REKLAMA

[TYLKO U NAS] Były szef ONR w szczerym wywiadzie: „Chciałem zmienić ONR. Mieliśmy ambitne plany”

[TYLKO U NAS] Były szef ONR w szczerym wywiadzie: „Chciałem zmienić ONR. Mieliśmy ambitne plany”

REKLAMA

W grudniu z Obozu Narodowo-Radykalnego odeszła część Zarządu Głównego, w tym Kierownik Główny. W Internecie pojawiają się informacje o powstaniu ONR-ABC oraz o podziale wśród narodowców. Sytuację dla Mediów Narodowych komentuje Tomasz Dorosz, były KG ONR.

MN: Kilka dni temu ogłosiłeś swoje dołączenie do Ruchu Narodowego. Wszystko to jawi się jako spory podział w ramach środowiska ONR. Wielu sympatyków idei narodowej czerpie informacje z różnych plotek, być może warto się do tego wszystkiego odnieść?

Tomasz Dorosz: Muszę zacząć od pewnego wprowadzenia w całą sytuację, chciałbym bowiem być dobrze zrozumianym. Byłem, jestem i będę narodowcem. Od ponad dziesięciu lat działam odwołując się do idei i ruchu narodowego, w szczególności do tradycji Obozu Wielkiej Polski, bez którego nie byłoby polskiego nacjonalizmu w takiej postaci, którą dzisiejsze organizacje narodowe biorą na swoje sztandary. Od pierwszego dużego Marszu Niepodległości, na którym po raz pierwszy policzyło się nowe pokolenie narodowców, zapragnąłem działać, najpierw zgłaszając się do Młodzieży Wszechpolskiej, jednak w 2010 roku nie było jeszcze struktur MW na Pomorzu Zachodnim, a organizacja ta dopiero odbudowywała swoją siłę po rozstaniu z Ligą Polskich Rodzin, czy też raczej rozstaniu LPR z ideą narodową. Dołączyłem więc do Obozu Narodowo-Radykalnego, który wtedy dynamicznie się rozwijał, a wraz z MW stworzył wspomniany Marsz Niepodległości, który dla mnie i tysięcy młodych Polaków był wielkim impulsem do działania narodowego. W 2012 roku, dzięki tej współpracy MW z ONR powstał Ruch Narodowy, który z ramienia ONR-u współtworzyłem wtedy na Pomorzu Zachodnim. Także w tym samym roku w Szczecinie odbudowała się w końcu Młodzież Wszechpolska, której od samego początku byłem sympatykiem i pozostaję nim do dzisiaj. Również w 2012 roku wstąpiłem do Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, by kultywować ideę i historię NSZ, pomagać jeszcze żyjącym kombatantom podziemia narodowego, a w następnych latach tworzyłem lokalne inicjatywy narodowe jak Narodowe Świnoujście, Szczeciński Klub Narodowy czy też zostałem członkiem Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Jak widać, zawsze starałem się działać w celu budowy dzisiejszego odpowiednika OWP, łączyć wokół idei narodowej, a nie dzielić i wystawiać paszporty „prawdziwego nacjonalisty” czy kierować się prywatnymi sympatiami i niechęciami. Wydaje mi się, że chyba całkiem nieźle mi się to udawało, skoro w bardzo młodym wieku, ledwie po kilku latach kierowania zachodniopomorskimi strukturami ONR, zostałem powołany do Zarządu Głównego, mianowany tzw. Zastępcą Kierownika Głównego, aż ostatecznie wyznaczony przez mojego poprzednika na następnego KG, którą to funkcję pełniłem jednak tylko pół roku.

MN: No właśnie, dlaczego? Skąd te rozejście się Twoje i kilku pozostałych członków ZG organizacji, którą przecież kierowaliście? Czy powstanie ONR-ABC oznacza, że doszło do rozłamu?

