Bennito Mussolini

Na początek zastanówmy się nad tym, kto dzisiaj może dostać łatkę faszysty. Dyskryminujesz osoby czarnoskóre? „Jesteś faszystą!” Nie walczysz o prawa osób LGBT? „Jesteś faszystą!” Wspierasz Kościół? „Jesteś faszystą!” Masz poglądy skrajnie prawicowe? „Jesteś faszystą!”. Można by tak wymieniać dalej, jednak rozważmy, kto rzuca takimi hasłami i kim w ogóle jest faszysta.

Dla środowisk lewicowych faszysta to osoba, która uznaje istnienie Boga, identyfikuje się nie tylko z tradycjonalizmem, ale jest również zacofana w swoich poglądach i przekonaniach. Sprzeciwia się też daleko idącemu modernizmowi. Faszystom jest osoba przeciwna legalizacji związków homoseksualnych, ponieważ w jej przekonaniu jest to po prostu złe. To, kim jest faszysta określa również to, że taka osoba wyraźnie działa wbrew lewicy, sprzeciwia się komunizmowi i liberalizmowi.

Lewicowcy, którzy walczą o równość, jedność i tolerancję, używali słowa „faszyzm” określając tym swoich przeciwników politycznych. Patrząc zatem na państwo polskie przez pryzmat lewicowo-liberalnych mediów, żyjemy w kraju zdominowanym przez faszystów. Ludzi, którzy ograniczają prawa człowieka, łamią Konstytucję, są ksenofobiczni i nietolerancyjni. Fałszywa propaganda odnosi więc również sukcesy w ustrojach demokratycznych.

Założenia faszyzmu

Faszyzm od dawna jest przedmiotem licznych interpretacji i polemik. W okresie I wojny światowej Benito Mussolini szukając sposobu przyłączania Italii do wojny po stronie aliantów zaczął posługiwać się terminem fascio. Wtedy nie miał jednak wyłączności na używanie tego określenia, ponieważ posługiwały się nim również grupy o różnych poglądach politycznych.

Jednak czym tak naprawdę jest faszyzm? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy wskazać jego podstawowe elementy. Jednym z nich jest nacjonalizm, który za najwyższe dobro w sferze polityki uznaje naród. Wobec mniejszości narodowych nakazuje zaś przyjmować wrogą postawę. Kolejnym elementem faszyzmu jest antyindywidualizm, wyrażany m.in. przez antykomunizm czy antykonserwatyzm. Faszyzm głosi ideę silnego państwa zmierzającego do całkowitej kontroli społeczeństwa. Ważnymi elementami są również antykapitalizm, odrzucenie przeszłości i zapowiedź stworzenia nowego świata, zasadę wodzostwa, który stoi nad masami.

W faszystowskim państwie zanika rozróżnienie między państwem a społeczeństwem, wprowadza się kontrolę nad gospodarką, „militaryzuje” ją. Faszyzm skrupulatnie wpaja ludziom do głów swoje idee poprzez poprzez media i propagandę.

Początkowo nazwa „faszyzm” odnosiła się tylko do włoskiego pierwowzoru, później zaczęto ją również stosować m.in. wobec nazizmu w Niemczech. Nazizm, podobnie jak faszyzm za główne zagrożenie uznawał system komunistyczny. Hitler w swojej ideologii umiejętnie wykorzystał strach społeczeństwa niemieckiego przed wizją światowej rewolucji komunistycznej. Nazizm różnił się jednak od włoskiego faszyzmu m. in. w kwestii antysemityzmu.

Narodziny faszyzmu

Początkowo poglądy głoszone przez członków partii faszystowskiej były mieszaniną nacjonalizmu, socjalizmu, syndykalizmu i populizmu. Dopiero po latach powstała jedna doktryna polityczna faszyzmu, której strażnikiem okazał się Mussolini, uważający się za jej głównego twórcę i ucieleśnienie. Warto zauważyć, że faszyzm pojawił się w chwili największego bałaganu i anarchii, kiedy upadek państwa był tylko kwestią czasu.

Celem faszystów była władza zdobyta siłą, a w kraju przeżywającym ciężki kryzys Mussolini mógł zdobyć ogromne poparcie. Szansą były konflikty i podziały pomiędzy socjalistami, liberałami oraz katolikami. Podzieleni na lewicę i prawicę, wewnętrznie rozbici i nieskonsolidowani, przechodzili kryzys. Mussolini w latach 1911-1912 przedstawiał się jako nosiciel idei faszystowskiej, która miała odrodzić kraj. Był doskonałym mówcą, czym zjednywał sobie wielu ludzi, niekiedy nawet wyznawców.

Skłócone partie niefaszystowskie nie tworzyły spójnej formuły rządu demokratycznego, natomiast faszyści działali brutalnie, stosowali napady i morderstwa jako metody walki politycznej. W wyniku tzw. „marszu na Rzym”, czyli faszystowskiego zamachu stanu w październiku 1922 r., Mussolini objął rządy dyktatorskie.

Włoscy faszyści zamierzali stworzyć państwo totalitarne, którego ideę najlepiej oddają słowa Mussoliniego: „wszystko w ramach państwa, nic poza państwem, nic przeciw państwu”. Warto zaznaczyć, że główne przesłanie to kwestia tego, co reguluje w życiu człowieka państwo. Dla faszyzmu bowiem państwo jest absolutem, wobec którego jednostki i grupy są czymś względnym. Ta zasada wyrażała prawo władzy do ingerowania w każdą płaszczyznę życia jednostki. Ludzie, którzy próbowali w jakiś sposób przeciwstawić się faszystowskiej propagandzie, byli po prostu eliminowani.

„Faszyzm nie jest produktem eksportowym”

Mussolini sprawując władzę monokratyczną, zrównany prestiżowo z królem, wzniesiony ponad ministrów, dyktujący swoją wolę parlamentowi, uzyskał faktyczną rolę przywódcy państwa.

Rozwiązywano wszystkie niefaszystowskie partie polityczne, prasę poddawano ścisłej kontroli państwa, a prawo do zgromadzania się zostało ograniczone. Reżim włoski zachował jednak w dziedzinie kultury pewien stopień tolerancji, dopuszczał w niej różnorodność. Faszyści realizowali również program wychowania obywatela w duchu nowej ideologii.

Warto zaznaczyć, że wprowadzono elementy etyki katolickiej. Kierownictwo nad wychowaniem religijnym młodzieży spoczywało w rękach wybranego księdza, zatwierdzonego przez państwo faszystowskie. Mimo wszystko Mussolini nie chciał uznać prymatu Kościoła w sprawach wychowywania. Konflikt na linii Mussolini-Watykan zakończył się jednak kompromisem. Akcja Katolicka nadal mogła prowadzić swoją działalność, ale wyłącznie religijną.

