Polacy pomagają walczącej Ukrainie / fot. Bartłomiej Niewiadomski

Jak część z Was wie, w weekend wraz ze znajomymi wybrałem się na Ukraine, gdzie odwiedziłem Kijów oraz miejscowości na północ od niego, które jeszcze tydzień temu były zajęte przez Rosjan. Ponieważ podczas podróży wydarzyło się naprawdę wiele, chciałbym sie podzielić kilkoma obserwacjami.

Trochę się narobiłem, więc będę wdzięczny za udostępnienie tego posta, jeśli wyda sie wam ciekawy.
Nasza podróż składała się z dwóch części – po pierwsze jechaliśmy zawieźć sprzęt wojsokwy, (ładownice, magazynki, mundury, plecaki, ochraniacze itd) jaki udało nam sie zebrać w formie cichej zbiórki, dla jednego z ochotniczych oddziałów.

Po drugie – skoro mieliśmy być w Kijowie, nie mogliśmy odpuścić Buczy i Irpienia. Doniesienia medialne były przerażające. Ale po kolei.

Pierwotnie to nie do Kijowa mieliśmy jechać. Oddział który mieliśmy wesprzeć to w pełni ochotnicza jednostka z Chmielnickiego, która nie dość, że nie pobiera za walkę pieniędzy od państwa, to jeszcze musi się sama wyekwipować. Jakiś czas temu zostali wycofani z frontu i przegrupowywali się u siebie w Chmielnickim, gdzie początkowo mieliśmy się udać. Nadszedł piątek, wszystko przygotowane, po pracy jedziemy. Nagle godzinę przed wyjazdem Wojtek dostaje telefon od dowódcy jednostki Nazara. W nocy ich przebazowali, są w Kijowie skąd będą przerzucani na front, jeśli chcemy pomóc musimy sie udać do stolicy. A więc zmiana planów.

Tylko jak to powiedzieć dziewczynie, która i tak nie była zadowolona z pomysłu wyjazdu na Ukrainę? No nic, zadzwoniłem, reakcja była do przewidzenia “Nigdzie nie jedziesz”. Sprzęt gotowy, samochód załadowany, wszyscy są, nie możemy nie pojechać – ostatecznie stanęło na cogodzinnych meldunkach.
Następnego dnia dojechaliśmy do Kijowa, już na samym wjeździe widać ślady walki i zniszczone rosyjskie czołgi.

Może być zdjęciem przedstawiającym 6 osób, ludzie stoją i na świeżym powietrzu

O ile wcześniej posterunki na drogach zdarzały się co kilkadziesiąt kilometrów, tutaj były już miejscami co kilkaset metrów. Mało ludzi na ulicach, czuć nerwowość. Na checkpointach SBU, wojsko, policja, obrona terytorialna, wszyscy sprawdzają dokumenty i pytają się gdzie jedziemy. Niektórzy proszą żeby pokazać bagażnik, ci bardziej skrupulatni pytają o jednostkę, większość jednak dziękuje i puszcza dalej. O czujności ukraińskiego wojska przekonaliśmy się przejeżdżając obok majdanu, kiedy to jeden z żołnierzy zauważył że jedna osoba z naszego auta robi przez okno zdjęcie słynnemu placowi. Natychmiast nas zatrzymali, wyciągnęli z auta i kazali pokazać zdjęcia. Szczególnie po młodym żołnierzu widać było że to nie żarty, był mocno zdenerwowany, a automat trzymał w pogotowiu. Nic dziwnego – jeszcze tydzień temu w Kijowie szaleli dywersanci a zdrajcy i agenci robili zdjęcia pozycjom ukraińskim. Na szczęście wojskowi szybko się orientują, że nie z takimi osobami mają do czynienia i mogliśmy jechać dalej. Ale pierwszy raz poczuliśmy tę atmosferę.

Do miejsca docelowego dotarliśmy pod wieczór, ekipa przywitała nas gorąco, nakarmiła, napoiła i pokazała miejsce gdzie będziemy spać – razem z nimi w wielkim domu na podłodze w śpiworze.
Odświeżyliśmy sie po podróży i przekazaliśmy dary. Niestety Ukrainiec robiący jedyne zdjęcie jakie z tego mamy (sprzęt szybko zawinęli do rozdysponowania), bardziej skupił się na nas, niż na sprzęcie.

