Michał Wawer po nieudanej próbie zdobycia podpisu Jarosława Kaczyńskiego pod wnioskiem o odwołania Adama Bodnara / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji
Konfederacja przygotowała wniosek o wotum nieufności wobec ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Teraz potrzebuje zdobyć odpowiednią liczbę podpisów, aby taki wniosek mógł być głosowany w Sejmie.
Dzisiaj na konferencji prasowej w Sejmie Konfederacja ogłosiła, że ma przygotowany wniosek o wotum nieufności wobec Adama Bodnara.
– Minister Bodnar przez te zaledwie 9 czy 10 miesięcy pełnienia funkcji udowodnił, że owszem, może być tak źle i może być gorzej! Kiedy pracowaliśmy nad listą zarzutów pod adresem Adama Bodnara, to byliśmy wstrząśnięci tym, jak wiele wątpliwych prawnie, wprost nielegalnych, szkodliwych ustrojowo działań może podjąć jeden minister sprawiedliwości w ciągu tak krótkiego czasu! – powiedział na Konferencji prasowej wiceprzewodniczący Koła Poselskiego Konfederacji Michał Wawer.
Dodał również, że: – Patrząc tylko na ostatnie dwa czy trzy tygodnie widzieliśmy nielegalne wtargnięcie do siedziby Stowarzyszenia Marsz Niepodległości pod absurdalnym pretekstem jakiejś dawno zapomnianej, drobnej sprawy sprzed sześciu lat. I widzieliśmy prezentację projektu reformy sądownictwa polegającej na tym, że sędziowie, którzy nie podobają się ministrowi Bodnarowi mieliby składać akty czynnego żalu przywodzące żywo na myśl lojalki z czasów słusznie zapomnianego ustroju komunistycznego. Ten projekt, który zobaczyliśmy w ostatnich dniach jest po prostu otwarcie niekonstytucyjny i likwidujący de facto niezależność sędziowską.
Jarosław Kaczyński odmówił na sali plenarnej podpisania naszego wniosku o wotum nieufności wobec ministra Bodnara. pic.twitter.com/dn4rp3K2RX
Już dzisiaj Konfederacja rozpoczęła wśród posłów zbiórkę podpisów pod swoim wnioskiem.
W związku z tym poseł Michał Wawer podczas posiedzenia Sejmu udał się do ław poselskich Prawa i Sprawiedliwości szukając poparcia dla wniosku Konfederacji ws. wotum nieufności wobec ministra sprawiedliwości. Niestety, okazało się, że sam Jarosław Kaczyński, prezes PiS, odmówił podpisania takiego wniosku. Przyglądał się temu z ponurą miną z ław rządowych premier Donald Tusk, któremu chyba humor się nieco musiał poprawić po tej odmowie złożenia poparcia pod wnioskiem przez Jarosława Kaczyńskiego.
Funkcjonariusze Straży Granicznej i żołnierze WP podczas patrolu / zdjęcie: StrazGraniczna.pl
Strefa buforowa na granicy polsko-ukraińskiej działa. Tak przy najmniej wynika z informacji zamieszczonej na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Spadek prób nielegalnego przekroczenia granicy jest wyraźny.
Jak czytamy w komunikacie MSWiA obowiązujące do tej pory regulacje pokazały, że strefa buforowa spełnia swoje zadanie. Znacząco spadła liczba prób nielegalnego przedostania się do Polski. Czasowy zakaz przebywania na określonym obszarze w strefie nadgranicznej przyległej do granicy państwowej z Republiką Białorusi obowiązuje od 13 czerwca br.
W tym czasie – od 13 czerwca do 9 września br. – Straż Graniczna odnotowała 6 130 prób nielegalnego przekroczenia granicy.Natomiast w analogicznym okresie poprzedzającym wprowadzenie strefy takich prób było 17 030. Tym samym liczba prób nielegalnego przekroczenia granicy spadła o 64%. Ponadto w okresie od 13 czerwca do 9 września br. funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej na terenie całego oddziału zatrzymali w sumie 71 kurierów.
W związku z tym szef MSWiA podpisał rozporządzenie, które przedłuża o kolejne 90 dni czasowy zakaz przebywania na określonym obszarze w strefie nadgranicznej przyległej do granicy państwowej z Republiką Białorusi.
