Władimir Putin / fot. PAP/EPA/ALEXEI NIKOLSKY / SPUTNIK / KREMLIN POOL. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Władimir Putin miał podobno wyrazić zgodę na przystąpienie Ukrainy do struktur Unii Europejskiej
Ukraina będzie musiała jednak zrezygnować ze swoich ambicji członkostwa w NATO
We wtorek w Turcji mają odbyć się kolejne rozmowy “na żywo” między Rosją, a Ukrainą
“Financial Times” informuje, że z dokumentów zniknęły żądania “denazyfikacji”, “demilitaryzacji” oraz “ochrony prawnej języka rosyjskiego” na Ukrainie
Oznacza to, że Federacja Rosyjska powoli dojrzewa do zawarcia pokoju
Jeżeli Ukraina wyrzeknie się swoich aspiracji związanych z NATO, Rosja zgodzi się na akces państwa do struktur UE.
– donosi „Financial Times”.
Według informacji “FT”, Rosja łagodzi retorykę. W oficjalnych dokumentach wykorzystywanych przy negocjacjach nie ma już mowy o “denazyfikacji”, czy nawet “demilitaryzacji” Ukrainy. Takie stanowisko Rosji sprawia, że pokój wydaje się bliższy niż kiedykolwiek.
Dane wskazują na to, iż od początku inwazji Rosji na Ukrainę na pełną skalę ponad 3,5 mln obywateli ukraińskich opuściło swoją ojczyznę, z czego ponad 2,3 mln osób przedostało się do Polski. Jakiś czas temu Organizacja Narodów Zjednoczonych poinformowała, że swoje domy mogło opuścić około 10 mln Ukraińców.
Piotr Motyka: Po dwóch latach żegnamy maseczki, czy to oznacza, że żegnamy równieżpandemię?
Daniel Flaka: Pytanie podchwytliwe dla aktywnego działacza Konfederacji i polityka w strukturach Ruchu Narodowego, ale nigdy nie kryłem publicznie, że podchodzę do sprawy maseczek w sposób naukowy, nie ideologiczny. Cenię sobie logikę i staram się żyć w zgodzie z samym sobą. Jednocześnie ciągle z rożnych miejsc dochodzą nas sygnały, że to jeszcze nie koniec, rząd wielokrotnie postępował sprzecznie do swoich wcześniejszych działań. Pamiętam okres przedwyborczy, gdy premier Mateusz Morawiecki mówił, że “pandemia jest w odwrocie”, po czym obostrzenia wracały z przytupem.
Piotr Motyka: Jak Pan ocenia okres tych dwóch lata i działanie państwa w tym zakresie?
Daniel Flaka: Po części odpowiedź znajduje się już w pierwszej części. Oceniam fatalnie, całkowite podporządkowanie służby zdrowia pod dyktat jednego wirusa, niejasne przekazy medialne, brak sankcjonowania procedur, co powodowało różne traktowanie pacjentów w różnych ośrodkach zdrowia, izbach przyjęć czy szpitalach. Pacjenci umierali na choroby, ataki, które łatwo można było powstrzymać, gdyby nie bezsensowne oczekiwanie na wyniki testu na Covid-19. Przedstawienie jakie zafundowano społeczeństwu z tymczasowymi szpitalami w hangarze na lotnisku, na stadionie, respiratory od handlarza bronią, 200 tysięcy nadmiarowych zgonów, mówi samo za siebie. Znam osoby, które ciężko przeszły C19, znałem osoby, które zmarły z powodu uszkodzeń układu oddechowego przez tego wirusa, ale znałem też osoby, do których nie przyjechało pogotowie na czas, które zmarły na serce czekając na test. Rok temu usuwano mi guzy węzłów chłonnych szyi, nieszczepiony, bez maseczki, przeżyłem te 2 lata praktycznie bez kataru.
