Operacja Barkhane

Operacja Barkhane / Fot. Wikimedia Commons

  • Francja zakończyła swoją dziewięcioletnią misję wojskową w Mali w poniedziałek.
  • Krytycy francuskiego wycofania się oskarżyli prezydenta Macrona o opuszczenie kraju i oddanie wszelkiej kontroli organizacjom terrorystycznym.
  • Nawiązano do katastrofalnego wycofania wojskowego Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników z Afganistanu w zeszłym roku oraz powrotu do władzy talibów.
  • Zobacz też: KGHM wstrzymał zrzut słonej wody do Odry 10 sierpnia. Piotr Borys: Należy to wyjaśnić!

Wycofanie francuskiego wojska z Mali i szansa, jaką daje islamskim komórkom terrorystycznym, może być równie katastrofalną polityką, jak wycofanie się z Afganistanu przez Stany Zjednoczone – pisze Thomas Brooke w RMX News.

Francja zakończyła swoją dziewięcioletnią misję wojskową w Mali w poniedziałek, gdy prezydent Macron zatwierdził oficjalne wycofanie wszystkich francuskich wojsk z kraju Afryki Zachodniej, dotkniętego przemocą polityczną i wzrostem islamskiego ekstremizmu.

Francja początkowo wysłała 5000 żołnierzy do byłej francuskiej kolonii w 2013 roku po powrocie do domu rebeliantów i najemników, którzy pomogli obalić Muammara Kaddafiego w Libii i byli zdeterminowani, by walczyć o niepodległość północnego terytorium Mali. Misja antypowstańcza została nazwana Operacją Barkhane.

Pomimo początkowego dobrego przyjęcia przez miejscowych, reputacja francuskiego wojska w całym kraju z czasem zmalała, a częstotliwość ataków terrorystycznych i walk partyzanckich prowadzonych na malijskiej ziemi gwałtownie wzrosła.

Krytyka

Krytycy francuskiego wycofania się oskarżyli jednak prezydenta Macrona o opuszczenie kraju i oddanie wszelkiej kontroli organizacjom terrorystycznym działających zarówno w Mali, jak i w szerszym regionie Sahelu. Nawiązano do katastrofalnego wycofania wojskowego Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników z Afganistanu w zeszłym roku oraz powrotu do władzy talibów.

Nicolas Barotte powiedział:

Mali jest teraz samotne ze swoimi wyborami. W obliczu dżihadystycznych grup RVIM, powiązanych z Al-Kaidą i EIGS, powiązanych z Daesh, Bamako nie będzie już mógł liczyć na wsparcie sił Barkhane, które wycofały swoich ostatnich żołnierzy w poniedziałek.

Barotte wyjaśnia w swojej analizie dla “Le Figaro”, że w kraju stacjonuje obecnie 1000 rosyjskich najemników, którzy wspierają działania malijskich sił zbrojnych. Można jednak argumentować, że ich obecność jedynie zantagonizowała miejscowych i pomogła w rekrutacji do islamskich organizacji ekstremistycznych.

Gdy francuscy żołnierze pakowali swoje rzeczy i demontowali obozy wojskowe, nieuchronne pogorszenie bezpieczeństwa w Mali było oczywiste dla wszystkich. Pod koniec zeszłego miesiąca malijskie siły zbrojne próbowały odeprzeć ataki terrorystyczne w miastach Sávaré, Sokolo i Kalumba, w wyniku czego zginęło 54 ludzi.

Ponadto 42 malijskich żołnierzy zginęło podczas ataku w Tessit na początku sierpnia, za który odpowiedzialność wzięło na siebie Państwo Islamskie na Wielkiej Saharze (EIGS), grupa terrorystyczna, która w ciągu ostatnich dwóch lat wykazała znaczące oznaki odrodzenia. W poniedziałek oddział Al-Kaidy przyznał się do śmierci czterech rosyjskich najemników w zasadzce w mieście Bandiagara w środkowym Mali.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMX News

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Z nowo opublikowanych informacji wynika, iż USA już jesienią zeszłego roku jasno stwierdziły, że Rosja planuje atak na Ukrainę.
  • W październiku ubiegłego roku doradca prezydenta Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan powiedział na spotkaniu w Gabinecie Owalnym Białego Domu, że prezydent Rosji Włodzimierz Putin szykuje znacznie większą operację niż aneksja Krymu w 2014 roku.
  • “Gdybyśmy to opublikowali, złapaliby nas w trzy dni. Uważaliśmy, że nie jest dobrze wywoływać panikę, która doprowadziłaby do ucieczki ludzi z kraju” – powiedział Zełenski.
  • Zobacz też: Prognoza: Energetyka jądrowa w Polsce powinna stanowić blisko 40% miksu energetycznego do 2040 roku

Na podstawie nowo uzyskanych informacji wyciągnąć można wniosek, iż Biały Dom, Pentagon i amerykańskie służby wywiadowcze już jesienią zeszłego roku jasno stwierdziły, że Rosja planuje inwazję na Ukrainę. Analizy ruchów wojsk rosyjskich i raporty, którymi dysponował amerykański wywiad, wykazały, że nie były to tylko ćwiczenia wojskowe mające na celu zastraszenie Ukrainy i Zachodu.

