Gazociąg Nord Stream.

Rurociąg Nord Stream. / Fot. unian.info

W poniedziałkowy wieczór amerykańska Izba Reprezentantów przyjęła poprawkę do ustawy o wydatkach obronnych. Przewiduje się w niej możliwość nałożenia sankcji na wykonawców rurociągu Nord Stream 2. Amerykańskie władze już kilka miesięcy temu zagroziły firmom udziału w przedsięwzięciach prowadzonych z Rosjanami.

Po godzinie 20. czasu lokalnego amerykańska Izba Reprezentantów przyjęła w poniedziałek poprawkę do ustawy o wydatkach obronnych (NDAA), w której umieszczono zapis umożliwiający władzom Stanów Zjednoczonych, nałożenie sankcji na podmioty biorące udział w budowie gazociągu Nord Stream 2.

Zobacz także: Terroryści w niemieckiej armii? Trwa śledztwo w sprawie Turków

“Rosja próbuje zbudować gazociąg Nord Stream 2, by nadmiernie kontrolować europejskich sojuszników USA oraz ich dostawy energii. Jestem zadowolony, że przegłosowano poprawkę do NDAA przewidującą sankcje wobec firm zaangażowanych w budowę tego rurociągu” – skomentował amerykański kongresmen Steve Wornack z Partii Republikańskiej.

Jest top odpowiedź na działania amerykańskich władz i polityków, grożących ostatnim czasie wykonawcom niemiecko-rosyjskiego gazociągu. Z powodu tego swój udział w nieukończonym jeszcze projekcie wycofała się szwajcarska firma Allseas.

Należy przypomnieć, że w czerwcu dwóch senatorów wniosło ustawę, która poszerzała sankcję Stanów Zjednoczonych na Nord Stream 2, które wymierzono w m.in. ubezpieczycieli oraz podmioty zaangażowane w układanie rurociągu. Natomiast w lipcu Departament Stanu zniósł specjalną klauzulę chroniącą niemiecko-rosyjskie przedsięwzięcie. Wówczas Sekretarz Stanu Mike Pompeo, grzmiał na podmioty zaangażowane we współpracę z Rosjanami.

Strona rosyjska w odpowiedzi na działania Amerykanów odgrażała, że projekt zostanie dokończony poprzez rosyjskie przedsiębiorstwa. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow podkreślił, że Stany Zjednoczone zmuszają rynek europejski do skupu droższego gazu. Obecnie brakuje jeszcze 65 kilometrów w jednej nitce, zaś w drugiej 85 kilometrów.

interia/pap

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Facebook/Konfederacja

Krzysztof Bosak wraz z innymi członkami Konfederacji wygłosili opinię na temat unijnego budżetu przyjętego wczoraj w Brukseli. Ich zdaniem Premier Mateusz Morawiecki nie uzyskał żadnego sukcesu oraz zwrócono uwagę na haczyki zawarte w ogólnym konsensusie zawartego przez państwa Unii Europejskiej.

“Mieliśmy sytuację, w której nasz rząd wyjeżdżał, jak twierdzi bronić naszych interesów, a wraca zgadzając się na rzeczy, na które jeszcze w piątek deklarował się nie zgodzić. (…) Przez kilka tygodni, albo miesięcy będzie się toczyć dyskusja nad zawarciem ogólnych postanowień do unijnego budżetu” – powiedział wiceprezes RN, Krzysztof Bosak.

Zobacz także: Sukces Morawieckiego i Orbana? Przyjęto ostateczną wersję unijnego budżetu

Były kandydat Konfederacji na Prezydenta zwrócił uwagę na faktyczny stan porozumienia z Brukseli, dzieląc je na trzy obszary – “Pierwszy to sprawa praworządności, drugie to sprawa wynegocjowanych środków oraz polityki energetycznej, trzecie to kompetencje Unii Europejskiej” – mówił poseł Bosak.

https://twitter.com/krzysztofbosak/status/1285516080073420802

“Polski rząd zgodził się na wpisanie mechanizmu praworządności do oceny budżetu. Jest to sprzeczne z polskimi interesami. Nie ma żadnej kompetencji w UE, aby taki mechanizm tworzyć. (…) Warto zwrócić uwagę, że wielkość środków unijnych jest imponująca, lecz porównywalna z rocznymi dochodami sektora publicznego w Polsce. Wczoraj rząd wyrzekł się także suwerenności w sprawach energetycznych. Przypomnijmy, że połowa środków przeznaczonych na energetykę, będzie zamrożona dopóki nie zgodzimy się na neutralność klimatyczną” – wyjaśniał dalej.

