Nie milkną echa przerwanego wywiadu Grzegorza Brauna dla Radia Wnet. W wywiadzie dla Jana Pospieszalskiego prezes Konfederacji Korony Polskiej poddał pod wątpliwość istnienie komór gazowych w KL Birkenau i przyznał, że usunął ze swoich mediów społecznościowych wpis poświęcony śmierci Edyty Stein. Z kolei w wywiadzie dla Rafała Mossakowskiego Braun stwierdził, że nie było komory gazowej w KL Ravensbrück ani w obozach na terenie III Rzeszy. Fragment wywiadu został udostępniony na oficjalnych profilach Konfederacji Korony Polskiej:
W „Opowiadaniach oświęcimskich” Tadeusza Borowskiego podmiot wypowiadający jest przekonany o istnieniu komory gazowej w Ravensbrück (przez który przeszła m. in. śp. prof. Wanda Półtawska).
Historiografia jednak tego nie twierdzi i dawno się już wycofała z fałszywego mniemania,… pic.twitter.com/HeCM8PqyP8
— Konfederacja Korony Polskiej (@KoronyPolskiej) August 18, 2025
Na wpis zareagowała Anna Mandrela, podkreślając, że Niemcy w KL Ravensbrück mordowali Polki przy użyciu gazu. W czyim interesie jest negowanie niemieckich zbrodni dokonanych na polskich kobietach?
Myślałam, że to już będzie koniec tego tematu, ale niestety tak nie jest. Oficjalny profil partii Korona powiela antypolskie kłamstwa. ➡️Nie jest prawdą, że "historiografia wycofała się" z twierdzenia o istnieniu komory gazowej w Ravensbrück. ➡️W lecie 1944 r. w Ravensbrück… https://t.co/i1QCdD0KBq
Do jej wpisu odniósł się Jerzy Wasiukiewicz: Bardzo dobra diagnoza działań Grzegorza Brauna:
Bardzo dobra diagnoza działań Grzegorza Brauna: "Gdy polityk znany z patriotycznej narracji neguje niemieckie zbrodnie to jest to paradoksalnie o wiele bardziej niebezpieczne niż kłamstwa Grabowskiego i Grossa znanych z antypolonizmu." https://t.co/aKFy5OxZ8Y
,,Ja się obawiam, Czy w ogóle poznamy, na co zostały przeznaczone pozostałe miliardy? Bo to jest, boję się jednego, że to jest tylko wierzchołek góry lodowej i że to tutaj tylko zostały wystawione małe płotki, a grube ryby mogą czerpać naprawdę wielkie miliony z tej góry. A czy te wszystkie informacje są dostępne? Bo dlaczego się mamy o niektórych nie dowiedzieć? Bo jak wybuchła ta afera, to podobno właśnie pewne takie informacje zaczęły znikać z internetu..”
Prezydent Petr Pavel podpisał ustawę zakazującą publicznego propagowania komunizmu.
Nowe prawo wprowadza karę do pięciu lat pozbawienia wolności dla każdego, kto „tworzy, wspiera lub promuje ruchy nazistowskie, komunistyczne lub inne, których celem jest tłumienie praw człowieka i wolności lub podżeganie do nienawiści rasowej, etnicznej, narodowej, religijnej lub klasowej”. Dotychczas przepisy zakładały wyłącznie penalizację propagowania nazizmu oraz tzw. mowy nienawiści, pomijając natomiast ideologię komunistyczną.
Wprowadzone zmiany są odpowiedzią na apel czeskich instytucji odpowiedzialnych za politykę pamięci, w tym Instytutu Badań nad Reżimami Totalitarnymi. Choć Aksamitna Rewolucja nastąpiła 35 lat temu, to do tej pory nie wprowadzono regulacji prawnej, która karałaby propagowanie komunizmu tak surowo, jak propagowanie nazizmu. Pomysłodawcy zmiany wskazywali, że system prawny musi być spójny i logiczny a surowsze traktowanie nazizmu byłoby niesprawiedliwe. Co więcej, w debacie publicznej wskazywano, że o ile niemiecki nazizm jest w Czechach wprost postrzegany jako ideologia niemiecka, o tyle czeski komunizm traktowany jest jako część czeskiej historii i traktowana z większym pobłażaniem.
