Mateusz Morawiecki

Davos, Szwajcaria, 24.05.2022. Premier Mateusz Morawiecki podczas keynote przed panelem "What it Takes to Attract New Investors to CEE?" w trakcie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, 24 bm. Tegoroczne Światowe Forum Ekonomiczne będzie poświęcone najważniejszym problemom, m.in. wojnie na Ukrainie, pandemii Covid-19, zmianom klimatu i kryzysom ekonomicznym. (jm) PAP/Radek Pietruszka / fot. PAP/Radek Pietruszka Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Premier Mateusz Morawiecki powiedział w Davos, że wojna na Ukrainie wstrząsnęła dotychczasowym porządkiem i rozwojem.
  • Jego zdaniem wojna przypomniała zachodniemu społeczeństwu o inwestowaniu w modernizacje armii.
  • Wskazał, że to Europa wschodnia będzie motorem napędowym dla europejskiej gospodarki.
  • Zobacz także: Polski “historyczny film akcji” w produkcji. Trwa zbiórka funduszy

Premier Mateusz Morawiecki przebywa w Davos, gdzie bierze udział w Światowym Forum Ekonomicznym. Podczas spotkania w Polish House podkreślił, że wojna na Ukrainie przypomniała jak ważne jest zapewnienie bezpieczeństwa.

Kryzys w ciągu ostatnich trzech lat przypomniał nam o wartościach i cenie bezpieczeństwa. Wojna wstrząsnęła istniejącym porządkiem pokojowym i rozwojowym. Przypomniała nam o fundamentalnych prawdach. W tym, że zaufanie to najważniejsza waluta dzisiejszego świata. Musimy włączyć to ponownie do naszej rzeczywistości

– powiedział premier.

Wyraził on przekonanie, że to wschodnia Europa będzie motorem napędowym dla europejskiej gospodarki.

Jestem przekonany, że to nie daleki wschód, ale wschód Unii Europejskiej może kontynuować bycie lokomotywą rozwoju przemysłowego Europy

– zaznaczył Mateusz Morawiecki.

Czytaj więcej: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Morawiecki o wojnie na Ukrainie

Wypowiedział się również na temat wojny na Ukrainie, która jego zdaniem zmieniła oblicze kwestii bezpieczeństwa. Podkreślił, że kraje muszą zapewnić modernizację swoich armii.

Najważniejszym celem musi być zapewnienie bezpieczeństwa na wszystkich poziomach. Ci, którzy nie chcą płacić za swoją własną armię, prędzej czy później będą musieli zapłacić za obcą armię

– wyjaśnił.

Następnie podkreślił, że inwestycje, szczególnie na infrastrukturę nie mogą być powstrzymywane. Jego zdaniem 95 proc. zagranicznych inwestorów, chce ponownie zainwestować w naszym kraju.

2021 rok był rekordowy dla bezpośrednich inwestycji, które napłynęły do Polski. 95 proc. zagranicznych inwestorów chce ponownie zainwestować w Polsce. Myślę, że to bardzo silna oznaka zaufania w nasz model biznesowy

– zaznaczył Morawiecki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

polsatnews.pl, twitter.com

Magdalena Rzeczkowska w Davos

Minister finansów Magdalena Rzeczkowska / Fot. Twitter

  • Minister finansów Magdalena Rzeczkowska podczas dyskusji w Davos zapowiedziała nadchodzący kryzys.
  • Wskazała, że Europa powinna uniezależnić się od dostaw rosyjskich surowców energetycznych.
  • Podkreśliła, że współpraca z autorytarnymi rządami zawsze kończy się źle.
  • Zobacz także: Davos 2023. Światowe elity w objęciach prostytutek

Minister finansów Magdalena Rzeczkowska podczas dyskusji w Davos przypomniała o konsekwencjach, jakie przyniosła wojna w Ukrainie. Wyraziła nadzieję, że kryzys spowodowany wojną, będzie stanowił pouczającą lekcję dla całej Europy. Jak oceniła, to czas powrotu do projektów infrastrukturalnych.

Mówiła również o tym, że zawsze trzeba być przygotowanym na wstrząsy, które mogą pojawić się w gospodarce.

Wiemy, że kryzys nadchodzi, ale nie wiemy, kiedy dokładnie. Dlatego musimy być uważni i przygotowani

– powiedział minister finansów.

Czytaj więcej: Ukraina: Katastrofa śmigłowca. Zginął m.in. szef MSW i jego zastępca oraz sekretarz

Europa musi zdywersyfikować dostawy surowców

Jak wskazała, oznacza to, że trzeba budować silną i konkurencyjną gospodarką. A jednocześnie konsekwentnie odchodzić od uzależnienia energetycznego.