Można zatem dojść do wniosku, że państwo Mussoliniego i państwo Hitlera miało wiele cech wspólnych. Jednak w przypadku włoskiego faszyzmu, jak pisała Hannah Arendt, niemiecka teoretyczka polityki, mamy do czynienia z „niepełnym totalitaryzmem”. Istniały bowiem pola autonomii, których Mussolni nie mógł naruszyć. Zaliczyć do nich można Kościół katolicki, dwór monarchy i inteligencję. Faszyzm i nazizm nie są więc sobie równe.

Jak pisał sam Mussolini, „faszyzm nie jest produktem eksportowym” i nie może być kopiowany przez inne państwa i narody. Niektóre ugrupowania nacjonalistyczne mogą jedynie czerpać inspirację z faszyzmu dla tworzenia swoich programów politycznych, natomiast nie mogą kopiować samego faszyzmu. Należy więc przestrzegać się przed pojawieniem się ideologii odwołujących się do szowinizmu i upatrujących swojego duchowego uzasadnienia w totalitaryzmie.

Faszyzm według lewicy

Kim dla lewicowych aktywistów jest faszysta? Uczestnikiem Marszu Niepodległości skandującym hasła, którym się sprzeciwiają. Ludzi biorących udział w tym wydarzeniu nazywają więc „polskimi faszystami”. Apelują również o nieobchodzenie Dnia Żołnierzy Wyklętych.

Warto wspomnieć, że feministka, wykładowczyni gender studies Katarzyna Bratkowska pochwaliła komunizm jako „bardzo pozytywną, równościową ideologię” i „najbardziej proludzki, humanitarny ustrój”.

Natomiast znana pisarka Magdalena Tulli na łamach „Gazety Wyborczej” udzieliła wywiadu na temat Danuty Siedzikówny, ps. Inka. Apelowała o to, aby nie przesadzać z kultem Inki, sanitariuszki z oddziału „Łupaszki”, która zginęła rozstrzelana przez UB z okrzykiem: „Niech żyje Polska!”.

Zdarza się czasem, że trzeba umrzeć, ale nie powinniśmy się tym niezdrowo podniecać. Podniecanie się tym, że zginęła z okrzykiem na ustach, ma w sobie coś dwuznacznego. Możemy się martwić, że została zamordowana, możemy współczuć, możemy szanować wybór, ale ekscytować się? Hitlerowscy zbrodniarze skazani na śmierć też ginęli z okrzykiem „Heil Hitler”

– skomentowała.

Magdalena Tulli pisze o „niezdrowym podniecaniu się” zapominając, że Inka walczyła. Dla niej okrzyk „Niech żyje Polska!” to znak nienawiści, a takich ludzi i takie postawy należy wymazać z pamięci. Na jakich wzorcach ma więc opierać się polska młodzież?

Kim jeszcze jest faszysta?

Po uzgodnieniach wielkiej trójki w Teheranie i Jałcie „faszystą” stał się każdy, kto nie akceptował nowego porządku świata. Komunistyczni propagandziści długo jeszcze „faszystami” określali żołnierzy Armii Krajowej, emigrantów politycznych i powstańców warszawskich.

Nie da się ukryć, że lewicowi aktywiści od lat starali się słowo: „faszyzm” i „faszysta” przekształcić i kojarzyć z patriotyzmem i patriotą. Dzisiaj w serwisach informacyjnych słowo „faszyści” pada najczęściej z ust kremlowskich polityków. Kim dla nich jest faszysta? Używają go w odniesieniu do Ukraińców walczących o niepodległość na kijowskim Majdanie. W relacjach polsko-ukraińskich wizja historii prezentowana przez wyznawców Stepana Bandery stanowi poważny problem. Jednak na Majdanie „banderowcy” odgrywają rolę marginalną, a większość powstańców traktuje ich z ogromnym dystansem.

Dzisiejszy projekt stwarzający nowy wspaniały świat zakłada upowszechnienie ideologii gender, feminizmu, aborcji i innych irracjonalnych pomysłów ludzi lewicy. W myśl ich zasady świat ma iść ku postępowi, niedorzeczne są zacofanie i stagnacja, które reprezentuje polski katolicyzm. Lewicowym aktywistom używającym terminu „faszysta” chodzi przede wszystkim o wyeliminowanie z życia publicznego tradycyjnych patriotów. Ich ataki często wynikają z ojkofobii, czyli nienawiści do tego co lokalne i ojczyste. Nie dla nich hasło: „Bóg, honor i ojczyzna”. Lewica umyślnie negatywnie kreuje wizerunki polskich patriotów, takich jak Roman Dmowski czy Józef Piłsudski, chcąc narzucić własną narrację. Wiele działań kojarzą z hitlerowskim nazizmem, a działania Jarosława Kaczyńskiego porównują do władzy Adolfa Hitlera.

Faszysta, kto to?

Faszysta to osoba popierająca idee wynoszenia państwa do poziomu absolutu, ponad jednostkę, rodzinę czy naród. Czerpiący swe przekonania z idei włoskiego dyktatora Bennito Mussoliniego. Faszysta wbrew pozorom i liberalnej narracji, nie musi być antysemitą czy ksenofobem. To zupełnie inne pojęcia charakteryzujące raczej narodowy-socjalizm (nazizm).

Wojciech Kempa

Wojciech Kempa / Fot. YouTube

Według Wojciecha Kempy Żydzi z USA domagają się majątku nie swojego majątku, z którym ich przodkowie nie mieli nic wspólnego, majątku, który był zniszczony podczas wojny i został odbudowany przez Polaków po II wojnie światowej.

Bezzasadne roszczenia żydowskie

Komentując kolejną odsłonę sporu o bezzasadne roszczenia żydowskie, warto stwierdzić, że Żydzi z USA domagają się nie swojego czy swoich przodków majątku, ale cudzego majątku, który jest własnością Polaków, a przed wojną należał do zmarłych bezpotomnie Żydów z Polski, którzy nie mieli nic wspólnego z Żydami z USA. Roszczenia Żydów z USA są tym bardziej odrażające, że kiedy Żydzi z Polski byli mordowani przez Niemców podczas II wojny światowej, to Żydzi z USA nie chcieli im pomagać. Teraz chciwi Żydzi z USA, nie pomni na to, jak przyczynili się swoją obojętnością do holocaustu, chcą rzekomej kasy swych ofiar.

Ważne jest też to, że szacowana wartość majątku bez spadkowego, który przeszedł na własność Polski, tę 300 miliardów dolarów, jest wzięta z sufitu. Wbrew żydowskiej propagandzie Żydzi przed wojną w wyniku judaizmu żyli w nędzy, ich nędzny majtek został zniszczony podczas wojny, i realnie nie został przejęty przez skarb państwa w Polsce.

Dodatkowo 50% ziem II RP, gównie tych gdzie mieszkali Żydzi, w 1939 znalazła się pod sowiecką okupacją, a dziś jest w składzie Litwy, Białorusi i Ukrainy. I to do tego majątku poza Polską, wobec Polski, cwani Żydzi z USA wysuwają swoje bezpodstawne roszczenia, nie zważając, że dotyczą one ziem poza obecnymi granicami Polski, pewnie po to by najpierw przejąć majątek Polaków, a potem Litwinów, Białorusinów czy Ukraińców.

