Główny Urząd Statystyczny

Media Narodowe / fot. Media Narodowe

  • Minister finansów to jedno z najdłużej nieobsadzonych stanowisk w rządzie Mateusza Morawieckiego
  • Portal Polska Times ustalił, że w przyszłym tygodniu nowym ministrem finansów zostanie Magdalena Rzeczkowska
  • Rzeczkowska od 2020 r. pełni funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów oraz szefa Krajowej Administracji Skarbowej (KAS)
  • 48-latka ma męża i trzech synów, jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (1998) oraz studiów podyplomowych w zakresie integracji europejskiej na Uniwersytecie Warszawskim – Centrum Europejskie (2001)
  • Zobacz także: Ukraińcy w Mariupolu: Zostało nam kilka godzin życia [+WIDEO]

Nowa minister finansów

W latach 1998-2002 r. Rzeczkowska pracowała w Głównym Urzędzie Ceł, a od 2002 r. pracuje w Ministerstwie Finansów. Brała aktywny udział w działaniach związanych z akcesją Polski do Unii Europejskiej, współtworzyła ustawę Prawo celne i przepisy wykonawcze. W 2016 r. koordynowała całość procesu wdrożenia nowych przepisów unijnego Kodeksu celnego.

Rzeczkowska przeprowadziła reformę w zakresie dokonywania odpraw celnych, a także elektronizacji obsługi procesów celnych (obecnie 100 proc. zgłoszeń celnych jest obsługiwanych elektronicznie).

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

Rosja

Fabryka w Kinewszmie jeden z największych producentów rozpuszczalników chemicznych w Rosji, zlokalizowany ok. 950 km od granicy z Ukrainą. / fot. Twitter

Rosyjskie media poinformowały, że doszło do ogromnego pożaru w Dmitrowskich Zakładach Chemicznych w Kineszmie w obwodzie iwanowskim.

Fabryka w Kineszmie to jeden z największych producentów rozpuszczalników chemicznych w Rosji. Obiekt znajduje się około 950 km od granicy z Ukrainą.

Wcześniej do pożaru doszło w wojskowym instytucie badawczo-naukowym rosyjskiego ministerstwa obrony w Twerze, około 150 km od Moskwy. Według nieoficjalnych informacji, w instytucie miano pracować nad pociskami rakietowymi Iskander.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Tysol

Ramzan Kadyrow

Mariupol. Widok na zakłady Azowstal. / fot. PAP/EPA/OLEG PETRASYUK Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Ramzan Kadyrow zakomunikował, że siły rosyjskie zajęły Mariupol
  • Szef Czeczenii poinformował, że oddziały FR przejęły kontrolę nad strategicznie ważnym budynkiem administracyjnym w zakładach Azowstal
  • Kadyrow dodał, że Ukraińcy “zostali zablokowani pod grubą warstwą betonu wewnątrz zakładu”
  • Dzięki zajęciu Mariupola Moskwa domknie lądowe połączenie Krymu z Rosją
  • Morze Azowskie stanie się tym samym de facto morzem wewnętrznym Rosji
  • Zobacz także: Ukraińcy w Mariupolu: Zostało nam kilka godzin życia [+WIDEO]

Ramzan Kadyrow ogłosił zajęcie Mariupola

Mariupol należy do nas. Miasto zostało zajęte definitywnie i całkowicie. Przejęto kontrolę nad strategicznie ważnym budynkiem administracyjnym zakładu Azowstal i oczyszczono wszystkie sąsiednie tereny.

– napisał Kadyrow na swoim kanale w serwisie Telegram.

Ukraińcy zostali zablokowani pod grubą warstwą betonu wewnątrz zakładu.

– dodał zausznik Putina.

Kadyrow twierdzi, że siły rosyjskie podczas szturmu napotkały na pewne komplikacje.

Nacjonaliści wykorzystywali cywilów jako zakładników i wybierali pozycje strzeleckie w pobliżu lub wewnątrz budynków mieszkalnych.

– wskazywał Kadyrow.

Mariupol był oblężony od początku marca. Nie wiadomo tak naprawdę, ilu ludzi zginęło w gruzach miasta. Wstępne szacunki mówią nawet o 20 tysiącach ofiar.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

Prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Jerzy Kwaśniewski

Prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Jerzy Kwaśniewski / Fot. Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Zobacz także: Koran płonie? Płonie Szwecja! Kawęcki: „Tworzenie euroislamu nieskuteczne” [NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Jakie są wnioski misji obserwacyjnej po wyborach, które odbyły się na Węgrzech?

Jerzy Kwaśniewski: Spędziliśmy na Węgrzech dwa tygodnie. Wcześniej przygotowywaliśmy się, przez wiele tygodni, studiując zarówno przepisy węgierskie, jak i obserwując węgierską kampanię wyborczą oraz węgierskie media. Wnioski z tego są takie, że wybory zostały przeprowadzone w sposób prawidłowy. Wszystkie strony tego politycznego wyścigu bardzo intensywnie angażowały się w kampanii wyborczej i miały możliwość takiego właśnie wolnego angażowania się w kampanię wyborczą. Dokonali wyboru, który w świetle standardów międzynarodowych, demokratycznych był wolny, był nieskrępowany i powszechny. Udział 70% Węgrów też bardzo wiele mówi o zaangażowaniu społeczeństwa węgierskiego w te wybory.