Pojawiły się również opinie, że zmiana ta, w praktyce, ma wymiar wyłącznie symboliczny gdyż już wcześniej możliwe było ściganie osób propagujących ideologię komunistyczną – jako tę dążącą do „tłumienia praw człowieka”. Wprowadzonym przepisom sprzeciwia się Komunistyczna Partia Czech i Moraw, która uznaje ją za próbę zastraszenia skrajnej lewicy.
Wprowadzona w Czechach zmiana wpisuje się w regulacje obowiązujące w regionie Europy Środkowo-Wschodniej gdzie propagowanie komunizmu traktowane jest przez przepisy prawa na równi z propagowaniem nazizmu. Przepisy te mają na celu nie tylko ochronę porządku konstytucyjnego ale też ochronę pamięci historycznej. W czeskiej debacie pojawił się także głos, iż nowelizacja ułatwi np. skazywanie osób publicznie pochwalających rosyjską agresję na Ukrainę, które w swych treściach posługiwałyby się jednocześnie symboliką radziecką, np. wizerunkiem Lenina.
Hiszpańska flaga, referendum w sprawie imigracji / Hiszpańska flaga, referendum w sprawie imigracji
Hiszpańska partia Vox, znana z przywiązania do tradycyjnych wartości i troski o tożsamość narodową, przedstawiła propozycję przeprowadzenia referendum w sprawie polityki imigracyjnej. Inicjatywa ta, która zyskała szerokie echo w mediach i na platformach społecznościowych, takich jak X, ma na celu oddanie głosu obywatelom Hiszpanii w kwestii, która budzi coraz większe emocje. W ostatnich sondażach Vox odnotowuje wyraźny wzrost poparcia, osiągając nawet 16% intencji wyborczych, co wzmacnia ich pozycję w debacie politycznej. Czy Hiszpanie poprą bardziej zdecydowane podejście do imigracji? Vox wierzy, że tak, a sondaże wydają się potwierdzać ich przekonanie.
Rosnące poparcie dla Vox Partia Vox, założona w 2013 roku, od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję na hiszpańskiej scenie politycznej. Pod wodzą Santiago Abascala ugrupowanie zyskało na znaczeniu, szczególnie wśród wyborców zmęczonych polityczną poprawnością i zaniepokojonych skutkami niekontrolowanej imigracji. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku Vox zdobyła 9,6% głosów, co przełożyło się na sześć mandatów – o dwa więcej niż w 2019 roku. Sondaże wskazują na dalszy wzrost poparcia, co plasuje Vox jako trzecią siłę polityczną w Hiszpanii, za centroprawicową Partią Ludową (PP) i rządzącą PSOE. Ten trend potwierdza, że partia trafia w oczekiwania znacznej części społeczeństwa, które szuka bardziej zdecydowanych rozwiązań w kwestiach bezpieczeństwa, tożsamości narodowej i polityki migracyjnej.
Referendum imigracyjne – odpowiedź na społeczne obawy Propozycja referendum imigracyjnego, promowana przez Vox pod hasłem #ReferéndumInmigraciónYA, jest odpowiedzią na narastające w Hiszpanii obawy związane z rosnącą liczbą migrantów. Partia podkreśla, że obecna polityka imigracyjna, prowadzona przez rządzącą koalicję PSOE i Sumar, a wcześniej wspierana przez PP, nie uwzględnia interesów zwykłych Hiszpanów. Vox argumentuje, że niekontrolowana imigracja prowadzi do przeciążenia systemu socjalnego, wzrostu przestępczości i erozji tradycyjnych wartości. Jak wskazują posty na platformie X, wielu Hiszpanów podziela te obawy, a sondaże pokazują, że aż 70% obywateli popiera pomysł deportacji nielegalnych migrantów, w tym 92% wyborców PP i 57% zwolenników PSOE. Lider Vox, Santiago Abascal, w swoich wypowiedziach podkreśla, że Hiszpanie mają prawo decydować o przyszłości swojego kraju. „Pracujący Hiszpanie muszą płacić w podatkach za utrzymanie tych, którzy nie szanują naszego prawa i kultury” – stwierdził, odnosząc się do kosztów utrzymania nielegalnych migrantów. Propozycja referendum zakłada pytanie o politykę „otwartych granic” w porównaniu z bardziej restrykcyjnym podejściem, w tym deportacją nielegalnych imigrantów oraz tych legalnych, którzy nie przestrzegają prawa. Inicjatywa ta zyskała szczególne poparcie wśród mieszkańców regionów, gdzie obecność migrantów jest najbardziej odczuwalna, takich jak dzielnice z tzw. centrami dla imigrantów.
