Jarosław Kaczyński / zdjęcie: zrzut ekranowy YouTube

PiS, który w kampanii wyborczej postawił na retorykę uniosceptyczną, nie za bardzo chyba ma własny pomysł na kampanię wyborczą, bo musi sięgać po pomysły innych.

PiS-owi, który do tej pory przyjmował w praktyce wszystkie szkodliwe pomysły Brukseli trudno jest teraz stworzyć własny program na kampanię w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Premier Morawiecki kiedy mógł wetować pakiet Fit for 55 to tego nie zrobił. Europosłowie PiS głosowali również za tym, aby przewodniczącą Rady Europejskiej została Ursula von der Leyen, która w swoim programie miała wprowadzenie Europejskiego Zielonego Ładu, który już dotyka kieszenie Polaków.

Bartosz Bocheńczak, szef kampanii wyborczej Konfederacji w wyborach do Parlamentu Europejskiego, zamieścił w mediach społecznościowych film, który pokazuje, że PiS do wykorzystało fragmenty tekstu z przemówienia Bocheńczaka. Przemówienia, które ten wygłosił na inaugurację kampanii wyborczej Konfederacji.

Fragmenty z wystąpienia Bocheńczaka a nawet hasło wyborcze Konfederacji “Chcemy żyć normalnie” (sic!) znalazły się w 7. punktowej deklaracji PiS, którą PiS ogłosił 27 kwietnia na swojej Konwencji wyborczej, a podpisali się pod nią kandydaci PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Hej, Prawo i Sprawiedliwość, widzę, że nasza konwencja inauguracyjna z 15 kwietnia, tak Wam przypadła do gustu, że postanowiliście skopiować elementy naszego programu. Szkoda, że zainspirowaliście się tylko naszym hasłem „chcemy żyć normalnie”. Mamy też hasło obrony gotówki(której obrót wy ograniczaliście), oraz pokazujemy że jesteście hipokrytami, bo sami w PE nie blokowaliście min. zielonego ładu.

Krzysztof Bosak / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak na gorąco komentował wizytę Ursuli von der Leyen w Katowicach. Zarzucił, że von der Leyen uciekła od prawdziwej debaty, która powinna toczyć się w Sejmie, a całe wydarzenie jest jedynie elementem kampanii wyyborczej.

Poniżej całe wystąpienie Krzysztofa Bosaka na konferencji prasowej w Sejmie:

– Krótki komentarz do wydarzenia sprzed południa. To znaczy pojawienia się premiera Tuska z rządem oraz pani przewodniczącej Komisji Europejskiej na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. To tam doszło do wystąpienia, które jest relacjonowane przez media jako plan dla Europy, a na którym nie przedstawiono żadnego planu i właściwie nie wiadomo do końca, czemu to wystąpienie miało służyć.

Jeżeli mamy wizytę w Polsce pani przewodniczącej Komisji Europejskiej, myślę, że naturalną rzeczą było, żeby pojawiła się tutaj w Warszawie i żeby przedstawiła sprawozdanie z działania instytucji unijnych za ostatni czas. Na przykład dla polskiego Sejmu albo dla reprezentacji polskiej klasy politycznej. Żeby spotkała się ze wszystkimi opcjami i przekonywała do tego, że osiągnęła jakieś cele. Natomiast pokazywanie się ze swoim politycznym kolegą z tej samej grupy politycznej akurat na biznesowej konferencji w Katowicach jest, mówiąc delikatnie, niezrozumiałe. Jeszcze dziwniejsze jest nazywanie tego wspólnego pokazania się tam i wygłoszenia krótkich wystąpień “planem dla Europy”.

Premier Tusk wprost przyznał, że podczas tego spotkania nie było ustalone w ogóle, co będą mówić. Jeżeli to była improwizacja, no to apel do mediów, proszę nie wprowadzać opinii publicznej w błąd i nie nazywać planem czegoś, co powinno być nazywane improwizacją.

Po drugie, wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia po prostu z kampanią wyborczą. Ursula von der Leyen jest politykiem i jej partia bierze udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ona sama jest eurokratką, która chciałaby odnowić swoją funkcję na kolejną kadencję. A Donald Tusk jest jednym z jej kolegów, którego partia jest w trakcie kampanii wyborczej. Takie jest tło pojawienia się rządu w Katowicach. I takie jest tło tego potoku frazesów, które oboje wypowiedzieli.

