Plakat "Diabła Łańcuckiego"

Plakat "Diabła Łańcuckiego" / Fot. YouTube

Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Akcja filmu i serialu “Diabeł łańcucki” oparta jest na powieściach Jacka Komudy: „Diabeł Łańcucki” i „Banita”. Całość produkcji ma pochłonąć koszty rzędu kilku milionów złotych. W odcinku pilotowym serialu wystąpił m.in. Radosław Pazura, a za scenariusz odpowiadali Jacek Komuda i Maciej Jurewicz. Ten ostatni został też reżyserem.

Rok 1608, południowo-wschodnie kresy Rzeczypospolitej. Wyjęty spod prawa szlachcic-rębajło Jacek Dydyński wychodzi z lochu i trafia na służbę do podstępnego Stanisława Stadnickiego, pana na Łańcucie, zwanego “Diabłem Łańcuckim”. Tajemniczy pątnik Gedeon (w jego roli Radosław Pazura – przyp. red.) wraca z tureckiej niewoli na zaścianek w Dwernikach, wypowiadając prywatną wojnę Stadnickiemu. Konstancja Dwernicka odrzuca zaloty fałszywego szlachcica Smoliwąsa – czytamy na stronie zbiórki na sfinansowanie produkcji.

Trwająca w internecie zbiórka celuje w pół miliona złotych, z czego zebrano już ponad 100 tys. Ma ona sfinansować pre-produkcję, stworzenie scenariusza, storyboardu, projektów wnętrz, dokumentacji lokacji zdjęciowych itd. Resztę budżetu autorzy chcą zebrać dzięki inwestorom biznesowym.

Odcinek pilotowy stanie się podstawą do zrealizowanie nie tylko serialu, ale filmu pełnometrażowego w konwencji „easternu” – czyli awanturniczej opowieści przypominającej amerykańskie westerny. Tyle, że jego akcja nie toczy się w dalekiej Ameryce, ale na dzikim, niebezpiecznym wschodzie Europy. „Diabeł…” nawiązuje zatem do klasycznych seriali i filmów gatunku powstających w Polsce w od lat sześćdziesiątych, jak „Czarne Chmury”, „Rycerze i rabusie” oraz „Wilcze echa”, których akcja rozgrywa się w Bieszczadach. Tak więc Stanisław Stadnicki, zwany “Diabłem Łańcuckim”, który zaprzedał duszę diabłu, Jacek Dydyński, awanturnik, zagończyk, szlachcic wyjęty spod prawa i zbuntowana szlachcianka, Konstancja Dwernicka, skrzyżują drogi i szable w namiętnej walce o władzę i honor, fortunę i miłość – opisują twórcy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, zrzutka.pl

Flaga Polski

Flaga Polski / Fot. Flickr

  • Od lat skomplikowane procedury sprawiają, że Polacy chcący repatriować się do Ojczyzny, czekają w długich kolejkach, latami.
  • Potrzebujemy osób o polskich korzeniach, ludzi utożsamiających się z polskością – podkreślił Jan Dziedziczak.
  • Znowelizowaliśmy Ustawę o Karcie Polaka (…). Chodzi o to, żeby te osoby mogły zamieszkać w naszym kraju i uzyskać polskie obywatelstwo – stwierdził.
  • Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Od 2015 roku skala repatriacji wzrosła sześciokrotnie

Od lat skomplikowane procedury sprawiają, że Polacy chcący repatriować się do Ojczyzny, czekają w długich kolejkach, latami. Ich dramatyczne historie przybliżają publikacje takie, jak książka Jerzego Danilewicza “Witajcie w Polsce. Powroty rodaków z Kazachstanu”. Wydaje się, że w ostatnich latach sprawę udało się przyśpieszyć. Do Polski wracają nasi rodacy nie tylko ze wspomnianego Kazachstanu.

Rodacy przybywają do nas z Kazachstanu czy z azjatyckiej części dawnego Związku Radzieckiego. Otworzyliśmy się także na Polaków z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii. Znowelizowaliśmy Ustawę o Karcie Polaka (…). Chodzi o to, żeby te osoby mogły zamieszkać w naszym kraju i uzyskać polskie obywatelstwo – stwierdził Dziedziczak.

Potrzebujemy repatriantów

Pełnomocnik rządu ds. Polonii i Polaków za granicą wskazał, że ze względu na fatalną sytuację demograficzną w naszym kraju, naszemu państwu powinno zależeć na wsparciu repatriacji.