Gazeta “Washington Post” opublikowała tekst oparty na wywiadach z amerykańskimi urzędnikami, w którym streszcza to, co Amerykanie z góry wiedzieli lub podejrzewali, i co powiedzieli swoim sojusznikom. W październiku ubiegłego roku doradca prezydenta Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan powiedział na spotkaniu w Gabinecie Owalnym Białego Domu, że prezydent Rosji Włodzimierz Putin szykuje znacznie większą operację niż aneksja Krymu w 2014 roku. I że chce, aby większość Ukrainy znalazła się pod kontrolą Rosji.

“Szok i przerażenie”

Szef sztabu armii amerykańskiej Mark Milley powiedział na tym samym spotkaniu, że presja ma przyjść z kilku kierunków i że Rosjanie chcą naśladować taktykę znaną jako “szok i przerażenie”, którą Amerykanie stosowali podczas szybkiej i masowej inwazji na Irak w 2003 roku.

Wiele informacji, które usłyszano na spotkaniu w obecności prezydenta Bidena i wiceprezydent Harris, zostało później potwierdzonych, pisze “Washington Post”. Na przykład Milley powiedział, że Rosjanie będą próbowali zaatakować Kijów od północy przez Czernihów, a następnie przez obszar na północny zachód od stolicy, podczas gdy inne wojska rosyjskie zaatakują Ukrainę od wschodu i od Krymu na południu w celu dotarcia rzeka Dniepr.

Ostatecznym celem było zastąpienie ukraińskiego rządu nowym prorosyjskim gabinetem i rosyjska kontrola nad większością kraju – tylko zachodnia część Ukrainy miała zostać pozostawiona przez Putina na pastwę losu. Amerykański wywiad wierzył, że Rosjanie planowali przejąć Kijów w ciągu trzech do czterech dni, aresztować lub rozstrzelać prezydenta Włodzimierza Zełenskiego, a następnie prowadzić wojnę tylko przez kilka tygodni.

Były dyrektor CIA William Burns przemawiał także w Białym Domu. Twierdził, że dla Putina kwestia powrotu Ukrainy do rosyjskiej strefy wpływów jest tak ważna, że ​​jest skłonny z tego powodu zaryzykować sankcje i rozłam z Zachodem. Według Burnsa Putin obliczył, że jeśli chce interweniować na Ukrainie i “odwrócić ją na wschód”, nie ma dużo czasu. Ukraina coraz bardziej skłaniała się ku Zachodowi, oddalając się gospodarczo i politycznie od Rosji. W dodatku Putin liczył na to, że USA osłabia porażka w Afganistanie, skąd wycofały się militarnie w zeszłym roku i że Europa nie wejdzie w ostrą konfrontację ze względu na uzależnienie od rosyjskiego gazu i ropy.

Zełenski

W swojej analizie CIA uważała, że ​​Rosjanie nie będą w stanie przejąć kontroli nad Kijowem tak szybko, jak oczekiwali, ale miasto prędzej czy później upadnie. W końcu się myliła. Zakładała, że ​​armia ukraińska będzie stawiać opór i walczyć, ale wielką niewiadomą było dla niej, jak będzie się zachowywał i jak zachowa się ukraiński prezydent Zełenski. Ten w odpowiedzi na artykuł w “Washington Post” stwierdził:

Gdybyśmy to opublikowali, złapaliby nas w trzy dni. Uważaliśmy, że nie jest dobrze wywoływać panikę, która doprowadziłaby do ucieczki ludzi z kraju. Kiedy rozpoczęła się inwazja, byliśmy tak silni, jak tylko mogliśmy. Niektórzy ludzie odeszli, ale większość została, walcząc o swój dom.

