Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka"

Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" / Fot. Wikimedia Commons


W liście do Rady Miasta Białystok prezes IPN przypomniał, że „Major Zygmunt Szendzielarz pseud. „Łupaszka” należał do pokolenia wolnej Polski, ukształtowanego w duchu patriotycznym i przywiązania do tradycji niepodległościowych. Od 1929 r. służył w szeregach Wojska Polskiego. W 1939 jako dowódca 2 szwadronu w 4 pułku ułanów Zaniemeńskich wziął udział w kampanii wrześniowej, za którą otrzymał najwyższe polskie odznaczenie wojskowe – Order Virtuti Militari.

Zobacz także: Mariusz Błaszczak: Powstaje nowy rodzaj sił zbrojnych RP

W opinii z okresu przedwojennego, przygotowanej przez jego przełożonych scharakteryzowano go w następujący sposób: ”Oficer pełen umiejętności, i polotu w służbie. Bardzo obowiązkowy, pilny, sumienny. W postępowaniu prosty i szczery. W pracy energiczny, samodzielny i ambitny”.

Po kampanii wrześniowej nie poszedł do niewoli, lecz podjął konspiracyjną działalność niepodległościową w szeregach Kół Pułkowych w Wilnie, a następnie w wileńskiej organizacji ZWZ-AK.

Działalność partyzancką zaczynał na przełomie sierpnia i września 1943 r. w bardzo dramatycznych okolicznościach. Pierwszy oddział partyzancki Okręgu Wileńskiego AK ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”, nad którym miał objąć dowództwo, został 26 sierpnia 1943 r. podstępnie rozbity nad jeziorem Narocz przez partyzantkę sowiecką, a większość jego oficerów i żołnierzy wymordowana.

Ścigany przez Niemców, tropiony zawzięcie przez sowieckich partyzantów, Zygmunt Szendzielarz zdołał z niedobitków oddziału „Kmicica” w krótkim czasie stworzyć jeden z najlepszych – najbitniejszych oddziałów partyzanckich wileńskiego AK – 5 Brygadę, zwaną na pamiątkę tragicznego początku oraz strat ponoszonych w walkach z Niemcami Brygadą Śmierci.

Zygmunt Szendzielarz od początku swojej konspiracyjnej służby bardzo poważnie traktował swoje najważniejsze zadanie, jakim była ochrona przed represjami kresowej społeczności polskiej. Realizując je konsekwentnie z równym powodzeniem walczył z okupacyjnymi siłami niemieckimi, kolaboracyjnymi jednostkami litewskimi, jak również sowiecką partyzantką. Mając na swoim koncie wiele zwycięskich walk z partyzantką sowiecką, zdawał sobie sprawę, że zetknięcie się 5 Brygady z Armią Czerwoną i NKWD oznaczałoby jej zgubę. Udało mu się uzyskać zgodę komendanta Okręgu Wileńskiego AK na pominięcie jego oddziału w operacji Ostra Brama i przemarsz na zachód.

Mimo dramatycznego finału działań wileńskiej AK zdecydowany był walczyć dalej. Podporządkował się komendzie Białostockiego Okręgu AK (od lutego 1945 r. – AKO). Działając w ramach tej struktury Polskiego Państwa Podziemnego jesienią 1944 r. otrzymał zadanie odtworzenia 5 Wileńskiej Brygady z przedzierających się na zachód żołnierzy z rozbitych brygad i batalionów wileńskiej i nowogródzkiej AK.

Wiosną 1945 r. stanął na czele odtworzonej na Białostocczyźnie 5 Brygady Wileńskiej. Dzięki bardzo dobremu dowodzeniu stała się ona w krótkim czasie najlepszym oddziałem partyzanckim podziemia niepodległościowego w tym regionie.

Żołnierz Wyklęty

Po demobilizacji 5 Brygady Wileńskiej AK, dokonanej we wrześniu 1945 r. na polecenie dowództwa Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, wyjechał z częścią podległej sobie kadry na Pomorze. Tam wiosną 1946 r. ponownie odtworzył 5 Brygadę Wileńską. Na Podlasiu operowała w tym czasie podlegająca mu 6 Brygada Wileńska dowodzona przez ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora” i ppor./kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”. Zygmunt Szendzielarz, podobnie jak oba wspomniane oddziały, organizacyjnie należał wówczas do eksterytorialnego Wileńskiego Okręgu AK, podlegającego Sztabowi Naczelnego Wodza (w Londynie). W jednej z ulotek tak charakteryzował prowadzoną przez swe oddziały walkę: ”Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. Niejeden z waszych ojców, braci i kolegów jest z nami. My walczymy o świętą sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę”.

Konspiracyjną działalność niepodległościową kontynuował do czerwca 1948 r. Z racji swojej bezkompromisowości i dokonań niepodległościowych był jednym z najbardziej poszukiwanych żołnierzy powojennego podziemia. Zatrzymany został w Osielcu koło Makowa Podhalańskiego w ramach ogólnopolskiej operacji MBP wymierzonej w środowisko wileńskie o kryptonimie „X”.

