/ Fot. Screen z CGTN / YouTube

Do 52 wzrosła osób zakonnych zakażonych koronawirusem z ogniska w klasztorze w Chełmnie. Pozytywny wynik testu, oprócz sióstr, mają także ksiądz, osoba świecka pracująca w klasztorze oraz czworo pracowników Domu Pomocy Społecznej prowadzonego przez siostry. Jak poinformowała diecezja toruńska, zakonnice zaraziły się podczas pomagania potrzebującym.

Wcześniej koronawirusa potwierdzono u 48 osób z ogniska w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo (szarytek) w Chełmnie. Dziś poinformowano o kolejnych czterech przypadkach.

Gadowski: Polscy katolicy powinni podnieść głowy. Nie musimy się niczego wstydzić i za nic przepraszać

Siostry prowadzą DPS dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. Wśród pensjonariuszy nie stwierdzono koronawirusa.

Biskup toruński Wiesław Śmigiel poprosił o modlitwę w intencji chorych.

– Módlmy się do Jezusa, króla miłosierdzia, o opiekę nad siostrami, pracownikami świeckimi i ich rodzinami oraz nad podopiecznymi. Niech Maryja, uzdrowienie chorych, wyprasza łaskę zdrowia i będzie umocnieniem w tym trudnym czasie – zaapelował hierarcha.

Na stronie internetowej diecezji przypomniano, że do niedawna, siostry same pomagały potrzebującym.

Niestety podczas niesienia pomocy chorym i cierpiącym siostry zostały zarażone koronawirusem – napisano.

Pierwszą osobą, u której stwierdzono koronawirusa, była zakonnica z chełmińskiego klasztoru, która pracowała w szpitalu w Nowym Świeciu. W szpitalu w Grudziądzu przebywa obecnie 16 sióstr. 32 osoby z ogniska w Chełmnie trafiły do izolatorium w Ciechocińku.

Dodano w Bez kategorii
Ojciec Święty

Papież Franciszek / fot. Jeffrey Bruno, wikimedia commons

Papież Franciszek zwrócił się do naukowców z apelem o międzynarodową współpracę w przeciwdziałaniu rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa. Ojciec Święty prosił o połączenie wysiłków w celu wynalezienia szczepionki i odpowiednich leków.

Papież poruszył ten temat podczas południowej modlitwy “Regina coeli”.

Po raz kolejny pragnę wyrazić moją bliskość z chorymi na COVID-19 oraz tymi, którzy opiekują się wszystkimi cierpiącymi w każdy sposób z powodu pandemii – powiedział.

Adam Doboszyński o Konstytucji 3 maja: “Szkodliwy mit”

Pragnę jednocześnie wesprzeć międzynarodową współpracę podejmowaną poprzez różne inicjatywy, by odpowiedzieć odpowiednio i skutecznie na ciężki kryzys, jaki przeżywamy – zaznaczył Ojciec Święty.

Ważne jest połączenie zdolności naukowych, w sposób przejrzysty i bezinteresowny, by wynaleźć szczepionki i leczenie oraz zagwarantować powszechny dostęp do niezbędnych technologii, które umożliwią każdej zakażonej osobie w każdej części świata otrzymanie koniecznej kuracji – dodał.





Dodano w Bez kategorii
Wojciech Cejrowski

Wojciech Cejrowski / Fot. Wikimedia Commons

W dniu święta flagi Wojciech Cejrowski udostępnił nagranie z dziećmi z zespołem downa, które tworzą patriotyczne obrazki i odśpiewują hymn Polski. Przy okazji podróżnik zaapelował o zaprzestanie aborcji.

Wojciech Cejrowski, znany podróżnik i publicysta, świetnie znany jest ze swoich poglądów. Wśród nich znajduje się sprzeciw wobec aborcji i bezwzględny zakaz zabijania dzieci nienarodzonych.

Teraz z okazji dnia flagi narodowej – 2 maja – podróżnik udostępnił nagranie z młodymi patriotami. Dzieci z zespołem downa wykonują na nim hymn narodowy. W Polsce jednak ciągle obowiązuje prawo, które pozwala na zabijanie osób z tym schorzeniem, jeżeli są odpowiednio małe.

– Zgodnie z ustawą, tacy patrioci są wyskrobywani na koszt podatnika – przypomina Wojciech Cejrowski.

NCZAS.COM

Czytaj także: W rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja Agencja Wywiadu cytuje… Karola Marksa! “Może Stalina zaraz zacytujecie?”

Dodano w Bez kategorii

Oficjalny profil polskiej Agencji Wywiadu w dniu rocznicy uchwalenia Konstytucji 3. maja postanowił zacytować komunistycznego ideologa Karola Marksa.

“Przy wszystkich swych brakach konstytucja ta widnieje na tle rosyjsko-prusko-austriackiej barbarii jako jedyne dzieło wolnościowe, jakie Europa Wschodnia kiedykolwiek samodzielnie wytworzyła Karol Marks” – wpis o takiej treści pojawił się na oficjalnej stronie Agencji Wywiadu na Twitterze.

Sprawą szybko zaczęła interesować się opinia publiczna. Tomasz Kalinowski ze Stowarzyszenia “Marsz Niepodległości” napisał: “Naprawdę? Polska Agencja Wywiadu cytuje Karola Marksa?Człowieka, który podłożył podwaliny pod system odpowiedzialny za śmierć 100 mln ludzi? Może Stalina zaraz będziecie cytować? Brawo”.

Sprawę także zauważył red. Dominik Cwikła oraz inni internauci.

https://twitter.com/tomekbit/status/1256885244898181122
https://twitter.com/Adamick007/status/1256884373099610112

Może administratorzy Agencji Wywiadu powinni przymusowo obejrzeć Seminarium MN nt. Karola Marksa, albo wykłady Krzysztofa Karonia, co myślicie?

TWITTER.COM

Dodano w Bez kategorii
Piotr Barełkowski

Piotr Barełkowski / Fot. YouTube/Media Narodowe

Możliwy jest scenariusz, że żyjemy w kłamstwie, w obłudzie, że skrajnie nie ma pieniędzy w budżecie, a prawda kreowana przez publiczne media dotycząca polskich możliwości jest oszustwem. W tej sytuacji stanięcie w prawdzie mogłoby być alternatywą dla rządu, jednak z uwagi na okres przedwyborczy oznaczałoby to polityczne samobójstwo – powiedział na antenie Mediów Narodowych prezes Izby Polskich Przedsiębiorców Piotr Barełkowski

Przedsiębiorca w programie przekonywał, że pozornie dobre wyniki finansowe to efekt dociskania małych i średnich firm. Pieniądze z uszczelniania systemu wokół mafii vatowskich znajdują się w jego ocenie tylko na papierze. Stanięcie w prawdzie, przyznanie, że to polscy przedsiębiorcy i ich pracownicy są solą tej ziemi może być zabójcze, bo jest to niezgodne z obecną narracją, która na mężów opatrznościowych kreuje firmy państwowe przywożące maseczki gigantycznymi samolotami.

Przedsiębiorcy czują się wprowadzani w błąd

W odniesieniu do kwestii dotyczących planu pomocowego, który miałby objąć polskich przedsiębiorców Barełkowski informuje, że nie ma żadnych konkretnych informacji. Nie ma również przepisów wykonawczych dla tego planu. Gość programu, powołując się na informacje uzyskane ze środowiska minister Jadwigi Emilewicz pogłębił klimat absurdu dodając, że zadeklarowany wcześniej, rządowy plan pomocowy jest konsultowany z Unią Europejską czy jest w ogóle możliwy do wprowadzenia.

Dotychczasowy plan przedstawiony polskim przedsiębiorcom składa się wyłącznie z ogólników i niepewnych informacji. „Dziś w tym studiu byśmy w ciągu 15 minut lepszy plan przedstawili. To jest propagandowo być może wystarczające, ale do czasu. Czekamy na konkrety.” – powiedział prezes Izby Polskich Przedsiębiorców.

Więcej w materiale poniżej:

MEDIA NARODOWE

Dodano w Bez kategorii

Ukraiński portal viesti.ua sporządził listę 100. najbardziej wpływowych osób na Ukrainie. Na drugim miejscu jest George Soros, którego działalność portal określa “liberalnym dżihadem”.

“Nasi rozmówcy nazywają go inspiratorem i realizatorem szeregu neoliberalnych reform (w gospodarce, służbie zdrowia, edukacji itp.). Uważany jest za jedną z osób, które mają największy wpływ na władzę wykonawczą i ustawodawczą” – napisali autorzy rankingu.

Stwierdzono, że Soros ma wpyw na Gabinet Ministrów – konflikt między premierem Aleksiejem Gonczarukiem (ranking pochodzi z końca 2019 r.), a szefem gabinetu prezydenta Andriejem Bogdanem miał nawet być spowodowany jego osobą.

Co powoduje drugie miejsce (pierwsze miejsce zajął Wołodymyr Zełenski) w rankingu „Vesti”? Po pierwsze, jego niezwykły wpływ na procesy zachodzące na Ukrainie poprzez dziesiątki sponsorowanych przez niego organizacji. Nawiasem mówiąc, sam Soros nie zaprzecza de facto ingerencji w sprawy obcych państw, znajdując wyjaśnienie swoich działań (nazywając siebie „filantropem”) w obronie „uniwersalnych uniwersalnych wartości ludzkich”, które nie mają „jurysdykcji narodowej” – uzasadniono wybór.

Soros buduje swoją pozycję na Ukrainie od dawna i, jak zaznaczono, może próbować wpływać na wydarzenia dużo bardziej niż deklaruje – jako przykład podano zdarzenie z 2001 r., gdy po jednym ze skandali wezwał on Leonida Kuczmę do scedowania władzy na premiera Wiktora Juszczenkę (miesiąc później to samo zrobiła przedstawicielka USA Condoleezza Rice).

Najprawdopodobniej odbiorcami pomocy z jego funduszu otwartego społeczeństwa (na Ukrainie nazywa się on „Odrodzenie”) jest cały „gruziński desant” dowodzony przez Micheila Saakaszwiliego czy różnej maści „euroentuzjaści”, np. Mustafa Nayem, Siergiej Leshczenko i Swietłana Zaliszczuk.

Wedle raportu Europejskiego Centrum Prawa i Sprawiedliwości sieć organizacji pozarządowych finansowanych przez kontrowersyjnego miliardera George’a Sorosa otacza Europejski Trybunał Praw Człowieka, celem narzucenia Europie ideologii „otwartego społeczeństwa”. W tym samym czasie amerykański dziennikarz śledczy Daniel Greenfield na łamach „Frontpage Mag” stwierdził, że Soros może zostać deportowany z USA za dobrowolną współpracę przy prześladowaniu Żydów, bo własna przeszłość czyni jego pozostanie na amerykańskiej ziemi niedopuszczalnym.

„Jest nietykalny, ponieważ jego podejrzany majątek jest wykorzystywany do finansowania Partii Demokratycznej, radykalnych lewicowców, różnorodnych antysemitów i przeciwników ICE ” – pisał dziennikarz.

Kontrowersyjny miliarder zapowiedział miesiąc wcześniej, że planuje przeznaczyć miliard dolarów na uniwersytety kształcące w duchu „otwartego społeczeństwa”.

KRESY.PL

Dodano w Bez kategorii

/ fot. Blandine Le Cain / CC BY 2.0

We Francji narasta niechęć do prezydenta Macrona. Już co piąty obywatel tego kraju uważa, że lepiej z kryzysem poradziłaby sobie liderka narodowej partii Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen.

Rząd Macrona spotkał się z krytyką za niejednoznaczne komunikaty o tym, czy, kiedy i gdzie obywatele powinni nosić maski, za to, że nie uzupełnił zapasu masek przed kryzysem i za przeprowadzenie o wiele mniej testów niż sąsiednie Niemcy.

Marine Le Pen bezlitośnie punktuje w ostatnim czasie rząd populistycznego liberała Macrona, mówiąc otwarcie, że “kłamie absolutnie w każdej sprawie”.

To nadal jednak nie jest wysokie poparcie. Mimo spadającego zaufania do rządu 39% Francuzów uważa, że Macron poprawnie wywiązuje się ze swoich obowiązków i dobrze zarządza państwem w czasie kryzysu wywołanego przez COVID-19.

Sondaż został przeprowadzony po tym, jak premier Edouard Philippe ujawnił swój plan stopniowego odmrażania gospodarki i ograniczeń nałożonych 17 marca.

thestar.com.my

Zobacz także: Archiwalny wywiad z Jean- Marie Le Pen

Dodano w Bez kategorii
Witold Gadowski

Witold Gadowski / Fot. Youtube/Witold Gadowski

„Nadeszła pora, aby przestać chodzić ze spuszczonymi oczami. Doświadczenia ostatnich tygodni mówią jedno: polscy katolicy powinni podnieść głowy. Nie musimy za nic przepraszać, ani też niczego się wstydzić. Kościół ma do spełnienia ważną misję państwową i narodową”, pisze na łamach tygodnika „Gazeta Polska” Witold Gadowski.

