Przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański odniósł się do kontrowersyjnej sprawy zablokowania przez radiową “Trójkę” utworu Kazika. Jego zdaniem, wyniki ankiety Listy Przebojów zostały w jakiś sposób zmanipulowane.
Krzysztof Czabański odnosząc się do kontrowersyjnej cenzury utworu Kazika pt. Twój ból jest mniejszy niż mój powiedział, że pozyskał wyjaśnienia od szefostwa radiowej “Trójki”. W jego ocenie, słusznie zablokowano możliwość puszczenia piosenki, która zdobyła w ankiecie Listy Przebojów pierwsze miejsce.
“Te wyjaśnienia są jednoznaczne – pokazują, że głosowanie na piosenki na liście przebojów w piątek, które to głosowanie prowadził pan Marek Niedźwiecki zostało zmanipulowane i sfałszowane” – stwierdził szef instytucji Rady Mediów Narodowych.
Podtrzymuje on tezę, że wyniki ankiecie zostały zmanipulowane przez jakiś błąd informatyczny – “Trudno powiedzieć, czy była to ingerencja w system informatyczny z zewnątrz, czy jakiś błąd tego systemu, czy jeszcze jakieś inne przyczyny” – podkreślając słuszność decyzji szefostwa “Trójki” – “W każdym razie wyniki faktyczne były inne, niż te podane na antenie i w tej sytuacji dyrekcja programu nie miała innego wyboru, niż unieważnić to właśnie piątkowe głosowanie na listę przebojów”.
Burza w sieci i wśród polityków
Wczorajsza decyzja rozgrzała do czerwoności internautów, polityków i publicystów w tym posłów obozu rządzącego z wicepremier Jadwigą Emilewicz na czele, która stwierdziła wprost, że jest to skandaliczna decyzja – “Pamiętajmy, wirus atakuje płuca, a nie zdrowy rozsądek” – skwitowała.
Na ten fakt zareagował również Krzysztof Czabański próbując uspokoić świeżo upieczoną wicepremier rządu – “Pani premier Emilewicz może być spokojna, sprawa jest wyjaśniana i jest inaczej, niż się wydaje różnym ośrodkom medialnym” – uderzając zarówno w resztę komentujących tę sprawę – “Myślę, że prawda o tym, co się tak naprawdę stało przy tej liście przebojów, nie będzie wcale taka, jak to już próbują nam mówić publicyści, czy nawet politycy”.
“Nie można dopuścić do tego, żeby triumfowało fałszerstwo czy oszustwo chociaż być może wynikało ono z błędów systemu komputerowego, być może z jakiś ingerencji w tym systemie, albo innego rodzaju ingerencji w system liczenia głosów” – powiedział, kończąc swoje oświadczenie.
Z powodu tego zamieszania z radiowej “Trójki” odeszli dwaj dziennikarze jak prowadzący Listę Przebojów Marek Niedźwiecki oraz Hirek Wrona, a także dziennikarz muzyczny Marcin Kydryński. Wszyscy zainteresowani uzasadniali to brakiem zgody na podobne metody szefostwa radia.
Ambasador Chin w Izraelu 57-letni Du Wei został znaleziony martwy w niedzielę w swoim domu na północ od Tel Awiwu – poinformowało izraelskie MSZ. Nie podano przyczyny śmierci, a izraelska policja przekazała, że prowadzi dochodzenie – pisze agencja AP.
– W ramach zwykłej procedury na miejscu przebywają jednostki policji – powiedział rzecznik policji, cytowany przez Reutera.
Podejrzana śmierć ambasadora
Izraelska telewizja Kanał 12, powołując się na anonimowych ratowników medycznych, przekazała, że początkowe sygnały wskazują, że dyplomata zmarł we śnie z przyczyn naturalnych.
Ambasador Du został mianowany wysłannikiem Pekinu w Izraelu w lutym br. w samym środku pandemii koronawirusa – zauważa AP. Wcześniej był ambasadorem ChRL na Ukrainie. Zostawił żonę i syna, którzy nie byli z nim w Izraelu.
Śmierć ambasadora nastąpiła zaledwie dwa dni po tym, jak potępił on komentarze odwiedzającego Izrael sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, który skrytykował chińskie inwestycje w Izraelu i oskarżył Pekin o ukrywanie informacji o epidemii koronawirusa – zauważa AP.
Chiński ambasador w Izraelu Du Wei znaleziony martwy w swoim mieszkaniu na przedmieściach Tel Awiwu. Swoją funkcję pełnił od lutego br. Wcześniej był ambasadorem Chin na Ukrainie. https://t.co/5OEPxkGKbk
Pracownia Estymator opublikowała dzisiaj zlecony jej przez portal DoRzeczy.pl sondaż, który uwzględnia nieistniejące jeszcze ugrupowanie, które mogłoby powstać gdyby kandydat na prezydenta Szymon Hołownia zdecydował się takowe powołać.