Piotr Motyka: Co powinniśmy zrobić, żeby poprawić działanie służby zdrowia w Polsce?
Daniel Flaka: Zracjonalizować wydatki. Rozdzielic państwową służbę zdrowia od prywatnej, gdyż występuje żywotny konflikt interesu. Uwolnić ludzi od obowiązkowego ubezpieczenia społecznego. Już dziś, przeciętny Polak, proste choroby leczy, prewencyjną diagnostykę, w większości przeprowadza w sektorze prywatnym. Wizyty na Narodowy Fundusz Zdrowia są odległe a ich jakość nie budzi zaufania. Państwowa służba zdrowia powinna skupić się na leczeniu przypadków ciężkich, skomplikowanych, wymagających dużych środków. Lekarze pracujący w sektorze państwowym i jednocześnie prowadzący praktyki prywatne także obciążają swoje państwowe placówki, wiem coś o tym z doświadczenia i jest to wiedza, którą posiada każdy, kto był pacjentem.
Piotr Motyka: Życzę zdrowia i serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!
Komisarz UE ds. miejsc pracy i spraw socjalnych Nicolas Schmit / Fot. PAP/Mateusz Marek. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Dzisiaj w Nadarzynie miała miejsce wizytacja unijnego komisarza ds. społecznych i miejsc pracy Nicolasa Schmita.
Brukselski urzędnik zapewnił polski rząd oraz polskie społeczeństwo, że Unia Europejska dołoży starań, aby wesprzeć ukraińskich uchodźców.
Stwierdził on również, że wojna na Ukrainie toczy się również przeciwko europejskim i demokratycznym wartościom.
W poniedziałek minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg, minister funduszy i polityki regionalnej Grzegorz Puda i wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł wraz z komisarzem Unii Europejskiej ds. miejsc pracy i praw socjalnych Nicolasem Schmitem odwiedzili Centrum Pomocy Humanitarnej w Nadarzynie.
Konkretny wymiar solidarności z Polską i Ukrainą
Solidarność nie powinna być tylko słowem. Solidarność powinna powinna mieć konkretny wymiar i opierać się na zaangażowaniu całej Europy, by wspierać, wspierać również finansowo
– powiedział komisarz Schmit,
Zapewnił, że Europa nie pozostawi Polski samej w obliczu tak ogromnego wyzwania.
W najbliższych tygodniach będziemy wspólnie rozmawiać, jak zorganizować to wsparcie, jak je wzmacniać, bo na pewno nie nastąpił – i być może nie szybko nastąpi – koniec tych przerażających wydarzeń, które rozgrywają się w Ukrainie
– podkreślił.
Dodał, że UE wspólnie z przedstawicielami rządu będzie konkretyzować plan, jak wspierać polskie władze i społeczeństwo.
Nicolas Schmit jednocześnie zaznaczył, że jest pod ogromnym wrażeniem pomocy, ale z drugiej strony jest zasmucony tym, co dzieje się dziś na kontynencie europejskim.
Miliony ludzi jeszcze wczoraj wiodły swoje spokojne życie, mieszkały we własnych domach, miały pracę, dzieci chodziły do szkół, a dziś padły ofiarą zbrodniczej wojny na Ukrainie i która toczy się też przeciwko nam, przeciwko Europie – naszym wartościom, demokracji
– powiedział unijny komisarz.
Podkreślił, że należy potępić tę zbrodniczą wojnę i tych, którzy ją rozpętali. Dodatkowo podziękował i pogratulował polskim władzom, społeczeństwu za wsparcie, podkreślając, że przyjęcie w tak godny sposób i w tak krótkim czasie ponad 2 mln osób jest ogromnym wyzwaniem, któremu podołano. Zaznaczył, że jest to wyzwanie nie tylko dla Polski, ale też dla całej Europy i całego cywilizowanego świata.
