Wszystko wskazuje na to, że prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński będzie w rządzie, jako wicepremier; będzie mu podlegał resort sprawiedliwości – oświadczył w czwartek szef klubu PiS Ryszard Terlecki.
Szef klubu PiS pytany przez dziennikarzy o nieoficjalne doniesienia PAP, że Kaczyński ma wejść rządu odparł: ,,Wszystko na to wskazuje, że będzie“.
Dopytywany dodał, że w randze wicepremiera. Pytany, czy Kaczyński stanie na czele komitetu ds. bezpieczeństwa odpowiedział, że ,,taki rzeczywiście jest plan”. Terlecki poinformował, że Kaczyńskiemu będzie bezpośrednio podlegać ministerstwo sprawiedliwości (https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C722885%2Cterlecki-wszystko-wskazuje-na-ze-jaroslaw-kaczynski-bedzie-w-rzadzie-jako).
,,Skład rządu zostanie ogłoszony oczywiście w odpowiednim trybie. Dziś albo jutro spotka się jeszcze kierownictwo partii i zatwierdzi ostatecznie kształt koalicji. Wtedy zostanie już tylko jeden krok do skonstruowania rządu po rekonstrukcji” – powiedział Terlecki dziennikarzom w Sejmie.
Po raz trzeci w ciągu sześciu dni zanotowano we Francji w środę powyżej 13 tysięcy nowych zakażeń koronawirusem; w ostatniej dobie wykryto ich 13 072. Łącznie od wybuchu pandemii zakażonych zostało 481 141 osób – poinformowało francuskie ministerstwo zdrowia.
W ciągu ostatnich 24 godzin na Covid-19 zmarły w szpitalach i domach opieki 43 osoby; łącznie do tej pory z powodu Covid-19 życie straciło 31 459 osób.
Obecnie hospitalizowanych jest “prawie 6 tysięcy zakażonych, z których 100 znajduje się na reanimacji” – podał resort zdrowia.
W związku z pogarszającą się sytuacją epidemiczną francuski rząd ogłosił w środę nowe restrykcje – zamknięto całkowicie bary i restauracje w Marsylii, a 11 metropolii, w tym Paryż, postawiono w stan podwyższonej gotowości.
Ze względu na niepokojące rozprzestrzenianie się koronawirusa metropolia Aix-Marsylia na południowym wschodzie i Gwadelupa na Karaibach zostały umieszczone w “strefie maksymalnego alertu” – poinformował francuski minister zdrowia Olivier Veran podczas konferencji prasowej.
Ten poziom alertu, poprzedzający stan zagrożenia zdrowia, prowadzi do całkowitego zamknięcia barów i restauracji, czego obawia się sektor już bardzo osłabiony przez koronawirusa wiosną. Oprócz tego w jedenastu innych metropoliach, w tym w Paryżu, nakazano zamknięcie barów o godzinie 22, a także ograniczono zgromadzenia do 1000 osób, wobec 5000 obecnie.
“Sytuacja stale się pogarsza” – ostrzegł minister Veran. Wszystkie wskaźniki w związku z epidemią od wielu dni są we Francji coraz gorsze.
“Jest jeszcze czas na działanie, podejmowane przez nas środki mają na celu wyrwanie się z tej trajektorii” – powiedział, wzywając Francuzów do przestrzegania dystansu społecznego i powstrzymania się od organizowania licznych spotkań na kolacji z rodziną lub przyjaciółmi.
W środę wieczorem doszło do kolejnego spotkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z szefem Solidarnej Polski Zbigniewem Ziobro – poinformowały media. Wcześniej tego dnia odbyło się spotkanie kierownictwa PiS, a także posiedzenie zarządu Solidarnej Polski.
Po zakończeniu spotkania kierownictwa PiS rzeczniczka partii Anita Czerwińska powiedziała PAP, że “piłka jest cały czas po stronie Solidarnej Polski i wszystko zależy od ich decyzji”. “Prawo i Sprawiedliwość jest gotowe na wszelkie scenariusze, zależy nam na współpracy, by móc realizować program, ale musi to być współpraca konstruktywna” – zaznaczyła (https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C722696%2Codbylo-sie-kolejne-spotkanie-kaczynskiego-z-ziobra.html).