Bo co myśmy tam właściwie usłyszeli? Usłyszeliśmy poklepanie po plecach Donalda Tuska i rządu PSL, Platformy, Lewicy i Trzeciej Drogi. Że bardzo starają się wypełnić kamienie milowe. Usłyszeliśmy, że już w Polsce nie ma problemu z praworządnością, mimo, że nie zmieniła się żadna ustawa regulująca te kwestie!

Usłyszeliśmy, że Tusk popiera pomysł von der Leyen, a von der Leyen pomysł Tuska, żeby tworzyć komisarza do spraw obronności. I że rzekomo Unia Europejska w tej chwili zapewni nam bezpieczeństwo. W jaki sposób to się ma stać? Nie zostało to wyjaśnione. Ale jak rozumiemy, chodzi o wydawanie pieniędzy, o wydawanie pieniędzy na obronność. No, do tego pomysłu w Polsce nie trzeba nikogo przekonywać. Wydajemy obecnie najwięcej na obronność w relacji do PKB w skali całego Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Natomiast może pani von der Leyen i Donald Tusk, jeżeli są tacy do tego przekonani, zaczną od przekonania do tego samych Niemców! Żeby zaczęli więcej wydawać na obronność, zamiast snuć wizje, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Czy rzeczywiście ktoś wierzy, że z powołania komisarza, który na wizytówce będzie miał, że jest do obronności, wzmocni się obronność Europy? No chyba takich naiwnych nie ma.

Przypomnijmy, że w Unii Europejskiej mamy powołanego komisarza, a nawet wysokiego przedstawiciela umocowanego traktatowo do spraw polityki zewnętrznej, międzynarodowej i… jego istnienie w żaden sposób nie spowodowało istnienia wspólnej polityki zagranicznej Unii Europejskiej. Po prostu takiej polityki nie ma. Każde państwo prowadzi swoją własną politykę. W fundamentalnych strategicznych sprawach ona nie jest koordynowana.

Więc przestańmy ludziom mydlić oczy, panie premierze, pani przewodnicząca, i mówmy prawdę. Jeżeli chcecie wydać ze środków unijnych określone pieniądze na obronność, okej, tylko niech to będzie wydane w proporcji dla wszystkich państw członkowskich. A nie tak jak ostatnio, że okazuje się, że do Polski te pieniądze właściwie w ogóle nie trafiły. Chyba potrzebujemy także w Polsce budowy zdolności, jeżeli chodzi o produkcję amunicji i różne inne rzeczy.

Pamiętamy, że pani von der Leyen jest prekursorką, wykonawcą i liderem, jeżeli chodzi o wdrażanie Europejskiego Zielonego Ładu. Pamiętamy, że jest bardzo stała w swoich poglądach, jeżeli chodzi o budowanie superpaństwa europejskiego i likwidowanie zasady weta, zasady jednomyślności. To powoduje, że uważamy, że jest po prostu złą kandydatką na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Jej pomysły są zwyczajnie szkodliwe i sprzeczne z racją stanu. W jaki sposób Platforma Obywatelska, PSL, Lewica i Trzecia Droga są w stanie połączyć te szkodliwe pomysły z przekonywaniem Polaków, że jest w tym jakiś sens, no to jest doskonałe pytanie. W naszej ocenie nie ma tam żadnego sensu, żadnej wartości i widać wyraźnie, że pani von der Leyen jest oderwana od rzeczywistości!

Przyjechała na Śląsk, opowiada o tym, że wystarczyło 20 lat, żeby przejść od regionu opartego na węglu z przemysłem do miejsca, gdzie organizuje się konferencje klimatyczne.
No, otóż być może ktoś powinien pani von der Leyen uświadomić, że na Śląsku nie tylko organizuje się konferencje klimatyczne, ale na przykład działają tam największe w Polsce elektrownie węglowe w Jaworznie. Może pan premier Tusk powinien zabrać panią von der Leyen i pokazać, jak wyglądają nowoczesne elektrownie węglowe w Jaworznie.
Może powinien jej wytłumaczyć, że polska gospodarka przestałaby działać, gdyby te elektrownie wyłączyć.