Społeczna mobilizacja i reakcje Kampania na rzecz referendum zyskała znaczną popularność w mediach społecznościowych, gdzie hashtag #ReferéndumInmigraciónYA stał się ogólnokrajowym trendem. Vox aktywnie zachęca obywateli do podpisywania petycji w tej sprawie, co spotkało się z entuzjastycznym odzewem wśród ich sympatyków. Partia organizuje również wiece, takie jak ten zaplanowany na 17 lipca w Pozuelo. Krytycy, głównie z lewicowego spektrum, zarzucają Vox podsycanie nastrojów antyimigranckich, jednak partia odpiera te zarzuty, wskazując, że chce jedynie oddać głos obywatelom i chronić interes narodowy.
Perspektywy i znaczenie referendum Propozycja referendum imigracyjnego wpisuje się w szerszy kontekst europejskich debat na temat migracji. W wielu krajach, takich jak Włochy czy Francja, partie o podobnym profilu ideologicznym zyskują na popularności, co może sugerować, że Vox trafia w szerszy trend społeczny. Wzrost poparcia dla partii w sondażach – z 10,3% w wyborach w 2019 roku do obecnych 16-18% – pokazuje, że ich przekaz znajduje coraz większe zrozumienie wśród Hiszpanów.
Dla prawicowego wyborcy, który ceni suwerenność narodową i bezpieczeństwo, inicjatywa Vox może być postrzegana jako szansa na realny wpływ na politykę kraju. Referendum, jeśli dojdzie do skutku, będzie testem dla hiszpańskiej demokracji i pokaże, czy obywatele poprą bardziej restrykcyjne podejście do imigracji. Na razie sondaże i aktywność społeczna wskazują, że Vox skutecznie mobilizuje elektorat, a ich propozycja może zmienić dynamikę polityczną w Hiszpanii.
Vox, dzięki rosnącemu poparciu i śmiałym propozycjom, takim jak referendum imigracyjne, umacnia swoją pozycję na hiszpańskiej scenie politycznej. Partia stawia na bezpośrednie zaangażowanie obywateli w kluczowe decyzje, co resonuje z rosnącą grupą Hiszpanów zaniepokojonych skutkami obecnej polityki migracyjnej. Czy referendum stanie się rzeczywistością? To zależy od dalszej mobilizacji społecznej i negocjacji politycznych. Jedno jest pewne – Vox nie zamierza ustępować, a ich głos w debacie staje się coraz donośniejszy.
Urodził się 30 września 1849 roku w Krakowie i zapisał się na kartach dziejów jako historyk, prawnik, polityk i konserwatysta, jeden z czołowych przedstawicieli tzw. “krakowskiej szkoły historycznej”.
Był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie wykładał historię prawa. Ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa UJ, mimo że wahał się przy podejmowaniu decyzji, jednak finalnie uznał, że nie będą one kolidować z jego pasją do historii. Słynął z poglądów konserwatywnych związanym ze środowiskiem Stańczyków. Podobnie jak inni krakowscy historycy uważał, że przyczyną upadku Rzeczypospolitej była zbyt daleko posunięta wolność szlachecka oraz brak silnej władzy centralnej.
Swoje poglądy zawarł m. in. w głośnym dziele „Dzieje Polski w zarysie”. Wydana w 1879 roku praca do dziś uznawana jest za klasyczne wręcz opracowanie dedykowane historii Polski. Praca wywołała ogromne kontrowersje i była powszechnie wręcz krytykowana, autorowi zarzucano wręcz „apostazję narodową”. Praca ta tymczasem była krytycznym studium dziejów, zupełnie odmiennym od tej, którą prezentowała tzw. szkoła warszawska, która „rozgrzeszała” Polaków za upadek I Rzeczypospolitej (historycy warszawscy twierdzili, że rozbiory były wyłącznie winą obcych mocarstw).
