Donald Trump

Donald Trump / fot. Gage Skidmore Wikimedia Commons

  • Licząca co najmniej 70 kilometrów kawalkada ciężarówek i samochodów paraliżuje Ottawę.
  • Protestujący zapowiadają, że nie opuszczą stolicy, dopóki premier Justin Trudeau nie zakończy polityki covidowych restrykcji wobec społeczeństwa.
  • Trudeau wraz z rodziną opuścili stolicę nie podając aktualnego miejsca pobytu ze względów bezpieczeństwa.
  • Zobacz także: Amerykanka dowodząca batalionem ISIS stanie przed sądem

Trump wsparł kanadyjski Konwój

Do kanadyjskiej reakcji na drastyczną polityką władz odniósł się w niedzielę Donald Trump. Republikanin gościł w Conroe w stanie Teksas, gdzie odbył się kilkunastotysięczny wiec. W wydarzeniu uczestniczyli najważniejsi lokalni Republikanie, w tym gubernator Gregg Abott.

Były prezydent USA sam jest zaszczepiony przeciwko koronawirusowi, po raz kolejny stwierdził, że szczepienia na COVID powinny być dobrowolne. Zaapelował jednocześnie, żeby nie dyskredytować ogólnej idei szczepień. Skrytykował administrację Joe Bidena za covidowe restrykcje wprowadzone pod pretekstem koronawirusa, które wciąż obowiązują Amerykanów.

Podczas swojego przemówienia Trump zwrócił się również do protestujących w Ottawie Kanadyjczyków. Podkreślił, że popiera Konwój Wolności, który dąży do przywrócenia wolności w Kanadzie, jak i w Stanach Zjednoczonych.

– Ci dzielni kanadyjscy kierowcy, na pewno o nich słyszeliście, stawiają czoła bezprawemu przymusowi szczepień. Robią więcej, by bronić także amerykańskiej wolności, niż nasi przywódcy – powiedział. – Chcemy, by ci wspaniali kanadyjscy kierowcy ciężarówek wiedzieli, że wspieramy ich w działaniu. Zrobili naprawdę wielką rzecz

– zaznaczył Trump.

Kanada walczy o przywrócenie wolności

Konwój Wolności, który dotarł przed budynek kanadyjskiego parlamentu składa się z ciężarówek i samochodów osobowych. Zgromadzeni nie zgadzają się na tolerowanie dalszej polityki obostrzeń i przymus szczepień przeciwko COVID. Według różnych szacunków podanych w mediach, konwój liczył kilkadziesiąt kilometrów. Najczęściej podaje się liczbę 70 km. W sobotę manifestanci zaczęli się gromadzić wokół kanadyjskiego parlamentu.

Pierwsze ciężarówki rozstawiły się na Parliament Hill (Wzgórze Parlamentarne) w piątek. Cały czas dojeżdżają kolejne. W sobotę do protestu dołączył tłum ludzi, którzy mimo ostrzeżeń przed ekstremalnie niskimi temperaturami, pojawił się na Wzgórzu Parlamentarnym. Obecnie zablokowane jest niemal całe miasto.

Jak informuje portal CBC „oczekuje się, że w najbliższych godzinach do centrum miasta przybędzie ich znacznie więcej, ponieważ kierowcy ciężarówek i ich zwolennicy opuszczają punkty zborne na wschodnich i zachodnich krańcach Ottawy, kierując się do Parliament Hill”.

Na ciężarówkach, które stoją przed budynkami parlamentu, można zobaczyć transparenty potępiające covidowe obostrzenia, rzekome działania na rzecz tzw. zdrowia publicznego oraz Justina Trudeau. Pojawiły się także wezwania, by premier ustąpił ze stanowiska.

Część protestujących wskazuje, że kontynuowanie restrykcji związanych z COVID-19, doprowadzi do tego, iż w Kanadzie zapanuje komunizm. Jak do tej pory protest przebiega pokojowo, organizatorzy wzywają rosnący tłum do zachowania spokoju.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

Zamek Królewski w Krakowie

Zamek Królewski w Krakowie / Fot. PAP/Łukasz Gągulski. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Lista obejmuje 25 pozycji. Kraków znalazł się na 24. miejscu, jako jedyne polskie miasto w rankingu.
  • Numerem jeden w Europie okazał się Londyn, na drugim miejscu uplasowała się grecka wyspa Kreta, a na trzecim Rzym.
  • Coroczny ranking TripAdvisor, jednego z najpopularniejszych podróżniczych serwisów internetowych, powstaje na podstawie recenzji i rekomendacji podróżników.
  • Zobacz także: Wesprzyj Niezależne Media. Przekaż 1% na rozwój Mediów Narodowych

