Zbigniew Rau, szef MSZ i przewodniczący OBWE w piątek rozmawiał na spotkaniu w Charkowie z Wołodymyrem Zełenskim prezydentem Ukrainy. Rozmawiano o pogarszającej się sytuacji bezpieczeństwa Ukrainy. Kolejną kwestą był temat przyszłości formatu normandzkiego. Trzeci temat poruszany na spotkaniu to kwestia formatu OBWE oraz sprawa misji monitorującej działającej na Ukrainie.
Rozmowa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim dotyczyła trzech kwestii: bezpieczeństwa wokół Ukrainy, przyszłości formatu normandzkiego oraz polskich priorytetów w OBWE
– poinformował w piątek szef MSZ Zbigniew Rau.
Trzydniową wizytę na Ukrainie minister Rau puentuje, mówiąc że odbył ją przede wszystkim pod znakiem polskiej prezydencji w OBWE.
I koncentrowała się na obecności instytucji OBWE tutaj na Ukrainie, miałem okazję zapoznać się z bieżącą pracą przedstawicieli instytucji OBWE, zarówno w Kijowie jak i Charkowie- powiedział minister.
Szef MSZ odwiedził w piątek siedzibę Specjalnej Misji Monitorującej OBWE w Charkowie, działającej na reakcje napięć, wspieranie odbudowy pokoju i stabilności oraz monitorowanie sytuacji. Ma to ułatwić działania i pomóc w dialogu między Rosją a Ukrainą. Minister spotkał się także z uczestnikami szkolenia ze zwalczania przestępczości cybernetycznej. Rau odwiedził też prywatnie cmentarz w Piatichatkach – jeden z cmentarzy katyńskich – gdzie jest pochowany jego dziadek.
W czwartek szef polskiej dyplomacji spotkał się ze swoim ukraińskim odpowiednikiem Dmytrem Kułebą. Wyraził zaniepokojenie sytuacją bezpieczeństwa na Ukrainie i wokół niej, zarówno w Donbasie, jak i w obliczu obecności wojskowej Rosji wzdłuż granicy Ukrainy i na Białorusi. Podkreślił, że „będzie chciał zachęcać uczestniczące w tym konflikcie państwa do poszukiwania wspólnej płaszczyzny”. Zaznaczył, że w tym kontekście w przyszłym tygodniu uda się do Moskwy.
Kułeba mówił z kolei, że mają z Rauem „wspólną wizję zagrożeń dla bezpieczeństwa”. Podkreślał znaczenie dalszego wywierania presji na Rosję w celu zakończenia agresji w Donbasie i wywiązania się z zapisów porozumień mińskich
Niedawny wpis na Twitterze Karola Wilkosza potwierdził, że jego wykorzenienie z polskiej tożsamości religijnej, kulturowej i narodowej, wyklucza go z naszej wspólnoty – i w żadnym przypadku nie powinien być obecny na polskiej prawicy. Mormon z USA Karol Wilkosz w rocznice zamordowania polskiego bohatera Łupaszki na Twitterze napisał „Jestem prawicowcem, ale przyznaję w tej kwestii rację Zandbergowi. Łupaszka ma niewinne ofiary na swoim sumieniu i dlatego nie powinien być stawiany na piedestał. Mamy o niebo lepsze wzorce z tego okresu — Witold Pilecki. Innymi słowy, Łupaszka nie powinien być bohaterem prawicy!” i zacytował tweet lidera ekstremistycznej lewicy Adriana Zandberga „Łupaszka ma na sumieniu zbrodnię w Dubinkach. Jego podkomendni wymordowali tam dziesiątki kobiet i dzieci. To nie była żadna “bohaterska walka”, tylko ohydna zbrodnia”.