Z całą pewnością nie doszło do żadnych nieprawidłowości, które mogłyby jakkolwiek wpłynąć na wynik wyborczy. Warto podkreślić że pomimo tego, że początkowo nawet misja Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) dostrzegała jakieś nieprawidłowości, co krytykowaliśmy, bo powielała zarzuty opozycji węgierskiej, nie weryfikując ich, to ostatecznie również misja OBWE, która tego samego dnia co my, ogłosiła swój wstępny raport, na proste pytanie, czy cokolwiek mogło wpłynąć, w tym jakaś nieuczciwość, na to, że partia rządząca dostała większość konstytucyjną, odpowiedziała głosem swoich ekspertów, że nie, czegoś takiego stwierdzić nie można. Rzeczywiście przewaga niemalże 20%, koalicji rządzącej nad sojuszem całej, niemalże, opozycji, to jest wynik, którego nie da się zakwestionować. To jest jednoznaczne zwycięstwo Viktor’a Orbán’a, Fidesz i KDNP. To też ani misja OBWE, ani nasza misja żadnych istotnych nieprawidłowości w czasie kampanii nie stwierdziła.  

Piotr Motyka: Jaka była przyczyna powołania tej misji obserwacyjnej?

Jerzy Kwaśniewski: Rok temu stworzyliśmy „Sojusz dla dobra wspólnego”. To jest międzynarodowa organizacja, która zrzesza organizacje obywatelskie z Europy, w szczególności z Europy Środkowej. Te wybory, które odbywały się na Węgrzech, budziły szczególne zainteresowanie, z tego względu, że jak wiemy Węgry i Polska są pod potężnym naciskiem, presją środowisk międzynarodowych i Unii Europejskiej, które zarzucają naruszenie praworządności, naruszenie zasad demokracji naszym państwom. Istniała obawa, że może dojść do podważenia wyników demokratycznych wyborów, w szczególności sformułowania jakiś być może fałszywych zarzutów, co do przebiegu tych wyborów po to, żeby niedemokratycznie obalić węgierski rząd. Dzięki temu, że mogliśmy się tam pojawić jako niezależni obserwatorzy, mogliśmy również recenzować i patrzeć na ręce międzynarodowym instytucjom, które te wybory też chciały obserwować, takim właśnie jak OBWE, czy z Unii Europejskiej, co do których zbyt wielkiego zaufania nie mieliśmy.

Zresztą już na samym początku naszej misji obserwacyjnej to się potwierdziło, bo OBWE na półtora tygodnia przed wyborami wydało tak zwany „interim report”, czyli raport wstępny, w którym powielono najróżniejsze zarzuty wobec wyborów sformułowane przez opozycję. Nie przedstawiono stanowiska drugiej strony wyścigu, nie zweryfikowano tych zarzutów. Innymi słowy OBWE włączyło się w kampanię wyborczą, nadając tym zarzutom, że na Węgrzech nie ma wolnych mediów, nie ma wolnej kampanii politycznej, powagę instytucji międzynarodowej. Oczywiście ten wstępny raport OBWE był natychmiast wykorzystany przez opozycję w walce politycznej. Tym samym organizacja międzynarodowa naruszyła zasadę neutralności, rzetelności swojego działania. Dlatego my niezwłocznie wydaliśmy własny raport, w którym przede wszystkim przypomnieliśmy, jakie są standardy misji międzynarodowych, że nas obowiązuje neutralność, niezaangażowanie w proces wyborczy. Jeżeli chcemy jakieś zarzuty sformułować to powinniśmy wysłuchać wszystkich stron i zweryfikować następnie w świetle obiektywnych danych zarzuty zanim je opublikujemy. Te wszystkie zasady zostały przez OBWE naruszone.

Mamy wyraźne sygnały z Węgier, że nasz raport, który bardzo szeroko rozszedł się w mediach węgierskich, najwyraźniej ostudził zapał OBWE do angażowania się w wybory. OBWE wiele ryzykowało, w tym swój autorytet i ostatecznie ich raport końcowy był bardzo podobny do naszego raportu, nie stwierdzając żadnych istotnych naruszeń. Jest to pewnym sensie także zasługa  zaangażowania „Sojuszu dla dobra wspólnego”, tych organizacji, które pod marką Ordo Iuris, wspólnie wystawiły swoją misję obserwacyjną, że w pewnym sensie powstrzymaliśmy zakusy organizacji międzynarodowych na wpływanie na kampanię wyborczą na Węgrzech. Nasze stanowisko w żadnej mierze nie wspierało rządu, przypominało jedynie międzynarodowe standardy i dokonało obiektywnej recenzji raportu wstępnego OBWE. To zostało odebrane na Węgrzech bardzo pozytywnie, jako wzór tego, jak powinny zachowywać się zagraniczne środowiska na Węgrzech, czyli neutralnie obserwować, obiektywnie komentować. Jak wiemy Unia Europejska, czy OBWE i inne organizacje międzynarodowe, przywykły do tego, że nikt im na ręce nie patrzy i przywykły do naruszania zasady neutralności.