Pierwsze miejsce niezmiennie należy do PiS z 44,1 proc., co daje partii rządzącej 242 mandaty. Drugie miejsce zajmuje Koalicja Obywatelska z 13,4 proc. respondentów i 57 mandatami. Na podium jest jeszcze miejsce dla Koalicji Polskiej z 12,9 proc, co daje jej 55 mandatów.
Partia Szymona Hołowni mogłaby liczyć na 10,6 proc. głosów i 37 miejsc w Sejmie. Potem jest Lewica (10,2 proc.). 35 mandatami. Do Sejmu wchodzi też Konfederacja z 8,8 proc. respondentów i 33 mandatami.
Badanie przeprowadzono w dniach 14-15 maja 2020 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1025 dorosłych osób metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI. W prezentowanych wynikach uwzględniono wyłącznie osoby, które zadeklarowały, na jakiego kandydata (w wyborach prezydenckich) będą głosować. Szacowana frekwencja wyborcza wyniosłaby 49% (+12 pp w stosunku do badania z 23-24 kwietnia).
Piosenka „Twój ból jest lepszy niż mój” Kazika znalazła się na szczycie piątkowej Listy Przebojów Trójki. Autor przywołuje w niej wydarzenia z 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej, gdy mimo zakazów związanych z epidemią, Jarosław Kaczyński odwiedzał cmentarze. Piątkowe zestawienie zostało szybko usunięte z internetu, teraz redaktor naczelny „Trójki” tłumaczy, że „został złamany regulamin” i „dokonano manipulacji przy liczeniu głosów”. Komentatorzy mówią wprost – to cenzura. Po sytuacji z rozgłośnią pożegnał się Marek Niedźwiecki.
„Podczas elektronicznego głosowania nad Listą Przebojów Trójki w dn. 15.05.2020 r. został złamany regulamin i do głosowania wprowadzono piosenkę spoza listy. Nadto dokonano manipulacji przy liczeniu głosów oddawanych na poszczególne piosenki, co zafałszowało wynik końcowy. W związku z tym Redakcja podjęła decyzję o unieważnieniu tego głosowania. Wyrażamy ubolewanie i przepraszamy wszystkich słuchaczy za zaistniałą sytuację” – czytamy w sobotnim komunikacie podpisanym przez Tomasza Kowalczewskiego, dyrektora-redaktora naczelnego Programu 3 Polskiego Radia.
Cenzura Kazika
Do sprawy odniósł się prominentny polityk PiS Joachim Brudziński: “Atakowanie PJK za to,że w 10-tą rocznicę największej katastrofy jaka spotkała nasz Naród po 1945 roku,złożył wieniec pod pomnikiem swojego brata oraz na Jego symbolicznym grobie na Powązkach jest czymś barbarzyńskim. Nieważne czy krytykują go Tusk, Pani Łepkowska czy Kazik”.
Atakowanie PJK za to,że w 10-tą rocznicę największej katastrofy jaka spotkała nasz Naród po 1945 roku,złożył wieniec pod pomnikiem swojego brata oraz na Jego symbolicznym grobie na Powązkach jest czymś barbarzyńskim. Nieważne czy krytykują go Tusk, Pani Łepkowska czy Kazik 1)
Temat usuniętego zestawienia wywołał falę komentarzy. Większość osób uważa, że Polskie Radio stosuje cenzurę, podobną do tej z lat PRL. Efekt może być odwrotny od zamierzonego – Polskie Radio zrobiło Kazikowi darmową promocję nowej piosenki.
Umyć ręce natomiast chciał minister kultury Piotr Gliński pisząc: “
Zgadzam się z @jbrudzinski. Zdarza się, że niektórzy artyści śpiewają głupstwa. Nawet bulwersujące. Ale jednak bardziej bulwersujące jest zdejmowanie piosenki za „nieprawomyślność”. To chyba jakaś prowokacja. Na szczęście żyjemy w wolnym kraju i minister kultury nie musi się zgadzać ze wszystkimi decyzjami władz publicznego radia”.
Natychmiast odpisał mu Krzysztof Bosak z Konfederacji: “Nie. To nie prowokacja. To system tępej propagandy politycznej, który powstał pod Pana Ministra skrzydłami. To właśnie Pan jako minister kultury odpowiada za dobór kadr do mediów publicznych i atrapowe ciała do politycznego sterowania nimi, jak Rada Mediów Narodowych Czabańskiego”
Przedsiębiorstwo Holokaust, Żydzi stwierdzili po głosowaniu nad projektem ustawy obywatelskiej Stop 447, że polskie władze i sejm stanęły na wysokości zadania, powstrzymując na całe szczęście tych „radykałów”, którzy chcieli zablokować słuszne roszczenia Żydów. – w ten oto sposób na antenie Mediów Narodowych skomentował reakcję izraelskich mediów Wojciech Sumliński.
