/ fot. TT/@Breaking911

Dziennikarz Global Times, Hu Xijin poinformował, że amerykańskie władze zażądały od Chin zamknięcia ich konsulatu w Houston w ciągu 72 godzin. Waszyngton podejrzewa, że w konsulacie palono dokumenty. Strona chińska zagroziła odwetem, jeśli Stany Zjednoczone nadal będą kroczyły drogą wojenną.

Waszyngton podjął się zaskakującej próby zamknięcia konsulatu chińskiego w Houston. Dziennikach Global Times Hu Xijin informował na Twitterze, że amerykańskie władze dały Chińczykom 72 godziny na wyprowadzenie się z kompleksu. Z kolei rzecznik chińskiego MSZ mówił podczas krótkiego briefingu, że takie ruchy Amerykanów są oburzające.

“21 lipca USA nagle zażądały, by konsulat generalny Chin w Houston wstrzymał wszelką działalność” – przekazał Wang Wenbin, dodają że Amerykanie dążą bezprecedensowej eskalacji napięcia pomiędzy tymi mocarstwami. Jego zdaniem jest to polityczna prowokacja naruszająca prawo międzynarodowe.

Zobacz także: Konfederacja o unijnym budżecie: „Porażka polskiego rządu w Brukseli” [WIDEO]

“Chiny stanowczo potępiają ten oburzający i nieusprawiedliwiony krok, który zaszkodzi relacjom chińsko-amerykańskim” – dodał rzecznik resortu chińskiej dyplomacji. Zapowiedział także odwet w razie dalszej destabilizacji relacji pomiędzy Chinami, a Stanami Zjednoczonymi.

https://twitter.com/Breaking911/status/1285778188807942148

Pojawiły się również nagrania przedstawiające akcję straży pożarnej pod kompleksem chińskiego konsulatu w Houston. Amerykanie zauważyli dym wydobywający się z ogrodów. Chińscy dyplomaci nie wpuścili jednak strażaków do środka. Lokalne media mówią o paleniu dokumentów, z czym zdecydowanie nie zgadza się rzecznik chińskiego MSZ, mówiąc że konsulat działa sprawnie.

Relacje amerykańsko-chińskie są obecnie uznawane za najgorsze od dziesięcioleci. Oba kraje spierają się w kwestiach handlowo-gospodarczych, a także w sprawie pandemii Covid-19, autonomii Hongkongu czy przestrzegania praw człowieka wobec Ujgurów i innych muzułmanów w regionie Sinciang na zachodzie ChRL.

onet

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Wikimedia Commons

Belgijski portal statystyczny Lavenir udostępnił najnowsze dane o najpopularniejszych imionach noworodków w Belgii, we Flandrii, Walonii oraz samej Brukseli. Dane dotyczą 2019 roku.

O ile w Belgii (zarówno w części flandryjskiej i walońskiej) nadal dominują imiona pochodzenia europejskiego, to w samej stolicy państwa wygląda to zgoła inaczej. Co prawda nadal najpopularniejsze jest imię Adam, bo nadane 145 razy, lecz imię Mohamad jest już drugim najpopularniejszym (144).

CZYTAJ TAKŻE: Warszawa: Ukraińcy w mieszkaniach socjalnych. Polacy czekają latami

Bruksela islamizowana

Jak widać islamizacja Brukseli postępuje w najlepsze.

Wśród noworodków w Brukseli w 2019 najpopularniejsze imię dziewczęce to Nour. W Top10 są jeszcze Amira, Inaya i Jasmina. Wśród chłopców Mohamad jest na drugim miejscu, tylko o jednego mniej od Adamów. W Top 10 jeszcze Amir, Rayan, Yanis i Imran.

lavenir.net

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. nadmorski24.pl

W lokalach socjalnych zamiast osób mających umowę z Dzielnicą, zamieszkują obywatele Ukrainy – poinformował w mediach społecznościowych radny Ernest Kobyliński.

W Warszawie ludzie czekają miesiącami, a nawet latami na mieszkania komunalne czy socjalne. Tymczasem, jak informuje radny dzielnicy Praga-Północ Ernest Kobyliński podczas kontroli osób na kwarantannie policja wykryła, że w mieszkaniach miasta Warszawy urzędują w większości Ukraińcy.