Swoją drogą tą zasadę, poza OBWE, które robiło to dość delikatnie, w sposób bardzo ordynarny łamała Unia Europejska. W toku całej kampanii podejmowano szereg działań, które były bezpośrednimi atakami na rząd węgierski i bezpośrednim wsparciem dla opozycji. W pewnym sensie Unia Europejskiej jawiła się jako sojusznik opozycji, kolejny koalicjant w tych wyborach. A trzeba pamiętać, że Unia Europejska, w szczególności Komisja Europejska jest traktatowo zobowiązana do neutralności politycznej. Tutaj też widzieliśmy bardzo poważne zagrożenie. Zresztą rozmawialiśmy na miejscu i z koalicją rządząca i z opozycją, ngo’sami prawicowymi i lewicowymi, ale też z sędziami Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, z licznymi urzędnikami. Wiele tych środowisk wypominało nacisk Unii Europejskiej, jako istotny element, który utrudnia taką wolną kampanię wyborczą na Węgrzech.

Należy pamiętać, że po stronie opozycyjnej jest partia nacjonalistyczna Nasza Ojczyzna (Mi Hazánk), czyli partia, która startowała niezależnie i nie weszła do tej szerokiej koalicji antyrządowej, od Jobbiku do komunistów. Była ona również krytykowana przez instytucje międzynarodowe, ale była też pod największą presją big techu międzynarodowego, bo to tej partii i jej liderowi László Toroczkai’owi, zlikwidowano profil na Facebook’u. Innymi słowy główny kanał komunikacyjny, gdyż ta partia inwestowała przede wszystkim w media społecznościowe.

Piotr Motyka: Jak w tym kontekście postrzega Pan, to, że w tę kampanię wyborczą aktywnie włączali się też zagraniczni politycy?

Jerzy Kwaśniewski: Było tak, ale tutaj są mniejsze zarzuty, bo to inna sytuacja, niż neutralna organizacja międzynarodowa, która łamie swoje traktatowe zadania. Co innego, jeśli robią to politycy zagraniczni, którzy mogą mieć swoje sympatie i antypatie. Były premier Polski Donald Tusk może chciał spotkać się z Jobbikiem, bo jest mu do niego blisko. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski miał oczywisty interes we wspieraniu na Węgrzech tych, którzy chcieli się mocniej zaangażować w wojnę ukraińską. To były dosyć oczywiste interesy i tak to też było na Węgrzech odbierane. Pretensji mieć o to nie można, każdy kraj realizuje przecież swoje interesy i my również oczekiwalibyśmy od Węgier większego zaangażowania na rzecz Ukrainy. Istotne pretensje o zaangażowanie w sprawy wewnętrzne Węgier można mieć natomiast do Unii Europejskiej, OBWE albo do Facebook’a – bo organizacje międzynarodowe i międzynarodowi monopoliści, w odróżnieniu od państw, powinny zachowywać neutralność w czasie kampanii wyborczej.

Piotr Motyka: Czy uważa Pan, że misja obserwacyjna, której trzon stanowili Polacy, w czasie trwającej w Polsce, przedwyborczej nagonki na Węgry, została odebrana jako wyraz szacunku dla narodu węgierskiego?

Jerzy Kwaśniewski: Naszą obecność odbierano bardzo pozytywnie, a mieliśmy tam okazję porozmawiać naprawdę ze wszystkimi. Rozmawialiśmy z przedstawicielami środowisk akademickich, z wykładowcami z wydziału prawa kilku uczelni, z przedstawicielami opozycji, socjalistami, partią zielonych, nawet z Węgierską Partią Psa o Dwóch Ogonach (Magyar Kétfarkú Kutya Párt), także z partią Mi Hazánk, oczywiście z przedstawicielami Fidesz’u. Rozmawialiśmy też z węgierską odmianą OKO.press, czyli otwarcie stronniczym portalem dziennikarstwa śledczego Átlátszó, z ngo’sami.

Piotr Motyka:Jak wygląda rynek medialny na Węgrzech?

Jerzy Kwaśniewski: Jedna z naszych grup roboczych zajmowała się mediami. Nasze wyniki dotyczące mediów były nadzwyczaj interesujące. Powszechnie zarzuca się Węgrom, że potężną przewagę mają media rządowe i ta narracja jest narzucana. Tymczasem zbadaliśmy to bardzo rzetelnie na podstawie danych statystycznych, danych kapitałowych i to danych zarówno Reutersa, publikowanych niedawno, jak i danych jednego z węgierskich instytutów badawczych, który badał udział w rynku poszczególnych kanałów, oglądalność, słuchalność, czytelność czy czytelnictwo poszczególnych gazet. Okazało się, że summa summarum, środowiska liberalno – lewicowe mają przewagę. Nie jest to przewaga zdecydowana, bo jest to mniej więcej jak 60% do 40%.

Wśród kanałów telewizyjnych media sprzyjające opozycji dominują. A telewizja wciąż pozostaje na pierwszym miejscu wśród kanałów dostępu do informacji. Najbardziej oglądanym kanałem, który ma niemal 20% udziałów w rynku, a 80% Węgrów przynajmniej raz w tygodniu go ogląda, to RTL Klub. Zdecydwanie wiodąca telewizja i z pewnością jest antyrządowa, wspiera bezpośrednio opozycję. Taką telewizją, która również wspiera opozycję jest ATV, to telewizja prywatna, z kapitałem protestanckim. W rozmowie z  liderem opozycyjnego Mi Hazánk, dowiedziałem się, że to była telewizja, która dawała mu możliwość swobodnego prezentowania swojego programu, więc też służyła jako platforma dla tych, którzy gdzie indziej mogli być wykluczeni, ponieważ RTL Klub w ogóle nie pozwalał Mi Hazánk na obecność. Później jest telewizja TV2, która trochę bardziej wspierała rząd, niż opozycję. Oczywiście są kanały publiczne, dla niepoznaki tak zwane i są to kanały prorządowe, tak samo jak w Polsce, ale one mają tam o wiele mniejsze znaczenie, niż polska telewizja publiczna.