Musimy szukać dywersyfikacji. Nie można w ekonomii stawiać wszystkiego na jedną kartę

– przekonywała Magdalena Rzeczkowska.

A to oznacza, że Europa powinna uniezależnić się od rosyjskich surowców energetycznych.

Prowadzenie biznesu z autokratycznym reżimem zawsze kończy się źle

– dodała.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

buisnessinsider.com.pl

Prezydent Rosji Władimir Putin

Prezydent Rosji Władimir Putin / Fot. PAP/EPA/Ramil Sitdikov. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Podczas spotkania z weteranami II wojny światowej i ocalałymi z oblężenia Leningradu, Władimir Putin tłumaczył, że w rzeczywistości od 2014 roku w Donbasie prowadzone są działania zbrojne na pełną skalę z użyciem ciężkiego sprzętu, artylerii, czołgów i samolotów.

Wszystko, co teraz robimy, w tym “specjalna operacja wojskowa”, polega na próbie zakończenia tej wojny. To jest powód naszej operacji, a także potrzeba ochrony naszych ludzi żyjących w regionie

– przekonywał rosyjski przywódca.

Według niego Rosja długo cierpiała i próbowała pokojowo rozwiązać sytuację w Donbasie, ale została oszukana.

Jak się teraz okazuje, po prostu prowadzono nas za nos, oszukiwano. To nie pierwszy raz, kiedy to się nam przytrafiło

– oświadczył Władimir Putin.

I stwierdził, że na Ukrainie są ludzie, którzy rozumieją, co się dzieje i mają właściwą ocenę sytuacji.

Czytaj więcej: Wrze w PiS. Terlecki grozi wykreślaniem z list. Wróblewski: Terlecki to radykał

Mobilizacja wstępem przed wojną na szeroką skalę?

W grudniu Putin powiedział, że z 300 tys. zmobilizowanych 150 tys. skierowano na teren “specjalnej operacji wojskowej”, z czego 77 tys. wcielono do jednostek bojowych. Dodał, że kolejne 150 tys. nadal przechodzi dodatkowe szkolenie na poligonach i ośrodkach szkoleniowych Ministerstwa Obrony.

Według ustaleń “The Wall Street Journal”, który powołuje się na źródła na Kremlu, wewnętrzne sondaże, które są przedstawiane najwyższemu kierownictwu rosyjskiego państwa, wykazały powrót poparcia dla wojny na Ukrainie do poprzednich poziomów i gotowość obywateli do zniesienia kolejnej fali mobilizacji.

“The Moscow Times” podkreśla, że choć wrześniowa mobilizacja, pierwsza w Rosji od 1941 r., odebrała rodzinom setki tysięcy ludzi, a wielu z nich zginęło już na froncie, państwowa machina propagandowa nadal działa, dławiąc nawet podstawowy instynkt samozachowawczy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, themoscowtimes.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Wicepremier Chin Liu He podczas wtorkowego panelu forum ekonomicznego w Davos zapowiedział, że jego kraj będzie wracał do normalnego tempa rozwoju. Ponadto zapewnił, że Pekin jest otwarty na zagraniczne inwestycje.

Wzrost gospodarczy Chin powróci w 2023 r. do normalnego tempa, oczekujemy też zwiększenia eksportu. Nasze państwo jest otwarte na świat i zagraniczne inwestycje

– zapowiedział wicepremier Chin.

Chiny będą również podtrzymywały rozwój sektora prywatnego, promowały konkurencję i pogłębiały reformy państwowych koncernów

– dodał Liu He.

Dodał, że dla Chin nie ma powrotu do gospodarki planowej, co sugerują niektórzy.

Liu He nie sprecyzował, kto wysuwa takie twierdzenia, ale jego zapewnienia o odrzuceniu modelu komunistycznego pojawiają się w momencie, gdy głównym priorytetem rządu w Pekinie staje się ponownie gospodarka, a nie kontrolowanie epidemii COVID-19.

W Chinach inwestycje zagraniczne są mile widziane, a drzwi do Chin będą otwierać się jeszcze szerzej

– zapewnił wicepremier.

Agencja Reuters podkreśliła, że to przemówienie to jeden z najbardziej wyraźnych sygnałów, że Pekin chce się ponownie zaangażować w kluczowe kwestie światowej gospodarki, przyciągać inwestycje i ożywiać gospodarkę.

Czytaj więcej: Kukiz zakłada nową partię. “Z całej Polski spływają już listy z podpisami”

Gospodarka zamiast kontroli pandemii

Z powodu surowych restrykcji mających ograniczyć rozwój pandemii Chiny przez niemal trzy lata były w dużej mierze odcięte od reszty świata, co wpłynęło na zmniejszenie inwestycji. W 2022 r. chiński PKB powiększył się zaledwie o 3 proc.; był to jeden z najgorszych wyników w ciągu ostatniego półwiecza, daleki od zakładanego celu 5,5 proc.