Może być zdjęciem przedstawiającym 5 osób, ludzie stoją i w budynku

No I zaczęliśmy rozmawiać. Nie da się ukryć, że byliśmy atrakcją na bazie. Znaczna część tam skoszarowanych chłopaków pracowała kiedyś w Polsce, więc zasadniczo porozumiewaliśmy się po polsku. Tu chciałbym zwrócić uwagę na jeden fakt. Ochotnicy z Chmielnickiego przyjechali tu dzień wcześniej, czekali na rozkazy relokacji na front. Nikt jednak nie dał po sobie poznać że się boi. Oczywiście bali się (Jak to powiedział Nazar “ten który się nie boi, jest tak samo niebezpieczny dla wroga jak i dla swoich), ale wszechobecna była atmosfera… szczerego braterstwa. Serdeczności, uśmiechów, radości w oczach że ktoś o nich pomyślał. Właśnie o nich – “dobrowolcach” I specjalnie dla nich przejechał tysiąc kilometrów.
Chłopaki pytali się o nastroje w Polsce, politykę, gospodarkę, ale także o uchodźców, część z nich wysłało żony i dzieci do Polski. Wiedzą że przyjmujemy ich do domów, wiedzą z jaką serdecznością do nich podchodzimy – dziękują że “tylko w nas mają prawdziwego i szczerego sojusznika”. Chudy młodzieniec z wielkim RPK poważnieje i patrząc mi się w oczy mówi “Wiedzcie że wam tego nie zapomnimy”.

Może parę słów o samym Nazarze

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby i na świeżym powietrzu
Z Nazarem

Otóż Nazar jest Cyborgiem. To określenie na ukraińskich żołnierzy walczących o lotnisko w Doniecku w pierwszej fazie wojny. Dali Rosjanom nieźle popalić. Nazar był tam w 2015 roku wraz z Ojcem, który również się z nami integruje. I w tym miejscu może czas na pierwszą osobistą wstawkę – naprawdę życze każdemu takich relacji z synem, jakie ma Nazar i jego Tata. Ojciec wychował go na patriotę, razem poszli walczyć gdy Rosjanie w 2014 roku zaatakowali Donbas, razem walczyli o lotnisko w Hostomelu miesiąc temu, teraz razem jadą walczyć na wschód. Ojciec Nazara wtrąca że zawsze proszą o przydziały do innych jednostek – zbyt by się o siebie martwili walcząc ramię w ramię. Nazar pokazuje zdjęcia, opowiada historie. Aha i jeszcze jedno. Rosjanie mają dane Cyborgów, jaki i wielu innych żołnierzy którzy walczyli w Donbasie. Dla nich w przypadku schwytania nie będzie niewoli. Nazar gdy idzie walczyć, zawsze nosi przy sobie granat. Jego nie dostaną. Na drugą stronę zabierze ze sobą kilku najeźdźców.

Na osobną wstawkę zasługuje też Andriej, który wiele lat mieszkał w Polsce. Andriej towarzyszył nam od samego przyjazdu, będąc chyba najbardziej zafascynowaną nami osobą. Od razu pokazuje nam swoją kamizelkę, gdzie ma naszyte dwie flagi – polską I ukraińską. Andriej uważa nasz kraj za swoją drugą ojczyznę, bije od niego autentyczne wzruszenie z powodu tego że przyjechali do niego Polacy. Gdy obudziliśmy sie rano, dostaliśmy informację że na odcinku na który docelowo mają jechać chłopaki z Chmielnickiego, w nocy doszło do ciężkich walk – dwóch żołnierzy zginęło, szesnastu zostało rannych. Padło zapytanie czy ktoś chciałby jechać, są dwa miejsca na wyjazd tego samego dnia. Andrij się nie zastanawiał. Od razu się zgłosił. W momencie gdy piszę ten tekst Andrij jest już na froncie.

Może być zdjęciem przedstawiającym 5 osób, ludzie stoją i na świeżym powietrzu
Andriej drugi od prawej

Po emocjonalnym pożegnaniu i kilku fotkach wymieniamy się kontaktami i prosimy o informację a propos dojazdu do Buczy, miejsca w którym Rosjanie dopuścili się ludobójstwa.

Może być zdjęciem przedstawiającym 5 osób i na świeżym powietrzu

Chłopaki mówią nam że będzie bardzo ciężko – po pierwsze drogi tam są zamknięte, cześć zniszczona, zawalona spalonym sprzętem, wysadzone zostały mosty i można sie tam zgubić bo nie działa nawigacja. Po drugie – nie wpuszczają tam turystów, dostajemy informację że jeśli na pierwszym checkpoincie trafimy na policje to nie wjedziemy na pewno. Jeśli zaś na wojsko i pogadamy z nimi na temat naszej pomocy, to być może nas wpuszczą. No nic, próbujemy.

Ruszamy na ów checkpoint. Wojsko. Żołnierz każe nam zjechać na pobocze Płynnym angielskim informuje że droga jest zamknięta, wjazd dla cudoziemców za okazaniem akredytacji. Pyta też się co tu robimy i w jakim celu chcemy wjechać do Buczy. Odpowiadamy, pokazujemy zdjęcia I informujemy komu dostarczyliśmy sprzet. Żołnierz sie zastanawia, prosi o chwilę. Przechodzi na ukraiński, odchodzi kawałek i przez radio nakreśla dowódcy sytuacje. Większość dało się zrozumieć. Po chwili wraca i mówi – macie zgodę dowódcy, jedźcie chłopaki. Jedziemy.