To był ciekawy wynik badania, gdyż się po prostu okazało, że ta przestrzeń medialna jest zrównoważona, o wiele bardziej niż w naszym kraju. Również w radio, czy w prasie, są obecne bardziej prawicowe i bardziej lewicowe środowiska. Tam rzeczywiście silni przedsiębiorcy węgierscy mocno zainwestowali w prasę i portale internetowe w ostatnich latach, powołali też taką fundację (A Közép-Európai Sajtó és Média Alapítvány, KESMA – przyp. red.), która ma wygenerować efekt skali, łączac te różne outlety medialne. Dzięki temu ta prywatna, konserwatywna strona mediów jest wzmocniona, ale wciąż nie ma przewagi. To też zawarliśmy w naszym raporcie, posługując się bardzo twardymi danymi, bo wiedzieliśmy, że jest to za kontrowersyjna teza i nie można jej tak po prostu powiedzieć, tylko trzeba się oprzeć na weryfikowalnych źródłach.

Piotr Motyka: W czasie wybrów odbywało się również referendum dotyczące ochrony dzieci przed demoralizacją, jak ono jest postrzegane?

Jerzy Kwaśniewski: To jest ciekawa historia. Rzeczywiście kampania opozycji, wielu ngo’sów lewicowych oraz organizacji politycznych lgbt, była kampanią za bojkotem referendum. Doskonale zdawały sobie sprawę, zarówno środowiska polityczne lgbt, jak i lewicowa koalicja, że w referendum, które było referendum o wulgarnej edukacji seksualnej w szkołach, wzywanie do głosowania za wulgarną edukacją seksualną, za ideologią gender, za idelologią lgbt w szkołach będzie samobójstwem politycznym na Węgrzech, w związku z czym wzywano do bojkotu. I ta odezwa do bojkotu była częściowo skuteczna, bo rzeczywiście obniżyła frekwencję referendalną, przy ogólnej frekwencji wyborczej około 70%, wyniosła nieco ponad 46%, poniżej wymaganych 50%, czyli wynik referendum jest niewiążący. Z drugiej strony jednak, absolutna większość głosujących opowiedziała się przeciwko wulgarnej edukacji seksualnej oraz ideologii gender i lgbt w szkołach. I dodatkowo jeszcze, na co warto zwrócić uwagę, spośród głosujących na partie opozycyjne, istotna część nie posłuchała wezwania do bojkotu i zagłosowała zgodnie ze stanowiskiem rządu, przeciwko ideologii gender, lgbt i wulgarnej edukacji seksualnej.

To pokazało, jak bardzo Węgrzy są jednak jednolici względem pewnych pryncypiów cywilizacyjnych. Nawet jeśli głosują za opozycją, gdyż z tego, czy innego względu nie popierają Fideszu, to i tak w kwestiach fundamentalnych, cywilizacyjnych istotna część z nich wypowiada się jednym głosem. To swoją drogą dobrze świadczy o Węgrach, którzy mają dobre wyczucie, dobre rozeznanie. Wielokrotnie, kiedy rozmawialiśmy z osobami zaangażowanymi w kampanię referendalną, z którymi się spotkaliśmy, choć na przykład Budapest Pride odmówiło nam spotkania, choć chcieliśmy spotkać się z oboma stronami tego sporu, to słyszeliśmy, że gdyby nie wojna na Ukrainie, która całkowicie zdominowała kampanię wyborczą, bo Węgry się zaangażowały nieprawdopodobnie w pomoc humanitarną dla Ukrainy i to rzeczywiście całkowicie zdominowało narrację, to referendum mogłoby być skuteczne, być może więcej osób, o te kilka procent stawiłoby się, by zagłosować w referendum, które byłoby wiążące.

Piotr Motyka: Od jakiego czasu współpracują Państwo z organizacją Centrum Praw Podstawowych (Alapjogokért Központ) ?

Jerzy Kwaśniewski: Współpracujemy od 2017 roku. To jest organizacja dosyć podobna w charakterze działania do Instytutu Ordo Iuris, bez tego elementu interwencji procesowej, sądowej, ale też działająca na poziomie międzynarodowym, lobbująca na poziomie krajowym, też jednoznacznie wypowiadająca się w obronie cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej. Różni nas niezależność, Instytut Ordo Iuris jest całkowicie niezależny, nie jest finansowany ze środków publicznych, zaś węgierskie Centrum Praw Podstawowych jest finansowane w istotny sposób ze środków publicznych, grantów publicznych, albo też przez przedsiębiorców. Nie jest to taki prywatny fundraising, właściwy dla Instytutu Ordo Iuris, ale działamy w bardzo podobnym kierunku. W tej konkretnej misji obserwacyjnej, z oczywistych względów, Centrum Praw Podstawowych nie było bezpośrednio zaangażowane jako podmiot węgierski i podmiot wprost zaangażowany w kampanię wyborczą po stronie rządowej.