Zadając jednocześnie pytanie: Czy to rzeczywiście polski sejm, czy Kneset [izraelski parlament]? Bo głosowanie mogłoby być bardzo podobne w tej sprawie.
Pikanterii podczas wywiadu przeprowadzonego z Wojciechem Sumlińskim dodało pytanie jednego z internautów: Od czego próbuje się odciągnąć uwagę Polaków? Zdaniem dziennikarza, w dobie pandemii jednym z kluczowych elementów wydaje się być inicjatywa obywatelska Stop 447, która miała zatrzymać bezpodstawne roszczenia Żydów względem mienia bezspadkowego. Wykorzystano obecną sytuację epidemiczną jako przykrywkę do tego, aby gdzieś w biegu, kompletnie marginalizując sprawę, na moment zatrzymać się w sejmie nad tym problemem. No bo trzeba było, w końcu 200 tyś. Polaków się pod nią podpisało, miliony na to patrzą. (…) dosłownie pięć minut sejmowej debaty będącej namiastką dyskusji, a potem projekt ustawy złożono do „zamrażarki”. Można powiedzieć lekcja odrobiona, projekt w oczekiwaniu, a temat jest i wróci do nas bardziej boleśnie, niż wielu mogłoby się wydawać.
Prezydentem Polski powinien być człowiek dumny z tego, że jest Polakiem i kochać nasz kraj, tak jak choćby Stefan Starzyński, prezydent Warszawy z okresy II wojny światowej.
W rozmowie z dziennikarzem śledczym nie mogło zabraknąć tematu, którym żyje cała Polska – wyborów prezydenckich. Prowadząca wywiad Agnieszka Jarczyk zapytała swojego rozmówcę: Jakiego prezydenta Polacy musielibyśmy wybrać, żeby wyjść z tego kryzysu i obronić pielęgnowane przez wieki wartości, takie jak wiara i polska tradycja?
Wojciech Sumliński stwierdził, że: nie chce wskazywać konkretnego kandydata, ponieważ jest tylko dziennikarzem i jego rolą jest zbieranie informacji, analiza faktów, odkrywanie tego, co nie odkryte oraz ukazywanie prawdy. Może jedynie wskazać cechy, które wg niego prezydent Polski powinien posiadać: – Dbający o polską rację stanu; – spójny w mowie i czynie; – człowiek wartości; czyniący z wiary katolickiej fundament do działania; człowiek, który nie będzie się troszczył o wszystkie odległe nacje np. Żydów. Nie będzie opowiadał nam bajki, jakoby to Żydzi byli tutaj prawie że równorzędną społecznością z Polakami (…) tu jest Polska a nie Polin!(…) Przypatrzcie się Państwo, którzy kandydaci nazywają antywartości wartościami, wywracają porządek naturalny, albo jaki mają stosunek do spraw kluczowych, takich jak choćby sprawa zbrodni w Jedwabnem czy Stop 447. Potrzebujemy prezydenta, który będzie dumny z tego, że jest Polakiem gotowego poświęcić swoje życie dla swojego kraju. – podsumował Wojciech Sumliński.
W wywiadzie poruszony został również ciekawy wątek senatora Kamińskiego – „Miśka” oraz globalnych skutków gospodarczych wywołanych pandemią Koronawirusa. Zapraszamy do zobaczenia całości materiału na kanale YOUTUBE Media Narodowe.
W Warszawie odbył się kolejny protest przedsiębiorców. W demonstracji wziął udział senator KO Jacek Bury. Twierdzi, że, mimo okazania legitymacji senackiej, został zatrzymany przez funkcjonariuszy. Według stołecznej policji, polityk sam wszedł do radiowozu i nie chciał wyjść.
Manifestanci zgromadzeni na placu Zamkowym nie stosowali się do wezwań policji o rozejście się. W związku z tym, funkcjonariusze otoczyli protestujących kordonem i zaczęli ich legitymować oraz prewencyjnie zatrzymywać. Przypominali, że zgromadzenie jest nielegalne.
Senator Jacek Bury, który był na proteście, uważa, że został zatrzymany. W momencie aresztowania trzech protestujących, jak podaje, wyjął legitymację senacką i powiedział: “jestem senatorem i chcę się dowiedzieć, na jakiej podstawie ten człowiek jest zatrzymywany”. W tym momencie miał być dwukrotnie uderzony i zaciągnięty do radiowozu.