Jedyne polskie miasto w rankingu

– Cieszą takie wiadomości, tym bardziej, że w rankingu TripAdvisor jesteśmy już kolejny raz. Unikatowe dziedzictwo historii i architektury, dobra kuchnia, międzynarodowe festiwale- za to jest Kraków ceniony

– napisał na swoim profilu w mediach społecznościowych prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Coroczny ranking TripAdvisor, jednego z najpopularniejszych serwisów internetowych dla miłośników podróży z całego świata, powstaje na podstawie recenzji i rekomendacji podróżników. Oceniają oni hotele, restauracje, zabytki, widoki, atrakcje itp. w odwiedzanych miejscach.

Jak przekazał Urząd Miasta Krakowa, w najnowszym rankingu Travellers’ Choice 2022- Popular Destinations- Europe numerem jeden w Europie okazał się Londyn. Na drugim miejscu uplasowała się grecka wyspa Kreta, a na trzecim Rzym. Lista obejmuje 25 pozycji, a na 24. miejscu znalazł się Kraków,jako jedyne polskie miasto w rankingu.

Wawel, Rynek Główny, kościół Mariacki i Kazimierz

Według turystów stolica Małopolski przyciąga takimi miejscami i zabytkami jak np. Wawel, Rynek Główny, kościół Mariacki i Kazimierz. Miasto- wskazali turyści- ukazuje unikatowe dziedzictwo, bogactwo historii i architektury. TripAdvisor doceniał Kraków także za walory gastronomiczne, podkreślając, że w 2019 r. miasto otrzymało tytuł Europejskiej Stolicy Kultury Gastronomicznej (European Capital of Gastronomic Culture).

Według opinii serwisu, Kraków to również miejsce, w którym co roku odbywa się ok. 100 festiwali i innych wydarzeń o charakterze międzynarodowym.

Według przedstawionych w grudniu ub.r. wstępnych szacunków dotyczących wielkości ruchu turystycznego w Krakowie, w 2021 roku stolicę Małopolski odwiedziło 11,3 mln osób.

W 2020 roku Kraków odwiedziło niespełna 8 mln turystów, a w 2019 roku- przed pandemią- ponad 14 mln.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

PAP

Kim Dżong Un w otoczeniu koreańskich żołnierzy.

Kim Dżong Un w otoczeniu koreańskich żołnierzy. / Fot. PAP/EPA/KCNA. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Południowokoreańska armia oświadczyła, że wykryła “pocisk balistyczny średniego zasięgu”.
  • Rakietę wystrzelono pod dużym kątem na wschód” o świcie w niedzielę.
  • Był to już siódmy test rakietowy przeprowadzony przez Pjongjang od początku roku i trzeci w tym tygodniu.
  • Zobacz także: Polacy nie chcą paszportów covidowych? Zobacz najnowsze wyniki ankiety

Rakieta wpadła do Morza Japońskiego

Pocisk został wystrzelony z północnej prowincji Jagang, skąd Korea Północna wystrzeliła w ostatnich miesiącach, jak twierdzi, pociski hipersoniczne. Rakieta osiągnęła maksymalną wysokość 2000 km i przebyła około 800 km w 30 minut, zanim spadła do Morza Japońskiego. Wystrzelenie pod dużym kątem oznacza, że rakieta nie osiąga maksymalnego zasięgu 5,5 tys. km.

Prezydent Korei Południowej Mun Dze In zarzucił w niedzielę władzom w Pjongjangu naruszenie rezolucji ONZ. Oświadczył także, że KRLD “jest bliska złamania nałożonego przez siebie moratorium” na testy jądrowe oraz rakiet balistycznych średniego i dalekiego zasięgu. Mun wezwał Koreę Północną do “zaprzestania tworzenia napięć i powrotu do rozmów”.

Wystrzelenie przez Koreę Północną rakiety balistycznej średniego zasięgu potwierdziła także Japonia. Był to już siódmy test rakietowy przeprowadzony przez Pjongjang od początku roku i trzeci w tym tygodniu.

Prowokacyjny pokaz siły

Ostatni raz Korea Północna przeprowadziła tak wiele testów w ciągu miesiąca w 2019 roku. Miało to miejsce po załamaniu się rozmów pomiędzy przywódcą KRLD Kim Dzong Unem a ówczesnym prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Od tego czasu rozmowy między dwoma krajami znalazły się w impasie, a gospodarka Korei Północnej zmaga się z surowymi międzynarodowymi sankcjami.

