REKLAMA

Media Narodowe: Wywiad z zespołem GAN

Media Narodowe: Wywiad z zespołem GAN

Serdecznie witam naszych czytelników. Przekazuję w Wasze ręce kolejny wywiad z przedstawicielem muzyki tożsamościowej, szczecińską kapelą GAN. Zespół jest jednym z uczestników tegorocznego festiwalu muzyki tożsamościowej „Orle Gniazdo”. Zapraszam do lektury.

Na wstępie dziękuję Wam bardzo za poświęcony czas i chęć przybliżenia naszym czytelnikom kapeli GAN. Przejdźmy może zatem do pytań:

Proszę opowiedzcie nam trochę o sobie. Kiedy powstaliście? Kto był inspiratorem powstania GANa? Czy od początku gracie muzykę tożsamościową?

Maks: Każdy z nas już od wielu lat miał epizody w kilku mniej lub bardziej znanych kapelach. Jako Gan zaczęliśmy grać natychmiast po rozwiązaniu The Blakauts w maju 2013, w niezmienionym składzie (Miro, Maks, Dmuchacz, Smalec). Na drugą próbę dołączyła do nas Mucha (warto wspomnieć, że wstępny plan obejmował dwa wokale w kapeli). Pierwsze kilka prób odbyło się również ze Smalcem, który jednak po pewnym czasie uznał, że nie wyrobi czasowo. Od pierwszej próby było postanowione, że Gan jest zespołem, którego głównym przekazem będzie patriotyzm oraz szacunek do naszych bohaterów, jak i całej historii. Nie mówienie w kółko o tym, że piwo jest smaczne, życie jest ciężkie, przemoc jest super i ulica jest mym domem.

Sam tekst o Rafale Ganowiczu napisałem na długo przed powstaniem kapeli, w 2008 roku pod wpływem artykułu zawierającego urywki całego wydania „Kondotierów”, podesłanego notabene przez mojego Ojca. Zachęcił mnie on do poszukiwań książki, którą wtedy bardzo trudno było zdobyć. Dlatego w momencie, gdy już się udało ją wypożyczyć w Książnicy Pomorskiej i przeczytać, napisałem tekst. Nazwa kapeli wzięła się oczywiście od tego tekstu i postaci Rafała Ganowicza.

Poznałem Waszą twórczość począwszy od płyty „Przeklęty Polak”. Wiem, że wydaliście nie tak dawno nową płytę „Wilcze Czasy”. Opowiedzcie coś o swoim debiucie.

Maks: „Przeklęty Polak” to płyta, która powstała w zasadzie w około trzy miesiące od powstania zespołu. Na starcie mieliśmy gotowe 2-3 kawałki „z szuflady”, z kolei cała reszta powstawała wraz z tekstami dosłownie z próby na próbę. Z uwagi na to, że w momencie, kiedy powstał zespół, mieliśmy już praktycznie ugadane trzy pierwsze koncerty, trzeba więc było się sprężyć. Osobiście jestem z tych nagrań zadowolony, zarówno tekstowo, jak i muzycznie. Jest to płyta, która odzwierciedla to, czego wtedy słuchałem oraz to, co czytałem.

Dla mnie „Przeklęty Polak” to znakomity stary RAC z genialnym coverem „Rozstrzelana Armia”. Kto wpadł na pomysł, aby zagrać ten numer?

Maks:  Naszą aranżację coveru Andrzeja Kołakowskiego również stworzyłem długo przed powstaniem Gan-a, na potrzeby koncertu patriotycznego w Szczecinie z okazji Narodowego Dnia Pamięci o Żołnierzach Wyklętych w 2010 roku. Pomysł podrzucił mi kolega Irek – organizator tego koncertu. Niestety, z ówczesnym zespołem nie zdążyliśmy ograć tego utworu, więc cały pomysł leżał w „szufladzie” aż do powstania obecnej kapeli.

https://www.youtube.com/watch?v=blbGHPF69QA

Na debiucie poruszacie wiele istotnych tematów, choćby takich jak Rzeź Wołyńska. Powiedzcie zatem jak widzicie napływ Ukraińców do Polski? Jest to dla nas jako Narodu groźne czy nie ma to większego wpływu na sytuację społeczną czy gospodarczą Polski?