Strefa objęta zakazem przebywania, podobnie jak do tej pory, obejmuje długość granicy na odcinku 60,67 km, położonym w zasięgu terytorialnym Placówek Straży Granicznej w Narewce, Białowieży, Dubiczach Cerkiewnych oraz Czeremsze. Na odcinku 44,55 km obszar objęty zakazem to 200 m od linii granicy państwowej. Natomiast na odcinku 16,12 km położonym w rejonie rezerwatów przyrody, strefa będzie szersza i wyniesie około 2 km.
Sławomir Mentzen użył najbardziej bolesnej broni, aby wykazać hipokryzję Donalda Tuska. Użył jedynie własnych słów obecnego premiera.
Donald Tusk to populista, który mówi to czego oczekuje w danym momencie jego elektorat. Który w kampanii wyborczej obieca wszystko, ale później nie zajmie się realizacją tego co obiecywał. Pamiętne “100 konkretów” są tego najlepszym przykładem. I podobnie rzecz ma się z obietnicą działania przez Tuska zgodnie z literą prawa, z poszanowaniem Konstytucji.
Właśnie to wytknął mu na X Sławomir Mentzen, który najpierw wyciągnął trzy cytaty Tuska z jego expose, a następnie fragment ostatniej jego wypowiedzi. Minęło raptem 10 miesięcy od expose Tuska i mówi już zupełnie inaczej. Znowu łamie swoje obietnice.
Sławomir Mentzen na X: Donald Tusk podczas swojego exposé 13 grudnia 2023: „Nie dojdziemy do wolności przez łamanie prawa, ale przez jego przestrzeganie”. „Nie ma naprawdę nic ważniejszego dla nowoczesnego narodu, jak zestaw praw i obowiązków uznawanych za wspólne, bez wyjątku.” „Jeśli chcemy odbudować wspólnotę narodową, jeśli chcemy naprawdę doczekać odrodzenia tej naszej polskiej wspólnoty, to musimy – nie mamy wyjścia, nie ma alternatywy – szanować reguły, jakie ustalamy dla nas wszystkich, z konstytucją na czele, z prawem.”
Donald Tusk 10 września 2024: „Prawdopodobnie nieraz popełnimy błędy lub podejmiemy działania, które według niektórych autorytetów prawnych mogą być nie do końca zgodne z literą prawa”.
Donald Tusk podczas swojego exposé 13 grudnia 2023:
„Nie dojdziemy do wolności przez łamanie prawa, ale przez jego przestrzeganie”.
„Nie ma naprawdę nic ważniejszego dla nowoczesnego narodu, jak zestaw praw i obowiązków uznawanych za wspólne, bez wyjątku.”
Policja wchodzi siłowo do siedziby Stowarzyszenia Marsz Niepodległości oraz do studia telewizyjnego znajdującego się w lokalu
Jak podało Ordo Iuris Stowarzyszenie Marsz Niepodległości złożyło zażalenie w związku z siłowym wejściem do siedziby Stowarzyszenie i jego przeszukaniem przez policję.
Do wejścia policji do siedziby Stowarzyszenia doszło 4 września. Policja dokonała siłowego wejścia nie czekając na to aż pojawi się przedstawiciel Stowarzyszenia posiadający klucze do lokalu lub właściciel lokalu w którym Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości jedynie użyczono gościny. Tak relacjonuje to zdarzenie Ordo Iuris: Policja zdecydowała o siłowym wejściu do lokalu, mimo że Stowarzyszenie deklarowało chęć współpracy z organami ścigania i prosiło o możliwość przesunięcia czynności na moment, w którym do Warszawy wróci członek zarządu organizacji, który posiada klucze do siedziby. Mimo to, policja na tę propozycję nie przystała, powołując się na wytyczne prokuratora Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Północ delegowanego do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga – Macieja Młynarczyka.