Jestem prawicowcem, ale przyznaję w tej kwestii rację Zandbergowi. Łupaszka ma niewinne ofiary na swoim sumieniu i dlatego nie powinien być stawiany na piedestał. Mamy o niebo lepsze wzorce z tego okresu – Witold Pilecki. Innymi słowy, Łupaszka nie powinien być bohaterem prawicy! https://t.co/PWkbEKy0O5
Wpis mormona z USA Karola Wilkosza ukazał się w rocznice zamordowania polskiego bohatera. 71 lat temu, 8 lutego 1951, w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie komunistyczni oprawcy zamordowali majora Zygmunta Szendzielarza Łupaszkę — dowódcę V Wileńskiej Brygady AK, oddziałów partyzanckich eksterytorialnego Wileńskiego Okręgu AK, żołnierzu wyklętego, w 1948 aresztowanego przez UB i skazanym na karę śmierci, którego szczątki IPN zidentyfikował w 2013 r. w wyniku ekshumacji przeprowadzonych na Łączce na Wojskowych Powązkach.
Prezes IPN bronił honoru Łupaszki
W liście do Rady Miasta Białystok (z 2019 roku) ówczesny prezes IPN dr Jarosław Szarek przypomniał, że
„Major Zygmunt Szendzielarz pseud. „Łupaszka” należał do pokolenia wolnej Polski, ukształtowanego w duchu patriotycznym i przywiązania do tradycji niepodległościowych. Od 1929 r. służył w szeregach Wojska Polskiego. W 1939 jako dowódca 2 szwadronu w 4 pułku ułanów Zaniemeńskich wziął udział w kampanii wrześniowej, za którą otrzymał najwyższe polskie odznaczenie wojskowe – Order Virtuti Militari.
W opinii z okresu przedwojennego, przygotowanej przez jego przełożonych scharakteryzowano go w następujący sposób: ”Oficer pełen umiejętności, i polotu w służbie. Bardzo obowiązkowy, pilny, sumienny. W postępowaniu prosty i szczery. W pracy energiczny, samodzielny i ambitny”.
Po kampanii wrześniowej nie poszedł do niewoli, lecz podjął konspiracyjną działalność niepodległościową w szeregach Kół Pułkowych w Wilnie, a następnie w wileńskiej organizacji ZWZ-AK.
Działalność partyzancką zaczynał na przełomie sierpnia i września 1943 r. w bardzo dramatycznych okolicznościach. Pierwszy oddział partyzancki Okręgu Wileńskiego AK ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”, nad którym miał objąć dowództwo, został 26 sierpnia 1943 r. podstępnie rozbity nad jeziorem Narocz przez partyzantkę sowiecką, a większość jego oficerów i żołnierzy wymordowana.
Ścigany przez Niemców, tropiony zawzięcie przez sowieckich partyzantów, Zygmunt Szendzielarz zdołał z niedobitków oddziału „Kmicica” w krótkim czasie stworzyć jeden z najlepszych – najbitniejszych oddziałów partyzanckich wileńskiego AK – 5 Brygadę, zwaną na pamiątkę tragicznego początku oraz strat ponoszonych w walkach z Niemcami Brygadą Śmierci.
Zygmunt Szendzielarz od początku swojej konspiracyjnej służby bardzo poważnie traktował swoje najważniejsze zadanie, jakim była ochrona przed represjami kresowej społeczności polskiej. Realizując je konsekwentnie z równym powodzeniem walczył z okupacyjnymi siłami niemieckimi, kolaboracyjnymi jednostkami litewskimi, jak również sowiecką partyzantką. Mając na swoim koncie wiele zwycięskich walk z partyzantką sowiecką, zdawał sobie sprawę, że zetknięcie się 5 Brygady z Armią Czerwoną i NKWD oznaczałoby jej zgubę. Udało mu się uzyskać zgodę komendanta Okręgu Wileńskiego AK na pominięcie jego oddziału w operacji Ostra Brama i przemarsz na zachód.żołnierz wyklęty
Mimo dramatycznego finału działań wileńskiej AK zdecydowany był walczyć dalej. Podporządkował się komendzie Białostockiego Okręgu AK (od lutego 1945 r. – AKO). Działając w ramach tej struktury Polskiego Państwa Podziemnego jesienią 1944 r. otrzymał zadanie odtworzenia 5 Wileńskiej Brygady z przedzierających się na zachód żołnierzy z rozbitych brygad i batalionów wileńskiej i nowogródzkiej AK.