Prezydent Ukrainy po raz pierwszy publicznie “przyznał się” do wiedzy o grożącej wojnie dopiero 23 lutego, na kilka godzin przed przemówieniem Putina o rozpoczęciu “specjalnej operacji wojskowej”. Zełenski powiedział wówczas, że nie może odwołać się do Putina i że prezydent Rosji zdecydował już o wojnie.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba powiedział, że Stany Zjednoczone ostrzegały przed inwazją, ale bez konkretnych szczegółów. Powiedział, że sam nie wyobrażał sobie, że rosyjski atak będzie tak rozległy.

Służby wywiadowcze

Według “Washington Post” współpracę między amerykańskimi i ukraińskimi służbami wywiadowczymi komplikowała penetracja ukraińskiej SBU przez rosyjskich informatorów i szpiegów. Pojawiły się podejrzenia, że ​​Kreml uzyska dostęp do wielu poufnych informacji. 17 lipca Zełenski zwolnił ze stanowiska dyrektora SBU swojego długoletniego przyjaciela Iwana Bakanowa. Powodem była właśnie współpraca niektórych wysokich rangą członków tajnej służby z Rosją.

Zełenski osobiście dowiedział się o amerykańskich informacjach na temat zbliżającej się inwazji po raz pierwszy na “szczycie klimatycznym” w Glasgow, który odbył się na początku listopada ubiegłego roku. Rozmawiał tam prywatnie z sekretarzem stanu USA Antonim Blinkenem. Według jego zeznań Zełenskiego martwiło przede wszystkim załamanie gospodarcze Ukrainy, które może być spowodowane paniką i strachem przed zbliżającą się wojną.

Według “Washington Post” politycy francuscy i niemieccy twierdzili, że Putin nie podejmie tak irracjonalnej decyzji. Mówi się, że tylko cztery państwa członkowskie Sojuszu Północnoatlantyckiego były absolutnie przekonane o chęci ataku na Kijów przez władze rosyjskie: Wielka Brytania, Litwa, Łotwa i Estonia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zpravy Aktualne

Prezes IPN Karol Nawrocki

Prezes IPN Karol Nawrocki / Fot. PAP/Adam Warżawa. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: PSL chce wycofania podręcznika do HiT. “Jest obraźliwy dla wielu grup społecznych”

Dni Wydawnictwa IPN ruszają już w sobotę 20 sierpnia. Inauguracja będzie miała miejsce w magazynie centralnym w Warszawie oraz w 8 oddziałach IPN w Polsce.

Będzie to okazja do zakupu naszych wydawnictw, ale też do międzypokoleniowych rozmów o przeszłości. Zapraszamy zarówno dojrzałych pasjonatów historii, jak i najmłodszych gości. Na odwiedzających czekać będzie aż 950 tytułów. Przez kolejnych 12 dni będzie można kupić bestsellerowe książki o 40% taniej, ceny niektórych z nich zaczynają się już od złotówki. Wiele z nich nie będzie już wznawianych, dlatego to ostatnia szansa na uzupełnienie domowej biblioteczki – informuje IPN.

Dni Wydawnictwa IPN – jak będą przebiegać?

  • 20 sierpnia 2022, godz. 10.00–16.00 – wielka inauguracja

Warszawa, ul. Kłobucka 21 (magazyn centralny)

Białystok, ul. Warsztatowa 1A

Bydgoszcz, ul. Teskowej 1

Gdańsk, al. Grunwaldzka 216

Kraków, ul. Dunajewskiego 8

Lublin, ul. Staszica 22A

Poznań, ul. Rolna 45A

Szczecin, ul. Janickiego 30

Wrocław, pl. Solny 8/9

  • 20–26 sierpnia 2022 – sprzedaż we wszystkich 13 księgarniach stacjonarnych IPN w całej Polsce
  • 26–31 sierpnia 2022 – oferta dostępna online 

Warszawa – inauguracja w magazynie centralnym książek IPN

W stolicy IPN przygotował dla odwiedzających podczas wielkiej inauguracji Dni Wydawnictwa IPN następujące atrakcje:

  • jedyna okazja wstępu do magazynu książek Wydawnictwa IPN, gdzie będzie można zakupić publikacje (ponad 950 tytułów) w niesamowicie atrakcyjnych cenach: cała oferta wydawnicza taniej o 40%, szeroka oferta publikacji już od 1 zł;
  • wycieczka po zakątkach Archiwum IPN, pełnych tajemnic i niesamowitych historii, które zostaną przedstawione przez pracowników IPN (wejście o godz. 12.00 oraz 14.00, liczba biletów ograniczona);
  • spotkania z autorami i redaktorami;
  • interesujące wystawy prezentujące wiedzę nie zawsze powszechnie znaną, choć ważną, niejednokrotnie będącą efektem długoletnich badań naukowych;
  • podróż w czasie dzięki grupom rekonstrukcyjnym;
  • poznanie pracy rysowników – o swojej pasji opowie Krzysztof Wyrzykowski (godz. 11.00–14.00);
  • odpoczynek w kinie plenerowym;
  • relaks na wygodnych leżakach;
  • dla najmłodszych gości – atrakcyjne zabawy z nagrodami, wspólne malowanie flagi i godła, gry edukacyjne.