Bobrzyński był także politykiem – był m.in. namiestnikiem Galicji w latach 1908–1913, austriackim ministrem dla Galicji w latach 1916-1917, posłem na galicyjski Sejm Krajowy w latach 1885-1914, posłem do austriackiej Rady Państwa w latach 1885-1890 i 1903-1908 oraz (od 1914 do 1918 roku) dożywotnim członkiem austriackiej Izby Panów, w której współtworzył frakcję „Gruppe der Rechten” (Grupę Prawicy). Odmówił jednak przyjęcia od cesarza Franciszka Józefa tytułu szlacheckiego.
Bobrzyński był głęboko przekonany o wartości tradycji – podkreślał wagę przekazu historycznego i kulturowego, widząc w nim filar tożsamości narodowej oraz stabilności społecznej. Bobrzyński zwracał uwagę na znaczenie elity zdolnej zachować ducha narodu i kierować państwem, przy jednoczesnym zachowaniu hierarchii i stabilności. Był krytykiem demokracji masowej – uważał model demokratyczny za potencjalnie niebezpieczny, prowadzący do rządów tłumu i destabilizacji.
Bobrzyński pozostawał gorliwym, tradycyjnym katolikiem – do kościoła chadzał na Mszę z Pismem Świętym w języku greckim. Jako polityk starał się prowadzić politykę prokościelną, wspierając instytucje Kościoła.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Bobrzyński uczestniczył w pracach nad nową konstytucją – pełnił rolę przewodniczącego komisji oceniającej projekty konstytucyjne. Sam uważał, że Polska powinna dążyć do stworzenia ustroju z silną rolą prezydenta inspirowaną konstytucją amerykańską. Jako tradycjonalista odmówił natomiast startu w wyborach parlamentarnych w 1922 roku – jego nastawienie do parlamentarnego ustroju Polski było jednoznacznie negatywne. Co ciekawe, mimo że w czasach austriackich, a nawet w pierwszych latach II RP, był krytycznie nastawiony do endecji, to po zamachu majowym zbliżył się do Narodowej Demokracji i pozwolił endekom by wystawili go w wyborach prezydenckich jako konkurenta wobec Józefa Piłsudskiego. Pozostawał też krytycznie nastawiony do tych konserwatystów, którzy podjęli współpracę z sanacją. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy 3 lipca 1935 roku w Krakowie Bobrzyński zmarł, również sanacyjna prasa oddawała hołd wybitnemu prawnikowi i myślicielowi, który przez całe życie tworzył wizję Polski z silnymi instytucjami władzy.
Michał Adam Szymański Prawnik, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego (pomysłodawca utworzenia Koła Naukowego Prawa Kanonicznego TBSP UJ i jego pierwszy prezes), a także studiów podyplomowych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, Szkole Głównej Handlowej, Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Redaktor dwóch monografii naukowych i autor licznych artykułów naukowych (m.in. w „Przeglądzie Konstytucyjnym”, „Wojskowym Przeglądzie Prawniczym” czy „Zeszytach Naukowych Towarzystwa Doktorantów UJ”). W czasach licealnej młodości multiolimpijczyk (w tym laureat I miejsca na Olimpiadzie Filozoficznej), w życiu zawodowym związany w przeszłości m.in. z administracją rządową, branżą rolną (Instytutem Gospodarki Rolnej) i trzecim sektorem. Publicysta od kilkunastu lat związany ze środowiskiem narodowym (m.in. z „Polityką Narodową”).
Jak podały Wirtualne Media spółka Telewizyjna Media Narodowe złożyła do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy wniosek o postawienie w stan upadłości. Założycielem i jednym z głównych udziałowców tej spółki jest Fundacja pod Wierzbami, której fundatorem i prezesem jest Robert Bąkiewicz.
