Zakonnice wychodzą po masowej modlitwie w Mother House w 112. rocznicę urodzin Matki Teresy w Kalkucie, Indie 26 sierpnia 2022 r.

Zakonnice wychodzą po masowej modlitwie w Mother House w 112. rocznicę urodzin Matki Teresy w Kalkucie, Indie 26 sierpnia 2022 r. / Fot. PAP/EPA/PIYAL ADHIKARY. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Misjonarki Miłości, siostry ze zgromadzenia posługującego w Kalkucie, ofiarowały modlitwy ku pamięci swojej założycielki Matki Teresy w piątek w jej 112. rocznicę urodzin. Siostry należące do Domu Matki śpiewały hymny i modliły się na pamiątkę świętej przy jej grobie.

Arcybiskup Thomas D’Souza powiedział:

To jest świętowanie wielkiej osoby, a każde jej urodziny to święto dla życia wszystkich. Jest to dar życia, a to życie jest nam dane, abyśmy mogli darzyć innych.

Duszpasterz przypomniał piękne słowa Ojca Świętego:

Papież Franciszek powiedział, że rzeki nie piją własnej wody, drzewa nie jedzą własnych owoców, słońce nie świeci samo na siebie, a kwiaty nie rozsiewają dla siebie zapachu.

Matka Teresa

Urodzona w rodzinie etnicznych Albańczyków w Skopje w 1910 roku Teresa opuściła swój dom w wieku 18 lat, a później dołączyła do “Sióstr Loreto” w irlandzkim Rathfarnham. Matka Teresa, której nazwisko brzmiało Agnes Gonxha Bojaxhiu, przeniosła się do Indii pod koniec lat dwudziestych i przez 15 długich lat uczyła historii i geografii w szkole średniej w Kalkucie.

W 1948 r. Teresa przyjęła styl życia w slumsach, aby pomóc biednym i potrzebującym w Kalkucie. W 1950 roku położyła kamień węgielny pod rzymsko-katolickie zgromadzenie zakonne, które obecnie jest powszechnie znane jako Misjonarki Miłości.

Matka Teresa z Kalkuty została beatyfikowana przez Jana Pawła II 19 października 2003 roku. 4 września 2016 roku, podczas uroczystej Mszy świętej na placu Świętego Piotra w Watykanie, Matka Teresa została ogłoszona przez papieża Franciszka świętą Kościoła.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

The Print, Wikipedia

Powodzie w Pakistanie.

Powodzie w Pakistanie. / Fot. PAP/EPA/SAOOD REHMAN. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Urbaniak: Rolnicy powinni się przygotować na trudne czasy

Fot. PAP/EPA/SAOOD REHMAN. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.
Powodzie w Pakistanie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Premier Mateusz Morawiecki

Premier Mateusz Morawiecki / Fot. PAP/Mateusz Marek. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Premier rządu Mateusz Morawiecki powiedział, że katastrofa ekologiczna na Odrze, która spowodowała śmierć tysięcy ryb, była prawdopodobnie aktem natury.
  • Oznajmił, że wszyscy specjaliści wiedzą doskonale, że mówienie o zatruciu ryb przez rtęć było nadużyciem słownym i bardzo głębokim nieporozumieniem.
  • Dodał, że rzeka szybko się odradza; natura szybko się regeneruje.
  • Zobacz też: Nielegalne zrzuty do rzek. Moskwa: “Wykryto 14 tys. małych zrzutów”

Premier rządu Mateusz Morawiecki powiedział, że katastrofa ekologiczna na Odrze, która spowodowała śmierć tysięcy ryb, była prawdopodobnie aktem natury.

Coraz więcej wskazuje, że sytuacja na Odrze była zdarzeniem o charakterze naturalnym, gdzie nie było specjalnych, wielkich zrzutów substancji chemicznych – ani rtęci, ani innych, którymi nas straszono.

“Wzbudzanie paniki”

Oznajmił, że wszyscy specjaliści wiedzą doskonale, że mówienie o zatruciu ryb przez rtęć było nadużyciem słownym i bardzo głębokim nieporozumieniem.

Wzbudzanie paniki przez pana Donalda Tuska i marszałek województwa lubuskiego okazało się gigantycznym fejkiem. [To] była próba eskalacji i wystraszenia wszystkich Polaków, próba siania paniki. To jest metoda opozycji; w szczególności Platformy Obywatelskiej.

Podkreślił, że wzbudzanie paniki jest czymś nagannym.