CZYTAJ TAKŻE: Sumliński: „Musimy rozliczyć premierów, ministrów, prezydentów”

Ukraińcy ważniejsi od Polaków

Warszawski radny zapowiedział już interwencję, wysłał interpelacje do ZGN o udzielenie informacji publicznej czy lokale są wynajmowane osobom trzecim.

CZYTAJ TAKŻE: Kara za krytykę propagandy LGBT podtrzymana przez Trybunał w Strasburgu

Tak Kobyliński pisze na swojej stronie na FB:

Szanowni Państwo, w dniu wczorajszym otrzymałem informację, iż częstym przypadkiem jest, że policjanci sprawdzający osoby na kwarantannie, kontrolują mieszkania należące do ZGN. Jednakże w lokalach zamiast osób mających umowę z Dzielnicą, zamieszkują… m.in. obywatele Ukrainy. Biorąc pod uwagę jak dużo ludzi oczekuje na mieszkania komunalne bądź socjalne, wszelkie przypadki wynajmowania takich mieszkań powinny być bezwzględnie piętnowane. Złożyłem dziś interpelację z prośbą aby ZGN zweryfikował tą informacje i wystąpił do Policji z wnioskiem o informację, które lokale należące do ZGN są wynajmowane osobom trzecim? Proceder ten może mieć miejsce nie tylko na Pradze-Północ. Pytanie więc, jak Miasto Stołeczne Warszawa weryfikuje takie przypadki i czy jest przyzwolenie na taki proceder?

FACEBOOK

Dodano w Bez kategorii

We wtorek odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli przedstawiciele Konfederacji. Tematem wystąpienia był ostatni szczyt Unii Europejskiej. Konfederaci odnieśli się krytycznie do rezultatów tego spotkania. Według Krzysztofa Bosaka, strona rządowa wprowadza zamieszanie i dezinformację.

Bosak wymienił trzy najważniejsze ustalenia, które zapadły na szczycie Unii Europejskiej. Pierwszą sprawą miała być kwestia praworządności, polski rząd miał zgodzić się na utworzenie mechanizmów badających “stan praworządności” w Polsce. “Polski rząd powinien zawetować takie inicjatywy (…) sformuowania zawarte w konkluzjach są niejasne” – Zaapelował były kandydat na prezydenta Krzysztof Bosak. Kolejnym ustaleniem była kwota wynegocjowanych środków, oraz polityka klimatyczna. Według posła, jest to kwota porównywalna z dochodami sektora publicznego w Polsce, rozłożonymi na 7 lat. “Ta kwota to jedynie dodatek, nie zmieniający istotnie naszego położenia grant”- powiedział Bosak.

Zobacz także: Prezes NIK Marian Banaś złożył wniosek o odwołanie dyrektora generalnego

Rząd wyrzekł się suwerenności energetycznej w zamian za środki unijne

Przez siedem lat, rokrocznie mielibyśmy dostawać premię w wysokości zbliżonej do wartości 1/7 rocznych dochodów sektora publicznego. Za taką cenę, rząd miał poprzeć unijną politykę energetyczną, która ma odebrać Polsce suwerenność energetyczną. “Rząd obiecywał bronić polskiej energetyki, a właśnie co zadeklarował przyjęcie niekorzystnych reform”- powiedział K.Bosak. Ostatnim ustaleniem, które zapadło na szczycie UE, było stworzenie dodatkowych podatków, na które miały zgodzić się w większości wszystkie kraje członkowskie. Poseł stwierdził, że politycy Zjednoczonej Prawicy, nie mają konstytucyjnego mandatu do podejmowania takich decyzji.

Dodano w Bez kategorii

Europejski Trybunał Praw Człowieka odrzucił skargę Islandczyka skazanego na grzywnę za krytykę wprowadzenia w szkołach zajęć propagujących ideologię LGBT. ETPC uznał, że mężczyzna posłużył się „mową nienawiści”, mimo że Europejska konwencja praw człowieka nie wymienia tego pojęcia jako powodu do ograniczenia wolności słowa. Terminem tym nie posługuje się też żaden akt prawa międzynarodowego. Islandczyk musiał zapłacić za wpis na portalu internetowym równowartość prawie 3 tys. zł.