– Zostałem siłą wrzucony do suki policyjnej, bo inaczej tego nie można nazwać. Nie szanuje się w tym kraju immunitetu, nie szanuje się obywateli. Każdy obywatel ma prawo do tego, aby demonstrować – powiedział Bury podczas konferencji prasowej.
Policja podaje jednak inną wersję wydarzeń.
– W trakcie naszych działań nie zatrzymano żadnej osoby posiadającej immunitet. Podkreślamy, że senator wszedł do radiowozu i nie chce go opuścić – napisano na Twitterze warszawskiej policji.
We wrześniu ub.r. Bundesrat (Rada Federalna) – wyższa izba niemieckiego parlamentu – zaproponował zakazanie Niemcom obrażania zarówno flagi Unii Europejskiej, jak i hymnu „Oda do radości”. Bundesrat, w skład którego wchodzą delegaci landów niemieckich, uchwalił projekt ustawy na mocy której osoby takie karane będą grzywną lub do trzech lat więzienia, jak podawał ”Die Welt”.
Nowo uchwalony projekt musiał zostać ratyfikowany przez Bundestag i w tym tygodniu ostatecznie do tego doszło.
Różne partie sprzeciwiały się na przestrzeni paru ostatnich miesięcy takiej propozycji, w tym Die Linke (Lewica) i Alternatywa dla Niemiec która argumentowała, że skoro Unia Europejska nie jest państwem, nie zasługuje na to, być być chronionym jako takie. Poseł Fabian Jacobi z AfD powiedział, że prawdziwym celem prawa jest skłonienie „obywateli do dwukrotnego zastanowienia się, czy warto odważyć się publicznie krytykować UE”. Ostatecznie tylko AfD zagłosował przeciwko nowej ustawie, powołując się na „nadmierną ingerencję w wolność wypowiedzi”.
Flaga, na której przedstawiony jest okrąg złożony z dwunastu złotych gwiazd pięcioramiennych na lazurowym tle, przyjęta została przez Radę Europy, a później również przez Wspólnoty europejskie i Unię Europejską. W 1983 r. Parlament Europejski opowiedział się za przyjęciem flagi Rady Europy jako symbolu Wspólnot Europejskich. Z kolei w czerwcu 1985 r. flaga europejska została przyjęta jako flaga Wspólnot w trakcie spotkania szefów państw i rządów Wspólnot Europejskich zebranych w Mediolanie na spotkaniu Rady Europejskiej. Po uzyskaniu formalnej zgody Rady Europy flaga europejska została po raz pierwszy uroczyście wywieszona 29 maja 1986 r. przed siedzibą Komisji Europejskiej przy dźwiękach hymnu Europy. Wraz z powstaniem Unii Europejskiej, flaga Europy stała się równocześnie jej flagą, pomimo tego, że traktat lizboński nie zakłada wprowadzenia symboli unijnych (flagi, hymnu).
“Oda do radości” – finałowa kantata z IX symfonii Ludwiga van Beethovena jest hymnem Europy przyjętym przez Radę Europy i Unię Europejską. Propozycja przyjęcia Ody do radości jako hymnu Europy wyszła od Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w 1971 r. i została zaakceptowana przez Komitet Ministrów Rady Europy w styczniu 1972 r. W 1986 r. hymn Europy przyjęła także jako własny również Wspólnota Europejska, a wraz z powstaniem Unii Europejskiej w 1993 r., stał się on również jej hymnem. Od tej pory Rada Europy i Wspólnota Europejska (później Unia Europejska) dzielą wspólny hymn Europy i flagę europejską.
The Adam Mickiewicz Monument (Pomnik Adama Mickiewicza), foreground, memorializing a Polish Romantic poet, and St Mary's Basilica (Kościół Mariacki), background, in Krakow's Market Square / fot. commons.wikimedia.org
Kwestia limitów osób, które w czasie epidemii mogą uczestniczyć w obrzędach religijnych, od początku budzi liczne dyskusje. Konstytucja w szczególny sposób chroni bowiem wolność religii, w większym nawet stopniu niż np. wolność przemieszczania się. Zgodnie z ustawą zasadniczą, niedopuszczalne jest ograniczanie możliwości praktykowania kultu w sposób bardziej restrykcyjny niż innych obszarów. Instytut Ordo Iuris przygotował analizę na ten temat. Zawiera ona również skierowane do władz państwowych rekomendacje dotyczące dalszego znoszenia obostrzeń w sytuacji, gdy nie istnieją ku temu przeciwskazania medyczne. Instytut opublikował także dwa poradniki prawne dotyczące funkcjonowania w czasie epidemii.