Pod koniec ubiegłego roku władze w Pekinie niemal całkowicie zniosły ograniczenia sanitarne, co wywołało ogromną falę zakażeń koronawirusem. Liu zapewnił, że obecnie sytuacja jest już opanowana, a tempo, w jakim ludzie wracają do zdrowia po infekcjach, jest co najmniej zaskakujące.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

forsal.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Opiekun jest osobą, która, posiadając odpowiednie kwalifikacje, zawodowo opiekuje się kilkorgiem dzieci. Cechą, jaka wyróżnia tę formę opieki instytucjonalnej, jest jej bardziej kameralny i zindywidualizowany charakter – wyjaśniono w raporcie.
  • Punkty dziennej opieki (PDO) są rozwiązaniem o wiele bardziej elastycznym od innych form opieki instytucjonalnej, chociażby ze względu na brak konieczności tworzenia specjalnej infrastruktury (można prowadzić je nawet w lokalu mieszkalnym). Co do zasady, bardziej odpowiadają warunkom domowej opieki nad dzieckiem. W efekcie jest to rozwiązanie generujące niższe koszty niż inne instytucjonalne formy opieki – wskazano.
  • Jednocześnie, mimo, że takie rozwiązanie wprowadzono do przepisów w 2011 roku, jest nadal ono marginalne.
  • Zobacz także: Rząd zapowiada projekt ustawy umożliwiający pracę zarobkową opiekunów osób niepełnosprawnych bez utraty świadczeń

Bardziej kameralny i zindywidualizowany charakter

Jak zwraca uwagę Klub Jagielloński, “opiekun dzienny to obok żłobka oraz klubu dziecięcego jedna z trzech form instytucjonalnej opieki dla dzieci do lat 3”.

Opiekun jest osobą, która, posiadając odpowiednie kwalifikacje, zawodowo opiekuje się kilkorgiem dzieci. Cechą, jaka wyróżnia tę formę opieki instytucjonalnej, jest jej bardziej kameralny i zindywidualizowany charakter – wyjaśniono w raporcie.

Punkty dziennej opieki mogą powstać nawet w domu prywatnym.

Punkty dziennej opieki (PDO) są rozwiązaniem o wiele bardziej elastycznym od innych form opieki instytucjonalnej, chociażby ze względu na brak konieczności tworzenia specjalnej infrastruktury (można prowadzić je nawet w lokalu mieszkalnym). Co do zasady, bardziej odpowiadają warunkom domowej opieki nad dzieckiem. W efekcie jest to rozwiązanie generujące niższe koszty niż inne instytucjonalne formy opieki – wskazano.

Ciągle za mało

Jednocześnie, mimo, że takie rozwiązanie wprowadzono do przepisów w 2011 roku, jest nadal ono marginalne.

Według Banku Danych Lokalnych w 2021 roku w Polsce mogliśmy wskazać 1637 dziennych opiekunów mających pod opieką 8167 dzieci. W żłobkach i klubach dziecięcych mamy ponad 191 tys. miejsc. PDO pozostają zatem nadal (mimo ponad 10 lat funkcjonowania) marginalną formą instytucjonalnej opieki nad dziećmi do lat 3 – poinformowano w raporcie.

Są takie województwa, gdzie takich punktów nie ma prawie wcale, lub zupełnie.

Rozwiązanie to jest szczególnie popularne w województwie mazowieckim, a w nieco mniejszym stopniu także w województwie pomorskim. Są jednak takie regiony, gdzie instrument ten w zasadzie nie jest wykorzystywany. Mowa tu przede wszystkim o województwach: lubelskim, lubuskim, opolskim, podkarpackim, podlaskim i świętokrzyskim – podkreślono.

Państwo powinno mocniej wesprzeć tę formę

Klub Jagielloński postuluje, żeby w przypadku wypłaty pieniędzy z KPO, “przynajmniej część ze środków planowanych na inwestycje infrastrukturalne przekierować właśnie na rozwój systemu dziennego opiekuna”. Zwraca też uwagę na potrzebę zmian prawnych.

