Otwarcie II linii metra na Bródnie / Fot. PAP/Rafał Guz. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Warszawskie metro będzie liczyć sobie 39 stacji.
Jego długość to 41,5 km.
To więcej niż metro w innych stolicach, choć dużo od nich młodsze.
Jeśli chodzi o długość, warszawskie metro pobiło to w Brukseli, Mińsku, Kopenhadze czy Budapeszcie. We wtorek 27 września przed południem prezydent Warszawy poinformował, że uzyskano pozwolenia dotyczące trzech nowych stacji metra.
Warszawskie metro. Nowe stacje
Warszawskie metro będzie liczyć sobie 39 stacji. Trzy nowe stacje to Zacisze (176 m), Kondratowicza (314 m) oraz Bródno (697,5 m). Prezydent miasta Rafał Trzaskowski ogłosił:
Mieszkańcy Bródna będą mogli dojeżdżać metrem do centrum w 20 minut, tak jak ja z Kabat.
Warszawskie metro będzie kursowało co 2 minuty i 50 sekund.
Warszawskie metro ma długość, która wynosi 41,5 km. To więcej niż to w Budapeszcie (39,7 km), metro brukselskie (39,9 km), czy metro w Mińsku (40,8 km). Jednocześnie jest dużo od nich młodsze.
Witold Urbanowicz mówi, że o sukcesie metra nie decyduje tylko jego długość. Niektórzy internauci uważają, że warszawskie metro jest mało rozwinięte. Jeden użytkownik Twittera pisze, iż nie tworzy sprawnego systemu transportu miejskiego.
Nie dociera do wielu dzielnic, nie za bardzo zintegrowane jest z innym transportem.
Rosyjskie wojsko ma wysyłać nowo przyjętych poborowych prosto na front, z niewielkim lub żadnym przeszkoleniem. Poinformował o tym ukraiński Sztab Generalny na swoich portalach społecznościowych. Wedle pojawiających się informacji zmobilizowani mężczyźni są natychmiast wysyłani na pole walki, gdzie uzupełniają jednostki, które poniosły straty.
Media obiegają filmy, na których mężczyźni mówią o mobilizacji. Zostają wysyłani na front bez wystarczającego szkolenia, bez teorii, czasem nawet bez praktyki strzeleckiej. Zmniejsza to poziom morale wśród rosyjskich żołnierzy.
“Partly Mobilisation” for “the special military operation” seems to be going to plan.
Rozkazy poboru wychodzą także na tereny okupowane przez Rosję, np. w krymskim Sewastopolu miało zostać zmobilizowanych do 1000 poborowych. Niezależne rosyjskie media Mediazona opublikowały historię Rosjanki z Lipiecka, której mąż miał otrzymać nakaz poboru we wczesnych godzinach 22 września. Tego samego dnia został przewieziony do ośrodka szkoleniowego w Biełgorodzie w Rosji. 25 września był już wysłany na front. Według jego żony nie przeprowadzono badań lekarskich.
The wife of a 45-year-old man from the Russian city of Lipetsk says he is being sent to the front in Ukraine after *A SINGLE DAY* of training following his mobilisation earlier this week https://t.co/HhA5QpfZvJ
Od lat toczą się dyskusje nad tym, czy obwód kaliningradzki nie powinien uzyskać większej niezależności od Rosji. Jak jednak uważa litewski publicysta, sama przynależność regionu do Rosji jest wątpliwa.
Kwestia zachodniej granicy Związku Radzieckiego miała być ostatecznie rozstrzygnięta w traktacie pokojowym między aliantami na konferencji pokojowej zwołanej przez USA, Wielką Brytanię i Związek Radziecki w celu ostatecznego ustalenia statusu tej enklawy. Ale nie doszło do tego – napisał Česlovas Iškauskas w swoim felietonie na łamach portalu voruta.lt.
Ostateczne rozstrzygnięcie kwestii Kalinigradu miała zablokować zimna wojna.
