REKLAMA

PRAW(N)A STRONA: Konstytucja Biznesu bez rewolucji

PRAW(N)A STRONA: Konstytucja Biznesu bez rewolucji

REKLAMA

Od dawna zapowiadany przez Ministerstwo Rozwoju pakiet ustaw pod marketingową nazwą „Konstytucji Biznesu” został ostatnio uchwalony przez Sejm. Wielkie oczekiwania wobec Konstytucji Biznesu nabudowała charakterystyczna dla Mateusza Morawieckiego rewolucyjna retoryka, zgodnie z którą projekt ten ma jakoby odmienić oblicze polskiej gospodarki i przynieść jakieś nieokreślone, ale nadzwyczajne korzyści wszystkim przedsiębiorcom. Tymczasem nowy pakiet ustaw jest niczym innym, jak nieco odświeżoną wersją ustawy o raczej ironicznej nazwie „Ustawy o swobodzie działalności gospodarczej”. Konstytucja Biznesu dzieli przepisy zawarte dotychczas w tej jednej ustawie na kilka mniejszych aktów prawnych i porządkuje je, przy czym trudno się dopatrzeć wśród nowych przepisów jakichkolwiek rewolucyjnych zmian. Nie ma w tym zresztą nic złego – bo dotychczasowe przepisy stały na bardzo przyzwoitym poziomie legislacyjnym. Nie było więc żadnego powodu, by całkowicie odrzucać dotychczasowy dorobek prawa gospodarczego i wyważać otwarte drzwi, starając się wymyślić coś nowego i lepszego. Prawo gospodarcze, po wielokrotnych zmianach i nowelizacjach (m.in. polegających na mechanicznym przepisywaniu dyrektyw unijnych) potrzebowało za to porządnego „liftingu” – odświeżenia treści, uproszczenia języka i ogólnego uporządkowania całej struktury przepisów. To właśnie zrobiło Ministerstwo Rozwoju.

Niemniej w przedstawionym pakiecie można się dopatrzeć również kilku interesujących nowości. Najgłośniejszą z nich jest wprowadzenie dla nowo założonych firm półrocznego okresu zwolnienia ze składek na ubezpieczenie społeczne ZUS – przez pierwsze sześć miesięcy działalności początkujący przedsiębiorca płacił będzie tylko składki zdrowotne (obecnie ok. 320 złotych). Dopiero po upływie pół roku rozpoczynać się będzie 2-letni okres znanego i lubianego „małego ZUS”, gdzie oprócz składek zdrowotnych płaci się symboliczne składki społeczne (obecnie ok. 185 złotych).

Zmianę tę trzeba ocenić zasadniczo pozytywnie, ale nie można powiedzieć, by wprowadzała jakąś nową jakość w polskiej legislacji. Problemem w Polsce nie jest obecnie brak zachęt do otwarcia działalności gospodarczej, ale duże obciążenia dotykające najmniejszych przedsiębiorców po upływie okresu „małego ZUS”. Po upływie tych pierwszych dwóch lat (niedługo – pierwszych dwóch i pół roku) każdy przedsiębiorca płaci ponad 1100 złotych miesięcznie dla ZUS – i to nawet wtedy, kiedy w danym miesiącu miał zerowe dochody, albo wręcz poniósł straty. Dla najmniejszych przedsiębiorców takie obciążenie jest niekiedy mordercze i sprawia, że popularną praktyką jest stosowanie rodzinnej „karuzeli” działalności gospodarczych – przez pierwsze dwa lata prowadzi się działalność pod własnym nazwiskiem, po zakończeniu „małego ZUS” zamyka się ją i otwiera nową na nazwisko żony, a po kolejnych 2 latach kolejną – na nazwisko matki, i tak dalej…

Z tej perspektywy dużo bardziej oczekiwaną regulacją jest od dawna zapowiadana przez to samo Ministerstwo Rozwoju odrębna ustawa dotycząca najmniejszych firm, która ma uzależnić wysokość składek ZUS od wysokości dochodu. Projekt ten ma również niedługo trafić do Sejmu, ale jak dotąd rząd nie przyjął ostatecznej wersji.

Inną zmianą istotną z perspektywy najdrobniejszych freelancerów jest wprowadzenie minimalnego progu miesięcznych obrotów, poniżej którego świadczenie drobnych usług nie będzie uważane za działalność gospodarczą i nie będzie wymagało zakładania firmy (próg ten ustawiono na poziomie połowy minimalnej pensji, czyli w 2018 roku – 1050 złotych). Jest to nowość bardzo pożądana przez osoby zajmujące się dorywczo np. korepetycjami, czy drobnymi naprawami. Do tej pory osoby takie były w zasadzie skazane na działanie w szarej strefie, bo składki ZUS na zarejestrowanej działalności przewyższały ich dochody. Teraz niewielką dorywczą działalność (do 1050 złotych miesięcznego obrotu) będzie można prowadzić legalnie, bez rejestracji w CEIDG i ZUS, jedynie płacąc 18-procentowy PIT. Oczywiście dla większości niepłacenie podatków w ogóle będzie pewnie nadal bardziej atrakcyjne, jednak zlikwidowany zostanie dotychczasowy, kuriozalny stan prawny, w którym nawet ktoś, kto chciał działać legalnie i płacić podatki – praktycznie nie miał takiej możliwości.

REKLAMA

Z drugiej strony propozycja Ministerstwa Rozwoju tworzy nowy sposób na unikanie ZUS, co jest poważną wadą, chyba nie do końca dostrzeganą przez autorów ustawy.

Niedużym, ale interesującym atutem Konstytucji Biznesu jest też fakt, że w ramach dostosowywania dziesiątków różnych ustaw do nowego stanu prawnego prawnicy Ministerstwa Rozwoju wyszukali i usunęli wszystkie istniejące jeszcze w polskim prawie nawiązania do nazewnictwa PRL. Najbardziej znaną ustawą tego typu jest oczywiście Prawo prasowe, na podstawie którego w dalszym ciągu redaktor naczelny każdego nowo powstającego tytułu prasowego musi złożyć oświadczenie, że nie jest osobą skazaną za „zbrodnie przeciwko podstawowym interesom politycznym i gospodarczym Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. Po wejściu w życie Konstytucji Biznesu ostatnie tego typu „kwiatki” zostaną usunięte – i choć trudno zrozumieć, dlaczego takie porządkowanie systemu prawnego zostało włączone akurat w pakiet ustaw dotyczących prawa gospodarczego, to trzeba docenić Ministerstwo Rozwoju za podjęcie wysiłku w celu zapewnienia podstawowej „higieny językowej” polskiej legislacji.

Ta ciekawostka w zasadzie zamyka katalog nowości w Konstytucji Biznesu – a przynajmniej takich nowości, które byłyby istotne lub interesujące z perspektywy większości przedsiębiorców i większości Polaków. Reszta zmian może mieć znaczenie dla określonych grup specjalistów czy urzędników, ale raczej nie wywrze skutków na masową skalę.

Główną zaletą Konstytucji Biznesu nie są więc wprowadzone w niej reformy, ale fakt, że Ministerstwo Rozwoju fachowo uporządkowało i odświeżyło polskie prawo gospodarcze, nie psując jednocześnie niczego dobrego, co w tej dziedzinie wypracowano przez ostatnie dekady. I to trzeba docenić.

Autor jest członkiem Zarządu Ruchu Narodowego.

autor:

Michał Wawer
REKLAMA

Komentarze