Nawet ograniczone badanie funkcjonowania instytucji dziennego opiekuna, jakie przeprowadziliśmy dla potrzeb niniejszego raportu, wskazuje na konieczność systemowego prowadzenia w Polsce badań legislacyjnych ex post. Zebrane dane i głosy wskazują bowiem dość jednoznacznie, że w praktyce instytucja dziennego opiekuna okazała się czymś nieco innym niż w wyobrażeniu ustawodawcy w chwili, gdy wprowadzono ją do porządku prawnego. Nie rozstrzygamy, czy to dobrze, czy źle. Nie mamy jednak wątpliwości, że to wiedza cenna nie tylko z punktu widzenia polityki rodzinnej, ale szerzej – ewaluacji polityki publicznej – wskazuje Klub Jagielloński.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Klub Jagielloński

Plakat "Diabła Łańcuckiego"

Plakat "Diabła Łańcuckiego" / Fot. YouTube

Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Akcja filmu i serialu “Diabeł łańcucki” oparta jest na powieściach Jacka Komudy: „Diabeł Łańcucki” i „Banita”. Całość produkcji ma pochłonąć koszty rzędu kilku milionów złotych. W odcinku pilotowym serialu wystąpił m.in. Radosław Pazura, a za scenariusz odpowiadali Jacek Komuda i Maciej Jurewicz. Ten ostatni został też reżyserem.

Rok 1608, południowo-wschodnie kresy Rzeczypospolitej. Wyjęty spod prawa szlachcic-rębajło Jacek Dydyński wychodzi z lochu i trafia na służbę do podstępnego Stanisława Stadnickiego, pana na Łańcucie, zwanego “Diabłem Łańcuckim”. Tajemniczy pątnik Gedeon (w jego roli Radosław Pazura – przyp. red.) wraca z tureckiej niewoli na zaścianek w Dwernikach, wypowiadając prywatną wojnę Stadnickiemu. Konstancja Dwernicka odrzuca zaloty fałszywego szlachcica Smoliwąsa – czytamy na stronie zbiórki na sfinansowanie produkcji.

Trwająca w internecie zbiórka celuje w pół miliona złotych, z czego zebrano już ponad 100 tys. Ma ona sfinansować pre-produkcję, stworzenie scenariusza, storyboardu, projektów wnętrz, dokumentacji lokacji zdjęciowych itd. Resztę budżetu autorzy chcą zebrać dzięki inwestorom biznesowym.

Odcinek pilotowy stanie się podstawą do zrealizowanie nie tylko serialu, ale filmu pełnometrażowego w konwencji „easternu” – czyli awanturniczej opowieści przypominającej amerykańskie westerny. Tyle, że jego akcja nie toczy się w dalekiej Ameryce, ale na dzikim, niebezpiecznym wschodzie Europy. „Diabeł…” nawiązuje zatem do klasycznych seriali i filmów gatunku powstających w Polsce w od lat sześćdziesiątych, jak „Czarne Chmury”, „Rycerze i rabusie” oraz „Wilcze echa”, których akcja rozgrywa się w Bieszczadach. Tak więc Stanisław Stadnicki, zwany “Diabłem Łańcuckim”, który zaprzedał duszę diabłu, Jacek Dydyński, awanturnik, zagończyk, szlachcic wyjęty spod prawa i zbuntowana szlachcianka, Konstancja Dwernicka, skrzyżują drogi i szable w namiętnej walce o władzę i honor, fortunę i miłość – opisują twórcy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, zrzutka.pl

Flaga Polski

Flaga Polski / Fot. Flickr

  • Od lat skomplikowane procedury sprawiają, że Polacy chcący repatriować się do Ojczyzny, czekają w długich kolejkach, latami.
  • Potrzebujemy osób o polskich korzeniach, ludzi utożsamiających się z polskością – podkreślił Jan Dziedziczak.
  • Znowelizowaliśmy Ustawę o Karcie Polaka (…). Chodzi o to, żeby te osoby mogły zamieszkać w naszym kraju i uzyskać polskie obywatelstwo – stwierdził.
  • Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Od 2015 roku skala repatriacji wzrosła sześciokrotnie

Od lat skomplikowane procedury sprawiają, że Polacy chcący repatriować się do Ojczyzny, czekają w długich kolejkach, latami. Ich dramatyczne historie przybliżają publikacje takie, jak książka Jerzego Danilewicza “Witajcie w Polsce. Powroty rodaków z Kazachstanu”. Wydaje się, że w ostatnich latach sprawę udało się przyśpieszyć. Do Polski wracają nasi rodacy nie tylko ze wspomnianego Kazachstanu.

Rodacy przybywają do nas z Kazachstanu czy z azjatyckiej części dawnego Związku Radzieckiego. Otworzyliśmy się także na Polaków z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii. Znowelizowaliśmy Ustawę o Karcie Polaka (…). Chodzi o to, żeby te osoby mogły zamieszkać w naszym kraju i uzyskać polskie obywatelstwo – stwierdził Dziedziczak.

Potrzebujemy repatriantów

Pełnomocnik rządu ds. Polonii i Polaków za granicą wskazał, że ze względu na fatalną sytuację demograficzną w naszym kraju, naszemu państwu powinno zależeć na wsparciu repatriacji.

