REKLAMA

[OPINIA] Marian Piłka: Pełzająca utrata suwerenności

REKLAMA

Dramatem naszego kraju jest podporządkowanie polityki państwowej polityce partyjnej. To smutne dziedzictwo mentalne okresu socjalizmu, gdzie państwo było podporządkowane interesom partii komunistycznej. Niestety ten paradygmat myślenia o polityce pozostał niezmienny i świadczy tylko, że nadal jesteśmy, w strukturach myślenia o państwie, narodem postkomunistycznym.

Ten sposób uprawiania polityki znowu uwidacznia się w debacie o ratyfikacji Krajowego Funduszu Odbudowy, a właściwie o poszerzeniu zasobów własnych Unii Europejskiej, za czym kryje się radykalna zmiana ustrojowa Unii Europejskiej, redukująca suwerenność państw narodowych.

Otóż cała debata toczy się nie nad ustrojowymi i politycznymi konsekwencjami tego faktu, a nad sporem partyjnym wewnątrz koalicji rządowej i nad zachowaniem opozycji, która wykorzystując ten spór chce doprowadzić do upadku obecnego rządu.  I pomijając merytoryczne względy dotyczące istoty sprawy, dobitnie pokazuje, że zasadniczym punktem jej odniesienia nie jest tak czy inaczej rozumiany interes państwowy, a jedynie interes partyjny.

Otóż zasadniczym celem proponowanego funduszu, nie jest odbudowa gospodarki po pandemii a stopniowa destrukcja suwerenności państw narodowych i rozszerzenie kompetencji władz unijnych do wywierania bardziej skutecznej presji na państwa, nawet w tych dziedzinach, które nie są traktatowo przyznane Komisji Europejskiej.

Ten zasadniczy dla przyszłości naszego kraju aspekt całej sprawy jest praktycznie poza debatą publiczną, bo problemy merytoryczne w tej kwestii nie różnią obu stron sporu w Polsce.

Zobacz także: Kowalski o Funduszu Odbudowy: Oddanie suwerenności [WIDEO]

Otóż poszerzenie zasobów własnych ma zasadnicze znaczenie dla rozszerzenia kompetencji władz unijnych. Bowiem trzeba pamiętać, że Unia będzie mogła zaciągać kredyty i przy niewypłacalności poszczególnych państw ich spłata spadnie na państwa finansowo wydolne. Epidemia covid przyczyniła się do gwałtownego wzrostu zadłużenia szeregu państw unijnych. I tak zadłużenie Grecji sięga już 200%PKB, Włoch oscyluje na poziomie 180%, a zadłużenie Francji tylko w czasie pandemii wzrosło z poziomu 98% do 115% i nadal rośnie. Kryzys finansowy jest perspektywą realną i koszty związane z jego obsługą spadną także na nas, bo nadal dług polski mieści się w granicach limitów traktatowych i Polska jest krajem wypłacalnym.

Głównym argumentem za ratyfikacją Krajowego Funduszu odbudowy jest możliwość pozyskania ponad 50miliardów euro z czego 34 miliardy to kredyty, w ramach programu przezwyciężenia ekonomicznych skutków. Natomiast część dotacyjną Polska będzie spłacać w postaci nowych podatków unijnych. Oczywiście są to wielkie sumy, które z pewnością się przydałby do rozwoju naszego kraju. Ale są to w większości kredyty, które muszą być spłacone, a przy obecnych kosztach kredytu, Polska jest w stanie uzyskać kredyty, których koszt będzie podobny do kosztu kredytu zaciągniętego przez UE.