Prosta spółka akcyjna Telewizja Media Narodowe została założona na początku 2023 r. gównie w celu emisji telewizji TVMN, która pojawiła się w niektórych sieciach kablowych i na eksperymentalnych lokalnych multipleksach. Większościowym udziałowcem w spółce, z pakietem ponad 90% akcji, był na początku Robert Bąkiewicz, a właściwie Fundacja pod Wierzbami, której Bąkiewicz jest fundatorem i prezesem. Drugim udziałowcem został Piotr Barełkowski, który wcześniej brał udział przy zakładaniu telewizji Republika, jak również telewizji wPolsce.
Krótko po założeniu spółki kolejnym udziałowcem, który wszedł do spółki z kapitałem 500 tys. zł został były senator PiS Waldemar Bonkowski, który nie tak dawno został prawomocnie skazany na 3 miesiące pozbawienia wolności za znęcanie się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Waldemar Bonkowski jest w trakcie odbywania kary, która zakończy się 3 października. Po zakończniu tej kary będzie miał jeszcze do odrobienia rok prac społecznych.
Kapitał wniesiony przez Bonkowskiego pozwolił spółce na wynajęcie lokalu na studio, zakup niezbędnego sprzętu. Spółka bowiem nie posiadała własnego studia, ani sprzętu, a na samym początku korzystała z lokalu i sprzętu należącego do Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Po tym jak w 2023 roku nastąpiła zmiana władz w Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości, pierwszym krokiem nowych władz było odzyskanie lokalu i sprzętu, który wzięła sobie w posiadanie spółka Bąkiewicza i Barełkowskiego. Dlatego zaraz po tym jak sprzęt telewizyjny wrócił do Stowarzyszenia spółka musiała inwestować w nowy lokal i sprzęt.
Rok 2023 telewizja TVMN mogła zaliczyć do udanych głównie ze względu na transfer finansowy jaki szedł z podległych PiS i Suwerennej Polsce instytucji. Wśród instytucji, które kupowały rekkamy w mediach Bąkiewicza i Barełkowskiego były m.in. Narodowy Bank Polski czy Lasy Państwowe. Najmocniejszym jednak zastrzykiem finansowym dla spółki były pieniądze, które otrzymała Izba Polskich Przedsiębiorców, na czele której stoi Piotr Barełkowski. Było to blisko 3 mln zł, które Izba otrzymała z rezerwy budżetowej od Mateusza Morawiecki na zrobienie filmu “Krzywda”. I właśnie duża część z tych pieniędzy trafiła później do spółki Telewizja Media Narodowe.
Kiedy PiS przegrał wybory było już tylko kwestią czasu kiedy spółka Bąkiewicza i Barełkowskiego padnie. Jeszcze w międzyczasie do grona udziałowców w spółce dołączył szefujący telewizji TVMN Tomasz Kalinowski – były wiceprezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości usunięty ze stowarzyszenia razem z Bąkiewiczem – który objął ok. 10% udziałów w spółce. Spółka jednak już była na równi pochyłej.
Pod koniec lipca 2024 została zlikwidowana redakcja portalu TVMN.pl, a pod koniec sierpnia z pracą żegnali się dziennikarze, którzy przeprowadzali rozmowy oraz zespół realizujący te programy. Sam Tomasz Kalinowski do niedawna “redaktor naczelny”, “dyrektor zarządzający” w TVMN musiał szukać pracy i znalazł ją w Telewizji Republika, ale już jako “dziennikarz”.
Na początku września cała telewizja w ramach “reorganizacji” i “restrukturyzacji” przeniosła się do Poznania, gdzie postawiono nowe studio. A w środę 18 września spółka Telewizja Media Narodowe złożyła wniosek o upadłość.
Bąkiewiczowi upadła nawet… stajnia
Dla byłego prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Roberta Bąkiewicza nie jest to pierwsza w życiu sytuacja w której ogłasza upadłość. Jeszcze zanim Bąkiewicz został “narodowcem” prowadził hurtownię budowlaną, która również upadła, a długi jakie miała firma Bąkiewicza wyniosły 7 mln złotych. To wówczas Bąkiewicz dla ratowania się przed komornikiem nie tylko ogłaszał upadłość, ale również się rozwiódł.