Całość poniżej.

oprac. Jan Bodakowski

Giorgia Meloni

Giorgia Meloni / Fot. screen yt.com

Lewica przerażona popularnością Fratelli d’Italia

Sukcesem Fratelli d’Italia przerażona jest lewica. Na wspieranym finansowo przez Sorosa lewicowym portalu „Krytyka Polityczna” ukazał się artykuł „Bracia Włosi biorą szturmem Italię. Czego chcą, skąd się wzięli i czy jesteśmy straceni?” włoskiego korespondenta lewicowego portalu Jamie Mackaya.

Z artykułu można się dowiedzieć, że od lutego „nastąpiła prawdziwa eksplozja poparcia dla Fratelli d’Italia (FdI) – prawicowej partii podkreślającej nacjonalizm, wartości rodzinne i sprzeciwiającej się ”liberalnej poprawności politycznej””. Notowania partii wzrosły z 4% w 2018 do 21%, czyli „więcej, niż ma Ruch Pięciu Gwiazd oraz centrolewicowa Partito Democratico, i niemal tyle samo, co prawicowa i antyimigrancka Lega Matteo Salviniego”.

Według lewicowego publicysty Fratelli d’Italia „to tradycjonalistyczna konserwatywna partia mająca powiązania ze skrajnie prawicowymi oddolnymi ruchami. Powstała w 2013 roku jako odłam Il Popolo della Libertà Berlusconiego”. Partia, choć antyimigracyjna to swoje postulaty prezentuje w sposób dyplomatyczny.

Na czele Fratelli d’Italia Giorgia Meloni

Na czele Fratelli d’Italia stoi blond Włoszka Giorgia Meloni, która działa już politycznie po patriotycznej stronie od czasu kiedy była nastolatką. Dziś ma dobre relacje z Marine Le Pen, z uznaniem wypowiada się o Fidesz i PiS, krytykuje Unię Europejską i islam.

Fratelli d’Italia systematycznie przejmuje poparcie, jakim cieszyła się Liga Matteo Salviniego. Jak można się dowiedzieć z lewicowego portalu „biorąc pod uwagę sondaże wyborcze, niemal 45 proc. Włoch głosuje na Legę i Fratelli d’Itali. […] Fratelli d’Italia obecnie prowadzi rozmowy z Ligą, ponieważ obie partie planują wspólny sojusz wyborczy. Jeśli im się to uda, niemal z pewnością odniosą zwycięstwo w wyborach”.

Świetne tezy programowe Fratelli d’Italia

Na stronie Fratelli d’Italia można zapoznać się z tezami programowymi tej sympatycznej włoskiej partii. Fratelli d’Italia chce „zjednoczyć Włochów, którzy wierzą w wartość jedności narodowej, chcą zachować i odnowić tradycję […] narodu, wzmocnić jego tożsamość kulturowa i jego pamięć historyczna, chronić jego przestrzeń suwerenności i wolności, potwierdzać interesy włoskich obywateli i przedsiębiorstw we Włoszech i na świecie”.

Fratelli d’Italia chce przywrócić do polityki pojęcie ojczyzny, które zostało z niej usunięte przez ostanie dekady. Dla Fratelli d’Italia jest to niezwykle ważne, bo w wyniku odrzucenia pojęcia ojczyzny wytworzono współczesną ”Europę” która staje się patologią biurokratyczną według sowieckich wzorów.

Szkodliwość Unii Europejskiej

Dla Fratelli d’Italia „Europy, która zaprzeczając swoim judeochrześcijańskim i klasycznym korzeniom, podporządkowuje potrzeby tożsamości i autonomii narodów potrzebom radykalnego uniwersalizmu, działającego w harmonii z abstrakcyjną zasadą wielokulturowości, z której wynika również zgoda na masowy i niekontrolowany dostęp ludzi z innych kontynentów w liczbach, które zapowiadają prawdziwą wymianę etniczną (zresztą postulowaną od 2001 r. przez Departament Spraw Społeczno-Ekonomicznych – Dyrekcję Ludności ONZ z teorią migracji zastępczej w celu zastąpienia niżu demograficznego Europy) i scenariuszami przypominającymi niepokojący proroctwo z »Obozu świętych« Jeana Raspaila; który działa poprzez gotowe schematy zgodne z ideologią politycznej poprawności, […], marginalizując przestrzeń debaty, […], stworzyła obecny stan, charakteryzujący się wyrzeczeniem, autocenzurą i zaprzeczeniem własnej tożsamości”.

Zdaniem Fratelli d’Italia „bby odbudować Włochy, a za ich pośrednictwem Europę, konieczne jest rozwinięcie »filozofii tożsamości«, […] w której wyraża się radykalna krytyka wielokulturowości i poprawności politycznej”.

Według Fratelli d’Italia „głównym błędem popełnionym przy konstruowaniu Unii Europejskiej była chęć obejścia się bez tożsamości tworzących ją narodów, ignorowanie tego, że narody są »żywymi organizmami« […]: zamiast wzmacniać te bogactwa i ich wspólne ideowe matrycę (z której narodziła się sama idea Europy), techno-biurokraci z Brukseli nadal głoszą (przy wsparciu całego aparatu medialnego, intelektualnego i akademickiego) potrzebę pozbawienia państw narodowych ich prerogatyw, scedowanie suwerenność na Unię Europejską”,

Szkodliwość islamskiej imigracji

Fratelli d’Italia w swoich tezach zwróciła uwagę na nienawiść imigrantów do Europy i Europejczyków, której lewica i pseudo liberałowie starają się nie dostrzegać. Dla Fratelli d’Italia alternatywą dla szkodliwego rasizmu i szowinizmu (czyli patologicznej formy nacjonalizmu) jest „kultywowanie zdrowego uczucia patriotycznego, opartego na obronie i wzmacnianiu różnorodności, specyfiki, bogactwa i pluralizmu kultur i stylów życia. Całkowite przeciwieństwo standaryzacji, homologacji, spłaszczenia wymaganego i narzuconego przez dziką globalizację, w której mieszają się stara komunistyczna utopia internacjonalistyczna”, powszechna pauperyzacja i globalizm „międzynarodowych korporacji”.

Cele Fratelli d’Italia jest odzyskanie przez Włochów ich tożsamości i tradycji, które zostały zniszczone przez „tych, którzy chcą narzucić politykę genderową, adopcje dla par homoseksualnych, eutanazję, legalizację narkotyków […], […] brak krytycyzmu wobec migrantów”. Przez tych, którzy swoich przeciwników niszczą pod sztandarem walki z seksizmem, homofobią, ksenofobią, rasizmem, nietolerancją.

W opinii Fratelli d’Italia „miłowanie ojczyzny jest koniecznym warunkiem poszanowania wszystkich ojczyzn i wszystkich narodów, nawiązania owocnego dialogu i zapowiedzią wzajemnego ubogacenia. Z drugiej strony negowanie ojczyzn zawsze stanowiło głęboką podstawę ludobójstwa fizycznego i kulturowego. Kochanie ojczyzny to jedyna szansa dla Włochów na wydostanie się z państwa o ograniczonej suwerenności, poddaństwa kulturowego, politycznego i ekonomicznego”.