Krótko mówiąc, żadna transformacja energetyczna poza głowami eurokratów na razie nie dokonała się. To jest ich pomysł, za który oni chcą, żebyśmy my wszyscy zapłacili horrendalne pieniądze. A na razie jedyne, co im się skutecznie udało spowodować, to wygenerowanie strumienia kapitału, który zamiast iść na transformację energetyki w Polsce, ucieka z polskich na wykup wirtualnych, wymyślonych przez eurokratów certyfikatów emisji CO2. Tyle o energetyce.

Weźmy rynek wewnętrzny. Chełpił się Donald Tusk z panią von der Leyen, że Unia Europejska gwarantuje bezpieczeństwo przedsiębiorcom i rolnikom. Przecież to jest oczywiste kłamstwo! To właśnie ich działania były uzasadnieniem do tak zwanych lockdownów, które niszczyły stabilność działania wielu przedsiębiorstw. To ich działania zniszczyły stabilność funkcjonowania rolnictwa w Polsce. Dokładnie to jest przyczyną kryzysu i utraty poparcia Unii Europejskiej przez rolników w Polsce, że Unia Europejska – nie tak, jak powiedział premier Tusk, postawiła interes swoich wytwórców przed światem zewnętrznym – ale postawiła interes wytwórców ze świata zewnętrznego, z Ukrainy, przed swoimi! I pozwoliła na niszczenie stabilności rynku rolnego. Taka jest prawda o polityce unijnej.

Premier Tusk, pani von der Leyen powinni mieć odwagę zmierzyć się z nią. Ale uciekli z tego miejsca, które jest miejscem dyskusji, z polskiego Sejmu, do Katowic. Na bezpieczne wody zaprzyjaźnionej biznesowej konferencji, po to, żeby nie usłyszeć żadnych poważnych pytań, które byśmy tu zadali, gdybyśmy taką okazję mieli.

Idźmy dalej. Kwestia przedsiębiorców, rolników, kwestia bezpieczeństwa, o tym powiedziałem, ale jest też kwestia migracji. Powiedział Donald Tusk, że potrzebujemy w Europie bezpieczeństwa pod tym kątem. Już to wypunktowałem w debacie sejmowej. Postulaty w debacie nad expose ministra spraw zagranicznych. Postulaty czy premiera, czy ministra spraw zagranicznych polskiego, są literalnie sprzeczne z pakietem migracji i azylu, przyjętym przez Unię Europejską pod przewodnictwem pani von der Leyen! Czy naprawdę nic poza frazesami ci ludzie nie mają do zaproponowania? Mówmy prawdę! Opłacanie, finansowanie i przymuszanie państw członkowskich do dystrybucji nielegalnych imigrantów obdarzonych azylem po całej Unii Europejskiej nie spowoduje bezpieczeństwa w obszarze migracyjnym, tylko je zrujnuje. Tak, jak już zostało zrujnowane w szeregu państw unijnych. To poprawność polityczna i niezdolność do stosowania normalnych instrumentów ochrony granic są źródłem kryzysu migracyjnego w Europie, który przeradza się w kryzys bezpieczeństwa społecznego.

Tyle komentarza do tych szczegółowych rzeczy, które pojawiły się w tych przemówieniach. To, na co ja chciałbym zwrócić uwagę jeszcze raz i podsumować to: żaden plan nie został przedstawiony! Unia Europejska ma szereg konkretnych problemów. Największe z nich to: poprawność polityczna paraliżująca ochronę granic i utrata bezpieczeństwa, utrata konkurencyjności gospodarki europejskiej w wyniku obłędu polityki tzw. klimatycznej, która niszczy konkurencyjność gospodarki europejskiej w skali globalnej; i brak jakiejkolwiek realnej zdolności do koordynacji swoich polityk zagranicznych, mimo wykształcenia do tego podstaw traktatowych już kilkanaście lat temu.