Szczegóły dostępne na plakatach, ulotkach oraz w mediach społecznościowych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

IPN

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Według oceny Polskiego Instytutu Ekonomicznego polski program jądrowy będzie miał korzystny wpływ na gospodarkę.
  • Do 2043 r. może podnieść polskie PKB o ponad 1 proc.
  • Według wyliczeń PIE, budowa elektrowni jądrowych tworzy 33 proc. wartości dodanej dla gospodarki w porównaniu z elektrowniami węglowymi i 285% więcej niż elektrownie gazowe.
  • Zobacz też: Japonia: Urząd skarbowy zachęca młodzież do picia alkoholu, by pobudzić gospodarkę

Do 2043 r. energetyka jądrowa będzie w stanie wytworzyć 38,4 proc. polskiego zapotrzebowania na energię elektryczną i powinna podnieść PKB kraju o ponad 1 proc., prognozuje raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE).

Raport zatytułowany “Ekonomiczne aspekty inwestycji jądrowych w Polsce – wpływ na biznes, rynek pracy i społeczności lokalne” mówi również, że program energetyki jądrowej wygeneruje 40 tys. miejsc pracy w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat. 

Według najbardziej optymistycznego scenariusza 70 proc. wartości inwestycji w energetykę jądrową powinny realizować polskie firmy, a łączna realizowana przez nie inwestycja może sięgnąć blisko 40 mld USD.

Według wyliczeń PIE, budowa elektrowni jądrowych tworzy 33 proc. wartości dodanej dla gospodarki w porównaniu z elektrowniami węglowymi i 285% więcej niż elektrownie gazowe.

Atom korzystny dla polskiej gospodarki

Energetyka jądrowa mogłaby być głównym katalizatorem wzrostu polskiego przemysłu, w zależności od zdolności poszczególnych jego gałęzi do poszukiwania synergii. Według PIE najlepiej przygotowanymi pod tym względem branżami są sektory chemiczny, inżynieryjny i metalurgiczny. Najmniej przygotowane są sektory logistyki, maszynowy i usług. 

Polski program energetyki jądrowej zakłada, że ​​nasz kraj będzie opierać swoją energetykę jądrową na sprawdzonych, dużych reaktorach PWR. Uruchomienie pierwszego bloku jądrowego planowane jest w 2033 roku. Kolejne bloki będą dodawane sukcesywnie co dwa do trzech lat, aż w latach 40. w kraju będzie sześć bloków o mocy 9 GW.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMX News

Dmitrij Miedwiediew

Były Prezydent oraz Premier Rosji DMitrij Miedwiediew / Fot. Twitter

  • Ukraińska telewizja “Kanał 24” powołując się na swoje źródła przekazała, że Dmitrij Miedwiediew spotkał się z przywódcami separastycznych republik Doniecka i Ługańska.
  • Spotkanie miało się odbyć w tajemnicy, gdzie obecny wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji miał zapewniać o inwestycjach na zajętych terenach.
  • Poinformował on również, że prezydent Władimir Putin ma już wkrótce przejść na emeryturę.
  • Miedwiediew miał również wyznać, że jest on szykowany na jego następcę i ponownie zasiąść na kremlowskim tronie.
  • Zobacz także: Winnicki o atakach na Lisickiego. “Wygłaszają tanie i moralizatorskie połajanki”

Jak przekazała ukraińska telewizja “Kanał 24”, były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew spotkał się z przywódcami tzw. separatystycznych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Mieli oni wysłuchać obietnic rosyjskiego polityka dotyczących znacznych inwestycji na okupowanych terenach.

W trakcie spotkania za zamkniętymi drzwiami Miedwiediew miał wyrazić niezadowolenie ze słów przywódcy ŁRL Leonida Pasiecznikowa, który stwierdził, że Rosjanie nie odbudują niedawno zdobytych miast.

Były prezydent miał przekazać, że na miejscu działają już rosyjskie służby, które będą zajmować się usuwaniem z kierownictwa separatystów wszystkich kolaborantów.

Czytaj więcej: Wizyta Erdogana we Lwowie. Ukraińskie media: “Przyjechał z propozycją pokoju”

Powrót Miedwiediewa na tron?

