Nowy sekretarz stanu USA Antony Blinken poinformował, że zmienił rozporządzenie dotyczące flag, jakie mogą być wywieszane na budynkach amerykańskich ambasad. Poprzednie zostało podjęte za czasów prezydentury Donalda Trumpa. Teraz wprowadzono możliwość wywieszenia flagi ruchu LGBT.
Taka decyzja to powrót do sytuacji z czasów prezydentury Barracka Obamy. Wówczas flagi ruchu LGBT można było wywieszać na budynkach amerykańskich ambasad i baz wojskowych. W obu przypadkach takie praktyki zablokowała administracja Donalda Trumpa.
Trump nie chciał też powołać specjalnego wysłannika departamentu stanu ds. praw LGBT. Takie stanowisko utworzył w 2015 roku Obama, ale Trump nigdy go nie obsadził. Antony Blinken poinformował, że powoła takiego wysłannika.
USA za prezydentury Joe Bidena mają też aktywnie lobbować za interesami ruchu LGBT. – Widzieliśmy wzrost przemocy skierowanej przeciwko osobom LGBTQI na całym świecie – powiedział Blinken. – Dlatego Stany Zjednoczone powinny odgrywać właściwą sobie rolę, czyli stawać w obronie praw osób LGBTQI. To jest coś, co departament natychmiast podejmie i czym się zajmie. Podniesienie sztandaru dumy to jeden ze sposobów na bezpośrednie pokazanie solidarności z LGBTQ – podkreślił.
Aleksiej Nawalny ma stanąć przed sądem po wniosku rosyjskiej służby więziennej o ukaranie opozycjonisty. Z powodu jego osoby, Rosja od tygodni wstrząsana jest setkami protestów.
Jak informują rosyjskie media, Aleksiej Nawalny ma stanąć przed sądem. Politykowi krytykującemu Kreml grozi “dłuższa kara więzienia”. Sąd w Moskwie ma “rozpatrzyć wniosek służby więziennej o uwięzienie lidera opozycji”, o ukaranie go trzy i pół letnim wyrokiem pozbawienia wolności. Przyczyną ewentualnego skazania miałoby być rzekome “naruszenie zwolnienia warunkowego”.
Rozprawa ma nastąpić we wtorek. Aktualnie, Nawalny pozostaje zatrzymany, od chwili swojego powrotu z Niemiec, gdzie leczono go z powodu rzekomego otrucia. Warto podkreślić, iż w niedzielę dziesiątki tysięcy Rosjan wyszły na ulice, aby wyrazić swoje wsparcie dla polityka opozycji. Skandowano hasła potępiające prezydenta Władimira Putina, domagając się, aby Nawalny został uwolniony. Według organizacji praw człowieka OVD Info, władze zatrzymały ponad 5400 osób, tylko podczas niedzielnych demonstracji.
Rosyjskie media państwowe z kolei określiły drugi weekend masowych protestów, jako “mały”. Stwierdzono, iż demonstracje pokazują “porażkę opozycji”. Tymczasem, zespół Nawalnego przekonuje, iż frekwencja była wyjątkowo wysoka, a protesty uzyskały “ogromne ogólnokrajowe poparcie” dla krytyka Kremla. Z tego powodu, wezwali Rosjan, aby ci zgromadzili się również we wtorek w Moskwie. „Bez waszej pomocy nie będziemy w stanie oprzeć się bezprawiu władz” – napisał zespół polityka w poście w mediach społecznościowych.
44-letni Nawalny został aresztowany 17 stycznia, po powrocie z Berlina. Spędził w Niemczech pięć miesięcy, leczony po rzekomym otruciu, o które winą obarczył Kreml. Oczywiście, władze odrzucają zarzuty. Nawalnemu grozi kara więzienia za domniemane “naruszenie warunków zawieszenia, na podstawie wyroku skazującego za pranie pieniędzy w 2014 roku”. Wyrok postrzegany jest, jako motywowany politycznei.