Zygmunt Szendzielarz sądzony był razem z dowództwem eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK. W trakcie całego śledztwa zachował godną oficera Wojska Polskiego postawę. 2 listopada 1950 r. WSR w Warszawie skazał go za walkę o niepodległość Polski na ośmiokrotną karę śmierci. Zamordowano go 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, wraz z czterema współtowarzyszami walki o Wolną Polskę”.

Kłamliwe oskarżenia wobec Łupaszki

Odpowiadając na zarzuty wobec ”Łupaszki” prezes IPN stwierdził, że „śmierć 27 osób cywilnych w litewskiej wsi Dubinki nie była wynikiem rozkazów wydanych przez majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. Nie uczestniczył on też w tych wydarzeniach. Dwa pododdziały wydzielone z 5 Brygady podjęły wypad na przedwojenne terytorium państwowe Litwy z zadaniem wykonania działań odwetowych – za wymordowanie przez litewską kolaboracyjną formację policyjną 36 polskich cywilów w Glinciszkach (w tym kobiet i dzieci). Podczas tego wypadu miano zastrzelić mężczyzn znajdujących się na przekazanej przez wywiad AK liście. Byli to nacjonalistyczni aktywiści litewscy współpracujący z niemieckimi władzami okupacyjnymi. Niestety dwaj oficerowie dowodzący tym wypadem dopuścili do przekroczenia ram otrzymanego zadania. Zginęły także kobiety i dzieci z rodzin mężczyzn znajdujących się na w/w liście. Żadne źródło historyczne (dokument lub relacje) nie potwierdzają, by Zygmunt Szendzielarz wydał rozkaz zabijania kobiet i dzieci. Opinia wyrażona przez Pawła Rokickiego w jego książce ”Glinciszki-Dubinki” jest nieudokumentowana i stanowi efekt jego przemyśleń nieopartych na jakichkolwiek poważnych i istotnych dowodach. Zygmunt Szendzielarz nie miał możliwości ukarania obu oficerów odpowiedzialnych za śmierć kobiet i dzieci w Dubinkach, gdyż 5 Brygada rozpoczęła odwrót na zachód w bardzo trudnych warunkach przetaczającego się frontu. Oficerów tych nie powołał jednak do dalszej służby pod swymi rozkazami.

Powodem ukarania w maju 1945 r. mieszkańców wsi Potoka poprzez spalenie części zabudowań była okoliczność, iż w tej miejscowości istniała zorganizowana, uzbrojona bojówka komunistyczna, wspierająca instalowanie na Ziemi Białostockiej reżimu komunistycznego. Mężczyzn z Potoki obciążał także napad na majątek Hieronimowo i spalenie go, oraz obrabowanie uchodźców zza Linii Curzona. Czterej mężczyźni z Potoki, w tym dwaj będący członkami komunistycznej partii PPR, zostali zastrzeleni z powodu swego zaangażowania we wspieranie reżimu komunistycznego, wrogiego idei niepodległego państwa polskiego. Należy podkreślić, iż 5 Brygada działała wówczas z mandatu jedynego legalnego rządu polskiego, jakim był rząd RP na Uchodźstwie – uznawany do końca czerwca 1945 r. przez gremia międzynarodowe, za wyjątkiem Rosji sowieckiej. Śmierć osoby dorosłej i trójki dzieci, które ukryły się w zabudowaniach czy też w ich pobliżu, nie leżała w zamiarze oficera dowodzącego w Potoce, por. „Zygmunta”. Nie wiedział on w ogóle, że doszło do takiego zdarzenia.

Informacja, jakoby Zygmunt Szendzielarz był odpowiedzialny za spalenie wsi Zanie w 1946 roku – jest całkowitym nieporozumieniem. Nie miał on nic wspólnego z tym zdarzeniem, spowodowanym przez oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego”.

Zdaniem prezesa IPN „z materiałów historycznych wynika jednoznacznie, że Zygmunt Szendzielarz podczas swej działalności niepodległościowej traktował zarówno swych żołnierzy, jak i mieszkańców terenów, na których operował – w sposób obywatelski, bez jakichkolwiek uprzedzeń narodowościowych, etnicznych lub religijnych. W jego oddziałach służyli oprócz katolików także żołnierze wyznający wiarę prawosławną.

Oceniając postać majora Zygmunta Szendzielarza, należy pamiętać, że jest on nie tylko kawalerem najwyższych polskich odznaczeń wojskowych – Krzyża Virtuti Militari i Krzyża Walecznych, ale też o tym, że 23 marca 2006 r., w 55 rocznicę jego śmierci, Sejm RP podjął uchwałę oddającą mu cześć. Jego osoba była wielokrotnie honorowana przez najwyższy majestat Rzeczypospolitej.

