REKLAMA

[NASZ WYWIAD] Seweryn (ONR): „Europa wróci do swoich korzeni, albo stanie się islamska”

[NASZ WYWIAD] Seweryn (ONR): „Europa wróci do swoich korzeni, albo stanie się islamska”

REKLAMA

9 września odbędzie się piąty już Marsz Wiktorii Wiedeńskiej. Czy mógłbyś pokrótce przybliżyć nam historię tego wydarzenia? W jaki sposób w ogóle zrodziła się idea marszu?

– Po raz pierwszy zorganizowaliśmy Marsz Victorii Wiedeńskiej w 2013 roku. Była to nasza odpowiedź na problem rosnącej w siłę społeczności islamskich imigrantów w Europie, jak również na prześladowania chrześcijan w krajach muzułmańskich. Jednak punktem zwrotnym w rozwoju naszej inicjatywy było lato 2015. Trwała wówczas niezwykle burzliwa debata na temat przyjmowania do Polski islamskich imigrantów, określanych przez liberalne środowiska, jako „uchodźcy”. Sytuacja ta spowodowała wzrost zainteresowania naszą akcją przez przeciętnych Polaków. W III Marszu Victorii Wiedeńskiej w 2015 roku wzięło udział ok. 2000 osób, co było rekordową frekwencją w stosunku do pozostałych nacjonalistycznych manifestacji we współczesnym Krakowie. Kilka razy organizowaliśmy wydarzenia towarzyszące Marszowi – w 2013 i 2015, podobnie, jak w tym roku były to wykłady, natomiast w zeszłym roku zorganizowaliśmy koncert muzyki tożsamościowej.

Z jakim odbiorem spotyka się marsz ze strony mieszkańców Krakowa? Czy Brygada Małopolska musiała zmierzyć się z jakimiś nieprzychylnościami bądź krytyką ze strony lewicowej części miasta?

– Jak już wspomniałem, polskie społeczeństwo powoli się budzi. Wszelkie akcje skierowane przeciwko agresywnej ofensywie islamu spotykają się z coraz większą przychylnością Polaków. Natomiast zmasowana nagonka ze strony środowisk liberalnych i lewackich jest, że tak powiem, wpisana w naszą codzienność. Dla wielu manipulatorów i omamionych przez nich głupców – każdy, kto widzi w islamie zagrożenie jest uważany za „rasistę” i „faszystę”.

Wydaje się, że kwestia islamskich imigrantów jest na chwilę obecną sprawą zamkniętą. Stanowisko obecnego rządu jest jasne: granice Polski są dla imigrantów zamknięte. Dlaczego mimo to ONR ponownie pomaszeruje z hasłami antyimigranckimi na ustach?

-Organizujemy tę akcję, ponieważ jest to projekt cykliczny. Przekaz Marszu Victorii Wiedeńskiej odnosi się nie tylko do sfery polskiej polityki. Polska jest częścią Europy, a nasza wizja Europy to Europa spod znaku Cywilizacji Łacińskiej. Wyrażamy oburzenie w związku z sytuacją w Europie Zachodniej, którą niedawno określiłem w moim wykładzie, jako wojnę asymetryczną islamu z Europą. Chcemy również kultywować pamięć o wielkim zwycięstwie Jana III Sobieskiego odniesionym nad wojskami tureckimi, które w 1683 roku prowadziły ofensywę na Europę, tak, jak teraz prowadzą ją islamscy imigranci.

Czy mógłbyś pokrótce przybliżyć czytelnikom, dlaczego ONR w ogóle sprzeciwia się przyjmowaniu imigrantów do Europy? Strona przeciwna (w tym również część hierarchów kościelnych) powołuje się w swojej argumentacji na chrześcijańską zasadę miłości bliźniego i na zwykłą chęć pomocy drugiej osobie. W jaki sposób ONR takowe argumenty odpiera?