Jeśli chodzi o to co zobaczyliśmy, nie będę się rozpisywać. Irpień, Makarow i Bucza nie istnieją jako miejsca do życia. Najlepiej niech o tym świadczą zdjęcia i filmy naszego autorstwa.

Może być zdjęciem przedstawiającym na świeżym powietrzu i drzewo

Ludzi dziś tam praktycznie nie ma, garstce która została wojsko dostarcza żywność.

Może być zdjęciem przedstawiającym 5 osób i droga

Są za to psy. Setki bezpańskich psów, które właściciele uciekając w popłochu zostawili je w strefie wojny. Wesoło podbiegają, skaczą na ręcę, próbowały nam nawet wchodzić do samochodu i biec za nami gdy odjeżdżaliśmy. Serce pęka, ale te psy to kolejne ciche ofiary wojny. Prawdopodobnie połączą się w sfory i będą musiały zostać odłowione.

Zastanawiałem się czy opisać poniższą sytuacje, bowiem wielu z Was zapewne stwierdzi – idioci.
No może i tak, ale po kolei. Mianowicie powszechnie wiadomo że Rosjanie wycofując się zostawili masę min. W tym tych przeciwpiechotnych Nie przeciwko armii – przeciwko zwykłym ludziom. Jadąc mijaliśmy sporo opuszczonych rosyjskich pozycji. Na jednej z nich, zobaczyliśmy że ktoś chodzi. Zatrzymaliśmy samochód. Okazało się, że to miejscowy Ukrainiec. Po krótkiej wymianie zdań dostaliśmy informację “Tu powinno być bezpiecznie, ale patrzcie pod nogi” przy czym rękoma pokazał wybuch. Otrzożnie weszliśmy. Ależ mieliśmy szczęście.

I teraz coś co niespodziewanie dotknęło nas osobiście, otóż do Buczy wyjechaliśmy po śniadaniu ok 11. Trasę ustaliliśmy według Gmaps, które wyznaczyło nam ładną drogę przez miejscowości na północ od Kijowa do drogi E373 przez Borodziankę, Kowel i do Warszawy. Zapomnieliśmy o tym, o czym jednym słowem wspomnieli nam wcześniej Żołnierze. Otóż mapy google zostały w tym rejonie wyłączone, aby nie zdradzać ruchu wojsk. Skończyło sie tym, że osiem godzin krążyliśmy po zniszczonych miasteczkach w promieniu 30 kilometrów na północ od Kijowa, dziesiątki razy zawracając z powodu zatarasowanych dróg, zaliczając (policzyliśmy) około 40 checkpointów, a których żołnierze co prawda byli bardzo mili, raz się nawet zdarzyło że widząc rejestracje powitali nas okrzykiem “Sojuszniki jadą, jak wam możemy pomóc bracia?”, ale jednak w planowaniu wylotu na Warszawę, nie okazali sie zbyt pomocni. To wszystko zanim dojechaliśmy do drogi E737. Zakładaliśmy dwie godziny. Nie zabraliśmy ze sobą prowiantu. To był duży błąd. Byliśmy zwyczajnie głodni!

Nigdzie nie było sklepu, baru czy restauracji. Cała aprowizacja mieszkańców opierała sie tam na dostawach od armi. Kiedy udało nam sie dojechać do drogi E737 byliśmy przeszczęśliwi. Psychika zmęczona obserwowaniem zmasakrowanych miejscowości pragnęła już tylko szybkiej trasy do domu. Przez chwile niemal nie padliśmy na zawał, gdy coś zaczeło nam trzeć w tylnym kole, na szczęście zaraz wypadło I ruszyliśmy pełną parą. Ale mapy google jeszcze raz postanowiły spłatać nam figla…

W końcu podjęliśmy decyzje – przebijamy się na południe na Żytomierz, inaczej nigdy byśmy stamtąd nie wyjechali. Armia nas poinstruowała mniej więcej jak jechać, ostatecznie jechaliśmy niskopodwoziowym BMW jakieś 90 km przez las, po trasie dobrej może dla traktorów. Średnio co 20 metrów droga próbowała nam urwać któreś z kół. Nie musze tłumaczyć jak to działa na psychikę. Ściemniało się, my nadal głodni, zaczynaliśmy się łamać. W końcu przed Radomyślem zdarzył się cud – pierwsza otwarta budka, w tym wypadku ministacja z gazem od 9 godzin!

Wysiadłem I wręcz wbiegłem do wspomnianej budki. Powitał mnie zdziwiony starszy Pan, nie tracąc czasu zapytałem w jakim języku możemy porozmawiać “Angielski, polski czy może rosyjski, choć nie chce po rusku”. Starszy Pan uśmiechnął sie i odpowiedział “ukraiński, ja znam rosyjski ale też nie chce, próbuj po polsku”. Udało nam sie dogadać, co prawda sklepu z jedzeniem nie było w promieniu 30 kilometrów, ale przesympatyczny Pan dał nam swoje kanapki, które dostał od armii. “Dla sojuszników”.
Dalsza podróż odbyła się bez szczególnych przygód.