Czas stanąć w prawdzie i odnieść się do tych wyzwań. My w Konfederacji to robimy. Przedstawiamy naszą realną ocenę sytuacji i wystawiamy kandydatów do Europarlamentu, którzy będą uprawiać politykę na serio, a nie mydlić oczy frazesami. Zapraszamy do realnej dyskusji. Jesteśmy do niej gotowi, jesteśmy gotowi do debat. Proszę nie chować się na biznesowych, zamkniętych konferencjach. Proszę stawać do debat. To jest apel i do sił, które tworzą w Polsce rząd, i do przedstawicieli Komisji Europejskiej.

Stanisław Żółtek / zdjęcie: zrzut ekranowy YouTube

Partia Polexit, na której czele stoi były europoseł Stanisław Żółtek, zarejestrowała listy wyborcze w całym kraju.

Kilka dni temu pisaliśmy, że całkowitą porażkę w zbiórce podpisów poniósł Robert Bąkiewicz, który również chciał iść od wyborów do Parlamentu Europejskiego pod hasłem Polexit. Jego komitet koalicyjny, w którego skład weszła partia Niepodległość i Unia Polityki Realnej Bartosza Józwiaka, nie zarejestrował kandydatów w ani jednym okręgu.

Tymczasem wczoraj partii Polexit udało się zarejestrować listy w 7. okręgach. To oznacza, że Polexit może wystawić listy kandydatów we wszystkich 13. okręgach.

Przypomnijmy tylko, że Stanisław Żółtek, który stoi na czele partii Polexit, to dawny działacz UPR i Kongresu Nowej Prawicy. To z list tego drugiego ugrupowania w roku 2014 dostał się do Parlamentu Europejskiego wraz Januszem Korwin-Mikkem, Michałem Marusikiem i Robertem Iwaszkiewiczem. Po tym jak Stanisław Żółtek został europesłem można powiedzieć, że praktycznie zniknął.

Na chwilę o Stanisławie Żółtku znów było nieco głośniej, kiedy wraz z Michałem Marusikiem usuwali z funkcji prezesa w KNP Janusza Korwin-Mikkego. Ta decyzja zresztą miała dla Kongresu Nowej Prawicy tragiczne skutki. Janusz Korwin-Mikke ogłosił odejście z KNP i założenie nowej partii. W ciągu miesiąca całe poparcie dla KNP z 6% spadło do 1%. Partia stała się marginalna i przestała się liczyć w polskiej polityce.

O działalności zaś samej partii Polexit również trudno znaleźć jakieś informacje. Jedno jednak co trzeba przyznać Stanisławowi Żółtkowi, że umiejętność zbiórki podpisów na wybory opanował do perfekcji.

Słąwomir Mentzen / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Sławomir Mentzen na platformie X nie zostawił suchej nitki na ministrze spraw wewnętrznych Marcinie Kierwińskim. Szczególnie, że minister Kierwiński po incydencie z “nagłośnieniem” postanowił również pogrozić tym, którzy naruszaliby jego dobre imię.

Sławomir Mentzen w bardzo obszernym tłicie skomentował wszystko co się wydarzyło wokół tej sprawy. Poniżej cały wpis Sławomira Mentzena zamieszczony na plat formie X:

Minister Kierwiński to ma dopiero pecha. Przemawiał na państwowych uroczystościach i akurat jemu zepsuł się sprzęt nagłośnieniowy i pojawił się dziwny pogłos. Wcześniejsze przemówienia marszałka Szymona Hołowni i prezydenta Andrzeja Dudy, a także późniejsze Waldemara Pawlaka, obyły się szczęśliwie bez żadnych zakłóceń. No ale ten miał pecha. W sumie to powinien się do tego pecha przyzwyczaić, bo podobne problemy ze sprzętem miał równo rok temu, gdy przemawiał z okazji 3 maja w Płońsku. 

Nagrał 1,5 godziny później wywiad, żeby pokazać, że jest trzeźwy i znowu pech. Język mu się troszeczkę znowu poplątał i źli ludzie dalej mieli niepotrzebne wątpliwości. 

Żeby się kompletnie wybielić, pokazał nawet wydruk z alkomatu, pokazujący, że nie miał ani jednego promila. No czegóż chcieć więcej? Ale znowu pech. Bo okazało się, że cały kwit jest źle wypełniony, niepodpisany, a widniejąca na nim jako przeprowadzająca badanie aspirant Ewa Burnett jest nikomu nieznana i nikt o niej nie słyszał. Ale to jeszcze nic. Nomen omen czystym zbiegiem okoliczności, Burnett to również marka wódki. 