W 2015 r. rada miejska islandzkiego miasta Hafnarfjörður podjęła uchwałę o wprowadzeniu zajęć promujących ideologię LGBT w szkołach podstawowych i średnich. Jeden z internautów, w komentarzu pod artykułem na portalu internetowym lokalnego radia, krytycznie odniósł się do tego pomysłu, zarzucając władzom miasta „indoktrynację dzieci” i nazywając homoseksualizm „dewiacją seksualną”.

[NASZ WYWIAD] Ks. Isakowicz-Zaleski: „Po raz pierwszy Episkopat jawnie miesza się w politykę”

Wkrótce potem islandzkie stowarzyszenie działaczy LGBT złożyło na mężczyznę donos do prokuratury, oskarżając go o popełnienie przestępstwa zniesławienia mniejszości seksualnej. Sąd pierwszej instancji uniewinnił internautę, uznając, że jego wypowiedź mieściła się w granicach wolności słowa. Islandzki Sąd Najwyższy uchylił jednak ten wyrok, skazując mężczyznę na karę grzywny w wysokości 100 tys. koron (równowartość ok. 2800 zł). W ocenie sądu komentarz internauty był „nader krzywdzący i motywowany uprzedzeniami”, zwłaszcza że mógł on w inny sposób wyrazić swój sprzeciw wobec decyzji rady miejskiej.

W 2018 r. Islandczyk wniósł skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, powołując się na naruszenie jego wolności słowa. W czerwcu 2020 r. Trybunał uznał skargę za oczywiście niedopuszczalną, stwierdzając, że komentarz mężczyzny stanowił „mowę nienawiści”.

„To już kolejne orzeczenie, w którym Europejski Trybunał Praw Człowieka posługuje się mglistym pojęciem «mowy nienawiści» wobec wypowiedzi krytycznie odnoszących się do promocji homoseksualizmu w przestrzeni publicznej. Świadczy to o niepokojącej tendencji tworzenia wyłomów w wolności słowa zagwarantowanej w art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności za pomocą wątpliwych i nieprecyzyjnych zabiegów interpretacyjnych. Wolność słowa może zostać ograniczona w ściśle określonych przypadkach wymienionych w art. 10 ust. 2 Konwencji, w którym nie ma żadnej wzmianki o «mowie nienawiści» – notabene żaden akt prawa międzynarodowego takiego pojęcia nie używa. Tymczasem Trybunał nie tylko dopuścił, ale uznał wręcz za «oczywiste» ograniczenie wolności krytykowania promocji homoseksualizmu w przestrzeni publicznej, w tym wypadku – w szkołach, stwierdzając, że było ono usprawiedliwione «ochroną prawa do prywatności» osób homoseksualnych. Trudno zrozumieć takie uzasadnienie, skoro komentarz nie dotyczył prywatnego życia homoseksualistów, ale wprowadzenia zajęć promujących postulaty ruchu LGBT do publicznych szkół podstawowych i ponadpodstawowych” – skomentowała Karolina Pawłowska z Centrum Prawa Międzynarodowego Instytutu Ordo Iuris.

Dodano w Bez kategorii

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś złożył w piątek (17 lipca) wniosek do marszałek Sejmu o odwołanie dyrektora generalnego NIK Andrzeja Stycznia – poinformowano na Twitterze.

“W piątek 17.07 br. Prezes NIK Marian Banaś złożył do marszałek Sejmu wniosek o odwołanie dyrektora generalnego NIK Andrzeja Stycznia” – podała NIK na Twitterze.

W piątek 17.07 br. Prezes NIK Marian Banaś złożył do Marszałek Sejmu wniosek o odwołanie Dyrektora Generalnego NIK Andrzeja Stycznia. — Najwyższa Izba Kontroli (NIK) (@NIKgovPL) July 21, 2020

Jak napisała w poniedziałek “Rzeczpospolita”, prezes NIK masowo wymienia dyrektorów Izby. Dziennik zwrócił też uwagę, że na 16 dyrektorów departamentów i biur centrali NIK wymienionych zostało 13. Teraz – zdaniem gazety – prezes Izby najwyraźniej zamierza obsadzić swoimi ludźmi Kolegium NIK.