Nieładnie jest bawić się takim fatalnym zdarzeniem ekologicznym, z jakim mieliśmy do czynienia.

Zwrócił uwagę, że podobna sytuacja miała już miejsce na Bugu i Narwi w 2009 roku.

Usunięto wtedy ponad 100 ton martwych ryb i jakoś nie słyszałem tak wyraźnego głosu ekologów ani oponentów z PO.

Dodał, że rzeka szybko się odradza; natura szybko się regeneruje.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Gazeta Prawna

Zamach na polityka

Zamach na polityka / Fot. Twitter

  • Minister środowiska i klimatu Ali Solih został zaatakowany nożem.
  • Recytujący wersety Koranu napastnik próbował poderżnąć politykowi gardło.
  • Napastnik użył ostrego noża do przecięcia szyi ministra, ale zamiast tego zranił mu lewą rękę.
  • Zobacz też: Rosja zwiększy swoją armię. Putin podpisał ważny dekret

Minister środowiska i klimatu Ali Solih z Partii Republikańskiej wchodzącej w skład koalicji rządowej na Malediwach był celem zamachu. Recytujący wersety Koranu napastnik próbował poderżnąć politykowi gardło.

Według doniesień, incydent miał miejsce w poniedziałek, kiedy minister Solih jechał swoim skuterem w regionie Hulhumale w Male. Napastnik zatrzymał się przed pojazdem ministra i zablokował mu drogę. Następnie wygłosił kilka wersetów Koranu i przypuścił atak.

Napastnik użył ostrego noża do przecięcia szyi ministra, ale zamiast tego zranił jego lewą rękę. Solih zeskoczył ze skutera i uciekł. Jest leczony w szpitalu w Hulhumale.

Atak

Nagranie wideo z incydentu pokazuje, że napastnik podejmuje kilka nieudanych prób podcięcia szyi ministrowi. Wkrótce po tym, jak Solih uciekł zostawiając swój skuter na drodze, napastnik zaczął wyrażać swoją agresję. Rozmawiał też z miejscową ludnością.

Zaskakuje bierność mieszkańców wobec tego wydarzenia. Grupa mężczyzn stoi i się przypatruje, choć w takiej liczbie bez problemu mogłaby obezwładnić zamachowca. Policja została natychmiast poinformowana o incydencie, dotarła na miejsce i aresztowała napastnika.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, Opindia

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Na dnie Bałtyku zidentyfikowano ok. 300 wraków okrętów, w tym ok. 100 w Zatoce Gdańskiej. Te najgroźniejsze to pochodzące z okresu II wojny światowej Stuttgart i Franken – podała NIK.
  • o tego w rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie co najmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tym jeden z najgroźniejszych iperyt siarkowy. Od czasów wojny kilkakrotnie doszło do poparzenia nim rybaków i plażowiczów – dodano.
  • Należy stworzyć wokół tego problemu społeczność, polityków, naukowców i specjalistów od ochrony środowiska, podobną do tej, jaką stworzono dla rozwiązania problemu zmian klimatu. Tylko to daje szanse znalezienia adekwatnego i skutecznego rozwiązania – podkreślił prof. Jacek Bełdowski, wiceprzewodniczący Rady Naukowej Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk. Kierownik pracowni Współczesnych Zagrożeń Ekosystemów Morskich.
  • Zobacz także: Co z reparacjami od Niemiec? Będzie manifestacja pod ambasadą

Katastrofa może nastąpić w każdej chwili

W ostatnich latach sprawa była obiektem zainteresowania m.in. Najwyższej Izby Kontroli.

Na dnie Bałtyku zidentyfikowano ok. 300 wraków okrętów, w tym ok. 100 w Zatoce Gdańskiej. Te najgroźniejsze to pochodzące z okresu II wojny światowej Stuttgart i Franken. Z pierwszego już wydobywa się paliwo, drugi, z powodu korozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować ogromną katastrofę ekologiczną. Do tego w rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie co najmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tym jeden z najgroźniejszych iperyt siarkowy. Od czasów wojny kilkakrotnie doszło do poparzenia nim rybaków i plażowiczów – podała NIK.

Temat był też przedmiotem powtarzających się interpelacji poselskich.