Z kolei po zakończeniu posiedzenia zarządu SP poseł Jan Kanthak poinformował, że Zbigniew Ziobro ma upoważnienie “do dalszych rozmów w sprawie zasad współpracy przy realizacji naszego wspólnego programu Zjednoczonej Prawicy”.
Wieczorem, jak poinformowały TVN24 i Polsat News, doszło do spotkania Kaczyńskiego z Ziobro. Pierwsze ich spotkanie ws. dalszych losów Zjednoczonej Prawicy odbyło się w poniedziałek. Po tamtym spotkaniu rzecznika PiS przekazała, że Kaczyński przedstawił wówczas warunki dalszego trwania koalicji.
Sytuacja, w której byli UB-ecy mają korzystać z przywilejów i profitów wynikających z ich działalności w organizacji przestępczej, to jest skandal – ocenił w środę minister w kancelarii premiera, były szef Urzędu Ochrony Państwa Piotr Naimski.
16 września Izba Pracy Sądu Najwyższego w uchwale ws. emerytur byłych funkcjonariuszy służb PRL orzekła, że kryterium służby na rzecz totalitarnego państwa powinno być oceniane na podstawie wszystkich okoliczności sprawy, w tym także na podstawie indywidualnych czynów i ich weryfikacji pod kątem naruszenia podstawowych praw i wolności człowieka.
“To jest jeden ze skandali, które obciążają po prostu 30 lat Polski po 89 roku. Sytuacja, w której byli UB-ecy mają korzystać z przywilejów i profitów wynikających z ich działalności w organizacji przestępczej przecież, to jest skandal” – powiedział w Telewizji Republika Naimski.
“Te orzeczenia, które w tej chwili są w tej sprawie podejmowane, mam nadzieję, że one nie zostaną utrzymane” – dodał.
,,My ciągle nie jesteśmy w normalności”
Odnosząc się do tego, że przez wiele lat nie można było uzyskać m.in. akt milicjantów z Radomia, tych którzy byli np. odpowiedzialni za ścieżki zdrowia powiedział: “to jest kwestia tych zaszłości czy braku dokonań w tym, co historycy już w tej chwili nazywają procesem transformacji od komunizmu do normalności”. Ocenił, że “my ciągle nie jesteśmy w normalności, jak się okazuje po 30 latach, dlatego że te orzeczenia chroniące ubeków to nie jest normalność polska”.
Zgodnie z tzw. ustawą dezubekizacyjną, czyli nowelizacją przepisów o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji i innych służb, która zaczęła obowiązywać w październiku 2017 r., emerytury i renty byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie mogą być wyższe od średniego świadczenia wypłacanego przez ZUS: emerytura – 2,1 tys. zł (brutto), renta – 1,5 tys. zł, renta rodzinna – 1,7 tys. zł.
Na mocy tych przepisów obniżono emerytury i renty za okres “służby na rzecz totalitarnego państwa” od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. (w połowie 1990 r. powstał UOP). W konsekwencji obniżono renty i emerytury prawie 39 tys. byłym funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa PRL.
Dzisiaj w Mińsku odbyła się inauguracja na kolejną kadencję Prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Podczas zamkniętego dla lokalnej społeczności spowodowanego trwającymi od sierpnia manifestacjami, zaprzysiężenia białoruski przywódca w mocnym tonie sprzeciwił się tęczowej rewolucji.
W środę w godzinach porannych odbyła się zamknięta oraz niezapowiedziana inauguracja Prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Z powodu trwających od sierpnia manifestacji jego administracja zdecydowała się nie zapraszać gości oraz przeprowadzić ją w zamkniętym gronie osób.
Już podczas pierwszej mowy po zaprzysiężeniu na kolejną kadencję, białoruski przywódca podkreślił, że jego kraj stawił czoła tęczowej rewolucji – “Naszej państwowości rzucono bezprecedensowe wyzwanie – zrealizowanych niejednokrotnie technologii zniszczenia niepodległych państw. Znaleźliśmy się jednak wśród nielicznych, a może jesteśmy jedynymi, gdzie “kolorowa rewolucja” nie doszła do skutku. I jest to wybór Białorusinów, którzy nie chcą w żadnym wypadku stracić swojego państwa” – podaje agencja BiełTA.