Major Zygmunt Szendzielarz zasłużył na dobrą pamięć w przestrzeni publicznej Państwa Polskiego. Jest godny, by być patronem ulic, placów czy też gmachów”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kopalnia Turów

Kopalnia Turów / Fot. YouTube

  • Komisja Europejska wysłała do polskiego rząd list informujący o obcięciu za 10 dni części funduszy unijnych.
  • Jest to skutek wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ws. kopalni w Turowie.
  • Wcześniejsze apele polskiego rządu nie zostały wysłuchane, a obrotu spraw nie zmieniło nawet zawarcie porozumienia z Czechami.
  • Polska będzie musiała zapłacić około 68 milionów euro kary.
  • Zobacz także: Polska wycofa się z Funduszu Odbudowy? Decyzja zapadnie już niedługo

Informacja o odcięciu Polsce części unijnych funduszy pojawiła się we wtorek chwilę przed godziną 10. Komisja Europejska wysłała właśnie list do Warszawy

– poinformowała korenspondetka Polsat News w Brukseli Dorota Bawołek.

Kara za Turów nadal aktualna

Polska dziennikarka została poinformowana o tym, że Komisja Europejska przystąpi do potrącenia Polsce płatności z tytułu kar należnych w sprawie C-121/21 Czechy przeciwko Polsce dot. kopalni węgla brunatnego Turów.

Z informacji, które Komisja przekazała korespondentce Polsat News, wynika, że potrącenie kar z unijnych funduszy dla Polski dotyczy okresu od 20 września do 19 października 2021 roku. Komisja przystąpi do odebrania Polsce części funduszy po 10 dniach roboczych od wysłanego powiadomienia.

Komisja Europejska zaznacza, że dokonując potrącenia, wypełnia swój prawny obowiązek pobierania kar finansowych, nałożonych przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zgodnie z jego postanowieniem z dnia 20 września 2021 r.

Jak dodaje z kolei Jorge Valero z Bloomberga, procedura kompensacyjna KE zostanie wdrożona po raz pierwszy. Z wyliczeń dziennikarza wynika, że w pierwszym rzucie Komisja potrąci Polsce z unijnych funduszy około 15 mln euro. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

KE nie uznaje polsko-czeskiego porozumienia?

Polsko-czeskie rozmowy dotyczące kopalni węgla brunatnego Turów rozpoczęły się w czerwcu 2021 r. po tym, gdy strona czeska wniosła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę przeciwko Polsce w sprawie rozbudowy kopalni. Jednocześnie Praga domagała się wstrzymania wydobycia w kopalni, jako tzw. środka tymczasowego. Strona czeska uważa, że rozbudowa kopalni zagraża dostępowi mieszkańców czeskiego Liberca do wody; skarżą się oni także na hałas i pył związany z działalnością kopalni.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pozytywnie rozpatrzył wniosek Czech dot. środka tymczasowego i nakazał Polsce wstrzymanie wydobycia węgla w Turowie, na co rząd w Warszawie nie przystał. 20 września 2021 roku w tej sprawie TSUE nałożył na Polskę karę 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środka tymczasowego.

Spór z władzami w Pradze trwał do 3 lutego, gdy Polska zawarła porozumienie z Czechami. W ramach umowy władze w Warszawie zgodziły się na wypłatę 35 mln euro stronie czeskiej. Dodatkowo kolejne 10 mln euro fundacja PGE przekazała krajowi libereckiemu. 

Umowa z Polską w sprawie działalności kopalni w Turowie przewiduje m.in. dokończenie budowy bariery zapobiegającej odpływowi wód podziemnych, wału ziemnego, monitoring środowiskowy oraz powstanie funduszu na projekty lokalne.

Gdy pieniądze znalazły się na kontach w Czechach, władze w Pradze przekazały do TSUE wniosek o wycofanie skargi. To jednak wstrzymało jedynie naliczanie kar, a nie ich wyzerowanie. Te do dnia złożenia wniosku przed władze w Pradze wyniosły około 68 milionów euro.

W mocnym tonie na temat brukselskich kar wypowiedział się premier Mateusz Morawiecki, który skrytykował sposób ich przyznania.

W tym konkretnym przypadku jedna pani sędzia, bez możliwości apelacji od tego niewłaściwego wyroku, zdecydowała o wysokich karach. Niezależnie, jakie są zapisy w regulaminie TSUE, z pewnością złożymy apelację

– zapowiedział wówczas premier Morawiecki.

interia.pl

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski / Fot. Youtube

  • W poniedziałek odwołano w Kijowie wizytę niemieckiej szefowej dyplomacji Annaleny Baerbock.
  • Oficjalnym powodem całego zamieszania był błędny harmonogram oraz odwołana wizyta francuskiego dyplomaty Jean-Yvesa Le Drian.
  • Natomiast jak dowiedziała się amerykańska telewizja CNN, za odwołanym spotkaniem miał stać jednoznaczny brak deklaracji ws. Nord Stream 2.
  • Wczoraj w Waszyngtonie miała również wizyta niemieckiego kanclerza Olafa Scholza, który rozmawiał z amerykańskim prezydentem Joe Bidenem.
  • Scholz bardzo szeroko omijał temat niemiecko-rosyjskiego gazociągu deklarując współpracę z sojusznikami.
  • Zobacz także: Marek Jakubiak: Rosja chce zająć połowę Ukrainy

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odwołał spotkanie z niemiecką minister spraw zagranicznych Annaleną Baerbock z powodu nieporozumień dotyczących gazociągu Nord Stream 2 i pomocy wojskowej dla Kijowa

– poinformował dziennikarz CNN Jake Tapper.