Potrzebujemy osób o polskich korzeniach, ludzi utożsamiających się z polskością. Mądry rząd korzysta z mądrości innych krajów i wykorzystuje ich doświadczenia. Stan demograficzny naszego państwa jest mocno niezadowalający, ale nie chcemy zapraszać do Polski ludzi o innym wymiarze cywilizacyjnym. Obawiamy się radykalnego islamu. Włączanie takich osób do społeczeństwa jest bardzo trudne, co widzimy na przykładzie m.in. Francji (…). Zapraszamy do Polski osoby, które czują się Polakami i chcą nimi być. Stąd nasz program repatriacyjny – podkreślił.

Zwrócił też uwagę, że “w 2022 roku wydaliśmy prawie 30 mln zł na wsparcie dla Polaków z Ukrainy, którzy przyjechali do naszego kraju”.

Powstały dla nich domy, mieli wsparcie medyczne, ich dzieci otrzymały wsparcie systemu edukacji – dodał.

Agenci?

Dziedziczak zauważył, że repatriacja niesie ze sobą także pewne zagrożenia, któremu państwo musi przeciwdziałać. Podkreślił, że „musimy przeanalizować wszystkich, którzy w ramach repatriacji z azjatyckiej części dawnego Związku Sowieckiego chcą przybyć do Polski”.

Musimy im się dokładniej przyjrzeć, dlatego że obawiamy się, iż wśród nich mogą znaleźć się osoby mające zadania przydzielone przez rosyjskie służby specjalne. Mogą to być zadania związane m.in. z destabilizacją naszego kraju. Chodzi o to, żebyśmy mieli zagwarantowane bezpieczeństwo – powiedział.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja

Okładka książki „Dogmat i tiara. Esej o upadku rzymskiego katolicyzmu”

Okładka książki „Dogmat i tiara. Esej o upadku rzymskiego katolicyzmu” / Fot. Wydawca

Redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” Paweł Lisicki w swej (wydanej przez wydawnictwo Fronda) 496 stronicowej pracy „Dogmat i tiara. Esej o upadku rzymskiego katolicyzmu” na pytanie o upadek Kościoła zdaje się odpowiadać twierdząco.

Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Upadek Kościoła

Zdaniem wydawnictwa Fronda „Dogmat i tiara” „to książka o porzuceniu dogmatu, o paraliżu zasady dogmatycznej. O zjawisku, które widać gołym okiem, kiedy jawni heretycy nie tylko są tolerowani, ale wręcz robią kościelne kariery, kiedy wielu biskupów chce błogosławić czynnych homoseksualistów, a siostry zakonne — bronić aborcji”.

Anna Kruszyńska (na portalu Dzieje pl.) pisząc o pracy „Dogmat i tiara. Esej o upadku rzymskiego katolicyzmu” stwierdziła, że „w ocenie Lisickiego na początku lat 60. Kościół katolicki przestał potępiać herezje, a w ten sposób do władzy doszli teologowie heretyccy. Ci teologowie wychowali z kolei podobnie myślących biskupów, spośród których nominuje się często kardynałów”.

Pracę poleca Jacek Bartyzel senior

Na portalu „Legitymizm org” Jacek Bartyzel senior stwierdził, że docenił prace Lisickiego za „dogłębności wiwisekcji kryzysu tożsamości i kryzysu wiary, jaki dotyka dziś Sancta Ecclesia Romana. Ból i trwoga, jakie odczuwać musi z tego powodu każdy wierzący i świadomy swojej wiary katolik, potęguje świadomość, że kryzys ten nie jest, przynajmniej zasadniczo, skutkiem działań zewnętrznych, jakiegoś „najazdu barbarzyńców” czy prześladowców, lecz że dzieła samozniszczenia rzymskiego katolicyzmu dokonują ci, którzy winni być jego strażnikami. Spustoszenie Winnicy Pańskiej dokonywane jest rękami pasterzy Kościoła i za ich przyzwoleniem”.

Zdaniem Jacka Bartyzela seniora „zasługą Lisickiego jest natomiast precyzyjne wskazanie dwóch filarów nośnych katolicyzmu rzymskiego, które zostały zaatakowane i zdruzgotane przez triumfujący na soborze i po nim progresistowski nowotwór. Tymi dwoma filarami są: zasada dogmatyczna i zasada autorytetu spersonifikowana w papieżu jako ziemskim namiestniku Chrystusa i usymbolizowana w tiarze”.

Według Jacka Bartyzela seniora Lisicki w swojej książce wskazuje, że obecnie „prawda katolicka została podporządkowana wymogom ideologii ekumenizmu, co nieuchronnie prowadzi do rozrzedzania, rozmywania, wygładzania i reinterpretowania treści dogmatycznych, tak aby były one możliwe do zaakceptowania przez innowierców”.