Mógłbym dopisać jeszcze wiele do tej historii, ale stoi nade mną wspomniana w trzecim akapicie dziewczyna 🙂

Na koniec jeszcze tylko jedno życzenie.

Życzę sobie i wam, aby w momencie próby, gdy wróg stanie u naszych bram, nasz skłócony naród potrafił się zmobilizować choć w połowie tak, jak zrobili to Ukraińcy. Ich duch narodowy i ambicje są nieprawdopodobne. Musze się przyznać, że z politowaniem kiwałem głową, gdy mój zatrudniający Ukraińców przyjaciel mówił mi, że jego pracownicy którzy pojechali na wojne twierdzą, że o żadnych ustępstwach nie ma mowy, że będą walczyć do ostatniej kropli krwi, aż wypędzą okupanta za wszystkich swoich ziem. Nie mieściło mi sie to w głowie, oczywiście im kibicowałem, no ale Ukraina przy Rosji to Dawid przy Goliacie. Teraz to zobaczyłem.
Oni wygrają.
I tak jak powiedział nam Nazar – “potrzebujemy tylko broni”
Dajmy im ją.
I budujmy na tym fundamencie wspólną przyszłość.

Sieć sklepów Biedronka

Sieć sklepów Bideronka / fot. pawulon Wikimedia Commons

  • Portugalska sieć handlowa Biedronka postanowiłą na własną rękę walczyć z wysoką inflacją
  • Wprowadziła na kilka miesięcy zamrożenie cen 150 najważniejszych produktów
  • Produkty te będą oznaczone specjalną etykietą, po której łatwiej będzie zindentyfikować
  • Zobacz także: Wadliwy system, czy celowe działanie? Rząd uderza w polskie firmy

Produkty objęte “Tarczą” będą oznaczone specjalną etykietą cenową.

Filmy z naszym udziałem trudno nazwać elementem kampanii marketingowej, bo nie o marketing tu chodzi. Będąc świadomymi, że żyjemy w dobie rosnącej inflacji i zmieniającej się rzeczywistości, chcemy dać klientom poczucie stabilizacji, publicznie gwarantując, że w sieci sklepów Biedronka cena ponad 150 najważniejszych produktów nie zmieni się do czerwca. Wspomniane produkty mają również gwarancję najniższej ceny, która oznacza zwrot różnicy, jeżeli gdziekolwiek cena regularna porównywalnych produktów byłaby niższa

– przekazał dyrektor handlowy sieci Biedronka Grzegorz Pytko.

W przypadku kilkunastu produktów z grupy ultrafresh, w skład której wchodzą owoce, warzywa, świeże ryby i świeże mięso, Biedronka daje gwarancję, że w sklepach jej sieci będą one najtańsze na rynku. Te produkty należące do kategorii o bardzo krótkim terminie przydatności do spożycia, cechują się co do zasady dużą dynamiką zmienności cen.

Ponadto sieć zapowiedziała, że jeśli klient w tym samym tygodniu kupi w sklepie konkurencyjnym taki sam lub, w przypadku marek własnych Biedronki, porównywalny produkt m.in. pod względem wagi, składu i wartości odżywczej w niższej regularnej cenie, otrzyma zwrot różnicy w postaci e-kodu. Limit zakupu danego produktu uprawniającego do zwrotu różnicy w cenie wynosi 20 sztuk lub kilogramów dziennie.

W 2021 r. właściciel Biedronki powiększył sieć o 135 sklepów netto, kończąc rok z liczbą 3 250 placówek.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

isbnews.pl, dorzeczy.pl

Władimir Putin

Władimir Putin / Fot. PAP/EPA/SERGEI GUNEYEV/SPUTNIK/KREMLIN POOL / POOL Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział we wtorek, że tzw. operacja wojskowa Moskwy na Ukrainie niewątpliwie osiągnie to, co określił jako szlachetne cele.

Rosyjskie media zacytowały Putina, który podczas przemówienia w trakcie ceremonii na kosmodromie Wostocznyj, stwierdził, że Moskwa nie ma innego wyjścia, jak tylko rozpocząć operację wojskową w celu ochrony Rosji i że starcie z anty-rosyjskimi siłami Ukrainy było nieuniknione.

Nie mogliśmy dłużej tolerować ludobójstwa w Donbasie. Przeprowadzając operacją w Ukrainie chronimy również Rosję

– przekonywał Władimir Putin.