Potrzebujemy osób o polskich korzeniach, ludzi utożsamiających się z polskością. Mądry rząd korzysta z mądrości innych krajów i wykorzystuje ich doświadczenia. Stan demograficzny naszego państwa jest mocno niezadowalający, ale nie chcemy zapraszać do Polski ludzi o innym wymiarze cywilizacyjnym. Obawiamy się radykalnego islamu. Włączanie takich osób do społeczeństwa jest bardzo trudne, co widzimy na przykładzie m.in. Francji (…). Zapraszamy do Polski osoby, które czują się Polakami i chcą nimi być. Stąd nasz program repatriacyjny – podkreślił.

Zwrócił też uwagę, że “w 2022 roku wydaliśmy prawie 30 mln zł na wsparcie dla Polaków z Ukrainy, którzy przyjechali do naszego kraju”.

Powstały dla nich domy, mieli wsparcie medyczne, ich dzieci otrzymały wsparcie systemu edukacji – dodał.

Agenci?

Dziedziczak zauważył, że repatriacja niesie ze sobą także pewne zagrożenia, któremu państwo musi przeciwdziałać. Podkreślił, że „musimy przeanalizować wszystkich, którzy w ramach repatriacji z azjatyckiej części dawnego Związku Sowieckiego chcą przybyć do Polski”.

Musimy im się dokładniej przyjrzeć, dlatego że obawiamy się, iż wśród nich mogą znaleźć się osoby mające zadania przydzielone przez rosyjskie służby specjalne. Mogą to być zadania związane m.in. z destabilizacją naszego kraju. Chodzi o to, żebyśmy mieli zagwarantowane bezpieczeństwo – powiedział.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja

Okładka książki „Dogmat i tiara. Esej o upadku rzymskiego katolicyzmu”

Okładka książki „Dogmat i tiara. Esej o upadku rzymskiego katolicyzmu” / Fot. Wydawca

Redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” Paweł Lisicki w swej (wydanej przez wydawnictwo Fronda) 496 stronicowej pracy „Dogmat i tiara. Esej o upadku rzymskiego katolicyzmu” na pytanie o upadek Kościoła zdaje się odpowiadać twierdząco.

Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Upadek Kościoła

Zdaniem wydawnictwa Fronda „Dogmat i tiara” „to książka o porzuceniu dogmatu, o paraliżu zasady dogmatycznej. O zjawisku, które widać gołym okiem, kiedy jawni heretycy nie tylko są tolerowani, ale wręcz robią kościelne kariery, kiedy wielu biskupów chce błogosławić czynnych homoseksualistów, a siostry zakonne — bronić aborcji”.

Anna Kruszyńska (na portalu Dzieje pl.) pisząc o pracy „Dogmat i tiara. Esej o upadku rzymskiego katolicyzmu” stwierdziła, że „w ocenie Lisickiego na początku lat 60. Kościół katolicki przestał potępiać herezje, a w ten sposób do władzy doszli teologowie heretyccy. Ci teologowie wychowali z kolei podobnie myślących biskupów, spośród których nominuje się często kardynałów”.

Pracę poleca Jacek Bartyzel senior

Na portalu „Legitymizm org” Jacek Bartyzel senior stwierdził, że docenił prace Lisickiego za „dogłębności wiwisekcji kryzysu tożsamości i kryzysu wiary, jaki dotyka dziś Sancta Ecclesia Romana. Ból i trwoga, jakie odczuwać musi z tego powodu każdy wierzący i świadomy swojej wiary katolik, potęguje świadomość, że kryzys ten nie jest, przynajmniej zasadniczo, skutkiem działań zewnętrznych, jakiegoś „najazdu barbarzyńców” czy prześladowców, lecz że dzieła samozniszczenia rzymskiego katolicyzmu dokonują ci, którzy winni być jego strażnikami. Spustoszenie Winnicy Pańskiej dokonywane jest rękami pasterzy Kościoła i za ich przyzwoleniem”.

Zdaniem Jacka Bartyzela seniora „zasługą Lisickiego jest natomiast precyzyjne wskazanie dwóch filarów nośnych katolicyzmu rzymskiego, które zostały zaatakowane i zdruzgotane przez triumfujący na soborze i po nim progresistowski nowotwór. Tymi dwoma filarami są: zasada dogmatyczna i zasada autorytetu spersonifikowana w papieżu jako ziemskim namiestniku Chrystusa i usymbolizowana w tiarze”.

Według Jacka Bartyzela seniora Lisicki w swojej książce wskazuje, że obecnie „prawda katolicka została podporządkowana wymogom ideologii ekumenizmu, co nieuchronnie prowadzi do rozrzedzania, rozmywania, wygładzania i reinterpretowania treści dogmatycznych, tak aby były one możliwe do zaakceptowania przez innowierców”.