Reżim północnokoreański nasilił w ostatnich tygodniach testy uzbrojenia i groził USA odwetem za nałożenie na niego nowych restrykcji. Pjongjang twierdzi, że przetestował broń hipersoniczną i sugeruje, że może również wznowić próby broni jądrowej i międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM), wstrzymane w 2017 roku.

Zdaniem ekspertów Kim będzie w najbliższym czasie urządzał kolejne prowokacyjne pokazy siły. Urzędnicy w Korei Płd. informowali w ostatnich dniach o wykryciu oznak przygotowań do defilady wojskowej w Korei Płn. Miałaby się ona odbyć z okazji nadchodzących rocznic urodzin założyciela KRLD Kim Ir Sena oraz jego syna, Kim Dzong Ila.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Niezależna, PAP

dziś imigranci jutro terroryści zdjęcie Jan Bodakowski

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Jan Bodakowski

Fluke-Ekren grozi kara do 20 lat więzienia

Allison Fluke-Ekren została zatrzymana w Syrii i przetransportowana do aresztu FBI w piątek. Według oświadczenia Departamentu Sprawiedliwości, Fluke-Ekren chciała zrekrutować agentów do ataku na kampus uniwersytecki lub centrum handlowe w USA.

Według Departamentu Sprawiedliwości Allison Elizabeth Fluke-Ekren vel „Allison Elizabeth Brooks”, vel „Allison Ekren”, vel „Umm Mohammed al-Amriki”, vel „Umm Mohammed” i „Umm Jabril”, 42, dawniej mieszkaniec Kansas, kilka lat temu udała się do Syrii w celu popełniania lub wspierania terroryzmu”.

– Od czasu jej wyjazdu ze Stanów Zjednoczonych, Fluke-Ekren rzekomo była zaangażowana w szereg działań związanych z terroryzmem w imieniu ISIS od co najmniej 2014 r. Działania te rzekomo obejmują między innymi planowanie i rekrutację agentów dla potencjalnego ataku na kampus uniwersytecki w Stanach Zjednoczonych. Została mianowana przywódcą i organizatorem batalionu wojskowego ISIS, znanego jako Khatiba Nusaybah, w celu szkolenia kobiet w używaniu automatycznych karabinów szturmowych AK-47, granatów oraz samobójczych pasów szahida. Ponadto firma Fluke-Ekren rzekomo zapewniała członkom ISIS i ISIS usługi. Miały one obejmować zapewnienie zakwaterowania oraz tłumaczenie przemówień wygłaszanych przez przywódców ISIS. Fluke-Ekren szkoliła również dzieci w zakresie używania karabinów szturmowych AK-47 i pasów samobójczych oraz nauczała ekstremistycznej doktryny ISIS

– czytamy w komunikacie Departamentu Sprawiedliwości.

Fluke-Ekren została liderką jednostki bojowej w syryjskim mieście Rakka pod koniec 2016 roku. Grozi jej do 20 lat więzienia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rzeczpospolita

Sergio Mattarella

Sergio Mattarella / fot. Presidenza della Repubblica Wikimedia Commons

Kowalczuk: To wyglądało paranoicznie

Prezydent Włoch Sergio Mattarella został wybrany w sobotę przez parlament i delegatów z regionów na drugą kadencję. W ten sposób w ósmym głosowaniu zakończył się impas polityczny między centrolewicą i centroprawicą, które wcześniej nie były w stanie zawrzeć porozumienia w zakresie poparcia któregoś z kandydatów. Urzędujący 80-letni prezydent miał zakończyć swoją misję, jednak wobec zaistniałego impasu zgodził zostać na kolejną 7-letnią kadencję.

Premier Mario Draghi przekonywał, że pozostanie na stanowisku Mattarelli zagwarantuje „dobro i stabilność państwa”.

Zanim to jednak nastąpiło, przebieg procesu wyborczego we Włoszech komentował na antenie Radia WNET korespondent Polskiego Radia w Rzymie Piotr Kowalczuk. Doszło do kuriozalnych sytuacji, m.in. początkowo posłowie z pozytywnym wynikiem testu na koronawirusa nie mogli wziąć udziału w głosowaniu.

Dziennikarz tłumaczył w piątek, że standardowo centroprawica kłóci się z centrolewicą, ponieważ ani jedni ani drudzy, nie dysponują większości elektorów.