Publicysta podkreśla, że polscy katolicy są w obecnych czasach ostatnim bastionem normalności w Europie i dlatego muszą walczyć o swoje prawa i domagać się ich respektowania. „Nie możemy dać się zagonić przed telewizory i zapomnieć o kościołach i Mszach Świętych”, zaznacza.

Według dziennikarza restrykcje, jakie w stosunku do Kościoła Katolickiego wprowadziły polskie władze sugerują, że Domy Boże w Polsce są „miejscami, gdzie pandemia jest szczególnie intensywna i zaraźliwa”. Jest jednak pozytywny aspekt tej sytuacji: „być może potrzeba było właśnie długotrwałego okresu postu od praktyk religijnych, aby wielu katolików zdało sobie sprawę z ich wagi i znaczenia w życiu”.

„Porażkę ponoszą wszyscy ci, którzy chcą wykorzystać tę przymusową kwarantannę od religijnych praktyk do propagandy odzwyczajania Polaków od czynnego udziału w nabożeństwach i uroczystościach religijnych”, wskazuje Gadowski.

„Teraz właśnie jest czas, aby przeciwstawić się lewicowemu terrorowi w mediach, w internecie, na ulicach miast. Trzeba stworzyć całą infrastrukturę, która sprawi, że głos polskich katolików będzie poważnie traktowany. Do tego nie wystarczą istniejące obecnie organizacje oraz oglądanie się na hierarchię. Głos katolików musi na nowo zabrzmieć w mediach, w polityce, w szkołach i na wyższych uczelniach”, apeluje publicysta.

„Skończył się czas płomiennych apeli, który nie były poparte politycznymi wpływami, skończył się także czas zabiegania o chrześcijańskie postulaty w istniejących partiach politycznych. Katolickie lobby w Polsce musi stać się faktem i decydować o wielu zjawiskach. Polska powinna stać się przykładem na to, jak skutecznie mogą dziś działać świeccy katolicy. Tego postulatu na pewno nie spełnią istniejące dziś partie polityczne”, podsumowuje Witold Gadowski.

PCH24.PL

Dodano w Bez kategorii
Obraz Jana Matejki "Konstytucja 3 Maja 1791 roku".

Obraz Jana Matejki "Konstytucja 3 Maja 1791 roku". / Fot. Wikimedia Commons

Dramat 3-go Maja w świetle najnowszych badań
Cztery przestrogi z XVIII – go wieku

Stenogram odczytu, wygłoszonego 24.V.1939 w sali Stowarzyszenia Techników w Warszawie staraniem redakcji »Prosto z mostu«.

PROJEKT WŁOSKIEGO PRZYBŁĘDY

Rok temu, w więzieniu lwowskim, wpadła mi w ręce książka wypożyczona jednemu z moich współwięźniów z biblioteki więziennej, napisana przez Józefa Bielińskiego w r. 1905 pod tytułem: „Żywot ks. Adama Czartoryskiego”.

Przypadkowo wziąłem tę książkę do ręki i zwróciłem uwagę na pewien niezmiernie charakterystyczny ustęp. Autor książki wspomina o memoriale, który ma się znajdować w archiwum Czartoryskich w Krakowie, memoriale podyktowanym w Paryżu w r. 1788 młodemu ks. Czartoryskiemu przez ks. Piattolego, włoskiego przybłędę, wówczas wychowawcę młodego Lubomirskiego, a następnie sekretarza Króla Stanisława Augusta i jedną z najwybitniejszych osobistości Polski w okresie Sejmu 4-letniego. Ks. Piattoli podyktował młodemu Czartoryskiemu schemat poczynań konspiracyjnych, które miały na celu przeprowadzenie w Polsce reform. Na czele tej konspiracji miał stać Quatuorvirat — czterech mężów, związanych przysięgą i tajemnicą. Mieli to być ludzie bardzo wpływowi, dobrzy patrioci, bogaci, światli. Do pomocy tym Quatuorvirom miano wybrać 8 członków, również wpływowych i możnych. Ta dwunastka stanowiłaby Kongres patriotyczny, który miał przeprowadzić zmianę ustroju w Polsce. Pierwszym zadaniem tego Kongresu byłoby skonfederowanie wszystkich województw, zawładnięcie wojskiem przy eliminowaniu zupełnym ówczesnego rządu, następnie przeprowadzenie wyborów do sejmu skonfederowanego. Sejm ten powinien był postanowić stworzenie stutysięcznej armii, wyznaczyć dwóch regimentarzów, jednego dla Korony, drugiego dla Litwy i wreszcie ustanowić Komitet Nadzwyczajny, który by kierował sprawami publicznymi na prawach dyktatorskich. Zamierzano poza tym utworzyć komisję, która zażąda od obywateli państwa przedstawienia sobie planów, projektów, myśli dotyczących przyszłej reformy. Z tych referatów miał się wyłonić projekt przyszłej konstytucji, która miała być uchwalona przez Sejm. Poza tym mieli Quatuorviri w tajemnicy przed królem i rządem rozesłać swoich zaufanych mężów do wszystkich państw Europy w charakterze nieoficjalnych ambasadorów Polski. Na tych ambasadorów kwalifikowaliby się ludzie wyższych sfer, światli, towarzyscy i odpowiednio pod względem dyplomatycznym przygotowani. Wreszcie Komitet ten miał zawrzeć odpowiednie traktaty i ustalić politykę zagraniczną.

MASOŃSKIE KARIERY

Przeczytawszy o tym projekcie Piattolego puściłem wodze wyobraźni i starałem się odtworzyć dzieje tego tak brzemiennego w następstwa czterolecia, 1788 do 1792. Wyobrażałem sobie postać Piattolego, który stał się z czasem sekretarzem królewskim, a wówczas był wychowawcą młodego Lubomirskiego. Że Piattoli w ogóle dostał się do Polski i na to stanowisko dowodzi tylko, iż musiał należeć do masonerii.

Znamy z dzieła K.M. Morawskiego analogiczną karierę Lucchesiniego, również włoskiego przybłędy, który się dostał do masonerii, został powołany do Berlina, wkradł się w łaski Fryderyka i został posłem pruskim w Warszawie. Kariera Piattolego szła podobnie: dostał się do Warszawy, dostał się na dwór polski i jako preceptor jednego z młodych Lubomirskich wyjechał do Paryża. W Paryżu nastąpiło zapewne wtajemniczenie go do wyższych stopni masońskich. I wówczas Piattoli w tej stolicy ówczesnego świata, w której przygotowywała się rewolucja, podyktował młodemu Czartoryskiemu plan opanowania Polski, przeprowadzenia analogicznej imprezy, jaką masoneria zamierzała wykonać we Francji.

Bo uprzytomnijmy sobie, kiedy to było.

Jest to rok 1788. O dwa lata wcześniej we Frankfurcie odbył się zjazd zakonu masońskiego Iluminatów, na którym to zjeździe jak to dzisiejsi historycy stwierdzają, zapadła uchwała zniesienia we Francji monarchii i jakoby zapadł również wyrok śmierci na Ludwika XVI. Nie będzie zapewne dalekie od prawdy przypuszczenie, iż równocześnie z postanowieniem wywołania we Francji rewolucji musiano postanowić wywołanie analogicznej rewolucji i w Polsce. Świadczy o tym zupełna synchronizacja rewolucji francuskiej i bezkrwawej rewolucji, jaką był Sejm Czteroletni. W roku 1788 — a więc w dwa lata po frankfurckiej decyzji wywołania rewolucji — czynione są we Francji przygotowania do zwołania Stanów Generalnych, a w rok później zostały zwołane te Stany, poprzedzone zarządzeniem przedłożenia przez wszystkie gminy t.zw. „cahiers de doleances”, zażaleń i wniosków poprawy. Rzecz ciekawa, iż Piattoli w swoim memoriale proponuje również zażądania od obywateli Rzpltej (przedstawienia Komisji projektów dotyczących przyszłej reformy. Widzimy daleko idącą analogię. Jest rzeczą zupełnie jasną nie tylko dziś, ale musiało być jasne i wówczas, iż żądanie od każdej gminy w kraju przedstawienia projektów naprawy konstytucji jest rzeczą całkowicie utopijną i może mieć jedynie na celu wywołania nastrojów rewolucyjnych.

QUATUORVIRAT

Zastanawiałem się, kto mógł należeć do tego Quatuorviratu, kierującego losami Polski i skojarzyłem sobie w głowie projekt Piattolego z jednym ze sprawozdań, które w czasie Sejmu Czteroletniego wysłał do króla pruskiego jego wysłannik w Warszawie Lucchesini. Otóż Lucchesini pisze, że ówczesna Polska, jej polityka, a w szczególności działalność Sejmu Czteroletniego zależy od ściśle zakonspirowanej czwórki ludzi, do których należą Potoccy Ignacy i Stanisław, marszałek Stanisław Małachowski, i reprezentant Małopolski, będącej pod zaborem austriackim, Ignacy Morski. Tych czterech ludzi było tak zakonspirowanych, iż o tej czwórce kierującej nie wiedział król polski…, ale wie o nich ambasador króla pruskiego Lucchesini. Lucchesini zawiadamia swego monarchę, jakie będą posunięcia tych zakonspirowanych Quatuorvirów, daje im rady i wskazówki i nawet w liście skierowanym do króla pruskiego zapowiada, jakie będą przyszłe posunięcia tych zakonspirowanych władców Polski.

Szczegół ten zaczerpnąłem z książki Jędrzeja Giertycha, który wziął go z Kalinki piszącego przed pięćdziesięciu laty. Giertych wyciąga wniosek, iż ludzie ci obdarzali Lucchesiniego swoim zaufaniem dlatego, iż był to ambasador sprzymierzeńca Polski. Mam wrażenie, iż podstawy zaufania rządzących Polską Quatuorvirów do Lucchesiniego nie tworzył fakt, iż Lucchesini był ambasadorem Prus, tylko, że Lucchesini był wysokiego wtajemniczenia masonem. Tak czy owak możemy stwierdzić fakt już dzisiaj niewątpliwy, ustalony historycznie, iż Polską z czasów Sejmu Czteroletniego kierowało, może mówię za silnie, w każdym razie w tej Polsce decydującą rolę odgrywało dwóch przybłędów, nie mających z Polską nic wspólnego: Jednym z tych ludzi był Lucchesini, drugim był Piattoli. Doszło do tego, iż projekt Konstytucji 3-go Maja spisano po francusku, gdyż Piattoli językiem polskim nie władał i potem dopiero przetłumaczono ten projekt na język polski.

CZY OBALAĆ MIT?

Tyle jako wstęp do tych rzeczy, które chciałbym Państwu dziś wieczorem powiedzieć. Przyznaję się, iż przemyśliwując te dziwne okoliczności Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3-Maja popadłem w poważną rozterkę. Zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle posuwać się po tej drodze, czy interesować się kulisami tych zdarzeń, czy też raczej stanąć na stanowisku, na jakim Polska stoi od lat stu, na stanowisku nie tykania mitu 3-go Maja. Przecież na tym micie chowało się w Polsce szereg pokoleń, ten mit za czasów rozbiorów zagrzewał ludzi do wysiłków, ten mit rozgrzewał zesłańców wędrujących na Sybir — i wielu, wielu jest ludzi w Polsce, dla których ten mit stanowi rzecz bardzo szacowną i drogą. Mówię tutaj oczywiście o ludziach dobrej woli. Poza tym jest wielu ludzi, dla których ten mit stanowi broń, którą z pełną świadomością i cynizmem operują. Że ten mit działa, to widzimy co roku w dniu 3-go maja.

Zastanawiając się nad rolą Lucchesiniego i Piattolego, zastanawiałem się nad tym, czy należy ten mit obalać, czy należy iść dalej po drodze, którą szło w Polsce wielu badaczy, i Kalinka przed 50 laty, i K. M. Morawski, po części prof. Skałkowski i wielu innych. Zastanawiałem się, czy my mamy dziś po odzyskaniu niepodległości burzyć ten mit czy powinniśmy go zachować. Warunkiem zachowania tego mitu jest zaprzestanie wszelkich dalszych badań na ten temat i zaprzestanie popularyzowania rewelacyjnych wyników tych badań.

I tu uprzytomniłem sobie dwa rodzaje zarzutów, które wysuwają przeciwnicy burzenia mitu 3-go Maja. Jeden zarzut klasyczny, znany wszystkim, o którym wie każda służąca i każdy dorożkarz, tj. zarzut szargania świętości: święto 3-go Maja to święto narodowe. Nie wolno tego tykać.