Problem w tym, że przyznanie Unii prawa do zaciągania kredytu zmienia charakter Unii. Przypomina to tzw. moment Hamiltonowski w USA, gdy luźna federacja dzięki możliwości zaciągania długów przekształciła się w suwerenne państwo. W rzeczywistości mechanizm wspólnego długu i korzyści z niego wynikających, także korzyści wyborczych partii rządzących stymulujących własne gospodarki ma osłodzić gorycz utraty znaczącej części suwerenności.  Otóż w Unii występuje coraz silniejsza tendencja do wiązania funduszy unijnych ze spełnieniem określonych wymagań ideologicznych, nawet w dziedzinach nieprzewidzianych traktatami, a jedynie domniemanych, takich jak na przykład kwestia organizacji systemu sądowniczego, praworządności, kwestii rodzinnych, gender, uzurpacji lobby homoseksualnego itp. W marcu wiceprzewodnicząca Komisji Dubrawka Suica wprost zagroziła, że do końca roku Unia zablokuje część funduszy przypadających Polsce. Oznacza to, że przyznanie Unii radykalnego poszerzenia zasobów własnych oznacza udzielenie jej ogromnej władzy w wywieraniu presji na państwa narodowe w celu realizacji postulatów ideologicznych, nawet odrzucanych przez demokratycznie wybrane władze. W przypadku oporu wobec narzucania ideologicznych standardów państwa mogą być pozbawione unijnych dotacji. W praktyce oznacza to doprowadzenie demokracji do stanu fasadowego. Narody, w tak skonstruowanej Unii zostaną bowiem faktycznie pozbawione prawa kształtowania swojego losu, jeżeli ich polityka uznana zostanie za sprzeczną z ideologicznymi wymaganiami stawianymi przez coraz bardziej lewicowe władze w Brukseli. Bowiem rządy państw niedecyzyjnych w Unii, mają skłonność do poświęcania interesów długofalowych państwa dla funduszy, którymi mogą korumpować poparcie wyborców. Ten mechanizm prowadzi do erozji demokracji i korumpowania narodów i rządów. W skrajnych przypadkach władza przyznania funduszy może prowadzić do decydowania, kto w danym kraju będzie rządził. Otóż to nie tylko znaczące poszerzenie kompetencji unijnych kosztem suwerenności państw narodowych, które ze względu na dług, nie tylko stracą możliwość ewentualnego wyjścia z Unii, ale zakwestionowanie w praktyce prawa narodów do samostanowienia i zakwestionowanie mechanizmu demokracji. Mechanizm rozszerzający zasoby własne Unii, wraz z prawem do nakładania nowych unijnych podatków, wraz z mechanizmem rozszerzającym przy pomocy interpretacji prawnych kompetencje domniemane prowadzi do faktycznej utraty suwerenności.

Polska, dzięki traktatowi lizbońskiemu, nie jest krajem decyzyjnym w Unii. Co więcej, jest krajem na którym próbuje wymusić się realizację destrukcyjnych moralnie i narodowo postulatów ideologicznych dotyczących zwłaszcza rodziny, moralności, edukacji i wychowania, organizacji systemu sądowniczego itp. To zakwestionowanie prawa naszego narodu do stanowienia o swoim losie i próba zlikwidowania naszej wolności także w wymiarze narodowym. Dlatego tak ważne jest zdecydowane przeciwstawienie się tym poza traktatowym postulatami Komisji Europejskiej i stojącymi za nią Niemcami. Tu toczy się gra nie tyle o wielkość sum przyznanych naszemu krajowi, a o naszą suwerenność. Raz już, gdy negocjowano i ratyfikowano traktat lizboński, obecnie rządząca partia opowiedziała się za zasadniczym ograniczeniem polskiego głosu w Radzie Europejskiej. Dziś Polska, a nie tylko Prawo i Sprawiedliwość ponosi konsekwencje ówczesnych nieodpowiedzialnych decyzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego i PiSu. Polska jest systematycznie ”grillowana” dzięki mechanizmom wprowadzonym przez traktat lizboński. I pomimo tego doświadczenia pisowski rząd ponownie za domniemane fundusze wyprzedaje polską suwerenność.

Po traktacie lizbońskim, polityce KE i TSUE stopniowego rozszerzania pozatraktatowych kompetencji, zwiększeniem zasobów własnych jest kolejnym wielkim krokiem na drodze pełzającej utraty suwerenności i wolności indywidualnych (np. prawa do wychowania własnych dzieci). Dlatego też należy w sposób zdecydowany przeciwstawić się tej destrukcyjnej polityce.  I odrzucić mechanizm, który przynależność do Unii upodobni do swoistego terytorium mandatowego.

Marian Piłka

historyk, publicysta, członek Prawicy Rzeczypospolitej

REKLAMA

Komentarze