Z kolei przewodniczący koła poselskiego Konfederacji powiedział, że polski interes został zmarginalizowany – “Interes polski padł ofiarą zdolności propagandowych rządu. Działania dyplomatyczne rządu, które powinny iść w parze z interesem narodowym, były podyktowane temu by sukcesy można było w bardzo prosty sposób sprzedać” – ocenił poseł Jakub Kulesza.

Media Narodowe

Dodano w Bez kategorii

Wczoraj przed północą Rada Europejska przyjęła ostateczną wersję budżetu unijnego na lata 2021-2027. Od rana natomiast trwa gloryfikacja Premiera Mateusza Morawieckiego przez obóz rządzący. Podczas wspólnej konferencji prasowej Victor Orban również zachwalał działania naszego premiera. Tematem przewodnim w dyskusji znajduje się praworządność w Polsce i na Węgrzech.

Od samego rana w mediach oraz na portalach społecznościowych huczy o wielkim sukcesie Morawieckiego oraz Victora Orbana. Premierzy Polski i Węgier mieli się przyczynić do korzystnych dofinansowań w ramach unijnego budżetu na lata 2021-2027. Jeszcze przed północą obaj liderzy państw z Grupy Wyszehradzkiej uczestniczyli w konferencji prasowej podczas, której Orban zachwalał m.in. umiejętności polskiego premiera.

“Nie wiem, jak mu to się udało, ale Mateusz po prostu poszedł do pokoju i wyszedł z pół miliarda Euro – po prostu – dostał tyle pieniędzy dla biednych regionów” – opowiadał Premier Węgier.

https://twitter.com/tvp_info/status/1285457261712769024

Zobacz także: Trwa batalia o Polskie interesy w obrębie UE. Premier Luksemburga złożył twardą deklarację

Mateusz Morawiecki wyjaśnił, że Polska otrzyma przez 7 lat łącznie 284 miliardy euro – “Porozumienie zawarte na szczycie UE daje Polsce ponad 124 mld euro w bezpośrednich dotacjach, a razem z uprzywilejowanymi pożyczkami to 160 mld euro w cenach bieżących dla naszego kraju” – powiedział polski Premier.

Praworządność i Klimat – warunki do spełnienia

Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel, który w zachwycie wyjawił, że udało się powiązać budżet z praworządnością i klimatem – “Po raz pierwszy w europejskiej historii nasz budżet będzie w jasny sposób powiązany z naszymi celami klimatycznymi, po raz pierwszy poszanowanie dla praworządności jest decydującym kryterium dla wydatków budżetowych”.

W dokumencie jest bardzo jasne zobowiązanie na rzecz praworządnośći i bardzo jasne zobowiązanie do ochrony interesów finansowych UE. To jest powiązane. (…) W przypadku naruszeń będą przyjęte środki (…) głosowanie w ich sprawie będzie większością kwalifikowaną” – podkreśliła to jeszcze dobitniej szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Wbrew zachwytom zwolenników partii rządzącej głosy te potwierdził w zawiły sposób Mateusz Morawiecki – “W tym przypadku włożyliśmy tam zapis o konieczności odniesienia się do tego przez Radę Europejską. Rada Europejska działa na zasadzie jednomyślności, a więc i Polska i Węgry i cała Grupa Wyszehradzka, która nam sprzyja, będzie musiała się w tej kwestii wypowiedzieć. Jesteśmy wiec zabezpieczeni z każdej strony” – ocenił Prezes Rady Ministrów.

