REKLAMA

Karabinek Grot niewypałem? Zbierze się sejmowa komisja obrony

REKLAMA

Wczoraj portal „Onet” opublikował artykuł alarmujący o fatalnym stanie polskiej armii pod względem broni. Polski karabinek Grot, na którego MON wydał pół miliarda złotych spotkał się z ostrą krytyką fachowców z jednostki specjalnej GROM. Pomimo tego wadliwa broń została dopuszczona do użytku przez żołnierzy, w tym przez Wojska Obrony Terytorialnej. KO na wieść o tym zdecydowała się na zwołanie sejmowej komisji obrony, aby rząd wyjaśnił tą sprawę.

Koalicja Obywatelska apeluje do przewodniczącego sejmowej Komisji Obrony Narodowej o zwołanie posiedzenia, na którym zostanie wyjaśniona sprawa nabycia przez Ministerstwo Obrony Narodowej wadliwego sprzętu. Poseł Joanna Kluzik-Rostowska daje przewodniczącemu Michałowi Jachowi miesiąc na zorganizowanie przesłuchania dla osób i podmiotów zaangażowanych w wartą pół miliarda złotych trefną inwestycję polskiego rządu.

Zobacz także: Prezydent zakpił z przedsiębiorców? „Karanie jest koniecznością”

„Przewodniczący komisji ma miesiąc, aby taką komisję zwołać. Posiedzenie komisji to pierwszy krok. W zależności od jej efektu podejmiemy następne kroki. Okaże się, czy jest to sprawa dla Najwyższej Izby Kontroli, czy dla prokuratora. A może dla obu tych instytucji. Na pewno tego nie zostawimy” – poinformowała poseł KO.

Wadliwy karabinek Grot

Należy wrócić do 2017 roku, gdy ówczesny Minister Obrony, Antonii Macierewicz obwieścił sukces pozyskując od radomskiej spółki militarnej. Fabryka Broni „Łucznik” otrzymała kontrakt wojskowy na wykonanie 53 tysięcy egzemplarzy modułowej broni maszynowej. Umowa wówczas podpisana opiewała na 500 milionów złotych, a sam Minister Macierewicz nie krył pochwał dla tego produktu.

Już wtedy wiadomość ta zszokowała grono ekspertów, które zdziwiło się na wieść o pominięciu Inspektoratu Uzbrojenia, który zajmuje się certyfikowaniem nowego uzbrojenia. MON tłumaczył się wówczas ogromem nakładem pracy posiadanym przez Inspektorat, a także pilną koniecznością uzbrojenia żołnierzy WOT.

Kontrakt z radomską spółką został podpisany pomimo, że karabinek Grot nie uzyskał jeszcze odpowiedniego certyfikatu, a badania kwalifikacyjne były wciąż przeprowadzane.

Jednostka specjalna GROM otrzymała polecenie przetestowania nowego sprzętu, aby podzielić się z decydentami opinią na temat broni – „Podstawowy problem polegał na tym, że konstrukcja mocowania regulatora gazowego nie została zabezpieczona i podczas użytkowania wypadał. Mieliśmy strzelanie, podczas którego z każdego z pięciu karabinków wyleciał regulator gazowy. Bez tego urządzenia broń się nie przeładuje, karabin nie wystrzeli” – powiedział żołnierz biorący udział w testach.

Żołnierz opowiedział również o podejściu producentów do ich raportu, uznający jednostkę za zbyt przewrażliwioną na tym punkcie – „To dobra broń, ale wymagała poprawek. Mimo że przedstawialiśmy twarde dowody na to, że jest wadliwa i należy jeszcze nad nią popracować, powiedziano nam, że jesteśmy zmanierowani, bo jesteśmy GROM-em i mieliśmy okazję działać na najlepszym sprzęcie” – kontynuował gromowiec.

Napływające skargi i ponowny test broni

Były wojskowy i członek jednostki GROM, Paweł Mosznera ze względu na pojawiające się skargi, otrzymał zadanie przeprowadzenie ponownych testów karabinka Grot.

Od maja 2020 r. zespół Mosznera prowadził kilkakrotnie testy z karabinkiem Grot. W zespole znaleźli się: renomowany rusznikarz, były funkcjonariusz Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji z Wydziału Badań Broni i Balistyki, byli żołnierze, w tym żołnierze GROM, instruktorzy strzelectwa, a także żołnierze, którzy użytkują grota w WOT. Na prośbę zespołu swoje opinie przedstawili też żołnierze Sił Zbrojnych oraz WOT, którzy na co dzień z niego korzystają.

W efekcie kilkumiesięcznych prac powstała analiza „Grot – do raportu”, z której wynika, że karabinek z Radomia nie tylko może zawieść na polu walki, ale może stanowić realne zagrożenie dla jego użytkowników. Na ponad 30 stronach autorzy raportu udokumentowali 22 awarie, usterki i wady konstrukcyjne tej broni. Ich pełna lista znajduje się w oryginalnym tekście raportu. Poniżej przedstawiamy główne problemy.

„Strzelcy podchodzili do karabinka po kolei i krótkimi seriami opróżniali magazynki. Nie strzelano długimi seriami. Zmiany strzelców pozwalały broni na odprowadzenie nieco ciepła. Dramat rozpoczął się przy 10. magazynku. Broń zaczęła dymić mimo tego, że była poprawnie przygotowana do strzelania” – opowiadał Mosznera.

Żołnierze skarżyli się również na przegrzewające się łoże karabinka, gdzie podtrzymuję się broń – „Łoże karabinka, czyli element, który okrywa część lufy, rozgrzał się tak bardzo, że nie dało się strzelać bez rękawiczek. Bez nich żołnierz nie będzie w stanie wystrzelić tylu magazynków w sytuacji bojowej, nie parząc dotkliwie dłoni” – dodał.

Rdza i piasek – wrogowie radomskiej broni

Paweł Mosznera powiedział również o innych problemach trapiących karabinek Grot. Żołnierze mówili przełożonym o wypadającym regulatorze gazowym odpowiadającym za przeładowanie broni oraz tłoku. Aby przeciwdziałać ich wypadaniu, żołnierze zabezpieczali je plastikowymi trytykami.

Kolejnym istotnym problemem było słabe wykonanie kolby posiadającej również regulator długości – standard przy najnowszych karabinach maszynowych. Kolba nie tylko łamała się żołnierzom, ale również w trakcie użytkowania broni na poligonie, wystarczyło aby trochę piasku dostało się do środka regulatora co unieszkodliwiało tą część.

„Są wykonane z tworzywa sztucznego, które jest mało odporne na uderzenia. Oczywiście, nie wszystkie pękają, ale jest partia, która łamie się w tym samym miejscu. Musi być niezawodna i zapewniać stabilne oparcie podczas strzelania. Wojsko też ćwiczy ciosy kolbą, czasem trzeba się na niej oprzeć, czasem mocnej nią uderzyć. A ta w grocie jest za delikatna” – mówił jeden z żołnierzy.

Kolejnym wrogiem dla broni są deszczowe warunki pogodowe. Wielokrotnie żołnierze WOT informowali o rdzewiejących zamkach i suwadłach, które trzeba było codziennie czyścić odpowiednimi środkami chemicznymi.

Przedstawiciele WOT za pomocą Twittera odpowiadali na oskarżenia zawarte w artykule „Onetu” nazywają je fałszywymi i pozbawionymi specjalistycznej analizy.

onet

REKLAMA

Komentarze