– ONR sprzeciwia się obecnie lansowanej, na demoliberalnym Zachodzi, wizji multikulturalizmu. Uważamy, że jest to budowa społeczeństwa, którego fundamentami są kosmopolityzm i chaos. Taki eksperyment jest z założenia skazany na porażkę. Szkoda tylko, że za te zwariowane socjotechniczne pomysły muszą cierpieć zwykli Europejczycy, a nie polityczni decydenci, którzy mieszkają w chronionych apartamentach i nie odczuwają takiego zagrożenia, jak większość obywateli. W ostatnim czasie najbardziej drastycznym i tragicznym przykładem bandyckiego aktu dokonanego przez imigrantów był gwałt dokonany na Polce, która wraz z mężem przebywała w Rimini. Dla jasności przypomnę, że jesteśmy za jak najsurowszym traktowaniem wszystkich zbrodniarzy dokonujących aktów przemocy na tle seksualnym, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzą. Osobiście uważam, że jakiekolwiek tłumaczenie gwałciciela, mówienie, że „kobieta prowokowała” jest podłością i głupotą. Jednak należy zwrócić uwagę na to, że wśród rdzennych Europejczyków gwałty i inne przestępstwa związane z przemocą wobec kobiet i dzieci zdarzają się rzadziej, niż wśród imigrantów, wyrosłych w barbarzyńskich społecznościach, w których kobieta nie jest uznawana za towarzyszkę życia, tylko za przedmiot użycia. W polskiej kulturze rola kobiety jest szczególna. Polacy niezwykłą wagę przywiązują do kultu Matki Bożej, a w polskich rodzinach Matka odgrywa bardzo ważną rolę. Nawet w środowiskach więziennych gwałciciele i kobietobójcy są uważani za odrażających i są napiętnowani. Co do opinii przychylnych imigrantom, niestety wielu ludzi wybiórczo posługuje się cytatami związanymi z chrześcijańskim miłosierdziem. Ci, którzy najgłośniej warczą o tym, że w imię miłosierdzia mamy przyjmować islamistów do Polski, jakoś o chrześcijańskiej miłości bliźniego zapominają, gdy propagują zabijanie nienarodzonych dzieci, albo wzywają do prześladowania swoich przeciwników politycznych. Należy powołać się na Ordo Caritatis, czyli zasadę związaną z tym, że nawet w miłosierdziu musi być hierarchia wartości. Przede wszystkim musimy pomagać prześladowanym katolikom, a islamistom w imię miłosierdzia należy przede wszystkim umożliwić nawrócenie się i porzucenie ciemności pogaństwa.

REKLAMA

Historia zna przypadki w miarę pokojowego współżycia ludności chrześcijańskiej i muzułmańskiej na jednym terytorium. Dlaczego Twoim zdaniem rozwiązania takiego typu nie sprawdzają się na dłuższą metę? Dlaczego społeczeństwom wielokulturowym nie można wróżyć zbyt długiej przyszłości?

– Tak, zdarzały się takie przypadki. Przyznam, że nie jestem ekspertem od historii islamu, jednak w pierwszej chwili przyszedł mi na myśl casus polskich Tatarów, którzy osiedlili się na naszych wschodnich ziemiach w czasie panowania Jagiellonów. Pomimo tego, że we wcześniejszych wiekach walczyli przeciwko Polsce, to w momencie osiedlania się u nas, zaczynali żyć według kanonów naszej cywilizacji, będąc lojalni wobec swojej nowej Ojczyzny i pokojowo koegzystując z katolickimi i prawosławnymi sąsiadami. Z tego środowiska wywodzi się wielu prawdziwych polskich patriotów, np. prof. Selim Chazbijewicz. Z kolei państwa islamskie, w których sytuacja chrześcijan była w miarę dobra to Syria pod rządami Asada i Irak pod rządami Husajna. Niestety na skutek amerykańskich „wojen o demokrację”, powstała tam przestrzeń dla fundamentalistów islamskich, którzy pod szyldem ISIS zajmują się mordowaniem i niewoleniem chrześcijan. Społeczeństwom multikulturowym nie możemy wróżyć długiej przyszłości, ponieważ, jak wcześniej wspomniałem, są one zbudowane na kosmopolitycznym gruncie. Nie następuje tam asymilacja imigrantów spoza naszego kręgu kulturowego, tylko atomizacja społeczeństwa i utrata tożsamości przez ludność autochtoniczną. W tej sytuacji siły radykalnego islamu wyznawanego przez część imigrantów jawią się, jako alternatywa dla dominującego materializmu, dlatego coraz więcej rdzennych mieszkańców Europy Zachodniej konwertuje na islam.

