ma za to system Ministerstwa Finansów, lecz nie zanosi się na to, by ktoś z resortu poniósł odpowiedzialność.

Ostateczna decyzja będzie należeć do premiera Mateusza Morawieckiego.

– zaznaczył wicepremier.

Reforma nie zaszkodzi jednak rolnikom i emerytom.

Chcemy zmienić, żeby rolnik, jeśli osiągnie wiek emerytalny, mógł przejść na emeryturę bez wyzbywania się gospodarstwa. Chciałbym, żeby weszło to w życie w połowie tego roku.

– oświadczył Kowalczyk.

Do Rzeczy