Niekorzystną sytuację pogłębia specyfika geologiczna Bałtyku. Np. chemikalia złożone na obszarze Głębi Gdańskiej pokrywa zaledwie około 10 centymetrów osadu dna morza, gdyż wskutek słabych prądów żwiry, piaski, muły i iły odkładają się tam wyjątkowo wolno. Jest to opinia Pani dr Marzeny Stempień- Sałek z Instytutu Nauk Geologicznych PAN. Pani geolog ostrzega także, że jeśli dojdzie do skażenia wód morskich chemikaliami, będzie się ono utrzymywać przez dziesiątki lat, gdyż Bałtyk jest morzem zamkniętym i pełna wymiana wody następuje w nim dopiero po 42 latach.

Trujące chemikalia mogą zatruwać wodę, ryby, a także zanieczyszczać plaże. W przeszłości już wielokrotnie takie zdarzenia następowały. Jak podaje ˝Ozon˝: ˝w 1954 roku fale wyrzuciły w okolicy Juraty beczkę z iperytem siarkowym˝. ˝Do najtragiczniejszego w skutkach wypadku z bronią chemiczną doszło w lipcu 1955 roku na plaży w Darłówku. Woda wyniosła na brzeg zardzewiały pojemnik, z którego zaczęła wydobywać się brunatnoczarna ciecz. Środkiem bojowym poparzyła się blisko setka dzieci, z których czworo straciło wzrok˝ – napisał Miller.

W 1997 roku 30 mil morskich na północ od Władysławowa (na trasie, którą Rosjanie transportowali broń do Głębi Gotlandzkiej) łowiąca ryby załoga kutra wydobyła z wody pięciokilogramową bryłę iperytu. W następstwie tego znaleziska cała załoga trafiła do szpitala. ˝Iperyt nie przestaje być toksyczny nawet przez sto lat – zwraca uwagę Miller. – Zbija się w bryły, które toczone prądami po dnie nabierają kulistego kształtu, a to z kolei ułatwia ich dalsze swobodne przemieszczanie się. Nie możemy mieć żadnej pewności, że taka niespodzianka nie pojawi się nagle na którejś z polskich plaż˝ – można przeczytać w interpelacji z 2005 roku.

Podobne incydenty powtarzają się do dziś.

Jak piszą Małgorzata Kosmacz i Aleksander Astel z Akademii Pomorskiej w Słupsku ostatni taki przypadek miał miejsce w 2012 r. W okolicach Czołpina, na plaży między Ustką a Łebą znaleziono grudki fosforu białego. Skażeniu uległo 13 kilometrów wybrzeża. W sumie zneutralizowano ok. tony tego środka. Szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Podobne incydenty miały miejsce również w Niemczech, Danii i Szwecji, Litwie i Łotwie – podała NIK.

Potrzeba działań

Według NIK “zarówno administracja morska, jak i ochrony środowiska nie rozpoznawały zagrożeń wynikających z zalegania w zatopionych na dnie Bałtyku wrakach ropopochodnego paliwa i broni chemicznej”.

Nie szacowały też ryzyka z nimi związanego i skutecznie nie przeciwdziałały rozpoznanym i zlokalizowanym zagrożeniom. Może to doprowadzić do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę – oceniła NIK.

Czas nie jest sprzymierzeńcem w tej sprawie. Potrzeba szeroko zakrojonych działań.

Należy stworzyć wokół tego problemu społeczność, polityków, naukowców i specjalistów od ochrony środowiska, podobną do tej, jaką stworzono dla rozwiązania problemu zmian klimatu. Tylko to daje szanse znalezienia adekwatnego i skutecznego rozwiązania. Od 2011 roku miałem szczęście prowadzić wszystkie unijne projekty dotyczące broni chemicznej na Bałtyku. Udało się nam stworzyć niesamowitą społeczność naukowców z poszczególnych państw basenu Morza Bałtyckiego i, co ważne, polityków. Jednak potrzebne jest znacznie więcej. Współpracę trzeba rozszerzyć. Na Morze Czarne, Północne, Śródziemne. Tam procesy podobne do tych obserwowanych na Morzu Bałtyckim także zachodzą. W innych warunkach, czasem szybciej, czasem wolniej, ale odpowiednio duża baza danych i wiele perspektyw badawczych, pozwolą nam zrozumieć więcej, a więc i działać znacznie skuteczniej – podkreślił prof. Jacek Bełdowski, wiceprzewodniczący Rady Naukowej Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk. Kierownik pracowni Współczesnych Zagrożeń Ekosystemów Morskich.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, Sejm.Gov.PL, Teraz-Srodowisko.PL, Wprost

Festiwal "Łączy nas historia"

Festiwal "Łączy nas historia" / Fot. Twitter

Od 26 do 28 sierpnia będzie miał miejsce w Przemyślu festiwal “Łączy nas historia”. Motywem przewodnim jest historia Twierdzy Przemyśl, zespołu obiektów obronnych i trzeciej co do wielkości twierdzy w Europie.

