REKLAMA

Naciski ws. Sądu Najwyższego ruszyły. Trybunał Sprawiedliwości UE straszy Polskę karami i pozwami!

Naciski ws. Sądu Najwyższego ruszyły. Trybunał Sprawiedliwości UE straszy Polskę karami i pozwami!

Jak ustaliła brukselska korespondentka radia RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon, gdyby Polska nie uznała decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE ws. pytań wysłanych przez Sąd Najwyższy, to obywatele, których sprawy toczą się przed SN mieliby prawo do składania pozwów o odszkodowania. Co więcej, także Komisja Europejska ma prawo o zwrócenie się o nałożenie kar finansowych na Polskę za łamanie unijnego prawa.

REKLAMA

Prawo do odszkodowań przysługiwałoby tym obywatelom polskim, którymi zajmowaliby się sędziowie SN powołani – zdaniem TSUE niezgodnie z unijnymi przepisami. Jest to tak zwana „odpowiedzialność pozaumowna państwa” i wygląda na bezczelną próbę zatrzymania zmian w Sądzie Najwyższym.

Informatorzy red. Szymańskiej-Borginon z TSUE przywołują tutaj orzeczenie z 2003 roku w sprawie Gerharda Koeblera – nauczyciela akademickiego z Austrii. Wedle austriackich przepisów, po przepracowaniu w 15 lat w szkole, profesorowie wyższych uczelni otrzymywali dodatek, a Koebler część tego czasu przepracował w innym państwie UE i władze w Wiedniu orzekły, że dodatek mu się nie należy. Pozwał więc on Austrię do TSUE, bo jego zdaniem sąd w tym kraju źle interpretował europejskie przepisy.

Austriacki sąd wystosował więc pytanie prejudycjalne i okazało się, że podobna sprawa była już rozstrzygana, więc je wycofano. Dodatkowo Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że „nieskierowanie” pytania jest szkodą, a Wiedeń musi za to ponieść odpowiedzialność i nakazał wypłatę odszkodowania dla Koeblera za orzeczenie sądu krajowego, które było niezgodne z unijnym prawem.

To oznacza, że państwo członkowskie – jak Polska miałaby ponosić odpowiedzialność za orzeczenia sądów, które zdaniem TSUE naruszają przepisy unijne. Z kolei wyroki i decyzje Sądu Najwyższego, który nie uwzględniałby orzeczeń Trybunału naruszałyby unijne prawo. Tak właśnie wyglądać ma kolejny „bat” na Polskę i próba zablokowania zmian w Sądzie Najwyższym.

Podjęcie decyzji jawnie sprzecznej z wyrokiem TSUE jest jeszcze bardziej kwalifikowaną formą niewywiązywania się z obowiązków – mówi anonimowy, unijny prawnik. Według niego, „sprawa Koeblera” może znaleźć zastosowanie wobec Polski, gdyby Sąd Najwyższy nie uznał wyroku TSUE ws. pytań prejudycjalnych.

Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z kolejną próbą zastraszenia i szantażu wobec Polski. Oczywiście, takie działania nie są stosowane wobec Niemiec, Grecji, Włoch czy Hiszpanii, które nie wykonały wielu wyroków TSUE. Nie ma wątpliwości, że działania unijnych instytucji są motywowane politycznie i mają na celu zduszenie reform polskiego sądownictwa i pokazanie, że nasza suwerenność istnieje wyłącznie na papierze.

dzienniknarodowy.pl

Zobacz także:

 

REKLAMA

Komentarze