Jacek Bartyzel senior wskazał w swoim tekście o pracy „Dogmat i Tiara”, że „w rozpoznaniu Lisickiego […] sobór otworzył drzwi dla nowej religii antropocentrycznej, dla katolicyzmu ekumenicznego, dla – jak mówi Franciszek – »nowego humanizmu«. To pomieszanie prawdy z błędem, dwuznaczności, szukanie formuł kompromisowych sprawiły, że „w zderzeniu z coraz potężniejszym przeciwnikiem – ideologią neomarksizmu, tyranią ruchu LGBT+, feminizmem – Rzym staje się bezbronny”.

Tekst ostry i zdecydowany

Na łamach portalu „W rodzinie” Rafał Karpiński stwierdził, że praca Lisickiego to tekst ostry i zdecydowany, który „nie pozostawia wątpliwości i niedomówień”. Według recenzenta portalu „W rodzinie” „książka Lisickiego to twarde rozliczenie się z papieżami, którzy zdaniem autora, winni są dzisiejszemu stanowi rzeczy. Na ławie oskarżonych zasiadają Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł I, Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek. Żadnego z nich autor nie oszczędza. Każdemu wytyka błędy, zaniechania, odstępstwo od dogmatycznej wiary, która była podstawą autorytetu Kościoła i porzucenie najwyższej władzy także nad „świeckimi zwierzchnościami”. We Franciszku nie widzi rewolucjonisty czy dekonstruktora dotychczasowej roli papiestwa, ale raczej kontynuatora tradycji „drugiego Watykanu”, który zniszczył dwa filary systemu rzymskiego, czyli dogmat i autorytet. Zdaniem Lisickiego Franciszek objął władzę w Kościele, który od lat tolerował herezję i zrezygnował z władzy świeckiej. Nie jest zatem Franciszek architektem nowego porządku w Kościele, ale aktywnym dziedzicem i kontynuatorem linii swoich poprzedników”.

Rafał Karpiński wskazuje, że „zdaniem Pawła Lisickiego obecny katolicyzm ekumeniczny, który po wielu mutacjach i przeobrażeniach, coraz mniej przypomina wiarę naszych przodków, pędzi w nieznaną przyszłość”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Joe Biden

Joe Biden / Fot. Gage Skidmore/Wikimedia Commons

Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Wyciągnięto noże

Politycy i ich zasobni promotorzy już aktywują swoje „prezydenckie” rozbudzone ambicje i kiedy fizycznie stetryczała bidula Joe Biden zapowiedział, że wkrótce ponownie zgłosi swoją kandydaturę, wtedy sponsorzy konkurencji wyciągnęli długie noże. Murzyn zrobił swoje, teraz powinien odejść, a jest tak uwikłany w korupcję, że skompromitować go nie będzie żadnym problemem.

Jest wiele możliwych interpretacji i scenariuszy właśnie rozgrywanej sytuacji, jedna z nich zakłada, że w atmosferze rozwojowego skandalu ustępuje prezydent Biden, automatycznie prezydentem zostaje dotychczasowy wiceprezydent (śmiszka) Kamala Harris i na wiceprezydenta powołuje silnie powiązanego z poprzednim spikerem Kongresu (Nancy Pelosi) aktualnego gubernatora Kalifornii, którym jest ambitny, zwariowany lewak Gavin Newsom. Co prawda wtedy jego kandydaturę musiałby zatwierdzić Kongres i Senat. Z uwagi na bardzo niskie notowania roztrzepanej Kamali Harris przewiduje się, że nie będzie ona startowała w nadchodzących wyborach i tym samym automatycznie otworzy drogę Newsomowi. W innym scenariuszu wymiennie na scenę wchodzi nie Newsom, ale sama Michelle Obama, żona byłego prezydenta Obamy, bądź nawet „nieśmiertelna” (kłamczucha) w swoich prezydenckich ambicjach Hillary Clinton.

Wyciąć Trumpa

Wróćmy jednak do klocków którymi tak uroczo bawią się ostatnio politycy, media i wyborcy. Kilka miesięcy temu podczas nieobecności byłego prezydenta Trumpa do jego ogromnej posiadłości na Florydzie w sierpniu przed świtem w świetle kamer wdarli się liczni uzbrojeni po zęby agenci FBI w związku z podejrzeniem, że Trump nielegalnie przechowuje dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne”. Agenci zarekwirowali nawet nagrania z kamer, aby ustalić kto i kiedy odwiedzał Trumpa. Komentujący ten „najazd” z oburzeniem zauważają, że agenci grzebali nawet w bieliźnie Melanii Trump (!). Trzeba tu nadmienić, że kilka tygodni wcześniej Trumpa w jego rezydencji w Mar-a-Lago grzecznie odwiedziło FBI, zainteresowane bezpieczeństwem przechowywanych przez niego swoich prezydenckich dokumentów i wszystko było OK. Każdy były prezydent zabiera ze sobą interesujące go swoje dokumenty, ponieważ sprawując najwyższy urząd w państwie ma prawo jednoosobowo odtajnić „ściśle tajne” dokumenty. Dodajmy tu, że już np. wiceprezydent, czy sekretarz stanu, nie ma takich kompetencji i mocy „odtajniania”.