W programie przygotowano prelekcje, rekonstrukcje historyczne, kuchnie polowe, koncerty muzyczne, przejazd zabytkowych pojazdów. Innymi częściami składowymi Festiwalu będzie rekonstrukcja defilady połączonych wojsk niemieckich i austro-węgierskich, która odbyła się w czerwcu 1915 roku po odbiciu Twierdzy z rąk rosyjskich, modlitwa polowa oraz złożenie kwiatów na cmentarzach wojennych przy ul. Przemysława.

Kontrowersje

Negatywne komentarze pojawiły się jeszcze przed rozpoczęciem wydarzenia. Podobno oburzenie wywołała zaplanowana rekonstrukcja historyczna “Wizyta cara Mikołaja II w zdobytej Twierdzy”. Car Rosji Mikołaj II faktycznie, w 1915 roku, był w Przemyślu. Odwiedzał wówczas podbite tereny.

W festiwalu wezmą udział również dzieci. Stąd tym bardziej może kogoś dziwić zaplanowana na sobotę “scenka rodzajowa <<Dom Uciech>> w kamienicy pod Jeleniem”. Beata Bielecka, Naczelnik Wydziału Rozwoju, Inwestycji i Funduszy Zewnętrznych Urzędu Miejskiego w Przemyślu, zapewnia jednak:

Wśród tych wszystkich wydarzeń w sposób nie wzbudzający żadnych niemoralnych, czy niedwuznacznych skojarzeń pokażemy “Dom Uciech” w Kamienicy pod Jeleniem, w której autentycznie się znajdował. Przed wybuchem Wielkiej Wojny przy tak dużym wzroście liczby ludności i wojska powstały liczne restauracje, szynki, browary, gorzelnie i instytucje czy też i domy publiczne.

Szczegółowy plan festiwalu można zobaczyć tutaj.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter

Kobiety w stanie błogosławionym

Kobiety w stanie błogosławionym / Fot. PAP/Aleksander Koźmiński. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Co z reparacjami od Niemiec? Będzie manifestacja pod ambasadą

Zdaniem ekspertów przyczyną są m.in. trudności, na które kobiety napotykają w dostępie do porodu naturalnego ze znieczuleniem. Według danych NFZ odsetek porodów bez bólu waha się w ostatnich latach w okolicach 10 proc., a reszta odbywa się bez znieczulenia.

Według specjalistów, statystyki powinny wyglądać zupełnie inaczej. W myśl europejskich standardów poziom porodów ze znieczuleniem rocznie powinien wynosić od 40 do 50 procent. Z kolei według rekomendacji WHO odsetek cesarskich cięć nie powinien przekraczać 15 proc. w ciągu roku.

Bez radykalnych działań ze strony Ministerstwa Zdrowia, środowiska lekarzy, ale też środowiska pacjentów trudno wieścić sukces. Wiele lat staraliśmy się te statystyki poprawić. Zakładaliśmy szkoły jako środowisko lekarzy, gdzie w sposób darmowy można uczyć pacjentki, jak rodzić bez bólu, żeby poród fizjologiczny przebiegał w sposób bardziej komfortowy, żeby matka nauczyła się przed porodem współpracować z położną, z lekarzem – powiedział lekarz Krzysztof Ostrowski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja

Manifestacja po wyroku Sądu Najwyższego USA ws. aborcji.

Manifestacja po wyroku Sądu Najwyższego USA ws. aborcji. / Fot. PAP/EPA. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: O. Rydzyk: Unia Europejska jest wyraźnie bezbożna

Po wyroku amerykańskiego Sądu Najwyższego, obalającym swój werdykt z 1973 roku w sprawie Roe przeciw Wade, część stanów zdecydowała się rozszerzyć prawną ochronę życia ludzkiego. Należy do nich Teksas.

Przeprowadzenie aborcji jest teraz przestępstwem drugiego stopnia zagrożonym karą dożywotniego więzienia i podlega karze cywilnej w wysokości co najmniej 100 tys. dolarów plus koszty sądowe – poinformowała lokalna telewizja KVUE.