“Ma ku temu okazję: do września musi się ukonstytuować nowe Kolegium NIK, bo części obecnych członków kończy się trzyletnia kadencja” – napisano w dzienniku.

“Rzeczpospolita” przypominała, że Kolegium NIK jest najistotniejszym gremium Izby – “od niego zależy ostateczna treść wszystkich protokołów pokontrolnych (rozpatruje uwagi i zastrzeżenia), plan kontroli, daje absolutorium dla Rady Ministrów”.

Kolegium – jak zauważył dziennik – będzie też decydować o ostatecznym kształcie kontroli pracy Beaty Kempy, która jako minister przez półtora roku zajmowała się pomocą humanitarną poza granicami Polski. Gazeta powołuje się na doniesienia portalu Onet, wedle których jeden z wiceprezesów Izby, były poseł PiS Tadeusz Dziuba miał naciskać na kontrolerów, by wyniki tej kontroli były pozytywne.

“Prawdziwa niezależność członków Kolegium NIK gwarantuje przejrzystość i rzetelność przeprowadzanych kontroli, które w dużej mierze dotyczą oceny polityków na szczytach władzy” – podkreśliła w poniedziałek “Rzeczpospolita”.

Źródło: interia.pl

Dodano w Bez kategorii

Blisko 38 proc. Polaków uważa, że rząd nie powinien w żaden specjalny sposób wspierać frankowiczów podczas ewentualnego kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa. Natomiast grupa zwolenników takiej pomocy jest niewiele mniejsza. Różnica wynosi przeszło 6 proc. Z kolei prawie 31 proc. ankietowanych nie ma zdania w tej sprawie. Ponad połowa zwolenników rządowego wsparcia przekonuje, że należy je wdrożyć tylko ustawami. Ale niemal co czwarta osoba z tej grupy wskazuje na pomoc w zakresie finansowym.

Rząd nie powinien w żaden specjalny sposób wspierać frankowiczów podczas ewentualnego kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa. Tak twierdzi 37,7 proc. uczestników badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland. Z kolei 31,6 proc. respondentów wyraża przeciwną opinię w tej kwestii. Natomiast 30,7 proc. nie ma zdania na ten temat.

– Ten podział wynika z osobistego zaangażowania ankietowanych w kredyty frankowe. Około 1/3 osób skorzystała z takiego produktu bankowego albo ma kogoś w rodzinie, kto tak zrobił. I ta grupa oczekuje wsparcia ze strony rządu. Nieco mniej respondentów ma do spłacenia kredyty w złotych. Ewentualnie dotyczy to ich bliskich. Ci ludzie uważają, że absolutnie nie należy pomagać frankowiczom. Natomiast niespełna 31% badanych nie podpisało żadnych umów kredytowych, więc oni nie są zainteresowani tematem – komentuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Z kolei Krzysztof Michrowski z Kancelarii MBM Legal zwraca uwagę na fakt, że co trzeci respondent nie ma wyrobionego zdania. To świadczy o skomplikowanej naturze problemu i wciąż małej wiedzy społeczeństwa dot. funkcjonowania rynku finansowego. Ekspert powołuje się na dane Biura Informacji Kredytowej. Wynika z nich, że na 31 grudnia 2019 roku pozostawało w spłacie 451,63 tys. kredytów frankowych. W dobie pandemii koronawirusa wielu kredytobiorców ma problem z regulowaniem rat zobowiązania. Przyczynia się do tego m.in. wysoki kurs franka w stosunku do złotego.