Jacek Bartyzel senior wskazał w swoim tekście o pracy „Dogmat i Tiara”, że „w rozpoznaniu Lisickiego […] sobór otworzył drzwi dla nowej religii antropocentrycznej, dla katolicyzmu ekumenicznego, dla – jak mówi Franciszek – »nowego humanizmu«. To pomieszanie prawdy z błędem, dwuznaczności, szukanie formuł kompromisowych sprawiły, że „w zderzeniu z coraz potężniejszym przeciwnikiem – ideologią neomarksizmu, tyranią ruchu LGBT+, feminizmem – Rzym staje się bezbronny”.

Tekst ostry i zdecydowany

Na łamach portalu „W rodzinie” Rafał Karpiński stwierdził, że praca Lisickiego to tekst ostry i zdecydowany, który „nie pozostawia wątpliwości i niedomówień”. Według recenzenta portalu „W rodzinie” „książka Lisickiego to twarde rozliczenie się z papieżami, którzy zdaniem autora, winni są dzisiejszemu stanowi rzeczy. Na ławie oskarżonych zasiadają Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł I, Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek. Żadnego z nich autor nie oszczędza. Każdemu wytyka błędy, zaniechania, odstępstwo od dogmatycznej wiary, która była podstawą autorytetu Kościoła i porzucenie najwyższej władzy także nad „świeckimi zwierzchnościami”. We Franciszku nie widzi rewolucjonisty czy dekonstruktora dotychczasowej roli papiestwa, ale raczej kontynuatora tradycji „drugiego Watykanu”, który zniszczył dwa filary systemu rzymskiego, czyli dogmat i autorytet. Zdaniem Lisickiego Franciszek objął władzę w Kościele, który od lat tolerował herezję i zrezygnował z władzy świeckiej. Nie jest zatem Franciszek architektem nowego porządku w Kościele, ale aktywnym dziedzicem i kontynuatorem linii swoich poprzedników”.

Rafał Karpiński wskazuje, że „zdaniem Pawła Lisickiego obecny katolicyzm ekumeniczny, który po wielu mutacjach i przeobrażeniach, coraz mniej przypomina wiarę naszych przodków, pędzi w nieznaną przyszłość”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Joe Biden

Joe Biden / Fot. Gage Skidmore/Wikimedia Commons

Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

Wyciągnięto noże

Politycy i ich zasobni promotorzy już aktywują swoje „prezydenckie” rozbudzone ambicje i kiedy fizycznie stetryczała bidula Joe Biden zapowiedział, że wkrótce ponownie zgłosi swoją kandydaturę, wtedy sponsorzy konkurencji wyciągnęli długie noże. Murzyn zrobił swoje, teraz powinien odejść, a jest tak uwikłany w korupcję, że skompromitować go nie będzie żadnym problemem.

Jest wiele możliwych interpretacji i scenariuszy właśnie rozgrywanej sytuacji, jedna z nich zakłada, że w atmosferze rozwojowego skandalu ustępuje prezydent Biden, automatycznie prezydentem zostaje dotychczasowy wiceprezydent (śmiszka) Kamala Harris i na wiceprezydenta powołuje silnie powiązanego z poprzednim spikerem Kongresu (Nancy Pelosi) aktualnego gubernatora Kalifornii, którym jest ambitny, zwariowany lewak Gavin Newsom. Co prawda wtedy jego kandydaturę musiałby zatwierdzić Kongres i Senat. Z uwagi na bardzo niskie notowania roztrzepanej Kamali Harris przewiduje się, że nie będzie ona startowała w nadchodzących wyborach i tym samym automatycznie otworzy drogę Newsomowi. W innym scenariuszu wymiennie na scenę wchodzi nie Newsom, ale sama Michelle Obama, żona byłego prezydenta Obamy, bądź nawet „nieśmiertelna” (kłamczucha) w swoich prezydenckich ambicjach Hillary Clinton.

Wyciąć Trumpa

Wróćmy jednak do klocków którymi tak uroczo bawią się ostatnio politycy, media i wyborcy. Kilka miesięcy temu podczas nieobecności byłego prezydenta Trumpa do jego ogromnej posiadłości na Florydzie w sierpniu przed świtem w świetle kamer wdarli się liczni uzbrojeni po zęby agenci FBI w związku z podejrzeniem, że Trump nielegalnie przechowuje dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne”. Agenci zarekwirowali nawet nagrania z kamer, aby ustalić kto i kiedy odwiedzał Trumpa. Komentujący ten „najazd” z oburzeniem zauważają, że agenci grzebali nawet w bieliźnie Melanii Trump (!). Trzeba tu nadmienić, że kilka tygodni wcześniej Trumpa w jego rezydencji w Mar-a-Lago grzecznie odwiedziło FBI, zainteresowane bezpieczeństwem przechowywanych przez niego swoich prezydenckich dokumentów i wszystko było OK. Każdy były prezydent zabiera ze sobą interesujące go swoje dokumenty, ponieważ sprawując najwyższy urząd w państwie ma prawo jednoosobowo odtajnić „ściśle tajne” dokumenty. Dodajmy tu, że już np. wiceprezydent, czy sekretarz stanu, nie ma takich kompetencji i mocy „odtajniania”.