W ten sposób północna trzecia część Prus Wschodnich znalazła się pod administracją ZSRR, co miało obowiązywać do czasu, gdy konferencja pokojowa postanowi w tej sprawie. Ponieważ Moskwa miała interes w tym, by tak się nie stało (Stalin powiedział Zachodowi, że wszyscy Niemcy uciekli z Królewca, więc nie ma potrzeby przywracania Prus), 50-letni okres administrowania został zamieniony na arbitralne włączenie tych ziem przez ZSRR raz na zawsze. Zachód był na to obojętny, konferencja nie odbyła się, bo rozpoczęła się zimna wojna… – wskazał Iškauskas.
Już kilkanaście lat temu politolog Raimondas Lopata zakwestionował moc prawną decyzji poczdamskich w stosunku do obwodu kaliningradzkiego. Za taką tezą ma optować także część historyków. Česlovas Iškauskas, pomimo przywołanych faktów, nie wierzy w możliwość podważenia statusu obwodu kaliningradzkiego.
W ostatnich dniach odnotowano wyciek gazu w gazociągach Nord Stream 1 i 2 na Morzu Bałtyckim, które transportowały lub miały transportować rosyjski gaz do Niemiec. Następnie zarówno duńskie, jak i szwedzkie służby monitorujące stwierdziły, że zarejestrowały eksplozje w miejscach wycieku. Bjorn Lund, sejsmolog i wykładowca w szwedzkiej Narodowej Sieci Sejsmicznej SNSNm, powiedział:
Nie ma wątpliwości, że były to eksplozje.
Nord Stream 1 do niedawna transportował gaz z Rosji, ale Rosjanie według pojawiających się informacji wstrzymali jego przepływ z powodu problemów z turbiną. Gazociągowi Nord Stream 2 stanowczo sprzeciwiali się Amerykanie i choć został ukończony, to na ich nalegania nie został oddany do użytku.
Teorie
Jak podaje gazeta Bild, obecnie dyskutowane są dwa scenariusze, jak mogło dojść do ataku na rurociągi. Według pierwszego, wojskowi nurkowie mogli podłożyć ładunki wybuchowe na rurociągu. Anders Puck Nielsen, badacz z Królewskiego Duńskiego Uniwersytetu Obrony w Kopenhadze, powiedział The Sun, że “technicznie nie jest to trudne”. Wymaga to tylko łodzi i kilku nurków, którzy wiedzą, jak obchodzić się z ładunkami wybuchowymi.
Guardian powołuje się na brytyjskie źródła wojskowe, które twierdzą, że okręt podwodny nie nadaje się do takiej misji. Dzieje się tak dlatego, że Bałtyk w tych miejscach nie ma wystarczającej głębokości, rzadko przekracza 100 metrów. Okręty podwodne byłyby tu łatwe do wykrycia.
Bardziej prawdopodobna jest możliwość, że ładunki wybuchowe mogły zostać podłożone przez wojskowych nurków z okrętu “przebranego” za statek handlowy kilka dni lub tygodni temu.
Drugi scenariusz zakłada, że materiały wybuchowe zostały podłożone przez podwodne drony. Kenneth Øhlenschlæger Buhl z Wydziału Strategii i Nauki o Wojnie w Norweskiej Akademii Obrony w Oslo orzekł:
Takie drony są sterowane zdalnie. Spadają w dół i lokalizują dokładnie miejsce, w którym znajduje się rurociąg. Następnie umieszczają na nim lub obok niego bombę, znikają, a potem bum.
W tym przypadku można sobie wyobrazić, że materiał wybuchowy został tam “zaparkowany” już dawno temu.
Jedyną rzeczą, która ogranicza drony, jest żywotność baterii.
Duński “minister energii i środowiska” Dan Jörgensen powiedział, że gaz będzie wyciekał przez co najmniej tydzień, dopóki rurociągi między Rosją a Niemcami nie zostaną całkowicie opróżnione, dopiero wtedy będzie można dokładniej zbadać uszkodzone miejsca.