Dzisiaj jako Unia Europejska musimy okazać pełną, bezwarunkową solidarność z Polską i Polakami. Dziś Polska jest państwem frontowym i broni naszych wartości i musimy być z nią solidarni w obronie tych milionów kobiet, dzieci, osób starszych – osób, które naszego wsparcia potrzebują
Wojska azerbejdżańskie w wyniku operacji przeprowadzonej w dniach 24-25 marca na terenie Górskiego Karabachu zdobyły wioskę Faruch oraz obsadziły szereg okolicznych strategicznych wzgórz. Doszło przy tym do starć z siłami ormiańskimi, które zostały zmuszone do odwrotu. Także próba zatrzymania sił azerbejdżańskich przez jednostki rosyjskie nie odniosła skutku.
Wczoraj wieczorem rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że w wyniku przeprowadzonych rozmów ze stroną rosyjską wojska azerbejdżańskie wycofały się z zajętego w ostatnich dniach terenu. Strona azerbejdżańska stanowczo temu jednak zaprzecza, utrzymując, że jej wojska nie wycofały się, ani nie zamierzają się wycofywać ze zdobytego terenu.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że wojska azerbejdżańskie wycofały się z zajętego w dniach 24 – 25 marca rejonu wsi Faruch w Górskim Karabachu. Strona azerbejdżańska stanowczo temu jednak zaprzecza, utrzymując, że jej wojska nie wycofały się, ani nie zamierzają się wycofywać ze zdobytego terenu
– czytamy na stronie portalu “Magna Polonia”.
W tej sytuacji do gry włączył się Iran. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wydał oświadczenie, w którym zapewniono, żę Irańskie Siły zbrojne odpowiedzą na każdy atak militarny na terenie Armenii.
Kanclerz Niemiec Olaf Scholz / Fot. PAP/EPA/ODD ANDERSEN / POOL
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W najnowszym wywiadzie dla niemieckich mediów Kanclerz Olaf Scholz skrytykował inne państwa za narzucanie Niemcom nałożenia embarga na rosyjski gaz i ropę.
Brak zakazu podparł argumentem o wielkich stratach dla niemieckiej gospodarki oraz utraty tysięcy miejsc pracy.
Zapewniał, że niemiecki rząd odchodzi stopniowo od dostaw rosyjskiego gazu, ropy i węgla, a pierwsze decyzje w tej sprawie zostały już podjęte.
Zagroził również Władimirowi Putinowi odwetem, jeśli ten chciałby zaatakować Polskę, czy inne kraje bałtyckie.
Potwierdził również medialne spekulacje na temat ewentualnego zakupu sprzętu do obrony przeciwrakietowej tzw. żelaznej kopuły.
Szef niemieckiego rządu Olaf Scholz po raz kolejny odrzucił możliwość wprowadzenia natychmiastowego embarga na import surowców energetycznych z Rosji. W niedzielnym wywiadzie dla stacji ARD podkreślił, że taki ruch doprowadziłby do paraliżu wielu gałęzi niemieckiej gospodarki.
Tu chodzi o niewiarygodnie dużo miejsc pracy
– argumentował Kanclerz Niemiec Olaf Scholz.
Niemiecki kanclerz skrytykował wyliczenia ekspertów, według których Niemcy poradziłby sobie ogłaszając embargo. Jego zdaniem to tylko matematyczne modele operujące teoretycznymi ilościami dostępnego gazu, bez rzeczywistych uwarunkowań m.in. możliwości transportu surowca. Zaznaczył, że instalacje, za pomocą których gaz i ropa byłyby rozprowadzanie nie są jeszcze gotowe.
Scholz wytyka innym brak embarga
Scholz odniósł się również do wezwań o natychmiastowe embargo płynące pod adresem Niemiec z innych, głównie wschodnioeuropejskich krajów UE.