Przypomnijmy, że FBI podlega Departamentowi Sprawiedliwości (szef Merrick Garland, rodzina pochodzi z Polski), który podlega prezydentowi Bidenowi. Mainstreamowe media zawyły ze zgrozy, swoje potępienie lekkomyślności Trumpa głośno wyartykułował prezydent Biden. Przypomnijmy, że agenci FBI sfotografowali najpierw rozrzucone na podłodze dokumenty z nagłówkami „ściśle tajne” i taka fotografia zdobyła ogromną karierę w mediach jako dowód na przestępczą lekkomyślność Trumpa. Trzeba przyznać, że wielu ludzi w których posiadaniu znalazły się jakiekolwiek dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne” było skazywanych na kilka lat więzienia. Szef sprawiedliwości Garland powołał specjalnego prokuratora Jacka Smitha (którego cała rodzina „nienawidzi” Trumpa), który ma przeprowadzić śledztwo w/s tajnych dokumentów znalezionych w Mar-a-Lago. Podobno innym celem „najazdu” FBI było zdobycie dowodów, które wskazywałyby na udział Trumpa w koordynowaniu i organizowaniu słynnego protestu na Kapitolu z 6 stycznia 2021 r. (zaprzysiężenie Bidena na prezydenta).

Biden też z problemami

I teraz gruchnęła wiadomość, że „ściśle tajne” dokumenty odnoszące się do Ukrainy, Iranu, Wielkiej Brytanii i Chin znaleziono w szafie biura „think tanku” Bidena w Waszyngtonie w jego Penn Biden Center, w którym były wiceprezydent pracował po odejściu z Białego Domu w styczniu 2017 r. (roczna pensja ok. $1 miliona). Dodajmy, że ten „think tank” (i uniwersytet) fundacji Bidena otrzymał w ostatnich latach od Chińczyków, aż $67 mln! Z informacji wynika, że klucze do biura fundacji miał Biden i jego żona Jill, dodatkowo dorobiono klucze dla przyjaciół z Chin. Poza tym Biden przestał być wiceprezydentem w styczniu 2017 r., a swoje dokumenty mógł przenieść do swojej fundacji dopiero w drugiej połowie 2018 r., powstaje pytanie, gdzie przebywały te dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne”? Kto miał do nich dostęp?

Co ciekawe, dokumenty te „znaleźli” prywatni prawnicy Bidena jeszcze na 6 dni przed listopadowymi wyborami! Oczywiście ogłoszenie takiego nadużycia mogłoby mieć negatywny wpływ na decyzje wyborców, więc wszystko to trzymano w tajemnicy. Nie było „najazdu” FBI w świetle telewizyjnych kamer. Prawnicy Bidena (niczym archeolodzy) zwrócili się ze swoim „znaleziskiem” do szefa resortu sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Garlanda. Media, które z takim zaangażowaniem latem atakowały Trumpa, teraz wyciszały niespodziewany skandal z ich pupilkiem, twierdząc, że Biden współpracuje z resortem sprawiedliwości, jednocześnie atakując lekkomyślnego Trumpa i o całej sprawie można zapomnieć.

Niestety w następnych dniach (12 stycznia) adwokaci Bidena zgłosili Departamentowi Sprawiedliwości kolejne znalezisko tajnych dokumentów, tym razem w garażu jednego z domów Bidena w Wilmington w stanie Delaware (obok jego pięknej Corvetty), dom ten Biden wynajmował synowi Hunterowi w latach 2017/18 za „jedyne” $49,910 za miesiąc (czynsz za podobne domy w sąsiedztwie wynosił ok. $7,000). Hunter to słynny playboy (rosyjskie prostytutki), narkoman i alkoholik mocno zaplątany w ciemne korupcyjne interesy na Ukrainie i w Chinach (Laptop Huntera). Kolejne tajne dokumenty znaleziono w domu Bidena w Wilmington. W tej sytuacji dziennikarze mainstreamowych stacji TV, którzy wcześniej ostro atakowali Trumpa, zaczęli szybko szukać wyjaśnień. Generalny Prokurator Garland zdecydował się powołać specjalnego prokuratora (Robert Hur), aby przyjrzał się problemowi tajnych dokumentów rozrzucanych na lewo i prawo przez Bidena.