Zgodnie z aktualnie obowiązującym rozporządzeniem Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, w liturgii może uczestniczyć nie więcej niż 1 wierny na 15 m2 powierzchni świątyni, nie licząc osób sprawujących kult. Ograniczenie to jest analogiczne jak w przypadku galerii handlowych, lecz bardziej restrykcyjne niż w małych sklepach, a zwłaszcza w komunikacji miejskiej, gdzie może przebywać nawet 1 osoba na 2 m2 powierzchni autobusu.
Ostatnio zapowiedziane zostało zmniejszenie limitu ilościowego wiernych do 1 osoby na 10 m2 powierzchni. W ramach tzw. trzeciej fali odmrażania gospodarki rząd planuje jednocześnie zezwolić na otworzenie lokali gastronomicznych, w których będzie obowiązywać ograniczenie do 1 klienta na 4 m2. Ogłoszono także zwiększenie liczby pasażerów komunikacji miejskiej z połowy miejsc siedzących do 30% ogólnej liczby miejsc (siedzących i stojących).
W zależności od sytuacji epidemicznej, władza publiczna może wprowadzać różne obostrzenia i restrykcje, o różnym zakresie i intensywności, jak i ustalać strategie ich znoszenia. Wszystkie decyzje o likwidacji ograniczeń chroniących przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-CoV-2 powinny być podejmowane nie tylko z uwzględnieniem wiedzy medycznej i liczby zachorowań na COVID-19, lecz również przepisów Konstytucji. Zawierają one pewne istotne wskazówki co do trybu, formy i kolejności luzowania obostrzeń.
W demokratycznym państwie prawnym – a takim jest Polska – każde ograniczenie w korzystaniu z konstytucyjnej wolności, zgodnie z zasadą proporcjonalności, musi spełnić łącznie „trzy testy”. „Pierwszy test” dotyczy formy aktu. Zgodnie z Konstytucją, musi to być ustawa, przy czym dopuszczalne jest ustawowe upoważnienie do wydania rozporządzenia i uregulowanie szczegółów w tym akcie. „Drugi test” polega na identyfikacji wartości, ze względu na ochronę której wprowadzono restrykcje – może to być zdrowie, porządek publiczny, moralność publiczna, bezpieczeństwo państwa czy prawa i wolności innych osób.
Bardziej złożony jest „trzeci test”, który uzależnia dopuszczalność restrykcji (nakazów i zakazów) od odpowiedzi na trzy pytania. Po pierwsze, czy obostrzenia są przydatne, to znaczy, czy mogą doprowadzić do zamierzonych skutków. Kolejną kwestią jest ich konieczność, czyli to, czy są niezbędne do ochrony wymienianej w Konstytucji wartości (w tym wypadku zdrowia). Bierze się pod uwagę również adekwatność restrykcji, a więc, czy nie ingerują zbyt mocno i nie są zbyt drastyczne. Dodatkowo, Konstytucja zakazuje naruszania istoty danej wolności.
Wprowadzanie ograniczeń musi także respektować hierarchię wartości konstytucyjnych i wolności obywatelskich, wśród których wolność religii zajmuje wysokie miejsce, co nieraz podkreślał Trybunał Konstytucyjny. Z tego powodu ograniczenie wolności uzewnętrzniania religii jest dopuszczalne po spełnieniu podwyższonych kryteriów w ramach reguły proporcjonalności i powinno być wprowadzane, co do zasady, w ostatniej kolejności, jak również znoszone w pierwszej kolejności.
W świetle powyższych uwarunkowań konstytucyjnych, przy uwzględnieniu aktualnego stanu rozwoju epidemii i ograniczeń stosowanych w innych obszarach życia społecznego, luzowanie obostrzeń powinno dotyczyć przede wszystkim wolności religii. Wpisuje się w to rezygnacja od 20 kwietnia ze sztywnego limitu 5 wiernych w kościele i na rzecz 1 osoby na 15 m2 powierzchni, co wprowadzono również w galeriach handlowych.
Hierarchia wartości konstytucyjnych nakazuje jednak każdorazowo ingerować w mniejszym stopniu w te wolności i prawa, których prymat jest chroniony przez ustawę zasadniczą. Instytut Ordo Iuris zwraca w związku z tym uwagę, że wskazane jest zwiększenie limitu wiernych mogących przebywać jednocześnie w świątyni w porównaniu z innymi obiektami publicznymi, np. 1 osoba na 9 m2 powierzchni świątyni, nawet jeśli gdzie indziej, np. w placówkach handlowych, ten limit będzie nadal wynosił 15 m2. Jeżeli natomiast sytuacja epidemiologiczna pozwalałyby na dalsze łagodzenie limitów, to w pierwszej kolejności powinno to dotyczyć miejsc kultu. Konstytucyjnie niedopuszczalne jest bowiem ograniczanie wolności religii w sposób bardziej restrykcyjny niż innych obszarów życia społecznego. Zatem jeżeli ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2 pozwala np. na otwarcie lokali gastronomicznych, w których może przebywać 1 osoba na 4 m2 powierzchni, to nie istnieją ani konstytucyjne, ani racjonalne przesłanki, aby w kościołach obowiązywał zaostrzony limit 1 wiernego na 10 m2 powierzchni.