Osiągnięte porozumienie zakłada fundusz odbudowy liczący 750 mld euro, w tym 390 mld w grantach a 360 mld euro w pożyczkach. Jak ocenił Morawiecki, ustalenia szczytu to wielki sukces od strony finansowej i całej architektury nadzoru nad środkami budżetowymi.

tvp.info

Dodano w Bez kategorii

Sławomir N. To wierzchołek góry lodowej. Bo przecież mieliśmy już zapowiedzi, że zostaną rozliczenie byli premierzy, ministrowie, prezydenci, jak: Tusk, Kwaśniewski, Pawlak, Komorowski, Miller, Oleksy. Póki co żaden nie został rozliczony, mówi bez ogródek Sumliński.

Świetnym przykładem jest były Prezydent Komorowski i dwóch jego kolegów, szef ABW Pan Bondaryk i szef sejmowej komisji do spraw służb specjalnych Pan Graś. Popełnili przestępstwa i sąd okręgowy w Warszawie składa zawiadomienie do Prokuratury, prosząc Prokuratora Generalnego w osobie Pana Ziobro, żeby zajął się skalą wyjaśnienia tych przestępstw. Rzecz się działa w 2016 roku 1 września i w tej sprawie zapadła cisza. Innymi słowy, dobrze że sprawiedliwość upomniała się o Pana N. Bo o tym Panu mówiło się od dawien dawna. Światełko w tunelu zobaczę gdy ramię sprawiedliwość sięgnie tych łotrów na najwyższych stołkach, a na to póki co się nie zanosi, ocenia Sumliński.

Mamy duże zapowiedzi, a małe działanie. Z tego najwyższego szczebla, sprawiedliwość nie dosięgła nikogo. Mamy dużo gadania, natomiast żadnych realizacji. Tutaj przykładem takiej sprawy jest śmierć księdza
J. Popiełuszki, gdzie prokurator A. Witkowski, pokazywał i udowadniał, że ta sprawa sięga do najważniejszych ludzi w Polsce, którzy przez całe dziesięciolecia rządzili Polską, a wielu z nich wciąż odgrywa ważne role.
Prokurator Witkowski mówił dajcie mi tą sprawę na pół roku, a udowodnię jak ważna jest ta sprawa, gdzie kładzie na szali całą swoją reputację. Chodzi o to, by pokazać jak nas oszukiwali przez te lata, wyjaśnia publicysta.

Czas rozliczeń

Jeżeli chodzi o sprawę Sławomira N. To wynik działań rządu Ukrainy, bo Polska prokuratura, jest aktywna tylko w tych aspektach, gdzie chce być aktywna, a nie tam gdzie powinna. Mamy do czynienia a Panem N. który ma wiele za uszami, takich ludzi są dziesiątki i wcale nie trzeba głęboko kopać. Ściga się ludzi, którzy, mówią prawdę, a nie osoby, które robili miliardowe defraudację. Bardzo bym chciał, żeby pewni ludzie zostali rozliczeni z przestępstw. Obecny rząd miał rozliczyć łotrów na samej górze. Mieli się tym zająć w pierwszej kadencji, później w drugiej a efektów żadnych. Najprawdopodobniej brak jest im odwagi, tłumaczy Sumliński.

YOUTUBE.COM

Dodano w Bez kategorii
Leszek Miller

Leszek Miller / wikimedia commons/Lukaspl

Były premier Leszek Miller odniósł się szerzej do fatalnego wyniku kandydata na prezydenta z ramienia Lewicy. Przypomnijmy, że szef SLD 5 lat temu był współautorem największej personalnej pomyłki jaką dokonała w XXI Lewica. Okazuje się, że wynik Magdaleny mógł wcale nie stanowić przysłowiowego gwoździa do trumny. Dziennikarka TVP zdobyła bowiem 2,4% głosów. To więcej niż w wyborach prezydenckich 2020 zdobył Robert Biedroń. Były członek Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej poddał wnikliwej analizie kompromitacje kandydata środowisk lewicowych.

Były lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej odniósł się do fatalnego rezultatu Roberta Biedronia.