Jak podaje agencja TASS, Władimir Putin stwierdził, że rosyjskie siły prowadzące kampanię wojskową Kremla na Ukrainie działają odważnie i skutecznie oraz używają najnowocześniejszej broni. Całkowicie zaprzecza to relacjom ekspertów, analityków i władz ukraińskich, którzy podkreślają nieprzygotowanie rosyjskiej armii, mówią też o przestarzałym sprzęcie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

polsatnews.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Unsplash

6 osób zostało postrzelonych na stacji metra przy 36 ulicy w Brooklynie (NY). Jak informuje straż pożarna i policja: znaleziono też ładunki wybuchowe

– poinformował Wojciech Wszewko.

Według niepotwierdzonych informacji sprawca zamachu był ubrany jak zwyczajny pracownik, który miał na sobie maskę przeciwgazową oraz pomarańczową kamizelkę. Jak informują służby, trwa śledztwo w tej sprawie oraz poszukiwanie sprawcy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com, nbcnewyork.com

Kacper Kita w MN

Kacper Kita w MN. / Fot. You Tube/ Media Narodowe.

Zobacz także: Emmanuel Macron kontra Le Pen. Jak rozłożą się głosy w drugiej turze?

Piotr Motyka: Co oznaczają wyniki I tury wyborów we Francji, co osiągnęli poszczególni kandydaci?

Kacper Kita: Widzimy we Francji śmierć partii starego establishmentu, które rządziły krajem na zmianę przez poprzednie 60 lat – centroprawicy (postgaullistów, dziś Republikanie) i centrolewicy (Partia Socjalistyczna). Te dwa ugrupowania miały kiedyś razem 90% poparcia. Jeszcze 10 lat temu miały 56%. Teraz dostały razem ledwie 6,5%. Republikanie 4,78%, Socjaliści 1,75%. Po raz pierwszy w historii V Republiki większość głosów – aż 56% – padła na ugrupowania stygmatyzowane przez dekady jako „skrajne” i „ekstremistyczne”.

Zamiast duopolu i naprzemiennych rządów tych dwóch ugrupowań we Francji w ciągu ostatnich lat wytworzyły się trzy nowe obozy. Mamy obóz narodowy, w którym przywództwo utrzymała Marine Le Pen (23%), a drugą siłą jest Éric Zemmour (7%). Mamy Macrona, który w 2017 r. prezentował się dzięki wsparciu mediów jako „nowa siła”, a dziś zbiera ze swoim 27% prawie wszystkich chcących po prostu przetrwania demoliberalnego status quo. Trzecią dużą siłę stworzył Jean-Luc Mélenchon, przedstawiciel „skrajnej lewicy” zbierający pod swoje sztandary jednocześnie część klasy pracującej, wielkomiejską postępową lewicę (zwolenników LGBT etc) i muzułmanów – aż 70% wyznawców Mahometa głosuje na Mélenchona. Zjawisko to nazywa się niekiedt islamogauchisme – islamolewactwo. Nawet ministrowie rządu Macrona używają czasem tego pojęcia.

Piotr Motyka: Jakie mogą być scenariusze II tury wyborów?

Kacper Kita: Macron jest faworytem, ale nie pewniakiem. Dałbym mu na dziś 70% szans na zwycięstwo. Walka będzie toczyć się na trzech polach. Po pierwsze, o klasę pracującą i lewicowców bardziej „socjalnych” a mniej „obyczajowych” głosujących na Mélenchona. Po drugie, o mobilizację nie głosujących w I turze – Macron hasłem powstrzymania „skrajnej prawicy”, Le Pen hasłem walki „ludu” przeciwko „elitom” i odrzucenia status quo. Po trzecie, o wyborców konserwatywno-liberalnych i centroprawicowych będących pomiędzy obojgiem konkurentów.

Piotr Motyka: Jakie znaczenie ma dla Polski i świata, też w kontekście konfliktu Rosji z Ukrainą, kto wygra wybory?

Kacper Kita: Wynik wyborów nie będzie miał dużego wpływu na konflikt Rosji z Ukrainą. Le Pen proponowała zwołanie konferencji międzynarodowej z udziałem USA, W. Brytanii, Francji, Niemiec, Rosji, Ukrainy, Polski i Węgier, która miałaby zakończyć konflikt. Jeśli chodzi o sankcje, Macron jest trochę ostrzejszy wobec Moskwy, ale nie ma między nimi dużej różnicy.

Dla Europy wybór Marine Le Pen oznaczałby duży cios w projekt europejskiej federacji i dominującą pozycję Niemiec, co byłoby korzystne dla Polski. Poza tym Le Pen w ostatnich latach starała się wyraźnie, żeby również wobec polskiego odbiorcy zdjąć z siebie odium putinistki. Deklarowała m. in. zapłacenie za Polskę kar nakładanych przez instytucje unijne czy wsparcie militarne. Oczywiście zobaczylibyśmy w praktyce, ile by z tego zrealizowała. Trzeba pamiętać, że również Macron był zdolny do pragmatyzmu wobec Warszawy.