Kowalczuk powiedział, że przy okazji wyborów włoski rząd zaserwował obywatelom żałosny spektakl. – To wszystko wygląda paranoicznie – podkreślił, dodając, że wobec problemów gospodarczych w obliczu, których stoi kraj, naród włoski patrzy z niedowierzaniem na zachowanie polityków, którzy nie potrafią wyłonić prezydenta.

– Jedno głosowanie trwa pięć godzin. Każdy z elektorów wzywany jest osobno. W związku z koronawirusem musi oczywiście przedtem umyć sobie rączki i wtedy może zagłosować. Niektórzy nie idą za pierwszym razem, są wzywani powtórnie, a na samym końcu każda z tych 1008 kart wyborczych jest odczytywana jedna po drugiej. 1008 sztuk. To wszystko trwa i trwa

– mówił Kowalczuk.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy, Radio WNET

Opakowanie szczepionki AstraZeneca.

Opakowanie szczepionki AstraZeneca / fot. TT/@OnetWiadomosci

Kobieta żyła w strachu o własne życie

Odkrycie GPS-a zamontowanego pod samochodem służbowym Emilia N. niezwłocznie zgłosiła pracodawcy. Ten jednak nie poinformował jej, że wynajął detektywów. Poszkodowana przez 3 miesiące żyła w strachu o życie swoje i rodziny, ponieważ nie wiedziała, kto i dlaczego ją inwigilował.

Informację, że to pracodawca wynajął detektywów, przekazała jej dopiero policja, 3 miesiące po odnalezieniu GPS-a.

Zanim to nastąpiło, na komisariacie pojawiła się pełnomocniczka spółki AstraZeneca, która, powołując się na tajemnice spółki, prosiła policję, aby nie udostępniać poszkodowanej akt sprawy.

Po czterech latach sprawa znalazła swój finał w sądzie, ale na ławie oskarżonych nie zasiadł nikt z ramienia koncernu. AstraZeneca uważa sprawę za zakończoną.

GPS pod samochodem pracowniczki AstraZeneca

6 sierpnia 2017 roku mieszkająca pod Poznaniem pracowniczka koncernu farmaceutycznego AstraZeneca Pharma Poland dokonuje zaskakującego odkrycia.

– Mój mąż montując hak holowniczy do pojazdu służbowego ujawnił czarne pudełko z kompozytu na metalowej części auta, do której przykręca się hak

– zeznawała poszkodowana Emilia N. na komisariacie policji w Poznaniu, dwa dni po znalezieniu GPS-a.

Początkowo małżonkowie nie wiedzieli, co znaleźli, ale szybko zorientowali się, że jest to nadajnik GPS. Dwa dni później, składając zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, kobieta podkreślała, że nie wie, kto mógłby ją śledzić i że nikogo o to nie podejrzewa. Mówiła też, że w związku z tym, iż samochód należy do firmy, zgłosi fakt znalezienia GPS-a pracodawcy.

Analiza bilingów telefonicznych karty SIM znajdującej się w urządzeniu GPS wykazała, że Emilia N. była śledzona przez ponad 3 miesiące – od 13 kwietnia 2017 r. do 25 lipca 2017 roku.

W tym okresie wykonano 1163 prób połączeń i wysłano 933 wiadomości SMS. Połączenie powodowało wybudzenie urządzenia ze stanu spoczynku i wysyłanie na łączący się numer SMS-a z odnośnikiem do mapy Google z aktualną lokalizacją nadajnika.
Ale to nie wszystko. Kobiecie robiono także zdjęcia. W raportach detektywistycznych znajdują się fotografie rodziny poszkodowanej – jej męża i córki.

Prowadzona była też obserwacja domu. Jak wykazała pełnomocniczka Emilii N., była ona śledzona również w dni wolne od pracy, w dni, kiedy pełniła obowiązki związane z obejmowaną przez nią funkcją przewodniczącej w Zakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność”, działającej w AstraZeneca, a także w dni opieki nad dzieckiem.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Głos Wielkopolski

Kanada

Kanada / Fot. Piabay

  • Od piątku stolica Kanady jest sparaliżowana przez tysiące ciężarówek i samochodów.
  • W ten sposób kierowcy protestują przeciwko obostrzeniom związanym z pandemią COVID-19 i obowiązkowemu szczepieniu.
  • Kawalkada samochodów jaka dotarła do stolicy liczy ok. 70 km. W trosce o bezpieczeństwo Justin Trudeau wraz z rodziną wyjechał z miasta.
  • Zobacz także: Noworodek w warszawskim oknie życia. To już 19 dziecko oddane siostrom zakonnym

Premier wraz z rodziną opuszcza swój dom

Premier Kanady Justin Trudeau ze względów bezpieczeństwa z uwagi na sytuację w Ottawie opuścił wraz z rodziną swój dom Rideau Cottage; z tego samego powodu nie podano obecnego miejsca pobytu szefa rządu – poinformowała w sobotę agencja Reutera, powołując się na stację telewizyjną CBC.

