Ferie zimowe nie będą przedłużane. Rząd nie bierze takiej możliwości pod uwagę. Rozważa natomiast zmniejszenie ilości dostępnych miejsc noclegowych w hotelach. Eksperci z Rady Medycznej rekomendują jednak władzy, aby ta zmieniała swoje stanowisko w tej sprawie.
Przedstawicielka Rady Medycznej oraz doradca rządowy, Magdalena Marczyńska apeluje do rządu, aby ferie zimowe zostały przez rząd zmienione – “Warto wypracować lepsze rozwiązanie. Ludzie i tak nie wytrzymają i gdzieś wyjadą” – stwierdziła.
Eksperci przewidują, że zamykanie ludzi w domach oraz brak aktywności fizycznej osłabi ich układy odpornościowe – “Moim zdaniem ferie trzeba możliwie rozciągnąć w czasie – na okres np. stycznia, lutego i marca plus określić rejony, które będą miały ferie w tym samym czasie, może niekoniecznie całe województwa” – dodaje.
Mam nadzieję, że uda się przekonać rząd do zmiany decyzji w sprawie ferii – powiedziała PAP prof. Magdalena Marczyńska, specjalistka chorób zakaźnych wieku dziecięcego.#PAPInformacjehttps://t.co/n0kPCvxzQl
Rzecznik rządu, Piotr Muller podaje do wiadomości publicznej, że Rada Ministrów nie planuje takiej zmiany w harmonogramie ferii. Rozważa się natomiast drobne korekty. Przypomniał również o ograniczeniu miejsc w branży hotelarskie oraz innych restrykcjach.
“Ferie w tym samym czasie w domach, bo będzie zamknięta baza hotelowa i restauracyjna, to sposób na to, żeby do czasu, kiedy zacznie się sezon szczepienny, zmarło i zachorowało jak najmniej osób” – powiedział Piotr Muller zastrzegając, iż rząd od początku szedł drogą porozumienia.
Norwegia w ostatnich tygodniach zaostrzyła prawo w zakresie tzw. mowy nienawiści. Aktywiści LGBT wylobbowali sobie prawo, gdzie teraz za zwrócenie uwagi homoseksualiście można pójść do więzienia nawet na trzy lata. Od teraz w gestii osoby “poszkodowanej” oraz sądu zależeć będzie jakie słowa są dyskryminujące.
Dotychczas w norweskim Kodeksie Karnych funkcjonował już zapis o karalności za tzw. mowę nienawiści i odnosiły się one do dyskryminacji ze względu na kolor skóry, pochodzenie etniczne i rasowe, religię lub przekonania, niepełnosprawność, a także za orientację homoseksualną.
Ustawę o kodeksie karnym znowelizowano w taki sposób, iż teraz zamiast podpunktu o orientacji homoseksualnej, Norwegów będzie obowiązywał przepis o orientacji seksualnej podzielonej na kilka segmentów, tj.:płeć, tożsamość płciowa oraz ekspresja.
Za wyżej wymienioną tzw. mowę nienawiści sąd może przyznać na wniosek poszkodowanej osoby od raku do 3 lat więzienia, w zależności od sytuacji, w której padły “obraźliwe” słowa, czy uwagi dotyczące osoby homoseksualnej czy transpłciowej.
“Kodeks Karny stanowi, że osobie winnej mowy nienawiści grozi grzywna lub rok pozbawienia wolności za prywatne uwagi, komentarze oraz maksymalnie do trzech lat więzienia za publiczne komentowanie” – podaje pro-homoseksualna strona out.com.
Norweska minister sprawiedliwości, Monica Maeland stwierdziła, że należało usprawnić prawo do życiowych sytuacji – “Koniecznym jest, aby ustawodawstwo karne oferowało praktyczną ochronę przed dyskryminacją w codziennej sytuacji. Osoby transpłciowe są najbardziej narażoną grupą na dyskryminację, przemoc i nękanie” – argumentowała nowe przepisy karne.
Nie tylko “mowa nienawiści”
Według strony “lifesitenews.com” Norwegia posiada prawo, które w mocny sposób pozycjonuje osoby homoseksualne w hierarchii społeczeństwa. Dobrym przykładem tego może być przyzwolenie prawne na zmianę płci u siedmiolatków bez podania przyczyny oraz bez potrzeby badania psychologicznego. To samo tyczy się osób dorosłych, które mając się czuć niekomfortowo w naturalnej płci.