I jeszcze ci wścibscy dziennikarze. Jeden z nich poszedł dziś na komisariat, dokładnie ten sam, z którego kwit dostał Kierwiński, i zrobił sobie badanie alkomatem. No i znowu pech! Wydruki są tam wydawane in blanco, po otrzymaniu kwitu, każdy może sobie wpisać dane jakie tylko chce. Kaczor Donald, Myszka Miki, Grzegorz Braun, co kto tylko chce. 

Rozumiecie jaki niefart? Wszystko zostało dogłębnie wyjaśnione, tak jak ziemia pod Smoleńskiem przekopana na metr w głąb, nie ma się o co przyczepić, a ludzie dalej twierdzą swoje.

Przebież nawet Ewa Burnett z policji potwierdza, że promili było 0. Wprawdzie się pod tym nie podpisała, ale potwierdza! Gdy komendant główny policji Jarosław Szymczyk potwierdzał, że myślał, że to był głośnik, a nie granatnik, to wszyscy na słowo wierzyli, nikt pytań nie zadawał. A teraz nikt nie wierzy aspirant Burnett. Może gdyby podpisał się tam jeszcze pułkownik Jack Daniels, ludzie przestaliby stawiać głupie pytania.

I jeszcze ten Protasiewicz, któremu już wszystko jedno, bo kariery już nigdzie nie zrobi, więc może sobie pozwolić na pisanie otwartym tekstem, że w KPRM za czasów Tuska, to alkohol lał się strumieniami. Przecież jeszcze miesiąc temu facet był poważnym wicewojewodą. Jak można było przewidzieć, że akurat teraz mu się odklei i zacznie gadać głupoty?

Dlatego powtarzam, że w tej sprawie nikt nie powinien mieć żadnych wątpliwości, Kierwiński był trzeźwy jak bela. A jak ktoś nie wierzy, ten ruski agent, pisowiec i bardzo zły człowiek, którego trzeba pozwać, żeby oduczył się mieć swoją opinię, żeby raz na zawsze zapamiętał, że tej władzy trzeba zawsze wierzyć, bez zadawania żadnych zbędnych pytań.

A ja oczywiście to nie powinienem tej sprawy komentować, bo piłem kiedyś piwo na Piwie z Mentzenem i nad ranem ktoś mnie nagrał, jak spokojnie sobie stoję.

Minister Marcin Kierwiński / zdjęcie: screenshot YouTube

Bełkotliwe przemówienie ministra spraw wewnętrznych i administracji nie mogło przejść niezauważone. Tym bardziej, że Marcin Kierwiński przemawiał na dużej uroczystości w obecności prezydenta Andrzeja Dudy i marszałka Hołowni, a cała uroczystość była transmitowana przez media. W tym rządowe TVP Info.

Podczas centralnych obchodów Dnia Strażaka, jakie miały miejsce w Warszawie na Placu Piłsudskiego słychać było, że minister ma problemy ze składnym wypowiadaniem się. Pomimo tego, że mocno starał się mówić wszystkie kwestie wyraźnie, nie zawsze mu się to udawało.

W przemówieniu niektóre słowa zlewały się ministrowi i były mało zrozumiałe. Chcąc np. powiedzieć “partnerzy” Kierwińskiemu wypłynęło z ust słowo “bartnerzy”. Widać w głowie słowo “barter” skojarzyło mu się ze słowem “partner”. I wyszło mu co mu wyszło…

Tłit posła Trzeciej Drogi zbulwersował mocno polityków Konfederacji. Najostrzej zareagował Sławomir Mentzen, który wprost posła Sławomira Ćwika nazwał chamem.

Poseł Sławomir Ćwik postanowił “błysnąć” na serwisie X i skomentował wielki billboard rzecznik prasowej Konfederacji Ewy Zajączkowskiej-Hernik, która w wyborach do Parlamentu Europejskiego startuje w Warszawie. Billboard zawisł w Warszawie na ulicy Wolskiej czym w mediach społecznościowych pochwaliła się Zajączkowska-Hernik.