Wielu, którzy publicznie mówią o tym, co należałoby zrobić, sami nadal importują z Rosji gaz, ropę i węgiel. I sami nie podjęli jeszcze decyzji w tej sprawie. Pokazuje to, że decyzja, którą podejmujemy, jest bardzo przemyślana
– podkreślił, nie wymieniając konkretnie żadnego państwa.
Kanclerz Niemiec zapewnił, że Niemcy starają się jak najszybciej odejść od importu surowców energetycznych z Rosji, a pierwsze decyzje w tej sprawie zostały już podjęte. Jak mówił, już w tym roku Niemcy mogą uniezależnić się od rosyjskiego węgla. Zapewnił, że także w sprawie ropy może się to stać bardzo szybko.
Kanclerz Niemiec ostrzega przed napaścią na Polskę
Scholz zapowiedział, że Niemcy i pozostałe kraje NATO będą wzmacniać swoje armie, aby chronić się przed możliwymi atakami ze strony Rosji.
Będziemy tak silni, aby nikt nie mógł się odważyć nas zaatakować
– stwierdził.
Wysłał on również w kierunku Władimira Putina wyraźny sygnał, aby ten nie próbował nawet rozważać ataku na Polskę i inne kraje należące do Sojuszu Północnoatlantyckiego leżące w Europie Środkowo-Wschodniej.
Nie waż się. Atak byłby atakiem również na nas
– podkreślił Scholz, będąc pytanym o ewentualny atak Rosji na Polskę i inne kraje bałtyckie.
Szef niemieckiego rządu zapewnił, że Niemcy będą wydawać dwa procent swojego PKB na obronność. Potwierdził też doniesienia prasy, że rozważany jest zakup przez Niemcy nowoczesnego systemu obrony przeciwrakietowej. Gazeta “Bild” podawała wcześniej, że chodzi o izraelski system Arrow-3 zwany żelazną kopułą.
Czernihów, Ukraina, zestrzelony rosyjski samolot. / Fot. PAP/DSNS. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Ukraiński Sztab Generalny Sił Zbrojny poinformował w niedzielę, że rosyjscy żołnierze wymieniają paliwo i racje żywnościowe na alkohol.
Takie zachowanie ma być spowodowane niskimi moralami, bo ciężkich walkach z ukraińskimi siłami obronnymi.
Rosyjskie siły nadal próbują uzupełniać straty w pojazdach wojskowych, a także tworzone są nowe połączenia logistyczne.
W niedzielę Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przekazał, że Rosjanie wymieniają paliwo oraz racje żywnościowe na alkohol. Zauważono również, że Rosja nie zaprzestaje prób uzupełniania strat w pojazdach wojskowych i ustanawiania nowych połączeń logistycznych.
Okupanci nadal terroryzują i zastraszają ludność na tymczasowo okupowanych terytoriach. Istnieje wiele przypadków grabieży, kradzieży, porwań ludzi i mienia
– przekazano.
Ukraina broni się przed okupantem
W najnowszym, poniedziałkowym komunikacie z 33. dnia wojny poinformowano, że ukraińskie siły prowadzą operację obronną na wschodzie oraz kierunkach południowo-wschodnim i północno-wschodnim. Walki trwają w okolicach miasta Kamjanka i Suchej Kamjanki. Oddziały skutecznie odpierają też ataki w rejonach Zaporoża i Hulajpoła.
Nagromadzenie ukraińskich sił w celu obrony Kijowa odstrasza rosyjskiego wroga, który próbuje przebić się przez obronę od północnego zachodu i wschodu. W ten sposób chce przejąć kontrolę nad kluczowymi drogami i osiedlami
– czytamy w ukraińskich źródłach.
Залишки техніки російських окупантів у Тростянці на Сумщині. Kunk of equipment of the russian occupiers in Trostyanets in Sumy oblast. Разом переможемо! Let’s win together! pic.twitter.com/4EccrYHcDa
Według najnowszych danych Sztabu Generalnego od początku inwazji Rosja straciła ok. 17 tys. żołnierzy. Zniszczono 586 czołgów, 123 śmigłowce oraz 127 helikopterów.