Władimir Putin podczas wiecu poparcia dla wojny / Fot. PAP/EPA/RAMIL SITDIKOV / SPUTNIK POOL
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Choć mobilizacja ma dotyczyć 300 tysięcy Rosjan, od czasu jej ogłoszenia – jak podaje “Nowa Gazeta” – z kraju uciekło ponad 260 tys. mężczyzn.
Lukáš Visingr twierdzi, że uciekają głównie ludzie bardziej wykształceni i nastąpi kolejny “drenaż mózgów”.
Wg rosyjskiego analityka Władysława Inozemcewa tegoroczna zima będzie oznaczała koniec dla rosyjskiej gospodarki.
Ogłoszenie przez Rosję po raz pierwszy od II wojny światowej mobilizacji wywołało widoczną panikę, chaos i opór w kraju. Opór społeczny jest szczególnie silny w biednych regionach zamieszkanych przez mniejszości etniczne, takich jak Dagestan. Podczas gdy część ekspertów jest bardziej powściągliwa w swoich ocenach, niektórzy zaczynają już mówić o ostatecznym “gwoździu do trumny” dla rządów Władimira Putina. Rosyjscy eksperci kalkulują, jaką cenę pociągnie za sobą mobilizacja. I według niektórych może to być najwyższa cena dla Kremla, a więc i dla rosyjskiej gospodarki.
Wpływ mobilizacji na gospodarkę
Mobilizacja miała też natychmiastowy wpływ na gospodarkę. Rosyjskie akcje gwałtownie spadły w poniedziałek, a główny indeks do rana stracił aż 12%. Analityk Jiří Tyleček skomentował sytuację następująco:
Inwestorzy obawiają się, że skutki ostatnich wydarzeń cofną Rosję o kilka dekad. Partnerzy odwrócili się od kraju. Światowe mocarstwa chcą szybkiego zakończenia konfliktu. Wpływy Rosji maleją.
Zdaniem rosyjskiego ekonomisty i analityka politycznego Władysława Inozemcewa, tegoroczna zima będzie oznaczała koniec dla rosyjskiej gospodarki. Moskwa nadal stara się nieproporcjonalnie rekrutować ludzi z biedniejszych regionów, co doprowadzi do ich jeszcze większego upadku. Jednak w większych miastach rekrutacja już się rozpoczęła.
Mobilizacja doprowadzi więc – jak twierdzi – nie tylko do ucieczki setek tysięcy ludzi za granicę, ale nawet do czterech milionów osób w wieku produkcyjnym pracujących w dużych miastach na stanowiskach, które niełatwo zastąpić, a które wolą na jakiś czas “zniknąć” z rynku pracy. Oprócz ukrywania swojego miejsca zamieszkania, będą starali się również odejść z miejsc pracy, w których mogą zostać złapani przez pobór. Przejście na gospodarkę wojenną, jego zdaniem, doprowadzi do wzrostu korupcji i zatopienia pieniędzy w budżecie wojskowym, czyli sytuacji, która doprowadzi do spadku poziomu życia nawet o 7% do końca roku, do znacznie większego spadku PKB, a skutki mobilizacji mogą kosztować rosyjską gospodarkę więcej w ciągu najbliższych trzech do pięciu miesięcy niż sama wojna.
Koszt mobilizacji
Koszt samej mobilizacji, nawet tylko pensji czy wyposażenia dla ewentualnych 300 tys. nowych żołnierzy, został podany np. przez rosyjski dziennik “The Moscow Times” jako przekraczający o dwie trzecie oficjalny miesięczny budżet obronny (ale podany według stanu z ubiegłego roku). Lukáš Visingr twierdzi, że głównym problemem jest utrata znacznej liczby osób z gospodarki i efekt kumulacyjny, wraz z sankcjami czy oporem mobilizacyjnym w niestabilnych częściach Rosji.