Najpierw został przewiercony zamek w drzwiach wejściowych (zdjęcie z prawej). A następnie już wewnątrz policja włamała się do studia telewizyjnego (zdjęcie z lewej). Policjanci przeglądali wszystko co trafiło im w ręce, również rzeczy nie należące do Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, ale do innych podmiotów. Policja ostatecznie zarekwirowała tylko jeden segregator opisany jako „Materiały szkoleniowe”, w którym to jednak znajdowała się broszura „Angielski dla księgowych” oraz „Materiały szkoleniowe RODO”, jak również zabezpieczyła 4 laptopy stanowiące własność Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, a także telefon komórkowy oraz komputer stacjonarny, co do których przedstawiciele Stowarzyszenia Marsz Niepodległości wyraźnie wskazali, że nie są one własnością organizacji.
Jeszcze w trakcie sporządzania przez policję protokołu z przeszukania lokalu adw. Magdalena Majkowska złożyła obszerne zastrzeżenia co do sposobu, przebiegu i zakresu działań funkcjonariuszy. Wskazała także na brak podstawy do przeszukania lokalu. Dopiero wówczas, godzinę od zakończenia czynności i po podpisaniu przez policjantów protokołu oraz po zapoznaniu się z częścią zastrzeżeń co do przebiegu czynności, funkcjonariusze zorientowali się, że nakaz przeszukania rzeczywiście nie został doręczony, ani też nie wezwano do dobrowolnego wydania rzeczy.
Jak czytamy dalej na stronie Ordo Iuris: Stowarzyszenie Marsz Niepodległości złożyło zażalenie na postanowienie o przeszukaniu i zatrzymaniu rzeczy oraz na sposób przeprowadzenia czynności. W ocenie prawników Ordo Iuris, działania służb naruszały bowiem art. 224 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi, że organy ścigania powinny przed rozpoczęciem czynności zawiadomić o jej celu i wezwać do wydania poszukiwanych przedmiotów.
Poseł Sławomir Mentzen / Zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji
Poseł Sławomir Mentzen dosłownie rozjechał jedną z obietnic koalicji 13 grudnia, a w zasadzie to jak ta obietnica jest realizowana.
Na posiedzeniu Sejmu Sławomir Mentzen zabrał głos w imieniu Klubu Sejmowego Konfederacji na temat rządowego projektu ustawy dotyczącej kasowego PIT-u dla przedsiębiorców. Poseł Konfederacji krok po kroku wykazał jak Donald Tusk nie spełnia swoich obietnic wyborczych dotyczących obniżania podatków, a następnie rozjechał projekt ustawy, który nie jest spełnieniem obietnicy wyborczej. To jest kpina, a nie kasowy PIT dla przedsiębiorców – skomentował w swoim wystąpieniu to co znalazło się w projekcie ustawy,
Poniżej pełna treść wystąpienia posła Sławomira Mentzena.
Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jak wszyscy powinniśmy doskonale wiedzieć, podatki powinny być niskie i proste. Niestety są coraz wyższe i coraz bardziej skomplikowane. Z każdym rokiem, z każdym kolejnym rządem są coraz bardziej skomplikowane.
Wydawałoby się, że wreszcie jest szansa na to, żeby przerwać ten fatalny trend, ponieważ premierem polskiego rządu jest słynny liberał gospodarczy Donald Tusk. Ten człowiek już w 2005 r., kiedy podatki były znacznie prostsze niż obecnie, mówił, że trzeba uprościć podatki w Polsce. Powiedział wtedy, że niskie i proste podatki to szansa na rozwój gospodarki i spadek bezrobocia. Cytuję: „Wiedzą to inni w Europie. Gdy Chirac i Schröder usłyszeli, że chcemy wprowadzać podatek liniowy, to zaczęli grozić nam palcem, żebyśmy tego nie robili, bo wiedzą, że wtedy Polska pokona gospodarczo Niemcy i Francję”.
Kiedy Tusk doszedł do władzy, niestety nie wprowadził podatku liniowego, ale nie możemy mieć do niego o to pretensji, bo skoro sam kanclerz Niemiec pogroził mu palcem, to nie było wyjścia i nie można było tego wprowadzić. Donald Tusk wykazał się jednak niezwykłą determinacją i konsekwencją. W 2013 r. znowu mówił, że trzeba uprościć podatki w Polsce i że do 2015 r. będziemy mieli najprostsze podatki w całej Europie. No i znowu się nie udało, ale znowu bez jego winy. Nie chciał, nie wybierał się, nie planował, ale musiał porzucić stanowisko premiera, udać się do Brukseli, a jego następczyni nie wykazała podobnej determinacji.