Według jego ustaleń, Zełenski odwołał spotkanie z Baerbock, ponieważ jej resort odmówił powiedzenia, że Niemcy zrezygnują z rurociągu Nord Stream 2, nawet jeśli Rosja dokona inwazji na Ukrainę, oraz z powodu odmowy udzielenia przez Niemcy jakichkolwiek środków wojskowych w ramach pomocy dla Kijowa.

Problematyczny niemiecki sojusznik

Według oficjalnej narracji ukraińskiej dyplomacji spotkanie zostało odwołane z powodu błędu w harmonogramie. Amerykański dziennikarz dodał również, że Niemcy są coraz częściej postrzegane przez wiele państw Europy Wschodniej i Ukrainę jako sojusznik Rosji niż partner Zachodu.

W poniedziałek Baerbock poinformowała, że nie może spotkać się z Zełenskim, ponieważ w rozmowach miał uczestniczyć również minister spraw zagranicznych Francji Jean-Yves Le Drian, ale strona francuska zmieniła plany.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wizyta Scholza w Waszyngtonie

Wczoraj w Białym Domu kanclerz Niemiec Olaf Scholz spotkał się z prezydentem USA Joe Bidenem. Z ust szefa niemieckiego rządu ani razu nie padło słowo “Nord Stream 2”. Scholz wskazał jedynie, że w tej kwestii będzie działał wspólnie z sojusznikami.

Natomiast amerykański prezydent Joe Biden jasno zadeklarował, że rurociąg nie zostanie uruchomiony jeżeli Rosjanie zaatakują Donbas.

Proszę mi wierzyć, że doprowadzimy do tego, by w takiej sytuacji ten projekt nie ruszył

– zapewniał amerykański przywódca.

dorzeczy.pl

Janusz Krężelok

Janusz Krężelok / Fot. PAP. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Dr Magdoń o dostępie do broni: Jesteśmy rozbrojeni! [NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Jako byłego olimpijczyka, biegacza narciarskiego i trenera biegaczy, chciałbym wpierw zapytać, co Pan sądzi o olimpijskich szansach i występach Polaków w tej dyscyplinie?

Janusz Krężelok: Jeżeli chodzi o biegi narciarskie, na dzień dzisiejszy te osoby, które pojechały walczyć o w miarę dobre miejsca, robią to. Na pewno bardzo dobry jest debiut Izabeli Marcisz, 16 miejsce, w tym biegu łączonym na 15 kilometrów, 2 x 7,5 kilometra. Drugi z takich zawodników, który miał zawalczyć to jest Dominik Bury, który zajął 26 miejsce w biegu łączonym na dystansie 30 kilometrów, czyli 2 x 15 kilometrów, to jest bardzo dobre, przyzwoite miejsce. Na ten moment czekamy na biegi sprinterskie. Na pewno kolejną zawodniczką, która uzupełni ten damski duet będzie Monika Skinder, tak jak i Izabela Marcisz, jest w w stanie powalczyć o dobre miejsce. Zobaczymy, co pokaże Weronika Kaleta.

Kolejnymi takimi zawodnikami, którzy powinni powalczyć są Maciej Staręga i brat Dominika Burego, Kamil Bury. Maciej jest bardziej doświadczonym zawodnikiem, to w sumie przecież jego trzecie Igrzyska Olimpijskie, natomiast dla Kamila, jak i Dominika to będą drugie. Notabene obydwaj to są zawodnicy AZS AWF Katowice i ogólnie tam jest spora grupa w sumie, kilkunastu zawodników klubu mistrzów Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach, nie tylko w biegach, ale i w innych dyscyplinach. Maciej Staręga jest zaś zawodnikiem klubu UKS Rawa Siedlce. Obecnie trenerem kadry biegaczy jest Czech, Lukáš Bauer, też medalista olimpijski.

Piotr Motyka: Jeśli chodzi o pozostałe dyscypliny, to gdzie Pan myśli, że możemy upatrywać szans medalowych, czy bardzo dobrych wyników?