Miller ostro o kandydacie Lewicy

Pytany przez dziennikarza o błędy w kampanii Roberta Biedronia Miller odpowiedział następująco:- Myślę, że miał dwie szanse, które mógł lepiej wykorzystać bezpośrednio w kampanii. Po pierwsze, chodzi o jedną debatę telewizyjną. Nie sądzę, żeby był zadowolony ze swojego udziału. Po drugie, niepotrzebnie przy każdej okazji atakował Rafała Trzaskowskiego. I to w sytuacji, w której zdecydowana większość elektoratu Biedronia deklaruje chęć głosowania na kandydata Kolacji Obywatelskiej.

Miller był również pytany o możliwe przełożenie się fatalnego wyniku z wyborów prezydenckich na wybory parlamentarne:- Ten rezultat nie jest na pewno dla Lewicy niczym dobrym i będzie miał swoje konsekwencje. Następne wybory są dopiero jednak za trzy lata. Przez ten czas w Polsce może się tak wiele zdarzyć, że trudno, w tej chwili wysuwać jakieś szersze konkluzje.

Były premier został zagadnięty o wynik jaki 5 lat temu uzyskała Magdalena Ogórek. Redaktor TVN zwrócił uwagę, że był on lepszy od tego, który w wyborach prezydenckich 2020 uzyskał Robert Biedroń:- To żadna satysfakcja. Pamiętam jednak jak koledzy chłostali mnie biczem przy każdej okazji, twierdząc, że to był tylko mój pomysł. Że to kompromitacja, byliśmy głupi itd. Celował w tym oczywiście Włodzimierz Czarzasty. Nie mógł sobie jednak wyobrazić, że coś takiego zostanie powtórzone.

Interia

Czytaj także: Najnowszy sondaż. PIS poniżej 40%

Czytaj także: Trwa batalia o polskie interesy w obrębie UE

Dodano w Bez kategorii

Niedawno posłowie opozycji skierowali oficjalne pismo do Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy. Celem wniosku jest informacja o kosztach funkcjonowania pierwszej damy Agaty Kornhauser -Dudy. Co ciekawe Kancelaria postanowiła utrzymać wnioskodawców w niepewności. Nie ujawniono także statystyk i danych, o które apelowali przedstawiciele ugrupowań opozycyjnych.

Niedawno posłowie KO złożyli wniosek o uzewnętrznienie informacji tyczących się kosztów funkcjonowania pierwszej damy Agaty Kornhauser- Dudy.

Kancelaria nie ujawnia kosztów funkcjonowania pierwszej damy

Według medialnych doniesień posłowie Koalicji Obywatelskiej złożyli niedawno wniosek o publiczną informację Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy dotyczącą kosztów funkcjonowania pierwszej damy Agaty Kornhauser- Dudy. Chodzi tu przede wszystkim o koszty obsługi sekretariatu, służbowe spotkania czy wyjazdy oraz ubiór.

Warto też dodać, że według specjalnego oświadczenia Agata Kornhauser- Dudy, w ciągu 5 lat podjęła aż 1426 działań. To znacznie więcej niż żona Bronisława Komorowskiego czy Aleksandra Kwaśniewskiego. Na tę statystykę składa się oczywiście bardzo wielu różnorakich czynników. Pierwsza dama uczestniczyła w wielu akcjach charytatywnych. Objęła także swoim patronatem niektóre wydarzenia publiczne. Uczestniczyła w wyjazdach zagranicznych oraz wraz z mężem podejmowała gości w prezydenckim pałacu.

Co warte odnotowania Kancelaria odmówiła udzielenia pełnych danych dotyczących kosztów funkcjonowania pierwszej damy. Według przedstawicielstwa Kancelarii podobna statystyka nie jest w ogóle prowadzona. Więcej na ten temat powiedziała szefowa Kancelarii Prezydenta Halina Szymańska. Zaznaczyła, iż wydatki na funkcjonowanie pierwszej damy są wliczane do ogółu kosztów prezydenckich. Dodała również, że prawo nie nakazuje prowadzenia takiej klasyfikacji.