Na szczęście Donald Tusk znowu rządzi i tym razem uprości nam podatki, zwłaszcza że jego koalicjanci podzielają jego stanowisko w tej sprawie. Szymon Hołownia w kampanii mówił: naprawimy i uprościmy podatki. Cytuję: „Podatki będą jasne, przewidywalne, będzie się je płaciło jednym przelewem. Kluczowe podatki nie będą podwyższane do 2026 r.”, Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział: „Gwarantujemy dobrowolny ZUS, powrót do dawnego poboru składki zdrowotnej”. Mówił też o podatku liniowym: 10% do 5 mln obrotu i 15% powyżej tego progu. Niestety nie wiedział, że Niemcy nie pozwalają na wprowadzenie podatku liniowego w Polsce.
Co z tych wszystkich obietnic zostało? Co ta cała uśmiechnięta koalicja 13 grudnia zaprezentowała nam przez poprzedni rok, przez rok od tych wyborów? No w zasadzie nic, ale nie ma co narzekać na tempo.
Wreszcie mamy pierwszy projekt, który miał uprościć podatki. Właśnie – co dostaliśmy? W 100 konkretach znajduje się konkret nr 5: „Przedsiębiorcy zapłacą podatek dochodowy dopiero po otrzymaniu środków z tytułu zapłaconej faktury”. Ten sam zapis znalazł się w umowie koalicyjnej. Ten sam zapis został powtórzony przez Donalda Tuska w jego exposé.
O co chodzi? Przedsiębiorcy w Polsce muszą płacić podatek dochodowy i VAT od wystawionej faktury, nawet jeżeli nie otrzymają za nią płatności. Porównując, to jest tak, jakby pracownik na umowie o pracę nie dostał wynagrodzenia, a i tak musiał zapłacić od niego składki i podatek. To absurd, ale właśnie ten absurd jest codziennością przedsiębiorców w Polsce. Teraz rzekomo miał się zakończyć, ale się nie zakończy, ponieważ to, co dostaliśmy, nie jest żadnym kasowym PIT-em.
Projekt zawiera mnóstwo bezsensownych ograniczeń. Przede wszystkim na kasowy PIT nie mogą się zdecydować, tak jak to było mówione, mali i średni przedsiębiorcy. Ani średni przedsiębiorcy, ani mali przedsiębiorcy, ani nawet mikroprzedsiębiorcy – mogą się na to zdecydować tylko najdrobniejsi przedsiębiorcy osiągający do 250 tys. euro przychodu. Limit oczywiście jest w euro, a nie w złotych po to, żeby przedsiębiorca raz jeszcze miał okazję do pomylenia się, bo każdego roku ten limit będzie inny.
Kolejne bzdurne ograniczenie: tylko jednoosobowe działalności gospodarcze, bez spółek cywilnych, jawnych. Dlaczego? W uzasadnieniu czytamy, że prowadzenie spółki cywilnej wymaga znacznie większego profesjonalizmu niż prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej. To zdanie dowodzi, że autor uzasadnienia jest urzędnikiem, który nie ma zielonego pojęcia, czym różni się prowadzenie spółki cywilnej od jednoosobowej działalności gospodarczej.
Wyłączono też niektóre formy prowadzenia księgowości, ale najgorsze jest co innego. Nawet jeśli ktoś ma odpowiednio niskie przychody, odpowiednią formę prowadzenia działalności, odpowiednią formę księgowości, to i tak zapłaci podatek od wystawionych mu, a nie od zapłaconych, faktur, tylko że po 2 latach. Cały ten kasowy PIT jest tylko odroczeniem zapłaty podatku o 2 lata, niczym więcej. Co więcej, jeżeli przez te 2 lata przedsiębiorca będzie zmuszony do zamknięcia swojej działalności, np. z takiego powodu, że ktoś mu nie opłacił faktur, to wtedy skarbówka się do niego odezwie i każe mu zapłacić podatek od pieniędzy, których nigdy nie dostał.
Z całego tego waszego gadania o uproszczeniu podatków został tylko kasowy PIT dla najmniejszych przedsiębiorców, tylko w przypadku jednej formy prowadzenia księgowości i to tylko na 2 lata. To jest kpina, a nie kasowy PIT dla przedsiębiorców.