Pomimo tak radykalnych ułatwień prawnych homoseksualna organizacja Rainbow Europe domaga się od norweskiego rządu zmian. Oczekują dalszej radykalizacji i zmian, uważając że dzieci poniżej 7 roku życia są dyskryminowane ze względu na brak możliwości prawnej zmiany płci.
Działaczka pro-life Aleksandra Musiał z Fundacji Pro-Prawo do Życia napisała – “W Norwegii katolik cytujący Pismo Święte, które mówi: „Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” pójdzie do więzienia. Jeśli dziś walczymy o prawo do wstydliwości i normalnego dzieciństwa naszych dzieci to również po to, byśmy sami mogli żyć w kraju, w którym nie panuje totalitaryzm narzucający poglądy zboczeńców” – zauważyła.
Ostrzegała również w swoim artykule na stronie fundacji, że problem homoterroryzmu w krótkim czasie może dotknąć również i nasz kraj. Bowiem zagrożenie dla naturalnego sposobu życia trwa nieustannie. Już teraz aktywiści LGBT przyzwyczajają polską młodzież oraz dzieci do nienaturalnych zboczeń.
Z wtorku na środę w okolicach Szczecinka doszło do dosyć poważnego wypadku samochodowego. Policja podczas nocnej kontroli drogowej zatrzymała pojazd, który prowadzili Ukraińcy. W trakcie czynności służbowych doszło do zderzenia innego pojazdu ze stojącym na poboczu samochodem. Pogotowie zabrało trzy ranne osoby. Okazało się również, że kierowcy pojazdów byli pod wpływem alkoholu.
Około północy z wtorku na środę doszło pod Szczecinkiem do poważnego wypadku samochodowego. Na trasie pomiędzy Turowem, a Szczecinkiem miejscowa policja przeprowadzała nocną kontrolę drogową. Policjanci zatrzymali pojazd marki BMW. Po zbadaniu alkomatem okazało się, że kie kierowca prowadzi pod wpływem alkoholu.
Wówczas, gdy drogówka przeprowadzała standardowe czynności służbowe, w stojące na poboczu auta tj. policyjny radiowóz oraz w auto osobowe uderzył inny pojazd marki Volkswagen.
Uderzenie było na tyle silne, iż przeprowadzony podczas kontroli drogowej auto wypadło na drogę i dachowało. Policjanci uniknęli nieszczęście i od razu wezwali na pomoc służby medyczne. Pijany kierowca BMW wraz z pasażerem oraz drugim kierowcą z Volkswagena zostali zabrani do szpitala.
Według ustaleń kontroli drogowej, kierowcy obu pojazdów to Ukraińcy. Prowadzili oni również pojazdy pod wpływem alkoholu.
Antoni Pawlicki, aktor znany m.in. z “Czasu Honoru”, na ruchliwej warszawskiej ulicy zablokował furgonetkę z przesłaniem pro-life. Określił ją mianem “szatańskiej ciężarówki”. Pawlicki już wcześniej nie ukrywał swoich proaborcyjnych poglądów.
W ostatnich dniach Antoni Pawlicki zamieścił też na Instagramie zdjęcie z piorunem – symbolem “Strajku Kobiet”. W umieszczonym opisie określił zakaz tzw. aborcji eugenicznej wbrew faktom jako “ograniczenie praw człowieka”.
Teraz jednak poszedł o krok dalej i na jednej z ruchliwych warszawskich ulic zablokował przejazd ciężarówki Fundacji Pro – Prawo do życia. Umieszczone na furgonetce plandeki przedstawiały działaczki “Aborcyjnego Dream Teamu”. Ich wizerunek podpisano: “To one sprzedają pigułki aborcyjne. Wyborcza je wspiera”. Obok pojawiła się grafika przestawiająca zakrwawioną ofiarę aborcji z podpisem: “Tak wyglądają ich ofiary”. Z tyłu ciężarówki umieszczono kolejne podobne zdjęcie i podpisano: “Tak wyglądają ofiary mafii aborcyjnej”.