W ciągu doby zniszczono cztery rosyjskie samoloty, jeden śmigłowiec, dwa bezzałogowce i dwie rakiety manewrujące.
Joe Biden przemawia na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie. / Fot. PAP/Radek Pietruszka. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030.
Piotr Motyka: Co oznacza wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Joe Bidena w Polsce i czy można określić ją mianem historycznej?
Krzysztof Kawęcki: Jest to jedna z wielu wizyt związanych z wojną rosyjską i ukraińską. Oczywiście ma pewne znaczenie dla Polski. Nie traktowałbym jej jako wizyty historycznej, przełomowej.
Piotr Motyka: Jak Pan ocenia całość przemówienia amerykańskiego prezydenta?
Krzysztof Kawęcki: Kulminacyjnym momentem tej wizyty, było przemówienie prezydenta Joe Bidena na dziedzińcu Zamku Królewskiego. Było ono skierowane bardziej na zewnątrz, raczej do Rosjan oraz do światowej opinii publicznej. Do polskiej opinii publicznej również, ponieważ w pierwszych słowach amerykański prezydent nawiązał do słów św.Jana Pawła II: „Nie lękajcie się”, a zatem to było przesłanie do Polaków. Nie chce wnikać w intencje, czy to było skierowane w stronę emocjonalną, natomiast jest to człowiek, który ma poglądy skrajnie liberalne. W momencie, gdy odwołuje się do słów św. Jana Pawła II, do nauczania Kościoła Rzymskokatolickiego, w zakresie stosunku do ochrony życia, to są zupełnie niewiarygodne, puste słowa.
Warto pamiętać, że prezydent Biden jest znany z tego, że często popełnia jakieś lapsusy językowe, bądź też pojawiają się luki chronologicznie w jego wypowiedziach, ale sądzę że ta wypowiedź o prezydencie Putinie, zakwestionowanie jego władzy, aczkolwiek powiedziana na koniec i poza protokołem tego wystąpienia, to nie był lapsus językowy. Poza tym w przemówieniu mieliśmy do czynienia z bardzo sprzecznymi wypowiedziami szefa rządu najważniejszego państwa na świecie, które uznaje się za sojusznika Polski. To nie są dla nas dobre sygnały. Jak mamy dużo sprzeczności, potem musimy interpretować, czy chodziło o to, czy o coś innego. Prostsze są słowa takie ewangeliczne: „Tak, tak, nie, nie”, a tutaj mamy do czynienia z wypowiedziami sprzecznymi, z takim bardziej heglizmem politycznym.
Warto zauważyć przy tym, że zachodni politycy, a zwłaszcza amerykańscy, mają PR utrzymany na wysokim poziomie, ale to jest socjotechnika polityczna, więc nie przywiązujmy jakiejkolwiek wagi do gestów i poklepywań. To jest wyuczone, to jest teatr polityczny, który Amerykanie, za równo Demokraci, jak i Republikanie opanowali w najwyższym stopniu.
Piotr Motyka: Czy są jakieś konkrety tej wizyty i czego Polska może oczekiwać od Stanów Zjednoczonych?
Krzysztof Kawęcki: Żadnych konkretów nie ma, poza deklaratywnym potwierdzeniem artykułu 5, który ma charakter obronny. To oznacza, że Stany Zjednoczone nie zaangażują się bezpośrednio militarnie w konflikt rosyjsko – ukraiński, a NATO nie będzie stroną w tym konflikcie.
Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!
Dziennik “Dagens Nyheter” opisuje inicjatywę gminy Graestorp w południowej Szwecji, której władze zdecydowały się wysłać do Polski po uciekinierów z Ukrainy dwa autobusy. W Zamościu okazało się jednak, że niełatwo jest znaleźć chętnych; zamiast planowanych 100 osób ostatecznie zabrano do Szwecji 72 osoby w wieku od 2 do 72 lat.