Tomasz Dorosz: Wydawać by się mogło, że będę mógł spokojnie realizować swoją wizję ONR, profesjonalizując go w sensie ideowym, organizacyjnym czy politycznym. Rola RN jest oczywista; to partia polityczna, której celem jest reprezentowanie narodowców w wyborach, osiąganie w nich jak najlepszych wyników, aż po zdobycie władzy i realizację swojego programu. Rolą MW jest ideowe wychowywanie młodzieży, Narodowa Organizacja Kobiet zajmuje się sprawami kobiecymi, Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych dba o żołnierzy podziemia narodowego, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości organizuje marsz itd. – każda z tych współpracujących ze sobą organizacji ma więc konkretne zadania do wykonania. Wychodziłem z założenia, że ONR musi jasno określić swoją rolę i miejsce na mapie ruchu narodowego. Trzeba rozumieć, że jeśli odwołujemy się do konkretnej idei, tworzy się deklaracje ideowe, latami pisze się dziesiątki jeśli nie setki artykułów nt. wizji przyszłej Wielkiej Polski, to jest to organizacja polityczna, a naszym ziemskim celem musi być realizacja tych postulatów. Nie da się tego zrobić bez władzy w państwie, a można ją zdobyć tylko na trzy sposoby: nielegalnie, o czym nikt normalny w XXI wieku w środku Europy nie myśli, legalnie (jak bardzo byśmy tego nie chcieli w przyszłej Polsce – legalnie władzę zdobywa się za pomocą udziału w wyborach) lub poprzez tzw. marsz przez instytucje. ONR nie robił żadnej z tych rzeczy, a ja wraz z wieloma działaczami chciałem to zmienić. Dlatego od samego początku mieliśmy ambitne plany jak szkolenia medialne, prawne, rozwój deklaracji ideowej, reformę struktur organizacji za pomocą nowego statutu organizacyjnego, powstanie programu politycznego, współpracę z innymi organizacjami narodowymi, które wymieniałem wcześniej. Niestety spotkało się to ze sprzeciwem części struktur, a nawet osób decyzyjnych, a w ramach ZG ONR doszło do bardzo mocnej różnicy zdań, w dużej mierze opartej na personalnych animozjach. W celu uniknięcia dalszego podziału, konfliktu i ewentualnego rozłamu oraz biorąc pod uwagę fakt, że moich celów nie udaje się zrealizować, a moja mediacja pomiędzy zwaśnionymi frakcjami nie przynosi rezultatów, ustąpiłem z funkcji, przekonując do tego także pozostałą część ZG.

REKLAMA

MN: Do rozłamu jednak doszło, gdy powstał ONR-ABC, jak to skomentujesz?

Tomasz Dorosz: Przede wszystkim żałuję, że przez niektóre osoby doszło do takiej sytuacji i musimy o tym publicznie rozmawiać. Byłem przeciwnikiem powstania i istnienia kolejnej organizacji. Kiedy tylko o powstaniu tzw. ONR-ABC usłyszałem przekazałem moją opinię osobie, która nią kieruje, nie posiadam z tą organizacją żadnych związków. Mogłem przecież nie ustępować z funkcji, wyrzucić z organizacji wszystkich tych, którzy by się ze mną nie zgadzali, prowadzić ONR tak, jak chcę. Chciałem jednak uniknąć podziałów, „rozmnażania przez podział”, gdyż powstawanie kolejnych organizacji zwyczajnie szkodzi naszej sprawie. Nie chciałem, żeby ONR zaczął podążać drogą wielu niszowych, kanapowych lub pikietowo-internetowych „najprawdziwiej nacjonalistycznych” ruchów, partyjek i stowarzyszeń, zadowalających się rolą lóż szyderców, wytykających wszystkim na około błędy, nie robiąc tak naprawdę nic, żeby naszą piękną ideę urzeczywistnić. Także przed wojną, kiedy ruch narodowy liczył nie kilka tysięcy, ale setki tysięcy działaczy, na jego orbicie krążyły dziesiątki małych ruchów i partyjek, dzisiaj kompletnie zapomnianych, wtedy jednak potrzebny był organ prasowy, więc kolportaż uliczny, do czego potrzeba było setek działaczy, a dzisiaj wystarczy założyć portalik internetowy oraz profile na portalach społecznościowych, żeby mieć „organizację”. Kilka takich organizacyjek łącznie liczy mniej działaczy, niż niektóre pojedyncze okręgi RN, MW czy brygady ONR, ale poprzez różne oświadczenia, manifesty czy komentarze robią czasem wokół siebie sporo szumu, pokazując tym samym nacjonalistów jako skłóconych i podzielonych, co tylko odstrasza nowych potencjalnych działaczy i wzmacnia prawdziwych wrogów Polski narodowej. Dlatego za wszelką cenę chciałem tego uniknąć wokół ONR. Trzeba sobie bowiem jasno powiedzieć, że gdybym kierował się tylko nimbem „władzy”, osobistym interesem i ze swojej funkcji nie ustąpił, właściwie pewnym jest, że dzisiaj ci, którzy ONR-ABC nazywają rozłamowcami, sami by nimi byli, a zamiast ONR-ABC powstała by po prostu kolejna „Falanga”. Jeśli są osoby, które chcą działać narodowo to zachęcam do wstąpienia w szeregi Ruchu Narodowego. Zaznaczam tutaj mój wyraźny sprzeciw wobec powstania kolejnych niepotrzebnych organizacji.

MN: Jak więc odnajdujesz się w tej sytuacji?