Zarzut ten łączy się w bardzo ciekawy sposób z tak żywą w ostatnich czasach dyskusją na temat brązowienia i odbrązawiania wielkich ludzi i wielkich zdarzeń. Bywają mity pewnych faktów historycznych i bywają mity ludzi, i tak jak brązowić i odbrązawiać można ludzi, tak również można ubrązawiać i odbrązawiać pewne fakty historyczne. Weźmy na przykład mit Unii lubelskiej, mit również działający potężnie na umysły i wyobraźnię. Nie trudno byłoby przypuszczam ten mit w takiej czy innej formie odbrązować i wiem, iż w tym kierunku przedsiębrane są próby. Można by zbadać, jak to było w Lublinie, można by spróbować ten fakt historyczny umniejszyć, odbrązować, ośmieszyć. Czytałem niedawno książkę, która wprowadza za kulisy wyprawy wiedeńskiej. Ale jeżeli chodzi o kwestię ubrązowania pewnych faktów historycznych, to zdaje mi się, że sprawa 3-go Maja stanowi tutaj wypadek zupełnie klasyczny. Naród stoi dziś wobec dylematu, czy dalej brązować akt 3-go Maja, czy puścić snop światła i starać się wykryć prawdę, prawdę historyczną, tyczącą się Sejmu Czteroletniego, w szczególności aktu 3-go Maja.

Jest jeszcze druga strona tego medalu. Chodzi o rzecz bardzo dziś modną w psychologii i to zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej: o kwestię kompleksu niższości: Pytanie wygląda tak: czy należy w narodzie, który cierpi chronicznie od lat 200 na kompleks niższości, ten kompleks niższości pogłębiać przez dewaluowanie pewnych zdarzeń, które przywykliśmy uważać za zdarzenia wielkiej miary w życiu narodu? Czy nie jest niezręczna taktycznie chęć, by ten wspaniały zryw patriotyczny, tę wspaniałą reformę, którą zwykliśmy wielbić, nagle detronizować? Czy nie dojdzie wówczas naród do tego wniosku, iż skoro nawet tak wzniosły fakt okazuje się w rezultacie faktem ujemnym, i skoro największe nasze zrywy, że tak powiem, państwowo — twórcze, zostały w ciągu ostatnich dwustu lat inicjowane i wyreżyserowane przez ręce obce, ręce przynajmniej obojętne, jeżeli nie wrogie — czy uświadomienie sobie przez naród takiego faktu nie pogłębi w nim tej rozterki duchowej, w której naród polski od dwustu lat się znajduje? Czy w chwili, kiedy prężymy się do skoku, w chwili skupienia wszystkich sił psychicznych, moralnych i intelektualnych, tego rodzaju podważanie pewnych wszczepianych w umysły Polaków pojęć nie jest rzeczą po prostu karygodną? Wiem, iż wychodząc z tej sali będziecie się Państwo w rozmowach swoich nad tym zastanawiali, czy jest rzeczą dobrą czy złą, że ten temat dziś poruszam? Jestem przekonany, że zdania na ten temat będą rozbieżne. Jednak chcę stwierdzić, że zdaję sobie sprawę z tego, iż te próby odbrązawiania aktu 3-go Maja mogą tylko wówczas być usprawiedliwione, jeśli potrafi się wykazać, że ten mit w życiu narodu stał się szkodliwy. I to jest celem dzisiejszego odczytu.

SZKODLIWY MIT

Jestem najgłębiej przekonany, iż mit 3-go Maja, mit tego masowego zrywu, którym naród polski zadokumentował jakoby przed światem swoją wolę do samoistnego bytu i swą umiejętność stworzenia nowych form życia państwowego, stał się dziś szkodliwy. Uważam, iż w miejsce tego mitu powinna przyjść prawda. Dlaczego?

Przyznam się, iż już dość dawno, może od lat dwudziestu, nie rozumiem w pełni ludzi, którzy mówią, że to jest takie niesłychanie krzepiące dla naszej świadomości narodowej poczucie, iż na dwa lata przed upadkiem zdobyliśmy się na tak wspaniały zryw. Przyznam się, że to rozumowanie nie trafia mi do przekonania. Gdybym wiedział, że Polska upadła w chwili największej depresji, największego wyczerpania sił twórczych, gdybym miał przekonanie, że Polska upadła dlatego, bo wszyscy wielcy ludzie w narodzie byli zgnici, bo Polska nie miała ani ludzi ofiarnych, ani dobrej woli, to wówczas można by powiedzieć, że była to rzecz nieunikniona: Polska musiała upaść. Ale ta myśl, iż znalazło się wielu ludzi światłych, ofiarnych, że znalazła się elita, grono wybrane, które zdobyło się: na to, by naród wprowadzić na drogę świetlanego rozwoju i że naród zdobył się nawet na rzecz, wiekopomną, którą zaimponował całemu światu, a w półtora roku później Polska upadła i to upadła w sposób haniebny, nie bójmy się tego wyrazu — kampania Poniatowskiego i Kościuszki, którzy mieli bronić Konstytucji 3-go Maja, miała przebieg niesłychanie żałosny; król i Kołłątaj w haniebny sposób zgłaszają swój akces do Targowicy — ta myśl o niechlubnym końcu niepodległego bytu Polski jest potworna.

Odpowiada się na to: zrehabilitowało nas powstanie Kościuszki. Powstaniem Kościuszki Polska jakoby zadokumentowała, iż broni nie tylko swojej niepodległości, ale i idei wyrażonych w Konstytucji 3-go Maja. Czy to twierdzenie jest aby słuszne? Dla mnie cały problem naszych powstań łączy się psychologicznie ściśle z problemem Konstytucji 3-go Maja. Wielbię i podziwiam twórców, inicjatorów i wykonawców naszych powstań, uczestników powstania Kościuszki, uczestników Legionów, uczestników powstania w r. 1830, uczestników powstania w r. 1863, uchylam czoła również przed krwią ofiarnie przelaną w r. 1905, nie kwestionuję faktu, że z najtragiczniejszych nawet klęsk naród wyciągał duże korzyści moralne, krzepiące go do dalszej walki, ale te wszystkie zdarzenia historyczne pogłębiają we mnie jeszcze ten kompleks niższości. Ja mówię sobie: jeżeli tylokrotnie najlepsi członkowie naszego narodu, najbardziej ofiarni, najbardziej bohaterscy zdobywali się na walkę o niepodległość — tyle razy z takim poświęceniem, z taką ofiarą, i jeżeli zawsze ta rzecz paliła na panewce, jeżeli nasze powstania nie dały nam niepodległości, mimo iż niekiedy byliśmy od tej niepodległości bardzo niedaleko, to mam wrażenie, że brązowanie tych wszystkich mitów jest niecelowe. I jest celowe i pożądane oświetlenie, dlaczego wysiłki najlepszych synów narodu polskiego na przestrzeni 150 lat prowadziły z reguły do przegranej. Uważam, że jeżeli się da to oświetlenie, i jeżeli w mózgi ogółu Polaków wrazi się myśl, iż był jakiś powód konkretny, wyraźny, dla którego wysiłki najlepszych synów narodu przez 150 lat nie doprowadziły do zwycięstwa, uważam, że jeżeli się myśl taka w umysłach ogółu Polaków wryje, to wówczas nasz kompleks niższości nie tylko się nie pogłębi, ale przeciwnie zniknie: poczujemy się na siłach do stawiania czoła niebezpieczeństwom, gdy będziemy wiedzieli, czego unikać, by zamiast tryumfu wszelkie nasze wysiłki nie kończyły się tragicznie.

PROBLEM BRĄZOWIENIA

Mówi się o szarganiu świętości, o symbolach, mówi się o autorytetach. Pamiętamy wszyscy niedawną dyskusję na temat brązowienia Mickiewicza, na temat odbrązawiania Sobieskiego: opinia publiczna doszła wówczas mniej więcej do takiego wniosku:

Każdy wielki człowiek ma swoje małe strony, ma swoje śmieszności, miał w życiu chwile, których się wstydzi, ma swoje zakamarki, do których nierad zagląda. Problem wygląda w ten sposób: czy te ujemne momenty, w życiu wielkiego człowieka nieuniknione, czy te ujemne strony równoważą jego zasługi, które w opinii polskiej zostały ubrązowane? Innymi słowy, czy zasługi Mickiewicza, o których wie każdy dwunastoletni czy czternastoletni Polak, czy te zasługi nikną w porównaniu z pewnymi ujemnymi cechami charakteru czy epizodami życia? Weźmy postać Sobieskiego. Sobieski w umyśle ogółu Polaków jest postacią rycerską, symbolizującą rolę Polski jako przedmurza chrześcijaństwa. Sobieski to jest wielki wódz, to jest nieustraszony rycerz, to jest wielki katolik. I pamiętamy wszyscy niedawno wydaną książkę, oświetlającą życie zakulisowe, oświetlającą od tyłu życie Sobieskiego. Książka ta napsuła bardzo dużo krwi. I znowu wyłania się pytanie: czy pewne ciekawostki z życia Sobieskiego, które mogą rzucić na niego światło nieprzychylne, podrywają kontury postaci Sobieskiego, jakie się wyryły w mózgach i przede wszystkim w sercu każdego Polaka? Mam wrażenie, że nie podrywają. Tak samo, jeżeli chodzi o rewelacje o Mickiewiczu mam wrażenie, że nie podrywają bynajmniej zasadniczego obrazu tego najgenialniejszego moim zdaniem człowieka, którego wydały dzieje Polski.

Problem brązowienia czy odbrązawiania łączy się więc ściśle z problemem narastania pewnych świętości, pewnych autorytetów w życiu narodu. I może ustalimy tutaj pewne zasady: możemy powiedzieć, że jeżeli pewne mity osnuły się dokoła wielkich postaci i zdarzeń historycznych, jeżeli jakiś mit mający wielkie walory jest w ogólnych zarysach prawdziwy, wówczas mamy prawo żądać, by zbyt natarczywie nie szukano dziur na całym, by zbyt natarczywie nie zaglądano za kulisy ludzi i wypadków.

Ale bywają wypadki, kiedy mity są w swym ogólnym zrębie nieprawdziwe, jak to jest z mitem 3-go Maja. Uważam, że skoro badania historyczne doprowadzają do wniosku, iż dany mit w ogólnym swoim zarysie jest nieprawdziwy, to nie jest celowe i nie jest wskazane ten mit brązowić, przeciwnie należy dążyć do prawdy.

Przez lat 150 z Sejmu Czteroletniego i z Konstytucji 3-go Maja tworzono pewien symbol. Cel był podwójny: Jeden był cel, który przyświecał ludziom dobrej woli, aby naród w swej walce o niepodległość miał siłę motoryczną, która by zagrzewała serca i wyobraźnię. Drugi był cel jeszcze wyraźniejszy, cel masoński. Sejm Czteroletni i Konstytucja S-go Maja to typowe osiągnięcia masonerii, to nie tylko tryumf masonerii jako takiej, ale tryumf ducha masońskiego i metod masońskich w życiu polskim. Jest rzeczą jasną, iż masoneria, która rządzi Polską od lat dwustu, była zainteresowana w tym, by ten mit podsycać — i jest nadal zainteresowana. I ostrzegam Państwa przed wszelkimi próbami, czynionymi już od lat wielu, podważenia, podrywania i ośmieszenia wszelkich usiłowań, dążących do rzucenia światła na kulisy 3-go Maja. Powtarzam jeszcze raz: jest w Polsce dużo ludzi, którzy w dobrej wierze starają się ten mit galwanizować i utrzymywać. Ale mit ten stał się zupełnie wyraźnie określoną bronią i jednym z narzędzi masonerii dla utrzymania jej wpływów w Polsce. W tym sensie mit ten jest narzędziem bieżącej polityki i narzędzie to musi być z rąk masonerii wytrącone. (Oklaski).

REFORMY CZARTORYSKICH CZY 3-CI MAJ?

Spośród Polaków najbardziej wpływowym działaczem był w epoce Sejmu Czteroletniego ks. Kołłątaj. Obok Kołłątaja znamy wiele nazwisk myślicieli, publicystów, działaczy politycznych i społecznych, widzimy imponującą plejadę ludzi dążących do naprawy Rzeczypospolitej. I utarło się u nas mniemanie, że Konstytucja 3-go Maja, że cały dorobek Sejmu Czteroletniego, to był przewrót, to był przełom w duchowym życiu Polski. Uczono nas, że po dwustu latach nierządu dopiero w latach 1788/92 skierowano wreszcie nawę Rzeczypospolitej na tory odrodzenia i odrzucono to wszystko, co w Polsce było zgniłym i rozszarpano wreszcie te węzły ustrojowe, które przeszkadzały narodowi w duchowym renesansie.

W moim przekonaniu mniemanie to jest błędne. Nasze oficjalne dziejopisarstwo waha się z zajęciem stanowiska na ten temat. Mógłbym się jednak powołać na profesora Uniwersytetu Poznańskiego Skałkowskiego, który rzucił tę myśl — myśl, którą podchwytuję i która moim zdaniem powinna się stać w Polsce własnością szerokiego ogółu, myśl, że okres, w którym Polska weszła na drogę przełomowych reform, to był okres wcześniejszy o ćwierć wieku od Konstytucji 3-go Maja, okres reform Czartoryskich w latach 1764 — 1768.