Następnie według informatorów ukraińskiej telewizji wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji miał wyznać w tajemnicy, że prezydent Władimir Putin wkrótce uda się na emeryturę. Miedwiediew zaznaczył, że to on został wytypowany na zastępcę obecnego rosyjskiego przywódcy.

Jak twierdzi “Kanał 24”, Miedwiediew przybył do Donbasu, aby zrozumieć, czy może zaufać liderowi DRL Denysowi Puszylinowi i liderowi ŁRL Leonidowi Pasiecznikowi.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Spotkanie ministrów obrony Czech i Polski

Minister obrony Czech Jana Czernochova i Mariusz Błaszczak / Fot. PAP/Piotr Nowak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W czwartek do Warszawy przyleciała czeska minister obrony Jana Czernechova, która spotkała się z ministrem Mariuszem Błaszczakiem.
  • Po spotkaniu, wicepremier Błaszczak podkreślił ścisłą współpracę Polski i Czech w obszarze obronnym.
  • Poruszył on również temat Władimira Putina, który wykorzystuje ropę i gaz jako broń.
  • Ministrowie zapowiedzieli również wspólne manewry wojskowe w ramach Grupy Wyszehradzkiej.
  • Zobacz także: Jak epidemia wpłynęła na opiekę położniczą? Naukowcy alarmują o tragicznych wskaźnikach urodzeń

W czwartek z wizytą w Warszawie przebywała delegacja czeskiego ministerstwa obrony. W trakcie wizyty odbyły się rozmowy szefowej resortu obrony Jany Czernochovej z wicepremierem Mariuszem Błaszczakiem.

Polska i Czechy są sąsiadami, którzy ze sobą współpracują. Szczególnie jest to ważne jeżeli chodzi o wyzwania przed którymi stoi w zasadzie cała Europa. Te wyzwania dotyczą agresji rosyjskiej na Ukrainę, dotyczą próby odbudowy imperium rosyjskiego przez Putina

– powiedział po spotkaniu minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Zarówno Polska jak i Czechy przeciwstawiały się tym tendencjom. Mamy doświadczenia historyczne przecież identyczne po II wojny światowej. Oba nasze państwa były zdominowane przez Moskwę. Nie chcemy powrotu do tych sytuacji, w związku z tym wspieramy Ukrainę, ale też wzmacniamy siły zbrojne

– dodał wicepremier.

W trakcie konferencji prasowej szef MON stwierdził także, że prezydent Rosji traktuje dostawcy surowców energetycznych niczym broń.

Więc należy taką broń wytrącić mu z ręki i uniezależnienie od szantażu rosyjskiego polegające na dywersyfikacji źródeł dostaw energetycznych jest jednym z przykładów

– podkreślił.

Czytaj więcej: ABW zatrzymało szpiega. “Przyznał się do zarzuconego mu czynu”

Wspólne ćwiczenia wojskowe

Jak podaje polski MON, odnosząc się do przyszłej współpracy minister Czernochova zaznaczyła natomiast, że podczas zaplanowanej na przyszły tydzień wizyty szefów obrony Polski i Czech na Słowacji zostanie podpisane porozumienie dotyczące wspólnego patrolowania słowackiej przestrzeni powietrznej.

Rozmawialiśmy także o wspólnych ćwiczeniach, ale nie tylko jeżeli chodzi o jednostki specjalne, ale także o jednostki powietrznodesantowe i żandarmerii wojskowej

– powiedziała minister Jana Czernochova.

Jesteśmy także członkami Grupy Wyszehradzkiej, a już w przyszłym tygodniu spotkamy się ze słowackim ministrem obrony i będziemy podpisywali porozumienie dotyczące wspólnego kontrolowania nieba nad Słowacją

– zaznaczyła.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, 300polityka.pl

Spotkanie Erdogana z Zełeńskim w Kijowie

Prezydent Turcji Recep T. Erdogan i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński w Lwowie / Fot. PAP/EPA. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W czwartek na Ukrainę przyleciał prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, który spotkał się we Lwowie z prezydentem Wołodymyrem Zełeńskim.
  • Na trójstronne rozmowy został również zaproszony sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych Antonio Guterres.
  • Jednym z tematów tego spotkania ma być m.in. omówienie napiętej sytuacji wokół Zaporoskiej Elektrowni Atomowej.
  • Gutteres jeszcze przed przyjazdem zaapelował o zakończenie działań zbrojnych na tym obszarze,
  • Ukraińskie media spekulują, że Erdogan miał przylecieć do Lwowa z ofertą pokoju.
  • Zobacz także: PSL chce wycofania podręcznika do HiT. “Jest obraźliwy dla wielu grup społecznych”

Sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych Antonio Guterres przyjechał w czwartek na Ukrainę, aby spotkać się z prezydentem Wołodymyrem Zełeńskim i prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem. Spotkanie inaczej niż zazwyczaj zostało zorganizowane we Lwowie, dalej od frontu z rosyjskim agresorem.