“Dzień inauguracji prezydenta to dzień naszego wspólnego zwycięstwa, zdecydowanego i historycznego. Nie wybieraliśmy po prostu prezydenta – broniliśmy naszych wartości, naszego życia w pokoju, suwerenności i niepodległości” – kontynuował Łukaszenka stawiając siebie w roli obrońcy suwerenności Białorusi.
O samej inauguracji Białorusini oraz międzynarodowa społeczność dowiedziała się już po jej odbyciu. Od 9 sierpnia na Białorusi trwają protesty przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów, w których według oficjalnych wyników zwyciężył Łukaszenka, zdobywając 80,1 proc.
W niemieckim Kościele Katolickim trwa kryzys wiary. W czwartek w Fuldzie odbędzie się spotkanie biskupów, na którym omawiana będzie reforma organizacyjna diecezji. Z powodu malejącej liczby powołań kapłańskich zostanie w Niemczech diametralnie zmniejszona liczba parafii.
Przez kryzys wiary oraz powołań przechodzi obecnie niemiecki Kościół Katolicki. Tamtejszy Episkopat od dłuższego czasu szuka rozwiązania na coraz większe problemy związane z brakiem aktywnych księży, zdolnych do zarządzania parafią. Kolejnym tematem czwartkowego zgromadzenia biskupów będą zmniejszone przychody z ofiar pozostawianych przez wiernych w trakcie Mszy Świętej.
Dobrym przykładem skali problemu w niemieckim Kościele może być obecnie najliczniejsza pod względem parafii Archidiecezja Kolońska. W planach jest bowiem stopniowa reorganizacja w diecezji. Do 2030 roku zmniejszona zostanie liczba parafii z 500 do 50 za sprawą połączenia ze sobą kilku-kilkunastu parafii w jedną.
“W lipcu Watykan wyraził swoją opinię na temat reform w niemieckim kościele, wywołując niemałą irytację wielu biskupów. Kongregacja ds. Duchowieństwa podkreśliła wyraźnie: parafie muszą być prowadzone przez księży – zawsze. To jasne odrzucenie koncepcji, by prowadziły je zespoły równouprawnionych duchownych i świeckich. Tymczasem liczba księży maleje, parafie powiększają się. Administracja to jedno, a duszpasterstwo – drugie” – podaje dziennik Deutsche Welle.
Diecezja w Trewirze najdłużej pracuje nad reformą strukturalną. Jej projekt w roku 2019 został odrzucony przez Watykan. Zakładał utworzenie 35 dużych parafii w miejsce 887 mniejszych. Te nowe miałyby być zarządzane przez zespoły duchownych i świeckich. Po odrzuceniu koncepcji przez Watykan powstał pomysł utworzenia 172 związków – każde pod kierownictwem księdza. Diecezja moguncka chce do 2030 roku utworzyć 50 parafii w miejsce 134.
Wśród niemieckich wiernych narasta frustracja związana z tak ogromną zmianą w strukturze ich Kościoła Katolickiego. W ostatnim czasie powstaje wiele wspólnot parafialnych, które mocno angażują się w życie swojej parafii. Wielu z nich deklaruje, że odbije się to na życiu Kościoła i lokalnych społeczności – “Jeśli będzie trzeba jechać 50 km do kościoła, to nie ma przyszłości” – stwierdziła Susanne Ludewig z katolickiej organizacji “My jesteśmy Kościołem”.
Michał Kołodziejczak / Fot. YouTube/Media Narodowe
Lider AgroUnii Michał Kołodziejczak zaprosił przedstawicieli mediów na konferencję prasową pod gmachem Sejmu. Z tej okazji zorganizowano również happening, który miał zwrócić uwagę na bunt rolników i hodowców wobec ustawy o ochronie zwierząt. Ustawiono 356 głów kapusty mających symbolizować posłów popierających likwidację branży futerkowej.
“Te kapusty symbolizują puste łby posłów, którzy poparli ustawę, którą wymyślił sobie Jarosław Kaczyński, by prowadzić swoją grę polityczną prowadzącą do upadku polskiego rolnictwa” – powiedział na konferencji prasowej Michał Kołodziejczak.
Lider AgroUnii uważa, iż ustawa o ochronie zwierząt mocno uderzy w polskie rolnictwo – “Piątka dla zwierząt to cios w polskie rolnictwo. To jest zamykanie hodowli oraz innych dziedzin rolnictwa” – ocenił.