Działacze Fratelli d’Italia deklarują – „Jesteśmy patriotami i Europejczykami, ponieważ jako Włosi wierzymy w Europę narodów. Wspólnota narodów, o różnych językach i tradycjach, które jednak zawsze uznawały się za spokrewnione”.

W swoich tezach Fratelli d’Italia głosi, że „obecna Unia Europejska, naznaczona przez biurokratyczny, technokratyczny i lobbingowy dryf, który wydaje się nieodwracalny, nie jest właściwą odpowiedzią na potrzeby narodów europejskich”.

Zdaniem Fratelli d’Italia „wszystkie traktaty europejskie muszą zostać zrewidowane i nowy pakt musi zostać zawarty przez konfederację wolnych i suwerennych państw, które współpracują w najważniejszych sprawach strategicznych, od bezpieczeństwa po imigrację, od wspólnego rynku po politykę zagraniczną i obronną, ale bez bezgłowa tyrania anonimowej biurokratycznej nadbudowy, niezdolnej do reprezentowania potrzeb państw członkowskich i żądań ich obywateli”. Fratelli d’Italia uznaję, dobrą drogą do takiej pożądanej nowej Europy ojczyzn jest grupa wyszehradzka.

Według Fratelli d’Italia Włochy stały się ofiarą patologicznych procesów globalizacji i integracji w wyniku czego „stały się krainą grabieży dla zagranicznego kapitalizmu, często wspieraną przez obce rządy w celu rozszerzenia swoich wpływów na naszym terytorium”.

Nie wstydźmy się zdrowego populizmu

Fratelli d’Italia wielkie nadzieje wiąże z „populizmem europejskich ruchów patriotycznych”, „populizmem tożsamości” widocznym między innymi w Polsce i na Węgrzech. Taki zdrowy populizm jest dla włoskich patriotów zdrową alternatywą dla zniszczonych europejskich społeczeństwa „w których więzi wspólnotowe i więzi przynależności są planowo zniszczone, aby zbudować masę obywateli-konsumentów bez historii, bez korzeni, bez tożsamości, bez ojczyzny, bez wspólnoty, bez religii”.

Pożądany przez Fratelli d’Italia populizm łączy „bardzo krytyczne podejście do technokratycznego dryfu Unii Europejskiej […], obrona chrześcijańskich korzeni i przeciwstawienie się islamizacji; zakaz niekontrolowanej imigracji; obrona struktury średnich i małych przedsiębiorstw przed przytłaczającą potęgą finansów i międzynarodowych korporacji”.

Zero tolerancji dla banksterów

Fratelli d’Italia opowiada się za odzyskaniem przez Włochy suwerenności monetarnej, bo przyjęcie Euro było szkodliwe dla włoskiej gospodarki – na wprowadzeniu Euro w Europie zyskali tylko Niemcy. Zdaniem włoskich patriotów od Euro powinny zgodnie odejść wszystkie europejskie państwa.

W opinii Fratelli d’Italia „międzynarodowy system bankowy działa z niebezpieczną bezwzględnością, wykorzystując uprzywilejowaną pozycję przyznaną mu przez państwa i nadużywając dostępnych mu narzędzi do osiągania ogromnych prywatnych zysków bez względu na ryzyko i konsekwencje swoich działań” – co jest zabójcze dla gospodarki na całym świecie.

Dla Fratelli d’Italia pierwszym krokiem w uzdrowieniu systemu finansowego jest to „wyraźne oddzielenie banków komercyjnych zajmujących się gromadzeniem depozytów i wypłatą kredytów od banków inwestycyjnych zarządzających złożonymi instrumentami finansowymi”. Drugim ukaranie finansjery odpowiedzialnej za wywołanie kryzysu, który doprowadził do pauperyzacji wielu osób.

Celem Fratelli d’Italia jest walka z nielegalną imigracją – również poprzez blokadę morską Północnej Afryki, okupacje portów w Afryce Północnej, odsyłanie nielegalnych imigrantów, blokowanie napływu imigrantów tych nacji, które niechcących szanować przepisów i kultury europejskiej.

Fratelli d’Italia chce wprowadzenia we Włoszech preferencji dla Włochów przy zatrudnianiu, przyznaniu świadczeń, mieszkań socjalnych czy miejsc w przedszkolach. Dziś we Włoszech imigranci są uprzywilejowani, a Włosi dyskryminowani.

Celem Fratelli d’Italia jest zapewnienie Włochom bezpieczeństwa i walka z powszechną przestępczością poprzez przywrócenie kar za przestępstwa, budowę większej ilości więzień, zwiększenie ilości policjantów i zapewnienie im lepszych płac, karanie za ataki na policję. Włoscy patrioci chcą też do walki z kryminalistami w kraju wykorzystać jednostki wojskowe.

Fratelli d’Italia jednoznacznie potępia proces islamizacji Europy, która jest działaniem zaplanowanym i wspieranym przez Arabię Saudyjską, Katar, Turcję i globalistów. Islamizacja Europy według włoskich patriotów realizowana jest przez „masową imigracją muzułmańską do Europy, finansowanie meczetów, centrów kulturalnych, uniwersytetów oraz wzmocnienie wpływów islamu na Zachodzie w dziedzinie gospodarczej, finansowej, kulturalnej, sportowej i informacyjnej”.

Fratelli d’Italia głosi, że islamizacja Europy „zagraża greckiej, rzymskiej i chrześcijańskiej tożsamości Europy, ale także kwestionuje zasady równości, wolności, demokracji i świeckiego państwa, na których opiera się kultura zachodnia”. W konsekwencji włoscy patrioci chcą zakazać islamskiej propagandy i imigracji oraz wymusić akceptację przez imigrantów tożsamości i kultury Europy.

Fratelli d’Italia nie zamierza „ulegać tym, którzy chcieliby usunąć symbole naszej chrześcijańskiej tradycji w imię wypaczonej sekularyzmu, szaleństwu zakazu szopki i modlitwy w szkołach czy usuwania krucyfiksów z miejsc publicznych”.

Jeden minus – irracjonalna sympatia wobec Rosji

Fratelli d’Italia z jednej strony popiera obecność Włoch z NATO, z drugiej strony (co typowe dla Europy Zachodniej) głosi, że „bliska współpraca gospodarcza i strategiczna między Europą a Rosją jest konieczna i owocna, także w zakresie zwalczania terroryzmu. Wierzymy, że rozluźnienie stosunków między Europą a Rosją, począwszy od zakończenia sankcji gospodarczych, jest najlepszym sposobem na wspólne rozwiązanie kryzysu ukraińskiego oraz zapewnienie długoterminowego pokoju i stabilności na kontynencie europejskim”.