Przypomnijmy, że FBI podlega Departamentowi Sprawiedliwości (szef Merrick Garland, rodzina pochodzi z Polski), który podlega prezydentowi Bidenowi. Mainstreamowe media zawyły ze zgrozy, swoje potępienie lekkomyślności Trumpa głośno wyartykułował prezydent Biden. Przypomnijmy, że agenci FBI sfotografowali najpierw rozrzucone na podłodze dokumenty z nagłówkami „ściśle tajne” i taka fotografia zdobyła ogromną karierę w mediach jako dowód na przestępczą lekkomyślność Trumpa. Trzeba przyznać, że wielu ludzi w których posiadaniu znalazły się jakiekolwiek dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne” było skazywanych na kilka lat więzienia. Szef sprawiedliwości Garland powołał specjalnego prokuratora Jacka Smitha (którego cała rodzina „nienawidzi” Trumpa), który ma przeprowadzić śledztwo w/s tajnych dokumentów znalezionych w Mar-a-Lago. Podobno innym celem „najazdu” FBI było zdobycie dowodów, które wskazywałyby na udział Trumpa w koordynowaniu i organizowaniu słynnego protestu na Kapitolu z 6 stycznia 2021 r. (zaprzysiężenie Bidena na prezydenta).

Biden też z problemami

I teraz gruchnęła wiadomość, że „ściśle tajne” dokumenty odnoszące się do Ukrainy, Iranu, Wielkiej Brytanii i Chin znaleziono w szafie biura „think tanku” Bidena w Waszyngtonie w jego Penn Biden Center, w którym były wiceprezydent pracował po odejściu z Białego Domu w styczniu 2017 r. (roczna pensja ok. $1 miliona). Dodajmy, że ten „think tank” (i uniwersytet) fundacji Bidena otrzymał w ostatnich latach od Chińczyków, aż $67 mln! Z informacji wynika, że klucze do biura fundacji miał Biden i jego żona Jill, dodatkowo dorobiono klucze dla przyjaciół z Chin. Poza tym Biden przestał być wiceprezydentem w styczniu 2017 r., a swoje dokumenty mógł przenieść do swojej fundacji dopiero w drugiej połowie 2018 r., powstaje pytanie, gdzie przebywały te dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne”? Kto miał do nich dostęp?

Co ciekawe, dokumenty te „znaleźli” prywatni prawnicy Bidena jeszcze na 6 dni przed listopadowymi wyborami! Oczywiście ogłoszenie takiego nadużycia mogłoby mieć negatywny wpływ na decyzje wyborców, więc wszystko to trzymano w tajemnicy. Nie było „najazdu” FBI w świetle telewizyjnych kamer. Prawnicy Bidena (niczym archeolodzy) zwrócili się ze swoim „znaleziskiem” do szefa resortu sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Garlanda. Media, które z takim zaangażowaniem latem atakowały Trumpa, teraz wyciszały niespodziewany skandal z ich pupilkiem, twierdząc, że Biden współpracuje z resortem sprawiedliwości, jednocześnie atakując lekkomyślnego Trumpa i o całej sprawie można zapomnieć.

Niestety w następnych dniach (12 stycznia) adwokaci Bidena zgłosili Departamentowi Sprawiedliwości kolejne znalezisko tajnych dokumentów, tym razem w garażu jednego z domów Bidena w Wilmington w stanie Delaware (obok jego pięknej Corvetty), dom ten Biden wynajmował synowi Hunterowi w latach 2017/18 za „jedyne” $49,910 za miesiąc (czynsz za podobne domy w sąsiedztwie wynosił ok. $7,000). Hunter to słynny playboy (rosyjskie prostytutki), narkoman i alkoholik mocno zaplątany w ciemne korupcyjne interesy na Ukrainie i w Chinach (Laptop Huntera). Kolejne tajne dokumenty znaleziono w domu Bidena w Wilmington. W tej sytuacji dziennikarze mainstreamowych stacji TV, którzy wcześniej ostro atakowali Trumpa, zaczęli szybko szukać wyjaśnień. Generalny Prokurator Garland zdecydował się powołać specjalnego prokuratora (Robert Hur), aby przyjrzał się problemowi tajnych dokumentów rozrzucanych na lewo i prawo przez Bidena.

