REKLAMA

Parlament Europejski znów zajął się wewnętrznymi sprawami Polski

Jak przyznają unijni urzędnicy, UE nie ma żadnych kompetencji do ingerowania w prawną ochronę życia ludzkiego od poczęcia w państwach członkowskich. Mimo tego Parlament Europejski regularnie organizuje debaty, w których lewicowi deputowani krytykują w tej sprawie Polskę. Tak też było we wtorek.

  • Po raz kolejny w Parlamencie Europejskim odbyła się debata o tzw. prawie aborcyjnym w Polsce.
  • Unijni urzędnicy przypomnieli, że UE zgodnie z traktatami nie może ingerować w te przepisy.
  • To jednak nie przeszkodziło lewicowym deputowanym, żeby atakować Polskę za ostatni wyrok TK.
  • Zobacz także: Zmiana warty w Rzeszowie. Prezydent miasta odchodzi po 18 latach

Niemal tradycyjnie debata organizowana przez Parlament Europejski rozpoczęła się od wystąpień urzędników unijnych, którzy przypomnieli, że UE nie ma żadnych kompetencji do ingerowania w tzw. prawo aborcyjne – to wg unijnych traktatów wewnętrzna sprawa każdego państwa. Tak powtórzyła zarówno minister Ana Paula Zakaria przemawiająca w imieniu portugalskiej prezydencji w Radzie UE, jak i komisarz ds. równości Helena Dalli.

Jak zaznaczyła Zakaria, sprawy wygrywane przez polskie kobiety w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu (sądzie Rady Europy), dotyczyły sytuacji, gdy nie były wykonywane obowiązujące w Polsce przepisy. Chodzi o to, że Polska (czy inny kraj UE) może w dowolny sposób kształtować przepisy odnośnie ochrony życia ludzkiego, natomiast aktualnie obowiązujące prawo musi być skrupulatnie przestrzegane.

„Rządzący ograniczyli prawa kobiet”. Jakie?

Po takim wstępie rozgorzała w Parlamencie Europejskim dyskusja. Lewicowi deputowani zupełnie zignorowali stwierdzenia unijnych urzędników i atakowali Polskę za zmianę tzw. przepisów aborcyjnych. – Jesteśmy w środku Europy i w 2021 roku, w sercu Europy, obecnie rządzący ograniczyli prawa kobiet, o które kobiety walczyły przez wieki. Ta władza podniosła rękę na kobiety, które wyszły na ulicę bronić swoich prawa – używała gazu, łamała im ręce. Ci prawicowi fanatycy na tym nie chcą się zatrzymać – bredził europoseł Robert Biedroń. W podobnym tonie wypowiadali się inni lewicowi politycy.

„Powinniśmy być Polakom wdzięczni”

Z kolei niemiecki europoseł z grupy Tożsamość i Demokracja (ID) Joachim Kuhs ocenił, że Polacy, chcąc chronić rodzinę i prawo do życia, chronią w ten sposób i walczą o podstawowe wartości, które leżą u podstaw tożsamości europejskiej. – Robert Schuman, jeden z ojców założycieli UE, powiedział, że demokracja albo będzie chrześcijańska, albo nie przetrwa. Powinniśmy być Polakom wdzięczni za to, że w ten sposób angażują się na rzecz wartości europejskich. Na rzecz demokracji, wolności słowa i również życia i godności człowieka od poczęcia aż do śmierci. Polacy w historii wielokrotnie dowiedli, że ich zaangażowanie się opłaciło – stwierdził i życzył powodzenia. W podobnym tonie wypowiadali się m.in. europosłowie PiS.

„O tej debacie nikt nie będzie pamiętał”

– O listopadowej debacie nikt nie pamięta. O debacie, która odbyła się we wtorek też nikt nie będzie pamiętał za miesiąc lub dwa, a może i za parę dni. Podobnie jak o rezolucji, która zapewne znowu potępi Polskę. Wtorkowe wystąpienia kolejnych europosłów sprawiały wrażenie, jakby 10 razy czytano to samo przemówienie, tylko w różnych językach. Te same argumenty (trybunał nielegalny, prawo do wyboru, polska władza jest przeciwko kobietom), bez żadnego nowego pomysłu, jakiegoś retorycznego błysku, albo choćby wzruszającej historii o nastolatce, której odmówiono aborcji. Nie było nawet na co porządnie się oburzyć – skomentował dziennikarz „Gościa Niedzielnego” Jakub Jałowiczor.

gazetaprawna.pl, gosc.pl, dw.com

REKLAMA

Komentarze