Janusz Krężelok: Na dzisiaj mamy jeden brązowy medal Dawida Kubackiego. Myślę, że skoczkowie mają jeszcze na pewno szanse. Tym bardziej, że skoki są taką specyficzną dyscypliną, tam jest trochę trochę szczęścia, loterii, wiatr pod narty, punktowanie i tak dalej, więc tam jest bardzo dużo takich składowych i może się wszystko wydarzyć. Jestem ciekawy jak poradzą sobie biathloniści, wiem, że Monika Hojnisz – Staręga dobrze biegła do pewnego momentu i ostatnie strzelania zadecydowały o tym, że to miejsce nie było tak dobre, jakiego mogła oczekiwać, bo zajęła 20 miejsce. Jeżeli chodzi o narciarstwo alpejskie, to bardzo dobre, 8 miejsce, Maryny Gąsienicy-Daniel. Mamy snowboardzistów. Trochę pokrzyżowano plany Natalii Maliszewskiej, ale jeszcze są łyżwy. Dopiero mamy początek Igrzysk, jak to się mówi, póki piłka w grze, zawsze jest szansa.

Piotr Motyka: Jak Pan ogólnie ocenia stan polskich sportów zimowych, czy jest coś do poprawy?

Janusz Krężelok: Zawsze jest coś do poprawy. Nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy potęgą, jeśli chodzi o sporty zimowe, szeroko rozumiane. Oczywiście mamy epizody, większe lub mniejsze, w danych konkurencjach. Natomiast jeśli skupilibyśmy się na biegach narciarskich, to tam jest dużo do poprawy. Musimy przede wszystkim zrobić porządne bazy. Już gdzieś są czynione kroki, ponieważ na przykład sztuczne naśnieżanie, niestety, ale jest bardzo ważnym elementem. Wiemy teraz te zimy są słabsze, nie są tak śnieżne, jak kiedyś, więc żeby ta młodzież miała gdzie trenować, realizować treningi sportowe, musi być naśnieżanie.

Na pewno Kubalonka, w Beskidzie Śląskim, ma bardzo duży potencjał, ale czekamy, aż zostanie dokończona i obiekt będzie oddany, wtedy zawodnicy będą mogli tam swobodnie trenować. Wiadomo muszą być przygotowane trasy nartorolkowe, to jest kolejny taki punkt, w tym okresie bezśnieżnym, letnim i jesiennym, kiedy ten trening musi być również realizowany. Wiemy, że drogi polskie są jakie są, zwłaszcza w obrębie gór. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że zdecydowana większość zawodników, jest z terenów górskich, aczkolwiek z Siedlec jest Maciej Staręga, tam nie ma jakichś większych gór, ale też tamtejszy klub całkiem dobrze sobie radzi. Kolejnym takim ośrodkiem jest Tomaszów Lubelski, tam też nie ma gór, a Monika Skinder jest stamtąd i również prężnie działa klub. Mamy jeszcze Supraśl, okolice Białegostoku, tam jeszcze jest kolejna baza, poza górami. Natomiast tutaj od Jakuszyc, czyli Dolnego Śląska, całym tym pasmem na dół, aż po Ustrzyki Dolne, w województwie podkarpackim, w tym obrębie mamy różne kluby i dużo zawodników zrzeszonych w nich. Na tych terenach najczęściej zawodnicy przygotowują się do zawodów. To jest podyktowane tym, że mimo wszystko, jest jakaś zima, śnieg, są warunki śnieżne i można realizować zajęcia.

Dodatkowo oprócz lepszych, czy gorszych baz, muszą być też trenerzy, musi być jakiś klub, czy sekcja, osoby, które tym się zajmą, przykładowo nauczyciele wychowania fizycznego. Trzeba skądś wziąć młodzież, jak jest jakaś sekcja, jak działają, to się to powolutku rozwija, później uzdolnieni idą gdzieś do Szkół Mistrzostwa Sportowego, czy to do Szczyrku, Karpacza czy do Zakopanego. A później wiadomo selekcja naturalna, lepsi zostają, słabsi odpadają.

Piotr Motyka: Czy te Igrzyska Olimpijskie, ze względu na pandemię koronawirusa, mają jeszcze inny wymiar, walki z wirusem?

Janusz Krężelok: Niestety koronawirus wielu zawodnikom pokrzyżował w tym roku wyjazd na Igrzyska Olimpijskie, nie tylko naszym zawodnikom, ale i Niemcom, Norwegom i wielu nacjom. Dobitny jest przykład naszej panczenistki, reprezentantki w short tracku, Maliszewskiej. To dziwna sytuacja, że mieszka z pozostałymi zawodnikami, trenuje i tylko ona jest pozytywna, a nikt inny nie jest. To są ewidentnie dziwne zagrywki i dla wszystkich chyba nie do końca zrozumiałe. Poza tym, jeśli dziewczyna jest w izolatce, któryś tam raz ma covida, po czym jest karmiona, jak pokazywała, tylko makaronem przez 4 dni, to jest dziwne. Nie wiadomo, czy to świadome, czy nieświadome działanie, ale na pewno to nie są dobre warunki do tego, żeby być w pełni, optymalnie przygotowanym do startu, za dzień, dwa lub trzy. Wiemy, że już trenuje na lodzie, natomiast jej koronny dystans już przepadł. Poza tym dziesięć dni była praktycznie bez treningów, to zostawi ślad. Psychicznie można się nastawiać, choć to było dla niej bardzo ciężkie, widzieliśmy te wpisy na na Instagramie, więc to trudny temat dla zawodnika, który przygotowuje się do Igrzysk przez parę lat, po czym już jest, jakby jedną nogą na Igrzyskach, a w przeddzień startu jest taka sytuacja, na pewno, bardzo trudna.