Antoni Pawlicki całe zdarzenie nagrał, a wideo zamieścił na Instagramie. Widzimy na nim, że aktor słuchał radia TOK FM i wygłaszał swoje twierdzenia. “Postanowiłem zatrzymać się na środku drogi w Warszawie, ponieważ zobaczyłem tę szatańską ciężarówkę, finansowaną przez Ordo Iuris, czyli zagraniczną sektę międzynarodową, neokatolicką, która znowu jeździ po Polsce… po Warszawie i rozwozi te szatańskie teorie” – twierdził.
Na ripostę oczernionego przez aktora Instytutu na rzecz kultury prawnej Ordo Iuris nie trzeba było długo czekać. Instytucja zamieściła pod jego wpisem wymowny komentarz. “Pan Aktor tyle nakłamał w tym materiale, że spowodował, że spotkamy się szybciej niż pewnie by sobie tego życzył. Do zobaczenia” – możemy przeczytać. Wygląda na to, że Antoni Pawlicki ze swoich teorii o Ordo Iuris będzie miał szansę tłumaczyć się w sądzie.
Pawlickiego wsparła natomiast inna aktorka, Grażyna Wolszczak. “Jestem z Ciebie dumna, tym bardziej, ze musiałeś liczyć się z tymi komentarzami pod postem, ze jesteś za zabijaniem dzieci” – napisała na Instagramie.
Aktor po kilku minutach blokowania furgonetki pro-life postanowił jednak pojechać dalej. – I tak tego nie powstrzymamy – ocenił. – Zróbmy obywatelskie zatrzymania co chwilę – zaapelował.
Po tym jak Fundusz Wsparcia Kultury wywołał olbrzymie kontrowersje w opinii publicznej, wypłaty środków zostały zawieszone. Teraz jednak ministerstwo kultury poinformowało, że rekompensaty wkrótce zostaną wypłacone.
“Potwierdzono, że rekompensaty przydzielono podmiotom uprawnionym, prowadzącym działalności w obszarze kultury i produkcji artystycznej. Są wśród nich jednostki działające w kilku dziedzinach, w tym produkcji artystycznej, choć nie zawsze jest ona eksponowana w ich nazwie, na stronach czy w wykazach internetowych” – oświadczył resort kierowany przez wicepremiera prof. Piotra Glińskiego.
Weryfikację wniosków złożonych w ramach Funduszu Wsparcia Kultury zlecono Instytutowi Muzyki i Tańca oraz Instytutowi Teatralnemu. “We wtorek rozpoczęły się konsultacje z beneficjentami i podpisywanie umów z tymi, których wnioski zostały już zweryfikowane” – informuje ministerstwo kultury.
„Fundusz Wsparcia Kultury to pomoc finansowa ze strony polskiego rządu kierowana do sektora kultury. Jego budżet to 400 mln zł, a do wsparcia uprawnione są samorządowe instytucje artystyczne, organizacje pozarządowe i przedsiębiorcy prowadzący działalność kulturalną w dziedzinie teatru, muzyki i tańca. Celem Funduszu jest zapewnienie stabilnego funkcjonowania instytucji i utrzymanie dotychczasowego zatrudnienia w sektorze kultury. Rekompensata będzie dotyczyła utraconych – z powodu epidemii – przychodów w okresie od 12 marca do 31 grudnia br” – poinformowało ministerstwo kultury.
Jak podkreśla resort, “nie ma formalnej możliwości, żeby przydzielone środki zostały wydatkowane na dowolne – w tym prywatne – potrzeby wnioskodawców”. Ministerstwo zamierza skontrolować 30% losowo wybranych beneficjentów.
Z wcześniejszych informacji wynikało, że wśród beneficjentów Funduszu Wsparcia Kultury mieli się znaleźć m.in. Grzegorz Hyży (449 tys. zł), Krystyna Janda (1,8 mln zł), Beata Kozidrak (750 tys. zł), zespół Bayer Full (600 tys. zł), czy Kamil Bednarek (pół mln zł).
Argentyńska armia ma czas do 30 listopada na rozliczenie się z wykonywania nowych przepisów, gwarantujących 1% stanowisk dla “transwestytów, transseksualistów i osób transgenderowych”. Regulacje dotyczą osób zatrudnianych w instytucjach państwowych.