Politycy mają omawiać m.in. napiętą sytuację wokół Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Antonio Guterres zaapelował niedawno o zakończenie działań militarnych wokół elektrowni.

Czytaj więcej: Słabnie wsparcie dla Ukrainy. W lipcu największe państwa UE nie zaoferowały żadnego sprzętu

Spekulacje ukraińskich mediów

W czwartek po południu media pokazały pierwsze zdjęcia z wizyty sekretarza generalnego ONZ i prezydenta Turcji we Lwowie.

Jak podaje agencja AFP, ukraiński prezydent miał w trakcie rozmów z Gutteresem zaapelować do ONZ o zapewnienie bezpieczeństwa Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej.

ONZ musi zapewnić bezpieczeństwo strategicznych obiektów, ich demilitaryzację i całkowite wyzwolenie od rosyjskich oddziałów

– powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński.

W ukraińskich mediach pojawiły się także spekulacje, że w trakcie wizyty we Lwowie Erdogan ma przedstawił ukraińskim władzom propozycje pokoju, zaakceptowaną już przez stronę rosyjską.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/EPA/Ritchie B, Tongo. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W czwartek Chińczycy po raz kolejny naruszyli Cieśninę Tajwańska wysyłając w kierunku spornej wyspy, aż 51 samolotów i 6 okrętów wojennych.
  • Resort obrony Tajwanu w odpowiedzi poderwał w powietrze myśliwce oraz wysłał okręty, a także postawił w gotowości bojowej systemy przeciwlotnicze.
  • Od czasu wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, chińska armia regularnie przeprowadza ćwiczenia wokół Tajwanu.
  • Zobacz także: Atak nożownika na Poniatówce. Zatrzymano podejrzanego 16-latka

Tajwański resort obrony poinformował w czwartek, że 25 chińskich myśliwców naruszyło strefę identyfikacji obrony powietrznej. Część maszyn w tym Su-30, Shenyang J-16 oraz Chengdu J-10 przekroczyła linię mediany na Cieśninie Tajwańskiej.

Ministerstwo przekazało, że w sumie sześć okrętów wojennych i 51 samolotów wojskowych prowadziło w czwartek operacje w bliskiej odległości od tajwańskich wybrzeży.

W odpowiedzi na powtarzające się naruszenia, strona tajwańska wysłała swoje samoloty bojowe i okręty wojenne, by monitorowały sytuację. Włączone zostały systemy obrony przeciwrakietowej, wysłano również ostrzeżenia radiowe.

Czytaj więcej: Słabnie wsparcie dla Ukrainy. W lipcu największe państwa UE nie zaoferowały żadnego sprzętu

Chińczycy napierają na Tajwan

Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza od 4 sierpnia prowadziła ćwiczenia wokół Tajwanu w odwecie za niedawną wizytę przewodniczącej Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi w Tajpej. Pomimo zakończenia manewrów w pobliżu Tajwanu, chińska armia zapowiedziała większą częstotliwość manewrów w tym regionie, by utrzymać zdolność bojową.

Asystent sekretarza stanu USA ds. Azji Wschodniej i Pacyfiku Daniel Kritenbrink, powiedział, że Chiny wykorzystały podróż Pelosi jako pretekst do zmiany obowiązującego statusu quo, oraz że Stany Zjednoczone przewidują, że Chiny będą kontynuować kampanię nacisku na Tajwan.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Robert Winnicki

Robert Winnicki / Fot. PAP/Albert Zawada. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Z okazji Wielkiego Pikniku Patriotycznego zorganizowanego na 7 urodziny “wRealu 24” 15 sierpnia wystąpił red. naczelny “DoRzeczy” Paweł Lisicki.
  • W trakcie przemówienia wskazał na różnice w polityce wobec Ukrainy prowadzonej przez polskie władze, a Viktora Orbana.
  • Pewna część polityków i publicystów postanowiła bezrefleksyjnie skrytykować redaktora za próbę podjęcia dyskusji w tym temacie.
  • W obronie Lisickiego postanowił stanąć prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki.
  • Zauważył, że większość krytyków stosowała wyrazy, które nie mieszczą się w kanonie wypowiedzi kulturalnych.
  • Zobacz także: Pożegnanie Marii Mireckiej-Loryś [FOTORELACJA]

15 sierpnia w Warszawie odbył się Wielki Piknik Patriotyczny i 7. urodziny “wRealu24”. W zorganizowanym z tej okazji panelu dyskusyjnym zatytułowanym “Co z tą Polską?” wziął udział redaktor naczelny “Do Rzeczy” Paweł Lisicki.