Maks: Swój stosunek do Ukrainy, Niemiec czy Rosji wyniosłem z domu, z opowiadań  przodków, którzy to odczuli na własnej skórze działania banderowców, komunistów czy nazistów. Ukrainiec nigdy nie będzie moim bratem. Co nie znaczy, że każdego z góry darzę nienawiścią. Poznałem wielu Rosjan, Niemców i Ukraińców (mało tego, pozytywnie wypowiadających się o naszej kapeli). Są to mili ludzie, przynajmniej ci, których mam okazję aktualnie spotykać na co dzień, wszędzie można takich znaleźć i w żadnym wypadku nie powinno kierować się z góry uprzedzeniami, bo to głupota, tym bardziej że w dzisiejszych czasach Europa musi się zjednoczyć przeciw obecnym wrogom. Każdego należy traktować indywidualnie. Rozpatrując to jednak pod kątem dość dużej migracji nacji ukraińskiej do naszego kraju, niekontrolowany napływ jakichkolwiek nacji nigdy końcowo nie będzie zjawiskiem pozytywnym czy bezpiecznym, bo na dłuższą metę zawsze powstaną konflikty na tle narodowościowym, które z czasem będą się tylko zaogniać. Jestem przekonany też, że lada moment będzie to miało miejsce, bo rzekomo w samym Szczecinie wg statystyk obecnie jest 30 000 zarejestrowanych Ukraińców. Gospodarczo zaś jest to zwyczajne poszukiwanie tańszej siły roboczej.

Jak odbierani jesteście na koncertach? Wiem, że graliście na Festiwalu Orle Gniazdo, jak go wspominacie? Planujecie tam znów zagrać?

Maks: Nie było do tej pory koncertu, po którym odnieślibyśmy negatywne wrażenie. Zazwyczaj dostajemy same pochwały, ewentualnie to, co lubimy czyli konstruktywną krytykę. Festiwal Orle Gniazdo cenimy za całokształt, za ogrom sił, jakie tak duża ilość (lub w zasadzie tak niewielka) osób musiała włożyć w organizację. Chłopakom należy się dozgonny szacunek. Jest to zdecydowanie profesjonalny festiwal, ze sceną, nagłośnieniem i warunkami, jakich nie jest w stanie zapewnić żaden inny organizator koncertów patriotycznych w Polsce. Dzięki temu wszystkie występujące tam zespoły mogą wyjść z zadymionych knajp czy remiz i zagrać na profesjonalnym poziomie w profesjonalnych warunkach, dla większej liczby osób. Występowanie na Orlim Gnieździe jest dla nas niemal tradycją, zawsze wrócimy tam bardzo chętnie, czy jako artyści czy jako goście. Żałuję jedynie tego, że nie wyrobiliśmy się ze zrobieniem materiału na pierwszą edycję, graliśmy wtedy dopiero pierwsze próby, więc wystąpienie z 5 kawałkami nie miało sensu.

O jakie numery ludzie proszą podczas Waszych gigów?

Maks: Gan, Słowiański temperament, Generał Maczek i jego pancerni, Westerplatte, Rozstrzelana armia. Ogólnie ilość wyświetleń z youtube odzwierciedla mniej więcej popularność kawałków. Często na podstawie tego układamy seta. W obecnej sytuacji dorzucamy do tego nowy materiał, jako że poprzednia płyta dla nas jest już po prostu zbyt ograna.

Jak wspominałem wcześniej, w tym roku wydaliście nową płytę „Wilcze czasy”. Wydał ją Olifant. Jak układa wam się Współpraca?

Maks: Z Olifant records współpracowaliśmy już w kilku poprzednich kapelach, zaś z Bosym kumplujemy się  od wielu lat. Tym bardziej możemy okazać wdzięczność za pomoc i możliwości, jakie daje nam to, że jesteśmy w tej wytwórni. Z naszej strony Bosy zawsze otrzyma profesjonalnie i sumiennie nagraną płytę, a my za to dostaniemy możliwość jej wydania w większym nakładzie, jak i rozpropagowania szerzej niż tylko na koncertach czy przez Internet – bez tego ani rusz. Kiedyś próbowałem to przekalkulować i doszedłem do wniosku, że gdybyśmy chcieli to zrobić na własną rękę, zwyczajnie w świecie nie udźwignęlibyśmy tego pod kątem samej produkcji, jak i dystrybucji.