W zeszłym miesiącu rosyjska służba więzienna złożyła wniosek, aby trzy i pół roku “w zawiasach” zamieniono na trzy i pół roku kary w więzieniu. Motywacją wniosku miało być jego “bezprawne zachowanie”. Biuro Prokuratora Generalnego poparło decyzję w miniony poniedziałek. Los Nawalnego ma się rozstrzygnąć w czasie wtorkowej rozprawy.
– Nord Stream 2 jest sprzeczny (…) ze wspólną polityką energetyczną, a przede wszystkim z większymi wysiłkami na rzecz ochrony klimatu. Do tego dochodzą dodatkowe szkody w polityce zagranicznej – oceniła Claudia von Salzen na łamach “Tagesspiegel”. Jej zdaniem kontynuowanie projektu doprowadzi do izolacji Niemiec na arenie międzynarodowej.
– Rząd federalny od lat ignoruje wszystkie ostrzeżenia i obiekcje i nadal próbuje udawać, że Nord Stream 2 to projekt czysto ekonomiczny. Trzymając się projektu, odważa się iść niebezpiecznie samotnie w Europie – stwierdziła niemiecka dziennikarka w swoim artykule. Jak zauważyła, przeciwnicy gazociągu stanowią w Europie większość. – Parlament Europejski niedawno przegłosował natychmiastowe wstrzymanie budowy rurociągu w ramach europejskiej odpowiedzi na sprawę Nawalnego. Liczby mówią same za siebie: 581 posłów zagłosowało za, tylko 50 było przeciw, głównie Niemcy – zaznaczyła.
– Rząd federalny już dawno przegapił najlepszy moment na zakończenie Nord Stream 2. Niemniej musi wreszcie działać. Długoterminowe szkody polityczne mogą być znacznie większe niż ekonomiczne koszty wstrzymania budowy – podkreśliła.
– Gdy Polska i państwa bałtyckie sprzeciwiały się projektowi rosyjskiej firmy, niemieccy politycy nie traktowali ich poważnie i wyśmiewali nadmierną krytykę Rosji – zauważyła Claudia von Salzen. – Francja również radzi Niemcom wstrzymanie rurociągu Nord Stream 2. Francuski sekretarz stanu ds. Europy ujawnił w wywiadzie, że jest za zatrzymaniem prac przy NS2 w odpowiedzi na aresztowanie lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego – zaznaczyła. Więcej o tym pisaliśmy we wcześniejszym artykule.
– Nie można łatwo zignorować sprzeciwu Paryża. Prezydent Francji Emmanuel Macron w ostatnich latach stawia na zbliżenie z Rosją, a francuska firma Engie jest także jednym z inwestorów finansowych w Nord Stream 2 – podkreśliła. Jej zdaniem w świetle tych faktów ostatnie apele Francji, by wycofać się z budowy niemiecko-rosyjskiego gazociągu, są znaczące.
– Rodzą się dzieci z bezmózgowiem, bezczaszkowiem, bez powłok brzusznych, z wnętrznościami na wierzchu. Jeśli takie dzieci będą się teraz rodzić, to wielka szkoda, że nie ma prawa o eutanazji, bo lepiej byłoby takie dziecko za pomocą zastrzyku bezboleśnie pozbawić życia, niż pozwolić żeby w męczarniach konało, w konwulsjach i bólu – powiedziała w programie „Strefa Starcia” w TVP INFO posłanka Lewicy Joanna Senyszyn.
Teza Joanny Senyszyn, że współcześnie narodziny dziecka obarczonego ciężką chorobą oznaczałyby dla niego ogromny ból, nie znajduje potwierdzenia w aktualnej wiedzy specjalistów. – Dziecko przy większości wad w ogóle nie czuje bólu. W brzuchu matki jest mu ciepło i wygodnie, a gdy się urodzi i ma zaburzenie związane z silnym bólem, jak np. łamliwość kości, neonatolodzy oraz pediatrzy wiedzą, jakie leki podawać, by nie cierpiało. Argument o męczeniu dziecka wynika z niewiedzy – podkreśliła w jednym z wywiadów prof. Joanna Szymkiewicz-Dangel, pediatra, kardiolog, współzałożycielka pierwszego w Polsce Hospicjum Perinatalnego. – Nigdy nie zdarzyła się nam sytuacja, żebyśmy nie potrafili opanować bólu – zaznaczyła z kolei położna Joanna Krzeszowiak, współzałożycielka Wrocławskiego Hospicjum Perinatalnego.