Wiosną 1945 r. stanął na czele odtworzonej na Białostocczyźnie 5 Brygady Wileńskiej. Dzięki bardzo dobremu dowodzeniu stała się ona w krótkim czasie najlepszym oddziałem partyzanckim podziemia niepodległościowego w tym regionie.
Po demobilizacji 5 Brygady Wileńskiej AK, dokonanej we wrześniu 1945 r. na polecenie dowództwa Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, wyjechał z częścią podległej sobie kadry na Pomorze. Tam wiosną 1946 r. ponownie odtworzył 5 Brygadę Wileńską. Na Podlasiu operowała w tym czasie podlegająca mu 6 Brygada Wileńska dowodzona przez ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora” i ppor./kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”. Zygmunt Szendzielarz, podobnie jak oba wspomniane oddziały, organizacyjnie należał wówczas do eksterytorialnego Wileńskiego Okręgu AK, podlegającego Sztabowi Naczelnego Wodza (w Londynie). W jednej z ulotek tak charakteryzował prowadzoną przez swe oddziały walkę: ”Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. Niejeden z waszych ojców, braci i kolegów jest z nami. My walczymy o świętą sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę”.
Konspiracyjną działalność niepodległościową kontynuował do czerwca 1948 r. Z racji swojej bezkompromisowości i dokonań niepodległościowych był jednym z najbardziej poszukiwanych żołnierzy powojennego podziemia. Zatrzymany został w Osielcu koło Makowa Podhalańskiego w ramach ogólnopolskiej operacji MBP wymierzonej w środowisko wileńskie o kryptonimie „X”.
Zygmunt Szendzielarz sądzony był razem z dowództwem eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK. W trakcie całego śledztwa zachował godną oficera Wojska Polskiego postawę. 2 listopada 1950 r. WSR w Warszawie skazał go za walkę o niepodległość Polski na ośmiokrotną karę śmierci. Zamordowano go 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, wraz z czterema współtowarzyszami walki o Wolną Polskę”.
Kłamliwe oskarżenia wobec Łupaszki
Odpowiadając na zarzuty wobec ”Łupaszki” prezes IPN dr Jarosław Szarek stwierdził, że „śmierć 27 osób cywilnych w litewskiej wsi Dubinki nie była wynikiem rozkazów wydanych przez majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. Nie uczestniczył on też w tych wydarzeniach. Dwa pododdziały wydzielone z 5 Brygady podjęły wypad na przedwojenne terytorium państwowe Litwy z zadaniem wykonania działań odwetowych – za wymordowanie przez litewską kolaboracyjną formację policyjną 36 polskich cywilów w Glinciszkach (w tym kobiet i dzieci). Podczas tego wypadu miano zastrzelić mężczyzn znajdujących się na przekazanej przez wywiad AK liście. Byli to nacjonalistyczni aktywiści litewscy współpracujący z niemieckimi władzami okupacyjnymi. Niestety dwaj oficerowie dowodzący tym wypadem dopuścili do przekroczenia ram otrzymanego zadania. Zginęły także kobiety i dzieci z rodzin mężczyzn znajdujących się na w/w liście. Żadne źródło historyczne (dokument lub relacje) nie potwierdzają, by Zygmunt Szendzielarz wydał rozkaz zabijania kobiet i dzieci. Opinia wyrażona przez Pawła Rokickiego w jego książce ”Glinciszki-Dubinki” jest nieudokumentowana i stanowi efekt jego przemyśleń nieopartych na jakichkolwiek poważnych i istotnych dowodach. Zygmunt Szendzielarz nie miał możliwości ukarania obu oficerów odpowiedzialnych za śmierć kobiet i dzieci w Dubinkach, gdyż 5 Brygada rozpoczęła odwrót na zachód w bardzo trudnych warunkach przetaczającego się frontu. Oficerów tych nie powołał jednak do dalszej służby pod swymi rozkazami.