Słuchałem jej już kilka razy i uważam, że gracie na niej ostrzej niż na jedynce. Słychać na niej heavy metalowe granie, a jeden z kawałków „Węgielne Łzy” pobrzmiewa mi starym Iron Maiden. Muzycznie chcecie iść w tym kierunku czy może to akurat kwestia tej płyty?

Maks: Mając 6 lat latałem z rakietą do tenisa, udając, że jestem gitarzystą Iron Maiden. Od zawsze chciałem nagrać taki album i podążać w tym kierunku muzycznym. Grając początkowo na jedną gitarę, nie miało to większego sensu, jako że potem na koncercie mogłoby to brzmieć biednie. Po co nagrywać odpicowaną płytę z 10 partiami gitarowymi, a potem kaleczyć to na koncercie? W momencie, gdy do kapeli dołączył Adaś, którego fascynacje muzyczne to głównie Motorhead, AC/DC czy Iron Maiden, z dwiema gitarami mogliśmy zrobić materiał nieco bardziej skomplikowany, wzorowany właśnie na Iron Maiden czy Helloween. Mucha i Dmuchacz wychowali się w czasach, gdy Szczecinem rządził metal, więc to też jakby pewnego rodzaju powrót do korzeni.

Pogadajmy chwilę o polityce. Macie jakieś preferencje? Kibicujecie czy wspieracie mocno jakąś organizację?

Maks: Jeśli chodzi o kwestie utożsamiania się z jakąś partią czy organizacją, to nie ma w obecnej chwili ugrupowania, na które głosowałbym oddając głos ‘świadomie’, czy mógł jednoznacznie stwierdzić, że z tym konkretnym ugrupowaniem się utożsamiam. Przy każdych kolejnych wyborach jest to zwyczajnie głos na “mniejsze zło”. Mamy wielu znajomych z różnych organizacji politycznych, które nas wspierają, promują, organizują koncerty, więc staramy się odwdzięczyć tym samym – czy to RN, Niklot, czy to MW czy ONR, czy Marian Kowalski, którego serdecznie pozdrawiam. Muszę zaznaczyć, że jest on osobą, która okazała się dokładnie taka, jaką ją sobie wyobrażałem, nie zawiodłem się ;). Sami nie działamy politycznie, bo zwyczajnie tego nie potrzebujemy. A co do kibicowania i wspierania, jest to zdecydowanie kwestia osobistych znajomości, niż tego, pod jaką flagą ktoś występuje. Wiązałem spore nadzieje w momencie, gdy powstawał Ruch Narodowy, ale bardzo szybko zostało to zweryfikowane. Jedynym ruchem, który mogę wspierać i kibicować mu to słuchacze internetowej telewizji „Idź pod Prąd”. Mówię ruch, bo kroi się coś większego. Jedynym człowiekiem, który do mnie przemawia jest Marian Kowalski, prawdziwy patriota. Polecam pozbycie się telewizora, korzystanie tylko z Internetu, czytanie wiadomości na niezależnych portalach. Wtedy ma się szansę na uniknięcie bycia sterowanym, ale myślę, że naszym fanom, o ile tacy są, nie muszę tego mówić.

Co sądzicie o Dobrej Zmianie, rzeczywiście jest dobra czy macie z nią problem?

Maks: Tak jak wspomniałem wcześniej “mniejsze zło”. Mogę jednak stwierdzić, że jest lepiej niż było za rządów PO w aspekcie politycznym jak i gospodarczym. Widać zmiany: przede wszystkim, nasze środowisko nie jest już tak bardzo szykanowane jak było wcześniej. Dodatkowo, polski przemysł nie zgnije i nie zostanie oddany Niemcom, jak to miało miejsce za PO. Dziura budżetowa nie jest też tak pokaźna. Do czasu objęcia władzy przez PiS afera goniła aferę, na stołkach byli sami potomkowie naszych katów, oni sami, oraz cała okrągłostołowa klika pseudo-intelektualistów, działająca później pod szyldem Unii Wolności. Co nam dała ta zmiana widać nawet na podłożu funkcjonowania PZPN. Dodam, że obecny prezydent jest to pierwszy człowiek piastujący to stanowisko w Polsce od czasów wojny, który zwyczajnie ma klasę i którego nie musimy się wstydzić. Są aspekty, które w jego osobie i działaniach mi nie odpowiadają, jednak jakby nie było, okazuje należyty szacunek tym, którym się to należy. Potrafi usiąść jak równy z równym z każdym innym przywódcą z całego świata, a do tego nie jest nadętym bucem, potrafi zażartować ze sporym dystansem. A już abstrahując od samej zmiany i tego czy jest lepiej, miło jest spojrzeć na to, jak kwiczą z każdej strony takie osoby jak Lis, tabuny KODziarzy oraz to, że taki szmatławiec jak Wyborcza zamyka kolejne oddziały. Może zmiana w planach była dobra, ale coś się zaczyna powoli sypać. Pociechą jest to, że odeszli złodzieje z Platformy i KODziarze są ośmieszeni na własne życzenie, choć ubolewam nad tym, że jeszcze sporo ludzi im przyklaskuje, młodych też – mam takich w pracy.