Lewicowa posłanka na antenie TVP INFO starła się z rzeczniczką Prawicy Rzeczypospolitej i działaczką pro-life Lidią Sankowską-Grabczuk. – Czy państwo zdają sobie sprawę z tego, że większość wad rozwojowych dzieci, bardzo poważnych, śmiertelnych, jest diagnozowanych po urodzeniu dziecka? Zatem: czy kolejnym krokiem dla Lewicy eutanazja dla dzieci? – pytała Sankowska-Grabczuk. Odpowiedź okazała się być twierdząca.
– Tak, oczywiście byłaby lepsza eutanazja – potwierdziła Senyszyn. – Żyjemy w XXI wieku i 90% dzieci, które mają jelita na wierzchu, da się wyleczyć – ripostowała Sankowska-Grabczuk.
Wojewoda śląski Jarosław Wieczorek poinformował o zgonie 90-letniej kobiety niedługo po przyjęciu przez nią szczepionki na COVID-19. – Pamiętajmy, że procent zaszczepionej populacji jest coraz wyższy, a śmierć jest nieodłącznym elementem życia. Odpowiednie komisje będą to dogłębnie weryfikować, będą to badać – stwierdził.
– Jest zdecydowanie za wcześnie, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski. To osoba starsza, dość schorowana, byłbym bardzo ostrożny w ocenie, czy mogło się to szczepienie przyczynić do śmierci, czy też nie – powiedział wojewoda. Zmarła kobieta przyjęła szczepionkę przeciw COVID-19 w punkcie szczepień w Mysłowicach.
Jak wynika z raportu o niepożądanych odczynach poszczepiennych, umieszczonego na stronie gov.pl, od 27 stycznia kobieta miała gorączkę od 38 do 38,4 st. Celsjusza, cierpiała na biegunkę i wymioty. Odnotowano u niej również powikłania w postaci obrzęku płuc, podejrzewano także zapalenie płuc. Chora zmarła 29 stycznia w wieku 90 lat.
Wcześniej w Polsce odnotowano trzy zgony, które miały miejsce w niedługim czasie po podaniu szczepionki przeciw COVID-19. 25 stycznia w naszym kraju ruszyły szczepienia seniorów. Pierwszym zaszczepionym okazał się być Włodzimierz Czechowski, były poseł Samoobrony, od 1955 roku do samorozwiązania członek PZPR. Pisaliśmy o tym szerzej we wcześniejszym artykule.
Papież Franciszek / fot. Jeffrey Bruno, wikimedia commons
W dniach 5-8 marca papież Franciszek uda się z pielgrzymką apostolską do Iraku. Podkreślił, że chciałby, żeby ludzie „zobaczyli, że papież jest w ich kraju”, nawet jeśli większość widziałaby go tylko w telewizji ze względu na wymogi dystansu społecznego.
„Jestem pasterzem ludzi cierpiących” – powiedział w wypowiedzi dla Catholic New Service (CNS), dziennika Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych. Podróż papieża do Iraku odbędzie się na początku marca, o ile nie pojawi się tam poważna nowa fala zakażenia koronawirusem. Oprócz kwestii epidemiologicznych, Irak zmaga się z pogarszającym stanem bezpieczeństwa w niektórych częściach kraju i jest po pierwszym dużym zamachu samobójczym w Bagdadzie od trzech lat.
Patriarcha irackiego chaldejskiego kościoła katolickiego powiedział w zeszłym tygodniu, że papież spotka się z najwyższym szyickim duchownym muzułmańskim w kraju, wielkim ajatollahem Alim al-Sistanim.