Zdaniem Fratelli d’Italia „w interesie Włoch […] jest praca na rzecz stabilizacji Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, wspierając rządy walczące z terroryzmem. Zobowiązujemy się realizować linię „dwa narody, dwa państwa”, która uznaje prawo Izraela do bezpieczeństwa i prawo Palestyńczyków do uznania własnego państwa”.

Dla Fratelli d’Italia ważna jest łączność z diasporą włoską w innych krajach. Włoscy patrioci w diasporze włoskiej widzą „integralną część naszego narodu i jako bogactwo całego narodu, rodaków, którym należy zagwarantować pełną równość praw obywatelskich i politycznych gwarantowanych przez Konstytucję”.

Ochrona włoskiego ducha na świecie również jako cenne narzędzie ułatwiające stosunki dyplomatyczne, gospodarcze i handlowe z obcymi państwami.

Fratelli d’Italia chce, by Włochy stały się republiką z silną władzą prezydenta, i z bezpośrednimi wyborami na ten urząd. Partia opiera się za dużą autonomią samorządów, ale sprzeciwia się separatyzmowi.

Wolny rynek w interesie obywateli nie finansjery

Zdaniem Włochy potrzebują państwa „nieuciskanego przez biurokrację, które zgodnie z zasadą pomocniczości zajmuje się tylko tym, czego nie robią osoby prywatne zrobić”. Celem włoskich patriotów jest „uwolnienie całych sektorów od monopolu publicznego lub, co gorsza, od monopoli prywatnych narzuconych przez prawo, powrót do wolnej konkurencji […]. Uproszczenie aparatu administracyjnego i ram regulacyjnych […], które utrudniają prywatną inicjatywę i ograniczają prawa jednostki”.

Fratelli d’Italia opowiada się za „wprowadzeniem podatku liniowego, który wiąże się z drastyczną obniżką podatków dla wszystkich”, ograniczeniem wydatków państwa. Włoscy patrioci sprzeciwiają się „nieuregulowanemu globalizmowi wspieranemu przez międzynarodowe korporacje i wielkie finanse przy współudziale Unii Europejskiej” oraz podszywaniu się producentów z innych krajów pod włoską produkcję. Partia apeluje do konsumentów o patriotyzm konsumencki i dokonywanie zakupów włoskiej żywności.

Zdaniem Fratelli d’Italia należy walczyć z bezrobociem poprzez tworzenie sprzyjających przepisów dla włoskich przedsiębiorców, bo to oni tworzą miejsca pracy, a nie państwo. W opinii włoskich patriotów „państwo musi faworyzować, poprzez opodatkowanie, firmy, które w wysokim stopniu uciekają się do pracy na naszym terytorium”. Partia chce „wprowadzenia jednolitego systemu siatek bezpieczeństwa socjalnego dla wszystkich pracowników”.

Fratelli d’Italia też zmienić politykę państwa wobec młodzieży, zapewnić wszystkim bezdomnym posiłki i noclegownie, wspierać ubogich, zapewnić powszechny system emerytalny, wprowadzić rozbudowaną politykę prorodzinną. Włoscy patrioci chcą też ochrony dzieci „przed agresją ideologii gender, która chciałaby zatrzeć różnicę między mężczyzną a kobietą i narzucić naszemu społeczeństwu absurdalną utopię neutralności i szaleństwo adopcji dla par homoseksualnych”.

Tożsamość kulturowa

Fratelli d’Italia opowiada się za „ochroną krajobrazu oraz historycznego i artystycznego dziedzictwa narodu”. Włoscy patrioci chcą wrócić „do obrony piękna jako swoistego elementu naszych miast”. Zdaniem partii „kultura jest fundamentem i dumą naszego ludu, a tym samym dobrem uniwersalnym, do którego każdy musi mieć dostęp bez ograniczeń. Niezbędne jest stworzenie fiskalnego mechanizmu odliczania od dochodu wydatków ponoszonych na indywidualną konsumpcję kultury, dającego nowy impuls całemu systemowi kulturalnemu”.

Dla Fratelli d’Italia bardzo ważna jest też ochrona środowiska. Włoscy patrioci chcą by „Włochy były dobrym przykładem w świecie walki z zanieczyszczeniami, awangardy dla źródeł odnawialnych, zakazu stosowania materiałów nieulegających biodegradacji, które zabijają naszą ziemię i nasze morza”.

Gościem Jana Bodakowskiego w Mediach Narodowych był organizator Marszu Rzezi Wołyńskiej Paweł Kryszczak. Marsz Rzezi Wołyńskiej rozpocznie się o 15.000 w niedziele przed kościołem pod wezwaniem Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

Głównym organizatorem Marszu Rzezi Wołyńskiej Warszawa Pamięta są Roty Niepodległości. Współorganizatorami: Stowarzyszenie Straż Narodowa, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, WiN Inspektorat Warszawa, Żołnierze Chrystusa, Orzeł i Syrenka. Marsz ma patronat Mediów Narodowych.

Pamięć o ludobójstwie

11 lipca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. 11 lipca 1943 roku ukraińscy naziści z UPA wymordowali Polaków zamieszkałych w 150 miejscowościach na Wołyniu.

Na stronie Instytutu Pamięci Narodowej dostępny jest artykuł Leona Popka (historyka IPN specjalizującego się w tematyce ludobójstwa na Wołyniu, krewnego 40 Polaków zamordowanych przez ukraińskich nazistów) „Pamięć o Wołyniu i Małopolsce Wschodniej”, w którym autor przybliżył czytelnikom fakty dotyczące mordu i tego, jak on jest dziś negowany przez ideowych spadkobierców ukraińskich nazistów.

Jak przypomina Leon Popek „w latach 1939–1947 na terenie województwa wołyńskiego zginęło ok. 60 tys. Polaków. Co najmniej drugie tyle Polaków zamordowano w województwach poleskim, lwowskim, tarnopolskim, stanisławowskim oraz w powiatach hrubieszowskim, przemyskim i tomaszowskim”. W sumie ukraińscy naziści zamordowali „120–150 tys. Polaków w ok. 4 tys. miejscowości”.

Ofiary UPA

Liczbę ofiar i liczbę miejsc mordu możemy tylko szacować, bo „do dziś więc nie znamy dokładnej liczby ofiar OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Nie dysponujemy też spisem wszystkich miejscowości, w których ginęli ci ludzie. Chociaż upłynęło ponad siedemdziesiąt lat od tamtego ludobójstwa, w dalszym ciągu nie mamy opracowanej mapy dołów śmierci, wykazu cmentarzy, pojedynczych i zbiorowych mogił, w których leżą obywatele Państwa Polskiego”.