Rzeczą ważną jest, że udało się nam wysłać na tę misją obserwacyjną międzynarodowe środowisko. To też pozwoliło, w pewnym sensie, wejść w przyjazne współzawodnictwo z OBWE. W misji brali udział Hiszpanie z dużej organizacji Abogados Cristianos. Byli prawnicy z Bułgarii, którzy organizują ruch na rzecz życia i rodziny, a którzy wygrali przed bułgarskim Trybunałem Konstytucyjnym, sprawę przeciwko „konwencji stambulskiej”. Byli w misji Chorwaci, z którymi współpracujemy blisko, gdyż mamy zarejestrowany Instytut Ordo Iuris w Zagrzebiu. Była grupa ukraińskich ekspertów, którzy z oczywistych względów brali udział tylko w tej pierwszej fazie przygotowawczej w lutym, potem utknęli na Ukrainie, częściowo są na uchodźstwie, po wybuchu wojny, ale zawsze o nich wspominaliśmy, bo na tym pierwszym etapie byli z nami i w istotnym stopniu uczestniczyli w przygotowaniach. Międzynarodowy charakter był dla nas bardzo ważny, ponieważ pokazał, że można w przestrzeni międzynarodowej budować organizacje międzynarodowe, współprace międzynarodową, o profilu konserwatywnym, ale jednocześnie odwołując się do międzynarodowych standardów, tych które są powszechnie uznawane i których nikt nie chce kwestionować, a takimi są właśnie te określające, jak powinny wyglądać wolne, powszechne, demokratyczne wybory.

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad i zorganizowaną przez Państwa misję obserwacyjną wyborów na Węgrzech, Bóg zapłać, a z okazji trwającej Oktawy Wielkanocnej życzę Łask od Chrystusa Zmartwychwstałego, wszystkiego najlepszego i pokoju!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Krzysztof Kasprzak, Fundacja Życie i Rodzina. / Fot. Fundacja Życie i Rodzina.

  • Podczas czwartkowej konferencji prasowej fundacja Życie i Rodzina poinformowała o kontrowersyjnych naciskach rządu
  • Z polecenia ministerstwa zdrowia resort rodziny i polityki społecznej nakazał fundacji na prowadzenie kampani aborcyjnej wśród Ukrainek
  • Wcześniej rząd przygotował specjalne oddziały położnicze, gdzie Ukrainki mogą dokonać aborcji na podstawie wątpliwej deklaracji o gwałcie
  • Fundacja bardzo wyraźnie sprzeciwiła się tym naciskom, deklarując, że nie weźmie udziału w pośrednim zabijaniu dzieci nienarodzonych
  • W oświadczeniu członkowie fundacji poinformowali, że będzie ona zgłaszać popełnienie przestępstwa przez lekarzy-aborterów
  • Zobacz także: Za to NAPRAWDĘ wyrzucono Grabarczyka z partii KORWIN. Znamy treść sądu partyjnego

Fundacja Życie i Rodzina przekazała, że ministerstwo zdrowia nakazało ministerstwu pracy, rodziny i polityki społecznej wywrzeć naciski na fundację pro-life, aby ta informowała ukraińskie kobiety o możliwościach dokonywania legalnej aborcji w Polsce.

To szokujące! Urzędnicy chcą, aby antyaborcyjna fundacja zrobiła coś co jest zupełnym przeciwieństwem celu jej powstania i działania. Warto dodać, że treść wspomnianych ulotek informacyjnych nie łamie w żaden sposób prawa. Z drugiej strony na próżno też szukać adekwatnej reakcji organów państwa, aby powstrzymać ludobójczą aktywność aborterów, którzy od tygodni produkują materiały zachęcające do zrobienia nielegalnej aborcji.

– czytamy w komunikacie fundacji Życie i Rodzina.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdecydowana odpowiedź obrońców życia

Podczas czwartkowej konferencji prasowej Kaja Godek wraz z pozostałymi działaczami fundacji przedstawiła odpowiedź na pismo resortu rodziny i polityki społecznej. Obrońcy życia jednoznacznie przeciwstawili się naciskom ze strony rządu i nie zamierzają podejmować działań informacyjnych, które ułatwiłyby Ukrainkom zabijać nienarodzone dzieci.

Stanowczo podkreślamy, że w sytuacji, gdy Rzeczpospolita Polska ulega presji organizacji feministycznych i zapewnia infrastrukturę do zabijania ukraińskich dzieci, my – obrońcy życia – nie będziemy wspierać żadnych instytucji w tych działaniach. Stoimy na stanowisku, że ludobójstwo może odbywać się różnymi metodami, ale efekt jest zawsze ten sam – eliminacja nacji, które z jakiegoś powodu przeszkadzają. Ludobójstwem może być popełnianie zbrodni wojennych (Putin) lub aborcja w zaciszu szpitali (aborterzy), gdzie zabija się tych, którzy uciekli przed wojną, choć pozostają jeszcze w łonach swoich matek. Fundacja Życie i Rodzina nie będzie brała – nawet pośrednio – udziału w żadnym rodzaju ludobójstwa.

– podkreśliła fundacja.