Natomiast trzymamy kciuki, życzymy, jak to się mówi, połamania nart i sukcesu wszystkim zawodnikom. Życie pokaże, sport jest taki, że weryfikuje. Wiadomo, że są czarne konie, ale Igrzyska Olimpijskie mają ten dodatkowy bagaż psychiczny dla zawodników i nie wszyscy sobie umieją z nim poradzić. Później najbardziej odporni psychicznie na tym korzystają. Są czasami jakieś niespodzianki, zarówno negatywne, jak i pozytywne, więc trzeba być dobrej myśli i trzymać kciuki. 

Piotr Motyka: Dokładnie, szczęść Boże naszym sportowcom! Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com 

Marek Jakubiak

Marek Jakubiak / Fot. Youtube/Marek Jakubiak

  • Marek Jakubiak stwierdził na antenie TVP Info, że Kreml planuje zająć połowę terytorium Ukrainy
  • Amerykański wywiad przekonuje, że rosyjska inwazja może rozpocząć się w każdej chwili
  • Moskwa konsekwentnie zaprzecza, jakoby szykowała się do wojny z Ukrainą
  • Zobacz także: Mariusz Błaszczak: Powstaje nowy rodzaj sił zbrojnych RP

Marek Jakubiak o sytuacji na wschodzie

Rosjanie chcą połowę Ukrainy zająć, ponieważ pan car Wszechrosji, Putin, nie może sobie pozwolić na blamaż. Skoro już wyciągnął rękawicę i pokazuje, że ma zęby, to on z tego skorzysta w takim, czy innymi zakresie.

– stwierdził w TVP Info Marek Jakubiak.

Według najnowszych przecieków z Pentagonu, Rosja jest w stanie zająć Kijów w ciągu trzech dni. Kreml poniósłby stosunkowo niewielkie straty w wojnie błyskawicznej – według szacunków amerykańskich wojskowych byłoby to około 4 tysięcy żołnierzy.

Gorzej natomiast rysuje się scenariusz przeznaczony Ukrainie – ta zdaniem Amerykanów straciłaby 15 tysięcy żołnierzy i nawet 50 tysięcy cywili.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

Mariusz Błaszczak

WARSZAWA MON POWOŁANIE WOJSK OBRONY CYBERPRZESTRZENI / fot. PAP/Marcin Obara

  • Mariusz Błaszczak ogłosił we wtorek powstanie nowego rodzaju sił zbrojnych RP
  • Będą to Wojska Obrony Cyberprzestrzeni; nowa struktura przejmie dotychczasowe kompetencje Narodowego Centrum Bezpieczeństwa
  • Uroczysta inauguracja powstania formacji miała miejsce w Klubie Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie
  • Minister obrony narodowej przekonuje, że w realiach XXI wieku cyberataki musi zwalczać regularne wojsko
  • Zobacz także: Rząd wycofuje się z obowiązkowego szczepienia służb mundurowych i nauczycieli

Mariusz Błaszczak powołuje WOC

Jednostka będzie specjalizować się w obronie Polski w wymiarze cyfrowym. Błaszczak podkreślił, że termin utworzenia formacji nie jest przypadkowy, gdyż przypada na dzień “bezpiecznego Internetu”.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że w XXI wieku cyberataki stały się zagrożeniem i rodzajem broni, z którego korzysta m.in. nasz sąsiad.

– mówił Mariusz Błaszczak podczas powołania nowego komponentu Sił Zbrojnych RP.

Wojska Obrony Cyberprzestrzeni to jest regularne wojsko. Pragnę to potwierdzić. Siły te będą pełniły działania defensywne, jak i ofensywne. Dzięki tym działaniom Polska jest bardziej bezpieczna.

– dodał szef MON.

Stały napływ ochotników do Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni zapewni powstanie nowych studiów techniczno-informatycznych na akademiach wojskowych.