Według Leona Popka tylko na Wołyniu zamordowano „60 tys. Polaków. Z ok. 2,5 tys. polskich miejscowości większość, bo aż 1,5–1,8 tys., przestała istnieć. Wsie były palone, a owoc ciężkiej pracy wielu pokoleń Polaków – grabiony. Prowadzona w sposób zorganizowany akcja OUN-UPA miała na celu wyniszczenie polskiej ludności, a nie jej wypędzenie. Dokładna lista ofiar ukraińskich mordów już nigdy nie zostanie ustalona. Brakuje dokumentów, a na bieżąco prawie nikt – z wyjątkiem nielicznych proboszczów – nie sporządzał wykazów pomordowanych. Było wiele miejscowości, gdzie nikt nie ocalał. Nikt nie opowie o dokonanych w nich zbrodniach ani nie poda nazwisk wymordowanych tam ludzi. Ponadto minęło już wiele lat i spośród tych, którzy przeżyli koszmar tamtych dni, pozostali naprawdę nieliczni, zresztą bardzo starzy i schorowani”.

Leon Popek przypomina, że w czasie ludobójstwa dokonywanego przez ukraińskich nazistów „Polacy opuszczali swoje domy i uciekali do miast i miasteczek – miejsc kwaterowania posterunków wojsk węgierskich i niemieckich. Jest pewnym paradoksem, że Polacy zagrożeni przez UPA byli zmuszeni szukać schronienia u Niemców, którzy ładowali ich do wagonów i wywozili na przymusowe roboty w głąb Rzeszy; w latach 1944–1945 zaś – u Sowietów. Jeszcze inni szukali schronienia po drugiej stronie Bugu, głównie na Lubelszczyźnie. Bez odzieży, żywności, pozbawieni domów, dziesiątkowani przez tyfus i głód, z bolesną traumą po stracie domu i najbliższych, często okaleczeni fizycznie, latami tułali się po ulicach miast i domach dobrych ludzi. (To kolejny bardzo ważny temat, w ogóle nieopracowany przez historyków, socjologów, psychologów. Dotyczy on również ok. 50–60 tys. polskich dzieci)”.

Zdaniem Leona Popka „tylko nieliczni próbowali się bronić, tworząc samoobrony. Najsłynniejsze polskie ośrodki to Przebraże (obroniło się tam ok. 25 tys. Polaków), Huta Stepańska (mimo ok. 10 tys. obrońców padła), Zasmyki, Dederkały i Ostróg. Z ok. 140 polskich samoobron – na skutek braku broni, amunicji i kadry dowódczej – obroniło się tylko kilka. Dodajmy jeszcze, że w wyniku polskich akcji odwetowych zginęło na Wołyniu ok. 2–3 tys. Ukraińców”.

Jak przypomina Leon Popek „tylko niespełna 3 tys. Polaków zamordowanych na tym terenie miało religijny pochówek. Większość ofiar została potraktowana jak padłe zwierzęta. Zwłoki były masowo bezczeszczone (okaleczano ciała za życia i po śmierci) i zakopywane – bardzo często już w stanie rozkładu – w miejscach mordu (Trupie Pole koło Ostrówek), na cmentarzyskach dla zwierząt (Kustycze – gdzie prawdopodobnie zakopano po rozerwaniu końmi szczątki delegata rządu polskiego, ppor. Zygmunta Rumla) lub w innych miejscach poza cmentarzami; były palone wraz z zabudowaniami, wrzucane do rzek, studni (na Kresach studnia/źródło to symbol życia, świętość). Część zwłok nigdy nie została pogrzebana czy zakopana w ziemi. Była żerem dla dzikiego ptactwa i innych zwierząt. Uniemożliwiano rodzinom, znajomym i ukraińskim sąsiadom pochowanie ciał (wręcz terroryzowano i mordowano żałobników). Naśmiewano się z bólu rodzin pomordowanych, nie pozwalając na ich opłakiwanie. Były też liczne przypadki profanacji upamiętnień i krzyży na grobach tych ofiar, które rodziny już zdążyły pochować”.

Zapomniane mogiły

Zdaniem Leona Popka „na Wołyniu dotychczas upamiętniono tylko ponad 150 miejsc, a to oznacza, że pominięto ok. 1350–1650 miejscowości, w których z rąk OUN-UPA zginęli Polacy”.

Jak przypomina Leon Popek „w 1944 r. z Wołynia, gdzie z prawie czterystutysięcznej społeczności polskiej pozostało już tylko 2–3 tys. naszych rodaków, terror ukraińskich oddziałów przeniósł się do województw lwowskiego (zginęło tam ok. 18 tys. Polaków); stanisławowskiego (ok. 12 tys.); tarnopolskiego (ok. 23 tys.) i lubelskiego (ok. 3 tys.). Zarówno na Wołyniu, jak i Kresach Południowo-Wschodnich ogromne straty poniósł również Kościół rzymskokatolicki. Zginęło bowiem ok. 200 księży diecezjalnych, zakonników i sióstr zakonnych. Tylko w diecezji łuckiej spalono, zdewastowano i zniszczono ponad 50 kościołów i 25 kaplic. Przestało istnieć ok. 70 proc. parafii (ze 166 istniejących), w tym zniszczono wszystkie parafie wiejskie (kościoły, kaplice i plebanie)”.

Cały wywiad poniżej.

oprac. Jan Bodakowski

Statek LEGO "Slave I"

Statek LEGO "Slave I" / Fot. LEGO

  • Disney od dawna stara się przerabiać swe dzieła na poprawne politycznie
  • Korporacja notorycznie usuwa z bajek “rasistowskie” fragmenty, jednocześnie zatrudniając przy nowszych produkcjach “bardziej zróżnicowaną” obsadę
  • Teraz twórcy zadecydowali o porzuceniu nazwy “Slave I”, jaką nosił jeden ze statków kosmicznych w Gwiezdnych Wojnach
  • Zobacz także: Koncerny farmaceutyczne sięgną po kieszeniach! Koronawirus dochodowym biznesem

Disney rezygnuje ze “Slave I”

Statek sławnego łowcy nagród z Gwiezdnych Wojen bezpowrotnie straci imię. Disney uznał bowiem, że nazwa “Slave I” nie brzmi zbyt dobrze. Decyzję podjęto chwilę przed wypuszczeniem na rynek zestawu LEGO z tymże statkiem.

Dyrektor projektu ze strony LEGO, Jens Kronvold Frederiksen przekazał, że o usunięcie nazwy poprosił sam Disney. Pojazd ma odtąd nosić bardziej ogólnikowe miano. Najprawdopodobniej, będzie po prostu “statkiem Boby Fetta”.

LEGO Star Wars 75312 Statek kosmiczny Boby Fetta może nie nosić nazwy, którą budowniczowie znali od czasu jej wprowadzenia w “Imperium kontratakuje”, porzucając pseudonim “Slave I” na rzecz bardziej ogólnego tytułu – przekazał Frederiksen

Disney “nie chce już używać nazwy statku”

Informację potwierdził Michael Lee Stockwell, główny projektant LEGO Star Wars.

Tak, zbudowałem kolejny (statek – przyp. red.) Nie nazywamy go już “Slave I”. To jest statek kosmiczny Boby Fetta

– podkreślił artysta

Zapytany o powód decyzji, Frederiksen przyznał, że Disney nie lubi nazwy “Slave I”. Z pewnych względów, firma “nie chce jej już używać”.