Szwedzi zaskoczeni obrotem spraw
Słyszeli, że w Szwecji jest korupcja i mafia
– relacjonuje jeden z kierowców Enzo Di Dato.
Z podobnymi opiniami spotkał się wolontariusz Jimmy Hemmingsson, który powiedział Szwedzkiemu Radiu, że oprócz pogłosek o strzelaninach panuje wśród uchodźców z Ukrainy przekonanie, że w Szwecji państwo odbiera dzieci. Natomiast według Davida Lindquista wypełnienie pierwszego autobusu, jaki jego firma wysłała do Polski, zajęło trzy dni.
To był nieoczekiwany problem
– stwierdził Lindquist w wywiadzie dla telewizji SVT.
Dobitnie o złej renomie Szwecji w Europie Wschodniej pokazuje artykuł “Oni uciekają, ale nie chcą do Szwecji – Mafialandu” ukazanego na łamach gazety “Expressen”, Opisano tam przypadek, gdzie uchodźcy z Ukrainy poprosił o wysadzenie z autobusu po tym jak dowiedział się, że celem podróży jest Szwecja, a nie jak sądził Niemcy.
Wiele osób w krajach Europy Wschodniej słyszało, że Malmoe to bardzo niebezpieczne miasto, a Szwecja to kraj mafijny, gdzie codziennie zabija się ludzi i strach wyjść na ulicę
Prezydent Polski Andrzej Duda i Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I / Fot. PAP/Radek Pietruszka. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W poniedziałek do Warszawy przybył z wizytą Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I.
Prezydent Polski Andrzej Duda witając Jego Świątobliwość podkreślił, że w Polsce schronienie znalazło już kilka milionów Ukraińców.
Podziękował również za wizytę w naszym kraju oraz wyraził przekonanie, żę Polacy przychylą się do prośby o modlitwę o pokój na świecie.
Prezydent Polski Andrzej Duda podkreślił podczas poniedziałkowego spotkania, że jest to trudny czas dla wszystkich obywateli Ukrainy, którzy dzisiaj bronią swojej ojczyzny przez rosyjską agresją. Zaznaczył, że schronienie w Polsce otrzymały żony i dzieci obrońców Ukrainy.
Schroniły się w naszym kraju, uciekając przed wojną, uciekając przed rosyjskimi bombami, uciekając przed agresją, przed śmiercią
Wasza Świątobliwość, niestrudzony pielgrzym, przybywa ze swoim błogosławieństwem do tych 2 mln 300 tysięcy uchodźców z Ukrainy, którzy przybyli do naszego kraju po to, by ich pocieszyć, pobłogosławić, po to, by się modlić wraz z nimi i z nami za ich ojczyznę. Jesteśmy głęboko wdzięczni Waszej Świątobliwości za bardzo konsekwentne i spokojne wskazanie, kto jest ofiarą tego straszliwego konfliktu zbrojnego. My, podobnie jak Wasza Świętobliwość, jak większość wolnego i uczciwego świata, od pierwszego dnia napaści rosyjskiej na Ukrainę wiemy, kto jest ofiarę, kto na kogo napadł
– podkreślił Duda.
Jak dodał, wiemy, kto broni swojej ojczyzny, a kto zabija niewinnych ludzi bombardując cywilne domy, cywilne osiedla.
A jednocześnie, jako ludzie wierzący, katolicy, jesteśmy ogromnie wdzięczni za przybycie do naszego kraju z modlitwą i duchowym wsparciem
– zaznaczył.
Przypomniał, że w 2015 r. Bartłomiej I przybył do Warszawy, aby poświęcić kamień węgielny pod budowę cerkwi św. Zofii na warszawskim Ursynowie.