Analiza Ordo Iuris wskazuje również, że dopuszczalne byłoby również dostosowanie limitów wiernych w zależności od powierzchni świątyni, co umożliwiło obecność proporcjonalnie większej liczbie osób w mniejszych świątyniach. Ponadto, w związku z pogłębiającymi się różnicami co do stanu rozwoju epidemii na terenie poszczególnych województw, władze mogłyby rozważyć zróżnicowanie intensywności znoszenia ograniczeń w zależności od sytuacji panującej w danym województwie. Pozwoli to na maksymalne przywrócenie możliwości korzystania z praw gwarantowanych w Konstytucji, przy jednoczesnym zapewnieniu adekwatnych środków przeciwdziałania epidemii.
Oprócz wolności religii, analiza Ordo Iuris obejmuje ocenę konstytucyjności ograniczeń w swobodzie przemieszczania się, które w większości już nie obowiązują. Prawnicy zwracają uwagę na nieuzasadnione używanie w rozporządzeniach Rady Ministrów frazy „wspólne pożycie” i traktowanie osób w nim pozostających w sposób uprzywilejowany względem powinowatych oraz osób razem zamieszkujących lub gospodarujących, takich jak studenci czy współlokatorzy. W związku z tym – w przypadku dalszego utrzymywania zakazu spotkań o charakterze prywatnym (towarzyskim) – Instytut postuluje usunięcie odniesień do wspólnego pożycia i zastąpienie go wyrażeniem odwołującym się do wspólnego zamieszkania lub gospodarowania, które w tych samym rozporządzeniach stosuje się na oznaczenie kręgu osób objętych kwarantanną. Nie budzi ono żadnych wątpliwości konstytucyjnych i jest w pełni adekwatne do celu regulacji, jakim jest ochrona zdrowia oraz przeciwdziałanie zakażeniom.
„Nie ulega wątpliwości, że działalność legislacyjna rządu podejmowana w związku z ogłoszeniem stanu zagrożenia epidemicznego, a następnie stanu epidemii ma na celu zapobieganie i zwalczanie choroby COVID-19, czyli ochronę zdrowia. To zapewnia pozytywny wynik «drugiego testu». Jednak fakt ten sam przez się nie zapewnia zgodności z Konstytucją RP, to znaczy nie likwiduje ewentualnej niezgodności w pozostałym zakresie. W świetle «trzeciego testu», zasady proporcjonalności kolejno obwiązujące restrykcje ilościowe w publicznym kulcie religijnym, budzą mniejsze lub większe wątpliwości, szczególnie jeśli uwzględnić hierarchię wartości konstytucyjnych. Z całą pewnością nie zostały dochowane wymogi «pierwszego testu» – ze względu na brak ustawowej podstawy prawnej, choć to akurat ułatwi zdecydowanie sądowe podważanie ewentualnych sankcji nałożonych za nieprzestrzeganie limitu wiernych w kościołach. Analizując prawne aspekty restrykcji w kulcie religijnym warto jeszcze zwrócić uwagę na jedną kwestię. Otóż zgodnie z art. 25 ust. 3 Konstytucji, gwarantującym autonomię oraz wzajemną niezależność państwa i związków religijnych, to właściwa władza kościelna jest uprawniona do zmiany zasad sprawowania kultu religijnego, udzielania dyspens od obowiązków wynikających z wyznawanej wiary czy wprowadzania innych zarządzeń i rozstrzygnięć, które są stosowne do zaistniałej sytuacji, w tym stanu epidemii” – zaznacza dr Marcin Olszówka, Dyrektor Centrum Analiz Legislacyjnych Ordo Iuris.
Katowickie organy ścigania rozpoczęły dochodzenie w sprawie wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec prof. Ewy Budzyńskiej. Celem czynności jest ustalenie, czy postępowanie nie zostało zainicjowane na skutek nieprawdziwych informacji co do przebiegu i treści zajęć socjolog. Gdyby te podejrzenia się potwierdziły, stanowiłoby to przestępstwo na szkodę prof. Budzyńskiej polegające na tworzeniu fałszywych dowodów. Prof. Budzyńska została oskarżona przez grupę studentów o rzekome promowanie „homofobii”, „ideologii anti-choice” oraz „poglądów radykalno-katolickich”. Prawnicy Instytutu Ordo Iuris reprezentują przed organami ścigania wykładowcę, posiadającą status pokrzywdzonej.