Ponieważ rzecz tę uważam za niezmiernie ważną, więc pozwolę sobie trochę szerzej na ten temat tutaj pomówić.

CHOROBA SASKA

Musimy sięgnąć do czasów saskich, do czasów najgłębszego upadku. Polska jest wówczas ciężko chora. Trawi ją od stu lat gorączka złotej wolności, choruje na demokratyzm, zanik władzy i autorytetu, choruje na nieodłączny od liberalnej demokracji pacyfizm, który zabija w narodzie cechy rycerskie i naród towarzyszów pancernych przemienia w naród hreczkosiejów. Choruje Polska na materializm — ciężkie niedomaganie, prowadzące do rozhartowania charakterów i do zaniku cnót obywatelskich. Prawda, że w tych ciężkich czasach zacieśniają się więzy, łączące polskość z katolicyzmem. Ale nie jest to już, niestety, katolicyzm Oleśnickich i Hozjuszów, a tym bardziej nie jest to surowy i zdobywczy katolicyzm średniowiecza, wiara gorąca jak płomień, w której ogniu przetapiają się przywary osobiste i niesprawiedliwości społeczne. Katolicyzm XVIII wieku jest chory. I to jest jednym z powodów, dla których tak ciężko chora była w XVIII wieku i Polska. Skończyła się już ofensywa kontrreformacji; podgryzany racjonalizmem, w rozbracie ze schodzącą na manowce wiedzą, podminowany masonerią, zagnieżdżającą się nawet w szeregach duchowieństwa, Kościół katolicki wchodzi w XVIII wieku w okres słabości, z którego zaczyna się tryumfalnie dźwigać dopiero w naszych czasach. Nawiasem mówiąc, w chwili, gdy katolicyzm tryumfalnie się dźwiga, dźwiga się również i Polska.

Osłabiony w XVIII wieku katolicyzm nie mógł się stać dźwignią, która by dopomogła Rzpltej do podniesienia się z upadku. Pijana tradycjami dawnej świetności, pijana rozpasaniem demokracji szlacheckiej, pijana małmazją i węgrzynem, Rzeczpospolita staje się Bezwładna i bezbronna. Dokoła warują uzbrojeni po zęby i żarłoczni sąsiedzi. Jeszcze 6 lat dziesiątków hamuje króla pruskiego Rosja, licząc na to, że cała Polska stanie się jej łupem.

W wyczerpanym organizmie Polski zagnieżdżają się bakcyle masońskie. Masonem jest nie tylko August II, nie tylko bigot August III, ale stanie się nim również Stanisław Poniatowski. Pierwszy ślad istnienia masonerii w Polsce spotykamy pod datą 1729. Im dalej w wiek XVIII, tym większy w Polsce zasięg wpływów masońskich.

Z DUCHA I POTRZEB NARODU

Ale epoka saska nie jest tylko epoką upadku i marazmu. Zawsze tak bywa, że gdy naród osiągnie dno upadku, wówczas widzimy już narastające siły, które mają, o ile naród nie jest przeznaczony na zagładę, wyprowadzić go z powrotem na drogę wielkości. W upadku saskim budzi się w narodzie polskim świadomość klęski i potrzeba odrodzenia. Dwu braci Czartoryskich, Michał i August, organizują stronnictwo zwane „familią”, stronnictwo, które niewątpliwie wypływa z ducha narodu polskiego, stronnictwo, które nie szukało inspiracji z zewnątrz, które co prawda szukało nieraz pomocy na zewnątrz kraju, które pod koniec swojej działalności sprzymierzyło się nawet z Rosją, ale które było wyrazem ducha i potrzeb narodu. Obok Czartoryskich wysuwają się na czoło w tym stronnictwie kanclerz Zamoyski i ks. Konarski. Idee ich krążą po kraju, zastępy ich zwolenników są zwarte i liczne.

I wreszcie przychodzi chwila pomyślna, w której Czartoryscy mogą przystąpić do wykonania swoich reform. August III umiera, Stanisław August Poniatowski, siostrzeniec Czartoryskich, zostaje królem. I wówczas to na sejmie r. 1764 Czartoryscy przystępują do reform zdaniem moim głębszych, dalej sięgających niż reformy, których dokonał Sejm Czteroletni. Przede wszystkim do reform przemyślanych, do reform dojrzałych. Reformy Czartoryskich są dojrzałe, przeprowadzane ręką mistrzowską. Nie będę się tutaj wdawał w szczegółową historię. Muszę stwierdzić, iż w najważniejszych dla życia polskiego sprawach, a więc w sprawie mieszczańskiej, w sprawie żydowskiej i w sprawie ustroju — Czartoryscy rzucili podwaliny pod odrodzenie Polski.

Weźmy kwestię Żydów, tak chętnie przemilczaną przez naszych historyków. Czartoryscy przeprowadzili w r. 1764 na sejmie rozwiązanie sejmu żydowskiego, tzw. sejmu czterech prowincji, który od lat 150 rządził żydostwem w Polsce. Trzeba pamiętać, iż w latach minionych większość sejmów polskich zerwano za poduszczeniem Żydów. Czartoryscy położyli kres rozwojowi żydowskiej potęgi: rozwiązali sejm żydowski, skasowali automatyczną nobilitację chrzczonych Żydów, nałożyli na Żydów pogłówne. Wreszcie w r. 1768 wyszedł dekret, który mógł był rozwiązać problem żydowski: wydano nakaz zawierania przez Żydów paktu z każdym miastem polskim, przy czym jeżeli miasto paktu nie zawrze, to Żydom nie wolno działać i mieszkać w danym mieście. Jak widzimy, problem żydowski wszedł w reformach Czartoryskich na drogę radykalnego załatwienia.

To samo, jeśli chodzi o sprawę mieszczan. Nie będę się wdawał w szczegóły. Muszę stwierdzić tylko, że renesans miast polskich datuje się już od reform lat 1764 — 68. Sejm Czteroletni przychodzi do gotowego, zastaje miasta zregenerowane a jednak dopuszcza przedstawicieli miast do Sejmu tylko z głosem doradczym. Można powiedzieć, iż Sejm Czteroletni na punkcie mieszczan, ich prerogatyw okazał się o wiele mniej śmiałym i odważnym niż książęta Czartoryscy, pomimo, iż za czasów Sejmu Czteroletniego przewodnicy mieszczaństwa polskiego zorganizowali się w masonerii i dzięki temu mogli liczyć na większe uwzględnienie swoich dezyderatów.

Jeżeli chodzi o kwestię chłopów, to w r. 1767 uchwalił sejm karę śmierci na szlachcica, zabijającego chłopa. Jest to bodaj od czasów Kazimierza Wielkiego pierwsza ustawa na korzyść chłopa w Polsce, ustawa, która bierze chłopa pod opiekę prawa, która daje mu prawa ludzkie. Należy stwierdzić, iż Sejm Czteroletni, w szczególności Konstytucja 3-go Maja nie zrobiły dla chłopa nic.

Wreszcie kwestia ustroju. Liberum veto jak rak toczyło Polskę do stu lat. Należy stwierdzić rzecz bezwarunkową i w naszej historii dziwnie mało podkreślaną, iż właśnie Czartoryskim zawdzięcza Polska faktyczne zniesienie liberum veto. Na sejmie elekcyjnym w r. 1764 Czartoryscy przeforsowali, iż wszystkie następne sejmy będą nadal odbywały się pod węzłem konfederacji. Ustrój polski wymagał, jak wiadomo, do uchwał sejmowych jednomyślności, ale przewidywał instytucję konfederacji. Gdy naród polski był w niebezpieczeństwie, kiedy groziła mu katastrofa, wówczas zawiązywał konfederację, a w tej konfederacji obowiązywała zwykła większość głosów. Z reguły stawało się to z chwilą śmierci króla. Sejmy tzw. konwokacyjne, a następnie elekcyjne odbywały się od czasów Zygmunta Augusta pod węzłem konfederacji, tzn. decydowała większość głosów. Czartoryscy przeprowadzili swą reformę ustroju w sposób klasyczny, usuwając zło, a pozostając w ramach tradycyjnego ustroju Rzpltej. Zwalczyli liberum, veto w ten sposób, że na przyszłość wszystkie sejmy miały się odbywać pod węzłem konfederacji, tym samym na przyszłość wszystkie sejmy miały rozstrzygać większością głosów.

NAJGŁĘBSZA TRAGEDIA NASZYCH DZIEJÓW

Gdyby ta reforma się była utrzymała, wówczas konstytucja polska, ustrój Polski, byłby w 95% raz na zawsze uzdrowiony. Niestety, wróg czuwał. Katarzyna zorientowała się poniewczasie do czego dążą Czartoryscy i zażądała wycofania głównych reform, a w szczególności zażądała rozwiązania konfederacji. I tutaj następuje tragedia, jedna z najgłębszych tragedii naszych dziejów, tragedia, do której opisania nie wziął się do tej pory żaden pisarz, nie znalazł się dramaturg, który by ją wniósł na deski teatralne. Tragedia, z której płynie dla nas bardzo głęboka nauka. Obaj Czartoryscy, starcy liczący już wówczas grubo powyżej 60 lat, ludzie krwi jagiellońskiej, fortun ogromnych, przyzwyczajeni od lat kilkudziesięciu do rzucania swego głosu na szalę wszystkich wydarzeń w Polsce, ludzie, za którymi szła większość patriotów polskich, ludzie, którzy dla przeprowadzenia w Polsce reform nie wahali się posłużyć Rosją wbrew własnym interesom Rosji, wielcy politycy, którzy własnymi rękoma położyli zrąb swoich reform, którzy wprowadzili Polskę na drogę wiodącą do odrodzenia, — natknąwszy się na sprzeciw Katarzyny załamali się i ustąpili. Tragedia tym większa, iż król Stanisław August, człowiek słabego charakteru, wiotki jak trzcina, człowiek, o którym historycy wydają jak najbardziej ujemny sąd, jednak zdecydował się na otwarty konflikt z Katarzyną i wydał odpowiednie rozkazy wojsku. Niestety Czartoryscy ustąpili i przyjęli gwarancję Katarzyny.

PIERWSZA PRZESTROGA

Są to rzeczy zbyt mało znane i dlatego uważałem za mój obowiązek szeroko Państwu tu o nich opowiedzieć, gdyż płynie z nich pierwsza przestroga, jaką musimy wynieść z tych bolesnych czasów, przestroga jakże aktualna dla dzisiejszej epoki. Okazuje się, iż nie wystarczy jasny pogląd na potrzeby kraju, bo tego Czartoryskim nie brakowało. Nie wystarczą dobre Chęci, nie wystarczy zapał i patriotyzm — potrzeba hartu. Ludzie, stojący na czele narodu, muszą być twardzi i nieustępliwi, bohaterscy i ofiarni, nie zdemoralizowani posługiwaniem się zagranicznymi ideami i zagranicznym oparciem. Kierownicy narodu muszą mieć charaktery hartowne! Tylko wówczas naród może być pewny dobrej przyszłości, jeżeli ma to przekonanie, iż ludzie kierujący nim są hartowni jak stal! (Oklaski).

OSTATNI ZRYW

Na gwarancję Rosji, która najbardziej ślepym z Polaków otworzyła wreszcie oczy na dokonaną już faktycznie utratę niepodległości, odpowiedział naród konfederacją barską. Zapamiętajmy to sobie dobrze: Bar to ostatni niezależny zryw narodu aż po nowożytny, obecny ruch narodowy. Ostatni.

Podkreślam jeszcze raz to, o czym mówiłem na początku mego odczytu, iż uchylam jak każdy Polak czoło przed bohaterstwem i ofiarnością ludzi, którzy do bojów o niepodległość Polski w tylu heroicznych zrywach powstawali, ale stwierdzam, iż ostatnim zrywem podyktowanym duchem czysto polskim, nie skażonym obcymi ideami, a w szczególności ideami masońskimi, iż ostatnim czysto narodowym zrywem aż po czasy nowoczesnego ruchu narodowego, to był Bar. Wszystko, co się dziać będzie z Polską między epoką księdza Marka Karmelity a czasami Romana Dmowskiego, to poczynania wyrosłe z ideologii obcej duchowi polskiemu po części, i z inspiracji obcej, choćby te poczynania były jak najbardziej ofiarne i bohaterskie. Polska była heroiczna, ale inspiracja, ale sposób myślenia, ale duch był obcy. Bar to po nasze czasy ostatni samodzielny poryw ducha narodowego, poryw tak trudny do rozgryzienia dla masońskich historiografów, bo irracjonalny, nie usiłujący realizować jakiegoś programu, ale samozachowawczy, poczęty z najgłębszego ducha duszy polskiej, chcącej bronić swej swoistości, swej najgłębszej narodowej więzi psychicznej i swej wiary przed brutalnym dotykiem łap azjatyckiego najeźdźcy.