Inaczej ma się sytuacja w kontekście obecnie urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy. Wydatki na jego kancelarię mogą przyprawić o zawrót głowy. Prawie miliard złotych wynosił koszt pierwszej kadencji wybranego na reelekcję Dudy. Na rok 2019 do rozdysponowania Kancelarii Prezydenta przypadła kwota 197 mln. Na ten rok Kancelaria może pozwolić sobie na nieco więcej. Otóż tegoroczny budżet wyniósł 199,3 mln złotych. Co znamienne prawdopodobnie opinia publiczna nie będzie miała znów żadnej możliwości wniknięcia w faktyczny koszt funkcjonowania pierwszej damy Agaty Kornhauser- Dudy.

Gazeta.pl

Czytaj także: Najnowszy sondaż. PIS poniżej 40%

Czytaj także: Sławomir Nowak nie przyznaje się do winy

Czytaj także: Trwa batalia o polskie interesy w obrębie UE

Dodano w Bez kategorii

Sławomir Nowak były minister w rządzie PO- PSL nie przyznaje się do winy. Po jego stronie stanął dziś m.in. były szef MSWiA Bartłomiej Sienkiewicz. Warto dodać, że to już nie pierwsza afera wokół kontrowersyjnego przedsiębiorcy. Mężczyzna jest także autorem skandalu dotyczącego niewpisania zegarka do poselskiego oświadczenia. Media ochrzciły ten incydent mianem” afery zegarkowej”.

Sławomir Nowak został zatrzymany, w związku z możliwością popełnienia przestępstwa. Sam zainteresowany, w krótkim sformułowaniu odpiera ciążące na nim zarzuty.

Nowak stanowcza zaprzecza podejrzeniom.

Były polityk i autor’ afery zegarkowej” zaprzeczył podejrzeniom. Sławomir Nowak utrzymuje, iż jest całkowicie niewinny. W dobitny sposób zaznaczył to pytany, o całą sprawę przez reportera TVN 24:- Oczywiście, że nie- podkreślił Nowak.

Sławomir Nowak to były minister transportu w rządzie PO- PSL. Odszedł on ze stanowiska po tzw” aferze zegarkowej”. Okazuje się, że po kilku latach kontrowersje wokół postaci przedsiębiorcy stale narastają. Zarzuty wobec byłego polityka są niezwykle poważne. Jeśli się potwierdzą Sławomira Nowka czeka wiele lat pozbawienia wolności.

Były polityk został zatrzymany w poniedziałek rano. Według informacji jakie zgromadziło Centralne Biuro Antykorupcyjne postępowanie ma dotyczyć przede wszystkim domniemanych korupcyjnych działań oraz uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej.

Wedle najświeższych informacji na Sławomirze Nowaku ciąży bardzo wiele prokuratorskich zarzutów. Jest on oskarżony, o m.in. przyjmowanie i legalizowanie łapówek w zamian za przedłużenie remontu dróg. Warto dodać, że uwikłane w całą akcję mogą być ukraińskie firmy oraz znajomi przedsiębiorcy.

Według danych jakie zgromadziła redakcja RMF FM Sławomir Nowak nie będzie dzisiaj zmuszony udzielać odpowiedzi na ewentualne zarzuty. Zostanie on prawdopodobnie przewieziony do Warszawy. Tam też spędzić ma noc w izbie zatrzymań. We wtorek zostaną podjęte wobec niego kolejne niezbędne kroki.

Cała ta sprawa przywodzi na myśl niedawne wystąpienie posła Artura Dziambora. Poseł z ramienia Konfederacji apelował do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry o rozliczenie polityków PO. Czyżby lider Solidarnej Polski wziął sobie te słowa do serca?

Wirtualna Polska

Czytaj także: Trwa batalia o Polskie interesy w obrębie UE

Czytaj także: Pawłowicz wygrała proces z Tomaszem Lisem

Czytaj także: Najnowszy sondaż. PIS poniżej 40%.