BĄKIEWICZ ZNOWU UPADŁY! Jak podały @wirtualnemedia, prosta spółka akcyjna Telewizja Media Narodowe, której założycielem i udziałowcem jest Robert Bąkiewicz, złożyła wniosek o postawienie w stan upadłości. Bąkiewicz już raz upadał. Wówczas długi jego firmy wynosiły 7 mln zł… https://t.co/3fVeQ1tZISpic.twitter.com/xPJnRs9B7g
Kilka lat później, w roku 2022, stojąc na czele Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Bąkiewicz doprowadził do zadłużenia Stowarzyszenia na ok 200-300 tys. zł. Dodatkowo, w związku z tym, że nie przygotował sprawozdania finansowego na czas, doprowadził do tego, że Stowarzyszenie utraciło status organizacji pożytku publicznego i prawo z tego tytułu do ubiegania się o tzw. 1% (obecnie 1,5%). To strata ok. 700-800 tys. zł na przestrzeni ostatnich 2 lat.
Ale to nie jedyne “osiągnięcie” biznesowe Roberta Bąkiewicza. Pod koniec zeszłego roku Bąkiewicz zamknął w Otwocku nawet dochodową… stajnię. Ośrodek w Otwocku, który zakupiła z dotacji Straż Narodowa (Bąkiewicz jest jej prezesem), posiadał m.in. stajnię. Stajnia wraz klientami, którzy trzymali w niej konie, została przejęta od poprzednich właścicieli. Stajnia nie generowała kosztów. A nawet był z niej niewielki zysk. Stajnia już zysku nie przynosi, bo została zamknięta, a po ośrodku w Otwocku hula wiatr…
Poseł Grzegorz Płaczek na serwisie X ostrzega przed manipulacją jakiej miał dokonać premier Donald Tusk informując opinie publiczną o tym, że Polska otrzyma z Unii 5 mld euro pomocy dla powodzian.
Jak komentuje Grzegorz Płaczek premier Donald Tusk, chwilę po tym, jak utonął w ramionach Pani Ursuli von der Leyen ogłosił, iżPolska otrzyma z UE aż 5 mld EUR (ok. 21 mld zł) na pomoc powodzianom. Każdy w związku z tym może odnieść wrażenie, że szefowa Komisji Europejskiej przyszła z finansowa pomocą potrzebującym w Polsce. Fakty są jednak inne.
Poseł Konfederacji wyjaśnia, że środki będą pochodzić z Funduszu Spójności, które już OD DAWNA należą się Polsce (zostały “wynegocjowane” za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Jedyne, na co pozwoliła z swojej hojności Pani Von der Leyen to na… przesunięcie już należących się Polsce 21 mld zł z jednej tabelki do drugiej.
Czyli wynika z tego, że nie są to jakieś dodatkowe środki finansowe, które ma otrzymać Polska, ale jedynie zgoda na przesunięcie środków, które już Polska otrzymała.
Poseł Konfederacji w związku z wizytą Ursuli von der Leyen zwraca uwagę na jeszcze jeden fakt. Zardzo zresztą znamienny w kontekście powodzi i jej przyczyn. Całkowicie został przemilczany niewygodny fakt, iż jeszcze niedawno szefowa Komisji Europejskiej ODMÓWILA Polsce możliwości finansowania retencji w Kotlinie Kłodzkiej!
Ale na tym nie koniec, bo jak zauważa poseł Płaczek na całym geszefcie zyska… Austria, która dotychczas NIE uczestniczyła w Funduszu Spójności, który przeznaczony jest wyłącznie dla państw członkowskich, których dochód narodowy brutto na mieszkańca jest niższy niż 90% średniej unijnej. Austria do tej grupy państw się nie zalicza. Ale teraz… strumień pieniędzy z Funduszu Spójności popłynie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki także do… Wiednia. Ostatecznie mogą stracić finansowo np. Lubelszczyzna lub Podlasie – do tych obszarów pieniądze mogą nie trafić!
Tak więc okazuje się, że Polska nie tylko nic od Brukseli nie zyskała, ale jeszcze może na tym stracić!