W co grają Demokraci?

Można mieć wrażenie, że obserwujemy pewną grę, inscenizację wewnątrz Partii Demokratycznej mającej na celu utrącenie zapowiadanej kandydatury Bidena w wyborach prezydenckich 2024 r. Innym ekstremalnym wariantem interpretacji obserwowanych posunięć byłaby dywersyjna interwencja „białych kapeluszy”, tajnego stowarzyszenia działającego rzekomo wewnątrz Deep State, czy też tajemniczej patriotycznej sekty QANON. Mamy dziwną sytuację w której dwaj główni pretendenci do prezydentury z dwóch partii są podejrzanymi o podobne przestępstwa odnośnie zaniedbań i naruszenia prawa w posiadaniu i przechowywaniu państwowych „ściśle tajnych” dokumentów. Czyżby przygotowywano scenariusz kończący się utrąceniem obydwu kandydatur?

Jest jeszcze jedna możliwość, czyli działanie wyprzedzające kontrolowanego przez Bidena Departamentu Sprawiedliwości, które blokowałoby zapowiadane dochodzenia o korupcyjnych poczynaniach klanu Bidenów przez nowo wybrany Kongres w którym mają większość Republikanie. Skoro już mamy powołanego przez Garlanda specjalnego prokuratora (Robert Hur) prześwietlającego zaniedbania w przechowywaniu „ściśle tajnych” dokumentów Bidena (do których nie miał prawa jako wiceprezydent!), więc Kongres nie powinien się już tym zajmować. Powstaje pytanie, czy prywatni adwokaci Bidena mają upoważnienia, aby zajmować się przeglądaniem tajemnic państwowych z kategorii „ściśle tajne”. Co jeszcze może nas zaskoczyć? Chyba to, że pojawiłby się b. prezydent Obama twierdząc, że to on odtajnił „ściśle tajne” dokumenty i przekazał je w styczniu 2017 r. Bidenowi (?!).

Większość komentatorów tego gorącego tematu ostrzega, że w USA obowiązują dwa systemy sprawiedliwości: jeden dla Demokratów, a drugi dla Republikanów. Nie budzi też zaufania zadaniowanie i upolitycznienie FBI, przecież mieli oni słynny „skandaliczny” laptop Huntera Bidena z korupcyjnymi dowodami przez długi czas nic z nim nie robiąc, a nawet koordynując wyciszanie pojawiających się o nim informacji z kierownictwami mediów społecznościowych jak Facebook, czy Twitter…

W tym narastającym bałaganie ktoś złośliwie zauważył, że FBI jednak powinna sprawdzić (tak na wszelki wypadek) czy czasem w schowku lśniącej Corvetty Bidena nie ma prezydenckich kodów do odpalania broni atomowej…

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Paweł Kukiz

Paweł Kukiz / Fot. Flickr

Zobacz także: Wrze w PiS. Terlecki grozi wykreślaniem z list. Wróblewski: Terlecki to radykał

Paweł Kukiz już wcześniej założył partię – K’15. Zrobił to w połowie 2020 r. Jednak partia K’15 nie złożyła w terminie sprawozdania finansowego za 2021 r., w związku z czym zostanie wykreślona z rejestru. Z tego powodu powstaje już nowa, aby zdążyć z formalnościami przed wyborami.

Politycy Kukiz’15 liczą, że posiadając partię polityczną będą mogli uzyskać subwencje partyjne, co ominęło ich w 2015 roku przez zbyt idealistyczne, naiwne podejście swojego lidera. Po czasie Paweł Kukiz się z niego wyleczył i zrozumiał, że samo zrzeszanie się ludzi w partie polityczne nie jest czymś z zasady złym, ale patologie zżerające te partie.

Jednak sama rejestracja formacji politycznej nie wystarczy do zdobycia subwencji. Trzeba jeszcze samodzielnie lub współtworząc formalnie koalicyjny komitet wyborczy wystartować w wyborach i zdobyć w nich co najmniej 3%, a na to się nie zanosi. Spekuluje się, że Kukiz’15 będzie chciało wystartować z list PiS, a ta partia dotychczas nie zgadzała się na formowanie koalicyjnego komitetu, tylko wszystkich partnerów po prostu brała na listę PiS.

Każdy, kto chciałby realizować nasz program, jest mile widziany na naszych listach wyborczych – powiedział sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski.