Prokuratura Rejonowa Katowice – Południe nadzoruje dochodzenie w sprawie tworzenia fałszywych dowodów w postaci skarg składanych do władz Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Doprowadziły one do wszczęcia wobec prof. Ewy Budzyńskiej postępowania dyscyplinarnego toczącego się przed Uczelnianą Komisją Dyscyplinarną. Obecnie przeprowadzane są czynności dowodowe polegające na przesłuchaniu socjolog oraz szeregu świadków. Ich celem jest wyjaśnienie, czy do postępowania dyscyplinarnego wobec wykładowcy, zainicjowanego skargą grupy studentów, nie doszło na skutek wypełnienia znamion czynu zabronionego z art. 235 Kodeksu karnego. Przestępstwo to zagrożone jest karą do 3 lat pozbawienia wolności.
Prof. Ewa Budzyńska prowadziła zajęcia pt. „Międzypokoleniowe więzi w rodzinach światowych”, podczas których zapoznawała uczestników z rodziną jako elementem struktury społecznej oraz prezentowała jakie formy przyjmowała ona na przestrzeni wieków, w zależności od kształtującej ją kultury lub religii. W trakcie zajęć studenci poznawali wzorce kulturowe rodzin wyznawców chrześcijaństwa, islamu, judaizmu, czy hinduizmu. Po zajęciach dotyczących rodziny w świetle nauki chrześcijańskiej, grupa studentów złożyła do władz Uniwersytetu skargę na prof. Ewę Budzyńską, zarzucając jej, że na swoich wykładach rzekomo promuje „homofobię”, „ideologię anti-choice” oraz „poglądy radykalno-katolickie”.
Skarżących oburzyło nazwanie człowieka w prenatalnej fazie rozwoju „dzieckiem” oraz pokazywanie w jaki sposób dziecko rozwija się w różnych fazach życia płodowego. Protestujący skrytykowali także zaprezentowanie badań wskazujących na negatywny wpływ umieszczania dzieci w żłobkach na ich rozwój, a przede wszystkim samego przedstawienia przez wykładowcę definicji rodziny jako naturalnej i podstawowej komórki społeczeństwa opartej na związku kobiety i mężczyzny. Ponadto, grupie studentów nie spodobało się pokazanie publikowanych w prasie naukowej wyników badań na temat skutków wychowywania dzieci przez osoby pozostające w konkubinatach jednopłciowych. Skarga dotyczyła też rzekomego „antysemityzmu” prof. Budzyńskiej i jej krytycznego stosunku do eutanazji.
Na podstawie skargi, Rzecznik Dyscyplinarny UŚ prof. Wojciech Popiołek zainicjował postępowanie wyjaśniające w sprawie „podejrzenia popełnienia czynów uchybiających obowiązkom i godności nauczyciela akademickiego”. W jego trakcie socjolog złożyła obszerne wyjaśnienia i przedstawiła materiał wykorzystywany przez nią w czasie wykładów. Rzecznik zdecydował się na przesłuchanie tylko niektórych studentów. Co więcej, dwojgu przesłuchiwanym okazał protokół zeznań trzeciego z nich, by następnie, ze zbieżnych zeznań świadków, wyprowadzić wniosek o ich prawdziwości. Przy tym zarzuty dotyczące konkretnych treści rzekomo wypowiadanych przez prof. Ewę Budzyńską były sprzeczne z treścią prezentacji, którą wykorzystywała ona podczas wykładu.
Po zakończeniu postępowania wyjaśniającego, Rzecznik uznał zarzut antysemityzmu socjolog za bezpodstawny. Jednoznacznie wykazano bowiem, że opowiedziany dowcip żydowski miał być ilustracją kultury słowa związanej z danym modelem rodziny, podobnie jak opowiadane podczas zajęć żarty greckie i śląskie. Prof. Popiołek potwierdził także, że bezzasadny był zarzut przekazywania przez prof. Ewę Budzyńską „informacji niezgodnej z aktualnym stanem naukowym”.
Mimo to, Rzecznik zażądał od Komisji Dyscyplinarnej dla nauczycieli akademickich Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach ukarania prof. Ewy Budzyńskiej dyscyplinarną naganą, a Komisja zdecydowała się na wszczęcie postępowania. We wniosku o ukaranie Rzecznik nie tylko odniósł się do skargi studentów, ale również wyrażał swoje osobiste poglądy, uznając m.in. wszelkie porównanie ideologii gender i komunizmu za naukowo bezzasadne. Prawnicy Ordo Iuris, którzy są obrońcami prof. Budzyńskiej, domagają się jej uniewinnienia.