❌ JESTEŚCIE POLACY MANIPULOWANI! Szanowny Pan premier @donaldtusk, chwilę po tym, jak utonął w ramionach Pani @vonderleyen ogłosil, iż Polska otrzyma z UE aż 5 mld EUR (ok. 21 mld zł) na pomoc powodzianom. Każdy w związku z tym może odnieść wrażenie, że szefowa Komisji… pic.twitter.com/gFVnZlMci5
Ewa Zajączkowska-Hernik w Parlamencie Europejskim / zdjęcie: zrzut ekranowy YT
Ewa Zajączkowska-Hernik w swoim kolejnym przemówieniu w Parlamencie Europejskim nie szczypała się w język. Wprost wygarnęła co myśli o tak prowadzonej przez Ukrainę polityce wobec Polski.
Poseł Parlamentu Europejskiego z Konfederacji postanowiła zabrać głos w temacie rzezi wołyńskiej. Przypomnieć parlamentarzystom europejskim, że do dzisiaj ofiary rzezi wołyńskiej nie spoczęły we własnych grobach. Że do dzisiaj Ukraina wstrzymuje ekshumacje, a prezydent Ukrainy zakazuje nam o tym mówić.
Padły w tym kontekście ze strony Ewy Zajączkowskiej-Hernik bardzo mocne słowa pod adresem Wołodymyra Zełeńskiego: – Jest roszczeniowy, niewdzięczny i bezczelny.
Ewa Zajączkowska-Hernik jasno stwierdziła, że nie da się budować dobrych relacji na przemilczeniu. Na koniec swojego przemówienia: – My Polacy domagamy się ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej dopóki świadkowie tej tragedii jeszcze żyją.
Na koniec swojego przemówienia dodała: – Nie o zemstę lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary.
Przemówienie Ewy Zajączkowskiej-Hernik w Parlamencie Europejskim.
– Polska od początku wojny pomaga Ukrainie jak żaden inny kraj na całym świecie – przyjmując uchodźców, wysyłając swój sprzęt wojskowy, wspierając Ukrainę na forum międzynarodowym. I mimo to nie możemy nawet liczyć na szacunek dla prawdy historycznej i zgody na ekshumację ofiar rzezi wołyńskiej.
Nie da się budować dobrych relacji na przemilczeniu. Trzeba powiedzieć prawdę. Rzeź wołyńska była ludobójstwem dokonanym przez Ukraińców w 1943 roku, gdy właśnie Ukraińcy w bestialski sposób zamordowali ponad 100 tys. polskich obywateli.
Dziś Zełeński zakazuje nam o tym mówić. Jest roszczeniowy, niewdzięczny i bezczelny.
Pojednanie powinno zacząć się od słowa: Przepraszam. Nie ma słowa “przepraszam”? Nie ma dalszego wsparcia. Nie ma ekshumacji? Nie ma dalszego wsparcia.
Nie wierzę w mgliste obietnice dialogu po zakończeniu wojny. My Polacy domagamy się ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej dopóki świadkowie tej tragedii jeszcze żyją.
Nie o zemstę lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary.
Ewa Zajączkowska-Hernik swoim kolejnym przemówieniu w Parlamencie Europejskim mocno skrytykowała działania Komisji Europejskiej, która, zdaniem poseł z Konfederacji, zwalcza europejskie rolnictwo.
Poseł Zajączkowska-Hernik zwróciła uwagę, że Komisja działa w taki sposób jakby rolnicy byli najbardziej niechcianą grupą społeczną wewnątrz Unii. Te działania są o tyle skuteczne, że w Europie znikają masowo gospodarstwa rolne, a średni wiek rolnika to 57 lat.
Europejskie rolnictwo jest nie tylko ciągle obciążane dodatkowymi kosztami produkcji, które są efektem unijnego prawodawstwa, ale również konkurencją z krajów trzecich. Unia Europejska coraz szerzej jest otwierana na import produktów rolnych z państw, które nie prowadzą tak restrykcyjnej polityki wobec rolników, jaka ma miejsce w Unii.
Dlaczego chcecie zniszczyć bezpieczeństwo żywnościowe Europy❓ Zielony Ład do kosza❗ – tak bronię rolnictwa w debacie w Parlamencie Europejskim!