I może dlatego że walka ta szła nie o materialną stronę życia, ale o jego treść najgłębszą, zrozumieli do gruntu u nas epokę barską jak dotąd tylko poeci. Nie mogę czytać bez wzruszenia pieśni konfederatów, przypominających raczej hymny religijne niż piosenki bojowe. Iluż poetów natchnęła promienna postać księdza Marka! Czasy te tak silny rzucają urok, że nie znam dziś nawet historyka, który by potrafił ustosunkować się do nich z beznamiętnym obiektywizmem. Jeśli kiedy, to niewątpliwie wówczas mogła Polska nagłym zrywem nawrócić na drogę, wiodącą do naprawy i zachowania niepodległości bytu. Nie 3-go Maja, bo wówczas Polska nie była już sobą, duch narodu był skażony. Nie 3-go Maja, nie w czasie Sejmu Czteroletniego, lecz w czasie Baru mieliśmy ostatnią szansę ratunku. Czytając te dzieje widzi się to, czuje przez skórę. Przecież ówczesna Polska to jeszcze po obu stronach barykady ludzie myślący naprawdę narodowymi kategoriami: z jednej strony obóz Czartoryskich, którzy wzięli na swe barki ciężki trud wyprowadzenia z błota ugrzęźniętego wozu Rzeczypospolitej, z drugiej strony Pułascy, Krasiński, ludzie dążący, choć może chwilami po omacku, do tego samego celu. Niech się te dwa zwaśnione obozy ze sobą pogodzą, niech dojdzie rzeczywiście do zjednoczenia narodu na platformie wspólnej walki z Rosją, a zwycięstwo wydaje się niewątpliwe. Kilkakrotnie w ciągu tych długich czterech lat bojów konfederackich zjednoczenie to wydaje się tak bliskie, że tylko rękę wyciągnąć: Zjednoczenie wydaje się być kwestią miesięcy czy tygodni.

RĘKA MASOŃSKA

Niestety, wówczas jak i dziś, wróg czuwa. Na podstawie najnowszych badań nie wolno nam wątpić, że to masońskie intrygi, konszachty i zabiegi udaremniły zgodę między kanfederatami a obozem króla i Czartoryskich. Badania Kazimierza Mariana Morawskiego wykazały, iż dwukrotnie w czteroletnich dziejach konfederacji barskiej zdawało się już dochodzić do zjednoczenia narodu, do zjednoczenia króla i Czartoryskich z Barem. W trzecim roku istnienia konfederacji przyjeżdża z Paryża płk. Dumouriez, delegowany przez rząd francuski na politycznego doradcę i wodza konfederacji. Płk. Dumouriez dostaje oficjalne polecenie doprowadzenia do zgody między królem a konfederacją. Przyjeżdża do Polski, i nagle z jego wpływu Generalność konfederacji ogłasza detronizację króla. Grom z jasnego nieba, niszczący w zarodku wszelkie możliwości porozumienia. Przez półtora wieku fakt ten był niezrozumiały. Obecnie Kazimierz Marian Morawski wyjaśnił, że poza oficjalnym ministerstwem spraw zagranicznych działał w Paryżu jeszcze tzw. „sekret królewski” Ludwika XV, instytucja obsadzona przez masonów. Ten „sekret królewski” wydał Dumouriez’owi polecenie doprowadzenia do detronizacji Stanisława Augusta, tym samym do śmiertelnego skłócenia narodu polskiego.

Widzimy więc tutaj rękę masonerii, łapiemy ją in flagranti, widzimy jak niechętnie patrzała na wszystko, co zmierzało do zjednoczenia. A chęć do zjednoczenia się u Polaków była tak silna, że w rok później i konfederaci mimo dawniejszej urazy wydają się dochodzić ponownie do zgody i porozumienia. I tu znów pada grom: tajemnicze i nieudane porwanie króla Stanisława Augusta przez konfederatów. Kazimierz Marian Morawski twierdzi, że i tu działała inicjatywa masońska. Ten drugi epizod nie jest może tak dalece wyświetlony jak pierwszy z „sekretem królewskim”, mamy jednak uzasadnione wątpliwości, czy i tutaj nie była w grze ręka masońska.

Przypatrzmy się czteroletnim dziejom konfederacji barskiej, które każdy z Państwa studiował w szkole. Przypominamy sobie, że przedstawiają się one chaotycznie, jakoś dziwnie bezplanowo. Dla mnie dzieje konfederacji barskiej stanowią analogię do dziejów powstania 1830-31 r. Nie znam bardziej tragicznej i niepokojącej lekcji, jak dzieje powstania w 1830-31 r. To samo jest z konfederacją barską: jakiś chaos, jakaś tragiczna bezplanowość. Ludzie energiczni skądinąd i zdecydowani nagle zamieniają się w kunktatorów. Co chwila przestaje się: rozumieć, o co chodzi, przestaje się rozumieć te wszystkie zwłoki, nie rozumie się dlaczego ludzie mądrzy robią rzeczy głupie, dlaczego ludzie porządni robią
rzeczy podłe. Słyszałem niedawno zdanie — wydaje mi się — słuszne: jeżeli się widzi, że ktoś mądry robi rzeczy rażąco głupie, ktoś porządny robi jakieś świństwo, to wtedy można na pewno przypuszczać, iż tym kimś kieruje loża czy konspiracja. Pamiętając o tej zasadzie zrozumiemy dzieje konfederacji barskiej i dzieje powstania 1831 r. Te rzeczy, których się uczymy w szkole, to jest jakby zewnętrzna fasada.

Jeśli chodzi o konfederację barską, to niewątpliwie był to zryw powstały z najgłębszych pokładów ducha narodu. Cóż kiedy wśród bohaterskich i szlachetnych ludzi zaczęła działać szeroko intryga masońska. Wielu masonów znajduje teren działania w konfederacji barskiej: obok licznych Polaków, spotykamy tam jubilera Poncet, Francuza, następnie Heykinga, Niemca, inicjatora loży „Cnotliwy Wędrowiec”, w Preszowie, wywierającej decydujący wpływ na Generalność konfederacji. Niewątpliwie zdarzają się tarcia i między ludźmi ofiarnymi i ideowymi, ale masońska intryga działając konsekwentnie przez 4 lata toczących się bojów spaczyła przebieg i ducha konfederacji.

DRUGA PRZESTROGA

Stąd wynika dla nas przestroga druga, zasadnicza, niesłychanie aktualna. Naród polski wciśnięty pomiędzy dwu potężnych sąsiadów dążył do zjednoczenia, dążył widomymi wysiłkami swoich najlepszych synów. Ale nic z tego nie wyszło, bo nie umiano się ustrzec tych ciemnych rąk, które zrywały nić zjednoczenia z chwilą, gdy zaczynała się nawiązywać. Więc przestroga druga, niesłychanie aktualna nauka z dziejów XVIII stulecia: jeżeli chcemy, by naród polski w obliczu niebezpieczeństwa się zjednoczył, patrzmy bacznie, komu powierzamy dzieło tego zjednoczenia. (Oklaski).

150 LAT RZĄDÓW MASONERII

Po Barze nastąpił pierwszy rozbiór, ale gorzej jeszcze niż rozbiór, bo katastrofa ducha narodu. Od r. 1772 aż po dojrzenie nowoczesnego ruchu narodowego w ostatnich latach, przypomina naród polski ciało bez ducha. Upadek konfederacji barskiej to koniec na wiek cały idei narodowej, idei samodzielnej drogi polskiego narodu. Naród wpada w stan zupełnej prostracji, w stan wyjałowienia psychiki narodu z elementów rodzimych. W powstałą po wywiezieniu na Sybir konfederatów i po usunięciu się Czartoryskich próżnię wciśnie się teraz duch masoński. Droga dla niego wolna. On to opanuje niepodzielnie serca i umysły Polaków. Najlepsi synowie Polski stają się teraz masonami.

Nie da się tego zaprzeczyć, jest to faktem stwierdzonym, iż przez 150 lat od pierwszego rozbioru wszyscy najlepsi synowie narodu polskiego byli masonami. I masoni próbują ten argument obrócić na swoją korzyść. Argument ten jednak nie jest na korzyść masonerii, bo możemy stwierdzić, iż te czasy, kiedy najlepsi synowie narodu polskiego wyznawali ideały masońskie; były najtragiczniejszą epoką w tysiącletnich dziejach Polski. To jest fakt. Jeżeli chcemy, aby naród polski rozwinął skrzydła do lotu, by wzbił się na drogi wiodące ku wielkości, to musimy zerwać z tym, co kaziło duszę narodu przez 150 lat, musimy w miejsce idei masońskiej wziąć ideę narodową. (Oklaski).

Po Barze staje się rzecz tragiczna: nie tylko starsi, dojrzali mężowie tracą ducha narodowego, ale dzieje się rzecz szczególnie groźna dla przyszłości narodu: jego młode pokolenia zaczynają chować się w duchu obcym, a nawet wrogim wszystkiemu, co długie wieki zwykły uważać za istotę polskości.

Weźmy Komisję Edukacji Narodowej. Pozwolę sobie zatrzymać się przez chwilę nad tą instytucją. Głoszono nam, że dopiero od tej chwili, kiedy zaczęliśmy czerpać wzory od encyklopedystów masońskich, kiedy duchem Woltera i Rousseau zaczęliśmy przepajać wychowanie młodzieży, zaczął się renesans Rzpltej. Niestety widzimy, iż renesans ten był tragiczny. Dlatego pozwolę sobie zacytować sąd Mickiewicza o Komisji Edukacji Narodowej, wypowiedziany w Wykładach o literaturze słowiańskiej:

„Ale cała ta popiętrowana budowa oświaty (Komisja Edukacyjna) czyli instrukcji publicznej, nie miała podstawy w żadnej prawdzie moralnej, w żadnym, dogmacie ogólnym. .Nasprowadzano z zagranicy dzieł, które
miały służyć za elementarne. Książki te, pisane przez filozofów encyklopedystów, znajdowały się w dziwnej sprzeczności z wychowaniem religijnym, zostawionym jeszcze w rękach duchowieństwa. Logika umiejętności ścisłe i wszystko, czego uczono w szkołach, było już wykładane podług widoków materializmu. Podrzędne zbiory historii, wyciągane z dzieł, cudzoziemskich republikanów, wpajały maksymy, tchnące nienawiścią przeciw monarchii, a obok tego starano się wystawiać uczniom dziedziczną władzę królestwa jako jedyny środek zbawienia Rzeczypospolitej”.

Dziwna to była nauka. Z jednej strony starano się najmłodsze pokolenie polskie przerabiać w szkole na republikanów, z drugiej strony mówiono, iż tylko dziedziczna monarchia może uczynić Polskę silną; z jednej strony kazano młodzieży być gorliwymi katolikami, z drugiej strony przepajano ją duchem racjonalizmu. Czytając monografię Collegium Nobilium widzimy, iż księża pijarzy w pocie czoła tłumaczą wszystkie tragedie Woltera i każą je odgrywać wychowankom. Patrząc na to oczyma dzisiejszego człowieka ma się wrażenie jakiejś aberacji. Nic dziwnego, że oba pokolenia wychowane w takiej szkole (to jest pokolenie Sejmu 4-letniego i pokolenie powstania 1830 r.) to ludzie zupełnie zdezorientowani, pozbawieni busoli intelektualnej i moralnej, ludzie, którzy własnymi rękami wbrew swym najlepszym chęciom grzebali własną Ojczyznę.

TRZECIA PRZESTROGA

I tutaj nasuwa się znów przestroga, płynąca z tych czasów, przestroga, by wychowywać młodzież, która ma w przyszłości ująć w swe ręce los narodu, z dala od wpływów obcego ducha. Przypomnijmy sobie dzieje wychowania w Polsce w ciągu ostatnich lat dziesięciu. Jeżeli Komisja Edukacji Narodowej łączyła się z nazwiskami takimi, jak ks. Kołłątaja, ks. Piramowicza, jak Czackiego, Ignacego Potockiego i innych, to reforma wychowania ostatnich lat dziesięciu łączy się z nazwiskami ks. Żongołłowicza i braci Jędrzejewiczów. Uważam, iż przestrogi płynące z głębi naszych dziejów są niezwykle aktualne. Uważam, iż rozpamiętywanie żałosnej historii pokolenia, które wyszło ze szkół Komisji Edukacji Narodowej, powinno nas nakłonić do walki o to, by wychowanie w dzisiejszej Polsce przepojone było ideami i duchem narodowym. (Oklaski).