‚Kapusta głowa pusta’ Główki kapusty symbolizują puste łby posłów popierających likwidacje rolnictwa w Polsce. pic.twitter.com/QehI9WjIL5
Jego zdaniem taki rodzaj przekazu trafia do człowieka, a zwłaszcza do młodego pokolenia. Pragnie również zaznaczyć, iż użyte do happeningu kapusty zostaną przekazane jako pokarm dla słoni w warszawskim ZOO.
Ustawę autorstwa Prawa i Sprawiedliwości poparli posłowie z Platformy Obywatelskiej i Lewicy. Posłowie wywodzący się z Solidarnej Polski zagłosowali przeciwko projektowi Jarosława Kaczyńskiego. Jedynie Konfederacja oraz PSL-Kukiz’15 mocno sprzeciwili się likwidacji polskiej branży futerkowej.
W Sztokholmie znów rośnie liczba zakażeń koronawirusem – poinformowały we wtorek władze regionu, obejmującego stolicę Szwecji. Główny epidemiolog kraju nie wyklucza wprowadzenia dodatkowych obostrzeń.
Wiosną Sztokholm był jednym z najbardziej dotkniętych pandemią miast Europy, od lata sytuacja systematycznie się poprawiała.
“Trend spadkowy, zgodnie z którym coraz mniej mieszkańców Sztokholmu jest zakażonych koronawirusem, został przełamany. Jeśli krzywa nadal będzie rosła, istnieje ryzyko, że sytuacja stanie się poważna” – powiedział dyrektor ds. opieki zdrowotnej regionu Sztokholmu Bjoern Eriksson.
Według niego mają miejsce “niepokojące oznaki nasilania się infekcji”. – Na razie jest to niski poziom, ale trend jest rosnący – uściślił Eriksson.
W ubiegłym tygodniu pozytywny wynik potwierdzono u 2,2 proc. testowanych mieszkańców Sztokholmu i okolic, dwa tygodnie temu wskaźnik ten wynosił 1,1 proc.
Z danych Urzędu Zdrowia Publicznego wynika, że w minionym tygodniu odnotowano w Sztokholmie 305 nowych przypadków zakażeń koronawirusem. W poprzednich tygodniach było to odpowiednio – 254 oraz 240.
Główny epidemiolog kraju Anders Tegnell, odnosząc się do sytuacji w Sztokholmie na konferencji prasowej, przekazał, że “jeśli w tym mieście obecny trend się nie odwróci, możliwe będą lokalne restrykcje”. Tegnell, będący twórcą szwedzkiej liberalnej strategii walki z epidemią, jest generalnie przeciwny surowym obostrzeniom. W Szwecji wciąż nie obowiązuje nawet zalecenie o stosowaniu maseczek.
Według Tegnella innym regionem Szwecji, w którym zaobserwowano wzrost zakażeń, jest położona w środkowej części kraju Dalarna. Za źródło rozprzestrzenienia się koronawirusa w tym regionie uznano rozgrywki ligi hokeja na lodzie oraz piłki nożnej.
We wtorek poinformowano o pięciu kolejnych ofiarach Covid-19 w Szwecji, które zmarły od piątku. W tym samym okresie potwierdzono w Szwecji 1 199 nowych przypadków koronawirusa. “To niewielki wzrost w skali całego kraju” – ocenił Tegnell.
Do tej pory w Szwecji wirusem SARS-CoV-2 zainfekowało się 89 436 osób, spośród których 5 870 zmarło.
Niemal stu funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeszukało 23 miejsca w związku ze śledztwem dotyczącym korupcji, do której miało dochodzić w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie. Dyrektorem tej placówki do 2016 r. był obecny marszałek Senatu Tomasz Grodzki, który pełnił też funkcję ordynatora.
Delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Szczecinie pod nadzorem szczecińskiej Prokuratury Regionalnej prowadzi śledztwo w sprawie korupcji, do której miało dochodzić w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie. Jak czytamy w komunikacie CBA, pieniądze miały być przyjmowane od pacjentów na konto Fundacji Pomocy Transplantologii pod pozorem dobrowolnych wpłat.