Irak od wieków był domem wspólnot chrześcijańskich. Setki tysięcy chrześcijan uciekło przed przemocą na tle religijnym po upadku Saddama Husajna lub zostało wypędzonych, gdy Państwo Islamskie zajęło większość północy kraju w 2014 roku.
Francuskie władze chcą, żeby Niemcy wycofały się z kontynuowania budowy gazociągu Nord Stream 2. – Zawsze mówiliśmy, że mamy największe wątpliwości co do tego projektu – podkreślił francuski minister do spraw europejskich Clement Beaune.
Minister potwierdził w wywiadzie dla radia France Inter, że jego kraj zwrócił się do Niemiec z apelem o wycofanie się z Nord Stream 2. Miałby to być element sankcji po zatrzymaniu w Moskwie lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego.
Zapytana o sprzeciw Francji, rzeczniczka Merkel powiedziała w poniedziałek 1 lutego, że „rząd nie zmienił swojego podstawowego stanowiska” i nadal popiera Nord Stream 2. Jednocześnie potępiła brutalne tłumienie protestów w Rosji i wezwała do „natychmiastowego uwolnienia” zatrzymanych demonstrantów, a także samego Nawalnego.
Zdaniem francuskiego ministra ds. europejskich dotychczasowe sankcje na Rosję nie wystarczą. – Rozważamy opcję Nord Stream – powiedział Beaune, odnosząc się do możliwości zablokowania dalszej budowy gazociągu. Zaznaczył jednak, że „to decyzja należąca do Niemiec, ponieważ gazociąg jest w Niemczech”.
Stanowisko francuskich władz wzmacnia politykę wobec rosyjsko-niemieckiego projektu, którą dotychczas prowadziły m.in. USA i Polska. Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na wykonawców tego gazociągu. Budowa rurociągu zwiększy zależność Niemiec i całej Unii Europejskiej od dostaw rosyjskiego gazu ziemnego.
To rurociąg o wartości 10 miliardów euro (11 miliardów dolarów), który będzie przebiegał pod Morzem Bałtyckim i ma podwoić dostawy rosyjskiego gazu ziemnego do Niemiec, największej gospodarki Europy. Prace nad nim wznowiono w grudniu, po prawie rocznej przerwie spowodowanej sankcjami amerykańskimi.
Wyszukiwarka Google może już wkrótce nie był dostępna dla mieszkańców Australii. Wszystko przez projekt przedstawiony przez tamtejszy rząd, aby internetowi giganci musieli płacić za treści z australijskich stron, do których linkują w swoich portalach. O wycofanie się z planów zaapelował do Australii szef Facebooka.
Szef Facebooka Mark Zuckerberg zaapelował do władz Australii, aby złagodziły proponowane przepisy prowadzące do zmuszenia gigantów technologicznych do płacenia za wiadomości pochodzące z lokalnych mediów. – Biznesom medialnym należy płacić za treści – podkreślił przedstawiciel australijskiego rządu Josh Frydenberg.
– Nie reagujemy na groźby. Australia ustala nasze zasady dotyczące tego, co możesz robić w Australii. Zrobiono to w naszym Parlamencie. Robi to nasz rząd. I tak właśnie jest w Australii – podkreślił premier Scott Morrison. Jedną z gróźb jest wyłączenie Australijczykom wyszukiwarki Google. Taką zapowiedź wystosował amerykański gigant technologiczny.
Przepisy, nad którymi aktualnie pracują australijscy parlamentarzyści, uderzają w dwóch gigantów internetowych – Facebook i Google. Oba koncerny miałyby udostępniać treści z australijskich mediów odpłatnie, po uprzednim uzgodnieniu ceny z ich właścicielami. Gdyby takie negocjacje się nie powiodły, miałby do działania wkraczać państwowy arbiter, wyznaczony przez rząd.
Minister Zdrowia wspólnie z Ministrem Rolnictwa i Rozwoju wsi podjęli decyzję o likwidacji całej fermy norek z powiatu kartuskiego. Adam Niedzielski poinformował, że inspektorzy sanepidu wraz z weterynarzami ustalili ognisko koronawirusa. Chorobę wykryto u czterech osobników z 20 przebadanych.