– Dla mnie wyniki badania nie są zaskoczeniem, bo w przypadku frankowiczów mamy do czynienia z różnymi sytuacjami. Ponadto nie można tej grupy wyróżniać z powodu pandemii, ponieważ trudności ze spłatą kredytów mają też inni. Wszyscy zasługują na taką samą pomoc. W związku z epidemią przewidziano wsparcie w rządowym programie antykryzysowych tarcz. W bankach wprowadzono możliwość moratorium kredytowego, czyli przesunięcia terminów płatności rat i odsetek. Skorzystanie z niej wymaga porozumienia z kredytodawcą. I tutaj absolutnie nie ma potrzeby angażowania ustawodawcy – mówi prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

„Wiedzieli, co podpisują”

Jak zaznacza Krzysztof Michrowski, wiele osób twierdzi, że frankowicze są sami sobie winni, bo widzieli, co podpisywali. Są przeciwni jakiejkolwiek pomocy tej grupie kredytobiorców kosztem reszty społeczeństwa. Ekspert podkreśla, że banki przygotowywały treść umów kredytowych, w których klienci nie byli należycie informowani o ryzyku kursowym. Ponadto, jak wskazują sądy w prawomocnych wyrokach, zawierały klauzule niedozwolone. A zgodnie z treścią obowiązującego w Polsce prawa, takie postanowienia umowne nie wiążą konsumenta.

– Jak wiadomo, w przypadku części kredytów frankowych dochodziło do nieuczciwych wobec kredytobiorców zapisów w umowach kredytowych. Były to klauzule niedozwolone. Potwierdził to w ubiegłym roku werdykt Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ale w takich przypadkach sprawy powinny być rozstrzygane przez sądy albo w drodze porozumienia kredytobiorców z bankami. I właśnie tak się obecnie dzieje, co potwierdzają liczne przypadki – dodaje prezes PTE.

Zwolennicy rządowego wsparcia dla frankowiczów wskazują, w jaki sposób powinno ono wyglądać. 51,5 proc. respondentów z tej grupy opowiada się za ustawami, a 39 proc. – za zastrzykiem finansowym. Natomiast 2,2 proc. osób uważa, że powinna to być inna pomoc. Z kolei 7,4 proc. nie ma w tej kwestii zdania.

– Ludzie nie bardzo wiedzą, w jaki sposób należałoby rozwiązać ten problem. Bo w gruncie rzeczy ustawowe wsparcie przecież też musi się wiązać z finansami. Chociaż zawsze jest różnica, czy sprawa dotyczy pieniędzy wypłacanych do kieszeni kredytobiorcy, czy np. zmiany przez bank kursu do przeliczenia kredytu na złote. Zapewne rozkład odpowiedzi byłby inny, gdyby wskazano badanym bardziej szczegółowe opcje do wyboru – podkreśla prof. Witold Orłowski.

Według eksperta z Kancelarii MBM Legal, systemowe rozwiązanie problemu frankowiczów nie wydaje się realne w tej chwili. Natomiast doraźnym środkiem zaradczym byłaby możliwość zawieszenia płatności rat kredytu w ramach pakietu antykryzysowego. I to należałoby wprowadzić na czas walki z pandemią COVID-19 i wysokiego kursu franka względem złotego. Jak zaznacza Krzysztof Michrowski, obecnie nie ma rozwiązań ustawowych, więc kredytobiorcom pozostaje jedynie dochodzenie roszczeń w sądach. A zdecydowana większość frankowiczów nie jest w stanie prowadzić sporu z bankiem bez profesjonalnej pomocy.

– Byłoby niezasadne, gdyby w każdym przypadku zakłóceń kredytowych państwo regulowało takie kwestie specjalnymi ustawami. To byłoby niepotrzebne mnożenie bytów. Istnieją przecież regulacje ogólne, które dotyczą ochrony konsumentów, konkurencji i ochrony obrotu gospodarczego. Zamiast wprowadzać nowe regulacje prawne, w pierwszym rzędzie powinny być należycie wykorzystywane te już istniejące, aby nie dopuszczać do inflacji prawa – przekonuje prof. Mączyńska.

Podsumowując, prof. Orłowski wskazuje, że rząd, mimo obietnic, nadal nie zajmuje się kwestią frankowiczów. Ale nie jest wykluczona zmiana postawy. Ona może nastąpić np. w wyniku nagłego pogorszenia kursu złotego. To prawdopodobnie wymusi pewne działania ze względu na zagrożenia, które mogą się pojawić w sektorze bankowym w związku z niespłacaniem kredytów.

Badanie zostało wykonane metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland w dniach 08-09.07.2020 roku na reprezentatywnej próbie 1 032 dorosłych Polaków.

