REKLAMA

Sztuka w wykonaniu narodowców. Poeci wolnej Polski.

Sztuka w wykonaniu narodowców. Poeci wolnej Polski.

REKLAMA

Polska kultura współczesna kojarzy się dziś głównie ze środowiskiem grupy skamandrytów, Wiadomości Literackich, twórczością Czesława Miłosza czy też Wisławy Szymborskiej. Duża część reprezentantów polskiej kultury postulowała w swej twórczości także pewne ideały polityczne, powiązane głównie ze światopoglądem lewicowo-liberalnym. Z kolei przedstawiciele myśli narodowej i imperialnej kojarzą się dziś niestety głównie z prymitywnymi zachowaniami, brakiem kultury czy wiedzy. To jednak mity, które narosły w czasach panującej w Polsce przez ostatnie dziesięciolecia komuny.

 

Warto te mity obalić, przypominając Polakom kilku przedstawicieli tak zwanego „pokolenia kolumbów”, czyli pokolenia młodych polskich poetów i literatów, urodzonych około 1920 roku. Mimo, że wchodzili oni w dorosłość w latach II wojny światowej, i podczas trwania tego konfliktu ich światopoglądy przybrały ostateczny wyraz, to warto pamiętać jednak, że wychowywani byli oni w państwie, które tak różne jest od Polski, jaką dzisiaj dobrze znamy. II Rzeczpospolita przepełniona była dbaniem o polską historię, kulturę, promowano ją w szkołach, mówiły o niej liczne pisma, wszędzie działały liczne organizacje i stowarzyszenia młodzieżowe. Nie dziwne więc, że w czasie II wojny światowej tyle było wśród młodych Polaków patriotyzmu, oddania dla Ojczyzny, chęci walki za nią i za nasz naród. Oddanie i walka ta objawiała się w różny sposób. Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński czy Wacław Bojarski wybrali drogę kultury. Każdy z nich miał około dwudziestu lat. Nie mieli oni swojego manifestu, lecz ich myśli i idei doszukiwać należy się w ich niesamowitych słowach, chociażby Wacława Bojarskiego – „Czujemy się związani nierozłącznie z losami naszej ojczyzny, której wielkość jest oddalona od dnia dzisiejszego tylko na dystans silnej wiary. Przyszedł wreszcie czas trudny, gdy historia pod lufami armat kazała nam wybierać między imperialną wielkością, a gubernialnym unicestwieniem, między wszystkim a niczym. Pierwszy to właściwie raz zabrakło nam w historycznej perspektywie średniactwa i nudy. Przed nami już tylko wielkość lub zniszczenie”.

Jednym z tych młodych ludzi był Tadeusz Gajcy. Urodził się on 8 lutego w Warszawie. Jego przodkowie wywodzili się z Węgier. Matka pracowała jako położna, ojciec jako ślusarz. Uczył się w gimnazjum oo. Marianów na Bielanach. Był zdolnym uczniem, udzielał się też jako ministrant w kościele Jana Bożego. Od najmłodszych więc lat wychowywał się w duchu patriotycznym i chrześcijańskim. Już po wybuchu wojny podejmował w swej poezji problem wartości oraz dojrzewania, kontynuował naukę na tajnych kompletach na Uniwersytecie Warszawskim. Tam właśnie spotkał innego młodego i utalentowanego poetę, który w swojej twórczości nawiązywał do poetyki Awangardy Krakowskiej i który związany był z ruchem narodowym, a konkretniej z tak zwaną Konfederacją Narodu, konspiracyjną organizacją utworzoną przez przedwojennych działaczy Ruchu Narodowo-Radykalnego, znanego bardziej jako „Falanga”. Był to Zdzisław Stroiński, urodzony 29 listopada 1921 roku w Warszawie w rodzinie inteligenckiej. Wychowywał się w Zamościu. Podobnie jak Gajcy, rozpoczął tajne studia na Uniwersytecie Warszawskim. Studiował prawo i filologię polską. Tam też dwójka ta poznała się z Andrzejem Trzebińskim oraz Wacławem Bojarskim. Pierwszy urodził się 27 stycznia 1922 roku w Radogoszczy, drugi 31 października 1921 roku w Warszawie. Wszyscy studiowali polonistykę, wszyscy mieli narodowe oraz imperialne poglądy. Wszystkich łączyła jedna myśl, którą najlepiej wyraził Andrzej Trzebiński – „(…) Potrzebny jeszcze mit kultury imperialnej. Mit wielkiej historii: ogień, który zapala sumienia, oczyszczając je z małości. Myśli te powstawały w tym właśnie klimacie gorejącym, ale i oczyszczającym zarazem – klimacie kultury imperialnej wraz z jej mitami-zadaniami: przebudowania polskiego snobizmu na polską samodzielność, polskiego importu na polski eksport, polskiego subiektywizmu i pamiętnikarstwa, w którym pokutuje romantyczny postulat wyrażania własnej duszy, na obiektywizm, w którym wyraża się męski, dojrzały, z tomizmu wyrastający postulat tworzenia-kreowania”. Wspólne myśli zaowocowały koleżeństwem i współpracą.