Dzisiaj Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zamieściło informacje i likwidacji całej fermy norek z powiatu kartuskiego w województwie pomorskim, gdzie wykryto ognisko koronawirusa. Zgodnie z ministerialną adnotacją, Minister Grzegorz Puda został poinformowany o całej sytuacji na fermie już 30. stycznia.
Sanepid wraz z weterynarzem wykryli chorobę u czterech osobników z dwudziestu bezpośrednio narażonych. Kartuska ferma norek liczy sobie łącznie 5845 osobników. Minister Zdrowia, Adam Niedzielski potwierdził, że ubój będzie dotyczyć całego stada, nie tylko przebadanych osobników.
Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi został poinformowany 30.01.2021 r. po południu przez dyrektora Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach o potwierdzeniu pierwszego przypadku zakażenia SARS-CoV-2 u zwierząt futerkowych (norki) w Polsce. Więcej➡️https://t.co/m5rMXPwOFxpic.twitter.com/xcXJN3Kqzu
— Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (@MRiRW_GOV_PL) January 31, 2021
Niedzielski i Puda bezkarni?
Adam Niedzielski oraz Grzegorz Puda oskarżani są przez przedstawicieli Polskiego Przemysłu Futrzarskiego. Zarzucają oni ministrom za daleko idące rozwiązania, niewspółmierne do stanu faktycznego. Przypomnieli również fakt, iż inne rządy w Europie wypłacają za likwidację zakażonych ferm kilkadziesiąt euro od sztuki.
“Niestety, spełniły się najczarniejsze scenariusze. Rozporządzenie wydane przez ministra Grzegorza Pudę, nie przewiduje żadnych odszkodowań za eksterminowane zwierzęta. To ewenement na skalę całej Europy” – czytamy w oświadczeniu.
Należy przypomnieć, iż w Danii za podobny proceder został wówczas usunięty z funkcji ministra rolnictwa Mogen Jensen, a premier płacząc na wizji przepraszała hodowców za wyrządzone straty, gdy wykazano błędy w badaniach na COVID-19.
“Hodowcy z Danii, po negocjacjach z tamtejszym rządem otrzymają ponad 800 euro za ubitą sztukę. W sumie duńscy hodowcy dostaną w przeliczeniu blisko 11 mld zł. W Polsce, rząd Prawa i Sprawiedliwości nie przewidział żadnych rekompensat ani odszkodowań dla hodowców. Działania te uważamy za bezprawne i w najbliższych dniach wystąpimy z pozwem zbiorowym przeciwko Skarbowi Państwa” – apelują przedstawiciele branży futerkowej.
W tej chwili trwa wywłaszczanie polskich rolników w biały dzień. Okazuje się, że w Polsce @pisorgpl można pozbawić obywateli własności, nie gwarantując żadnych odszkodowań za decyzję państwa. Wzywamy @PremierRP do natychmiastowych działan, w celu zatrzymania tego bezprawia! pic.twitter.com/rmMATAkjQq
“Apelujemy do Pana Premiera Morawieckiego do natychmiastowego zatrzymania tego bezprawia. Żądamy przeprowadzenia audytu w Ministerstwie Rolnictwa, aby ustalić jak zostało i kto stworzył to prawo” – powiedział Marek Miśko.
Sprawa została przekazana Ministerstwu Rolnictwa po tym, gdy wykryto przypadek zakażenia koronawirusem u właścicieli fermy futrzarskiej. Wówczas państwowe instytucje na polecenie Ministra Grzegorza Pudy i Adama Niedzielskiego przebadali zwierzęta, u których również wykryto chorobę.
Dr Włodzimierz Bodnar zasłynął w ostatnich tygodniach innowacyjną metodą leczenia koronawirusa, opartą o lek nazywany amantadyną. Jednak nie może zdobyć dla swojej metody przychylności ministerstwa zdrowia. – Szpitale zamieniają się w umieralnie – ocenia lekarz. – Doradcy rządowi rozpowszechniają opinię, iż jestem szarlatanem – twierdzi.