Początkowo protest dotyczył obostrzeń nałożonych na kierowców ciężarówek przy przekraczaniu granicy kanadyjsko-amerykańskiej. Zgodnie z nimi, kierowcy musieli być obowiązkowo zaszczepieni przeciwko koronawirusowi. Ruch zaczął rosnąć w siłę. Przyłączały się do niego kolejne grupy zawodowe, m.in. rolnicy. Zdaniem demonstrantów obostrzenia epidemiczne łamią prawa człowieka, w tym Kanadyjską Kartę Praw i Wolności.

https://twitter.com/doxograf/status/1487419209080614913

Uczestnicy wielkiego protestu wystartowali z różnych części kraju na początku ubiegłego tygodnia. Na trasie przejazdu dołączali do nich kolejni protestujący wspierani przez mieszkańców, którzy oferowali kierowcom jedzenie i napoje. Ruch stał się na tyle popularny, że na internetową zbiórkę, z której pokrywane miały być koszty paliwa, jedzenia i zakwaterowania wpłynęło blisko osiem milionów dolarów.

Premier o protestujących: skrajna i niewielka grupa ludzi

Premier Kanady Justin Trudeau, który przebywa obecnie na kwarantannie po kontakcie z osobą zakażoną, nazwał protestujących “skrajną, niewielką grupą ludzi”. “Poglądy, które wyrażają są niedopuszczalne i nie reprezentują punktu widzenia Kanadyjczyków, którzy wspierają siebie nawzajem i wiedzą, że kierowanie się nauką i zwiększanie ochrony każdego z nas to najlepsza droga, by zabezpieczyć nasze wolności, prawa i wartości” – mówił o protestach Trudeau.

Jak przekazała agencja Reutera, krytycy ostrzegają, że ruch związany z “konwojem wolności” jest kierowany przez działaczy skrajnej prawicy, którzy niegdyś próbowali podżegać do przemocy. Politycy rządowi próbują także obarczać strajkujących odpowiedzialnością za braki w dostawach żywności.

Przedsiębiorstwa transportowe ostrzegały, że obowiązek szczepień dla kierowców transgranicznych może załamać łańcuch dostaw. 2/3 towarów między USA i Kanadą transportowanych jest ciężarówkami. W Ottawie, w niektórych sklepach już widać pustki na półkach. Tymczasem strajkujący kierowcy zapowiadają blokadę nawet tygodniową, jeśli wcześniej nie spotka się z nimi premier.

“Konwój wolności” poparli w internecie m.in. Donald Trump Jr. i Elon Musk.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wirtualna Polska

Jan Pospieszalski w rozmowie z Elżbietą Pawluczuk

Jan Pospieszalski w rozmowie z Elżbietą Pawluczuk / Fot. Youtube/MediaNarodowe

  • Elżbieta Pawluczuk jest matką 24-letniego chorego Michała.
  • Mężczyzna 9 lat temu przez błąd lekarzy stracił nerki.
  • Podczas ostatniej wizyty w szpitalu złapał bakterię jelitową oraz covid-19.
  • Michał nie może jeść ani chodzić. Tymczasem w najtrudniejszych chwilach został odizolowany od matki.
  • Zobacz także: Przełom w sprawie COVID-19? Wyciekły ukrywane dane

Miał bardzo duże plany

Gościem Jana Pospieszalskiego była Elżbieta Pawluczuk, matka ciężko chorego Michała. W rozmowie z dziennikarzem kobieta ujawniła dramatyczną sytuację, w jakiej aktualnie znajduje się jej syn.

– To co on przeszedł to ja nie wiem czy można by było rozdzielić na 10 osób(…)Michał od 9 lat jest dializowany. Przed świętami Nowego Roku złapał bakterię w domu. Trafił do szpitala. Po dwóch tygodniach miał wychodzić już do domu. Miał bardzo duże plany. To była niedziela. W poniedziałek dowiedział się, że ma drugą bakterię (którą złapał już w szpitalu-przyp. red.). Straszna bakteria jelitowa. Jak trafiła do otrzewnej- nikt tego nie wie, ale po dwóch tygodniach walki antybiotykowej zatrzymały się zupełnie jelita. Nie jadł nic od czterech tygodni(…)Po dwóch tygodniach, już po tej drugiej bakterii zrobiono mu operację, bo nie było wyjścia. Oczyszczono jelita. Pani chirurg bardzo się starała, ale powiedziała mi, że jelita są w strasznym stanie i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wrócą do pracy

– wyznała matka chorego mężczyzny.