Powodem ukarania w maju 1945 r. mieszkańców wsi Potoka poprzez spalenie części zabudowań była okoliczność, iż w tej miejscowości istniała zorganizowana, uzbrojona bojówka komunistyczna, wspierająca instalowanie na Ziemi Białostockiej reżimu komunistycznego. Mężczyzn z Potoki obciążał także napad na majątek Hieronimowo i spalenie go, oraz obrabowanie uchodźców zza Linii Curzona. Czterej mężczyźni z Potoki, w tym dwaj będący członkami komunistycznej partii PPR, zostali zastrzeleni z powodu swego zaangażowania we wspieranie reżimu komunistycznego, wrogiego idei niepodległego państwa polskiego. Należy podkreślić, iż 5 Brygada działała wówczas z mandatu jedynego legalnego rządu polskiego, jakim był rząd RP na Uchodźstwie – uznawany do końca czerwca 1945 r. przez gremia międzynarodowe, za wyjątkiem Rosji sowieckiej. Śmierć osoby dorosłej i trójki dzieci, które ukryły się w zabudowaniach czy też w ich pobliżu, nie leżała w zamiarze oficera dowodzącego w Potoce, por. „Zygmunta”. Nie wiedział on w ogóle, że doszło do takiego zdarzenia.
Informacja, jakoby Zygmunt Szendzielarz był odpowiedzialny za spalenie wsi Zanie w 1946 roku – jest całkowitym nieporozumieniem. Nie miał on nic wspólnego z tym zdarzeniem, spowodowanym przez oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego”.
Zdaniem prezesa IPN „z materiałów historycznych wynika jednoznacznie, że Zygmunt Szendzielarz podczas swej działalności niepodległościowej traktował zarówno swych żołnierzy, jak i mieszkańców terenów, na których operował – w sposób obywatelski, bez jakichkolwiek uprzedzeń narodowościowych, etnicznych lub religijnych. W jego oddziałach służyli oprócz katolików także żołnierze wyznający wiarę prawosławną.
Oceniając postać majora Zygmunta Szendzielarza, należy pamiętać, że jest on nie tylko kawalerem najwyższych polskich odznaczeń wojskowych – Krzyża Virtuti Militari i Krzyża Walecznych, ale też o tym, że 23 marca 2006 r., w 55 rocznicę jego śmierci, Sejm RP podjął uchwałę oddającą mu cześć. Jego osoba była wielokrotnie honorowana przez najwyższy majestat Rzeczypospolitej.
Major Zygmunt Szendzielarz zasłużył na dobrą pamięć w przestrzeni publicznej Państwa Polskiego. Jest godny, by być patronem ulic, placów czy też gmachów”.
Polska prawica powinna korzystać z wiedzy polskich historyków, a nie importowanych z USA mormonów, którzy powtarzają komunistyczne brednie.
Główny Urząd Statystyczny rozpoczął 27 stycznia br. publikację wstępnych wyników Narodowego Spisu Powszechnego, który zaczął się 1 kwietnia i trwał do końca września 2021 r.
Spisy takie mają miejsce raz na 10 lat i dotyczą każdej osoby mieszkającej stale bądź czasowo na terenie Polski.
Ostatni spis ukazuje m.in. dwa niepokojące trendy: malejącą liczbę ludności oraz zmiany jej struktury, polegające na starzeniu się społeczeństwa.
Według ostatniego spisu powszechnego w Polsce mieszka 38 179,8 tys. osób. Ich liczba zmniejszyła się w ciągu 10 lat o ok. 332 tys. – w porównaniu z wynikami spisu z 2011 r.