Źródło: wprost.pl,  MondayNews.pl

Dodano w Bez kategorii

We wtorek po południu na Zamku Królewskim w Warszawie rozpoczęła się uroczystość, podczas której Andrzej Duda odbierze uchwałę Państwowej Komisji Wyborczej o wyborze na prezydenta RP.

Prezydent odebrał uchwałę podczas uroczystości na Zamku Królewskim w Warszawie.

Szef PKW Sylwester Marciniak podkreślił, że 12 lipca, w drugiej turze wyborów prezydenckich, wyborcy wydali werdykt. Polska jest wolnym krajem, Polacy to wolni ludzie. Obywatele polscy dokonali wolnego wyboru – powiedział przewodniczący PKW.

Prezydentowi towarzyszy żona Agata Kornhauser-Duda; podczas uroczystości, w której biorą też udział m.in. marszałek Sejmu Elżbieta Witek oraz premier Mateusz Morawiecki, ministrowie, przedstawiciele prezydiów Sejmu i Senatu, prezesi: Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, planowane jest wystąpienie Dudy.

Na 6 sierpnia marszałek Sejmu zwołała Zgromadzenie Narodowe, które zbierze się w gmachu Sejmu. Przed Zgromadzeniem Narodowym Andrzej Duda złoży przysięgę obejmując urząd prezydenta na drugą kadencję.

W II turze wyborów prezydenckich, która odbyła się 12 lipca, Andrzej Duda uzyskał 51,03 proc. głosów uzyskując reelekcję. Jego konkurent, kandydat Koalicji Obywatelskiej, Rafał Trzaskowski uzyskał 48,97 proc. Frekwencja wyborcza w II turze głosowania wyniosła 68,18 proc

Zgodnie z Kodeksem wyborczym, nowo wybrany prezydent składa przysięgę wobec Zgromadzenia Narodowego w ostatnim dniu urzędowania ustępującego prezydenta. Prezydent Andrzej Duda został zaprzysiężony 6 sierpnia 2015 r., jego pięcioletnia kadencja upłynie więc 6 sierpnia 2020 r.

Źródło: dziennik.pl

Dodano w Bez kategorii

Wynik szczytu Unii Europejskiej to ogromny sukces Polski, uzyskaliśmy najwięcej jak było można – powiedział w wywiadzie dla PAP prezes PiS Jarosław Kaczyński. Sukces negocjacji pokazał, że bajką jest nasza izolacja w UE – ocenił.

PAP: Zakończyły się długotrwałe, twarde negocjacje dotyczące unijnego budżetu. Polska będzie mogła skorzystać z ponad 776 mld zł wsparcia ze środków Unii Europejskiej, w tym z 623 mld zł w formie dotacji i 153 mld zł w formie niskooprocentowanych pożyczek. Jak Pan ocenia rezultaty szczytu?

Jarosław Kaczyński: To ogromny sukces, przede wszystkim ze względu na środki jakie udało się uzyskać dla Polski. Pożyczek, które może zaciągnąć nasz kraj jest więcej niż miało być pierwotnie. Są tak skonstruowane, że nie będą dla nas wielkim obciążeniem. Próba, żeby połączyć wypłatę środków z warunkami, które pozwalałyby arbitralnie je nam odbierać, tylko dlatego, że się nie podobamy, wykorzystując puste hasło praworządności, się nie udała. Procedura ustalona na szczycie zawiera na końcu decyzję Rady Europejskiej, a te zapadają jednomyślnie.

Uzyskaliśmy najwięcej jak było można. Wiem, że zdarzają się krytycy przyjętych rozwiązań – nawet w naszym obozie. Chcę im powiedzieć, że bardzo się mylą.

Wiem, że strona węgierska jest bardzo zadowolona. Zadowolony jest premier Viktor Orban. Skierował nawet do mnie osobisty list w tej sprawie.

To wszystko wskazuje, że uzyskaliśmy najwięcej jak było można. Nawet komentarze światowej prasy, która przecież nas nie lubi, też na to wskazują. Nasi przeciwnicy próbują zabrać nam ten sukces. Jestem bardzo rad z rezultatów negocjacji. Uważam, że premier Mateusz Morawiecki odniósł kolejny, po zwycięstwie wyborczym Andrzeja Dudy, wielki sukces dla Polski.