Do tego momentu kobieta nie mogła być przy dziecku. Jej syn nie mógł już chodzić, był bowiem mocno rozcięty. Na wniosek matki do Rzecznika Praw Pacjenta kobieta dostała zgodę na towarzyszenie synowi. Michał na skutek błędu lekarzy w młodości stracił nerki, dlatego bardzo zależało mu na obecności matki w szpitalu. Pani Elżbieta towarzyszyła mu w sumie przez cztery dni. To właśnie wtedy zaczęła się prawdziwa tragedia. W wyniku powikłań pooperacyjnych pojawił się krwiak, dlatego lekarze byli zmuszeni operować to samo miejsce drugi raz w ciągu 48 godzin.

Droga zamknięta, tam wejść się nie da

Mężczyźnie sześciokrotnie wbijano się bez skutku do żyły szyjnej w celu wykonania hemodializy, jednak jego żyły były na tyle ukryte, że konieczne było wkłucie w żyłę pachwinową. To przyniosło jednak efekt zaledwie na dwa dni. W tym czasie kobieta otrzymała telefon z informacją o pozytywnym wyniku testu na Covid-19 u swojego syna. Pani Elżbieta sama niezwłocznie poddała się testowi, aby upewnić się, czy przypadkiem to ona nie naraziła Michała na kolejne problemy zdrowotne. Uzyskała jednak wynik ujemny.

– Do szpitala już nie wróciłam. Michał jeszcze przespał tę noc w szpitalu w swojej sali, natomiast wszystkie rzeczy zostały zabrane i złożone w worki. Prawdopodobnie będą spalone. Tego jeszcze nie wiem ale powiedziałam, że się na to nie zgodzę. Michał trafił do sali covidowej, i tutaj już miałam drogę zamkniętą. Tam wejść się nie da

– powiedziała Pawluczuk.

– Personelu jest mało. Nie zdążają ze wszystkim. Noce są najgorsze dla takich pacjentów jak Michał. Czasami jest to jedna pielęgniarka na pół oddziału. W nocy cały czas czuwałam przy nim

– dodała.

Kobieta obawia się braku opieki nad osamotnionym obecnie synem.

– Tam dopóki dojdzie pielęgniarka, to musi się przebrać w kombinezon. Tam już nie ma ludzi, tam są roboty. Tam dziecko widzi kosmitów. To nie pomaga w niczym jemu

– mówi zrozpaczona matka w rozmowie z Janem Pospieszalskim.

Absurdy Covid-19

Kobieta chcąc znaleźć sposób na bycie przy dziecku poprosiła o wykonanie synowi ponownego testu.

– (…)tylko w drugą stronę może być błąd, to znaczy jeśli jest minusowy to kolejny może wyjść dodatni, ale nigdy jak jest plus to nie może być minus

– tłumaczył lekarz matce pacjenta.

Trzy dni po odizolowaniu syna od matki Pani Elżbieta w rozmowie telefonicznej z Michałem dowiedziała się, że nie wszystkich obowiązują takie same zasady. Do pacjenta w towarzystwie lekarza prowadzącego przyszedł bowiem nieznajomy mężczyzna bez maski i kombinezonu. Michał skarżył się matce, że nieznajomy zadawał bardzo dziwne i męczące pytania, skłaniające Michała do dziwnych odpowiedzi.

– Cały czas pytał dlaczego, jak, co Michał myśli o przyszłości. Zadzwoniłam do Pana doktora. Powiedział mi, że to był psychiatra, bo Michał jest smutny i jak gdyby zrezygnowany.

Kobieta została poinformowana o tym, że lekarze planowali podać Michałowi leki psychotropowe, oraz że pan psychiatra zwykle nie stosuje się do reżimu sanitarnego.

– Co Pani chciałaby dzisiaj powiedzieć decydentom, którzy zapakowali nas w ten szaleńczy system?

– zapytał na koniec rozmowy Jan Pospieszalski.