Aborcja na życzenie dla Ukrainek

Fundacja Życie i Rodzina podkreśliła, że ostatnie decyzje rządu o wyznaczeniu specjalnych oddziałów położniczych, zbiega się w czasie z naciskami ministerstwa. Resort zdrowia stworzył bowiem te oddziały, aby Ukrainki miały ułatwiony dostęp do aborcji na życzenie, wyłącznie na podstawie deklaracji, która wcześniej nie została potwierdzona, że ciąża pochodzi w wyniku gwałtu.

Przedstawiciele Fundacji Życie i Rodzina zapowiedzieli również wystosowanie szeregu pytań w trybie dostępu do informacji publicznej, które mają na celu zweryfikowanie, jak oba ministerstwa chronią życie nienarodzonych dzieci.

Mamy w tej chwili sytuację, w której polska służba zdrowia została zaprzęgnięta do wykonywania aborcji na życzenie, o ile na zabieg zgłosi się obywatelka Ukrainy, a nie Polka. Po otrzymaniu potwierdzenia, że aborcje na ukraińskich dzieciach odbywają na podstawie dokumentów, które nie potwierdzają jednoznacznie, że dzieci te poczęły się z gwałtów, Fundacja złoży zawiadomienie do Prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez lekarzy i urzędników, którzy wykonywali/umożliwili te aborcje

– poinformowała fundacja Życie i Rodzina.

zycierodzina.pl, medianarodowe.com

Straż Graniczna

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Jan Bodakowski

  • Ministerstwo rodziny i polityki społecznej przekazało w czwartek, że polscy pracodawcy zatrudnili do tej pory 77 tys. Ukraińców
  • Głównym sektorem, gdzie zatrudniono obywateli Ukrainy są przedsiębiorstwa, gdzie wykonuje się proste prace
  • Wielu też podejmuje zatrudnienie w budowlance, a także w magazynach
  • Dzięki nowemu prawu, Ukraińcy mogą jednorazowo przebywać w naszym kraju przez 3 lata
  • Zobacz także: Moderniści chcą zmienić Kościół Katolicki. Biskup z Hongkongu chce kobiet przy ołtarzu

Portal “isbnews.pl” poinformował, że w czwartek ministerstwo rodziny i polityki społecznej przekazało, że w Polsce pracodawcy zatrudnili około 77 tysięcy Ukraińców. Miały w tym pomóc nowe regulacje dotyczące zatrudnienia ukraińskich obywateli w Polsce, które weszły w życie ponad miesiąc temu.

W Polsce zatrudniono oficjalnie ponad 70 tys. Ukraińców

Dotychczas pracodawcy poinformowali o zatrudnieniu 77 tys. osób. Połowa spośród tej grupy to pracownicy wykonujący proste prace (36,9 tys.). Obywatele Ukrainy często są również zatrudniani jako robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy (10,8 tys.), pracownicy usług i sprzedawcy (7,9 tys.), a także jako operatorzy i monterzy maszyn (7,6 tys.). Po kilka tysięcy osób zostało zatrudnionych jako pracownicy biurowi, specjaliści, technicy i inny średni personel

przekazało ministerstwo rodziny i polityki społecznej.

Z danych resortu wynika, iż obywatele Ukrainy najczęściej znajdują pracę w magazynach, gastronomii i hotelarstwie, a także jako pracownicy zajmujący się sprzątaniem. Wielu Ukraińców pracuje również w branży budowlanej i rolnictwie. Niektórzy znajdują zatrudnienie w placówkach, takich jak szkoły, przedszkola czy szpitale.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Ustawa o pomocy uchodźcom

Jak wskazują zapisy ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, w związku z konfliktem zbrojnym na terenie tego kraju, wprowadzono odpowiednią ścieżkę legalizacji pobytu Ukraińców w Polsce. Osoby, których pobyt w naszym kraju jest lub został uznany za legalny, będą udzielane zezwolenia na pobyt czasowy, obejmujący jednorazowo okres trzech lat, licząc od dnia wydania decyzji. Warto przypomnieć, że wcześniej polskie władze udzielały jednorazowo pozwolenia na okres sześciu miesięcy.

Ustawa zakłada także nadanie numeru PESEL. Rozwiązanie pozwala na realizację szeregu usług publicznych. W celu ułatwienia dostępu do usług publicznych online, wraz z nadaniem numeru PESEL obywatele Ukrainy mogą uzyskać profil zaufany. Jednocześnie zagwarantowany został dostęp do polskiego rynku pracy oraz możliwość rejestracji w powiatowym urzędzie pracy.

dorzeczy.pl, isbnews.pl

Tomasz Grabarczyk

Tomasz Grabarczyk / Fot. Facebook

  • Jeden z członków sądu partyjnego Arkadiusz Jarosz przedstawił jego wyrok ws. wyrzucenia Tomasza Grabarczyka z partii KORWiN
  • Były już członek tego ugrupowania miał w przeszłości notorycznie przedstawiać stanowiska sprzeczne z partią
  • Miał również brać udział w agitacjach prowadzonych przez byłych członków tj. Artura Dziambora, Dobromira Sośnierza i Jakuba Kuleszy
  • Okolicznością łagodzącą nie był również fakt, żę Grabarczyk pełni funkcję Dyrektora Biura Prasowego Konfederacji
  • Zobacz także: Mentzen: “Grabarczyk został wyrzucony za wspieranie partii Wyspy Węży”

Arkadiusz Jarosz z partii KORWiN udostępnił treść wyroku sądu partyjnego ws. ich byłego działacza Tomasza Grabarczyka.