Nasze społeczeństwo szybko się starzeje. Wskazują na to dane na temat struktury ludności według grup wiekowych. W ciągu 10 lat zmniejszył się odsetek ludności w wieku przedprodukcyjnym – z 18,7 proc. w 2011 r. do 18,2 proc. w 2021 r., a także w wieku produkcyjnym – z 64,4 proc. do 60 proc. Wzrósł natomiast znacząco udział ludności w wieku poprodukcyjnym – z 16,9 proc. do 21,8 proc. Oznacza to, że w okresie pomiędzy badaniami, przybyło ponad 1,8 mln osób w grupie powyżej 60 lat.
W debacie publicznej kwestia demografii jest obecna od wielu lat. Utrzymująca się od lat 90. niska dzietność i starzenie się społeczeństwa budzą niepokój. Z danych GUS wynika, że w roku 2019 odnotowano najniższy przyrost naturalny od wielu lat. Liczba urodzeń spadła o prawie 28 tys. w porównaniu do poprzedniego roku. W tym roku urodziło się ok. 375 tys. dzieci, a liczba zgonów sięgnęła ok. 410 tys. Saldo wyniosło zatem -35 tys.
Przyrost naturalny zróżnicowany terytorialnie
W kontekście tych niepokojących danych warto odnotować, że przyrost naturalny w Polsce jest terytorialnie bardzo zróżnicowany. Najwyższym w kraju wyróżniają się powiaty wejherowski i kartuski w województwie pomorskim.
Stało się to powodem projektu badawczego Fundacji Wiem i Umiem zrealizowanego przez pracownię Social Changes, dofinansowanego przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Ich celem było zidentyfikowanie czynników wpływających na to, że współczynnik dzietności w powiatach kartuskim i wejherowskim jest najwyższy w Polsce. Czynniki te zostały przedstawione w Raporcie oraz podczas konferencji w dniu 16-12-2021 r.
Analiza wyników badania wskazuje m.in.: że powiaty kartuski i wejherowski stanowią bezpieczne środowisko dla zakładania rodzin i posiadania dzieci. Szczególnie duży odsetek badanych podkreśla znaczenie wartości rodzinnych w tym otwartości na dzieci. Dzieci stanowią wartość autoteliczną, a rodzina i małżeństwo są podstawowym elementem składowym życia mieszkańców tych powiatów. Nastawienie na wartości prorodzinne, jest związane w znaczącym stopniu z uznaniem dla tradycyjnych wartości i tożsamości kaszubskiej, dla której wspólnota rodzinna jest niezwykle cenna.
Czynnikiem kluczowym różnica wieku
Czynnikiem demograficznym mogącym mieć wpływ na poziom dzietności w powiatach kartuskim i wejherowskim jest znacznie niższy średni wiek ich mieszkańców od średniego wieku mieszkańców województwa pomorskiego oraz od średniego wieku mieszkańców całej Polski, a także większy niż przeciętnie w Polsce odsetek kobiet w wieku rozrodczym.
Jak wynika z raportu: “średni wiek mieszkańców powiatu kartuskiego wynosi 36,0 lat, a średni wiek mieszkańców powiatu wejherowskiego wynosi 38,3 lat, podczas gdy dla Polski wynosi on 42 lata.
W 2019 r. mieszkańcy powiatu kartuskiego zawarli 802 małżeństw (5,8 małżeństw na 1000 mieszkańców), a mieszkańcy powiatu wejherowskiego 1177 małżeństw (5,4 małżeństwa na 1000 mieszkańców). W tym samym czasie odnotowano w powiecie kartuskim 1,0 rozwodów przypadających na 1000 mieszkańców, a w wejherowskim 1,3. Oznacza to, że liczba zawieranych małżeństw jest wyższa niż średnia w całym województwie pomorskim (5,1) i znacznie wyższa niż w całej Polsce (4,8), natomiast liczba rozwodów jest niższa niż w województwie pomorskim (1,4) i znacznie niższa niż w całej Polsce (1,7)”.
Mieszkańcy powiatu wejherowskiego i kartuskiego częściej wskazują posiadanie dzieci, założenie rodziny oraz wiarę jako bliskie im wartości niż średnia dla województwa pomorskiego. Dobra materialne, podróżowanie oraz święty spokój częściej wskazywane są przez mieszkańców pozostałych powiatów województwa pomorskiego.