Piotr Motyka: Niech Pan Bóg błogosławi Francji i Francuzom, serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Parlament UE

Parlament UE / Fot. YouTube

  • Z Brukseli do polskiego rządu nadeszło kolejne ponaglenie o zapłatę 42 mln euro kary za niewykonanie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej
  • Tym razem chodzi o sprawę zawieszenia działania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego
  • Obecnie na liczniku jest 160 mln euro, z czego 69 mln euro zostało wcześniej potrącone przez Komisję Europejską
  • Zobacz także: Rosyjski szpieg zatrzymany przez Żandarmerię Wojskową. Mieszkał w Polsce od 18 lat

Chodzi o karę 1 mln euro dziennie za niewykonanie przez Polskę orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z lipca zeszłego roku w sprawie zawieszenia działania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.  

Według ustaleń dziennikarki “RMF FM” wezwanie do zapłaty Komisja Europejska wysłała 21 lutego. Od tego momentu upłynęło już 45 dni, dlatego Bruksela w najbliższych dniach wyśle ponaglenie do zapłaty oraz zacznie naliczać karne odsetki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Setki milionów kary do zapłaty

Dzisiaj na liczniku w związku z Izba Dyscyplinarną jest już 160 mln euro, z czego KE niedawno potrąciła już 69 milionów. KE przypomina, że Polska ma obowiązek płacenia kar. Pieniądze te zasilają wspólny unijny budżet. 

Bezpośredni beneficjenci w Polsce np. samorządy nie tracą pieniędzy, ani nie muszą przerywać inwestycji, bo chodzi o pieniądze z KE dla budżetu państwa za już rozliczone z beneficjentami faktury. 

Jak wyjaśnił jeden z urzędników unijnych nie ma znaczenia ani data, ani fundusz, z jakiego zostały potrącone pieniądze, gdyż pieniądze beneficjenci już otrzymali. Potrącenie dotyczy refundacji, o jaką zwraca się do KE budżet państwa.

Traci więc polski budżet. KE ma dowolność w sprawie terminów wysyłania wezwań do zapłaty. W przypadku niewykonania orzeczenia w związku z Turowem – takie wezwania wysyłała co miesiąc. W przypadku Izby Dyscyplinarnej – pierwsze wezwanie wysłała za okres 69 dni, teraz za okres 42 dni.

rmf24.pl

Przemyśl

Przemyśl / Fot. PAP/Darek Delmanowicz. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Polska Fundacja Narodowa przekazała ostatnio swoje środki na sfinansowanie nauczycieli języka polskiego i potrzebne materiały biurowe
  • Przedstawiciele fundacji informują, że kursy z j. polskiego dla ukraińskich uchodźców odbywają się na Łebskim Uniwersytecie Ludowym
  • Zadaniem prezesa fundacji Marcina Zarzeckiego znajomość naszego języka jest potrzebna Ukraińcom dla wzajemnego zrozumienia i komunikacji
  • Zobacz także: TVP naprawdę pokazała ten “pasek” o Ukraińcach. Stacja teraz przeprasza i gęsto się tłumaczy

Środki Polskiej Fundacji Narodowej zostaną w całości przeznaczone na sfinansowanie pracy nauczycieli języka polskiego dla obcokrajowców i materiały biurowe

– poinformował Temistokles Brodowski.

Prowadzone przez uniwersytet lekcje odbywają się stacjonarnie oraz w trybie online. Kursy adresowane są do osób ze słabą znajomością języka polskiego lub nie znających go wcale. Kurs ma pozwolić uchodźcom na porozumiewanie się w codziennych sytuacjach.

Brodowski wyjaśnił, że zajęcia prowadzą nauczyciele języka polskiego z Kijowa oraz wolontariusze ze Szkoły Polskiej w Glasgow, a ponieważ zainteresowanie nauką jest ogromne twórca uniwersytetu, Związek Diecezjalny Dzieła Kolpinga Diecezji Pelplińskiej prowadzi zbiórkę na ten cel.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Nauka polskiego konieczna do dalszego zrozumienia

Prezes Polskiej Fundacji Narodowej Marcin Zarzecki powiedział, że nauka polskiego, którą sfinansowała Fundacja, w zasadniczy sposób usprawni działania pomocowe i ułatwi kontakt pomiędzy uchodźcami a osobami udzielającymi im wsparcia.

Komunikacyjne kompetencje w zakresie języka polskiego umożliwią uchodźcom z Ukrainy stabilne i bezpieczne funkcjonowanie w polskim społeczeństwie – wzajemne porozumienie jest przecież warunkiem koniecznym dla wzajemnego zrozumienia

– zaznaczył Marcin Zarzecki.

PFN wcześniej sfinansowała koszty transportu darów dla uchodźców z Ukrainy przebywających w Polsce zawierające 200 ton medykamentów, środków dezynfekujących, artykułów higienicznych, a także śpiworów i odzieży.