Dodano w Bez kategorii

/ fot. WikimediaCommons

Krystyna Pawłowicz wygrała z redaktorem naczelnym” Newsweeka” Tomaszem Lisem, proces o naruszenie dóbr osobistych. Wieloletnia postać medialna musiała przeprosić sędzię TK na łamach swojej gazety. Profesor Krystynie Pawłowicz to jednak nie wystarcza. Kontrowersyjna posłanka Zjednoczonej Prawicy zaznaczyła, iż jej zdaniem, treść zamieszczonych przeprosin nie jest, w żaden sposób zgodna z zapadłym wyrokiem.

Na łamach ostatniego numeru” Newsweeka” ukazało się osobiste oświadczenie redaktora Tomasza Lisa, w którym znany dziennikarz przeprosił profesor Krystynę Pawłowicz. Sędzia TK nie jest jednak ukontentowana formą spełnienia sądowego wyroku.

Lis przegrał z Krystyną Pawłowicz

Tomasz Lis zamieścił, w ostatnim numerze gazety” Newsweek” , oświadczenie, w którym przeprosił prof. Krystynę Pawłowicz za naruszenie dobrego imienia, czci oraz godności. Lis odniósł się także do tekstu, jaki na łamach gazety” Newsweek”, ukazał się, w 2016 roku. Dziennikarz przyznał, że artykuł zawierał w sobie bezpodstawne i niezgodne z prawem twierdzenia dotyczące Krystyny Pawłowicz. Co więcej Lis wspomniał, że” publikacja zawierała nieprawdziwe informacje dotyczące życia prywatnego i rodzinnego powódki”.

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego nie zamierza jednak pogodzić się z formą przeprosin ze strony Tomasza Lisa. Profesor nauk prawnych utrzymuje, iż treść oświadczenia nie zgadza się z sądowym wyrokiem. Wobec tego jedna z najbardziej barwnych postaci polskiej polityki, sama postanowiła opublikować treść przeprosin( oczywiście na koszt Tomasza Lisa). Taką informacją podzieliła się na swoim twitterowym profilu.

Sprawa dotyczy mocno kontrowersyjnego tekstu, który ukazał się na łamach” Newsweeka”, w 2017 roku. Nosił on tytuł” Bulterierka Prezesa”. Autorka tekstu posunęła się nawet do obraźliwego sformułowania pod adresem prof. Pawłowicz. Posłanka została okrzyknięta mianem” psa gończego Kaczyńskiego”.

Sąd przychylił się do wniosku Krystyny Pawłowicz i nakazał Tomaszowi Lisowi umieścić przeprosiny na łamach” Newsweeka”. Warto nadmienić, że redaktor złożył apelację. Sąd jednak nie odniósł się do niej pozytywnie. Sprawa toczy się już od kilku lat. Pierwszy wyrok na korzyść Krystyny Pawłowicz zapadł bowiem trzy lata temu.

Wirtualna Polska

Czytaj także: Trwa batalia o Polskie interesy w obrębie UE

Czytaj także: Najnowszy sondaż. PiS poniżej 40%

Czytaj także: Wskaźniki polskiego przemysłu idą w górę

Dodano w Bez kategorii

Od kilku dni trwa wzmożona dyskusja dotycząca uzależnienia środków, które, w bezpośredni sposób miałby trafiać do poszczególnych państw członkowskich, od praworządności. Negocjacje są niezwykle burzliwe oraz intensywne. Strona Polska póki co wyklucza możliwość przystania na żądania brukselskich elit. Przypomnijmy, że sprawa powiązania praworządności z unijnymi środkami, jest podnoszona w obrębie unijnym już od kilku miesięcy. Głos, w tej ważkiej dla nas kwestii zabrał premier Luksemburga.