Z kolei „Texas Tribune” zauważył, że przepisy zakładają bezkarność matki. Kary nie dotyczą również sytuacji, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie matki dziecka.

W ostatnich dniach prawną ochronę życia ludzkiego wzmocniły także takie amerykańskie stany jak: Idaho, Tennessee, czy Dakota Północna.

W 1973 r. Sąd Najwyższy USA w sposób wiążący uznał, że 14. Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych z 1868 r., w ramach ochrony prawa do wolności gwarantuje również prawo do aborcji, w związku z czym żaden stan nie może konstytucyjnie chronić życia w okresie prenatalnym przed osiągnięciem przez płód zdolności do przeżycia poza organizmem matki (ang. viability). Moment ten ustalono na koniec drugiego trymestru ciąży, w związku z czym poszczególne stany utraciły możliwość stanowienia prawa chroniącego życie dziecka poczętego np. w pierwszym trymestrze ciąży, nawet wtedy, gdy większość danego społeczeństwa popierała takie rozwiązanie.

Warto podkreślić, że wyrok z 1973 roku był oparty na kłamstwie. Opierał się o twierdzenie, że młoda kobieta, przedstawiana jako “Jane Roe”, została zgwałcona i nie mogła w Teksasie zabić swojego nienarodzonego dziecka. Jak po latach przyznała sama zainteresowana, która tak naprawdę nazywała się Norma McCorvey, było to kłamstwem. Założyła organizację „Roe No More” (nigdy więcej Roe). Próbowała przed sądem lokalnym i Sądem Najwyższym cofnąć decyzje, które zapadły w 1973 roku. W 2021 roku powstał film fabularny o orzeczeniu z 1973 roku, w Polsce dystrybuowany pod tytułem “Wyrok na niewinnych”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja, Do Rzeczy

Janusz Korwin-Mikke

Warszawa, 22.06.2022. Poseł Konfederacji Janusz Korwin-Mikke na sali obrad Sejmu w Warszawie. / Fot. PAP/Radek Pietruszka Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Chodzi o ogólnopolskie kanały państwowych nadawców. Zdarza się bowiem, że politycy Konfederacji są zapraszani do mediów lokalnych.
  • KRRiT i RMN zignorowały prośbę o interwencję w tej sprawie. Podobnie media państwowe nie chcą wyjaśniać powodów zaistniałej sytuacji.
  • Dlaczego? Próbowałem się tego wielokrotnie dowiedzieć, ale dziennikarze TVP i Polskiego Radia nie odbierają ode mnie telefonów. Zostaliśmy całkowicie zignorowani – poinformował rzecznik prasowy Konfederacji.
  • Zobacz także: Kłopoty Konfederacji. PKW odrzuca sprawozdania finansowe

“Chcą nas zamilczeć”

Jak potem zaznaczył, chodzi o ogólnopolskie kanały państwowych nadawców. Zdarza się bowiem, że politycy Konfederacji są zapraszani do mediów lokalnych, które jednak budzą niewielkie zainteresowanie.

W katowickim oddziale TVP jesteśmy od momentu, gdy weszliśmy jako Konfederacja do parlamentu. Ale to, że ktoś z nas pojawia się w regionalnym ośrodku, jest marginalnym wydarzeniem medialnym. Zasięg takiej stacji jest skromny. Program “Optyka polityka” jest nadawany raz w tygodniu i trwa 40 minut. Ja tam mam zaledwie kilka minut, by coś powiedzieć, bo więcej czasu dostają politycy PiS i innych opcji, którzy występują też w innych audycjach. Poza tym nie jesteśmy w ogóle zapraszani przez Polskie Radio Katowice. Chyba chcą nas zamilczeć – dodał.

Wśród polityków Konfederacji można się dopatrywać symptomów pewnego przyzwyczajenia do obecnej sytuacji.

Gdyby nas zaproszono w ostatnim czasie, to byłoby to wielkie święto i byśmy o tym wiedzieli. Gdy spytałem kolegów, kiedy ostatni raz ich zaproszono do mediów publicznych, mówili, że pół roku temu. Ale czy to było 15 lutego, nie wiem. Nie przywiązuję aż tak dużej wagi do konkretnej daty – powiedział Brzezina.

Czy można liczyć na interwencję stosownych organów, jak KRRiT czy RMN w tej sprawie? Takie postępowanie w oczywisty sposób mija się z misją mediów publicznych.