Nominację na szefa WOC odebrał dotychczasowy szef Narodowego Centrum Bezpieczeństwa gen. bryg. Karol Molenda.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Tysol

Sala plenarna Sejmu

Posiedzenie Sejmu 08.02.22 / Fot. PAP/Paweł Supernak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Lewica i Koalicja Obywatelska wyraziły protest wobec upamiętnienia “Łupaszki”
  • Zygmunt Szendzielarz ps. “Łupaszka” został 71 lat temu zamordowany w więzieniu na Mokotowie
  • Wraz z nim komuniści zlikwidowali trzech innych oficerów: podpułkownika Antoniego Olechnowicza pseudonim „Pohorecki”, podporucznika Lucjan Minkiewicz pseudonim “Wiktor” i Henryka Borowskiego pseudonim “Trzmiel”
  • Posłowie Lewicy i KO albo nie wstali z miejsc, albo ostentacyjnie wyszli z sali plenarnej Sejmu
  • Zobacz także: Aleksander Kwaśniewski nie ma złudzeń: “Potencjalny konflikt dużo gorszy niż Afganistan”

Lewica i KO przeciw Szendzielarzowi

Sejm z okazji 71. rocznicy zamordowania majora Zygmunta Szendzielarza postanowił uczcić pamięć polskiego żołnierza podziemia antykomunistycznego.

Wysoka Izbo, 71 lat temu w więzieniu na Mokotowie strzałem w tył głowy został zamordowany major Szendzielarz “Łupaszka”. Dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK. Wraz z nim komuniści zamordowali trzech innych oficerów towarzyszy walki. Podpułkownika Antoniego Olechnowicza pseudonim „Pohorecki”, podporucznika Lucjan Minkiewicz pseudonim “Wiktor” i Henryka Borowskiego pseudonim “Trzmiel”. Uczcijmy ich pamięć minutą ciszy.

– mówiła marszałek Witek.

Posłowie Koalicji Obywatelskiej i Lewicy ostentacyjnie wyrazili pogardę i niechęć do legendarnego żołnierza. Gdy po chwili ciszy Sejm zaczął skandować “cześć i chwała bohaterom”, z ław opozycji zaczęły dochodzić okrzyki “hańba”.

Sejm upamiętnił majora Zygmunta Szendzielarza ps. “Łupaszka” w 71 rocznicę jego zamordowania przez komunistycznych oprawców. Lewica siedzi. Platforma wychodzi z sali. Taki obraz wolnej Polski.

– napisał Tomasz Grabarczyk z Konfederacji.

Chamskie i bezczelne zachowanie posłów z #Lewica i #KoalicjaObywatelska na sali sejmowej. W trakcie hołdu i modlitwy dla Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki” zaczęli się przeszkadzać i krzyczeć sprzeciw. Hańba kontynuatorom tradycji morderców Żołnierzy Wyklętych.

– dodaje poseł ugrupowania Michał Urbaniak.

W 71 rocznicę zamordowania przez komunistów majora Szendzielarza ps. „Łupaszko” – Sejm RP chciał jednogłośnie, z dumą uczcić pamięć Bohaterów z AK. Nie dało się. Niektórzy posłowie Lewicy ostentacyjnie usiedli, a część posłów Koalicji Obywatelskiej wyszła z sali. Wstyd!!!

– stwierdził z kolei Adam Andruszkiewicz.

Nie chcę tego komentować. Udostępniam, by poszło dalej.

– zakomunikował lakonicznie Artur Dziambor.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

Rząd

Wojciech Andrusiewicz / fot. PAP/Radek Pietruszka

  • Rząd tymczasowo wycofuje się z pomysłu obowiązkowych szczepień dla mundurowych i nauczycieli
  • Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz zastrzegł jednak, że nie oznacza to, że obowiązek szczepień dla powyższych grup zawodowych nie zostanie w ogóle wprowadzony
  • Polityk przyznał, że do 1 marca jest za mało czasu, by mundurowi i nauczyciele zdążyli się w pełni zaszczepić
  • Zobacz także: Aleksander Kwaśniewski nie ma złudzeń: “Potencjalny konflikt dużo gorszy niż Afganistan”

Rząd wykonuje taktyczny odwrót

Od 1 marca nie będzie obowiązku szczepień dla służb mundurowych i nauczycieli.

 powiedział we wtorek na antenie Radia Plus rzecznik MZ Wojciech Andrusiewicz.

Polityk stwierdził, że decyzja nie będzie obowiązywać od marca i nie jest wcale wykluczone, by władza sięgnęła po aparat przymusu w przyszłości.

Ale nie jest tak, że jej nie będzie w ogóle.

 zastrzegł.

Rzecznik resortu przyznał, że trzy tygodnie to zdecydowanie za krótko, by wyegzekwować obowiązek szczepień trzema dawkami. Inaczej natomiast prezentuje się sytuacja wśród pracowników służby zdrowia. Tutaj dla “buntowników” nie będzie już taryfy ulgowej.

W przypadku medyków mówimy o tym, że od 1 marca ten obowiązek będzie egzekwowany, to znaczy, że taka osoba będzie musiała być w pełni zaszczepiona. Więc, co logiczne, tego nie da się przeprowadzić w tak krótkim okresie czasu w stosunku do innych grup zawodowych.

 powiedział.

Zapytany o to, czy ta decyzja nie spowoduje pogłębienia problemów kadrowych w służbie zdrowia, rzecznik MZ odpowiedział jak zwykle wymijająco.