W DYSPOZYCJI MASOŃSKIEJ

Dochodzimy z powrotem do Konstytucji 3-go Maja. Konstytucję tę stworzyło — jak wiemy — pokolenie wychowane w duchu masońskim, ludzie ujęci w karby konspiracji masońskiej, kierowani przez masońskich przybłędów, którzy robią przymierze z królem pruskim nie tyle w przeświadczeniu, iż król pruski jest rzeczywiście przyjacielem Polski, ale dlatego, iż król pruski był masonem i że obowiązuje ich solidarność masońska. Fryderyk II, zwany Wielkim, był jak wiemy, jednym z najwyższych członków zakonu Iluminatów; masoni całego świata byli do jego dyspozycji. Nic dziwnego, że masoni polscy byli również do jego dyspozycji.

Próbowano operować argumentem, że po stronie zwolenników Rosji znaleźli się również masoni. Zjawisko to normalne. Masoneria dąży zawsze do rozszczepienia swoich sił, do rzucenia swoich ludzi na obie strony barykady. Jest jednak faktem dowiedzionym, że w chwili, kiedy rozstrzygnęły się losy narodu polskiego, to co było w narodzie polskim najlepszego sprzymierzyło się z królem pruskim. To Polskę musiało prostą drogą doprowadzić do katastrofy. Na szczęście nie ma tutaj analogii z dzisiejszymi czasami, gdyż Polska na 5 minut przed dwunastą zawróciła z drogi, na której doszłaby ponownie do katastrofy rozbioru.

Konstytucja 3-go Maja uczy nas jeszcze czegoś innego. W jaki sposób doszło do uchwalenia tej konstytucji? Rzeczy te są ogólnie znane. Wszyscy już wiemy o tym, że Konstytucja 3-go Maja została uchwalona przez zaskoczenie. Konspiracja była ścisła, reżyseria była staranna. Obrano datę 3-go maja jako leżącą tuż po świętach Wielkiej nocy, korzystając z tego, iż większość posłów była poza Warszawą; ucieknięto się do oszustwa, fabrykując z pełną świadomością ich nieprawdziwości depesze zagraniczne, mające wpływać na wahających się posłów i nakłonić niezdecydowanych do uchwalenia reform. Zaniedbano przeprowadzić głębszej agitacji w kraju, w szczególności zlekceważono wolę bardzo wyraźną narodu, wyrażoną w sejmikach, tam gdzie chodziło o kwestię dziedziczenia tronu. Bezpośrednio przed Konstytucją 3-go Maja zwrócono się do sejmików z propozycją przyjęcia tronu dziedzicznego i wyboru następcy po Stanisławie Auguście za jego życia. Sejmiki odrzuciły dziedziczność tronu, lecz zgodziły się na wybór vivente rege jego następcy. Był to niesłychany wyłom w polskiej tradycji konstytucyjnej, również może wielkiej wagi, jak swego czasu rozciągnięcie konfederacji na wszystkie sejmy. Sejm Czteroletni, zamiast na tym poprzestać, uchwalił wbrew wyraźnej woli narodu tron dziedziczny. Gdy się patrzy dziś na te posunięcia, na uchwałę o dziedziczności tronu wbrew woli sejmików i wbrew woli dynastii saskiej, na uchwałę o 100.000 wojsku, co do której było jasną rzeczą dla wszystkich polityków, iż w ówczesnych warunkach polskich zrealizować się nie da, gdy widzi się jak podstępnymi metodami narzucono narodowi te reformy, dochodzi się do wniosku, że przywódcy Sejmu Czteroletniego albo działali niesłychanie lekkomyślnie, albo popychały nimi jakieś ręce, które ryzykując te wszystkie karkołomne posunięcia dążyły nie do naprawy Rzeczypospolitej, ale do jej ponownego rozbioru, do tej ostatecznej zguby. To, że ludzie mądrzy robili źle, że ludzie stateczni robili lekkomyślnie, bo przecież reżyseria Sejmu Czteroletniego, będąca w rękach ludzi mądrych, była niesłychanie lekkomyślna, budzi podejrzenie, iż działały tutaj siły, którym zależało na zgubie Rzeczypospolitej. I rzeczywiście zguba ta nadeszła rychlej niż się spodziewano. Polska zginęła. Ginąc zostawiła nam nauki, przestrogi.

DZIEDZICTWO HISTORII

Jeżeli mówimy dziś otwarcie o tym, jak te rzeczy działy się na Sejmie Czteroletnim, jak powstała Konstytucja 3-go Maja, to mówimy o tym dlatego, by wykorzystać te nauki, aby nie popaść z powrotem w dawne błędy. Jest to rzecz bolesna, jest to rozdrapywanie ran, które wolelibyśmy widzieć zabliźnione, ale jest to zabieg konieczny. Roman Dmowski w słynnym ustępie, zaczynającym się od słów: „Jestem Polakiem”, wyjętym z książki pod tytułem: „Myśli nowoczesnego Polaka” — pisał: „Jestem Polakiem — to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia…; to znaczy, że czuję swą ścisłą łączność z całą Polską: z dzisiejszą…; z przeszłą — z tą, która przed tysiącleciem dźwignęła się dopiero…; i z tą, która w połowie przebytej drogi dziejowej rozpościerała się szeroko…; i z tą, która później staczała się ku upadkowi, grzęzła w cywilizacyjnym zastoju, gotując sobie rozkład sił narodowych i zagładę państwa… Wszystko, co polskie, jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to, co jest w nim marne”. Jesteśmy dziedzicami i spadkobiercami nie tylko Grunwaldów, nie tylko Kircholmów, Kłuszynów, Chocimów, Wiedniów, ale jesteśmy również spadkobiercami ponurych chwil upadku, chwil poniżenia. Nie możemy się od nich oddzielić. Jesteśmy ich spadkobiercami, ale jesteśmy spadkobiercami nie tylko hańby, ale i nauki, która płynie z tych czasów.

CZWARTA PRZESTROGA

Nauka, która płynie z Sejmu Czteroletniego jest następująca: Naród nie może być oddany pod zależność ani obcych podszeptów, ani rozkazów, ani nie może być uzależniony od obcego ducha. Naród musi wytyczyć swoją własną drogę i tylko po niej może dążyć do wielkości. Ta nauka, choć może bolesna, jest nauką krzepiącą. Trzeba z tych przeżyć narodu polskiego umieć wyciągnąć należyte wnioski i odnieść z tego korzyści wielkie, korzyści szczególnie aktualne w dzisiejszej epoce. Stoimy bowiem w przededniu wielkich wypadków, w obliczu zawieruchy dziejowej, na początku wielkiego dramatu dziejowego, właśnie zaczynającego się rozgrywać, dramatu, o którym wiadomo, jak się zaczyna, ale nie wiadomo, jak się skończy. Naród polski przypomina w tej chwili okręt miotany burzą wśród mroków, okręt, który chcąc utrzymać właściwy kurs, musi mieć pewnych sterników i niezawodną busolę. Busolą tą, która nas przeprowadzi przez burze i zawieruchy dziejowe, może być tylko idea narodowa. (Oklaski).

ARMIA I IDEA NARODOWA

Jeżeli ludzie, którzy starali się uratować Polskę w epoce Sejmu Czteroletniego, doprowadzili ją do zguby i upadku, to dlatego, że nie potrafili zrealizować dwóch podstawowych rzeczy w życiu narodu: nie potrafili zorganizować armii i nie potrafili wytworzyć idei narodowej. My jesteśmy dziś w tym szczęśliwym położeniu, że mamy obie te rzeczy, których brak było naszym przodkom. Mamy silną armię i mamy ideę narodową. (Oklaski).

I dlatego w chwili, gdy zaczyna się dramat dziejowy, naród polski mając armię i mając ideę narodową może być przekonany, że ten dramat nie zakończy się dla niego tragicznie, jak się zakończył tragicznie dramat 3-go Maja, ale dramat, który zaczynamy przeżywać, zakończy się finałem zwycięskim! (Burzliwe oklaski).

za: „Prosto z Mostu”, Nr 31, 30-07-1939, Str. 2-4.

———————-
Adam Doboszyński (1904 – 1949) był politykiem endeckim i pisarzem, członkiem Stronnictwa Narodowego. Był współzałożycielem Bratniej Pomocy Zrzeszenia Studentów Polskich oraz prezesem Związku Akademików Gdańskich „Wisła”. Otrzymał także godność członka honorowego Związku Polskiej Młodzieży Akademickiej i Związku Polskich Korporacji Akademickich. W 1931 r. przystąpił do Obozu Wielkiej Polski. W 1933 r. podczas pobytu w Anglii, nawiązał znajomość z Gilbertem Keithem Chestertonem, pisarzem i myślicielem, którego koncepcja dystrybucjonizmu wywarła duży wpływ na poglądy Doboszyńskiego. Znalazło to wyraz w wydanej rok później pracy Doboszyńskiego „Gospodarka narodowa”. W reakcji na zabójstwo przez policję Wawrzyńca Sielskiego, Doboszyński zorganizował bojówki, które w nocy z 22 czerwca na 23 czerwca 1936 r.opanowały zbrojnie na kilka godzin miasteczko Myślenice, akcja ta została później nazwana „wyprawą myślenicką”. Na emigracji krytykował SN i jego prezesa Tadeusza Bieleckiego za ugodowość wobec rządu gen. Władysława Sikorskiego i oficjalnie wystąpił ze Stronnictwa Narodowego. Brał udział w pracach powołanego wiosną 1942 r. Komitetu Zagranicznego Obozu Narodowego. Celem komitetu było wypracowanie wspólnego stanowiska politycznego i zbliżenia Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego „ABC” i falangistów Bolesława Piaseckiego. W grudniu 1946 r. przedostał się do Polski. Aresztowany i sądzony przez komunistów, został stracony w sierpniu 1949 r.

Obraz Jana Matejki "Konstytucja 3 Maja 1791 roku".

Obraz Jana Matejki "Konstytucja 3 Maja 1791 roku". / Fot. Wikimedia Commons

Konstytucja 3 maja to przełom z wielu punktów widzenia. To przede wszystkim wyrugowanie z sejmu liberum veto i zniesienie instytucji konfederacji oraz wielka zmiana podmiotu polskiej demokracji: odebranie głosu politycznego szlachcie. Poza tym to również sama zmiana pojęcia narodu – mówi prof. Zofia Zielińska, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego

PAP: Konstytucja 3 Maja jest drugą na świecie i pierwszą w Europie ustawą regulującą organizację władz państwowych, prawa i obowiązki obywateli. Jaka jest geneza powstania tego dokumentu? Kto jest autorem treści?

Prof. Zofia Zielińska: Przyjęcie przez Rzeczpospolitą nowych zasad ustrojowych stało się konieczne po tym, jak Sejm Czteroletni (1788–1792) już w pierwszych miesiącach swego działania zburzył podstawowe instytucje państwa narzucone przez Rosję na sejmie rozbiorowym lat 1773–1775, z Radą Nieustającą na czele. Wybicie się na suwerenność, które sejmujący z tym łączyli, wymagało wypracowania nowych podstaw ustrojowych. Przygotował je przywódca opozycji, Ignacy Potocki, i przedstawił sejmowi w sierpniu 1790 r. Projekt okazał się nader słaby, za to niezwykle obszerny. Rychło przekonano się, że sejm tej kolubryny nie przyjmie.

Tymczasem w listopadzie 1790 r. nastąpiły sejmiki, wybierające drugi komplet posłów. Wybory te wygrał król Stanisław August, odzyskując dzięki nim większość w sejmie utraconą na rzecz opozycji w początkach obrad. I wtedy nastąpiła rzecz, która budzi zawsze mój wielki szacunek dla Ignacego Potockiego: potrafił on, utraciwszy większość, przybyć do bardzo przezeń nielubianego Stanisława Augusta i poprosić go, by teraz monarcha – przywódca sejmowej większości – podjął się ułożenia konstytucji. Ta prośba oznaczała też pojednanie obu polityków – w ten sposób ze współdziałania reformatorskiej części dawnej opozycji z Ignacym Potockim na czele oraz stronnictwa królewskiego (z którego odpadli już wcześniej przeciwnicy reform) powstało stronnictwo konstytucyjne.

Z zadaniem wypracowania tekstu o podstawach ustroju politycznego, społecznego i gospodarczego Stanisław August uporał się w ciągu kilku tygodni. Jego projekt konstytucji dzięki temu już w połowie stycznia 1791 r. stał się podstawą dyskusji w bardzo wąskim gronie: obok króla, zwolennika rozwiązań bardziej monarchistycznych (czyli z silną władzą instytucji wykonawczych) oraz Ignacego Potockiego, zwolennika republikanizmu (silny sejm i sejmiki, niewielkie prerogatywy monarchy), w gronie tym uczestniczyli księża: Hugo Kołłątaj oraz Scipione Piattoli. Piattoli, sekretarz króla, cieszący się też zaufaniem Ignacego Potockiego, był pośrednikiem między obu politykami, a do pewnego stopnia także redaktorem ich pomysłów.