Oto uzasadnienie Sądu Partii KORWiN w sprawie pozbawienia członkostwa Tomasza Grabarczyka. Ani słowa o zbrodniarzu, są za to zasiłki socjalne

– wskazał Jarosz.

Jak czytamy w wyroku sądu partyjnego, bezpośrednim zapalnikiem do rozpatrzenia wniosku o usunięcie Tomasza Grabarczyka ze struktur partyjnych była jego wypowiedź dla Mediów Narodowych z dnia 21 marca, gdzie komentował odejście Artura Dziambora, Jakuba Kuleszy i Dobromira Sośnierza z partii KORWiN.

W wywiadzie miał on zasugerować, że prezes Janusz Korwin-Mikke wypowiada się kontrowersyjnie, dlatego członkowie ugrupowania muszą się tłumaczyć, a także Grabarczyk miał działać na szkodę partii poprzez agitację na rzecz nowej formacji wewnątrz Konfederacji, która ma wkrótce powstać.

Pan T. Grabarczyk zasugerował, że wypowiedzi Prezesa Partii KORWiN są niepoważne, skoro trzeba się z nich tłumaczyć, co jest działaniem na szkodę wizerunku partii

– czytamy w wyroku.

Miał on także w przeszłości współpracować z byłymi członkami ugrupowania i agitować przeciwko poleceniom Prezydium. Przywołano również postać Marka Kułakowskiego, którego Grabarczyk miał bronić podczas spotkań Rady Liderów Konfederacji.

Notorycznie działał wbrew interesowi partii, prezentując w swoich publicznych wypowiedziach stanowiska sprzeczne z programem partii oraz ze stanowiskiem działaczy i liderów

– wskazano.

Zdaniem sądu partyjnego funkcja piastowana przez Tomasza Grabarczyka, czyli Dyrektora Biura Prasowego Konfederacji nie jest okolicznością łagodzącą, gdyż miał on zawsze reprezentować interesy partii KORWiN. Ponadto stanowisko Konfederacji ma stać niżej niż interesy ugrupowania Janusza Korwin-Mikke.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

medianarodowe.com, twitter.com

Putin zakończył operację w Mariupolu

Widok na zakład metalurgiczny Azowstal / Fot. PAP/EPA/Oleg Petrasyuk. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W czwartek prezydent Rosji Władimir Putin nakazał rosyjskim siłom przerwać szturm na zakłady Azowstal w Mariupolu
  • Polecił on jednak ministrowi obrony Siergiejowi Szojgu, aby ukraińscy żołnierze nie byli w stanie opuścić terenu zakładu
  • Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że Mariupol został wyzwolony, a do miasta mogą powrócić cywile
  • Zobacz także: Siergiej Szojgu okłamał Putina. “Powiedział Putinowi, że ukraiński Mariupol…”

Władimir Putin nakazał przerwać szturm na zakłady Azowstal w Mariupolu, w których bronią się ukraińscy żołnierze. Rosyjski prezydent polecił ministrowi obrony Siergiejowi Szojgu, żeby ustanowić tam szczelną blokadę, która uniemożliwi ewentualną ewakuację ukraińskich żołnierzy.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapewnił, że decyzja Putina nie oznacza zmiany planów.

Specjalna operacja przebiega zgodnie z planem. Mariupol, który stał się miejscem koncentracji nacjonalistycznych formacji, został wyzwolony

– podkreślił Pieskow.

W czwartek minister obrony Rosji Siergiej Szojgun stwierdził, że rosyjskie wojska zdobyły miasto.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Mieszkańcy mogą wrócić do Mariupola?

Minister obrony ogłosił, że jest możliwy powrót do pokojowego życia, powrót mieszkańców. Jeśli chodzi o Azowstal, to jest to oddzielny obiekt, gdzie pozostaje grupa ukraińskich nacjonalistów

– zaznaczył rzecznik Kremla.

Ponad 2 tys. żołnierzy wciąż broni się na terenie zakładu. Ukraińskie wojsko alarmuje, że schronili się tam również cywile. Wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk wezwała w czwartek Rosję do pilnego zapewnienia korytarza humanitarnego w celu ewakuacji ludności cywilnej z kombinatu metalurgicznego Azowstal w Mariupolu.

Żądamy od Rosjan pilnego korytarza humanitarnego z kombinatu Azowstal w Mariupolu! Znajduje się tam teraz blisko 1000 cywilów i 500 rannych wojskowych. Trzeba ich dzisiaj wyciągnąć z Azowstalu

– zaapelowała wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk.

radiozet.pl

Moderniści chcą wprowadzić kapłaństwo dla kobiet

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • Modernistyczna odnoga w Kościele Katolickim coraz bardziej naciska, aby kobiety zostały dopuszczone do święceń kapłańskich
  • W tym celu chcą wykorzystać, wprowadzona przez Franciszka tzw. drogę synodalną
  • Podczas mszy świętej w Hongkongu, gdzie bp Stephen Chow wyświęcał nowych księży, wysunął on rewolucyjną tezę
  • W trakcie kazania wyraził on nadzieję, że w przyszłości będzie mógł wyświęcać kobiety
  • Według tradycji Kościoła oraz głosów wielu papieży, kobiety mają ustanowioną inną rolę do wykonania
  • Zobacz także: Katolicki misjonarz wydalony z Rosji. Był proboszczem w moskiewskiej parafii

Biskup Stephen Chow w maju 2021 roku został mianowany przez papieża Franciszka ordynariuszem diecezji Hongkongu, po trzech latach wakatu na tej stolicy biskupiej. Lokalne środowisko kościelne przez trzy lata próbowało przekonać wierchuszkę Komunistycznej Partii Chin do tego duchownego. Ostatecznie jego nominacja odbyła się z pominięciem zdania Pekinu.