Już firmy się skarżą, a nie ma nikogo, kto by im zrekompensował koszty.
Dodał, że z Rosji uciekają głównie ludzie bardziej wykształceni, zamożniejsi, często z branż usługowych lub zajmujących się technologiami o dużej wartości i nastąpi kolejny “drenaż mózgów”. Ma to negatywny wpływ na demografię, bo odchodzi młodsze pokolenie.
Według niego efekt mobilizacji, wraz z innymi skutkami sankcji, które teraz często pozostają niezauważone, jak np. poważne problemy z funkcjonowaniem transportu kolejowego, będzie odczuwalny w ciągu kilku miesięcy.
Sieci społecznościowe zostały w ostatnich dniach zalane zdjęciami długich kolejek na rosyjskich przejściach granicznych i zatłoczonych lotnisk. Opozycyjna rosyjska “Nowa Gazeta” napisała, powołując się na źródło w Kremlu, że od czasu ogłoszenia częściowej mobilizacji z Rosji uciekło ponad 260 tys. mężczyzn.
Mateusz Morawiecki / Fot. PAP/Radek Pietruszka
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
30 września w piątek ma się odbyć głosowanie nad tym, czy polski premier Mateusz Morawiecki pozostanie na czele rządu.
Według nieoficjalnych informacji, w przypadku odwołania Morawieckiego, szefem polskiego rządu mogłaby zostać obecna marszałek Sejmu Elżbieta Witek.
Przeciwnicy premiera mogliby usunąć Michała Dworczyka ze stanowiska szefa gabinetu.
W ostatni dzień września, piątek, ma się odbyć głosowanie, czy polski premier Mateusz Morawiecki pozostanie na czele rządu. O kryzysie w gabinecie i ostrych sporach w rządzącej partii wokół tematu energetyki rozpisują się rodzime media.
Po doniesieniach medialnych o starciu na spotkaniu PiS między premierem Morawieckim a wicepremierem Jackiem Sasinem, nie ustają spekulacje o możliwych zmianach w rządzie. We wtorek Radio ZET poinformowało o piątkowym posiedzeniu komitetu politycznego PiS, który ma głosować nad tym, czy Morawiecki pozostanie premierem.
Witek, Dworczyk
Według nieoficjalnych informacji, w przypadku odwołania Morawieckiego, szefem polskiego rządu zostanie Elżbieta Witek, obecna marszałek Sejmu. Radio twierdzi też, że wojnę w partii można chyba na razie rozwiązać kompromisem. Przeciwnicy premiera mogliby usunąć Michała Dworczyka jako szefa gabinetu. Ma być odpowiedzialny za wycieki rządowych maili.
Powodem sporu są wedle pojawiających się informacji problemy z zakupem węgla i wysokie ceny energii. Wojna w PiS trwa już od dłuższego czasu. Premier chciał pozbyć się wicepremiera na początku wakacji, ale nie udało mu się to i na początku września role się odwróciły. Sasin twierdzi, że Morawiecki nie rozwiązuje problemów, tylko je tworzy.
Krzysztof Łapiński, były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, powiedział:
Widzimy, że jest pewna grupa polityków PiS, która chciałaby zmian na stanowisku premiera. Osobą, która zdecyduje, czy tak będzie, jest Jarosław Kaczyński. Jako lider partii ma taką pozycję, że może zdecydować, czy Morawiecki zostanie i swoją decyzję zakomunikować tak, że partia ją będzie musiała zaakceptować.
Rana Monetarna Narodowego Banku Węgier podniosła we wtorek podstawową stopę procentową o niespodziewane 125 punktów bazowych do 13%, czyli do najwyższego poziomu od 22 lat. Prezes banku centralnego powiedział, że jest to ostatnia z 16-miesięcznego ciągu podwyżek podstawowej stopy procentowej.
Zakończyliśmy cykl podwyżek stóp procentowych, który rozpoczął się 16 miesięcy temu, ale zacieśnianie polityki pieniężnej będzie kontynuowane.