Prawdopodobnie nie jest to coś, co zostało ogłoszone publicznie, ale jest to po prostu coś, czego Disney nie chce już używać

– stwierdził

postmillennial.com

Donald Trump na alternatywnej platformie

Donald Trump na alternatywnej platformie / Fot. Rumble

Donald Trump ma dość Big Tech

Były prezydent USA, Donald Trump, dosadnie pokazał że ma już dość cenzury Big Tech. Polityk był dotychczas cenzurowany zarówno na YouTube, Facebooku, jak i Twitterze. Teraz postanowił założyć konto na Rumble, alternatywie dla YouTube należącego do Google.

YouTube wielokrotnie demonetyzował konserwatywnych twórców czy wręcz usuwał ich kanały. Jako powód utrudnień najczęściej podawana była rzekoma “niezgodność z zasadami społeczności”. Z cenzurą w sieci ze strony internetowego giganta spotkał się także Donald Trump. Big Tech wytknął politykowi rzekome nawoływanie do przemocy po pamiętnych zamieszkach na Kapitolu 6 stycznia.

“Największy konkurent dla YouTube”

YouTube zapewnił, że zniesie zakaz publikacji treści nałożony przez Trumpa „gdy ryzyko przemocy spadnie”. W obliczu tak nieokreślonych warunków, były prezydent postanowił poszukać sobie miejsca w sieci gdzie indziej. Wybór Republikanina padł na platformę Rumble.

Rumble stał się w ostatnim czasie “największym konkurentem dla YouTube”. Z platformy coraz chętniej korzystają konserwatyści. Uważa się, że zainteresowanie platformą jest wyrazem sprzeciwu dla cenzury Big Tech. W trzecim kwartale 2020 roku portal mógł się poszczycić zaledwie 1,6 miliona członków. W pierwszym kwartale 2021 roku było ich już 31,9 miliona.

postmillennial.com

Podpalone wejście do kościoła w Kanadzie

Podpalone wejście do anglikańskiego kościoła w Kanadzie / Fot. screen

W Kanadzie zapłonął kolejny kościół

Kanada mierzy się z falą niewyjaśnionych zapłonów, dotykających chrześcijańskich świątyń. Dotychczas w Kolumbii Brytyjskiej spłonęły już cztery przybytki. W miniony weekend zapłonął kolejny, piąty już z kolei kościół.

Celem podpalaczy był zabytkowy, anglikański kościół św. Pawła. Zniszczenia wyrządzone przez ogień okazały się tym razem minimalne. W przeciwieństwie do pozostałych świątyń, kościół nie ucierpiał zbytnio. Ogień uszkodził stare, drewniane drzwi wejściowe oraz schody frontowe. Główna konstrukcja oraz zabytkowa wieża pozostały nietknięte. Nikt nie został ranny.

Przywódczyni lokalnej społeczności, Sandra Larin jest przekonana o tym, że budynek z premedytacją podpalono. Pożar uznano za co najmniej “podejrzany”. Oficjalnie nie powiązano go jednak z pozostałymi pożarami, dotykającymi chrześcijańskich kościołów w ostatnim czasie. 21 czerwca spłonął kościół Świętego Serca oraz kościół św. Grzegorza. 26 czerwca zapłonął katolicki kościół św. Anny. Ogień zniszczył także katolicki kościół Chopaka. Wszystkie świątynie znajdowały się na terenach zamieszkiwanych przez rdzennych Indian.

Świątynię zbudowali wierni Indianie

Kolejny już kościół zapłonął niedługo po dokonaniu makabrycznych odkryć w regionie. Pod koniec maja odkryto nieoznaczone groby 215 rdzennych dzieci. Groby znajdowały się w dawnej szkole Kamloops Residential School. Kolejne 751 nieoznaczonych grobów odkryto 24 czerwca w szkole Marieval w Saskatchewan, w której uczono indiańskie dzieci. Larin potępiła podpalenie, tłumacząc, że kościół zbudowali wierzący Indianie.

Chociaż rozumiem tę wrogość i potrzebę znalezienia sposobu na wyleczenie się z niej, ten kościół został zbudowany przez naszych przodków pod koniec XIX wieku, rękami naszych starszych w tym czasie z tak wielkim poczuciem dumy. W tej wiosce jest wielu, którzy nadal mają silną wiarę religijną i znajdują w niej uzdrowienie

– podkreśliła

postmillennial.com

Francuskie jedzenie rasistowskie dla lewicowej profesor

Tradycyjne francuskie śniadanie / Fot. Canva/Valeria Boltneva

  • Podczas tygodnia doktoranckiego lewicowa prof. Mathilde Cohen wygłosiła kontrowersyjne tezy nt. żywności białych osób
  • Profesor stwierdziła, że francuskie jedzenie jest rasistowskie oraz faworyzowane przez białe francuskie elity
  • Jej zdaniem w m.in. Francji, a także w innych białych państwach występuje rasizm żywieniowy
  • Z takim tokiem postrzegania rzeczywistości przez postępową uczoną, nie zgadzają się wybitni, francuscy szefowie kuchni
  • Zobacz także: Winnicki gromi ambasadę Izraela: Bezczelny antypolonizm nie będzie tolerowany

Jak dowodzą amerykańskie uczelnie, poziom nauczania spada wzrasta wraz z przyzwoleniem na niebezpieczne ideologie, które są wykładane na zachodnich uniwersytetach od kilkudziesięciu lat. Tym razem amerykańska prof. Mathilde Cohen, wykładowca prawa konstytucyjnego, prawa żywnościowego i porównawczego, a także prawa rasowego i płci zaszokowała niebywałym stwierdzeniem o tym, że tradycyjne francuskie i nie tylko jedzenie jest rasistowskie.

Francuski posiłek jest często przedstawiany jako narodowy rytuał, w którym wszyscy obywatele mogą uczestniczyć na równych zasadach. Tymczasem tak nie jest. Nawyki żywieniowe są kształtowane przez standardy białej, wyższej klasy średniej to jest wybielanie żywności, co wzmacnia dominację białej rasy

– stwierdziła kontrowersyjna profesor podczas tygodnia doktoranckiego, organizowanego przez Instytut Sciences Po Paris.

Swój tok rozumowania Cohen opiera na przykładzie szkolnych stołówek, konceptu wypracowanego w XIX w. w oparciu o rzekomy dyskurs rasistowski i eugeniczny oraz tzw. białe i chrześcijańskie standardy.

Rasistowskie francuskie jedzenie

Jej zdaniem francuskie jedzenie brane jest pod uwagę przy przyznawaniu francuskiego obywatelstwa. Żywność białych Francuzów ma tać na uprzywilejowanej pozycji i przyczyniać się do dyskryminacji rasowej oraz etnicznej.

Prawo przyczynia się do marginalizacji mniejszości rasowych i etnicznych poprzez nadanie białej francuskiej kulturze żywnościowej statusu diety uprzywilejowanej i chronionej prawnie

– argumentuje swoją wypowiedź lewicowa profesor.