Omawiane przez nas problemy pośrednio w dość interesujący sposób opisane zostały przez Feliksa Konecznego. Czy mógłbyś pokrótce przedstawić czytelnikom myśl tego wybitnego myśliciela dotyczącą zagadnień związanych z historią cywilizacji?

– Mówiąc w dużym uproszczeniu zakładał on, że nie istnieje możliwość syntezy cywilizacji. Jeśli na jednym terenie istnieją dwie żywotne cywilizacje, to dochodzi do starcia pomiędzy nimi, dlatego na bazie tej teorii można obalić szkodliwe mity lansowane przez fanatyków multikulturalizmu spod znaku Sorosa.

Nie ulega wątpliwości, iż wśród imigrantów są osoby, które rzeczywiście potrzebują pomocy. Czy powinniśmy więc przechodzić wobec problemu imigracji całkowicie obojętnie? Jakie rozwiązanie możesz zaproponować w tej kwestii?

– Nie możemy przejść koło tego problemu całkiem obojętnie. Jednak, zamiast sprowadzać dziesiątki tysięcy imigrantów do Europy, należy pomyśleć nad formami pomocy uchodźcom na terenie należącym do ich kręgu kulturowego. Zresztą, jak pokazują statystyki najskuteczniejsza pomoc dla prawdziwie potrzebujących jest udzielana im właśnie na miejscu. Natomiast wszelkie agendy, fundacje i firmy zajmujące się transportem morskim tych ludzi do Europy to zazwyczaj podli krętacze i oszuści, którzy pod szyldem humanitaryzmu realizują swój okrutny biznes. Być może wielu z nich działa na zlecenie środowisk, których celem jest wojna domowa w Europie, która miałaby dobić Stary Kontynent pod względem demograficznym i kulturowym. Jednak co najważniejsze, pomocą dla osób, które padły ofiarą wojen powinno być ich zaprzestanie i unikanie. Mam tutaj na myśli przede wszystkim zakończenie tzw. „wojen o demokrację” i uznanie ich za zbrodnię przeciwko ludzkości. Absolutnie nie jestem sympatykiem żadnego reżimu arabskiego, ale uważam, że niektórzy świeccy dyktatorzy, jak wspomniani wcześniej Husajn i Asad, czy Kadafi stanowili czynnik stabilizacyjny w swoich krajach. Ci, którzy są odpowiedzialni za ich obalenie, odpowiadają także za cierpienia wielu cywilów dotkniętych wojną.

W jaki sposób Twoim zdaniem możemy zapobiec dalszemu procesowi islamizacji Europy? Odnieść można niekiedy wrażenie, iż przynajmniej część zachodnioeuropejskiego establishmentu w ogóle nie dostrzega problemu.

-Uważam, że albo Europa wróci do swoich korzeni, albo z czasem stanie się islamska. Alternatywą dla obecnej sytuacji jest odrodzenie religijne, odrodzenie narodowe, odrodzenie instytucji Rodziny i innych wspólnot, odrodzenie Europejczyka mającego wolę walki i wolę tworzenia. Europa musi definitywnie odejść od spuścizny liberalizmu, marksizmu i innych form ideologii materialistycznych. Jedyną drogą do tego celu jest droga nakreślana przez europejskich nacjonalistów, takich, jak polski ONR, węgierski HVIM, czy włoska Forza Nuova i Laelta Azzione.

Z Adamem Sewerynem, Kierownikiem Sekcji Naukowo- Szkoleniowej ONR, rozmawiała Małgorzata Jarosz

REKLAMA

Komentarze