W co grają Demokraci?

Można mieć wrażenie, że obserwujemy pewną grę, inscenizację wewnątrz Partii Demokratycznej mającej na celu utrącenie zapowiadanej kandydatury Bidena w wyborach prezydenckich 2024 r. Innym ekstremalnym wariantem interpretacji obserwowanych posunięć byłaby dywersyjna interwencja „białych kapeluszy”, tajnego stowarzyszenia działającego rzekomo wewnątrz Deep State, czy też tajemniczej patriotycznej sekty QANON. Mamy dziwną sytuację w której dwaj główni pretendenci do prezydentury z dwóch partii są podejrzanymi o podobne przestępstwa odnośnie zaniedbań i naruszenia prawa w posiadaniu i przechowywaniu państwowych „ściśle tajnych” dokumentów. Czyżby przygotowywano scenariusz kończący się utrąceniem obydwu kandydatur?

Jest jeszcze jedna możliwość, czyli działanie wyprzedzające kontrolowanego przez Bidena Departamentu Sprawiedliwości, które blokowałoby zapowiadane dochodzenia o korupcyjnych poczynaniach klanu Bidenów przez nowo wybrany Kongres w którym mają większość Republikanie. Skoro już mamy powołanego przez Garlanda specjalnego prokuratora (Robert Hur) prześwietlającego zaniedbania w przechowywaniu „ściśle tajnych” dokumentów Bidena (do których nie miał prawa jako wiceprezydent!), więc Kongres nie powinien się już tym zajmować. Powstaje pytanie, czy prywatni adwokaci Bidena mają upoważnienia, aby zajmować się przeglądaniem tajemnic państwowych z kategorii „ściśle tajne”. Co jeszcze może nas zaskoczyć? Chyba to, że pojawiłby się b. prezydent Obama twierdząc, że to on odtajnił „ściśle tajne” dokumenty i przekazał je w styczniu 2017 r. Bidenowi (?!).

Większość komentatorów tego gorącego tematu ostrzega, że w USA obowiązują dwa systemy sprawiedliwości: jeden dla Demokratów, a drugi dla Republikanów. Nie budzi też zaufania zadaniowanie i upolitycznienie FBI, przecież mieli oni słynny „skandaliczny” laptop Huntera Bidena z korupcyjnymi dowodami przez długi czas nic z nim nie robiąc, a nawet koordynując wyciszanie pojawiających się o nim informacji z kierownictwami mediów społecznościowych jak Facebook, czy Twitter…

W tym narastającym bałaganie ktoś złośliwie zauważył, że FBI jednak powinna sprawdzić (tak na wszelki wypadek) czy czasem w schowku lśniącej Corvetty Bidena nie ma prezydenckich kodów do odpalania broni atomowej…

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Paweł Kukiz

Paweł Kukiz / Fot. Flickr

Zobacz także: Wrze w PiS. Terlecki grozi wykreślaniem z list. Wróblewski: Terlecki to radykał

Paweł Kukiz już wcześniej założył partię – K’15. Zrobił to w połowie 2020 r. Jednak partia K’15 nie złożyła w terminie sprawozdania finansowego za 2021 r., w związku z czym zostanie wykreślona z rejestru. Z tego powodu powstaje już nowa, aby zdążyć z formalnościami przed wyborami.

Politycy Kukiz’15 liczą, że posiadając partię polityczną będą mogli uzyskać subwencje partyjne, co ominęło ich w 2015 roku przez zbyt idealistyczne, naiwne podejście swojego lidera. Po czasie Paweł Kukiz się z niego wyleczył i zrozumiał, że samo zrzeszanie się ludzi w partie polityczne nie jest czymś z zasady złym, ale patologie zżerające te partie.

Jednak sama rejestracja formacji politycznej nie wystarczy do zdobycia subwencji. Trzeba jeszcze samodzielnie lub współtworząc formalnie koalicyjny komitet wyborczy wystartować w wyborach i zdobyć w nich co najmniej 3%, a na to się nie zanosi. Spekuluje się, że Kukiz’15 będzie chciało wystartować z list PiS, a ta partia dotychczas nie zgadzała się na formowanie koalicyjnego komitetu, tylko wszystkich partnerów po prostu brała na listę PiS.

Każdy, kto chciałby realizować nasz program, jest mile widziany na naszych listach wyborczych – powiedział sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski.

Każdy, kto jest w stanie lub chce realizować mój program, jest przeze mnie bardzo mile widziany – powiedział Paweł Kukiz w odpowiedzi.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rzeczpospolita