Rolnictwo to nie jest równość płci, rolnictwo to bezpieczeństwo żywnościowe Europejczyków, rolnictwo to konkurencyjna produkcja i… pic.twitter.com/nYZ0kSe7J8
Przemówienie Ewy Zajączkowskiej-Hernik w Parlamencie Europejskim: – Europejscy rolnicy przez ostatnie lata są przedstawiani przez Komisję Europejską jako problem. Działania i wypowiedzi Komisji Europejskiej wskazują na to, że rolnicy są najbardziej niechcianą grupą społeczną wewnątrz Unii i omawiany dialog nie zmieni tego wrażenia wyrobionego przez ostatnie kilka lat.
W ciągu dekady w Europie przestało istnieć 3 miliony gospodarstw rolnych. Średni wiek rolnika to 57 lat. I mimo to Komisja Europejska realizuje politykę radykalnego zwiększenia kosztów produkcji rolnej wewnątrz Unii Europejskiej, jednocześnie ułatwiając import produktów rolnych z państw trzecich.
Według niektórych analiz wartość importu produktów do Unii wzrośnie o 3, a nawet 4 miliardy euro w ciągu najbliższych 8 lat.
Rolnictwo to nie jest równość płci. Rolnictwo to bezpieczeństwo żywnościowe Europejczyków. Rolnictwo to konkurencyjna produkcja i proszę nie sprowadzać tej strategicznej gałęzi europejskiej gospodarki do roli absurdu.
Mam kilka pytań, choć nie spodziewam się odpowiedzi sądząc po takim zainteresowaniu ze strony europosłów: – Dlaczego Komisja Europejska buduje wizerunek europejskiego rolnictwa jako problemu dla Unii Europejskiej? – Dlaczego Komisja Europejska chce zniszczyć bezpieczeństwo żywnościowe Europejczyków? – Co Komisja Europejska chce osiągnąć poprzez podwyższanie kosztów produkcji żywności w Europie i ułatwianie importu żywności spoza Unii? – Jak ograniczenie europejskiej produkcji i liberalizacja importu z Ukrainy i państw Mersocur do Unii ma się do promowania krótkich łańcuchów dostaw żywności?
Europejski Zielony Ład powinien zostać wyrzucony do kosza.
Sławomir Mentzen bardzo hojnie wsparł zbiórkę organizowaną przez Polski Czerwony Krzyż na pomoc dla powodzian. Jednocześnie skrytykował polityków, którzy pchają się na tereny powodzi, aby w ten sposób zyskać sobie poklask.
Sławomir Mentzen na Zrzutkę organizowaną przez Polski Czerwony Krzyż wpłacił 50 tys. zł. Nie był jedynym posłem Konfederacji, który wsparł tą zbiórkę. Poseł Ryszard Wilk wpłacił 2,5 tys. zł.
Jednocześnie Sławomir Mentzen w mediach społecznościowych bardzo krytycznie odniósł się do pomysłu, aby jechać na tereny powodziowe, zrobić sobie zdjęcia, pokazać, że pomagam ludziom.
Mentzen napisał wprost co o tym myśli: Brzydzi mnie robienie polityki na czyjejś tragedii. Polityka to oczywiście obrzydliwe zajęcie, ale mam swoje granice, których nie zamierzam przekraczać. Powódź niesie śmierć, zalewa miasta, odbiera ich mieszkańcom wszystko, co mieli. Uważam, że z powodzią powinny walczyć odpowiednie służby, ludzie do tego profesjonalnie przygotowani. Strażacy, żołnierze, policjanci, ale też podlegli im ochotnicy. Nie politycy, oni są tam zupełnie niepotrzebni.
Mnóstwo ludzi mówiło mi, że powinienem teraz jechać na tereny powodziowe, zrobić sobie zdjęcia, pokazać, że pomagam ludziom. To rzeczywiście dobrze wyglądałoby w kampanii, gdybym z zatroskaną miną pozował z workiem piasku w rękach. Nie zrobię jednak tego. Nie będę też…
I dodał: Nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdybym pojawił się na miejscu, przyniósłbym więcej szkody niż pożytku. To nie jest miejsce dla polityków, próbujących ogrzać się na tle ludzi tracących dorobek całego życia i przeszkadzającym w pracy tym, którzy próbują naprawdę pomóc.