Na bezpieczeństwo mieszkańców sprzyjające posiadaniu dzieci zapewne wpływ mają także takie czynniki jak: relatywnie korzystna sytuacja mieszkaniowa tych powiatów, czy stosunkowo niska przestępczość.
W trudnej sytuacji demograficznej Polski na którą wskazują m.in. dane GUS, warto wnikliwe analizować wszystkie czynniki, jakie wpływają na ten stan rzeczy, w tym także te, które wpływają na lepszy niż przeciętny przyrost naturalny w Polsce. A taka sytuacja dotyczy szczególnie powiatów kościerskiego i wejherowskiego w województwie pomorskim.
Urša Bogataj / Fot. Grzegorz Momot/PAP. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Urša Bogataj zdobyła w Pekinie dwa złote medale.
Najpierw triumfowała indywidualnie na normalnej skoczni, a następnie wraz z koleżanką i kolegami wygrała w konkursie drużyn mieszanych.
Po powrocie do kraju została uroczyście przywitana w swojej rodzinnej miejscowości Polhov Gradec.
Dwukrotna mistrzyni olimpijska nie będzie broniła tytułu
Tłumy kibiców zaskoczyły 26-letnią skoczkinię. – Wspaniale, nie spodziewałam się czegoś takiego. Jestem bardzo szczęśliwa. Od czasów pandemii koronawirusa nie byliśmy przyzwyczajeni do fanów i od dawna nie było takiego świętowania – mówiła słoweńskim dziennikarzom. Chwilę później zaskoczyła wszystkich. Zapowiedziała, że nie wystartuje w kolejnych igrzyskach. Nie ma zamiaru bronić tytułu w Mediolanie.
– Myślałam o tym od jakiegoś czasu. Cztery lata to bardzo długi okres. Nie powiem, że jestem stara, bo nie jestem, ale w życiu są też inne sprawy i piękne rzeczy do zrobienia
– przyznała skoczkini w rozmowie z portalem delo.si.
Takich słów nie spodziewał się raczej żaden ze słoweńskich kibiców. Szczególnie dlatego, że kariera Bogataj w ostatnich miesiącach zdecydowanie przyspieszyła. Po groźnej kontuzji, której doznała przed trzema laty, najpierw sięgnęła po srebrny medal mistrzostw świata w drużynie. W minionym roku wygrała Letnie Grand Prix, a następnie regularnie stawała na podium w konkursach Pucharu Świata. W klasyfikacji generalnej zajmuje aktualnie 3. miejsce.
Przed skoczkiniami narciarskimi jeszcze dwa tygodnie przerwy, a później wrócą do walki w Pucharze Świata. Pierwsze zawody po igrzyskach rozegrane zostaną w austriackim Hinzenbach (25-27.02). Liderką klasyfikacji generalnej jest Marita Kramer, która z powodu pozytywnego testu na koronawirusa nie mogła wystartować w Pekinie.
Według BNR o zaleceniu opuszczenia kraju przez Holendrów mówił ambasador Jennes de Mol na spotkaniu online ze społecznością niderlandzką na Ukrainie, które odbyło się w piątek po południu.
Rzecznik MSZ wyjaśnia, że wystąpienie ambasadora ma charakter pilnego apelu, ale nie oznacza rozpoczęcia ewakuacji.
– Każdy musi samodzielnie ocenić, czy jego pobyt jest niezbędny
– mówił w piątek dziennikarzom.
Biuro prasowe MSZ przekazało mediom informację, że w niderlandzkim konsulacie we Lwowie powstało centrum pomocy kryzysowej. Holendrzy będą mogli uzyskać tam pomoc konsularną w sytuacji, gdyby przestała działać ambasada w Kijowie.
Zdaniem szwedzkiego Rzecznika ds. Dyskryminacji, odmowa przez nauczyciela stosowania zaimka, którego życzy sobie uczeń, jest „poważną formą prześladowania”.
