REKLAMA

Zamieszki w Holandii. Mieszkańcy nie chcą godziny policyjnej ani lockdownu

REKLAMA

Co najmniej 70 osób miało zostać aresztowanych po nocnych rozruchach w całym kraju. Powodem, dla którego wybuchły zamieszki było m.in. wprowadzenie godziny policyjnej.

Holenderska policja poinformowała, iż aresztowano co najmniej 70 osób od chwili, gdy wybuchły zamieszki. Te zaś trwały już trzecią noc z rzędu. Obywatele mają być wściekli na wprowadzoną przez rząd godzinę policyjną i pozostałe restrykcje, nałożone ze względu na epidemię koronawirusa.

Policjanci starli się z grupami protestujących, w ruch poszły również armatki wodne i gaz łzawiący. W portowym Rotterdamie burmistrz wydał specjalny dekret, rozszerzający uprawnienia policji w zakresie aresztowań. Gaz łzawiący był używany do rozpraszania tłumów w Haarlemie, gdy niepokoje rozprzestrzeniły się na mniejsze miasta, w tym Amersfoort na wschodzie, Geleen na południu i Hagę. Szef policji Willem Woelders powiedział w telewizji, że około godziny 22:00 miało miejsce 70 aresztowań – czytamy.

Oprócz oporu wobec restrykcji, w wielu miastach doszło do grabieży sklepów. Policja poinformowała na swoim Twitterze, że ma do czynienia z „buntowniczą młodzieżą, która rzuca fajerwerkami”. Jest to charakterystyczne „uzbrojenie” imigrantów, znane z miejskich walk choćby we Francji czy Niemczech. Ci najwyraźniej dostrzegli szansę, aby zaatakować policję w chwili ogólnokrajowych rozruchów. Poprzednią noc, podczas której trwały zamieszki, funkcjonariusze policji opisali jako „najgorsze zamieszki od 40 lat”.

Warto podkreślić, iż wprowadzona w Holandii godzina policyjna jest pierwszą, od czasów II wojny światowej. Weszła w życie po ostrzeżeniach Narodowego Instytutu Zdrowia, który zapowiadał nową falę zachorować spowodowaną „brytyjskim wariantem” koronawirusa. Co ciekawe, ilość zachorowań w Holandii systematycznie spada od tygodni. W poniedziałek ogłoszono jedynie 4129 przypadków zachorowań, a zatem najmniej od 1 grudnia. Lockdown w Holandii trwa de facto od października.

Mimo to, postanowiono wprowadzić ciszę nocną, aby „ograniczyć transmisję” wirusa. Holendrzy nie mogą wychodzić z domów od 21:00 do 4:30 dnia następnego. Łamiący obostrzenia zostaną ukarani grzywną w wysokości 95 euro. Istnieje co prawda lista zwolnień, w tym dla osób, które muszą pracować, uczestniczyć w pogrzebach lub wyprowadzać psy – muszą one jednak przedstawić odpowiednie zaświadczenie. Nic zatem dziwnego, że w kraju wybuchły zamieszki. Szef Związku Policji, Koen Simmers, zapowiedział iż funkcjonariusze są gotowi na dalsze rozruchy. „Mam nadzieję, że był to jednorazowy przypadek, ale obawiam się, że może to być zwiastun na nadchodzące dni i tygodnie” – stwierdził.

Daily Mail

REKLAMA

Komentarze