4 września argentyński rząd opublikował dekret stanowiący, że we wszystkich instytucjach państwowych co najmniej 1% stanowisk ma być obsadzonych przez “transwestytów, transseksualistów i osoby transgenderowe”. Kandydaci muszą jednak “spełniać warunki odpowiednie dla danego stanowiska”. Ma to się wpisywać w starania o „rozpoczęcie naprawy błędów, które w przeszłości były popełniane wobec transwestytów, transseksualistów i osób transpłciowych”.
„Każdy transwestyta, osoba transseksualna lub transpłciowa ma prawo do godnego i produktywnego zatrudnienia, w równych i satysfakcjonujących warunkach pracy oraz do ochrony przed bezrobociem bez dyskryminacji ze względu na tożsamość płciową lub jej wyrażanie” – możemy przeczytać w wydanym przez argentyńskie władze dekrecie.
Jak informują argentyńskie media, dowódcy armii mają czas do 30 listopada, aby przygotować raport na temat “bieżącej sytuacji” w zakresie zgodności z nową normą.
Zgodnie z wrześniowym dekretem urzędnicy państwowi muszą zostać przeszkoleni w rozpoznawaniu “zachowań dyskryminacyjnych”. Dokument ponadto zleca stworzenie rejestru, do którego mógłby zgłosić się każdy chcący zdobyć zatrudnienie na nowych zasadach. Taka baza, zawierająca umiejętności zawodowe kandydatów, zostanie przekazana do dyspozycji agencji państwowych w celu obsadzenia wakatów.
Portal WP.pl ustalił, iż była wicepremier Jadwiga Emilewicz otrzymała nową propozycję pracy. Prawdopodobnie do jej obowiązków będzie należeć digitalizacja Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
Była wicepremier Jadwiga Emilewicz zajmie się informatyzacją, a także zostanie odpowiedzialna za usprawnienie całego systemu transferu danych. Takiej informacji udzielił polityk związany z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.
– GIS to ogromna instytucja, zatrudniająca 13 tys. osób. Niestety przez lata była anachroniczna. Potrzebowaliśmy tam kogoś, kto umiałby wiele rzeczy unowocześnić – podkreśla rozmówca “Wirtualnej Polski”.
Do niedawna funkcję szefa Głównego Inspektoratu Sanitarnego pełnił Jarosław Pinkas. W piątek 20 listopada podał się on do dymisji. Zamieścił z tego powodu oświadczenie:
„Ze względu na gwałtowne pogorszenie się stanu mojego zdrowia i konieczność podjęcia leczenia zmuszony jestem zrezygnować z pełnienia funkcji szefa GIS. Decyzję o złożeniu dymisji podjąłem z ciężkim sercem. Uznałem, że wypełnianie powierzonej mi misji z pełnym oddaniem i poświęceniem nie jest w tej sytuacji możliwe” – można było przeczytać.
Jadwiga Emilewicz w latach 2015–2018 była wiceministrem rozwoju, a od 2018 do 2019 roku ministrem przedsiębiorczości i technologii, następnie do 2020 roku ministrem rozwoju w rządzie Mateusza Morawieckiego. 9 kwietnia 2020 roku objęła dodatkowo urząd wiceprezesa Rady Ministrów. Od 2013 roku należała do Polski Razem Jarosława Gowina, a potem do Porozumienia Jarosława Gowina. Z tej partii wystąpiła we wrześniu 2020 roku. Decyzję tę uzasadniła coraz częstszą różnicą zdań z politykami swojej dotychczasowej formacji. W bardzo poważnych kryzysach ostatnich miesięcy, które istotnie zagroziły trwaniu Zjednoczonej Prawicy, znaleźliśmy się z szefem Porozumienia Jarosławem Gowinem po przeciwnych stronach sporu – mówiła wówczas.
Taką informację otrzymali posłowie Michał Szczerba oraz Dariusz Joński. Według niej powiatowe sanepidy wkrótce przestaną podawać liczbę zakażeń na swoich stronach internetowych. Zamiast tego dane będą przekazywane Ministerstwu Zdrowia.