Lisicki mówił o wystąpieniu Viktora Orbana w Baile Tusnad na temat polityki węgierskiej m.in. wobec trwającej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Zwrócił uwagę na kilka zasadniczych różnic w podejściu władz Węgier i polityków polskich, a jego wypowiedź wywołała falę komentarzy.

Winnicki krytykuje ataki na Lisickiego

W obronie red. nacz. “Do Rzeczy” stanął między innymi jeden z liderów Konfederacji Robert Winnicki, który zwraca uwagę na emocjonalny charakter ataków na dziennikarza.

Wypowiedź red. Pawła Lisickiego na temat kosztów oraz zagrożeń dla Polski i Polaków, związanych z rosyjską agresją na Ukrainę, spotkała się z absurdalną furią

– napisał poseł Robert Winnicki.

Zamiast podjąć debatę politycy i publicyści wygłaszają tanie, moralizatorskie połajanki. 100% emocji, 0 argumentów

– dodał prezes Ruchu Narodowego.

Czytaj więcej: Pierwszy krok do odbudowy Pałacu Saskiego. Budowlańcy stawiają opłotowanie

Odważny głos naczelnego “DoRzeczy”

W trakcie debaty red. nacz. “Do Rzeczy” zwracał uwagę na retorykę dotyczącą wojny, która dominuje w naszym kraju.

W Polsce retoryka jest mniej więcej taka: Zachód walczy z potwornym imperium, które nie chce niczego innego tylko podbijać resztę świata. Rosja jest nazywana przez niektórych polskich polityków “ruską czernią”, “sowietami”, “ruską dziczą” itd. Najkrócej możemy powiedzieć, że totalna barbaria naciera na Zachód, a bohaterska Ukraina wspierana bezinteresownie przez Amerykę broni się. Polska jest oczywiście po mocy dobra, bo my musimy być po stronie mocy dobra i robimy, co tylko się da, żeby tę straszliwą szarańczę, czerń, dzicz itd. powstrzymać (…) To zarys wojny przedstawiany przez przedstawicieli polskich elit politycznych

– powiedział red. Paweł Lisicki.

Kiedy słucham polskich przedstawicieli politycznych, mam wrażenie, że mam do czynienia albo z propagandystami albo z ludźmi, którzy kompletnie nie rozumieją świata, w którym żyją, albo z ludźmi, którzy wykorzystują tę historię wyłącznie po to, aby zabłysnąć, pojawić się, zostać usłyszanymi, docenionymi, itd. Jest to używając języka analizy politycznej – radykalne zerwanie ze zdrowym rozsądkiem i ze zdolnością oceniania rzeczywistości taką, jaka ona jest

– zaznaczył redaktor naczelny “DoRzeczy”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Kobiety w stanie błogosławionym

Kobiety w stanie błogosławionym / Fot. PAP/Aleksander Koźmiński. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Naukowcy z Beth Israel Deaconess Medical Center oraz Harvard T.H. Chan School of Public Health opublikowali raport nt. urodzeń w czasie epidemii.
  • Według badaczy, w czasie epidemii koronawirusa wzrosła liczba zgonów matek w trakcie narodzeń.
  • Wskazano na występowanie większego ryzyka zaburzeń sercowo-naczyniowych i krwotoków położniczych.
  • Ponadto w tym czasie mocno ograniczono odpowiednią opiekę prenatalną, co skutkowało wzrostem nieoczekiwanych komplikacji przy ciążach.
  • Naukowcy wykazali, że teleporady znacząco wpłynęły na liczbę zaburzeń.
  • Zobacz także: ABW zatrzymało szpiega. “Przyznał się do zarzuconego mu czynu”

W czasie epidemii COVID-19 w szpitalach zmieniono wiele procedur. Zostały one mocno zradykalizowane, co spowodowało m.in. dostęp pacjentów do rutynowej opieki prenatalnej i opieki położniczej. Przełożyło się to również na słabsze monitorowanie stanu ciąży.

Naukowcy z Beth Israel Deaconess Medical Center oraz Harvard T.H. Chan School of Public Health postanowili sprawdzić, czy powikłania związane z ciążą i wyniki położnicze zmieniły się podczas pandemii COVID-19 w porównaniu do stanu przed pandemią. 