– Żeby się opamiętali, bo ludzie, którzy są w szpitalu potrzebują rodzin i to życie nie ma dla nich nawet takiego znaczenia jak to, żeby być z osobą bliską. Żeby to był ktoś, kto ich kocha. Nie robot, nie ktoś w kombinezonie. Ja wiem jakie są procedury osób, które nie wychodzą ze szpitala covidowego. To są zwłoki wywożone w czarnym worku(…) Ja zrobię wszystko, żeby on nie wyjechał w czarnym worku

– odpowiedziała kobieta.

– To życie nie ma sensu, żadnego, dla nas wszystkich, jeżeli mamy być wywożeni w czarnym worku nie mogąc zrobić niczego dla swoich dzieci, dla swoich bliskich i najbliższych

– dodała na koniec.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Nagły zwrot ws. selekcjonera reprezentacji

Czesław Michniewicz następnym selekcjonerem kadry? / Fot. Twitter

  • W poniedziałek 31 stycznia 2021 r. na Stadionie Narodowym ma zostać zaprezentowany nowy selekcjoner polskiej reprezentacji
  • Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Cezary Kulesza ogłosił, że dokonał już wyboru, którego uważa za najlepszy z obecnych możliwości
  • Według medialnych informacji trenerem polskiej kadry ma zostać Czesław Michniewicz, który w ostatnim czasie został zwolniony z Legii Warszawa
  • Przez ostatnie tygodnie wśród mocnych kandydatów przejawiało się nazwisko byłego selekcjonera Adama Nawałki
  • Jednakże plany powrotu do kadry pokrzyżowało możliwe odejście Andrija Szewczenki z Genoa FC, który miał negocjować w ostatnich dniach z Kuleszą
  • Zobacz także: Ardanowski podsłuchiwany Pegasusem? Ostro odpowiada

Dokonałem wyboru, z którego jestem zadowolony i uważam za najlepszy z możliwych. Nowy selekcjoner ma odpowiednie predyspozycje i doświadczenie, by pełnić tę funkcję, a swoją dotychczasową pracą udowodnił, że zasłużył na taką szansę

– zapowiedział prezes PZPN Cezary Kulesza.

Wraz z nagłym odejściem Paulo Sousy w mediach oraz na portalach społecznościowych trwała dyskusja na temat nowego trenera polskiej reprezentacji. Obecnie do rozpoczęcia baraży eliminacyjnych na mistrzostwa świata pozostały niecałe dwa miesiące.

Do tej pory trwały spekulacje, a wśród nazwisk potencjalnych selekcjonerów pojawił się m.in. Adam Nawałka, który miał nawet odbyć dwie rozmowy z prezesem Kuleszą oraz Andrij Szewczenko – były trener ukraińskiej reprezentacji. Miał on w ostatnich dniach odejść z Genoa FC, lecz ostatecznie dalej prowadzi włoską drużynę.

Tymczasem, jak podaje portal meczyki.pl nowym selekcjonerem ma zostać ogłoszony Czesław Michniewicz, wieloletni trener m.in. Lecha Poznań i Pogoni Szczecin, a ostatnio – Legii Warszawa. Został odsunięty od prowadzenia pierwszego zespołu stołecznej drużyny, jednak kontrakt miał obowiązywać do 30 czerwca. Jak jednak podaje weszlo.com, Michniewicz przedwcześnie rozwiązał umowę. Teraz ma objąć polską reprezentację.

Czesław Michniewicz według pogłosek ma objąć kadrę na mecze barażowe. Jeżeli pokona rywali i awansuje na mistrzostwa świata otrzyma on szansę na kontynuację swojej pracy.

Potrafi motywować i łapać szybki kontakt z piłkarzami, a, jak wiadomo, czasu do najważniejszego meczu roku jest bardzo mało. Słyszymy, że za taką opcją lobbował ceniony przez Cezarego Kuleszę, Dariusz Mioduski, który po objęciu kadry przez Michniewicza będzie mógł go zwolnić z wypłacanej pensji 

– czytamy na portalu meczyki.pl.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Problemy polskiej reprezentacji

Biało-czerwoni nie mają trenera od końca grudnia ubiegłego roku, gdy PZPN rozwiązał kontrakt z Paulo Sousą, na jego prośbę. Portugalczyk objął funkcję trenera Flamengo Rio de Janeiro, a w Polsce spadła na niego duża fala krytyki za odejście z reprezentacji w ważnym dla niej momencie.

Nowy trener kadry będzie miał niewiele czasu, ponieważ już 24 marca reprezentację czeka w Moskwie półfinałowy mecz barażowy z Rosją o awans do mistrzostw świata. Jeżeli Polacy zwyciężą, zmierzą się w finale barażowym 29 marca w Chorzowie z lepszym z pary Szwecja – Czechy.