Tomasz Dorosz: Jestem bardzo zawiedziony, gdyż nie udało się pozostawić tego wszystkiego sprawą wewnętrzną. Mój pomysł był prosty. Koledzy z Warszawy od lat zajmujący się tak ważnymi inicjatywami jak Marsz Niepodległości czy Media Narodowe, tak bardzo potrzebnymi naszej sprawie, mieliby się nimi zajmować dalej, a pozostali członkowie dotychczasowego ZG ONR mieli rozwijać go tak, jak tego chcieli. Jednakże powstanie ONR-ABC, dziecinne kłótnie na publicznych profilach w portalach społecznościowych i różne uszczypliwości z obu stron doprowadziły do tego, że mój pomysł na rozwiązanie konfliktu w ONR de facto upadł. Efektem tego jest także zapewne oświadczenie ONR, bez którego najpewniej nie zdecydowałbym się na naszą dzisiejszą rozmowę, a przynajmniej na ten temat. Muszę tutaj bowiem zauważyć, że można doszukać się w nim nieścisłości. Nasze ustalenia przy rozstaniu się w grudniu zawierały bowiem punkt mówiący jasno, że jeśli ktoś przy całym tym rozejściu się kierownictwa nie chce pozostawać dalej w organizacji, ponieważ nie podoba im się spodziewany nowy kierunek działania organizacji lub po prostu utożsamia się z poszczególnymi odchodzącymi z ONR działaczami, będzie zwolniony z przysięgi i będzie miał prawo odejść. O ile wiem, koledzy z Mazowsza, którzy stoją za powołaniem ONR-ABC, właśnie z tej opcji skorzystali, odchodząc z organizacji właściwie chwilę po mnie, Robercie Bąkiewiczu, Tomaszu Kalinowskim czy Michale Jelonku, a więc nazywanie ich osobami wyrzuconymi jest trochę nie na miejscu. Takie nieścisłości czy niedopowiedzenia w oficjalnych publikacjach mogą doprowadzać do znaczących przeinaczeń faktów w oczach zwykłych, niezaangażowanych w to wszystko sympatyków, czego przykładem jest opisujący oświadczenie ONR-u pełny kłamstw i całkowicie błędnych wniosków artykuł na jednym z niszowych, „prawdziwie prawicowych” portali internetowych, którego tutaj reklamować nie będę. Na pewno też nie mam zamiaru uczestniczyć w internetowych przepychankach na oświadczenia, komentarze i złośliwości, które niestety najpewniej będą miały miejsce – w wyniku różnic, które ujawniły się dobitnie w grudniu oraz wobec powstania ONR-ABC stwierdzam, że nie utożsamiam się z którąkolwiek stroną tego konfliktu, a sam ten konflikt uważam za bardzo szkodliwy dla sprawy narodowej.

MN: Jakie masz plany na przyszłość?

Tomasz Dorosz: Tak, jak ogłosiłem trzeciego kwietnia, na początku bieżącego roku, kiedy sytuacja z grudnia trochę się uspokoiła, dołączyłem do Ruchu Narodowego. Jak mówiłem na samym początku, byłem, jestem i będę narodowcem. Zawsze byłem przekonany, że Polska potrzebuje obozu narodowego z prawdziwego zdarzenia, który niesie wysoko sztandar narodowy, buduje prawdziwą organizację, próbuje duchowo i politycznie zmieniać Polskę. Zawsze chciałem budować samodzielny ideowo, organizacyjnie i politycznie ruch narodowy. Wierzę, że Ruch Narodowy jest i będzie czymś więcej, niż tylko partią polityczną, ponieważ odwołuje się właśnie do idei, organizacji i polityki z ponad stuletnią tradycją, której od lat jestem wierny. Każdy, kto poznał mnie i moje poglądy na pewno nie zdziwił się, że dołączyłem właśnie do Ruchu Narodowego. Chociaż Ruch Narodowy funkcjonuje jako partia polityczna, chcę w nim zajmować się przede wszystkim pracą ideowo-wychowawczą, społeczną czy publicystyką. Kierownictwo Ruchu od 2012 roku popełniło wiele błędów, mówią o tym oni teraz otwarcie i mam szczerą nadzieję, że wyciągnięto z tego wszystkiego pewne wnioski. Nie mam zamiaru być osobą, która głosi to, co w danej chwili jest akurat konieczne, chcę działać na rzecz idei narodowej. Liczę, że dzięki Konfederacji w różnych instytucjach pojawią się narodowcy, mam też jednak nadzieję, że w ramach tego projektu Ruch Narodowy zachowa całkowitą samodzielność ideową, organizacyjną i polityczną. Do Ruchu Narodowego zgłaszają się obecnie setki osób, także takich, których przy boomie na Marsz Niepodległości i w początkach Ruchu Narodowego trochę nam brakowało, a więc osób w średnim wieku oraz starszych. Mam także zamiar dalej pomagać w działalności Młodzieży Wszechpolskiej, udzielać się w ramach Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych oraz Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, mam także w planach zaangażowanie się wokół organizacji Sokół, kolejnego stowarzyszenia z narodową tradycją z bardzo ważnymi zadaniami do wykonania. Mam nadzieję, że będę mógł także pomagać tak jak potrafię najlepiej dziesiątkom wspaniałych, uczciwych i ideowych osób, które pozostały w ONR. Przed obozem narodowym bardzo ważne zadania i ciężkie boje, tak w temacie dalszego istnienia Polski w Unii Europejskiej czy w sprawie roszczeń żydowskich. Każde wewnętrzne wojenki osłabiają naszą ideę, a tym samym Polskę.

REKLAMA

Komentarze