Nie dowieźliście tej obietnicy, tak samo jak nie dowieźliście obietnicy podwyższenia kwoty wolnej od podatku, kwoty wolnej od podatku Belki, dobrowolnego ZUS-u czy też powrotu składki zdrowotnej do stanu z przed Nowego Ładu. Nie dowieźliście też swojej własnej obietnicy, którą zapisaliście w umowie koalicyjnej, o 6-miesięcznym vacatio legis dla zmian podatkowych.
Mamy już 11 września i dalej nie znamy treści ustawy, którą chcecie zniszczyć fundacje rodzinne. Nie znamy projektu ustawy, którą chcecie podwyższyć opodatkowanie dla programistów. Nie przeszła przez Sejm wasza ustawa o podwyższeniu akcyzy.
Jestem pewien, że podatki w Polsce będą jeszcze niskie i proste i będziemy mieli najprostszy system podatkowy w Europie, ale dopiero wtedy, kiedy odsuniemy was od władzy, bo tym projektem udowodniliście, że nie zależy wam na uproszczeniu systemu podatkowego w Polsce.
Posłowie Konfederacji Konrad Berkowicz i Witold Tumanowicz / Zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji
Konfederacja zapowiedziała, że składa zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera Donalda Tuska z artykułu 231.
Artykuł 231 kodeksu karnego mówi, że funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Na dzisiejszej konferencji prasowej Konfederacji Konrad Berkowicz skomentował, że sprawa jest oczywista: – Donald Tusk złamał prawo wycofując swoją kontrasygnatę dotyczącą Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.
Zwrócił się również do premiera Donalda Tuska: – Panie Premierze! Pańska kontrasygnata to nie jest rezerwacja wizyty u fryzjera, którą można odwołać. Nie ma żadnej procedury prawnej, żeby odwoływać swój podpis pod aktem prezydenckim. Kontrasygnatę chroni Konstytucja. Tą oczywistą rzecz potwierdzają oczywiście autorytety prawne, choćby pan profesor Grzegorz Krawiec czy pan profesor Marek Chmaj, który przy okazji zwraca uwagę, że nie tylko nie ma takiej procedury, żeby odwoływać swoją kontrasygnatę, ale nie mogłoby być, ponieważ istnienie takiej procedury oznaczałoby, że w każdym momencie można by było wycofać z prawa akt prezydencki, który wymagał podpisu premiera.
Jak argumentował dalej poseł Konfederacji: – To doprowadziłoby, gdyby była taka procedura do demontażu systemu prawnego w Polsce. Do chaosu prawnego i całkowitej nieprzewidywalności prawa. Niestety Donald Tusk swoim działaniem usiłuje właśnie taki stan wprowadzić. (…) My się temu sprzeciwiamy i domagamy się pociągnięcia do odpowiedzialności karnej premiera Donalda Tuska.
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak skomentował w mediach społecznościowych ostatnie działania premiera Donalda Tuska. Uznał, że Tusk wybrał drogę “partyjniactwa” w miejsce “troski o państwo”.
Wycofanie kontrasygnaty i dziwna deklaracja premiera Donalda Tuska o „demokracji walczącej” to już według Krzysztofa Bosaka otwarte porzucenie agendy praworządnościowej, przedłożenie partyjniactwa przed troskę o państwo.
Krzysztof Bosak odniósł się m.in. to tych słów premiera Donalda Tuska, które wypowiedział w Senacie: – Jeśli chcemy przywrócić ład konstytucyjny oraz fundamenty liberalnej demokracji, musimy działać w kategoriach demokracji walczącej. Oznacza to, że prawdopodobnie nie raz popełnimy błędy lub podejmiemy działania, które według niektórych autorytetów prawnych mogą być nie do końca zgodne z literą prawa, ale nic nie zwalnia nas z obowiązku działania.
Wicemarszałek Sejmu uważa, że obecne działania premiera i jego rządu to afirmacja pozbawionego zasad konfliktu przed jakikolwiek program pozytywny.
Dla wszystkich obywateli, dla całej Polski niesie to, według Bosaka, poważne konsekwencje, ponieważ oznacza to więcej złych emocji, więcej chaosu w państwie, niższe gwarancje praw obywatelskich i wolności gospodarczej, spadek bezpieczeństwa, mniej inwestycji, wolniejszy rozwój i jeszcze większe odstraszanie kadr profesjonalnych od zaangażowania w sprawy publiczne.