Nieporównanie ważniejszy był autorski udział Kołłątaja, sekretarza marszałka sejmu, Stanisława Małachowskiego. Kołłątaj, znany reformator Akademii Krakowskiej, od początku sejmu dał się również poznać jako niestrudzony autor projektów ustawodawczych, rzecznik praw dla mieszczan i polepszenia sytuacji chłopów. W poufnych dyskusjach nad ostatecznym kształtem korekt, jakie wprowadzono do projektu króla, Kołłątaj skupiał się przede wszystkim na kwestiach społecznych. Gdy w marcu 1791 r. zakończono dyskusje w tym wąskim gronie autorów, zaczęto wtajemniczać w istniejący projekt szersze grono osób. Nim 3 maja 1791 r. wprowadzono projekt do sejmu, w trybie przyśpieszonym, w nocy z 2 na 3 maja ponad 100 posłów i senatorów podpisało „Asekurację” – deklarację, w której zobowiązywali się bronić projektu przed spodziewaną opozycją.

PAP: Jaki przełom przyniosło w Rzeczypospolitej wprowadzenie tej ustawy?

Prof. Zofia Zielińska: To przełom z wielu punktów widzenia. Przede wszystkim było to usunięcie „zadawnionych wad”, które, jak we wstępie Konstytucji piszą autorzy, „poznaliśmy długim doświadczeniem”. Myślę tu przede wszystkim o wyrugowaniu z sejmu liberum veto i zniesieniu instytucji konfederacji (stanu wyjątkowego) oraz o równie przełomowej zmianie podmiotu polskiej demokracji.

PAP: Jakie dalsze zmiany ustrojowe wprowadziła Konstytucja?

Prof. Zofia Zielińska: W punkcie dotyczącym władz wykonawczych jest wzruszający fragment, iż „doświadczenie nauczyło [nas], że zaniedbanie tej części rządu nieszczęściami napełniło Polskę”. Zwrot ten dowodzi, że w końcu XVIII w. wreszcie zniknęła wręcz obsesyjna obawa przed władzą wykonawczą, przed królem, który miał jakoby z natury dążyć do zguby wolności, czyli do absolutyzmu. Z tych podejrzeń wypływały zabezpieczenia ustrojowe przed monarchą (z liberum veto na czele) i stałe dążenie do osłabiania władzy królewskiej.

Cała ideologia veta miała na celu obronę wolności przed królem. Po wielkim dziele Stanisława Konarskiego „O skutecznym rad sposobie” zrozumiano, że veto nie broniło wolności, tylko ułatwiało jej wrogom zrywanie sejmów, ale dopiero w Konstytucji 3 maja definitywnie je zniesiono. Poza tym sejm wzmocniono i w inny sposób – uznano go za reprezentację całego narodu, która ma prawo podejmować ostateczne decyzje. Przeciwnicy konkretnego projektu, aprobowanego przez większość sejmową, nie mogli już tłumaczyć się, że ich instrukcja poselska na ten projekt nie pozwala, ani zgłaszać, że chcą go przedstawić braciom w swym powiecie, zanim stanie się ustawą.

PAP: Czy Konstytucja wzmacniała władzę króla?

Prof. Zofia Zielińska: Jak już wspomniałam, jedną z polskich słabości stanowiła obawa przed silną władzą wykonawczą. Nawet w początkowej fazie Sejmu Wielkiego planowano jeszcze, że władza wykonawcza będzie tylko „dozorcza”, tzn. będzie ostrzegała sejm przed niebezpieczeństwami, ale sama niewiele będzie mogła nakazywać.

To „republikańskie” myślenie uległo zmianie – w Konstytucji 3 maja obok sprawnego sejmu mamy realne wzmocnienie władzy wykonawczej, tzn. króla ze Strażą Praw, bo tak nazwano rząd.

Król zyskał pozycję silnego zwierzchnika rządu; ministrowie wchodzący w skład Straży (wybrani do niej przez króla) mieli prawo przedstawiać monarsze opinie, ale decyzję w imieniu rządu podejmował władca niezależnie od tych opinii. Decyzje rządu miały moc nakazu dla ministerstw, czyli tzw. komisji wielkich (wojska, skarbu, policji i edukacji).

Znaczącym wzmocnieniem władzy monarchy była jego inicjatywa ustawodawcza. Król miał pierwszeństwo tej inicjatywy we wszystkich ważnych dla państwa sprawach bieżących. Czyli projekty potrzebnych Rzeczypospolitej ustaw zgłaszał człowiek najlepiej znający i rozumiejący potrzeby państwa.

PAP: Konstytucja regulowała również kwestie dziedziczności tronu.

Prof. Zofia Zielińska: Dziedziczności czy elekcyjności tronu dotyczyła wielka dyskusja, jaka toczyła się podczas Sejmu Czteroletniego. Rozpoczęła się ona pod koniec 1789 r. i trwała przez cały następny rok. W sporach tych elekcyjność tronu uznano nie bez racji za jedno ze źródeł słabości państwa, koronę dziedziczną zaś – za panaceum na jego największe dolegliwości.

Naprawdę chodziło o to, aby przekazać polski tron jednej z liczących się dynastii europejskich i w ten sposób kraj, z którego nowy król miał pochodzić, uczynić sprzymierzeńcem Rzeczypospolitej. Koronę traktowano jako cenny klejnot, za pomocą którego chciano zapobiec izolacji państwa polskiego. W Konstytucji 3 maja mówi się, że tron polski będzie elekcyjnym przez familie. Był to wybieg słowny – oznaczał, że wybieramy jedną dynastię i to ona ma rządzić prawem następstwa. Dopiero gdyby wygasła, wybrano by inną „familię”.

Formalnie tron polski zaoferowano w Ustawie Rządowej 3 maja dynastii saskiej (Wettynom) – elektor saski miał być następcą Stanisława Augusta, po nim miał dziedziczyć jego syn. Wiadomo było jednak, że elektor nie ma i nie będzie już mieć syna, wobec tego ustawodawcy w dalszym ciągu artykułu o tronie stwierdzali, że gdyby Fryderyk August nie miał syna, to córka Wettyna, elektorówna Maria Augusta Nepomucena będzie polską infantką. Dynastię panującą miał zatem rozpocząć jej mąż. Nie wymieniano go, nie wskazano więc dynastii. Sprawa pozostawała otwarta. A wyglądała tym bardziej dramatycznie, że wymieniony w konstytucji elektor saski nie zgodził się na wybór do tronu polskiego. Bał się Rosji. W Europie zdawano sobie sprawę, że Polska jest de facto protektoratem rosyjskim, przewidywano, że Rosja, skończywszy wojnę z Turcją, na pewno zechce unicestwić reformatorskie dzieło Sejmu Czteroletniego. Elektor saski nie odrzucił oferty polskiej wprost, ale zgadzał się przyjąć polską koronę pod warunkiem rosyjskiej na to zgody. Czekał.

Fakt, że nie wskazano dynastii do tronu, pokazuje słabość Konstytucji – wynikała ona ze słabości pozycji Polski na arenie międzynarodowej.

PAP: Jakie zmiany społeczne przyniosła Konstytucja?

Prof. Zofia Zielińska: Jest to zmiana, którą wyżej określiłam jako zmianę podmiotu demokracji. Nastąpiło dopuszczenie mieszczan do współudziału w rządach państwa. Wprawdzie nie otrzymali oni osobnej izby sejmowej, ale mogli wysyłać do sejmu ablegatów, czyli przedstawicieli, praktycznie ze wszystkich większych miast polskich. Ci ablegaci mieli głos poprzez komisje wielkie w sprawach handlu, gospodarki i sądownictwa dotyczącego miast (asesorii). W ten sposób mieszczanie uzyskali wpływ na ustawodawstwo.

Ustawa o miastach królewskich (przyjęta w kwietniu 1791 r. i włączona do Konstytucji 3 maja), która nadawała mieszczanom przedstawione wyżej uprawnienia, niewątpliwie rozszerzyłaby się na miasta prywatne. Obok wpływu na uchwalanie ustaw dano mieszczanom takie prerogatywy, jakie miał stan szlachecki – nietykalność osobistą i majątkową (nie wolno było odebrać majątku czy wolności bez prawomocnego wyroku sądowego), dostęp do niemal wszystkim państwowych urzędów, pełny, realny samorząd w miastach, uwolnionych odtąd spod władzy starostów.

Konstytucja wprowadziła jeszcze jedną zmianę społeczną związaną z podmiotem demokracji. Było to odebranie głosu politycznego szlachcie nieposiadającej, która stanowiła wówczas klientelę magnacką. Podmiotem rzeczywistym i faktycznym zapleczem władzy królewskiej stała się średnia szlachta, nad której wyniesieniem Stanisław August, wzorem swojego wuja, Michała Czartoryskiego, kanclerza litewskiego, pracował całe życie.

PAP: Czy Konstytucja wprowadzała zatem zmianę rozumienia pojęcia narodu?

Prof. Zofia Zielińska: Tak, była to trzecia wielka zmiana społeczna, jaką wprowadziła. W Konstytucji mamy najpierw artykuł o ludzie rolniczym, który stanowi najdzielniejszą, czyli największą, najbardziej znaczącą część w narodzie. Mamy również ostatni artykuł mówiący o wojsku, sile zbrojnej narodu, gdzie padają słowa, że „wszyscy przeto obywatele są obrońcami całości i swobód narodowych”. Także chłopi są tutaj traktowani jako część tego narodu.

PAP: Konstytucja nie przyniosła jednak ich uwłaszczenia…

Prof. Zofia Zielińska: Chłopi nie dostali dużo, o uwłaszczeniu jeszcze wówczas nie mogło być mowy. Włościanom dano szansę na dobrowolne umowy z właścicielami w sprawie zakresu świadczeń (raz zawarta umowa musiała być dotrzymywana przez obie strony), a także wolność osobistą dla tych chłopów, którzy powracali z emigracji. Chłopi zostali wzięci „pod opiekę prawa i rządu krajowego”, a więc mieli możliwość odwołać się w razie niedotrzymywania umowy przez pana – do sądu.

Zasadnicza konstytucja zmieniająca sytuację ludu wiejskiego była dopiero przygotowywana i miała pójść dalej. Konstytucja 3 Maja, jak wiemy, nie kończyła Sejmu, który trwał jeszcze ponad rok, a trwałby zapewne jeszcze dłużej, gdyby nie interwencja rosyjska.

Sprawa ulżenia doli chłopów to duży dylemat w Rzeczypospolitej. Trzon świadomych obywateli stanowiła szlachta, dla której chłopi i ich obowiązki byli bogactwem. Jeśli dalibyśmy chłopom wolność osobistą i jeśli, co więcej, dalibyśmy im lepsze prawo do ziemi (ale na pewno nie prawną jej własność), to wówczas szlachta traci.

Jak nie zrazić szlachty i jak nie zubożyć jej nadmiernie, nie zdeprecjonować jako siły politycznej, równocześnie polepszając położenie włościan?. Był to nie tylko dylemat ludzi Sejmu Czteroletniego, ale całego XIX wieku, dlatego to zaborcy przeprowadzali uwłaszczenie kosztem szlachty.

PAP: Czy przy okazji zmian ustrojowych i społecznych próbowano zreformować także wojsko?

Prof. Zofia Zielińska: W czasie Sejmu Czteroletniego nastąpiło wydarzenie, które się rzadko pojawia w historii. Na wiosnę 1789 r. sejmujący Polacy nałożyli sami na siebie duży podatek; miał służyć utrzymaniu 100-tysięcznej armii, którą uchwalono w październiku 1788 r. Sami wiemy dzisiaj, jak nikt z nas nie lubi płacić podatków, a tutaj nałożono sobie dobrowolnie wysoki, 10-procentowy, podatek od dochodów dla ratowania ojczyzny.

Inna rzecz, że nie wszyscy rzetelnie składali zeznania podatkowe, i podatek ten przyniósł w praktyce wpływy niższe, niż zakładano. Nie wystarczał na 100-tysięczną armię. W 1792 r., gdy przyszło do wojny z Rosją, wystawiliśmy niemalże 60 tys. wojska. W kraju, który dopiero trzy lata wcześniej podjął tę wielką reformę, to znaczące osiągnięcie, mimo że ani umiejętności, ani stan uzbrojenia tej armii nie wystarczyły na pokonanie Rosjan

PAP: Często mówi się, że Konstytucja 3 maja została wprowadzona poprzez zamach stanu. Czy faktycznie tak było?

Prof. Zofia Zielińska: 3 maja przywódcy sejmowi przyspieszyli wprowadzenie gotowego projektu Konstytucji do sejmu, bojąc się, że gdy reszta opozycji sejmowej wróci z przerwy wielkanocnej, opór przeciwko jej przyjęciu będzie zbyt wielki.

