REKLAMA

Lekarz, który zauważył chińskiego wirusa, nie żyje. Zmarło już 565 osób

Lekarz, który zauważył chińskiego wirusa, nie żyje. Zmarło już 565 osób

Nie żyje lekarz, który jako jeden z pierwszych zauważył, że Chińczycy mają do czynienia z nowym wirusem. Łącznie nie żyje już prawie 600 osób.

REKLAMA

Nie żyje Dr Li Wenliang. Był on jednym z kilku lekarzy, którzy już w grudniu obawiali się, że Chiny mają do czynienia z nowym, śmiercionośnym wirusem. Teraz sam dołączył do już prawie 600 ofiar koronawirusa 2019-nCoV. Chociaż panika przed koronawirusem już trochę opadła, głównie za sprawą zapewnień o coraz skuteczniejszej walce z wirusem ze strony wielu światowych specjalistów jak i zapewnień, że polski rząd i władze są całkowicie przygotowane na pojawienie się wirusa, informacja ta na pewno jest bardzo smutna. Chiński lekarz już w grudniu zwracał uwagę na nowego wirusa.

Został on wtedy odwiedzony przez policję w związku z sianiem defetyzmu i plotek. „Plotka” okazała się dla lekarza śmiertelna. Łącznie umarło 565 osób, z czego oczywiście zdecydowana większość w Chinach. 1 osoba zmarła na Filipinach (ale to również był Chińczyk) oraz w Hongkongu. Na świecie jest już zarażonych prawie 30 tysięcy osób. 28,089 na 28,364 znajduje się w Chinach. Najwięcej przypadków poza Chinami znajdziemy w Japonii, gdzie jest aż 45 chorych. Najwięcej przypadków w Europie jest obecnie w Niemczech, gdzie jest 13 zarażonych. O jednego mniej chorych jest w Stanach Zjednoczonych.

ZOBACZ TAKŻE: Lewacka demokracja. Premier musiał zrezygnować, bo miał poparcie AfD

Na szczęście nie ma żadnego potwierdzonego przypadku w Polsce, chociaż cały czas mówi się o takim potencjalnym przypadku. Kiedy tylko taki chory zostanie potwierdzony na pewno o tym poinformujemy. Minister zdrowia Łukasz Szumowski podkreślał, że pojawienie się wirusa jest tylko kwestią czasu, ale Polska jest do tego od dawna całkowicie przygotowana. Panika ani strach nie są wskazane. Należy monitorować swoje zdrowie, dbać o higienę, ale jeśli nie miało się styczności z osobami przebywającymi w Chinach, to jak na razie nie ma czego się obawiać.

REKLAMA

Komentarze