Lekarz powinien być przede wszystkim osobą bezpieczną dla pacjenta.

powiedział Andrusiewicz.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Nczas

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Canva

  • Polski Ład oraz unijny pakiet mobilności zmusiły kilkaset polskich spółek transportowych do rejestracji w Niemczech
  • Unijne regulacje w teorii mają zapewnić wyrównanie warunków pracy i płacy kierowców na terenie całej UE
  • Za regulacjami lobbowały Niemcy i Francja, które mogą chronić swój rynek przed konkurencją z Europy Środkowo-Wschodniej
  • Nadchodzące (od 21 lutego) przepisy uderzą w polskich przewoźników, redukując liczbę zleceń jaką będą mogli podjąć za granicą
  • Zobacz także: Policja otworzyła ogień do mężczyzny. Zaatakował funkcjonariuszy młotkiem

Polski Ład wygania polskie firmy

Przedstawiciele branży transportowej uciekają do Niemiec przed Polskim Ładem oraz unijnym pakietem mobliności, który uderzy w polskich przewoźników. Jak podaje “Deutsche Welle”, do rejestru handlowego m.in. we Frankfurcie nad Odrą nieustannie napływają wnioski od przedsiębiorstw spedycyjnych, których właścicielami są Polacy. Ta liczba stale rośnie od 2020 roku, ale po wprowadzeniu Polskiego Ładu zaczęła wzrastać znacznie szybciej.

Nasze przedsiębiorstwa będą mogły wykonać jedynie trzy przejazdy. Jeżeli na przykład dostaniemy zlecenie z dużej sieci spożywczej w Niemczech, żeby rozwieźć towar do ośmiu sklepów w Berlinie, to jako firma z Polski nie będziemy mogli podjąć się tego zadania, bo będzie to równoznaczne z wykonaniem ośmiu przejazdów kabotażowych (przewóz towarów w innych państwach członkowskich – przyp. red). A według nowych przepisów maksymalnie możemy wykonać tylko trzy.

– powiedział w rozmowie z “Deutsche Welle” Artur Burkowski, szef firmy z Nowego Tomyśla, która właśnie przenosi się do Niemiec.

O sprawie rozpisuje się również “Rzeczpospolita”, która potwierdza doniesienia o kilkuset wnioskach zatwierdzonych w Niemczech.

To pozwala działać tam bez ograniczeń narzucanych zagranicznym firmom przez regulacje pakietu mobilności. Przy kosztach nie wyższych od wprowadzanych Polskim Ładem nad Wisłą. Zyskują też kierowcy – na niemieckim ubezpieczeniu i zasiłkach rodzinnych przewyższających 500 plus.

– czytamy.

Zatrudnianie pracowników w transporcie drogowym w Niemczech zaczyna być bardziej opłacalne niż w Polsce. Przy tych samych warunkach płacowych w przeliczeniu złotego na euro, pracodawca może więcej zaoszczędzić na kosztach pracowniczych, a jego pracownik dostaje na rękę tyle samo, a nawet więcej.

– powiedziała w rozmowie z “Rzeczpospolitą” Agnieszka Bollmann, szefowa firmy doradczej Bollmann und Partner.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

policja

Policję wezwano wczoraj wieczorem do jednego z mieszkań. / fot. Flickr: Ciceri Photo

  • ​Policja interweniowała w poniedziałkowy wieczór w jednym z mieszkań w Boguszowie-Gorcach na Dolnym Śląsku
  • Niebezpieczny mężczyzna dewastował mieszkanie i zaczął grozić funkcjonariuszom
  • Policjanci próbowali nakłonić mężczyznę, by ten odłożył narzędzie
  • Mundurowi początkowo użyli gazu pieprzowego, a następnie oddali strzały ostrzegawcze
  • Kiedy to nie przyniosło pożądanych rezultatów, policjanci kilkukrotnie strzelili w kierunku agresora
  • Zobacz także: Mateusz Morawiecki przyłapany przez kamery. Niepokojące nagranie obiegło Internet [+WIDEO]

Policja oddaje strzały do napastnika

Funkcjonariusze interweniowali w jednym z mieszkań w Boguszowie-Gorcach. Na miejscu okazało się, że agresywny mężczyzna demoluje meble młotkiem.

Kiedy mundurowi uchylili drzwi i zobaczyli, że mężczyzna trzyma narzędzie, kazali mu go odrzucić, lecz bezskutecznie.

Policjanci użyli gazu pieprzowego, który tylko rozjuszył agresora i zmusił funkcjonariuszy do oddania strzałów ostrzegawczych. Ostatecznie, napastnik skłonił służby do dużo bardziej zdecydowanej reakcji. Policjanci trafili go kilka razy poniżej pasa.

Postrzelonego przewieziono do szpitala – jego życiu nic nie zagraża.

Według wstępnych ustaleń, od mężczyzny czuć było alkohol. Sprawdzane będzie też, czy mógł być pod wpływem narkotyków.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMF 24