Każdy, kto jest w stanie lub chce realizować mój program, jest przeze mnie bardzo mile widziany – powiedział Paweł Kukiz w odpowiedzi.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rzeczpospolita

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Zobacz także: Młoda polska piosenkarka: Chodzę do kościoła z moją ekipą, to super ziomale

“Na przeszkodzie stoi orzecznictwo

Jego zdaniem “na przeszkodzie stoi orzecznictwo”.

Orzecznictwo jest tak nieszczelne, że ja mam takie samo orzeczenie jak człowiek leżący, który wymaga 24-godzinnej opieki czy pomocy asystentów – podkreślił.

W Polsce mają zostać wdrożone rozwiązania z powodzeniem funkcjonujące już w innych krajach.

My w tej chwili finiszujemy wdrożenie rozwiązania, które będzie określać stopnie potrzeby wsparcia. To jest rozwiązanie, które jest z powodzeniem stosowane np. w Hiszpanii od ponad 8 lat – poinformował Wdówik.

Minister nie chciał na razie mówić o szczegółach zapowiadanej ustawy, twierdząc, że póki co jest jeszcze rozważane kilka jej wariantów.

Kiedy wykonanie wyroku TK sprzed lat?

Odniósł się też do kwestii realizacji wyroku TK ws. opiekunów osób niepełnosprawnych, co jest odkładane przez rząd już ponad 8 lat.

To jest element, który próbujemy wpiąć w system związany ze świadczeniem pielęgnacyjnym. Analizujemy możliwość wykonania tego wyroku – wyjaśnił.

Nadal trwają prace nad przygotowaniem ostatecznych rozwiązań w tej sprawie.

W tym momencie wszyscy, których niepełnosprawność powstała po 18 roku życia, czyli także wszyscy seniorzy, którzy stają się niepełnoprawni np. w wyniku Parkinsona, Alzheimera, stają się beneficjentami. To oznacza, że każda osoba, które jest z nimi w rodzinie i która teraz normalnie pracuje, może wystąpić o to świadczenie, bo nie może być tak, że to świadczenie będzie wyrównane, a oprócz tego nie damy możliwości dorabiania. Bo jak damy tu, to musimy dać i tam – powiedział Wdówik.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMF24

Stopklatka z jednego z nagrań.

Stopklatka z jednego z nagrań. / Fot. Twitter

Zobacz także: Holandia: Imigrant zidentyfikowany jako jeden z liderów ISIS

Interfax-Ukraina podała, że w katastrofie helikoptera w Browarach zginęło kierownictwo MSW Ukrainy. Chodzi o ministra, jego zastępcę oraz sekretarza. W sumie jest 16 ofiar śmiertelnych. Wśród nich jest dwoje dzieci. Do szpitalu przewieziono 22 ranne osoby.

Gubernator regionu kijowskiej Oleksij Kuleba napisał na Telegramie:

W Browarach śmigłowiec rozbił się tuż obok przedszkola i budynku mieszkalnego.

Jak poinformował, przebywające w budynku dzieci i ich opiuekunki zostały ewakuowane.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMF24

Roksana Węgiel

Roksana Węgiel / Fot. Okras/Wikimedia Commons

Zobacz także: Brytyjski rząd sprzeciwił się genderowej rewolucji. Władze Szkocji nie składają broni

To nie pierwszy raz, gdy młoda piosenkarka otwarcie przyznała się do wiary.

Wszystko, co mam w życiu, zawdzięczam Bogu – powiedziała rok temu w jednej z rozmów.

Teraz wyjawiła, jaki jest jej stosunek do Kościoła.

Po prostu chcę tam chodzić. Można trafić na fajną mszę, kazanie. Trzeba przełamać stereotyp, że jak ktoś chodzi od kościoła, to jest wapniakiem. Chodzę do kościoła z moją ekipą, która jest bardzo współczesna i są to super ziomale – podkreśliła.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

o2.pl, wpolityce.pl, pl.aleteia.org

Sejm RP

Sejm RP / Fot. Flickr

  • Zapamiętamy tych posłów PiS, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu nad nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym, przy okazji tworzenia list wyborczych – grozi Terlecki.
  • Zdaniem posła PiS, dr. Bartłomieja Wróblewskiego, Terlecki swoim radykalnym zachowaniem “dezintegruje klub Prawa i Sprawiedliwości”.
  • Uważam, że ustawa o Sądzie Najwyższym jest niekonstytucyjna – podkreśla poseł PiS Grzegorz Gaża.
  • Zobacz także: Spory w Konfederacji. “Tak, wyobrażam sobie polityczne życie bez Konfederacji”

Będą kary?