Przyglądając się zmianom w procedurach porodowych, odsetkowi przedwczesnych porodów i śmiertelności okołoporodowej odkryliśmy zwiększone prawdopodobieństwo zgonu matki podczas hospitalizacji porodowej oraz wyższe ryzyko wystąpienia zaburzeń sercowo-naczyniowych i krwotoków położniczych

– czytamy w publikacji naukowców z Beth Israel Deaconess Medical Center i Harvard T.H. Chan School of Public Health.

Realny wpływ epidemii na ciężarne kobiety

Kierująca zespołem badawczym dr Rose L. Molina alarmuje, że tzw. ogólne zakłócenia związane z epidemią koronawirusa znacząco wpływają na zdrowie ciężarnych kobiet.

Wraz ze współpracownikami przeanalizowali dane zebrane od ponad 1,6 miliona pacjentek, które urodziły dzieci w warunkach szpitalnych w ciągu 14 miesięcy przed pojawieniem się COVID-19 oraz w ciągu pierwszych 14 miesięcy po rozpoczęciu pandemii.

Obie grupy nie były istotnie zróżnicowane pod względem wieku, rasy i pochodzenia etnicznego, rodzaju ubezpieczenia i chorób współistniejących.

Czytaj więcej: Polacy inwestują w waluty. Rekordowo wysokie depozyty

Dramatyczne wskaźniki urodzeń

Okazało się, że w okresie epidemii doszło do 5,2-proc. redukcji liczby żywych urodzeń. Jak wykazała dalsza analiza zauważono również wzrost zgonów wśród matek podczas hospitalizacji porodowych: z 5,17 zgonów na 100 000 ciężarnych przed epidemią do 8,69 zgonów na 100 000 ciężarnych ciężarnych podczas pandemii. 

Ponadto zauważono, że epidemia koronawirusa zwiększyła ryzyko rozwoju zaburzeń nadciśnieniowych i krwotoki u rodzących kobiet.

Naukowcy wykazali także, że epidemia wpłynęła negatywnie na opiekę położniczą oraz wyniki związane z ciążą.

Bezpośrednia relacja z pacjentem lepsza od teleporady

Doktor Molina wskazała, że choć opieka położnicza w trakcie epidemii koronawirusa pozostawała aktywna, to jednak ambulatoryjna opieka prenatalna wykazała znaczne zakłócenia, a wiele dotychczasowych procedur zaczęto wykonywać wirtualnie, za pomocą teleporad.

Możliwe, że owe zakłócenia i ograniczenia, jakie wiążą się z monitorowaniem ciąży za pośrednictwem teleporad, mogły przyczynić się do nieznacznego pogorszenia wyników związanych z nadciśnieniem ciążowym. Być może na częstsze zaburzenia nadciśnieniowe mógł wpłynąć także odczuwany z powodu pandemii stres

– podkreśliła dr Rose L. Molina.

Zespół badawczy odnotował również, że od czasu pojawiania się koronawirusa, skróceniu uległy pobyty w szpitalu, zwłaszcza te po cesarskim cięciu. Winnym tej sytuacji są procedury medyczne, a także apele personelu medycznego zachęcającego do wczesnych wypisów ze względu na zminimalizowanie transmisji wirusa.

Jednym z niewielu pozytywnych aspektów całej sytuacji, było zminimalizowanie wskaźnika sepsy. Prawdopodobnie było to związane z poprawą dotyczącą higieny rąk oraz nakazów zakładania maseczek w trakcie pobytu w szpitalu.

Jeśli chodzi o liczbę porodów przedwczesnych oraz sposoby porodu to nie zmieniły się one w czasie pandemii w stosunku do czasów przed nią.

Czytaj więcej: Chiny: Kara śmierci dla wyższego urzędnika Partii za przekupstwo

Radykalna zmiana opieki okołoporodowej

Podczas gdy operacje położnicze nawet w czasie lockdownu były wykonywane tak samo, jak wcześniej, to pozostała opieka szpitalna i pozaszpitalna uległa radykalnej zmianie. Dotyczy to również restrykcyjnej polityki odwiedzin, która ograniczyła wsparcie dla pacjentek, które odczuwały silny stres i lęk związany z hospitalizacją

– podsumowała dr Molina.

Na koniec zaapelowała, aby szpitale skupiły swoją uwagę na wyeliminowaniu zakłóceń w opiece położniczej, gdyż to one przekładają się na wyniki ciąży.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

interia.pl