“Walka z inflacją trwa”
Powiedział, że walka z inflacją nie jest zakończona i że bank będzie ją kontynuował. Spowolnić ma w przyszłym roku, osiągając krawędź pasma tolerancji banku (tj. 3-5%) do 2024 roku. Dodał, że dekada lat 2020 przypomina dekadę lat 70-tych, z niskim wzrostem, wysoką inflacją i niespodziewanymi wstrząsami.
Oczekuje się, że stopa inflacji wyniesie od 13 do 14,5% w tym roku i od 12 do 14% w przyszłym. Wzrost gospodarczy wyniesie między 3 a 4% w roku 2022 i między 0,5 a 1,5% w 2023 według wiceprezesa Barnabása Virága, ale nawet ta niewielka prognoza wzrostu może się nie zmaterializować z powodu ryzyka spadkowego.
2022 rok przyniósł rekord populacji Niemiec od czasu zjednoczenia w 1990 roku.
Głównym powodem wzrostu jest przyjęcie około 750 000 ukraińskich imigrantów.
Podobny poziom wzrostu odnotowano w Niemczech w ostatnim czasie tylko w 2015 roku, po tym jak Angela Merkel zaprosiła do kraju ponad milion osób w ciągu jednego roku.
Ilość ludności Niemiec po raz pierwszy przekroczyła 84 mln osób po najwyższym dwuletnim wzroście od czasu zjednoczenia. Niemiecki urząd statystyczny potwierdził, że na dzień 30 czerwca 2022 roku w Niemczech mieszkało o 843 tys. osób więcej niż na koniec ubiegłego roku, co oznacza wzrost o 1 procent.
Liczba mieszkańców wzrosła we wszystkich krajach związkowych, ale szczególnie duży wzrost odnotowano w Berlinie, o 1,3 procent, a następnie w Bawarii i Hesji, w obu przypadkach o 1,2 procent. Podobny poziom wzrostu odnotowano w Niemczech w ostatnim czasie tylko w 2015 roku, po decyzji ówczesnej kanclerz Angeli Merkel o zaproszeniu do Niemiec ponad 1 mln osób w ciągu jednego roku w czasie tzw. kryzysu migracyjnego.
Ukraińcy podbili dane
Dla porównania: w całym 2021 roku liczba ludzi wzrosła o 82 tys. osób, czyli 0,1 procent. Głównym powodem wzrostu jest przyjęcie około 750 000 ukraińskich imigrantów; jednak nawet pomijając tę liczbę, zwyżka w ciągu ostatnich sześciu miesięcy jest nadal większa niż w całym 2021 roku.
Liczba kobiet i dziewcząt mieszkających w Niemczech wzrosła w omawianym okresie o 526 000, czyli 1,2 procent, natomiast liczba mężczyzn i chłopców wzrosła o 317 000, czyli 0,8 procent. Dane te odzwierciedlają w pewnym stopniu demografię osób opuszczających Ukrainę, przy czym oczekuje się, że mężczyźni pozostaną z tyłu i będą przeciwdziałać rosyjskiej inwazji.
Różnica między zgonami i urodzeniami w kraju w pierwszej połowie 2022 r. miała coś w rodzaju efektu przeciwnego – 161 000 więcej zgonów niż urodzeń w tym okresie.
Pomimo porozumienia o zawieszeniu broni, 28 września, około godziny 18:00, armeńskie jednostki sił zbrojnych, używające broni różnego kalibru, poddały ostrzałowi pozycje armii azerbejdżańskiej, stacjonujące w kierunku Alagolar w regionie Kəlbəcər
– przekazało ministerstwo obrony Azerbejdżanu.
BREAKING:
On September 28, starting at 18:00, units of the Azerbaijani Armed Forces opened fire on Armenian-Azerbaijani border positions using mortars and large-caliber small arms.