Niebezpieczne postulaty drogi synodalnej

Podczas niedawnej Mszy Świętej, głosząc kazanie, w pewnym momencie bp Chow przeszedł z chińskiego na angielski i powiedział do młodych kapłanów obecnych na Mszy, że pragnie aby w przyszłości mógł on wyświęcać kobiety.

Teraz przechodzę na angielski, aby przemówić do naszych wyświęconych braci i mam nadzieję, że pewnego dnia może też przemówię do naszych wyświęconych sióstr

– powiedział bp Stephen Chow.

Biskup Hongkongu przyłączył się tym samym do postulatów wysuwanych przez niemiecką drogę synodalną. Jak odnotował katolicki portal “The Pillar”, diecezja nie wyjaśniła jeszcze, czy Chow miał na myśli koncepcję wyświęcania kobiet na kapłanów czy diakonów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rewolucyjne poglądy bp Chow

Stephen Chow nie rozwinął w kazaniu kwestii święcenia kobiet, ale poczynił w przemowie do kapłanów niejednoznaczne odniesienia.

Żyjemy w ciągle zmieniającym się kontekście, więc rozeznawanie musi być ciągłe, nieustanne tam, gdzie Duch chce, abyśmy poruszali się jako ciało

– stwierdził metropolita Hongkongu.

Wyjaśniając sprawę święceń kobiet Emily Mangiaracina przypomniała na łamach LifeSiteNews słowa Pawła VI, powtórzone następnie w liście apostolskim “Ordinatio sacerdotalis” przez Jana Pawła II.

Kościół uważa, że udzielanie święceń kapłańskich kobietom jest niedopuszczalne z racji zasadniczych. Racje te są następujące: poświadczony przez Pismo Święte przykład Chrystusa, który wybrał swoich Apostołów wyłącznie spośród mężczyzn; stała praktyka Kościoła, który naśladuje Chrystusa wybierając tylko mężczyzn; wreszcie żywe Magisterium Kościoła, konsekwentnie głoszące, że wykluczenie kobiet z kapłaństwa jest zgodne z zamysłem Boga wobec swego Kościoła

– czytamy w liście.

dorzeczy.pl

Zamach na meczet w Afganistanie

Zamach na meczet w afgańskim mieście Mazar-i-Szarif / Fot. PAP/EPA. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W czwartek w godzinach porannych nastąpił atak bombowy na szyicki meczet w Mazar-i-Szarif w Afganistanie
  • Agencja Associated Press podaje, zę w zamachu zginęło co najmniej 10 osób, natomiast lokalne media alarmują nawet o 18 ofiarach
  • Z nagrań prezentujących atak na meczet widać uciekających ludzi, przedstawicieli narodowości Hazarskiej
  • Szyiccy Hazarowie, którzy stanowią 9 proc. populacji Afganistanu są częstymi ofiarami ataków przez sunnickich ekstremistów
  • Zobacz także: Pożar w rosyjskim instytucie badawczym. Ludzie wyskakiwali z okien

Liczące ponad pół miliona mieszkańców – głównie narodowości tadżyckiej – Mazar-i-Szarif w prowincji Balch to największe miasto w północnym Afganistanie. W czwartek wstrząsnęła nim śmiertelna eksplozja. Na nagraniach z miejsca wybuchu widać uciekających ludzi, przede wszystkim przedstawicieli mniejszości etnicznej Hazarów.

Szyiccy Hazarowie, którzy stanowią około 9 procent 36 milionowej populacji Afganistanu; są celowo atakowani przez ekstremistów w sunnickim Afganistanie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Ataki terrorystyczne w Afganistanie

Wcześniej w czwartek agencja Associated Press przekazała, że co najmniej dwoje dzieci odniosło obrażenia w wyniku wybuchu bomby w stolicy Afganistanu Kabulu. Według rzecznika kabulskiej policji Chalida Zadrana atak miał miejsce w szyickiej części miasta. Dwa dni wcześniej w tej samej okolicy doszło do szeregu eksplozji w szkołach. W wyniku zamachów zginęło co najmniej sześć osób, głównie dzieci, a 17 zostało rannych.

Poprzednie tego rodzaju ataki terrorystyczne w Afganistanie były przeprowadzane przez skonfliktowany z talibami lokalny odłam Państwa Islamskiego, tzw. Prowincję Chorasan.

W maju 2021 roku, trzy miesiące przed opanowaniem Kabulu przez talibów, ponad 60 dzieci zginęło w zamachu przeprowadzonym przez to ugrupowanie w szyickiej części stolicy.

tvp.info