Oprócz tych działań PFN wsparła finansowo hospicja opiekujące się dziećmi ewakuowanymi z Ukrainy. Fundacja udziela też pomocy materialnej, medycznej i żywnościowej, pomaga przy organizowaniu przewozu osób z terenów objętych działaniami wojennymi, wspiera akcję zakupu apteczek, plecaków medycznych i leków niezbędnych do ratowania życia na Ukrainie.

tvp.info

przedsiębiorcy

przedsiębiorcy / fot. unsplash/Adeolu Eletu

  • Od początku 2022 r. obowiązuje w Polsce minimalny podatek przychodowy CIT, który w swoim założeniu miał uderzyć w zagraniczne korporacje
  • Jak informuje Federacja Przedsiębiorców Polskich nowy podatek uderza również w małe polskie przedsiębiorstwa
  • Jeszcze w grudniu ministerstwo finansów nie planowało zmian w minimalnym podatku przychodowym
  • Ze względu na rosnącą inflację oraz wojnę na Ukrainie, rząd planuje jednak podjąć szereg rozwiązań
  • Zobacz także: Morawiecki wydał miliardy. Teraz prosi o pomoc Pfizera i UE

Od 1 stycznia 2022 roku obowiązuje minimalny podatek przychodowy CIT, który rząd wprowadził wraz z Polskim Ładem. Zapłacić muszą go firmy, które przy przychodzie deklarują niewielki zysk – nie większy niż 1 proc. brutto – lub stratę. Jego wysokość jest uzależniona od obrotów takiego przedsiębiorstwa.

Rząd uderza rykoszetem w polskich przedsiębiorców

Jak zwraca uwagę Federacja Przedsiębiorców Polskich, nowy podatek CIT opłacają nie tylko giganci cyfrowi, w których był wycelowany, ale też firmy z sektorów niskomarżowych, jak też i te, które zanotowały w danym roku podatkowym stratę. Szczegóły w rozmowie z “Pulsem Biznesu” wyjaśnił Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP.

Ta nowa danina w równym stopniu obciąża podmioty stosujące optymalizację podatkową, jak i te, które działają w nisko marżowych branżach lub wykazują straty z powodów czysto ekonomicznych, na przykład spadku popytu. W konsekwencji podatek minimalny w obecnej formie nakłada dodatkowy ciężar na przedsiębiorstwa znajdujące się w danym momencie w najtrudniejszej sytuacji finansowej

– wytłumaczył Łukasz Kozłowski.

Organizacja postuluje zmiany w daninie, które sprawią, że rzeczywiście zaczną ją płacić firmy, które dziś tego unikają. Aby odciążyć dziś poszkodowane firmy, trzeba by było przede wszystkim wyłączyć przychód z opodatkowania.

MF nie planuje zmian w podatku CIT

Portal “money.pl” ostrzegał jeszcze przed skutkami podatku jeszcze w ubiegłym roku. Zmiany wprowadzone przez rząd według ich obliczeń miały uderzyć w mniejsze sklepy i dostawców, co przełożyłaby się na podwyżki cen podstawowych produktów.

Jeszcze w grudniu 2021 r. ministerstwo finansów w odpowiedzi na pytania portalu, wskazało, że wówczas nie planowano zmian w ustawie o podatku CIT. Resort zapewnił, że nowy podatek opłaci zaledwie 5 proc. podatników.

Od tamtego czasu sytuacja jednak znacząco się zmieniła. Wzrosły koszty związane z nośnikami energii, inflacja przekroczyła próg dwucyfrowy i zniwelowała wpływ tzw. rządowej tarczy antyinflacyjnej, a za naszą wschodnią granicą trwa wojna niepozostająca bez wpływu na krajową gospodarkę.

Dlatego też rząd zamierza znacząco zmienić zapisy Polskiego Ładu, choć dziś odżegnuje się od tej nazwy. Poprawki do rządowego programu, który miał być pozytywny lub neutralny dla 18 mln Polaków, rządzący wolą dziś nazywać tarczą antyputinowską. Nie jest wykluczone, że w pakiecie reform znajdą się również te związane z minimalnym podatkiem przychodowym.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Polski rząd nie chce opodatkowywać globalnych korporacji?

Nie bez znaczenia, jeżeli chodzi o politykę wobec cyfrowych gigantów, pozostaje również decyzja polskiej dyplomacji sprzed kilkunastu dni. Świat chce wprowadzić globalny podatek CIT na poziomie 15 proc., który międzynarodowe firmy musiałyby opłacać w tych krajach, w których uzyskały zysk. Na poziomie unijnym tylko Polska mu się sprzeciwiła i zawetowała dalsze prace nad nim.

Krytyczne uwagi Polski zostały wzięte pod uwagę i wszystkie państwa członkowskie podjęły wysiłek, aby osiągnąć konsensus w celu dokonania znaczącego postępu w zakresie międzynarodowych podatków

– zauważył francuski minister finansów Bruno Le Maire.