Poseł Trzeciej Drogi Sławomir Ćwik, komentując zdjęcie na billboardzie, napisał: Większość kandydujących eksponuje głowę bo chcą pracować głową i tego oczekują wyborcy. Ale nie wszyscy…

Do tych słów odniósł się lider Konfederacji Sławomir Mentzen, który napisał: Nie wystarczy chamie z Trzeciej Drogi, że skasujesz wpis. Powinieneś jeszcze kupić kwiaty i przeprosić Ewę!

Sławomir Ćwik, bowiem szybko po tym jak zaczęto komentować jego “błyskotliwy” wpis usunął go z Twittera.

Sprawę wpisu posła Trzeciej Drogi skomentowała również Ewa Zajączkowska-Hernik: Panie Sławomirze Ćwik, w Internecie nic nie ginie. Nie pozdrawiam! Panie Szymonie Hołownio, wstyd mieć takich ludzi u siebie.

Dobromir Sośnierz i Sebastian Kaleta / zdjęcie: screenshot YouTube

Sebastian Kaleta w Telewizji Republika zaczął zapewniać widzów, że PiS w Parlamencie Europejskim to gwarancja walki o sprawy Polski. Dobromir Sośnierz z Konfederacji jednym prostym pytaniem udowodnił Kalecie, że to nieprawda.

Poseł Kaleta stwierdził, że w Parlamencie Europejskim trzeba takich przedstawicieli z Polski, taką reprezentację, która będzie walczyła o polskie interesy. I zapewnił, że PiS to gwarantuje, żeby ta polska reprezentacja walczyła o interesy polskie. Dobromir Sośnierz zadał jedno proste pytanie Sebastianowi Kalecie, które zmąciło ten płynny przekaz posła klubu parlamentarnego PiS:
– A co zawetowaliście?
Po chwili zaś dodał kolejne pytanie słysząc jak poseł Kaleta zaczyna kluczyć:
– Czy może Pan wymienić listę rzeczy zawetowanych przez PiS w Unii Europejskiej?

Sebastian Kaleta nie wymienił nic. W końcu, bowiem tsunami prawno-finansowe jakie dotknie niedługo kieszenie Polaków, związane m.in. z likwidacją aut spalinowych czy dyrektywą budynkową, wynikają właśnie z tego, że PiS nie postawił wtedy, kiedy było można, temu weta. Sośnierz więc spokojnie zakończył ten wątek:
– Fakty są takie, że nie wetowaliście. Że kiedy trzeba było wetować to nie wetowaliście.

Robert Bąkiewicz w dniu 11 listopada 2023 r. podczas wywiadu dla ONET-u w którym opluwał organizatorów Marszu Niepodległości

Kolejna społeczno-polityczna hucpa, wyrzuconego ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Roberta Bąkiewicza, skończyła się totalną klapą.

Nowym wyzwaniem, jakie w tym roku postawił sobie Bąkiewicz miał być start w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wspólny start z listy koalicyjnej partii Droga Niepodległości (zwanej też Niepodległość) i Unii Polityki Realnej. Na czele tej drugiej partii stoi jeden z pracowników IDMN, Bartosz Józwiak. Na czele zaś komitetu wyborczego Polexit Niepodległość, bo pod taką nazwą chciała iść do wyborów wspomniana koalicja, stał Paweł Kryszczak. Prawa ręka Bąkiewicza, który odpowiada m.in. za doprowadzenie od upadku organizacji ONR-ABC, którą Bąkiewicz stworzył zaraz po tym jak dokonał rozłamu w ONR.

Nikt nie dawał żadnych szans i nadziei na to, że komitet Bąkiewicza i Józwiaka zbierze wystarczającą liczbę podpisów, aby zarejestrować listy wyborcze w całej Polsce. Było to po prostu pewne po tym, jak kilka miesięcy wcześniej Bąkiewicz poniósł totalną porażkę podczas zbiórki podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą Rozliczamy Niemców. W ciągu 3 miesięcy Bąkiewiczowi nie udało się zebrać wymaganej liczby 100 tys. podpisów.