Sukces negocjacji pokazał, że bajką jest nasza izolacja w Unii Europejskiej; bajką jest też to, że nie jesteśmy wstanie budować koalicji, prowadzić pomysłowych rozgrywek.

Jak Polska spożytkuje środki. Czy mamy plan na ich wykorzystanie? Gdzie głównie popłynie strumień pieniędzy?

Konkretne decyzje przed nami. Generalny zarys wielkich programów inwestycyjnych został przedstawiony w kampanii prezydenta Dudy, robił to też pan premier. To jest ten kierunek. On będzie mocno wzmocniony inwestycjami lokalnymi, bliskimi ludziom. Jest możliwość, żeby doprowadzić do tego, by w ciągu kilku najbliższych lat Polska bardzo wyraźnie zmieniła się na korzyść. Razem z krajowymi środkami na inwestycje trafi ponad bilion złotych.

Opozycja twierdzi, że mechanizm praworządności cały czas nie został zniesiony.

Kwestie praworządności odnoszą się wyłącznie do kontroli wydatków, tak aby były one uzasadnione czy proporcjonalne. Stwierdził to wyraźnie zaproszony na jedno z nieformalnych spotkań, ale z udziałem najważniejszych osób, ekspert prawny. Trzeba natomiast podkreślić, że partia tych, którzy chcieliby prześladować nas z powodu rzekomego łamania przez nas praworządności jest niewielka. Nasze dobre wyniki gospodarcze i skuteczna walka z pandemią ogromnie zwiększają naszą pozycję. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że rządy PO były wygodne dla wielu, ale też są skrajnie nieudolne. My jesteśmy dużo mniej wygodni, ale za to bardzo sprawni.

Źródło: wpolityce.pl, wkt\PAP

Dodano w Bez kategorii
Wojciech Szewko

Wojciech Szewko / Fot. YouTube

Gościem Mediów Narodowych był dr Wojciech Szewko, specjalista ds. Bliskiego Wschodu. Opowiedział o obecnej sytuacji w Iranie, o potyczkach pomiędzy Chinami i Indiami. Mówił również o chińskich inwestycjach w kraju Persów.

Redaktor Agnieszka Jarczyk zapytała się Wojciecha Szewko o opinię na temat chińsko-irańskiego porozumienia gospodarczego. Negocjacje w tej kwestii trwają od 2016 roku.

“Wartość szacunkowa tego porozumienia to w przybliżeniu 400 mld dolarów. Oznaczałoby to dominację Chin na Bliskim Wschodzie, jak i również wyparcie rosyjskich wpływów w Iranie. Podobne porozumienie Chińczycy zawarli niegdyś z Pakistanem i było ono warte 70 mld dolarów” – wyjaśniał dr Szewko dodając, że przyniesie to ze sobą ogromne inwestycję w infrastrukturę, technologię – “Te inwestycje gospodarcze spłacane irańską ropą to wygrana na loterii dla Teheranu. Gdyby to się urzeczywistniło to Stany Zjednoczone i Zachód będą miały ogromny problem polityczny w Zatoce Perskiej” – powiedział.

Zobacz także: Leszek Miller ostro o Robercie Biedroniu: „Wypadł gorzej niż Magdalena Ogórek”

“Irańczykom są potrzebne inwestycje infrastrukturalne, a tego Rosja im po prostu nie zapewni. Rosjanie najzwyczajniej nie posiadają takich zdolności finansowych do podejmowania takich działań gospodarczych” – dodał znany specjalista od Bliskiego Wschodu.

Wyjaśnił również przyczyny konfliktu chińsko-indyjskiego, gdzie ostatnio doszło do wymiany ciosów pomiędzy obiema stronami – “Modi zdecydował się na konflikt z Chinami o tereny położone na Północ od Kaszmiru. Wejście Chin do Ladakhu da strategiczną, do okazji nad zdobyciem regionu Dżammu i Kaszmiru. Obecnie gra toczy się o kontrolę nad strategicznymi skałami i drogami, umożliwiające łatwą drogę do dalszych regionów indyjskich” – mówił Szewko.

Więcej w materiale poniżej:

Media Narodowe

Dodano w Bez kategorii