Jak zapowiedział prezes PZPN Cezary Kulesza,nowy selekcjoner ma zostać zaprezentowany w poniedziałek 31 stycznia na Stadionie Narodowym.

rmf24.pl, meczyki.pl

Donald Tusk

Prezes PO Donald Tusk / Fot, PAP/Artur Reszko. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Aż dwie konwencje programowe przyniosła ostatnia sobota stycznia.
  • Swoje pomysły na uzdrowienie sytuacji w ochronie zdrowia pokazały Nowa Lewica i wzbraniająca się wcześniej przed ujawnianiem programu Platforma Obywatelska
  • Oba sobotnie wydarzenia były dostępne wyłącznie online, bo tylko na taką formę pozwala sytuacja epidemiczna.
  • Zobacz także: M. Przeworska: Na Zielonym Ładzie najmocniej ucierpią fermy do 50 ha

Powtórka planu Sośnierza

Największa partia opozycyjna od dawna słynie z braku zdolności do formułowania własnego programu. Tym razem ugrupowanie Donalda Tuska w 2/3 oparła swoje propozycje na planie polityka innego ugrupowania.

Merytoryczną część konwencji PO rozpoczęła analiza posłanki Marty Golbik, która – podobnie jak pozostałe części – skończyła się prezentacją trzech punktów naprawczych. Były to kolejno:

  • Zasadnicza zmiana systemu podejmowania decyzji w walce z epidemiami
  • Sieć szpitali wcześniej zaplanowana do walki z epidemią
  • Zaostrzenie odpowiedzialności karnej za przestępstwa urzędnicze w trakcie stanu zagrożenia

Punkt pierwszy miałby się sprowadzać do utworzenia niezależnego stanowiska naczelnego inspektora ds. walki z epidemiami, którego zaleceń musieliby słuchać przedstawiciele organów zarządzających. W punkcie drugim najważniejszą zmianą jest całkowite odizolowanie chorujących na COVID-19 od pozostałych pacjentów placówek medycznych. Trzeci punkt można interpretować jako zapowiedź rozliczeń z niektórymi przedstawicielami obozu władzy. Tylko tego ostatniego brakowało dotąd w przestrzeni publicznej. Dwa pierwsze punkty są znane od dwóch lat, a ich autorem jest niezwiązany z Platformą poseł Andrzej Sośnierz.

„Uwolnić naród, uwięzić wirusa, zapobiec biedzie”

W połowie kwietnia 2020 r., gdy pandemia była jeszcze w powijakach, poseł zaprezentował tzw. plan Sośnierza. Ówczesny poseł Porozumienia Jarosława Gowina stworzył dokument „Uwolnić naród, uwięzić wirusa, zapobiec biedzie”, w którym postulował m.in. powołanie pełnomocnika rządu ds. walki z epidemią i stworzenie sieci szpitali i izolatoriów. Pełnomocnik, wg planów Sośnierza, miałby zostać wyposażony we właściwe uprawnienia, co pozwoliłoby skrócić proces decyzyjny i poprawić koordynację działań.

Sieć szpitali epidemicznych zakładała stworzenie placówek podzielonych na 4 poziomy: dla osób podejrzanych o zakażenie przed zidentyfikowaniem zakażenia, dla osób zakażonych bez objawów chorobowych, dla osób zakażonych z lekkimi objawami chorobowymi, wreszcie dla osób ze średnio-ciężkim i ciężkim przebiegiem zachorowania. Do tego finansowane ze środków NFZ izolatoria, w które zamieniłyby się niektóre hotele i sanatoria. Wszystko po to, żeby zakażeni COVID-19 nie stwarzali dodatkowego zagrożenia i nie zakłócali procesu leczenia chorych na inne schorzenia.

Plan nie spotkał się wówczas, ani później, z zainteresowaniem i niespodziewanie powrócił na sobotniej konwencji. Już jako propozycja programowa PO. Niestety, w trzech krótkich punktach zabrakło rozwinięcia propozycji i powołania się na ich właściwego autora. Ogólnikowo było też w kolejnych punktach, obejmujących m.in. bezpieczeństwo (również to cyfrowe), finanse i świadczenia i środowisko. Na plus należy odnotować, że ogólniki były komunikowane przez nowe twarze, posłanki i posłów dotąd medialnie nieeksploatowanych. Całość zakończyło, czytane częściowo z dość wymiętej kartki, wystąpienie Donalda Tuska.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wprost