Isabelle Arsova poinformowała, że uczeń powinien wobec tego otrzymać odszkodowanie za „nękanie”.
Problem ucznia polega na tym, że nie czuje się ani mężczyzną ani kobietą.
Sprawa ma trafić do sądu, jeśli organ założycielski placówki odmówi wypłaty wspomnianego odszkodowania. Kwota robi wrażenie, bo chodzi o równowartość 14 tys. euro. Jak informuje Polska Agencja Prasowa, w sprawie „nękania” ucznia, który twierdzi, że nie czuje się mężczyzną ani kobietą interweniowali rodzice. Nauczyciel już zapłacił za to „poważne prześladowanie” utratą pracy.
Według Isabelle Arsova z DO, “jeśli nauczyciel wbrew woli ucznia, celowo powstrzymuje się od stosowania zaimka, z którym uczeń identyfikuje się, to mamy do czynienia z poważną formą prześladowania”.
W Szwecji ideologia gender na stałe wchodzi już także do słowników ortograficznych. Pojawił się w nich bowiem nowy zaimek, który ma służyć do oznaczania „trzeciej”, czy też „nieokreślanej” wcześniej płci. W 2014 roku zaimek “hen” (zbliżony do polskiego “ono”), oznaczający płeć nieokreśloną lub “trzecią”, został oficjalnie wpisany do słownika Akademii Szwedzkiej. Wcześniej był stosowany nieformalnie.
Przemysław Czarnek na zaproszenie internauty o nicku Polska Suwerenna przybył na kanał grupy o 20.30 i na wstępie przedstawił już ustalone zmiany ministerstwa, jak i zaplanowane, które rząd zamierza wprowadzić.
…Jest jedna bardzo ważna rzecz, którą zakomunikowała pani minister. Bo w tym tygodniu mianowicie, w związku z wejściem ustawy budżetowej, już 180 milionów przeznaczamy na dodatkowe zajęcia psychologiczne, pedagogiczne w szkołach ogólnodostępnych. A 520 milionów od 1 września na dodatkowe etaty dla specjalistów psychologów, pedagogów itd. To wszystko zasługa pani minister Machałek, która dba o ten zakres naszych obowiązków ministerialnych. Pani minister bardzo dziękujemy
– mówił między innymi minister Czarnek.
Po wstępie zaczęto zadawać pytania. Pierwsza zabrała głos nauczycielka pytająca o zwiększenie liczb godzin dydaktycznych.
Pod ostrzałem pytań
Ja chciałam zapytać o pana plany dotyczące karty nauczyciela. Ponieważ czytam w różnych źródłach, iż zamierza pan wycofać się ze swojego pomysłu podwyższenia pensum, domyślam się, że musi być trudno dogadać się ze związkami zawodowymi to oczywiste. Chciałabym zapytać, jakie są pana plany w tej sprawie?
– pytała nauczycielka.
Całość materiału można odsłuchać w podanych linkach z Twittera.
Szczepionka na koronawirusa / Fot. PAP/EPA/Abir Sultan. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Fundusz daje możliwość ubiegania się o odszkodowanie za wystąpienie powikłania po szczepieniu przeciw COVID-19 w trybie szybkiej ścieżki.
Odszkodowanie będzie można dostać, jeśli w wyniku szczepienia pacjent doznał wstrząsu anafilaktycznego.
Nabór wniosków do Funduszu Kompensacyjnego rusza 12 lutego.
Nabór wniosków do Funduszu Kompensacyjnego rusza 12 lutego. Fundusz daje możliwość ubiegania się o odszkodowanie za wystąpienie powikłania po szczepieniu przeciw COVID-19 w trybie szybkiej ścieżki.
– Przypominam, że ustawa działa wstecz, to znaczy nawet jeśli powikłanie po szczepieniu nastąpiło w grudniu 2020 r. czy w styczniu ubiegłego roku, to wciąż można ubiegać się o odszkodowanie w ramach Funduszu
– podkreśla cytowany w komunikacie rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.