– Doradcy rządowi rozpowszechniają opinię, iż jestem szarlatanem. To łatwe, bo obmawianie nic nie kosztuje. Nikt dotąd jednak nie zakwestionował stosowanej przeze mnie metody leczenia. Nikt nie starał się nawet udowodnić, że jest niewłaściwa. To tak, jakbym bił się z powietrzem. Świat medycyny jest zhierarchizowany i powiązany z koncernami farmaceutycznymi. Przypuszczam, iż taka może być przyczyna moich niepowodzeń – mówi w wywiadzie dla lokalnego portalu dr Włodzimierz Bodnar, który w ostatnim czasie zasłynął w Polsce leczeniem koronawirusa amantadyną.
– Ministerstwo Zdrowia obiecało powołanie dwóch zespołów badawczych. Już wiem, że jeden z nich, który został podany do publicznej wiadomości, będzie badał aspekty niezwiązane ze sprawą i z moim schematem. Drugi zespół na razie nie powstał – informuje. – Przeszkodą pozostaje tylko nędza umysłowa i bezinteresowna zawiść – ocenia.
– Dzięki mojej metodzie Polska mogłaby stać w światowej czołówce państw walczących z pandemią. Powszechne stosowanie amantadyny spowodowałoby masowe wyzdrowienia. Lek działa już w czasie 48 godzin od podania. Po tygodniu pacjent zdrowieje – przekonuje. – Od marca ub. r. dobijałem się do Ministerstwa Zdrowia, do profesorów oraz instytutów naukowych. Spotykałem się z milczeniem, odmową, czasem wręcz arogancją. To tak jakbym uderzał głową w beton – relacjonuje.
– Mamy jeden z najwyższych w Europie wskaźnik śmiertelności. Dotyczy on wszystkich zgonów. Nikt nas nie leczy. Przychodnie są zamknięte, do specjalistów dostać, a nawet dodzwonić się nie sposób. Szpitale zamieniają się w umieralnie – zauważa.
– To, o czym warto pamiętać, to że nie u wszystkich szczepionka spowoduje wytworzenie się przeciwciał: dotyczy to głównie osób w podeszłym wieku. Trzeba też pamiętać, iż szczepionka ma charakter sezonowy. Ponieważ wirus mutuje, w następnym roku może już nie być skuteczna – zauważa. – Jest jeszcze inne zagrożenie, którego nie można zlekceważyć. Wielu ozdrowieńców umrze niestety za kilka lat. COVID-19 powoduje bowiem poważne problemy neurologiczne oraz włóknienie, czyli zmniejszenie się płuc. Amantadyna działa nie tylko przeciwwirusowo, lecz także przeciwobrzękowo i przeciwbakteryjnie, a także regenerująco na płuca. Lek ten likwiduje uboczne skutki przebytego COVID – pod warunkiem, że zostanie podana szybko. Najlepiej na początku choroby. Staramy się także leczyć tzw. „ozdrowieńców” do dwóch miesięcy po pierwszych objawach – podkreśla.
Optymizm dr Bodnara w kontekście amantadyny studzi dr n. med. Wojciech Domka, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Rzeszowie. – Nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć, czy amantadyna pomaga w leczeniu pacjentów zakażonych wirusem COVID. Być może tak. Być może dr Bodnar ma rację. Jednak dopóki nie uzyskamy wiarygodnych wyników po prawidłowo przeprowadzonym badaniu, nie wolno twierdzić, że amantadyna u tych chorych działa. I nie wolno jej u tych chorych stosować. Gratuluję koledze Bodnarowi zaangażowania i przenikliwego myślenia. Jeżeli okaże się, że amantadyna rzeczywiście działa u pacjentów zakażonych COVID, będę chciał jako jeden z pierwszych złożyć mu gratulacje – mówi.
Zwolennicy stosowania amantadyny w leczeniu koronawirusa znajdują się także wśród polityków. To choćby wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, czy politycy Konfederacji.