Centralne Biuro Antykorupcyjne podało, że przeszukano łącznie 23 lokalizacje, “w tym miejsca prowadzenia księgowości i miejsca przechowywania dokumentacji księgowej podmiotów gospodarczych i instytucji publicznej”. Czynności przeprowadzono m.in. w kilkunastu spółkach z branży farmaceutycznej oraz w jednym ze szczecińskich biur podróży.
“W śledztwie planowane są kolejne czynności procesowe” – zapowiada CBA.
Tomasz Grodzki zaprzecza oskarżeniom
Śledztwo ws. korupcji w szczecińskim szpitalu prowadzone jest od grudnia ubiegłego roku po zawiadomieniu złożonym przez radnego wojewódzkiego PiS. Dotyczy ono “przyjęcia przez lekarza w kwietniu 2009 r. w Szczecinie korzyści majątkowej w kwocie 2 tys. zł od pacjenta w związku z pełnieniem funkcji ordynatora Oddziału Szpitala”.
“W toku śledztwa podejmowane są m.in. czynności w kierunku ustalenia prawidłowości funkcjonowania, bowiem niektóre z przesłuchanych osób zeznały, że ich wpłaty miały być przeznaczone na działalność tej fundacji, a nie otrzymali oni jakichkolwiek potwierdzeń wpłat na rzecz fundacji” – informuje Prokuratura Regionalna w Szczecinie.
W ubiegłym roku w mediach pojawiały się relacje pacjentów, którzy twierdzili, że obecny marszałek Senatu Tomasz Grodzki jako ówczesny ordynator szpitala przyjmował od nich pieniądze. Grodzki konsekwentnie temu zaprzeczał, nie zostały mu też postawione zarzuty.
– Przez 36 lat mojej kariery lekarskiej, w tym okres senatowania jako szeregowy senator, nie było najmniejszych zastrzeżeń do mojej postawy etycznej. W dniu wyboru na marszałka Senatu rozpoczął się haniebny atak – mówił Tomasz Grodzki w styczniu w RMF FM.
Donald Tusk opublikował na Twitterze zdjęcie listu, jaki dostał od jednego z brytyskich obywateli. Do listu była dołączona wyhaftowana unijna gwiazdka. „Tak, ciągle jesteśmy bardzo blisko” – napisał Tusk, zapewniając, że Brexit nie zmienił nic pod tym względem
Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej do listopada 2019 roku był jednym z głównych negocjatorów Brexitu. Polski polityk niejednokrotnie dał do zrozumienia, że sam uważa wyjście Wielkiej Brytanii z Unii za niepotrzebne i przykre, przez co był ostro krytykowany przez zwolenników Brexitu, a równocześnie zdobył sobie sympatię jego przeciwników. Sam Tusk, już jako szef Europejskiej Partii Ludowej opuszczenie UE przez Zjednoczone Królestwo skomentował zamieszczając na Twitterze wpis: „We still love You”, czyli „Nadal Cię kochamy”. Słowa rozdzielił flagami Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii oraz symbolem serca.
Tajemniczy list i wyhaftowana gwiazda
Teraz Tusk na Twitterze zamieścił zdjęcie listu jaki otrzymał.
„Drogi Donaldzie Tusku, wyhaftowałem ci tę gwiazdkę, aby podziękować za wyważone podejście do wszystkich kwestii związanych z Brexitem. Nazywam ją przemieszczoną gwiazdą, która przypomina, że wszyscy jesteśmy częścią europejskiej konstelacji i że razem jest nam lepiej. Nie zapomnij o nas, ciągle jesteśmy bardzo blisko”.
Do listu dołączony był tekturowy bilecik napisem „Dziękuję. Pamiętaj o nas. Wielka Brytania”. Do listu rzeczywiście dołączono też wyhaftowaną żółtą gwiazdę na niebieskim tle, która ma prawdopodobnie symbolizować jedną z gwiazd z flagi Unii Europejskiej.
Szef Europejskiej Partii Ludowej nie ujawnił od kogo dostał taką symboliczną przesyłkę. We wpisie na Twitterze napisał jedynie „Tak, ciągle jesteśmy bardzo blisko” i dodał emotikonę symbolizującą serce.
Nie pierwszy taki list
Tusk podobny list dostał już w przeszłości od sześciolatki, jeszcze w trakcie brexitowych negocjacji w marcu 2019 roku. „Zawsze będziemy przyjaciółmi, Sophie” – napisał wtedy Tusk.