Zaczęli współpracę z Bronisławem Onufrym Kopczyńskim, przedwojennym działaczem Ruchu Narodowo-Radykalnego. Był on założycielem podziemnego pisma kulturalnego pt. „Sztuka i Naród”. Pierwszy numer ukazał się 2 kwietnia 1942 roku. Od początku w pracy nad tym pismem brali udział Bojarski oraz Trzebiński. Po drugim numerze do redakcji dołączył także Tadeusz Gajcy oraz Zdzisław Stroiński. Pismo było miesięcznikiem, miało formę zeszytów powielanych. Mottem były słowa z Norwida – „Artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej”. Znaleźć w nim można było artykuły dotyczące kultury, historii, polityki oraz otaczającej twórców rzeczywistości, ale przede wszystkim utwory poetyckie i prozatorskie. Bardzo mocno krytykowano środowisko kulturalne powiązane ze światopoglądem lewicowo-liberalnym, między innymi przedstawicieli przedwojennych pism, takich jak „Skamander” czy też „Wiadomości Literackie”. Krytykowali też polską duchowość czy politykę. Szczególnie źle oceniali wizję Polski przedwojennych polityków i ich politykę międzynarodową. Wyrażają to chociażby słowa Wacława Bojarskiego – „Wielkością jesteśmy zagrożeni, zmuszeni do niej. Żeby się ustrzec przed znów zaledwie dwudziestoletnim pokojem – musimy wywalczyć wielkość. Program minimalny, przedwojenny, jest samobójstwem, jest zbrodnią”. Wszystkie ich publikacje dotyczyły stworzenia nowej kultury, którą osiągnąć mieli za pomocą kulturalnej rewolucji. Chwalili i propagowali oni działanie, czyn, cel, siłę. Nowa kultura obowiązywać miała w nowym państwie – Imperium, będącym sojuszem słowiańskich państw pod przewodnictwem Polski. Imperium te oprzeć miało się w przyszłości zagrożeniu ze strony Niemiec oraz Rosji. W Imperium tym panować miał uniwersalizm, trzecia droga – system mieszczący się pomiędzy demoliberalizmem a totalizmem. „I bez środków materialnych z każdego programu kulturalnego może coś zostać. Idea właśnie. Ale system demoliberalny nawet się już nie łudzi, że może ją dać”, pisał Bojarski. Po aresztowaniu Kopczyńskiego na początku 1943 roku redaktorem pisma został Wacław Bojarski. Niestety, nie był nim długo. Już w maju 1943 roku został on postrzelony przez Niemców podczas składania wraz z Gajcym oraz Stroińskim kwiatów pod pomnikiem Mikołaja Kopernika. Piątego czerwca umiera, a redaktorem zostaje Andrzej Trzebiński.