Teraz sytuacja musiała się więc powtórzyć. Kolejna organizacja Bąkiewicza, tym razem w odsłonie partyjnej, okazała się organizacją-wydmuszką. Komitet wyborczy Bąkiewicza i Józwiaka, nie zarejestrował kandydatów w ani jednym okręgu. Sam Bąkiewicz w mediach społecznościowych napisał: Nasz sukces w zbiórce podpisów nie umożliwia nam jednak dziś na zgłoszenie komitetu wyborczego w skali ogólnopolskiej (…). Można to to tylko skomentować: Jaki lider taki sukces.

Jaki lider takie sukcesy

Ostatnie miesiące to dla Bąkiewicza samo pasmo porażek. Kompletna porażka w wyborach do Sejmu, gdzie startując z dobrego, bo ostatniego miejsca na liście, przy sporej rozpoznawalności i prowadzonej intensywnie kampanii wyborczej Bąkiewicz nie potrafił przekonać do siebie wyborców i zdobyć mandatu.

Porażka przy zbiórce podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą Rozliczamy Niemców. Zbiórka organizowana przez jedną z organizacji-wydmuszek Bąkiewicza, czyli przez Roty.

Kompletnie nieprzemyślany happening pod Ministerstwem Klimatu, gdzie na ścianach ministerstwa Bąkiewicz malował symbole Polski Walczącej. Problem był w tym, że budynek jest zabytkiem. Prokuratora więc postawiła mu zarzut zniszczenia zabytku. Grozi mu za to do 8 lat więzienia.

Kolejna porażka, to porażka bardziej wizerunkowa. Wyrok 3 miesięcy więzienie usłyszał zaś jeden ze wspólników Bąkiewicza, były senator PiS, Waldemar B.. To dzięki pieniądzom Waldemara B. Bąkiewicz wraz z Barełkowskim i Kalinowskim mogli w roku 2023 uruchomić swój obecnie sztandarowy projekt – projekt medialny. Projekt w którym wykorzystywane jest zresztą bezprawnie logo Mediów Narodowych należących do Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Ale to jeszcze nie koniec. Jak dowiedziały się Media Narodowe w ośrodku w Otwocku, który z dotacji IDMN zakupiła Straż Narodowa (kolejna organizacja-wydmuszka Bąkiewicza), z dniem 1 maja została zamknięta stajnia. Stajnia która była prowadzona przez lata i przejęta od poprzednich właścicieli. Przynosiła dochód, była również atrakcją dla osób, które lubią jeździć konno. Cóż, nawet stajnię Bąkiewicz doprowadził do upadku.

Sławomir Menzten na platformie X nie bierze jeńców. Polityk Konfederacji tym razem pojechał ostro po Platformie Obywatelskiej.

Polacy przechodzą przyspieszony kurs przypominania sobie, dlaczego w 2015 roku wysłali na 8 lat PO do opozycji. Okazuje się, że pomimo zmiany logo na serduszko, Platforma to dalej banda nierobów, którzy ruszą palcem tylko wtedy, gdy będzie to w interesie Niemiec.

Spot Konfederacji nie zostawia na Prawie i Sprawiedliwości suchej nitki. Już sam tekst, który w filmie wygłasza narrator jest bardzo mocny. Poniżej, na końcu artykułu tekst ze spotu Konfederacji.

Ale dalsza część tego klipu to wybrane fragmenty wypowiedzi prominentnych polityków PiS, które pogrążają PiS. Wskazują nie tylko na hipokryzję tej partii, ale przede wszystkich na brak wiarygodności, kiedy PiS ubiera się w szatki obrońców przed zakusami eurokratów.

Nie zabrakło również wypowiedzi archiwalnych polityków Konfederacji, którzy m.in. mówili z czym wiąże się zgoda na KPO.

===

PiS równa się oszustwo! W Unii Europejskiej rząd Morawieckiego zgodził się na Ursulę von der Leyen. Wszyscy posłowie “za”. Europejski Zielony Ład, Fit for 55, mechanizm pieniądze za praworządność, KPO, czyli wspólny unijny dług, pożyczki, oraz kamienie milowe – m.in. podatki od aut spalinowych i oskładkowanie umów zleceń – nowe unijne podatki.

Nie dajcie się nabrać na malowanych patriotów. 9 czerwca oddajcie głos na prawdziwych uniosceptyków.