„Sprawa prof. Ewy Budzyńskiej wywołała ogólnopolską debatę na temat rzeczywistego realizowania na polskich uczelniach wolności akademickiej oraz potrzeby zmian ustawowych, które zapobiegałyby próbom cenzurowania wyników badań naukowych. Oprócz ogromnego wsparcia społecznego, którego wyrazem jest choćby podpisanie petycji w obronie wykładowcy przez ponad 38 000 osób, słyszalne były liczne głosy poparcia dla naukowca zarówno ze strony środowiska naukowego, jak i przedstawicieli rządu. Solidarność z prof. Ewą Budzyńską wyraziła m.in. Rada Naukowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, zrzeszająca przedstawicieli różnych dziedzin nauki, takich jak socjologia, prawo, pedagogika czy medycyna. Poparcia udzieliły jej też Rada Społeczna przy Arcybiskupie Metropolicie Katowickim, Polskie Stowarzyszenie Familiologiczne, Klub Inteligencji Katolickiej w Katowicach oraz Katolickie Stowarzyszenie Oświatowe w Bielsku-Białej” – podkreśla mec. Magdalena Majkowska z Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.
W celu wzmocnienia ochrony poświadczonej konstytucyjnie wolności słowa na polskich uczelniach Instytut przygotował projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym. Prawnicy Ordo Iuris sporządzili również raport dotyczący najważniejszych naruszeń wolności akademickiej.
Postępowanie dyscyplinarne wobec prof. Ewy Budzyńskiej pozostaje w dalszym ciągu w toku. Termin kolejnej rozprawy przed Uczelnianą Komisją Dyscyplinarną zostanie wyznaczony po odwołaniu zawieszenia zajęć dydaktycznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.
Zdaniem szefa MSZ Węgier Pétera Szijjártó to, że w związku z pandemią koronawirusa mniej mówi się o kryzysie migracyjnym nie oznacza, że już go nie ma. Przeciwnie – ostrzega, że nielegalna migracja do Europy to rosnące zagrożenie.
Po czwartkowej rozmowie z szefem kancelarii premiera Malty, minister spraw zagranicznych Węgier, Péter Szijjártó, zamieścił na portalu społecznościowym nagranie wideo ze swoim komentarzem. Odniósł się w nim do kwestii migracji spoza Europy. Zaznaczył, że choć w związku z pandemią koronawirusa nie jest to już temat przewodni w stosunkach międzynarodowych, to wciąż jest to sprawa aktualna i przedstawiająca rosnące zagrożenie.
Szijjártó powołał się na wypowiedź szefa kancelarii maltańskiego premiera, który powiedział mu, że Malta tylko w ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku zarejestrowała większy napływ nielegalnych migrantów, niż przez cały 2019 rok.
„Maltańskie obozy dla migrantów są pełne, a problemem są też przywożące ich na wybrzeże Malty statki” – powiedział szef MSZ Węgier, cytowany przez agencję MTI. Według maltańskich władz można zaobserwować wykładniczy wzrost liczby nielegalnych migrantów.
„Źródła mówią, że na wybrzeżu Libii jest 650 tys. ludzi, którzy po prostu czekają, by opuścić ten kraj i wyruszyć do Europy. Teraz Malta doświadcza bezpośrednio efektów skrajnie hipokrytycznej i szkodliwej europejskiej polityki migracyjnej, której twardo przeciwstawialiśmy się przez ostatnie 5 lat” – mówił Szijjártó. Według niego, Matla widzi teraz, że „nie można liczyć na kraje, które głośno i agresywnie domagają się wprowadzenia obowiązkowych kwot migracyjnych”.
Szef węgierskiego MSZ powiedział, że razem z maltańskim dygnitarzem zgodzili się co do słuszności podejścia Węgier do kwestii migracji, że pomoc należy nieść w miejscu, gdzie jest potrzebna, zamiast „importować kłopoty tam, gdzie ich nie ma”.
„Innymi słowy, powinniśmy w końcu położyć kres tej debacie politycznej w Europie o tym, czy powinniśmy zarządzać migracją czy ją zatrzymać” – twierdzi Szijjártó. Podkreślił też, że migrację należy powstrzymać. Uważa, że w tym celu należy pomóc libijskim władzom, żeby migranci nie byli w stanie uciec z kraju.
Szijjártó powiedział też, że migracja nie jest już tylko wyzwaniem kulturowym i w zakresie bezpieczeństwa, ale obecnie przedstawia też ryzyko zdrowotne, w związku z pandemią.