Na tapecie ostatnio są korytarze humanitarne, czyli moim zdaniem wrzutki, które mają za zadanie testować Polaków. Jak się na to zapatrujecie?

Maks:  W tej sprawie jest tak, że jak dasz palec, to wezmą rękę, więc stanowisko jest proste: nie i koniec.  Im więcej pozwolimy sobie wcisnąć i im więcej od nas wyciągną, tym więcej będą chcieli w przyszłości. Jakie skutki ma napływ imigrantów z Afryki pokazuje sytuacja w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Tam już jest zwyczajnie za późno na odwrócenie katastrofalnych skutków. Nie dajmy się oszukiwać, że do Europy napływają przestraszeni ludzie uciekający przed wojną, czy ktokolwiek mogący nas wzbogacić kulturowo. Równie dobrze moglibyśmy powypuszczać z więzień morderców i gwałcicieli, wysłać ich razem z najgorszą patologią spod bram z najgorszych dzielnic po zasiłek, twierdząc, że jadą pomóc w funkcjonowaniu gospodarki i kultury. Wiadomo, że pośród 100 osób z marginesu znajdą się dwie odbiegające od reszty, ale proste pytanie : po co nam to? W tym momencie to Polska, Węgry, Czechy czy Rosja są jedynymi państwami, które są w stanie obronić Europę przed całkowitą zagładą, mając swoje zdanie oraz swoją politykę imigracyjną. A jeżeli nasz rząd czy nasze społeczeństwo chce pomagać, to zanim zacznie pomagać komukolwiek poza Polską, najpierw trzeba to zrobić na własnym podwórku. W Polsce też są biedni ludzie i biedne przestraszone dzieci. Przyjmowanie uchodźców, wysyłanie pieniędzy na ich ratunek, dawanie im mieszkań nie jest rozwiązaniem, w momencie, gdy w Polsce miliony ludzi żyje w ubóstwie, w domach dziecka dzieci noszą szmaty, a nawet ludzie, którzy nie najgorzej zarabiają, żyją na kredyt od wypłaty do wypłaty. Dlatego żadnych cholernych korytarzy humanitarnych. Wszyscy widzimy, jakie skutki przyniosła masowa imigracja z krajów muzułmańskich, powstają getta, mnożą się zamachy. Ci ludzie nie chcą i nigdy nie będą uczyć się języka kraju, w którym się znajdą, ani na pewno nie będą pracować, statystyki mówią same za siebie. Nie pomaga żadna tolerancja czy otwartość.  Kto tego nie widzi, żyje w jakimś letargu. Koran wyraźnie mówi, jak islamiści mają traktować niewiernych. Szlag mnie trafia, jak czytam, że Krzystek – prezydent mojego miasta – podpisuje jakieś kretyńskie zobowiązania z innymi pajacami o przyjęciu tych bandytów. Oni chyba zapominają, że to Polska. Dojdzie do burd, bo Polacy nie pozwolą sobie na takie traktowanie przez islamistów, jak Francuzi, Niemcy czy Szwedzi. Jeśli dojdzie do tego, że znajdą się u nas, to będą jatki na ulicach. Będziemy ich zabijać, a potem niestety za to siedzieć. Na razie pocieszeniem jest to, że nie jesteśmy dla nich atrakcyjni pod względem pomocy finansowej. Czas pokaże. Jeśli wierzycie w chrześcijańskiego Boga i Jezusa, to módlcie się do nich, oni mają możliwość zaradzić te sytuacji. Ja to robię.

autor:

KonserwaAMDG
REKLAMA

Komentarze