Jak dodano, w wyniku ostrzału został ranny żołnierz armii azerbejdżańskiej Isgandarov Nijat Hidayat. Żołnierz otrzymuje niezbędną pomoc medyczną.
Stacjonujące w tym rejonie jednostki armii Azerbejdżanu podjęły odpowiednie działania odwetowe. Oświadczamy, że cała odpowiedzialność za incydent spada na armeńskie kierownictwo wojskowo-polityczne, które celowo eskaluje sytuację
– podano dalej.
Ormianie twierdzą, że siły azerbejdżańskie prowadzą ostrzał okolic miasta Dżermuk. Co prawda w pierwszym z wpisów czytamy, że Azerowie prowadzili ogień w stronę miasta Dżermuk, ale w kolejnym mowa jest, iż wymiana ognia między siłami armeńskimi i azerbejdżańskimi wciąż trwa.
Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł / Fot. PAP. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W środę wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł zaprezentował ustawę lex Wiśniewski.
Resort sprawiedliwości pragnie ukrócić patologiczną wręcz sytuację na rynku mieszkaniowym.
Projekt ustawy zakłada m.in. zakaz działalności deweloperskiej Towarzystwom Budownictwa Społecznego.
Ustawa ma również na celu likwidację korupcji w postaci przekazywania mieszkań lokalnym politykom, urzędnikom i samorządowcom.
Propozycję zmian w ustawie o mieszkalnictwie społecznym lex Wiśniewski zaprezentowali wiceminister sprawiedliwości, Marcin Warchoł, oraz europoseł Patryk Jaki. Nazwa projektu pochodzi od nazwiska prezydenta Opola, który przyznał sobie dwa mieszkania komunalne mimo posiadania nieruchomości.
Budownictwo społeczne bez patologii – to nowa inicjatywa Ministerstwa Sprawiedliwości dzięki inspiracji europosła Patryka Jakiego. Nieruchomości zbudowane dzięki pieniądzom publicznym nie mogą trafiać w ręce lokalnych polityków, samorządowców i urzędników
– poinformowała wiceminister sprawiedliwości.
Wiceminister @marcinwarchol: Budownictwo społeczne bez patologii – to nowa inicjatywa @MS_GOV_PL dzięki inspiracji europosła @PatrykJaki. Nieruchomości zbudowane dzięki pieniądzom publicznym nie mogą trafiać w ręce lokalnych polityków, samorządowców i urzędników. pic.twitter.com/BPEfveiZ2i
Zaproponowane przepisy to odpowiedź na pojawiające się patologie. Chodzi o sytuacje, w których lokalni politycy zarabiają na mieszkaniach budowanych przez gminy i spółki komunalne, a które to powinny służyć najbiedniejszym.
O tym, co ma się zmienić, mówił wiceminister Marcin Warchoł. Ministerstwo zakaże m.in. zakażę prowadzenia działalności deweloperskiej przez inicjatywy TBS – Towarzystwa Budownictwa Społecznego.
Chodzi o trzy kwestie. Po pierwsze, wprowadzamy katalog osób premiowanych. Po drugie, wprowadzamy katalog wyłączeń. Po trzecie, zakazujemy prowadzenia działalności deweloperskiej przez inicjatywy TBS, które znane są obecnie jako SIM. Ustawa z pewnością pomoże czekającym na mieszkania, a przypomnę, że kolejka jest znaczna
– wyjaśnił Marcin Warchoł.
Wiceminister @marcinwarchol: Zakazujemy prowadzenia działalności deweloperskiej przez TBS-y. Nie służą one maksymalizacji zysku, robieniu biznesu, ale służą pomaganiu ludziom, i tak należy to określić. pic.twitter.com/ZEAPS6kjpI
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na przyznanie mieszkania komunalnego czeka obecnie 129 tysięcy gospodarstw domowych. Wiceminister Marcin Warchoł zapowiedział, że ustawa o mieszkalnictwie społecznym ,lex Wiśniewski trafi do wykazu prac rady ministrów. Będzie to projekt rządowy.