Od 12 lutego rusza nabór wniosków do Funduszu Kompensacyjnego. Sprawdź, kto może ubiegać się o kompensatę i jak wypełnić wniosek, aby otrzymać odszkodowanie za wystąpienie działania niepożądanego po szczepieniu! @BartChmielowiec@MZ_GOV_PL@NFZ_GOV_PLhttps://t.co/kPEwTGZurS
Odszkodowanie będzie można dostać, jeśli w wyniku szczepienia pacjent doznał wstrząsu anafilaktycznego, to znaczy wystąpiła u niego ciężka reakcja alergiczna na podaną szczepionkę, na skutek czego pacjent trafił na obserwację w szpitalnym oddziale ratunkowym lub izbie przyjęć albo był hospitalizowany. O świadczenie w ramach Funduszu Kompensacyjnego można ubiegać się też w sytuacji, kiedy w związku z podaniem szczepionki stan zdrowia pacjenta pogorszył się i trafił on do szpitala na minimum 14 dni.
Maksymalna kwota świadczenia to 100 tys. zł
Żeby złożyć wniosek do Funduszu Kompensacyjnego, trzeba uiścić opłatę w wysokości 200 zł. Opłata zostanie zwrócona w przypadku uwzględnienia wniosku, ale też w sytuacji, kiedy Rzecznik pozostawi wniosek bez rozpoznania lub odmówi wszczęcia postępowania.
W uzasadnionych przypadkach przewidziano także możliwość zwolnienia z wnoszenia tej opłaty. Żeby to zrobić, przy składaniu wniosku do Rzecznika Praw Pacjenta należy dołączyć pismo z prośbą o zwolnienie z opłaty, w którym należy uzasadnić, dlaczego ta kwota jest zbyt wysoka. Należy przedstawić swoją sytuację finansową i dołączyć np. zaświadczenie o wysokości emerytury lub renty czy o korzystaniu ze świadczeń pomocy społecznej. Zwolnienie następuje na podstawie analizy przesłanych dokumentów.
Maksymalna wysokość świadczenia wynosi 100 tys. zł, na co składa się kwota uzależniona od stopnia dolegliwości działania niepożądanego (przede wszystkim długości pobytu w szpitalu) i zwrot kosztów leczenia i rehabilitacji, które poniósł pacjent.
O przyznaniu świadczenia z Funduszu Kompensacyjnego będzie decydował zespół ekspertów, którego przewodniczącym jest prof. Tomasz Hryniewiecki – konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii, przewodniczący Krajowej Rady ds. Kardiologii i pełnomocnik ministra zdrowia ds. Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia. W skład zespołu weszło sześciu lekarzy specjalistów wyróżniających się wiedzą w zakresie szczepień ochronnych.
W nagranym filmie Donald Tusk pokazuje ile palet z banknotami pięćdziesięciu euro, pomieściłby stadion. Winą za blokowane pieniądze na Fundusz Odbudowy obarcza polski rząd. Jednak internauci szybko zauważyli nieścisłości i brak konsekwencji w wypowiedział prezesa Platformy Obywatelskiej.
Komentarze pod zamieszczonym filmem na Twittrze są krytyczne co do przedstawionego materiału. W opinii internautów Tusk jest niewiarygodny w przekazie i udowadniają to, publikując zmienioną wersję spotu, dodając wypowiedzi Tuska dotyczące słów: „Pieniądze, które są w OFE, nie są własnością Polaków; gdyby były, to każdy mógłby je wycofać. A nie może tego zrobić”.
Inna wersja, jaką internauci opublikowali, dotyczy skierowanych słów do KE „Jedyny powód, dla którego po te pieniądze nie możecie sięgnąć, to ich zupełnie niezrozumiały upór”- zdaniem internauty takie słowa powinien do Brukseli.
Jak mógłby wyglądać propolski spot Donalda Tuska skierowany do Komisji Europejskiej. Zobaczcie: pic.twitter.com/znOQEfEHrI