Ustawę poparło w piątek 13 stycznia w Sejmie “tylko” 198 posłów PiS (na 231 posłów klubu). Przeciwko ustawie byli politycy Solidarnej Polski, ale także dwóch posłów PiS – Teresa Hałas i Sławomir Zawiślak. W ogóle w głosowaniu nie wzięli udziału: Jan Duda, Andrzej Gawron, Grzegorz Gaża, Agnieszka Górska, wspomniany Antoni Macierewicz, Bartłomiej Wróblewski oraz dwie posłanki z usprawiedliwioną nieobecnością (Elżbieta Zielińska i Beata Mateusiak-Pielucha).

Zapamiętamy tych posłów PiS, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu nad nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym, przy okazji tworzenia list wyborczych – grozi Terlecki.

Narasta opór

Teraz wspomniani politycy, także publicznie odpowiadają szefowi swojego klubu.

Szef klubu PiS, marszałek Terlecki, wyłączył z grona “zagrożonych” posłów Antoniego Macierewicza. Chodzi zatem nie o sposób głosowania, bo poseł Macierewicz również wyraził swoje wątpliwości wobec ustawy, które ma wiele osób w klubie. Chodzi o to, że dla marszałka Terleckiego to być może okazja, by napsuć trochę krwi ludziom, którzy nie są jak plastelina i nie dadzą się mu lepić zgodnie z jego wyobrażeniami o świecie – stwierdził poseł PiS, prawnik, konstytucjonalista, dr Bartłomiej Wróblewski w wypowiedzi dla Wirtualnej Polski.

Wróblewski podaje argumenty przeciw stanowisku marszałka Terleckiego.

Kandydowałem w wyborach do Sejmu z miejsca 11., kandydowałem z miejsca 6. To nie były najlepsze miejsca na liście, a jednak ludzie oddawali na mnie swoje głosy, dzięki czemu zostałem posłem. Jestem szefem poznańskiego PiS, przewodniczącym komisji ds. deregulacji, jedną z nielicznych w Sejmie osób, która zna się na prawie konstytucyjnym. Doradzałem kierownictwu PiS w wielu ważnych sprawach. Jaki sens miałoby pozbywanie się takich parlamentarzystów? – dodaje.

Terlecki swoim radykalnym zachowaniem “dezintegruje klub Prawa i Sprawiedliwości”?

Jego zdaniem “marszałek Terlecki nie lubi posłów konserwatywnych”. 

Wbrew temu, co myśli wiele osób, marszałek Terlecki jest osobą o poglądach liberalnych. On jest radykałem w tym sensie, że jest w stanie każdego obrazić. Ale nie ma stałych, konserwatywnych poglądów – przekonuje Wróblewski.

W jego opinii Terlecki swoim radykalnym zachowaniem “dezintegruje klub Prawa i Sprawiedliwości”.

Jesteśmy zespołem, ale w tym zespole nie wszyscy muszą mieć identyczne poglądy. Gdyby wszyscy myśleli tak samo, to byłoby to nienormalne – ocenia.

Ziobro niewinny?

Dr Wróblewski krytycznie ocenia postępowanie swojego obozu politycznego.

Te rewolucyjne emocje, polegające na tym, że dziś robimy to, jutro coś innego, nie zważając na okoliczności i inne racje w klubie parlamentarnym, prowadzą do tego, że od lat ciągną się w nieskończoność sprawy związane z sądami i KPO. Zawsze starałem się przekonać władze PiS, że podejście konserwatywne jest znacznie lepsze od rewolucyjnego – podkreśla.

Nie zgadza się też z przerzucaniem odpowiedzialności na lidera Solidarnej Polski.

Zbigniew Ziobro nie jest odpowiedzialny za obecną sytuację, bo to nie on negocjował KPO, w którym mamy mnóstwo warunków, z których każdy może być przez nieznanego z imienia i nazwiska urzędnika UE interpretowany w dowolny, wybiórczy sposób – wskazuje.

“Było naciskanie na parlamentarzystów”

To nie jest odosobniony głos w klubie PiS.

Było naciskanie na parlamentarzystów, tłumaczenie, że jeśli nie poprzemy tej ustawy, to nie będzie środków z UE. A ja słuchałam wypowiedzi prezesów Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i innych instytucji, a także pana prezydenta, i zadawałam sobie pytanie: na miły Bóg, w co my się pakujemy? – stwierdza poseł Teresa Hałas.

Polityk nie rozumie postawy Ryszarda Terleckiego.