Praworządność albo Weto

Premier Luksemburga żąda uzależnienia rozdysponowywania unijnych środków, od stopnia praworządności, w danym państwie członkowskim. Jeśli stałoby się inaczej, przedstawiciel niewielkiego państewka, zdecydowałby się na weto. Finalizacje w kontekście transakcyjnym zostały przesunięte do 18 Sierpnia. Od kilku dni można zaobserwować wzmożoną dyskusję tyczącą się projektu, wedle którego kwoty wypłacane poszczególnym państwom, miałby zostać powiązane ze stopniem ich praworządności. Premier Mateusz Morawiecki nie zgodził się na pobrzmiewające z ust brukselskich elit rozwiązanie

Stanowiska premiera Luksemburga Xaviera Bettela jest jednak jednoznaczne. Mężczyzna niedawno był łaskaw stwierdzić, że albo wypłata środków będzie uzależniona od praworządności, albo użyje on instytucji weta. Warto tu dodać, iż znakomita większość krajów należących do UE zgodziła się na pomysł forowany przez brukselskie elity.

Wobec twardej postawy niektórych polityków obozu Zjednoczonej Prawicy premier Mateusz Morawiecki nie zgodził się na żądania unijnych eurokratów. Sprzeciw wobec rzeczonego pomysłu wyraziła Beata Szydło oraz Patryk Jaki. Niestety Mateusz Morawiecki nie ma, w tej sprawie wielu możliwości. Większość państw członkowskich nie zamierza wycofać się z możliwości powiązania unijnych środków z praworządnością.

Nasz kraj może liczyć jedynie na poparcie Węgier. Wydaje się, że większość krajów Europy Zachodniej jest już przekonana, co do takiego przedsięwzięcia. Najostrzej swoje stanowisko ostatnimi czasy artykułuje premier Luksemburga. Czekają nas z pewnością gorące unijne dysputy. Miejmy nadzieje, że zostaną one zwieńczone polskim sukcesem. Umiarkowaną przychylność wobec polskiego stanowiska wyraziło jeszcze kilka krajów wschodniej części Europy.

Money.pl

Czytaj także: Najnowszy sondaż. PIS poniżej 40%.

Czytaj także: Terroryści w niemieckiej armii?

Dodano w Bez kategorii

Gdyby wybory parlamentarne odbyłyby się teraz, na PiS zagłosowałoby 39,7 proc. wyborców, na KO – 28,1 proc., a na Lewicę – 9,9 proc. – wynika z sondażu IBRiS dla Onetu. W Sejmie znalazłyby się jeszcze Konfederacja – 8 proc. oraz PSL z wynikiem 5,8 proc.

Według sondażu opublikowanego na Onet.pl, Zjednoczona Prawica mogłaby cieszyć się poparciem na poziomie 39,7 proc. “Nie dałoby to jednak obecnie rządzącej partii samodzielnej większości” – zauważa portal.

Na drugim miejscu znalazłaby się Koalicja Obywatelska, na którą chęć oddania swojego głosu wyraziło 28,1 proc. ankietowanych, na trzecim – Lewica z 9,9 proc. poparcia.

W parlamencie znalazłaby się jeszcze: Konfederacja, na którą oddanie głosu zadeklarowało 8 proc. badanych i Polskie Stronnictwo Ludowe z wynikiem 5,8 proc. Aż 8,6 proc. ankietowanych nie wie, na kogo oddałoby swój głos.

Według badania, frekwencja wyborcza wyniosłaby 62,1 proc. Jak podkreśla Onet – o ponad 5 pkt proc. mniej w porównaniu z II turą tegorocznych wyborów prezydenckich.

IBRiS zapytał również, na kogo zagłosowaliby wyborcy, jeśli w II turze wyborów prezydenckich spotkaliby się Andrzej Duda i Szymon Hołownia. Andrzej Duda mógłby liczyć na 49,3 proc. głosów, a Hołownia – 42,8 proc. 4,7 proc. respondentów stwierdziło, że nie wie, na kogo oddaliby głos. 3,2 proc. zadeklarowało, że nie wzięłoby udziału w wyborach. Sondaż przeprowadzono w dniach 17-18 lipca na próbie 1100 osób.

Zobacz także: Wskaźniki polskiego przemysłu idą w górę. Analitycy zaskoczeni

źródło: onet.pl/rmf24.pl

Dodano w Bez kategorii