Jest to więc, zdaniem Krzysztofa Bosaka, absolutnie destrukcyjny kierunek.
Poseł Grzegorz Płaczek z Konfederacji przytoczył dane, które powinny być ostrzeżeniem dla polskiej klasy politycznej, ale przede wszystkim dla każdego Polaka.
To powinien przeczytać KAŻDY POLAK, bowiem dotyczy to bezpieczeństwa naszych córek, żon i matek! – napisał na X Grzegorz Płaczek. I podał dane, które rzeczywiście są alarmujące: W Niemczech (a konkretnie w najludniejszym z landów, tj. Nadrenii Północnej – Westfalii) doszło w 2023 roku aż do 209 (!) BRUTALNYCH GWAŁTÓW ZBIOROWYCH.
Jak pisze dalej Płaczek niemieckim organom ścigania udało się zatrzymać 155 podejrzanych osób, spośród których, jak wynika ze szczegółowych danych niemieckiego „Ministerstwa Spraw Wewnętrznych” [źródło: BILD], ponad… 78% (SIEDEMDZIESIĄT OSIEM PROCENT!) przypadków gwałtów zbiorowych można przypisać „ŚRODOWISKOM MIGRACYJNYM” w Niemczech.
Poseł Konfederacji w świetle tych danych przypomniał, że już od 2026 roku Polska musi wdrożyć “Pakt Migracyjny”, implementując jednocześnie w ten sposób groźną unijną politykę migracyjną.
W związku z tymi przerażającymi danymi Grzegorz Płaczek postanowił w trybie interwencji poselskiej zapytać Komendanta Głównego Policji, jak wyglądają statystyki w Polsce, związane z liczbą gwałtów, liczbą rozbojów oraz narodowością zatrzymanych (i podejrzanych o ich popełnienie).
I dodaje: Czas sprawdzić dane statystyczne i „narodowość podejrzanych/zatrzymanych” w ostatnich latach w Polsce i zacząć poważaną debatę publiczną o polskiej polityce migracyjnej, bo… 2026 rok zbliża się szybkimi krokami.
Konferencja prasowa Konfederacji i lokalnych środowisk społecznych / zdjęcie: Twitter/Ziemowit Przebitkowski
Działacz Konfederacji i członek Ruchu Narodowego Ziemowit Przebitkowski na serwisie X:
Dziś w Śremie na konferencji prasowej pokazaliśmy to zdjęcie. Pokazuje barbarzyństwo z jakim mamy do czynienia. Mieszkają tu, bo zakład pracy potrzebował tanich pracowników. Kto zapłacił za różnicę w cenie “taniej siły roboczej”? Chłopak z przekłutą tętnicą. I będziemy płacili my wszyscy, jeśli nie powiemy “dość”.
Pani ze śremskiego SOR powiedziała, że to już ósmy raz, kiedy na oddział trafia osoba z ranami kłutymi, twierdząca, że została pokiereszowana przez obcokrajowców.
Według świadków, kiedy kilku mężczyzn kłuło tzw “tulipanami” ofiarę, ofiara ta była kopana nawet przez rodziny tych imigrantów! Ludzie z dzikiego kraju zachowują się jak dzicz, to nie dziwi. Należy jednak zadać pytanie – dlaczego oni tutaj są? W spokojnym kraju Europy Środkowej? Czy to są nielegalni imigranci? Nie, to legalni pracownicy, pracują, płacą podatki i usiłują zamordować chłopaka ze Śremu.
Dziś w Śremie na konferencji prasowej pokazaliśmy to zdjęcie. Pokazuje barbarzyństwo z jakim mamy do czynienia. Mieszkają tu, bo zakład pracy potrzebował tanich pracowników. Kto zapłacił za różnicę w cenie "taniej siły roboczej"? Chłopak z przekłutą tentnicą. I będziemy płacili… pic.twitter.com/eOPnZjBW0H
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wysunął ostatnio szereg postulatów: “wspierajmy legalną zrównoważoną imigrację zarobkową!”