REKLAMA

Działania Trzebińskiego nie ograniczały się jednie do poezji oraz pisania artykułów. W rok po powstaniu „Sztuki i Narodu”, już jako redaktor naczelny tegoż pisma, Andrzej Trzebiński stworzył Ruch Kulturowy. Potrzebę powstania tegoż ruchu wyraził wcześniej w kilku pięknych zdaniach: „Istnieje głęboka i pełna odpowiedzialności konieczność wywołania w kulturze polskiej – a dziś przynajmniej przygotowanie, jeśli nie wywołania – jakiegoś wielkiego, szerokiego, ogarniającego cały naród ruchu kulturalnego, który związałby ze sobą te dwa momenty polskiej rewolucji – mit o imperium i realistyczną, odważną wizję rzeczywistości otaczającej nas – i który byłby ruchem posuwania się po tej wielkiej drodze historycznej od tego, co realnie istnieje, ku temu, co być musi”. Celem tego Ruchu nie miało być tworzenie programu politycznego, a realizacja postulowanej przez młodych poetów polskiej rewolucji kulturalnej, będącej próbą zmiany świadomości kulturalnej w narodzie polskim. Była to jednak rewolucja zdrowa – nie miała ona tylko charakteru negującego całą przeszłość, postulującego chaos i budowę czegoś w każdym calu nowego. Zakładano wyciąganie z przeszłości pozytywnych wzorców, tradycji. Stare, dobre elementy, wraz z koncepcją uniwersalizmu oraz etyką chrześcijańską miały być fundamentem nowego ładu, nowej Polski, a w przyszłości Imperium. Pięknie pisał o tej rewolucji Trzebiński – „Kultura bowiem czeka na zasadniczą rewolucję, rewolucję oczywiście nie w sensie drapieżnych manifestów czy stworzenia nowych partii w kulturze, które mogłyby wzajemnie ze sobą walczyć. Rewolucję, która przebudowałaby lub założyła cztery węgły przynajmniej pod nową budowę polskiej świadomości kulturalnej”. Na swój sposób ujmował to przed śmiercią Bojarski: „Rzeczą przyszłej wielkiej sztuki jest zerwanie zasadnicze z pasywizmem procesów twórczych – aktem ucieczki od życia, i raczej świadome tego życia organizowanie w ścisłym związku z całością kulturalną, niepowtarzalną i jedyną, narodową”. Ruch organizował między innymi kółka samokształceniowe, wieczory literackie czy konkursy architektoniczne dotyczące wizji odbudowania Warszawy po wojnie, wydawał także pismo „Sprawy Kultury”. Pewien etap w istnieniu środowiska „Sztuki i Narodu” oraz Ruchu Kulturowego zamknęło rozstrzelanie przez Niemców Andrzeja Trzebińskiego w listopadzie 1943 roku.