Jednak niezależnie od charakteru zamachu, który wydarzył się 3 maja 1791, 14 lutego 1792 r. odbyły się w całej Polsce sejmiki; przeprowadzono na nich referendum 3-majowe. Dziewięć miesięcy po „zamachu” cały naród zaakceptował Konstytucję. Z wyjątkiem jednego sejmiku, wołyńskiego, wszystkie pozostałe przyjęły Konstytucję, dziękując za nią i zaprzysięgając ją. Zatem ten, kto mówi o zamachu stanu, a więc kwestionuje legalność Ustawy Rządowej, tak jak rosyjska deklaracja towarzysząca wkroczeniu wojsk rosyjskich do Polski w maju 1792 r., rozmija się z prawdą.

PAP: Czy w treści Konstytucji można zauważyć pewne paradoksy?

Prof. Zofia Zielińska: Jeśli zastanawiamy się nad wewnętrznymi sprzecznościami tej Konstytucji, to o najważniejszej już wspominałam – tej dotyczącej dynastii, a raczej braku jej wskazania. Nie było również przesądzoną sprawą to, jak będzie wyglądać prerogatywa nominacyjna króla – czy będzie miał prawo nadawać godności i urzędy wojewodów, kasztelanów, słowem: czy będzie mógł mianować senatorów, czy też nie. Niedopowiedzenie tego w samej Ustawie Rządowej to jeden z przykładów republikańskich korekt, wprowadzonych do królewskiego projektu przez Ignacego Potockiego. W ustawie dopełniającej Konstytucję (prawo o sejmach) przyznano jednak tę prerogatywę dożywotnio Stanisławowi Augustowi, kwestionując ją wobec następcy. Oczywiście nie miało to żadnego znaczenia, bo dopiero negocjacje z następcą i warunki, w jakich przyjąłby tron, by to przesądziły.

W samej treści Konstytucji są przede wszystkim przemilczenia. Są fragmenty, w których mówi się, że dana sprawa zostanie uregulowana bardziej szczegółowo poniższymi ustawami, czyli tymi, które dopiero zostaną przyjęte.

Jest też mowa o dochodach królewskich, ale nie dopowiedziano, jak one będą szczegółowo wyglądały, na czym będą się opierały.

Najważniejszym chyba przemilczeniem była sprawa unii polsko-litewskiej, ponieważ była to kwestia dosyć delikatna. Stanisław August był zwolennikiem unifikacji państwa, ta unifikacja de facto zaszła już bardzo daleko, wolano nie przypominać o odrębności pewnych instytucji – osobnych dla Korony i Litwy.

Konstytucja jako ustawa zasadnicza była bardzo krótka, nakreślała najogólniejsze ramy ustroju politycznego, społecznego, gospodarczego, ale nie przesądzała o tym, jak w przyszłości będzie to w szczegółach działało. Rok, jaki upłynął między 3 maja 1791 a rosyjską interwencją w maju 1792 r., sejm spędził pracowicie, m.in. na uchwalaniu ustaw szczegółowych, dopełniających Konstytucję.

PAP: Wspomniała pani profesor o kwestii unii polsko-litewskiej. Na czym polegał ten problem?

Prof. Zofia Zielińska: Realna unifikacja obu części Rzeczypospolitej była posunięta bardzo daleko. Na temat oddzielności czy dualizmu państwowego w Konstytucji nie ma mowy, niewątpliwie po to, żeby nie budzić sporów. Jak wiadomo, taki spór wynikł w październiku 1791 r. i dotyczył tego, czy będzie jedna Komisja Skarbowa dla całego państwa, czy będą dwie takie komisje – jedna dla Korony, a druga dla Litwy.

Konflikt ostatecznie załagodzono, przyjmując parytet uczestników pochodzących z Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony w jednej Komisji (ustawa „Zaręczenie wzajemne obojga narodów” z 20 października 1791 r.). Formalny parytet nie przesądzał o faktycznym dualizmie państwa, choć tak interpretuje to w tej chwili historiografia litewska. De facto o tym, że państwa, które połączyły się realnie w 1569 r., zostały niemal w pełni zunifikowane, świadczyło chociażby to, że Litwa (w pierwszej połowie października 1791 r.) przyjęła system podatkowy koronny, a prace nad systemem prawnym, nad tzw. kodeksem Stanisława Augusta, miały również doprowadzić do unifikacji prawa obu części składowych państwa, i to bez trzymania się zapisów statutu litewskiego, który nie uwzględniał humanitarnych tendencji XVIII-wiecznej myśli prawniczej.

PAP: Czy jeszcze jakieś inne kwestie budziły kontrowersje?

Prof. Zofia Zielińska: Sporną kwestią była sprawa masowych nobilitacji – czy było to sensowne i zmierzało tylnymi drzwiami do ujednolicenia stanu obywatelskiego, czy raczej należało patrzeć na owe nobilitacje nieufnie, jako na drogę do pozbawienia mieszczan najaktywniejszych jednostek.

PAP: Celem Konstytucji miało być ratowanie Rzeczypospolitej. Na ile taka próba ratunku, dokonana już po I rozbiorze, była realna w ówczesnych warunkach politycznych?

Prof. Zofia Zielińska: Jak wiemy z doświadczenia, nie okazała się realna. Bardzo modne od jakiegoś czasu jest mówienie, że gdyby Konstytucji 3 maja nie było, gdyby nie było działalności Sejmu Czteroletniego z wielką próbą naprawy Rzeczypospolitej, może nie doszłoby do II rozbioru. Może, chociaż nie ma na to żadnego dowodu, żadnej gwarancji.

Moim zdaniem są dwie generalne przyczyny rozbioru – próba Polaków wydobycie się na niepodległość, czyli uwolnienie się spod rosyjskiego jarzma poprzedzona reformami, oraz marzenia zaborców o obłowieniu się kosztem Polski. Zazwyczaj podkreśla się zaborcze propozycje Prus i ich marzenia o rozbiorze Polski, o przyroście terytorium jej kosztem. To prawda, Prusy takie intencje miały.

Jednak o losie Polski nie decydowały Prusy, tylko Rosja, i to już od czasów wielkiej wojny północnej, od 1709 r., kiedy po bitwie pod Połtawą car Piotr stał się de facto panem Polski.

PAP: Czy zatem w głównej mierze to Rosja odpowiada za rozbiory?

Prof. Zofia Zielińska: Gdyby dążenia aneksjonistyczne w Rosji nie wygórowały, to nie byłoby rozbiorów. Za konfederację barską, za próby reform Stanisława Augusta w początkach panowania, nie musieliśmy płacić utratą 1/3 terytorium. To był wynik chęci obłowienia się ze strony rosyjskiej elity. Rosyjskie apetyty aneksyjne, które z czasem przekształciły się w tendencję rozbiorową, znamy już z I połowy XVIII w. (najpóźniej z 1745 r.).

Te apetyty nie zostały w 1772 r. zaspokojone. Już cztery lata po I rozbiorze Grigorij Potiomkin, ówczesny faworyt Katarzyny, pytał ambasadora rosyjskiego w Polsce, Ottona Magnusa von Stackelberga, jak można by było dokonać dalszych aneksji – myślał o Ukrainie dla siebie – mimo że w traktacie polsko-rosyjskim z sejmu rozbiorowego (1773–1775) Rosja stwierdziła, że wobec Polski nie ma więcej pretensji terytorialnych.

Przed II rozbiorem nie tylko Potiomkin (zmarły w październiku 1791 r.), lecz i znaczna większość rosyjskiej elity dyszała nadzieją obłowienia się na Polsce. Gdybyśmy nie dopuścili się „zbrodni”, jaką była próba zreformowania własnego państwa na Sejmie Czteroletnim, moglibyśmy zginąć rozszarpani przez rozbiorców bez przekonania, że sami potrafimy naprawić państwo.

PAP: Czyli ta chęć ratowania Polski jest ważnym elementem w postrzeganiu samych siebie?

Prof. Zofia Zielińska: To jest prawdopodobnie najważniejszy skutek Ustawy Rządowej 3 maja i dzieła Sejmu Czteroletniego. Wprawdzie wojskowo nie byliśmy w stanie utrzymać tych ustaw i przegraliśmy wojnę 1792 r., ale przekonaliśmy samych siebie, że stać nas na to, żeby naprawić własne państwo, korzystając przy tym z tworzywa, jakie przekazała polska tradycja polityczna. Sami podnieśliśmy się z upadku, i to jest nawet z dumą napisane w preambule do Konstytucji 3 maja.

Jest tam fragment, który cytujemy przy różnych okazjach. Brzmi on bardzo pięknie: „Uznając, iż los nas wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł, długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje, i z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą – egzystencyją polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc oraz na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć […]”. Ten tekst pokazuje, że przywódcy Sejmu Wielkiego mieli głębokie poczucie epokowości, przełomowości chwili, tego, że pokonują własne uprzedzenia polityczne, własną niemoc, bo przez cały XVIII w. nie zdołano dokonać reformy Rzeczypospolitej. Byli przekonani, że dokonują dzieła wielkiego, zbawczego dla kraju, że budują ustrój mogący sprawnie działać.

To przekonanie przetrwało mimo przegranej wojny, bo ten ustrój, jak wykazał rok po nadaniu Konstytucji, był przystosowany do działania. Bardzo wzrósł prestiż Polski na zewnątrz. Konstytucja budziła szacunek w Europie. Okazywała się realna, a nie idealna. Przede wszystkim jednak przekonała nas samych, że potrafimy mimo przeszkód, „które w nas namiętności sprawować mogą”, przyjąć Konstytucję tak odmienną od „zadawnionych” wad.

Polska została podbita i przeprowadzono II rozbiór, a Konstytucja realnie nie weszła w życie, jednak w sensie psychologicznym przekonała Polaków o wartości własnej spuścizny politycznej i w bardzo silny sposób przyczyniła się do utrwalenia woli walki o odzyskanie własnego państwa. Było o co walczyć.

Gdybyśmy nie podnieśli ręki na rosyjskie panowanie i nie podjęli reform lat 1788–1792, być może przetrwalibyśmy i doczekali czasów Napoleona. Ale mogło być inaczej: rozebrano by nas pod jakimś pretekstem, zanim odzyskaliśmy szacunek dla siebie. Czy wtedy, z poczuciem hańby, mielibyśmy taką wolę odbudowy państwa, jaką przejawiliśmy w wieku XIX?

PAP: Jaką rolę w pamięci zbiorowej pełni Konstytucja 3 maja?

Prof. Zofia Zielińska: Mimo że w stosunku do polskiego prawodawstwa, polskiego ustroju, Konstytucja była wielkim osiągnięciem, bardzo rychło jej ustalenia zdewaluowały się, ponieważ przyszła konstytucja francuska znosząca ustrój stanowy, przynosząca równość wobec prawa. W czasie Księstwa Warszawskiego, kiedy Napoleon w 1807 r. narzucił Polsce konstytucję, to Konstytucja 3 maja nie mogła już wchodzić w grę. W konstytucji napoleońskiej jest zapis, że „znosi się niewola, wszyscy obywatele są równi w obliczu prawa”. Do tego ustawodawcy z 1791 r. jeszcze nie dorośli i dlatego w przyśpieszeniu, jakie przyniosła rewolucja francuska, na jej osiągnięciach społecznych się wzorowano.

Konstytucja 3 maja pozostała natomiast dla Polaków wzorem działań politycznych i mitem polskiego poczucia narodowego, mitem, który przypominał, że musimy odzyskać własne państwo, że jesteśmy go warci. Były obchody rocznicowe, pamiętano o Ustawie Rządowej 3 Maja w XIX w., w czasie powstań. W stulecie jej uchwalenia, w 1891 r., istniały już publikacje naukowe i popularne związane z Konstytucją. Były też obchody rocznicowe na początku XX w.

W Polsce międzywojennej istniał spór o to, czy święto narodowe winno przypadać 3 maja, czy 11 listopada (spór między narodową demokracją a obozem Piłsudskiego). W efekcie były w praktyce dwa święta narodowe, obchodzone przez całe społeczeństwo, nie było przecież racji, dla których piłsudczycy, optujący za świętem narodowym w rocznicę odzyskania niepodległości, nie mieliby świętować również 3 maja.

Nawet po II wojnie światowej, w 1946 r., mieliśmy słynne obchody 3 maja w Krakowie, w czasie których aresztowano wiele osób. To świadczy o tym, że Konstytucja była wciąż żywa w pamięci jako jedno z wielkich osiągnięć Polski.

To wszystko jest jednak w sferze idei. Mity narodowe są bardzo ważnym czynnikiem myślenia społecznego i odgrywają ogromną rolę w motywacjach ludzi. Natomiast w sferze realnej konkretne rozwiązania Konstytucji 3 maja zdezaktualizowały się bardzo szybko ze względu na przełom, jaki przyniosła rewolucja francuska.

Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)

akr/ skp/ ls/

za: naukawpolsce.pap.pl

Dodano w Bez kategorii