Nikt z nas wtedy nie przewidywał, że z tak wielką jak dzisiaj społecznością ludzi wyznania prawosławnego Wasza Świątobliwość będzie modlił się tutaj w Polsce o pokój na świecie, pokój na Ukrainie, spokój ducha dla swoich współbraci
– przyznał Prezydent Polski.
Mogę zapewnić, że wszyscy uczciwi ludzie obecni na polskiej scenie politycznej wyrażają głęboką wdzięczność za przybycie do Polski, w tym trudnym czasie, a wszyscy ludzie wierzący w naszym kraju, z pewnością przyłączą się do modlitwy zanoszonej przez Waszą Świątobliwość za pokój, za wolność Ukrainy. Będzie to modlitwa w duchu istoty pontyfikatu Waszej Świątobliwości, ludzi różnych religii, modlitwa ekumeniczna
Wołodymyr Zełenski / fot. PAP/EPA/UKRAINIAN PRESIDENTIAL PRESS SERVICE HANDOUT. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Jeszcze nie tak dawno temu polski Premier Mateusz Morawiecki i Wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński wizytowali w oblężonym przez rosyjskie wojsko Kijowie.
Tam nasze władze zaproponowały Ukraińcom wprowadzenie misji pokojowej pod egidą Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz innych organizacji humanitarnych.
Jednakże Prezydent Wołodymyr Zełeński w najnowszym wywiadzie dla rosyjskich mediów dystansował się od tego pomysłu.
Wyraźnie podkreślił, że nie chce on zamrożenia konfliktu zbrojnego na Ukrainie na długie lata.
Podczas niedawnej wizyty w Kijowie, którą w stolicy Ukrainy złożyli szefowie rządów Polski, Czech i Słowenii, wicepremier Jarosław Kaczyński oświadczył na konferencji prasowej, że na terytorium Ukrainy potrzebna jest misja pokojowa, humanitarna Sojuszu Północnoatlantyckiego i być może jeszcze innych organizacji, ale osłonięta zbrojnie.
Ukraina jest państwem suwerennym. Jeżeli zgodzi się na taką misję, to to zupełnie wystarczy, to w świetle prawa międzynarodowego będzie całkowite dopuszczalne i w żadnym wypadku nie będzie żadnym casus belli
– twierdził wówczas Wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński udzielił wywiadu dziennikarzom niezależnych rosyjskich mediów, m.in. z portalu Meduza i dzienników “Kommiersant” oraz “Nowaja gazieta”. A także, jednym z dziennikarzy był kremlowski propagandzista Władimir Sołowiow. Jedno z pytań dotyczyło ewentualnego wysłania przez NATO sił pokojowych na terytorium Ukrainy.
Kiedy rozpoczęła się inwazja, kiedy pojawiły się zagrożenia związane z naszymi elektrowniami jądrowymi, z innymi przedsięwzięciami o charakterze strategicznym, zaproponowaliśmy w takiej czy innej formie zaproszenie tam pewnych sił pokojowych. Ale nie spodziewaliśmy się tego
– powiedział Prezydent Ukrainy.
To pomysł Polski – wysłanie sił pokojowych na Ukrainę. Jeszcze nie w pełni rozumiem tę propozycję. Nie potrzebujemy zamrożonego konfliktu na terytorium naszego państwa. Wyjaśniłem to podczas spotkania z naszymi polskimi kolegami
– oświadczył, wyraźnie dystansując się od polskiej inicjatywy.
Wiem, że kontynuowali oni tę retorykę. Na szczęście, albo na nieszczęście, to wciąż nasz kraj, ja jestem prezydentem, więc na razie my będziemy decydowali, czy będą tu jakieś siły
– podkreślił Wołodymyr Zełeński.
Państwowy regulator mediów i Internetu w Rosji, Roskomnadzor, ostrzegł rosyjskie media przed publikacją wywiadu z Zełeńskim. Na obecną chwilę zapis rozmowy z ukraińskim przywódcą zamieścił portal Meduza.