Koledzy z klubu poszli ze swoimi wątpliwościami do marszałka Terleckiego. Powiedzieli, że nie wezmą udziału w głosowaniu nad ustawą sądową albo zagłosują przeciw. Marszałek Terlecki uznał ich rację. Przecież wątpliwości w sprawie tej ustawy wyrażali nawet pan prezydent Duda i pan prezes Kaczyński. Nie rozumiem zatem, dlaczego dziś marszałek Terlecki straszy posłów PiS wyrzuceniem z list – mówi Hałas.

Nie boi się też gróźb kierownictwa klubu.

To jest jeden i ten sam straszak. Już raz mnie zawieszono po głosowaniu nad “piątką dla zwierząt”. I co? Później klub PiS musiał się z tego wycofywać, bo sam prezes Kaczyński uznał ją za błąd. Ja się takich straszaków nie boję. Nie obawiam się tego, czy będę na liście wyborczej, czy nie. Ja naprawdę wiele przeszłam i inaczej patrzę na życie – podkreśla.

Poseł PiS: “Ustawa o Sądzie Najwyższym jest niekonstytucyjna”

Także inni posłowie PiS nie kryją swojej krytyki.

Nie wziąłem udziału w głosowaniu nad tą ustawą, bo wzbudza ona zbyt duże wątpliwości. Wobec tej ustawy zostało wyrażonych wiele bardzo negatywnych opinii rozmaitych gremiów, z Sądem Najwyższym na czele. Nie bez znaczenia dla mnie było stanowisko pana prezydenta Andrzeja Dudy. Osobiście uważam też, że urzędnicy UE chcą zbyt mocno ingerować w nasze sprawy wewnętrzne – ocenia poseł Jan Duda.

Uważam, że ustawa o Sądzie Najwyższym jest niekonstytucyjna. Wiedziałem też, że moja postawa wobec tej ustawy nie jest zgodna z oczekiwaniami klubu. Ale dla mnie ważniejsza jest Polska niż cokolwiek innego – wskazuje z kolei poseł Grzegorz Gaża.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

WP

Parlament Europejski

Parlament Europejski / Fot. YouTube

  • Deutsch powiedział, że przez “wbijanie noża w plecy” krajów członkowskich chroniących wspólne granice przed nielegalną migracją, UE zaczęła “demontować europejską jedność”.
  • “Polityczne polowanie na czarownice” pod pretekstem procedur praworządności było kolejnym krokiem w tym kierunku. Procedury te były wyraźnie formą “politycznej presji i szantażu” – dodał.
  • Europosłowie Fideszu zaproponują wprowadzenie do UE węgierskiego formularza oświadczenia majątkowego – poinformował.
  • Zobacz także: Spory w Konfederacji. “Tak, wyobrażam sobie polityczne życie bez Konfederacji”

“Polityczne polowanie na czarownice”

Przemawiając na sesji Parlamentu Europejskiego, na której zaprezentowano program roboczy szwedzkiej prezydencji, Deutsch powiedział, że przez “wbijanie noża w plecy” krajów członkowskich chroniących wspólne granice przed nielegalną migracją, UE zaczęła “demontować europejską jedność”. “Polityczne polowanie na czarownice” pod pretekstem procedur praworządności było kolejnym krokiem w tym kierunku. Procedury te były wyraźnie formą “politycznej presji i szantażu” – dodał.

“Będziemy musieli pracować nad przywróceniem jedności UE, którą Bruksela zdemontowała” – powiedział Deutsch.

To zależy od tego, czy wszystkie instytucje UE będą przestrzegać traktatów UE i szanować kulturową i polityczną różnorodność bloku, stwierdził. W odniesieniu do programu szwedzkiej prezydencji Deutsch zaznaczył, że Węgry zgadzają się ze znaczeniem ochrony praworządności.

Węgry chcą pomóc w walce z korupcją w UE

Jeśli chodzi o zarzuty korupcyjne wobec kilku europosłów, Deutsch powiedział, że PE ma “znaczące środki” do dyspozycji, aby zbadać sprawy łapówkarskie, “ale strzelają do wróbli” używając ich “w związku z rzekomymi sprawami korupcyjnymi w krajach członkowskich”. Tymczasem oskarżeni europosłowie byli w regularnym kontakcie z węgierską opozycją – powiedział.

Europosłowie Fideszu zaproponują wprowadzenie do UE węgierskiego formularza oświadczenia majątkowego – poinformował. Ponieważ sama KE wydaje się uważać, że węgierski system prawny jest w stanie walczyć z korupcją, jego wdrożenie w PE może pomóc w podobnych wysiłkach tam, dodał.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dailynewshungary.com