Szczerba wyraził swoje stanowisko:
Działania, które cenzurują powiatowe sanepidy, powodują, że dane podawane przez MZ nie będą mogły być weryfikowane – powiedział Szczerba. To rzecz niebywała, ponieważ od początku listopada następowało zaniżanie wyników zachorowań, podawanych przez Ministerstwo Zdrowia.
Podkreśla, że te dane trzeba publikować. W innym przypadku posłowie będą gotowi interweniować.
Zaznaczył też, że MZ nie udzieliło odpowiedzi co do propozycji oddawania osocza przez ozdrowieńców, którą złożył wraz z posłem Jońskim.
“Powiatowe sanepidy mają przestać podawać na swoich stronach liczbę zakażonych. Jeśli się to potwierdzi, będzie to kolejne działanie, które podważy zaufanie do informacji resortu zdrowia i uniemożliwi społeczną kontrolę danych. Zgubili już 22 tys. zakażonych!” – czytamy na Twitterze posła.
Ministertwo Zdrowia natomiast poinformowało o uruchomieniu nowej strony, w której znajdą się dane dot. zakażeń.
„Pełna transparentność wszystkich danych zostaje zachowana. Źródłem danych jest system elektroniczny, do którego bezpośrednio raportują laboratoria” – pisze MZ na Twitterze.
Były minister transportu jest podejrzany o korupcję. Warszawski Sąd Okręgowy postanowił, że musi on pozostać w areszcie do stycznia.
– Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał w mocy postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie, który przedłużył stosowany wobec Sławomira N. i Jacka P. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. – taką odpowiedź otrzymała PAP od rzecznika prasowego Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sędziego Jerzy Ledera.
– Sąd podzielił stanowisko sądu pierwszej instancji, że zebrane dotychczas przez prokuraturę dowody uprawdopodobniają w stopniu znacznym popełnienie przed podejrzanych zarzucanych mu czynów – podkreśla sędzia.
Dodatkowo PAP podała informacje ws. materiału zebranego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Składa się on m.in. z podsłuchów i materiałów niejawnych. Są także obszerne wyjaśnienia współpodejrzanego, Jacka P.
Prokurator jednak uchylił areszt Jacka P.
– Na dzień wydawania orzeczenia przez Sąd Apelacyjny w Warszawie podejrzany Jacek P. przebywał już na wolności – powiedział Jerzy Leder.
Zaznaczył on, że taką informację udzieliła sądowi adwokat reprezentująca Jacka P.
Według raportu Europejskiej Agencji Środowiskowej (EEA) emisja zanieczyszczeń powietrza w państwach UE znacznie spadła podczas lockdownu, nawet do 60 proc.
Teraz świat jest pochłonięty przez pandemię. Niemało osób odczuwa niezadowolenie z tego powodu. Natomiast nawet taka sytuacja, jak się okazało, może mieć swoje dobre strony.
Lockdown, czy w ogóle wszelkie ograniczenia, szczególnie dotyczące przemysłu, sprawiły, że powietrze stało się czystsze. Z drugiej strony wiąże się to z przejściowymi kłopotami części firm, czy bankructwem innych.
“Bardziej szczegółowa ocena wstępnych danych EEA za 2020 r., poparta modelowaniem w ramach Copernicus Atmospheric Monitoring Service (CAMS) potwierdza wcześniejsze oceny wskazujące na ograniczenie emisji niektórych zanieczyszczeń powietrza o nawet 60 proc. w wielu państwach europejskich, w których wiosną 2020 r. wdrożono lockdown” – możemy przeczytać w raporcie przedstawionym ostatnio przez Europejską Agencję Środowiskową.
“Co więcej, swoją pracę ograniczyły także zakłady przemysłowe, co doprowadziło do lokalnych spadków zanieczyszczeń” – wynika z ustaleń EEA.
W dzisiejszych czasach kwestie ekologii, klimatu odgrywają bardzo ważną rolę. Z przeprowadzonej analizy EEA wynika, że z powodu zanieczyszczenia powietrza w 2018 roku zmarło ponad 417 tys. ludzi w Europie. Agencja zauważa, że w stosunku do poprzedniej dekady zanotowano mniej zgonów spowodowanych zanieczyszczeniem powietrza.