Kiedyś do nich pisaliśmy i nic nam nie odpisali, więc machnęliśmy na to ręką – wyjaśnił działacz Konfederacji.

“Zostaliśmy całkowicie zignorowani”

Do sprawy odniósł się też rzecznik formacji.

Liczba zaproszeń na początku roku pokazuje wyraźnie, w którym momencie zaczął się ban na Konfederację. To się zbiega w czasie z rozpoczęciem konfliktu na Ukrainie. Konfederacja prezentuje w tej sprawie nieco inną narrację niż pozostałe ugrupowania. Wyrażaliśmy swój sprzeciw wobec przyznawania przywilejów socjalnych dla uchodźców z Ukrainy. Podczas głosowania w Sejmie nad embargiem na węgiel z Rosji jako jedyni wstrzymaliśmy się od głosu. Mamy do tego prawo i nie powinniśmy z tego powodu być pomijani w zaproszeniach do mediów publicznych – podkreślił Tomasz Grabarczyk.

Co ciekawe, Grabarczyk jest przedstawicielem partii Wolnościowcy, która dosyć niedawno stała się kolejną częścią składową Konfederacji, a powstała na kanwie niezgody na prorosyjskie wypowiedzi polityków partii KORWiN, na czele z Januszem Korwin-Mikke. Trzeba jednak podkreślić, że media państwowe nie zapraszają ani jednych, ani drugich.

Zdajemy sobie sprawę, że lokalne stacje nie mają takiego zasięgu, jak media ogólnopolskie. Chodzi mi tu przede wszystkim o TVP Info, bo na innych antenach Telewizji Polskiej i tak się już wcześniej nie pojawialiśmy. Nie pamiętam, by choć raz polityk Konfederacji był w “Gościu Wiadomości”, bardzo popularnej audycji TVP. Byliśmy zapraszani do Polskiego Radia 24, ale od początku marca już nie jesteśmy. Dlaczego? Próbowałem się tego wielokrotnie dowiedzieć, ale dziennikarze TVP i Polskiego Radia nie odbierają ode mnie telefonów. Zostaliśmy całkowicie zignorowani – dodał Grabarczyk.

Kuriozalna odpowiedź

Polskie Radio nie odpowiedziało również na pytania portalu Wirtualne Media. Z kolei ze strony TVP pojawiła się odpowiedź, że “w serwisach informacyjnych TVP prezentowani są politycy Konfederacji i ich poglądy”, a “gośćmi programów informacyjnych i publicystycznych Telewizji Polskiej są przedstawiciele różnych partii politycznych, a ich obecność zależy od tematu prowadzonej dyskusji w studiu, formuły programu oraz atmosfery panującej wokół bieżących wydarzeń”. Najpewniej to wszystko przez atmosferę…

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wirtualne Media

Rafał Buca z kolegami

Rafał Buca z kolegami / Fot. Twitter

  • W reakcji na próby usunięcia nazwy ronda Romana Dmowskiego w Warszawie powstał Społeczny Komitet Upamiętnienia Romana Dmowskiego w Tczewie.
  • Jego przewodniczący, Rafał Buca, poinformował na Twitterze, że Rada Miasta Tczewa podjęła już ostateczną decyzję o nadaniu nazwy skwerowi.
  • Rafał Buca wspomniał, że działo się to przy “skowycie lewactwa”.
  • Zobacz też: Łopaty turbin wiatrowych mogą zostać poddane recyklingowi, by stać się… żelkami

Stowarzyszenie Młodzież Wszechpolska wnioskowało o nadanie skwerowi w Tczewie imienia Romana Dmowskiego. Rada Miasta Tczewa podjęła już ostateczną decyzję o nadaniu nazwy skwerowi.

Przewodniczący Społecznego Komitetu Upamiętnienia Romana Dmowskiego w Tczewie Rafał Buca poinformował na Twitterze:

Udało się, mamy to! Radni podjęli jedyną słuszną decyzję, i już wkrótce powstanie miejsce upamiętnienia ojca naszej niepodległości.

“Skowyt lewactwa”

Rafał Buca wspomniał, że działo się to przy “skowycie lewactwa”.

Lokalni działacze lewicy zjawili się, żeby krzyczeć o faszyzmie, na szczęście nikt ich nie słuchał.

Inicjatywa ta powstała w reakcji na próby usunięcia nazwy ronda Romana Dmowskiego w Warszawie. Próby te zakończyły się porażką.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter