Europoseł PiS i były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski w Polskim Radiu odpowiedział, że jest zadowolony z tego, że Marek Brzezinski będzie nowym ambasadorem USA w Polsce. Skrytykował natomiast działalność obecnego chargé d’affaire Bixa Aliu i nazwał go „oszołomem”.
W środę prezydent Joe Biden zdecydował, że Mark Brzezinski zostanie ambasadorem USA w Polsce. Syn Zbigniewa Brzezińskiego wcześniej był między innymi ambasadorem w Szwecji. Do oficjalnego ogłoszenia kandydatury doszło po miesiącach spekulacji w związku z niejasnością co do obywatelstwa kandydata Bidena.
Witold Waszczykowski skomentował w Polskim Radiu nominację Brzezińskiego na to stanowisko. Zaznaczył, że ma on predyspozycje, żeby przyczynić się do dalszego rozwoju współpracy polsko-amerykańskiej.
– Osobiście się cieszę z tego powodu, ponieważ jest to zawodowy dyplomata, umiarkowany i nigdy nie dał poznać po sobie, że ma jakieś skrajne poglądy
– powiedział Waszczykowski.
Waszczykowski: Bix Aliu to oszołom
– Cieszę się też z tego powodu, że zastąpi obecnego oszołoma, który kierują tą ambasadą amerykańską w Polsce
– dodał były szef MSZ.
Prowadzący rozmowę Stanisław Janecki odpowiedział wówczas, że polityk zapewne ma na myśli obecnego chargé d’affaires Bixa Aliu.
– Ale spuśćmy zasłonę milczenia na tę postać
– powiedział dziennikarz.
Waszczykowski był również dopytywany przez Janeckiego, czy ma znaczenie, że Brzeziński jest synem Zbigniewa Brzezińskiego, doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Jimmy’ego Cartera,
– Ja bym chciał, żeby to miało znaczenie
– odpowiedział były szef MSZ.
Waszczykowski podkreślił, że chciałby, aby nowy ambasador USA w Polsce, tylko w jednym nie wzorował się na swoim ojcu.
– Mam nadzieję, że pan Mark Brzezinski, wychowany w takiej rodzinie, przejął wiele poglądów swojego sławnego ojca – z jednym wyjątkiem, bo uważam, że pod koniec życia Zbigniew Brzeziński pomylił się. On doradzał nam, abyśmy byli jak najbliżej Niemiec, to będziemy atrakcyjni dla Amerykanów. Poprzedni rząd Donalda Tuska rzeczywiście bardzo mocno przytulił się do Niemiec i prezydent Obama stracił nas wtedy ze swojego azymutu, ze swojego horyzontu myślenia politycznego
W jednej z kanadyjskich prowincji w ciągu ostatnich 5 lat liczba aborcji spadła o 20 procent, informuje portal Life News. Rząd Justine’a Trudeau postanowił zwalczyć to zjawisko i finansuje badania, które mają określić przeszkody w dostępie do aborcji.
Portal Life News podaje, że w ciągu ostatnich 5 lat liczba aborcji dokonanych w prowincji New Brunswick spadła aż o 20 procent. Dla pro-aborcyjnego rządu Justine’a Trudeau okazał się to motyw do podjęcia działań, aby przeciwdziałać temu zjawisku.
Rząd zlecił Uniwersytetowi Nowego Brunszwiku realizację projektu dedykowanego promowaniu aborcji. Wszystko, aby przeanalizować dlaczego spadła liczba aborcji oraz zachęcić kolejne matki do zabijania swoich dzieci nienarodzonych.
Rząd finansuje badania
Minister Zdrowia Kanady, Patty Hajdu, poinformowała, że przekazano 366 tys. dolarów na poczet badań nad aborcją. Portal Life News zwraca uwagę, że finansowanie ma pośrednio wesprzeć przemysł aborcyjny w prowincji, w której spadła liczba aborcji, ponieważ badania będą prowadzone w placówce aborcyjnej o nazwie Klinika 554.
Badania będą poświęcone działalności kliniki w latach 2015-2020. Mają określić „luki i bariery” w świadczeniu usług aborcyjnych, jak również zjawiska stygmatyzacji i dyskryminacji, które są „winne” temu, że spadła liczba aborcji.
W Nowym Brunszwiku nieograniczona aborcja jest legalna i finansowana przez rząd, ale tylko w placówkach państwowych. W sytuacji, w której raport prowincjonalnego urzędu medycznego stwierdził brak potrzeby dofinansowywania prywatnych klinik aborcyjnych z powodu malejącego popytu na tego typu usługi, rząd uznał za słuszne interwencję, aby promować wśród kobiet postawę „pro-choice”.
Adam Niedzielski skomentował rosnącą liczbę zakażeń wirusem SARS CoV-2. Zdaniem szefa resortu zdrowia, najważniejsze są wskaźniki hospitalizacji.
Szef resortu zdrowia powiedział, że Rada Medyczna wydała rekomendację, aby rozważyć podanie trzeciej dawki szczepionki tym grupom, które są najbardziej narażone na ryzyko koronawirusa.
Minister Zdrowia rozważa podanie trzeciej dawki w Polsce, jednak decyzję o ewentualnym rozpoczęciu jej dystrybucji uzależnia od wyników badań.
Minister Zdrowia Adam Niedzielski komentował informację o zwiększeniu liczby zachorowań na COVID-19.
“Nie liczy się dla nas tylko liczba nowych zakażeń, ale ważne jest to, czy przekłada się ona na hospitalizację” – zaznaczył minister.
“W Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii są bardzo duże przyrosty zakażeń, nie przekładają się one ani na hospitalizację ani na zgony. To jest to dobrodziejstwo szczepień”– powiedział.
Szef resortu zdrowia powiedział, że Rada Medyczna wydała rekomendację, aby rozważyć podanie trzeciej dawki szczepionki. Ma on przysługiwać tym grupom, które są najbardziej narażone na ryzyko koronawirusa.
“Nie ma cały czas badań, które by pokazywały przyrost skuteczności, czyli pewną wartość dodaną wynikającą ze zderzenia się z nowymi mutacjami wirusa. Dopóki badania nie wykażą, że trzecia dawka, która prawdopodobnie musiałaby być zmodyfikowana nie będąc prostym powtórzeniem, będzie w lepszy sposób niż w tej chwili zabezpieczała przed nowymi mutacjami – to można powiedzieć, że wartość dodana takiej operacji jest bardzo niewielka” – stwierdził minister.
Adam Niedzielski dodał, że koszt operacji podania trzeciej dawki „jest ogromny”. Niedzielski komentując informację o zwiększeniu liczby zachorowań uważa, że trzecia dawka szczepionki stoi pod znakiem zapytania.
“Nie mówię tylko o wydatkach, ale o całej logistyce, o podejmowaniu pewnej debaty i przekonywaniu ludzi, którzy mają przecież wątpliwości” – mówił.
“Staram się wyważyć, ile jest w tym wartości dodanej dla zdrowia publicznego, a ile jest w tym interesu firm farmaceutycznych, które chcą sprzedać więcej” – dodał.
Emmanuel Macron poinformował w czwartek za pośrednictwem swojego Instagrama, że trzecia dawka szczepionek wejdzie do użycia najprawdopodobniej od września.
Uprawnione do skorzystania z kolejnej dawki preparatu przeciw COVID-19 mają być głownie osoby starsze lub szczególnie narażone na zakażenie.
W środę dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus wezwał do wstrzymania szczepień dawką przypominającą przeciwko COVID-19 co najmniej do końca września.
Prezydent Macron napisał na swoim profilu na Instagramie, że trzecia dawka szczepionek ma być dostępna przede wszystkim dla osób starszych lub podatnych na zakażenie.
“Trzecia dawka będzie prawdopodobnie konieczna, nie dla wszystkich od razu, ale w każdym razie dla osób najbardziej narażonych i starszych” – napisał Macron w czwartek na Instagramie.
Francuski rząd próbuje ponownie wzmocnić program szczepień na COVID-19 w sytuacji, gdy kraj stoi w obliczu czwartej fali koronawirusa. Presję wzmagają demonstracje uliczne wymierzone w politykę rządu dotyczącą radzenia sobie z kryzysem epidemicznym.
Trzecia dawka szczepionek wstrzymywana?
Tymczasem w środę dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus wezwał do wstrzymania szczepień dawką przypominającą przeciwko COVID-19 co najmniej do końca września. Zaapelował o ustanowienie moratorium na dawki przypominające.
WHO uzasadniła swój apel powiększającą się luką pomiędzy bogatymi krajami z szerokim dostępem do szczepionek na COVID-19, a tymi biedniejszymi. Preparaty przeciw koronawirusowi nie są tam tak powszechne. Na 4 mld dawek zaaplikowanych dotąd na świecie 80 proc. z nich podano właśnie w państwach o wysokich dochodach. Odpowiada to jedynie połowie światowej populacji.
Stany Zjednoczone odrzuciły apel o moratorium. Według amerykańskich władz “nie ma potrzeby” wybierać pomiędzy podawaniem trzeciej dawki szczepionki swoim obywatelom a darowiznami dla biedniejszych krajów. USA dotychczas nie podjęły decyzji administracyjnej w sprawie aplikacji trzeciej dawki.
Reakcję WHO wywołały doniesienia z Niemiec i Izraela, gdzie już rozpoczęto kampanie szczepień trzecią dawką preparatów przeciw COVID-19. Dawki przypominające są przeznaczone głównie dla osób starszych. Zdaniem naukowców ich system immunologiczny nie produkuje wystarczającej liczby przeciwciał pomimo pełnego zaszczepienia dwiema dawkami.
“Jerusalem Post” udostępniło wyniki badań izraelskich uczonych. Były one odpowiedzią na obserwację częstych zapaleń błony naczyniowej oczu po szczepieniu preparatem Pfizer.
Prof. Zohar Chabot-Wilner poinformowała o wynikach badań. Jej zdaniem szczepionka nie wpływa negatywnie na kondycję wzroku.
Wilner zaznaczyła jednak, że jeśli wystąpi zapalenie błony naczyniowej oka po szczepionce, należy zgłosić się do specjalisty.
Prowadząca badanie prof. Zohar Chabot-Wilner z Centrum Medycznego Suraski w Tel Awiwie poinformowała, że zapalenie błony naczyniowej oka rozwinęło się w przypadku 23 oczu u osób, które otrzymały dwie dawki szczepionki przeciw COVID-19. Pojawiło się ono w ciągu dwóch tygodni po otrzymaniu pierwszego zastrzyku lub w ciągu miesiąca po drugim. Preparat Pfizer wywołuje chorobę oczu?
Ośmioro pacjentów miało wcześniej zapalenie błony naczyniowej oka, od roku temu do 15 lat temu. Większość przypadków była łagodna, trzy ciężkie. Wszystkie można było leczyć miejscowymi kortykosteroidami i kroplami. Tylko w jednym przypadku nastąpiło pogorszenie po otrzymaniu drugiej dawki, ale po odpowiednim leczeniu choroba ustąpiła.
Badanie pod koniec okresu kontrolnego wykazało, że we wszystkich oczach poprawiła się ostrość wzroku, a choroba całkowicie ustąpiła. Nie udowodniono więc, że Pfizer bezpośrednio wywołuje chorobę oczu.
“Konkluzja jest taka, że polecam szczepienie osobom z zapaleniem błony naczyniowej oka lub bez” – podkreśliła okulistka cytowana przez portal kanału 20. telewizji izraelskiej.
Zaznaczyła jednak, że jeśli u kogokolwiek pojawi się zapalenie błony naczyniowej oka po szczepionce, musi być odpowiednio leczony. Jeśli problem pojawi się po pierwszej dawce, i tak trzeba przyjąć drugą.
Wyniki badania zostały przyjęte do publikacji przez czasopismo okulistyczne „Retina”.
Minister Czarnek / Fot. You Tube / Ministerstwo Edukacji i Nauki
Szef Ministerstwa Edukacji i Nauki rozmawiał z “Kurierem Lubelskim”. W wywiadzie podkreślił, że jego resort zakłada pełny powrót uczniów do szkół od 1 września.
Minister przyznał także, że jest przeciwnikiem wprowadzania obowiązku szczepień wśród nauczycieli. Chce, aby do szkół wrócili wszyscy, bez podziału na zaszczepionych i niezaszczepionych.
Czarnek podkreśla, że zachęca wszystkich nauczycieli do zaszczepienia się. Nie przewiduje jednak żadnej formy przymusu w tej kwestii.
Szef MEiN pytany był, jak resort przygotowuje szkoły do powrotu uczniów przy ewentualnym wzroście zachorowań. Zapewnił, że jest w stałym kontakcie z ministrem zdrowia. Czarnek wypowiedział się także o powrocie uczniów do szkół.
„Na regularnych spotkaniach rozmawiamy na temat możliwych scenariuszy i dzisiaj nie bierzemy pod uwagę innego poza powrotem do szkół 1 września w trybie stacjonarnym” – powiedział.
Czarnek o powrocie do szkół. Od 1 września wszyscy wrócą do nauki stacjonarnej
Odniósł się też do pomysłu na wprowadzenie obowiązku szczepień dla nauczycieli i uczniów.
„Resort edukacji z resortem zdrowia przygotowały priorytetowe szczepienia dla nauczycieli w pierwszej grupie jeszcze wiosną. Poziom zaszczepienia w środowisku nauczycielskim jest zbliżony do 80 proc.” – podał.
„Te ponad 20 proc. niezaszczepionych nauczycieli też zachęcamy gorąco do szczepień. Jestem jednak przeciwnikiem wprowadzania obowiązku szczepień wśród nauczycieli. Dlatego chcemy, aby 1 września do szkół wrócili wszyscy, bez dzielenia na zaszczepionych i niezaszczepionych” – dodał Czarnek.
Czarnek mówił o powrocie uczniów do szkół, ale wspomniał także o akcji szczepień. Minister planuje zorganizować dobrowolne szczepienia w szkołach, które zgłoszą takie zapotrzebowanie.
„Wolą resortu edukacji jest, aby wszyscy nauczyciele wrócili do szkół 1 września. Również młodzież nie może być do szczepień przymuszana. Prowadzimy i będziemy prowadzić akcje informacyjne, będziemy zbierać informacje od rodziców na temat szczepień, by w trzecim tygodniu września zorganizować tam, gdzie będzie to potrzebne i gdzie będą sobie tego życzyć dyrektorzy, punkty szczepień w szkołach. To są zachęty, ale na pewno nie będzie przymusu” – powiedział minister edukacji i nauki.
Jak przypomina Józef Białek, premierem z PiS wówczas był Kazimierz Marcinkiewicz, który jak przestał być premierem, dostał pensję w Goldman Sachs, który czerpał zyski z doradzania Polskiej Grupie Energetycznej. Zdaniem Józefa Białka autora wydanej przez wydawnictwo Wektory pracy „Czas niewolników. Jak świat stał się własnością kilku korporacji”, PiS w latach 2006 – 2007 rządził w interesie amerykańskiej finansjery, a działania polityków w naszym kraju wpisują się w to, co dzieje się na całym świecie.
Politycy działają na szkodę Polaków
PiS w swojej polityce nie był odosobniony. Kolejne rządy III RP działały na niekorzyść Polaków. System zmuszał i dalej zmusza ludzi do życia na kredyt i oddawania się w niewolę finansjerze. Państwo powołane do ochrony interesów obywatel ignorowało swoje obowiązki i nie chroniło i dalej nie chroni Polaków przed wyzyskiem.
W konsekwencji dziś w miastach Polacy są realnie niewolnikami banków, żyją w mieszkaniach należących do banków, zadłużeni wobec banków, realnie pozbawieni wolności niczym chłopi pańszczyźniani niemieszający w czworakach. Żyjemy więc w realnym feudalizmie.
Zniewolenie przez kredyty to nieustanny stres osłabiający układ odpornościowy, który obniża wydajność fizyczną i psychiczną. W stanie stresu ludzie przestają trzeźwo myśleć i zaczynają chorować, co sprawia, że popadają w kłopoty finansowe, i tracą swoje majątki na rzecz finansjery. Można powiedzieć, że władza dokonuje pośredniej eksterminacji Polaków, „poprzez tworzenie skrajnie szkodliwych warunków życia” by podatnicy umierali przed przejściem na emerytury.
Kredyty frankowe
Pojawienie się kredytów we frankach w 2004 w Polsce związane było z integracją Polski z Unią Europejska (popieraną przez SLD, PSL, PO, PiS). Zagraniczne banki realnie monopolizujące usługi bankowe w Polsce wmawiały Polakom, że kredyty we frankach są najkorzystniejsze i, że klientów tylko na takie kredyty stać – banki twierdziły, że klienci nie mają zdolności kredytowej na kredyt w złotówkach, ale mają zdolność kredytową na kredyt we frankach. Taka polityka na szkodę klientów nie dziwi – celem banków jest to by jak najwięcej zarobić na klientach przez najdłuższy czas.
Józef Białek w swojej książce stwierdził, że banki w Polsce udzieliły 900.000 kredytów we frankach na kilkaset miliardów złotych. Dzięki zmianom kursu franków, których według banków miało nie być, banki zarobiły 350 miliardów złotych, tyle, co Polacy mają na kontach. Dzięki kredytom we frankach udało się w Polsce zniszczyć młodą klasę średnią. Zwyżka kursu franka miała miejsce w 2008 roku, dług w wysokości 260.000 złotych z dnia na dzień wzrósł do 350.000 (nie licząc odsetek). Nieruchomości z dnia na dzień stały się mniej warte niż długi. Przewalutowanie kredytów było nieopłacalne – oprocentowanie rosło kilkukrotnie.
W opinii Józefa Białka kredyt we frankach były oszustwem. W rzeczywistości banki realnie pożyczały złotówki i żadnego przewalutowania nie było (choć klienci musieli za to płacić). Umowy na kredyty we frankach sprzeczne były z prawem bankowym w Polsce i Unii Europejskiej. Kiedy władze III RP olewały to, że banki oszukały klientów, to władze Chorwacji, Hiszpanii, Węgier, broniąc praw klientów, ustawą przewalutowały kredyty. W 2015 roku Duda obiecał obronę poszkodowanych kredytami frankowymi klientów, nic z tego nie wyszło – czemu nie można się dziwić, bo premierem z PiS został Mateusz Morawiecki były prezes Banku Zachodniego WBK.
Inflacja dziełem banków komercyjnych
Banki komercyjne (w dużej części należących do zagranicy), według Józefa Białka, zarabiają na pożyczaniu pieniędzy, których nie mają – czyli nie ponoszą żadnego ryzyka swojej działalności. Banki nie pożyczają realnych pieniędzy – za to odsetki od kredytów płacone przez klientów banku są realne – banki realnie kreują pieniądze z sufitu (ich wartość to, co w ramach inflacji tracą posiadacze pieniędzy – czyli podatek inflacyjny).
W opinii Józefa Białka oszukiwanie klientów przez banki to norma. Banki, choć czasami karane grzywną, to nigdy nie zwracają klientom zagrabionych im pieniędzy. Instrumentem manipulowania i oszukiwania klientów jest dla banków reklama. Najczęściej zamiast obiecywanych zysków klienci mają same straty. Wynajdywaniem frajerów dla banków, zdaniem Józefa Białka, zajmują się doradcy finansowi.
Jedną z wielu praktyk banków na szkodę klientów jest cross selling (sprzedaż krzyżowa), czyli sprzedawanie przez bank klientom czegoś, czego oni nie chcieli kupować (ubezpieczenia, dodatkowe konta, w pakiecie razem z tym, co chcieli kupić (kredyt). Józef Białek w swojej książce twierdzi, że banki szkolą swoich pracowników, by ci naciągali i oszukiwali klientów. Obecna presja na likwidację gotówki wynika z tego, że banki chcą monitorować zwyczaje konsumenckie ludzi. Józef Białek w swoje książce przypomniał, że w 2008 kryzys finansowy był zamierzony, politycy świadomie przyzwalali na patologie – w tym i na spekulację finansową przez bankierów.
Transformacja nakazana przez Moskwę w interesie amerykańskiej finansjery
Po 1989 w ramach transformacji ustrojowej, w Polsce finansjera przejęła gospodarki krajów postsowieckich, szczególnie kluczowe sektory i banki, uzależniła i zniewoliła obywateli kredytami. Na to zgodzili się postkomuniści. Na cztery lata przed transformacją ustrojową Wojciech Jaruzelski spotkał się w Nowym Jorku z przedstawicielem amerykańskiej finansjery Rockefellerem.
W nakazanej przez Moskwę transformacji zgodnie z poleceniami zachodniej finansjery obniżono poziom życia w Polsce, wyprzedano majątek narodowy, zadłużono Polaków, by podatki płacone przez polskich podatników nie szły na rozwój Polski, tylko trafiały do kieszeni zachodniej finansjery. Celem transformacji było przejęcie majątku narodowego Polaków w III RP przez zachodnią finansjerę. Scena polityczna, na której od kilkunastu lat trwa spektakl wojny o koryto między PiS i Po jest przykrywką dla realnego niszczenia Polski i Polaków.
Zdanie Józefa Białka prywatyzacja banków w Polsce Polegała na tym, że banki te, by dokonywać transakcji walutowych, wpłacały na konta zachodnich banków kwotę 5 miliardów dolarów – za tą kwotę banki zachodnie wykupywały polskie obligacje na 40% i po trzech latach zarabiały na tych obligacjach 120% i miały ponad 5 miliardów czystego zysku, za który wykupywały akcje polskich banków.
Według Józefa Białka, Balcerowicz zamroził cenę dolara, w bankach były 100% odsetki od złotówek, dzięki czemu finansjera z zachodu wymieniała dolary na złotówki, złotówki lokowała na kontach w polskich bankach, by po roku mieć 100% zysku, za który wykupywała swoje dolary.
Zagraniczna finansjera właścicielem polskiej gospodarki
W opinii Józefa Białka polska gospodarka dziś kontrolowana jest w 80% przez należące do kilkunastu amerykańskich rodzin (w tym tych wiadomego pochodzenia) fundusze inwestycyjne (BlackRock, State Street, Vanguard, oraz Fidelity). Zdaniem Józefa Białka „większość przedsiębiorstw w Polsce znajduje się pod kontrolą dwu firm (Vanguard i Black Rock – funduszy inwestycyjnych należących do kilkunastu rodzin z USA (często wiadomego pochodzenia) oraz film, kontrolowanych przez te firmy.
Jak informuje Józef Białek, BlackRock ma być udziałowcem: PZU, PKN Orlen, Giełdy Papierów Wartościowych, PGE, PGNiG, Jastrzębskiej Spółki Węglowej, Lotos, KGHM, CIECH, PKO SA, Ing Bank Śląski, Banku Handlowego, Orange, Alior Bank, Santander, Millennium, Deutsche Bank, Raiffeisen Bank. Vanguard ma posiadać akcje: PKO SA, Getin Noble Bank, Alior Bank, Santander, MBank, Millennium, Bank Handlowy, PZU, PKN Orlen, Orange, Giełda Papierów Wartościowych Budimex, PGE, Energa SA, Enea, PGNiG, Jastrzębska Spółka Węglowa, KGHM, CIECH.
Amerykańskie fundusze inwestycyjne kontrolują polską gospodarkę, wykorzystując współpracę, między których firmami mają akcje a firmami, których akcje mają firmy, których akcje mają fundusze.
Józef Białek podejrzewa, że Rothschildowie prawdopodobnie przejęli kontrolę na NBP, emisją polskiej waluty, czyli nad Polską gospodarką, a w konsekwencji nad Polską. Władzę nad danym krajem ma ten, kto kontroluje emisję pieniądza. Wbrew propagandzie niektórych wolnościowców kontroli nad emisją pieniędzy w Polsce nie ma państwo. NBP kreuje tylko 13% pieniędzy w gospodarce (monet i waluty), 87% jest kreowane przez banki w postaci pieniądza cyfrowego. Władza nad Polską, czyli emisja pieniędzy jest w rękach prywatnych banków należących do finansjery z zachodu. Warto jeszcze raz powtórzyć, że te 87% pieniędzy w gospodarce kreowanych jest przez banki prywatne z sufitu, wartość tych środków pochodzi z odebrania wartości z pieniędzy już będących w gospodarce (czyli z tego, co mamy w kieszeni). Inflacja, spadek wartości pieniądza, to, że ceny rosną jak szalone, to konsekwencja tego, że naszym kosztem zarabiają zachodnie banki.
5 sierpnia mija 77 rocznica masakry ludności warszawskiej Woli. Ludobójstwa dopuścili się Niemcy, którzy po wybuchu powstania w Warszawie dostali rozkaz pacyfikacji ludności cywilnej.
Brutalne mordy dokonywane przez niemieckich okupantów na Polakach trwały od 5 do 7 sierpnia 1944 roku. Szacuje się, że w tym czasie zginęło od 40 do 60 tys. ludzi.
W 77 rocznicę Rzezi Woli Muzeum Powstania Warszawskiego organizuje obchody w Warszawie.
5 sierpnia mija 77 rocznica Rzezi Woli. Z tej okazji zostaną zorganizowane uroczystości upamiętniające to tragiczne wydarzenie. Warto również wspomnieć o te historycznym masakry niemieckich zbrodniarzy na ludności cywilnej Woli.
Wieczorem 1 sierpnia 1944 r. wieść o wybuchu powstania w Warszawie dotarła do Berlina. O tym wydarzeniu poinformował Hitlera Reichsführer SS Heinrich Himmler. Konsekwencją rozmowy między Hitlerem a Himmlerem był wydany jeszcze tego samego dnia jednoznaczny rozkaz: “Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców, Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”.
Niemieckie ludobójstwo na Woli
Rano 5 sierpnia siły podległe Gruppenführerowi Heinzowi Reinefarthowi rozpoczęły atak na Wolę. Prawdopodobnie podczas odprawy dowódców o poranku SS-Gruppenführer zacytował rozkaz Himmlera o zniszczeniu miasta lub (według innych świadków) uzasadnił mordowanie ludności cywilnej i powstańców koniecznością szybkiego udzielenia pomocy “dzielnicy rządowej” w okolicy Alei Ujazdowskich oraz informacjami o rzekomym brutalnym mordowaniu jeńców. Atak na Wolę poprzedziły również naloty Luftwaffe, która dzięki doskonałej pogodzie mogła bez żadnych przeszkód operować nad Warszawą.
Do największych egzekucji doszło koło wału kolejowego przy ul. Moczydło w rejonie ul. Górczewskiej, a także przy Wolskiej, w parku Sowińskiego oraz w fabrykach “Ursus” i Franaszka przy Wolskiej. Cywilów mordowano z broni maszynowej lub wrzucano granaty do zamieszkanych domów, które później podpalano. Osoby, którym udało się uciec, zabijano, a zwłoki wrzucano do płonących budynków.
Wielu mieszkańców schroniło się w piwnicach kościoła św. Wawrzyńca i cerkwi św. Jana Klimaka na Wolskiej. Egzekucje przeprowadzano też przy starym wale fortecznym oraz na cmentarzu prawosławnym. W pierwszych dniach Rzezi Woli rozstrzelanych zostało również co najmniej dwudziestu wychowanków prawosławnego sierocińca.
Egzekucje przy ul. Młynarskiej tak wspominała ówczesna mieszkanka Woli Janina Rozińska.
“Razem z dziećmi znalazłam się w zajezdni [tramwajowej – przyp. red.] w tłumie ok. 200 osób, przeważnie kobiet i dzieci oraz kobiet ciężarnych […]. Z karabinu maszynowego Niemcy otworzyli ogień do naszej stłoczonej grupy. Po pierwszej salwie ze stłoczonego tłumu zaczęli się podnosić ranni, a wówczas Niemcy rzucali w tłum granaty ręczne […]. Aż do zmroku podchodzili do leżących Niemcy, celując do poruszających się równocześnie z żartami i śmiechami, zwłaszcza gdy ranny został trafiony.” – opisuje Rozińska.
Niemcy dokonali brutalnych mordów na terenie Szpitala Wolskiego
Eksterminacja mieszkańców Woli trwała również na terenie Szpitala Wolskiego. Niemcy zamordowali dyrektora placówki dr. Józefa Piaseckiego, chirurga prof. Janusza Zeylanda i kapelana szpitala ks. Kazimierza Ciecierskiego. Pozostałych pracowników i pacjentów wypędzono na ulicę, skąd w eskortowanej kolumnie kierowano ich do hal na terenie warsztatów kolejowych przy ul. Moczydło. Większość została później rozstrzelana na znajdującym się w pobliżu nasypie kolejowym. Łącznie zginęło wówczas ok. 360 osób.
W szpitalu dochodziło również do wielu gwałtów i morderstw. Do niektórych z nich doszło już po zakończeniu rzezi.
Dokładna liczba ofiar Rzezi Woli pozostaje wciąż nieznana. Według szacunków historyków mogło to być od 40 do 60 tys. osób. Wedle szacunków opartych na zeznaniach i dokumentach zgromadzonych w archiwach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce w sobotę 5 sierpnia na Woli zamordowano 45 500 osób. Następnego dnia: 10 100. 7 sierpnia na terenach Woli sąsiadujących ze Śródmieściem (lub niekiedy zaliczanych do Śródmieścia) Niemcy zabili 3800 osób. Ustalenie dokładnej liczby ofiar nigdy nie będzie możliwe m.in. ze względu na zatarcie śladów zbrodni przez palenie ciał.
Wiosną 1945 r. rozpoczęły się ekshumacje pomordowanych mieszkańców Woli. Dokumenty Miejskiego Zakładu Pogrzebowego oraz Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich wymieniają w miarę dokładnie ilość popiołów odnalezionych w miejscach masowych egzekucji lub palenia ciał. W drugą rocznicę rzezi na Cmentarzu Powstańców Warszawy złożono 12 ton prochów. Niemal przez trzydzieści lat teren cmentarza był zaniedbany, a jedynym upamiętnieniem była metalowa tablica ustawiona obok kurhanu z napisem: “Tu spoczywają prochy tysięcy ofiar faszyzmu hitlerowskiego zamordowanych i spalonych w Warszawie 1944 r.”.
77 rocznica Rzezi Woli – uroczystości w Warszawie
Wieczorem, o godzinie 18:00 władze miasta, dzielnicy oraz mieszkańcy wolskich osiedli zbiorą się na skwerze przy rozwidleniu ulicy Leszno i al. „Solidarności”. Tam przy pomniku pamięci zamordowanych podczas Rzezi Woli zostaną złożone kwiaty i zapalone znicze. Uroczystość potrwa godzinę, a o 19:00 ulicami Okopową, Wolską i Redutową w kierunku Cmentarza Powstańców Warszawy w milczeniu wyruszy Marsz Pamięci.
Na trasie wolontariusze Muzeum Powstania Warszawskiego zapalą znicze, zatrzymując się przy 21 miejscach upamiętniających egzekucje Polaków w 1944 roku. To wszystko w ciszy, ale wyczytywane będą nazwiska mieszkańców stolicy, którzy zginęli podczas masakry.
Wydarzenie zakończy się o 20:30 przy pomniku Polegli Niepokonani. Obchody odbędą się także w Parku Powstańców Warszawy – tam zorganizowano wystawę „Zachowajmy ich w pamięci”. Ma być ona poświęcona ofiarom cywilnym warszawskiego zrywu.
Resort zdrowia informuje, że w czwartek 5 sierpnia wykryto 176 nowych przypadków zakażeń COVID-19. Ministerstwo Zdrowia informuje również o 6 zgonach osób z koroanwirusem.
Najwięcej nowych zakażeń odnotowano w Małopolsce i na Mazowszu.
Resort zdrowia podał również dane dotyczące obłożenia miejsc w szpitalach oraz wykorzystania sprzętu medycznego.