Środowisko „Sztuki i Narodu” wydało także trzy tomy poezji. Jeden, pod tytułem „Okna” (1943), napisał Zdzisław Stroiński. Dwa pozostałe, „Widma” (1943) oraz „Grom powszedni” (1944) – Tadeusz Gajcy. To właśnie Gajcy, po śmierci Andrzej Trzebińskiego obejmuje posadę redaktora naczelnego pisma. Nad Ruchem Kulturowym kierownictwo obejmuje natomiast Jerzy Schwakopf. To za jego „kadencji”, w 14/15 numerze „Sztuki i Narodu (grudzień 1943-styczeń 1944) opublikowano deklarację ideową Ruchu Kulturowego. Pion Upowszechniania Kultury, którym kierowała Halina Laskowska, organizował wieczory literackie, w których uczestniczyli także artyści z innych grup czy pism, między innymi Jerzy Andrzejewski czy Czesław Miłosz. Środowisko kierujące „Sztuką i Narodem” oraz Ruchem Kulturalnym jednoznacznie powiązane było że środowiskiem nacjonalistycznej Konfederacji Narodu, jednak po śmierci Trzebińskiego starano się nawiązać współpracę także z Armią Krajową i zależnym od niej Biurem Informacji i Propagandy. Ostatecznie nie doszło do tego, a powodem było zbliżające się powstanie warszawskie. Polskie środowiska narodowe, na czele ze Stronnictwem Narodowym (wraz z powołaną na początku wojny siłą zbrojną o nazwie Narodowa Organizacja Wojskowa), Obozem Narodowo-Radykalnym (w czasie wojny tzw. „Grupa Szańca”, wraz z siłą zbrojną o nazwie Związek Jaszczurczy a następnie słynne Narodowe Siły Zbrojne) czy Ruchem Narodowo-Radykalnym (Konfederacja Narodu, która w 1943 roku weszła w skład Armii Krajowej) przeciwne były koncepcji zrywu niepodległościowego i walki na zasadzie otwartego powstania, widząc w tym możliwość przegranej, a co zatem idzie utraty rzeszy najwybitniejszych, najbardziej oddanych Polsce ludzi. Jednak kiedy już do tego powstania doszło, pierwszego sierpnia 1944 roku, wszyscy narodowcy spełnili swój obowiązek i przystąpili do walki. Podobnie jak nasi bohaterowie. Tadeusz Gajcy i Zdzisław Stroiński walczyli w szeregach Armii Krajowej.

Walczyli oni w powstaniu warszawskim szesnaście dni. 16 sierpnia Tadeusz Gajcy wraz z Zdzisławem Stroińskim przebywali w kamienicy na ulicy Przejazd (dzisiaj ulica Andersa). Pod kamienice docierają niemieccy saperzy. Zostaje wysadzona. Pięciopiętrowa kamienica burzy się, a pod masą gruzu ginie dwóch wielkich poetów i myślicieli. Dzisiaj, czytając ich słowa, stawiając się w ich położeniu, trudno z jednej strony się nie wzruszyć, a z drugiej strony trudno nie poczuć siły i wielkości, w którą tak wierzyli i którą czcili. Wszyscy oni przepełnieni byli idealizmem. Bezgranicznie oddani wielkiej sprawie, wielkiej idei imperialnej kultury, która podnieść miała na nogi zburzoną Polskę. Byli gotowi poświęcić wszystko, włącznie z całym swoim życiem. Byli to niewątpliwie wielcy Polacy. W wieku dwudziestu kilku lat zasłużyli na to, aby na zawsze ich zapamiętać, aby o nich mówić, aby o nich myśleć, aby ich czytać. Niestety, w dużej mierze są dziś zapomniani. Co by było, gdyby nie zginęli. Kim by byli, jacy by byli, czy zmieniliby Polskę? Gdzie teraz są tacy wielcy ludzie, których ta Polska tak bardzo potrzebuje? Gdzie bezinteresowne oddanie, gdzie ta walka, gdzie ten idealizm, miłość do celów, miłość do ojczyzny, miłość do narodu, gdzie to wszystko się podziało? Dlaczego wokół nas tylko upodlenie, dlaczego tylko miernoty, dlaczego nicość, marazm, wielkie nic. Nic, co mogłoby dać polotu, co mogłoby pociągnąć nas wszystkich za jednym marzeniem, jedną drogą, ku jednemu celowi, jakim jest wolność. Wacław Bojarski pisał – „Wolność? Tak, ona jest naszym celem. Lecz rozumiana nie jako prawo do zrzucania z siebie odpowiedzialności za rzeczywistość, lecz jako służba idei”. I w służbie swej idei oddali życie.

Przyjaciele
My ten wiersz
Opowiemy jeszcze światu od nowa
twardym marszem żołnierskim –
radości,
zakochani swą pierwsza miłością
w wielkości” – W. Bojarski

Tomasz Dorosz

źródło:

Kierunki.info.pl
Polub fanpage Kierunki.info.pl na Facebooku
REKLAMA

Komentarze