W 2010 roku UNESCO zaklasyfikowało francuski posiłek gastronomiczny jako niematerialne dziedzictwo kulturowe ludzkości. Decyzję uzasadniono tym, że francuska gastronomia jest częścią zwyczajowej praktyki społecznej mającej na celu celebrowanie najważniejszych momentów w życiu jednostek i grup.

Z wymysłami lewicowej profesor prawa nie zgadza się szereg francuskich mistrzów kuchni. Ceniony na świecie Thierry Marx, który przyrządził w tym roku dania dla astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, skrytykował uczoną, za wywoływanie niepotrzebnego szumu.

We Francji w stołówce firmowej lub szkolnej jemy, siedząc przy stole ze sztućcami i talerzami. W żadnym wypadku nie koliduje to z nawykami kulinarnymi w sferze prywatnej, gdzie zwyczaje mogą być inne. Ponadto praktyki i potrawy różnych kultur zainspirowały nas wszystkich w naszych menu

– powiedział znany na świecie szef kuchni.

Inny z francuskich kucharzy oraz absolwent Instytutu Sciences Po Paris Guillaume Garot, tłumaczył, że kuchnia umożliwia dialog pomiędzy kulturami. Natomiast francuskie jedzenie zdaniem byłego ministra ds. żywności wzbogaciło się o potrawy i zwyczaje z innych miejsc.

interia.pl

Amerykańska policja z łatwością szpieguje ludzi

system Ring, monitoring, cybernetyka, Amazon, bezpieczeństwo / fot. Pixabay

  • Kanadyjskie wojsko nielegalnie inwigilowało obywateli w czasie trwania pandemii
  • Wojskowi mieli naruszyć prawo, m.in. zbierając informacje wywiadowcze o społeczeństwie bez wiedzy i pozwolenia Ottawy
  • Żołnierze korzystali ponadto z technik propagandowych, wykorzystywanych podczas wojny w Afganistanie
  • Przeczytaj również: Koncerny farmaceutyczne sięgną po kieszeniach! Koronawirus dochodowym biznesem

Wojsko nielegalnie inwigilowało obywateli

Kwestia kontroli społeczeństwa w czasie trwania pandemii od samego początku była wysoce kontrowersyjna. Teraz okazuje się, że służby nadużywały swoich uprawnień w imię “walki z COVID-19”. Kanadyjskie wojsko nielegalnie inwigilowało obywateli, naruszając przepisy. Działania podjęte przez wojskowych nie otrzymały bowiem aprobaty Ottawy. Mimo to, generałowie nakazali zespołom wywiadowczym choćby “zbieranie informacji o społeczeństwie”.

Jak informuje “Ottawa Citizen” gen. broni. Mike Rouleau, były szef kanadyjskiego Dowództwa Połączonych Operacji stworzył specjalny plan. Jego celem było manipulowanie Kanadyjczykami przy wykorzystaniu “technik propagandowych”. Wojsko sięgnęło po taktyki użyte m.in. podczas wojny w Afganistanie.

Kolejne śledztwo dotyczące działań wojskowych wykazało, że wojsko interesowało się także portalami społecznościowymi. Oficerowie mieli dostęp do danych zwykłych obywateli. Za sprawą armii miało dojść do wielu akcji propagandowych. W jednej z nich, podszywając się pod lokalne władze, wydano oświadczenie o przebywających na wolności wilkach. Akcja prawdopodobnie miała na celu zatrzymanie ludzi w domach.

Celem “zmiana postaw i zachowań społeczeństwa”

Według najnowszych danych, nie ulega wątpliwości, że wojsko nielegalnie inwigilowało obywateli.

Kanadyjskie Siły Zbrojne wydały ponad milion dolarów na szkolenie funkcjonariuszy spraw publicznych w zakresie technik modyfikacji zachowania, aby pogłębić swoją agresywną strategię wojny informacyjnej z Kanadyjczykami

– zauważa Post Millennial

Śledztwo wykazało, że celem wojskowych była “zmiana postaw i zachowań społeczeństwa”. Funkcjonariusze podejmujący decyzje w sprawie nie posiadali “formalnego przeszkolenia”. Zabrakło także klarownych wyjaśnień złożonych przed przełożonymi. Inicjatywa została uznana za “błąd”, który w dodatku „podkopał zaufanie publiczne do instytucji”.

Zespoły naruszyły wymagania, nie przeprowadzając oceny ryzyka przed podjęciem działań w Internecie i zbierały informacje o obywatelach Kanady bez naszego wyraźnego polecenia

– oświadczył gen. broni. Wayne Eyre i wiceminister Jody Thomas

postmillennial.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Ustawodawcy za stanu Oregon uznali, że bezpłatna opieka medyczna dla nielegalnych imigrantów jest absolutną koniecznością
  • Władze uchwaliły ustawę, dzięki której przybysze będą mogli korzystać z usług medycznych finansowanych przez Medicaid
  • Ustawa trafi w sobotę na biurko gubernator, Kate Brown
  • Przeczytaj również: Koncerny farmaceutyczne sięgną po kieszeniach! Koronawirus dochodowym biznesem

Bezpłatna opieka medyczna dla nielegalnych imigrantów

Oregon przejął się losem nielegalnych przybyszy. Władze uznały, że bezpłatna opieka medyczna dla nielegalnych imigrantów jest prawdziwą koniecznością. Sprawę uznano za niezwykle pilną. Nowa ustawa zapewni imigrantom możliwość korzystania z “państwowej pomocy medycznej finansowanej przez Medicaid”. Możliwość tę umożliwi im “status imigranta”.

Ustawa przeszła głosowanie w stanowym Senacie. Za jej uchwaleniem było 37 osób, zaś przeciwko 21. W sobotę dokument trafi na biurko gubernator stanu, Kate Brown. Szacuje się, że populacja nielegalnych imigrantów w Oregonie wynosi około 110 000 osób. Przez następne dwa lata, zapewnienie im, opieki medycznej będzie kosztować około 100 milionów dolarów.

Medicaid kosztuje podatników około 6000 dolarów rocznie na osobę objętą ubezpieczeniem, co przy 50 000 osób wynosi około 300 milionów dolarów rocznie

– zauważa Post Millennial

“Stawi czoła niesprawiedliwości i nierównościom!”

Przypuszcza się, że rząd federalny nie będzie płacić za ubezpieczenie nielegalnych imigrantów. Kosztami zostanie zatem obciążone państwo. Takiemu obrotowi spraw sprzeciwia się republikańska przywódczyni Izby Reprezentantów, Christine Drazan. Jej zdaniem, projekt jest “niestabilny finansowo”. Za projektem opowiadają się Demokraci. Ich zdaniem, bezpłatna opieka medyczna dla nielegalnych imigrantów “zniesie nierówności”.

Gdy pewnych możliwości w naszym stanie odmawia się określonej klasie ludzi, utrwalamy systemy nierówności. Jako prawodawcy koloru uważamy, że ważne jest stawienie czoła niesprawiedliwości, która były w naszym narodzie i państwie od momentu ich powstania

– przekazali Demokraci popierający ustawę

postmillennial.com