REKLAMA

Biden wygrywa w sondażach. Czy Trump znów wygra głosami zwykłych Amerykanów?

Biden wygrywa w sondażach. Czy Trump znów wygra głosami zwykłych Amerykanów?

Joe Biden ciągle zwiększa przewagę w sondażach nad Donaldem Trumpem. Obecnie oddanie na niego głosu deklaruje 51,1 proc. badanych. Na obecnego prezydenta chce głosować 42,2 proc. Kluczowe znaczenie ma jednak rozkład głosów w Kolegium Elektorskim. Tutaj, według sondaży, Biden ma już dość poparcia do zwycięstwa.

REKLAMA

Ostatni raz na temat sytuacji w sondażach przed wyborami prezydenckimi w USA pisaliśmy pod koniec września. Dzień przed pierwszą debatą Biden-Trump.

W czwartek wieczorem czasu amerykańskiego miała się odbyć druga, została jednak odwołana. Organizująca je specjalna komisja chciała przeprowadzić ją zdalnie z powodu pandemii oraz niedawnego zakażenia i choroby prezydenta, jego sztab nie zgodził się jednak na taką formułę.

Do głosowania zostało 18 dni. Amerykanie pójdą do urn trzeciego listopada. W wielu stanach trwa już jednak od września proces oddawania głosów listownie i w ramach przedterminowego głosowania osobistego.

Przewaga Bidena jest już znaczna

W USA przeprowadza się nieustannie mnóstwo sondaży przedwyborczych. Przedstawianie ich wszystkich nie ma sensu, więc powszechną praktyką stało się wyciąganie wyników uśrednionych. I tak aktualnie uśredniony poziom poparcia dla Bidena to 51,1 proc. Pod koniec września było to 49,8 proc. Trump może według sondaży liczyć obecnie na poparcie 42,2 proc. Amerykanów. Adekwatnie pod koniec września było to 42,5 proc.

Zmiana w sondażach nie jest więc bardzo duża. Trend jest jednak taki, że przewaga Bidena powoli rośnie i zbliża się już do dziesięciu procent. Cztery lata temu, na tym samym etapie rywalizacji Hillary Clinton i Trumpa, przewaga na jej korzyść wynosiła zaledwie kilka procent. Obecnemu prezydentowi zostało więc już niewiele czasu, aby poprawić swoje wyniki. Zwłaszcza, że w ostatnich tygodniach tylko się one pogarszają.

Ogólnokrajowy sondaż ma jednak drugorzędne znaczenie. To głównie miara ogólnego nastroju społecznego. Kluczowe jest głosowanie na poziomie stanów, ponieważ każdy stan dysponuje określoną liczbą głosów w Kolegium Elektorskim, gdzie dokonuje się faktyczny wybór prezydenta. To kontrowersyjny system, ponieważ w skali całego kraju może wygrać jeden kandydat, ale ze względu na rozkład głosów prezydentem zostanie drugi. Tak jak cztery lata temu z Clinton, która ogólnie zdobyła trzy miliony głosów więcej niż Trump. On jednak wygrał w kluczowych stanach i zdobył więcej głosów elektorskich.

Według trzech różnych portali zajmujących się gromadzeniem informacji na ten temat i przekładaniem ich na rozkład głosów w Kolegium Elektorskim, Trump ma poważny problem.

Spora szansa na zwycięstwo demokraty

Portal 270towin ocenia, że według obecnych sondaży Biden ma już wygraną w kieszeni. Może bowiem liczyć na co najmniej 279 głosów w Kolegium Elektorskim. 270 wystarczy do zwycięstwa. Trump może liczyć na zaledwie 125. Do tego 134 głosy przypadają na stany, w których sondaże nie dają żadnemu z kandydatów wyraźnej przewagi, więc pozostają „niezdecydowane”. Nawet jeśli we wszystkich z nich wygrałby Trump, to i tak przegra.

Portal RealClearPolitics daje natomiast Bidenowi 216 głosów, podczas gdy Trumpowi 125. Za niezdecydowane uznaje 197 głosów. Taka różnica wynika z przyjęcia innej metodologii. Na przykład bardzo ważny stan Pennsylwania, dysponujący 20 głosami, nadal jest określany jako niezdecydowany, choć średnio w sondażach Biden ma tam siedem punktów procentowych przewagi. Portal 270towin zalicza go już do puli wspierających kandydata Demokratów.

Trzeci portal, FiveThirtyEight, nie uznaje natomiast niezdecydowania i stan z przewagą któregoś kandydata zalicza do jego puli. W ten sposób Biden wygrywa zdecydowanie, 348 do 192.

Trump potrzebuje więcej niż cudu

Wszystko wskazuje więc na to, że kandydat Demokratów wygra i rządy Trumpa skończą się na jednej kadencji. Portal FiveThirtyEight szacuje prawdopodobieństwo takiego wydarzenia na 87 procent. Uwzględnia przy tym popularne w USA, i nie tylko, przekonanie, iż Trump ma rzesze ukrytych zwolenników, którzy mogą zupełnie odmienić jego sytuację podczas głosowania.

Takie przekonanie bazuje na sytuacji z 2016 roku, kiedy sondaże też skazywały Trumpa na porażkę. Portal zwraca jednak uwagę, że wówczas przewaga Clinton tuż przed głosowaniem stopniała do zaledwie 3,3 punktu procentowego w skali kraju. Czyli bardzo blisko maksymalnego błędu statystycznego w sondażach. No i jak się po fakcie okazało, rzeczywiście sondaże myliły się o około trzy punkty procentowe. Różnica w rzeczywistości była minimalna i Trump wygrał w szeregu kluczowych stanów, zapewniając sobie zwycięstwo.

Teraz różnica w ogólnokrajowych sondażach zbliża się już jednak do dziesięciu punktów procentowych. Daleko ponad wszelki możliwy błąd statystyczny. Dodatkowo po poważnej wpadce wizerunkowej, jaką były sondaże przed poprzednimi wyborami, firmy sondażowe w USA zapewniają, że poprawiły swoją metodologię. Głównie poprzez położenie większego nacisku na wyborców słabiej wykształconych. Czyli tych, których głosy dały prezydentowi zwycięstwo w 2016 roku. Trump potrzebuje więc teraz znacznie więcej do powtórki. I o ile nie stanie się coś wyjątkowego, to jego szanse są marne.

Źródło: gazeta.pl

REKLAMA

Komentarze