Ubolewam, że Polska tego nie rozumie i wysuwa argumenty, które nie są przekonujące

– dodał.

money.pl

WARSZAWA POSIEDZENIE SEJMU

WARSZAWA POSIEDZENIE SEJMU / Fot. PAP/Tomasz Gzell. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Niedawno wystartował projekt “Narodowe Konsultacje Konstytucyjne”, który ma na celu zwiększenie świadomości na temat polskiego prawa.
  • Już 4 maja wyruszy pierwsze ogólnopolskie seminarium, a następnie będą organizowane debaty lokalne.
  • Zadaniem autorów projektu jest integracja różnych środowisk dyskutujących na stanem praworządności.
  • Zobacz także: Ukraińska Prawda: Były doradca Władimira Putina aresztowany

4 maja pierwsze, ogólnopolskie seminarium. Potem roczny cykl debat lokalnych

– poinformował Jerzy Kwaśniewski z Ordo Iuris.


Czas, aby doświadczenie narodowe 25 lat wpłynęło na kształt Rzeczypospolitej. W czasach, gdy w ogóle kwestionuje się istnienie państw narodowych, społeczeństwo potrzebuje Wielkiej Dyskusji o tym, po co nam Polska, czym jest wolność, sprawiedliwość, dobro wspólne czy własność prywatna. Dyskutujmy szeroko, bo państwo jest silne, pod warunkiem, że wszyscy w nie wierzą.

– czytamy na stronie projektu

Autorzy projektu zamierzają gromadzić na comiesięcznych debatach osoby z różnych środowisk, a które chcą uczestniczyć w dyskusji nad obecnym prawem i sytuacją prawną m.in. w Europie.

Narodowe Konsultacje Konstytucyjne mają pobudzić debatę o obecnym stanie praworządności w Polsce i przyszłości państw narodowych. Jest to również okazja do integracji wielu środowisk, a także zaproszenia do dyskusji osób, które nie są w żadnych sformalizowanych strukturach

– podają inicjatorzy informując o cyklicznych debatach.

W inicjatywie Ordo Iuris biorą takie organizacje jak Ośrodek Analiz Cegielskiego, Konfederacja Inicjatyw Pozarządowych Rzeczypospolitej, Młodzież Wszechpolska, Zakon Rycerzy Św. Jana Pawła II, Fundacja Akademia Patriotów, Stowarzyszenie Solidarni 2010 oraz Stowarzyszenie KoLiber.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com, fundandamentypanstwa.pl

Tłumy Ukraińców przed urzędami miast

Kolejka uchodźców przed warszawskim urzędem / Fot. PAP/Radek Pietruszka. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Wojewoda Mazowiecki Konstanty Radziwiłł przekazał, że świadczona uchodźcom pomoc jest koordynowana przez rząd oraz reprezentujących go wojewodów.

Wydawane są gigantyczne środki finansowe. Ja już jestem po wydaniu ponad 150 mln zł

– powiedział w TV Republika wojewoda mazowiecki.

Wyjaśnił, że trafiły one do różnych podmiotów, które na zlecenie wojewody podejmują działania na rzecz uciekinierów wojennych na Mazowszu.

Oczywiście to pierwszy mały kroczek. Aby sprawować szeroko pojętą opiekę nad uchodźcami z Ukrainy jest wielokrotne więcej środków i one będą dalej wypłacane

– zapewnił Konstanty Radziwiłł.

Według informacji wojewody, na teren Mazowsza przybywa dziennie po kilkanaście tysięcy uchodźców.

Prawdopodobnie na terenie Mazowsza mamy ok. 1 mln uchodźców z Ukrainy

– ocenił.

Wyjaśnił, że uchodźcy, którzy chcą na dłużej zatrzymać się w Polsce, zaczynają procedurę od uzyskania numeru PESEL. Do tej pory w ewidencji Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności zarejestrowano 150 tys. osób.

Przyznawane są również uprawnienia do opieki zdrowotnej (…), prawo do edukacji dzieci, prawo do wsparcia rodzinnego m.in. 500 Plus, a także prawo do pracy lub prowadzenia działalności gospodarczej

– wskazał wojewoda.

Zauważył, że Ukraińcom, którzy chcą zostać w Polsce jest oferowana pomoc w pozyskaniu pracy w pobliżu ośrodków pobytowych.

Zapraszani są do ośrodków pobytowych przedstawiciele agencji pośrednictwa pracy oraz dużych pracodawców, którzy na miejscu oferują zatrudnienie

– wyjaśnił Radziwiłł.

Przekazał, że urząd wojewódzki pomaga również Ukraińcom, którzy chcą wyjechać do innych krajów. Oferuje uciekinierom m.in. transport do niektórych miejscowości w Europie.

Przechodzimy do kolejnego etapu, w którym pomoc nie będzie wprost adresowana do konkretnych osób, które trzeba ratować, tylko będzie to wsparcie w zorganizowaniu im życia w Polsce – na jakiś czas, czy to do końca kryzysu, czy też na stałe

– poinformował wojewoda mazowiecki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

zyciestolicy.com.pl