Pracodawcy RP wypuścili raport zawierający m. in. takie tezy: • wydłużenie okresu pracy wykonywanej bez zezwolenia na pracę na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy przez cudzoziemców z wybranych państw do 12 miesięcy w ciągu kolejnych 18 miesięcy lub do 18 miesięcy w ciągu kolejnych 24 miesięcy • rozszerzenie listy krajów, których obywatele mogą korzystać z uproszczonej procedury legalizacji pracy (oświadczeniowej) między innymi o Państwa azjatyckie jak Indie, Filipiny czy Bangladesz • wydłużenie terminu, w którym podmiot powierzający wykonywanie pracy cudzoziemcowi ma obowiązek zawiadomić urząd pracy o podjęciu pracy przez cudzoziemca na podstawie oświadczenia.
Prywatyzacja zysków, uspołecznienie strat (przede wszystkim bezpieczeństwa) i uciekanie od jakiejkolwiek odpowiedzialności. A muszą ponosić odpowiedzialność. Fakt przebywania w mniejszych miejscowościach, agresywnych grup mężczyzn z trzeciego świata, jest bezpośrednio powiązany z działaniem tych grup biznesowych!
Co na to rząd? Wydawało się, że Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej idzie w dobrym kierunku, wzmacniając kontrolę pracowników z zagranicy. Przypomnijmy co zrobił wtedy PSL. Zrobił to co zawsze – wstawił się za tymi, którym służy. Czyli bynajmniej nie za swoimi wyborcami. PSL wstawia się za tymi, którzy im płacą. Deweloperzy czy biznes domagający się tanich robotników. Wyszedł minister Krzysztof Paszyk i powiedział, m. in. że sprzeciwiają się narzucaniu limitów na imigrantów bo to szkodzi gospodarce i że sprzeciwia się rozszerzeniu możliwości kontroli zakładów pod względem pracowników zza granicy, bo… to może zwiększyć obciążenia dla firm. A jak obciążenie dla społeczeństwa, panie Paszyk, widoczne na poniższym obrazku? Podoba się? A elektoratowi PSL podoba się kogo wybrali?
Wreszcie – PiS. Najbardziej proimigrancka partia w historii Polski. PiS, który mantruje, że “legalna imigracja jest w porządku”. Macie na zdjęciu efekt legalnej imigracji. To Wasza wina. Mam nadzieję, że Was wyborcy rozliczą, za pozbawianie nas poczucia bezpieczeństwa.
PS – no i wymiar sprawiedliwości! Właśnie podano do wiadomości, że 4 z 5 agresorów zostało wypuszczonych i dalej będą krążyli po Śremie, na areszt zdecydowano się tylko w przypadku jednego z nich. To nie zostanie w ten sposób przez nas pozostawione.
4 września na polecenie prokuratury Bodnara policja weszła do siedziby Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Pretekst? Sprawa rzekomych gróźb jakichś ktoś miał się dopuścić wobec kogoś innego podczas Marszu Niepodległości w 2018 roku.
Sprawa, która była umarzana, ale osobiście przez Bodnara znowu została wznowiona. Każdy kto bliżej przyjrzał się sprawie oraz środkom jakie zastosowała Policja doskonale widzi absurd całej sytuacji. Siedziba Stowarzyszenia mieści się w Centrum Kształcenia Młodzieży “Kuźnia” przy ul. Stawki w Warszawie, w której Stowarzyszeniu udzielono jedynie gościny. Przypominamy, że od kiedy były prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz pozostawił Stowarzyszenie z długami, doprowadził również do utraty części stałych przychodów w postaci 1,5% – SMN nie posiada swojej własnej siedziby.
Już kilka dni temu po nalocie na siedzibę Stowarzyszenia Marsz Niepodległości właśnie w Kuźni odbyło się szkolenie Straży Marszu Niepodległości. A konkretnie szkolenie dowódców Straży, a poprowadził je Mateusz Bożydar Marzoch, do którego mieszkania w dniu 4 września, Policja również zapukała.
Jak poinformował w mediach społecznościowych szef Straży Marszu Niepodległości Mateusz Marzoch szkolenie odbyło się już kilka dni po akcji policji. Marzoch zadeklarował: Nie zastraszycie i nie powstrzymacie nas przed zorganizowaniem jak co roku największej patriotycznej manifestacji w Polsce.